Dodaj do ulubionych

Jak znosicie posiłki z miesożercami?

IP: *.border.infoland.int.pl 15.12.03, 11:25
Bo ja z bólem, smutkiem i wielkim niesmakiem. Unikam tego jak tylko mogę, ale
nie zawsze mogę - cóz, moja rodzinka je karpie na wigilie. Na szczęście od
kilku lat chociaż nie mordują ich w naszym domu...Kiedy świat będzie
wegetariański? :(((
Obserwuj wątek
    • Gość: Annette Re: Jak znosicie posiłki z miesożercami? IP: *.pl.ibm.com / *.de.ibm.com 15.12.03, 11:58
      Zawsze jest mi trochę przykro. Ale uważam, że nie można nikomu na siłę narzucać
      swoich poglądów. Ja każdą zmianę zawsze zaczynam od siebie, a otoczenie w jakiś
      tam sposób na to reaguje. W tym wypadku moja mama i siostra mocno ograniczyły
      spożycie mięsa a za to ojczym ostentacyjnie zaczął jeść go więcej. Trochę to
      mnie zdziwiło, bo dorosły facet a zachowuje się jak dziecko a ja przecież ani
      przez moment nie próbowałm go do niczego przekonywać. Dziwne, nie?
      Generalnie mam wrażenie, że moja jedząca mięso rodzina bardziej się przejmuje
      tym, że ja go nie jem, niż ja tym, że oni jedzą...
    • maniek2000 Re: Jak znosicie posiłki z miesożercami? 15.12.03, 13:16
      co do spozywania, nie jest zle, co znaczy ze nie bardzo mi to przeskadza.
      sprawa jest po prostu powszechna i samemu tez sie jadlo miesa i moze sie bedzie
      jadlo (wiadomo to co moze czlekowi do lba szczelic :) ), wiec tak jakos
      restrykcyjnie nie podchodze do tego tematu.
      Inaczej jest z przygotowawywaniem posiłkow i uzywaniem sprzetu kuchennego...
      jak dla mnie, to lepiej miec osobny komplet garów, nozy, desek itp.
      • schaetzchen Re: Jak znosicie posiłki z miesożercami? 15.12.03, 14:02
        >Inaczej jest z przygotowawywaniem posiłkow i uzywaniem sprzetu kuchennego...
        > jak dla mnie, to lepiej miec osobny komplet garów, nozy, desek itp.

        O właśnie, jak się zdarzy, że w tym samym czasie jestem w kuchni z moim tatą, to
        bardzo go dziwi, że myję nóż którym kroił kiełbasę, zanim ukroję nim coś
        mojego... A nie dziwi go, że sam nie kroi tym samym nożem np kiełbasy i ciasta.
        Dziwne.
        Staram sie być tolerancyjna i nie komentuję w żaden sposób tego, że ktoś przy
        mnie je mięso - jego wybór. No, chyba, że ktoś robi to ostentacyjnie i użala się
        nade mną, że taka jestem biedna, bo nie jem tych frykasów. Mam natomiast grupę
        znajomych, którzy - mimo, że mięsożerni - przy mnie starają się mięsa nie jeść.
        To bardzo miłe.
        Acha, cierpię bardzo, kiedy mojemu tacie przyjdzie do głowy usmażyć/upiec sobie
        jakieś zwierzę - śmierdzi potem w całym domu, wietrzyć trzeba godzinami...
        • Gość: Annette Re: Jak znosicie posiłki z miesożercami? IP: *.pl.ibm.com / *.de.ibm.com 15.12.03, 14:29
          schaetzchen napisała:
          No, chyba, że ktoś robi to ostentacyjnie i użala si
          > ę
          > nade mną, że taka jestem biedna, bo nie jem tych frykasów.

          Za tym, z pozoru niewinnym namawianiem i kuszeniem, kryje się moim zdaniem
          głębszy problem. Jeśli ktoś nie szanuje moich wyborów, to taka osoba budzi moje
          poważne wątpliwości, co do intencji, jakie nią kierują. Bo przecież gdyby
          chodziło rzeczywiście o moje dobro i szczęście, to nie byłoby w tym ostentacji,
          złośliwości czy wmawiania mi, że jestem nieszczęśliwa, prawda? Bo gdyby
          chodziło o moje szczęście, to ten ktoś zadbałby, żeby podać coś, co obojgu by
          nam pasowalo. To mi raczej wygląda na inwazyjność i chęć podporządkowania, z
          cyklu "nie mogę znieść, że ktoś robi coś inaczej, niż ja". Jeśli ktoś traktuje
          mnie protekcjonalnie, z wyższością zakładając, że jestem od niego głupsza i nie
          mam prawa do własnych decyzji, to automatycznie niszczy bliskość i zaufanie
          między nami.
    • Gość: Oliwka Re: Jak znosicie posiłki z miesożercami? IP: *.enterpol.pl / *.enterpol.pl 15.12.03, 14:20
      ja nie jem miesa od ok.7lat,moja siostra tez.W domu mamy spokoj,mama sama
      ograniczyla spozycie miesa bo jej sie nie chce gotowac 2 obiadow:)Zreszta ona
      lubi jedzenia wegetarianskie,znajduje jakies nowe przepisy,do miesa ma osobne
      deski,itd.Ale dalsza rodzina..ile sie nasluchalysmy podczas np.wigili:no zjedz
      rybke,choc raz w roku,babcia sie tak nameczyla!Uhh...Ale od jakiegos czasu
      jest spokoj,chyba sie juz przyzwyczaili.Babcia np.gotuje na swieta osobny
      barszczyk dla nas:)
    • emka_waw Kwestia formalna 15.12.03, 15:21
      WSZYTKOŻERCA, nie mięsożerca. Naturalnych mięsożerców wśród ludzi to jest może
      z promil, oczywiście poza Eskimosami.

      Co do jadania razem: ja nie wybrzydzam, kiedy jadam z wegetarianami, a oni,
      kiedy siedzą ze mną przy stole. Bogu dzięki, moi znajomi są kulturalni.

      Kiedy świat będzie wegetariański? Nigdy. Dla wielu ludzi jest niemożliwością
      przejście na wegetarianim - na przykład dla mnie. Zabronił mi tego lekarz,
      notabene wegetarianin, bo mój organizm nie przyswajał tylu składników
      pokarmowych z samego pokarmu roślinnego, ile było mu potrzebne. I jak sam
      stwierdził, nie jestem bynajmniej unikatem pod tym względem.

      Dlatego też krzywienie się, że ktoś je mięso w naszej obecności dowodzi braku
      kultury osobistej - w końcu człowiek jest z natury wszystkożercą, i jeśli
      lepiej jest dla niego jeść mięso, to powinien to robić. Ja nie krzywię się, że
      w mojej obecności cukrzyk robi sobie zastrzyk z insuliny - a wstrząsa mnie
      nawet myśl o zastrzyku, nie cierpię tego. Bo on nie ma innego wyjścia. I wielu
      ludzi nie ma innego wyjścia jak jeść mięso.
      • Gość: egaheer Re: Kwestia formalna IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.12.03, 15:29
        emko droga, myślę że tu chodzi o zapach mięsa - mi na przykład nie przeszkadza
        za bardzo drób, natomiast jak ktoś przy mnie je kiełbasaę, to łapia mnie
        mdłości:( Wegetarianie mają cholernie wyczulony zapach i smak. To moze
        przeszkadzać.
        Wszystkożercom nie przeszkadzają wegetariańskie posiłki, bo sami jedzą
        rośliny, prawda? Wegetarianie nie widzą na czyimś talerzu kotleta - tylko
        kawałek niegdyś żywego zwierzęcia. Staram się pohamować swoje komentarze, ale
        jak mi czasem dalsza rodzina docina, to nie wytrzymuję:(
        pozdrawiam
        egaheer
        • emka_waw Re: Kwestia formalna 15.12.03, 16:24
          > emko droga, myślę że tu chodzi o zapach mięsa - mi na przykład nie
          przeszkadza
          > za bardzo drób, natomiast jak ktoś przy mnie je kiełbasaę, to łapia mnie
          > mdłości:(

          Od sklepowej kiełbasy też mnie mdli. Robiona "po domowemu", w gospodarstwie, to
          zupełnie co innego. Może was drażni ta chemia pokarmowa?

          Wegetarianie mają cholernie wyczulony zapach i smak. To moze
          > przeszkadzać.

          Wybacz, ale to właśnie smród ugotowanych warzyw jest dla mnie paskudny. A
          soczewica w smaku obrzydliwa. Mam wrażenie, że wstręt do zapachu i smaku mięsa
          ma raczej podłoże psychiczne - wmówienie sobie, że to jest obrzydliwe.

          > Wszystkożercom nie przeszkadzają wegetariańskie posiłki, bo sami jedzą
          > rośliny, prawda? Wegetarianie nie widzą na czyimś talerzu kotleta - tylko
          > kawałek niegdyś żywego zwierzęcia.

          Błędne rozumowanie, co za różnica, martwe zwierzę czy martwa roślina? Trup na
          talerzu jest trupem, roślinnym czy zwierzęcym.

          Staram się pohamować swoje komentarze, ale
          > jak mi czasem dalsza rodzina docina, to nie wytrzymuję:(

          Pomacaj ich psa po nodze i powiedz "pyszne udko". Radykalnie zamyka gęby
          mięsnym besserwiserom.
          • Gość: egaheer Re: Kwestia formalna IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.12.03, 14:30
            Cały czas mnie fascynuje, dlaczego kiedyś próbowałaś zostać wegetarianką.
            Naprawdę.
            Mięso śmierdzi. Wędliny najbardziej, ale jak u mnie w domu wstępnie obsmażają
            jakieś świeże mięcho - wszystko jedno, drób czy wołowina - idę na górę,
            zamykam drzwi i albo otwieram okno, albo zapalam kadzidełko. Nie mogę tego
            znieść! Naprawdę nie pojmuję, jak mogłam to kiedyś jeść i nie zwracać w
            trakcie:)
            Gotowane warzywa śmierdzą, Twoim zdaniem? Które? Oprócz kapusty, ma się
            rozumieć, a właściwie kapustnych ogólnie. A soczewica jest przepyszna, tylko
            trzeba ją umieć doprawić. Rany boskie, kobieto, dlaczego chciałaś być
            wegetarianką, jak nie lubisz warzyw???? Masochizm utajony, czy co?
            I naprawde nie rozumiem, jak mozna nie wiedzieć róznicy między zwierzęciem a
            rośliną na talerzu:(
            Za radę z psem dziękuję. Spróbuję wykorzystać. Niestety, jeden dom jest bez
            psa, a w drugim się nie przejmą. Ale pewnie się spodoba:)
            Pozdrawiam
            egaheer
            • emka_waw Re: Kwestia formalna 16.12.03, 14:55
              > Cały czas mnie fascynuje, dlaczego kiedyś próbowałaś zostać wegetarianką.
              > Naprawdę.

              Miałam poważną nadwagę. Myślałam, że wegetarianizm pomoże mi schudnąć i
              poprawić ogólny stan zdrowia. Specjalnie wybrałam wegetarianina, żeby nie
              słuchać ględzenia o mięsie. Ułożył mi dietę. Po pewnym czasie zrobił badania. I
              kazał wrócić do mięsa.

              > Mięso śmierdzi. Wędliny najbardziej,

              Wędliny ze sklepu śmierdzą i dla mnie. Wędliny domowej roboty nie.

              ale jak u mnie w domu wstępnie obsmażają
              > jakieś świeże mięcho - wszystko jedno, drób czy wołowina - idę na górę,
              > zamykam drzwi i albo otwieram okno, albo zapalam kadzidełko. Nie mogę tego
              > znieść! Naprawdę nie pojmuję, jak mogłam to kiedyś jeść i nie zwracać w
              > trakcie:)

              Ludziom w obozach koncentracyjnych dawano zupę z brukwi. Jak dostawali mięso,
              to rzygali jak chore koty. Odzwyczajenie po prostu.

              > Gotowane warzywa śmierdzą, Twoim zdaniem? Które? Oprócz kapusty, ma się
              > rozumieć, a właściwie kapustnych ogólnie.

              Gotowana marchew, gotowana pietruszka, gotowany por, seler, brokuł, kukurydza,
              groszek...

              A soczewica jest przepyszna, tylko
              > trzeba ją umieć doprawić.

              Doprawiałam. Z żadną ilością i kombinacją przypraw nie chciała mi przejść przez
              gardło.

              Rany boskie, kobieto, dlaczego chciałaś być
              > wegetarianką, jak nie lubisz warzyw????

              A kto powiedział że nie lubię??? Chyba nie ja? Pisałam o GOTOWANYCH warzywach.
              Surowe uwielbiam. I pikle warzywne. Kiszone ogórki i kiszoną kapustę. Mniam.

              No, sałaty nie cierpię, ale to akurat wyjątek.

              > I naprawde nie rozumiem, jak mozna nie wiedzieć róznicy między zwierzęciem a
              > rośliną na talerzu:(

              Bo sama jesteś zwierzę, i traktujesz sprawę z pozycji silniejszego. Ja
              podchodzę z szacunkiem do CAŁEGO życia. Roślinnego i zwierzęcego. Nie ma tu dla
              mnie lepszych i gorszych żyjących istot.

              A wiesz chociaż, czym się różni roślina od zwierzęcia?

              > Za radę z psem dziękuję. Spróbuję wykorzystać. Niestety, jeden dom jest bez
              > psa, a w drugim się nie przejmą. Ale pewnie się spodoba:)

              Kanarek, żółw, chomik, królik, gołąb za oknem - zaproponuj rosół z gołębia,
              obrzydzenie wywróci ich wtedy na pięćdziesiątą stronę.
              • Gość: egaheer Re: Kwestia formalna IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.12.03, 17:22
                emka_waw napisała:

                > > Mięso śmierdzi. Wędliny najbardziej,
                >
                > Wędliny ze sklepu śmierdzą i dla mnie. Wędliny domowej roboty nie.

                Dla mnie śmierdzi każde. Pewnie kwestia węchu...

                > Ludziom w obozach koncentracyjnych dawano zupę z brukwi. Jak dostawali
                mięso,
                > to rzygali jak chore koty. Odzwyczajenie po prostu.

                Nie. Zaczęło mi śmierdzieć po paru miesiącach po odstawieniu. Jak w takim
                razie wyjaśnisz fakt, że nie biorą mnie mdłości, kiedy jem np. swieże
                truskawki po 10 miesiącach niejedzenia ich? Nie chce Cię narażac na problemy
                zdrowotne i nie zaproponuję, zebyś przestała jeść mięso w celach
                eksperymentalnych, więc uwierz mi na słowo. Śmierdzi. I już.

                > > Gotowane warzywa śmierdzą, Twoim zdaniem? Które? Oprócz kapusty, ma się
                > > rozumieć, a właściwie kapustnych ogólnie.
                >
                > Gotowana marchew, gotowana pietruszka, gotowany por, seler, brokuł,
                kukurydza,
                > groszek...

                OK, poddaję się, dla mnie pachną tak, ze na sama myśl mi ślinka cieknie...
                Ostatnio odkryłam mrożonkę z kalafiora, marchewki i brokuła, mogłabym jeść
                tylko to, z dodatkiem sosu orzechowego. rewelacja.
                Widzisz? A mnie smierdzi mięso.

                > A soczewica jest przepyszna, tylko
                > > trzeba ją umieć doprawić.
                >
                > Doprawiałam. Z żadną ilością i kombinacją przypraw nie chciała mi przejść
                przez
                > gardło.

                Ja tak mam z białym serem, surowym mlekiem, smietana i kefirem. Do jogurtu
                naturalnego sie powoli przekonuję, ale reszta mnie odrzuca natychmiast, 'od
                zawsze'. Żeby było smieszniej, po zmiksowaniu kefiru z duzą ilością owoców
                problem znika, i mogę wypić każdą ilosć. Ale wszelkie warzywa i owoce albo
                uwielbiam, albo chociaż toleruję, nie ma nic czego bym nie zjadła...

                > No, sałaty nie cierpię, ale to akurat wyjątek.

                ja za taką zwykłą też nie przepadam, ale odkryłam parę lat temu lodową i
                zostanę prz niej. Jest jakaś taka mniej trawiasta:)

                > > I naprawde nie rozumiem, jak mozna nie wiedzieć róznicy między zwierzęciem
                > a
                > > rośliną na talerzu:(
                >
                > Bo sama jesteś zwierzę, i traktujesz sprawę z pozycji silniejszego. Ja
                > podchodzę z szacunkiem do CAŁEGO życia. Roślinnego i zwierzęcego. Nie ma tu
                dla
                > mnie lepszych i gorszych żyjących istot.
                >
                > A wiesz chociaż, czym się różni roślina od zwierzęcia?

                Muszę:) Roślinami bedę się zajmować zawodowo. I po 2 semestrach
                przedmiotu 'fizjologia roślin' mam pewna opinię na ten temat. Szanuję rośliny,
                zawsze jak widzę okaleczone drzewo to sie pienię z wściekłosci na tego, kto to
                zrobił - ale różnica pomiędzy rośliną a zwierzęciem jest dla mnie w dalszym
                ciągu kolosalna. Absolutnie nie uważam, że rośliny sa w jakis sposób gorsze.
                Są jednak inne, i uważam ze wyrządzam naturze i życiu mniejsza krzywdę jedząc
                rośliny. Z mojego punktu widzenia uszłoby jedzenie padliny - moralnie - ale
                fizycznie sie brzydzę. I nie widzę potrzeby:)

                > > Za radę z psem dziękuję. Spróbuję wykorzystać. Niestety, jeden dom jest be
                > z
                > > psa, a w drugim się nie przejmą. Ale pewnie się spodoba:)
                >
                > Kanarek, żółw, chomik, królik, gołąb za oknem - zaproponuj rosół z gołębia,
                > obrzydzenie wywróci ich wtedy na pięćdziesiątą stronę.

                Ee, nie doceniasz moich kuzynów. Ale spodoba im sie na pewno, ze
                się 'wyrobiłam', przestałam siedzieć w kacie, a zaczęłam pyskować:) Eh, co
                wegetarianizm robi z ludźmi:))

                Pozdrawiam
                Egaheer
                • emka_waw Re: Kwestia formalna 17.12.03, 14:56
                  > > Wędliny ze sklepu śmierdzą i dla mnie. Wędliny domowej roboty nie.
                  >
                  > Dla mnie śmierdzi każde. Pewnie kwestia węchu...

                  Genetycznych uwarunkowań raczej. Od dziecka wolałam mięso od warzyw.
                  Zakopywałam buraczki (fuj, tarte gotowane buraczki, yyyy...) i marchewkę w
                  ziemniaki.

                  > Nie. Zaczęło mi śmierdzieć po paru miesiącach po odstawieniu. Jak w takim
                  > razie wyjaśnisz fakt, że nie biorą mnie mdłości, kiedy jem np. swieże
                  > truskawki po 10 miesiącach niejedzenia ich? Nie chce Cię narażac na problemy
                  > zdrowotne i nie zaproponuję, zebyś przestała jeść mięso w celach
                  > eksperymentalnych, więc uwierz mi na słowo. Śmierdzi. I już.

                  Genetyczne uwarunkowanie spotęgowane psychologicznymi czynnikami i
                  odzwyczajeniem.

                  > > Gotowana marchew, gotowana pietruszka, gotowany por, seler, brokuł,
                  > kukurydza,
                  > > groszek...
                  >
                  > OK, poddaję się, dla mnie pachną tak, ze na sama myśl mi ślinka cieknie...
                  > Ostatnio odkryłam mrożonkę z kalafiora, marchewki i brokuła, mogłabym jeść
                  > tylko to, z dodatkiem sosu orzechowego. rewelacja.
                  > Widzisz? A mnie smierdzi mięso.

                  A mnie te brejowate gluty, jak już pisałam, od małego.

                  > > Doprawiałam. Z żadną ilością i kombinacją przypraw nie chciała mi przejść
                  > przez
                  > > gardło.
                  >
                  > Ja tak mam z białym serem, surowym mlekiem, smietana i kefirem. Do jogurtu
                  > naturalnego sie powoli przekonuję, ale reszta mnie odrzuca natychmiast, 'od
                  > zawsze'. Żeby było smieszniej, po zmiksowaniu kefiru z duzą ilością owoców
                  > problem znika, i mogę wypić każdą ilosć. Ale wszelkie warzywa i owoce albo
                  > uwielbiam, albo chociaż toleruję, nie ma nic czego bym nie zjadła...

                  U mnie dokładnie odwrotnie, surowe mleko pijam świeżo po udoju, i to ciepłe,
                  litr na raz (z kartonu nawet nie tykam), jogurt albo naturalny, albo z makiem i
                  migdałami, albo wiśniowy - byle nie słodki.

                  > Muszę:) Roślinami bedę się zajmować zawodowo. I po 2 semestrach
                  > przedmiotu 'fizjologia roślin' mam pewna opinię na ten temat. Szanuję
                  rośliny,
                  > zawsze jak widzę okaleczone drzewo to sie pienię z wściekłosci na tego, kto
                  to
                  > zrobił - ale różnica pomiędzy rośliną a zwierzęciem jest dla mnie w dalszym
                  > ciągu kolosalna. Absolutnie nie uważam, że rośliny sa w jakis sposób gorsze.
                  > Są jednak inne, i uważam ze wyrządzam naturze i życiu mniejsza krzywdę jedząc
                  > rośliny.

                  A ja uważam, że każde życie zasługuje na taki sam szacunek i równorzędne
                  traktowanie z innymi.

                  > > Kanarek, żółw, chomik, królik, gołąb za oknem - zaproponuj rosół z gołębia
                  > ,
                  > > obrzydzenie wywróci ich wtedy na pięćdziesiątą stronę.
                  >
                  > Ee, nie doceniasz moich kuzynów. Ale spodoba im sie na pewno, ze
                  > się 'wyrobiłam', przestałam siedzieć w kacie, a zaczęłam pyskować:) Eh, co
                  > wegetarianizm robi z ludźmi:))

                  Jak nic nie pomoże, to pomacaj kuzynów po bicepsach...
        • marchewunia Re: Kwestia formalna 15.12.03, 17:16
          A co do mnie to raczej wytrzymuję, staram się nic nie odpowiadać jak ktoś się
          czepia bo to jego sprawa co myśli, skoro nie chce mu się wysilać ja go nie
          będę zmuszać...są dni kiedy u mojej babci zabijają np. cielaka przywożą to do
          nas do domu i dzielą, kroją itd...wtedy dzwonię do chłopaka i mówię tylko
          rzeźnia od razu wie o co chodzi i wychodzimy...dla mnie to jest koszmar, był
          nawet wtedy gdy jadłam mięso, sama krew tego zwierzaka, no ochydztwo...są też
          dni kiedy wszystko we mnie pęka i dosłownie wrzeszczę żeby dali mi spokój i
          się nie czepiali, wtedy mówią, że mi się w głowie od tego niejedzenia
          poprzewracało...i tak w kółko, ciągle wierzą, ze będę jadła mięso, ale to oni
          w to wierzą. Pozdrawiam
      • Gość: tea Re: Kwestia formalna IP: *.border.infoland.int.pl 16.12.03, 12:30
        "Co do jadania razem: ja nie wybrzydzam, kiedy jadam z wegetarianami, a oni,
        kiedy siedzą ze mną przy stole. Bogu dzięki, moi znajomi są kulturalni."

        Mylisz pojęcia - tu nie chodzi o kwesteie dobrego wychowania - zabijanie
        zwierząt by jeść ich ciała to po prostu prymitywna zbrodnia. Nie skomentuję też
        nie rozróżniania "trupa" roślinnego od zwierzęcego.

        Biedna istoto musząca jeść mięsko by być zdrową - co też mięsojad nie wymyśli
        by zaspokoić swoją krwawą żądzę!

        Może moje słowa są za ostre ale to okropne gdy kaci chcą być akceptowani i
        rozgrzeszani.
        • emka_waw Re: Kwestia formalna 16.12.03, 12:51
          > "Co do jadania razem: ja nie wybrzydzam, kiedy jadam z wegetarianami, a oni,
          > kiedy siedzą ze mną przy stole. Bogu dzięki, moi znajomi są kulturalni."
          >
          > Mylisz pojęcia - tu nie chodzi o kwesteie dobrego wychowania - zabijanie
          > zwierząt by jeść ich ciała to po prostu prymitywna zbrodnia.

          Nieprawda. Tylko takie masz, chore chyba urojenie (wybacz, ale prosisz się o
          taki komentarz). Napisałam: mój organizm wymaga mięsa. Czy to zbrodnia? Nie, to
          natura. Twój organizm wymaga roślin. Czy to cofanie się na drzewo? Nie, to też
          jest natura! Mamy inne organizmy i każdej z nas co innego pasuje. Nazywanie
          tego zbrodnią dowodzi tylko prymitywizmu umysłowego (ewentualnie durnego
          fanatyzmu) piszącego.

          Nie skomentuję też
          >
          > nie rozróżniania "trupa" roślinnego od zwierzęcego.

          Bo nie masz argumentów, wiem. Normalka u wege-fanatyków.

          > Biedna istoto musząca jeść mięsko by być zdrową - co też mięsojad nie wymyśli
          > by zaspokoić swoją krwawą żądzę!

          Gadał dziad do obrazu... Wyraźnie napisałam, że tak wyszły mi badania, tak mi
          zalecił jeść lekarz - WEGETARIANIN. A potem niektórzy się dziwią, że ich
          nazywam idiotami, ale jak mam nazwać kogoś, kto nie rozumie słowa pisanego?
          >
          > Może moje słowa są za ostre

          Nie, są tylko dennie głupie.

          ale to okropne gdy kaci chcą być akceptowani i
          > rozgrzeszani.

          :))))))))
          Jaja sobie robisz? Jakie rozgrzeszenie, jaka akceptacja? Z tego, że taka się
          urodziłam? I wielu innych też? Nie sądź według siebie, ja naprawdę nie
          potrzebuję dowartościowywać się zawartością mojego talerza.
          • Gość: tea Re: Kwestia formalna IP: *.border.infoland.int.pl 17.12.03, 09:41
            bez komentarza
            • emka_waw Re: Kwestia formalna 17.12.03, 12:14
              :)))) Spodziewałam się tego. Z faktami nie ma co dyskutować, prawda?

              Cytacik dla ciebie:

              "If they refuse to eat meat because of humanitarian principles, they should
              also refuse to eat bread."
              Bertrand Russell
      • agaaska Podziwiam Cię 17.12.03, 10:08
        za upór i konsekwencję w powtarzaniu wciąż tego samego. Po przeczytaniu
        kilkudziesięciu Twoich postów moge z 90% prawdopodobieństwem przewidzieć co
        będzie w kolejnym.
        Po pierwsze nie mięsożerca a wszystkożerca - wiemy, wiemy, wiemy ale Ty z
        uporem maniaka będziesz nas nawracać a to tylko słowa, słowa, słowa umowne
        słowa.
        Po drugie lekarz Ci zabronił (a nie pomyślałaś by poszukać dietetyka? albo
        skonsultować to z jeszcze kilkoma lekarzami) i bardzo kochasz zwierzęta, ale
        Twój organizm domaga się mięsa.
        Po trzecie znak równości między trupem roślinym a zwierzęcym. Dla mnie jednak
        roślina to nie to samo co zwierzę coś już potwierdzono naukowo jakieś tam
        współodczuwanie przez rośliny. Jednak dopóki nie zacznie krzyczeć, albo ronić
        łzy przez "zabiciem" będzie dla mnie tylko roślinką.
        Po czwarte jak się pojawi boże krówka to dyskusja się nigdy nie skończy.

        Emka bez obrazy, ale to już jest nudne.
        • sagan2 Re: Podziwiam Cię 17.12.03, 11:28
          agaaska napisała:


          > Po trzecie znak równości między trupem roślinym a zwierzęcym. Dla mnie jednak
          > roślina to nie to samo co zwierzę coś już potwierdzono naukowo jakieś tam
          > współodczuwanie przez rośliny. Jednak dopóki nie zacznie krzyczeć, albo ronić
          > łzy przez "zabiciem" będzie dla mnie tylko roślinką.

          czyli uwazasz za rosliny ludzi, ktorzy sa zupelnie sparalizowani? oni ani
          krzyczec ani ronic lez nie moga...
          ich zabic mozna?...
          • agaaska do sagan2 17.12.03, 11:42
            W odpowiedzi na Twoje pytanie o aborcję wyraźnie dodałam, że jestem również za
            eutanazją. Pytasz a potem nie czytasz odpowiedzi?

            A czy osoby sparaliżowane nie mogą ronić łez to tego akurat taka pewna bym nie
            była.
            • Gość: misiu Re: do sagan2 IP: *.chello.pl 17.12.03, 11:47
              Karp wigilijny roni łzy, czy krzyczy?
            • sagan2 Re: do sagan2 17.12.03, 12:18
              agaaska napisała:


              > A czy osoby sparaliżowane nie mogą ronić łez to tego akurat taka pewna bym nie
              > była.

              czy samo ronienie lez wystarczy? cz trzeba "ronic i bronic sie"?
              pytania sa moze napastliwe, ale chodzi mi o pokazanie, ze definicja, ktora
              stosujesz, aby odroznic rosline od nie-rosliny, jest nieprecyzyjna i moze
              spowodowac wiele nieporozumien
              • agaaska Re: do sagan2 17.12.03, 12:25
                Droga sagan nie traktuj wszystkie co napisałam aż tak dosłownie.

                A skoro już piszesz, że moge się pomylić. To proszę podaj mi przykłady takich
                nie-roślin, które mogę wziąć za roślinę albo roślin, które uznam za nie-
                rośliny. Interesują mnie tylko kwestie, że tak to sobie nazwę jadłospisu a nie
                bilogiczne. Czyli coś co chciałabym zjeść jako wegetarianka a w efekcie
                zjadłabym zwierzę będąc święcie przekonana, że jem roślinę. I proszę o większe
                przykłady niż świat mikroorganizmów.
                • emka_waw Re: do sagan2 17.12.03, 12:36
                  Uzupełnienie do mojego poprzedniego postu.

                  Nie wrzeszczą ukwiały, korale i gąbki. Tudzież wszystkie owady. Żaden z nich
                  nie krzyczy i nie płacze. Także ryby nie płaczą i drą się. Gąsienice, pędraki,
                  robaki.

                  Ale jeśli interesuje cię tylko to co masz na talerzu... to ty jesteś zaledwie
                  jaroszką, a nie wegetarianką.
                  • agaaska Re: do sagan2 17.12.03, 15:03
                    > to ty jesteś zaledwie
                    > jaroszką, a nie wegetarianką

                    Jak zwał tak zwał to tylko słowa.

                    Jakbyś nie doczytała to mnie interesują te nie-rośliny, które mogłabym zabić
                    biorąc je za rośliny w celu najedzenia się, czy ubrania. Bo zabijanie nie
                    sprawia mi przyjemności i nie ważne czy to jest zerwany kwiat, koral czy
                    gąsienica. Dlatego nie uważam, by te rozważania o gąbach czy ukwiałach miały
                    jakiś głębszy sens. Ja im krzywdy na pewno nie zrobię.
                    • emka_waw Re: do sagan2 17.12.03, 16:03
                      Biżuteria z korala i naturalne gąbki do mycia są powszechnie dostępne.

                      A skoro "to tylko słowa", to może powiedzmy, że zwierząt się nie zabija,
                      tylko "przenosi w inną sferę egzystencji"?

                      Prawda, że bzdura? Bo, niestety, słowa istnieją po to, żeby odzwierciedlać
                      rzeczywistość, a nie ją tworzyć.
                • sagan2 Re: do sagan2 17.12.03, 12:42
                  ale Ty sie zawezasz tylko do talerza...
                  a w swojej "definicji" nie ma o tym mowy
                  wlasnie o takie niescisle sformulowania mi chodzi
                  • agaaska Re: do sagan2 17.12.03, 12:59
                    sagan2 napisała:

                    > ale Ty sie zawezasz tylko do talerza...
                    > a w swojej "definicji" nie ma o tym mowy
                    > wlasnie o takie niescisle sformulowania mi chodzi

                    Bo ja zabijam tylko po to by zjeść a nie dla przyjemności. Nie łamię gałęzi
                    drzewom w parku, właśnie sobie uświadomiłam, że ja właściwie nawet kwiatów do
                    wazonu nie zrywam ani nie kupuję.

                    A Ty czepiasz się szczegółów. Z resztą nie tylko Ty ;)
                    • sagan2 Re: do sagan2 18.12.03, 11:20
                      agaaska napisała:

                      > A Ty czepiasz się szczegółów. Z resztą nie tylko Ty ;)

                      podobno diabel tkwi w szczegolach... ;)

                      a za czapianie sie i scisle myslenie mi placa w pracy, wiec sie
                      przyzwyczailam...
        • emka_waw Re: Podziwiam Cię 17.12.03, 12:30
          > za upór i konsekwencję w powtarzaniu wciąż tego samego. Po przeczytaniu
          > kilkudziesięciu Twoich postów moge z 90% prawdopodobieństwem przewidzieć co
          > będzie w kolejnym.

          Kiedyś już napisałam, nie zmieniam zdania co tydzień, a na te same pytania
          dostaniecie takie same odpowiedzi. Konsekwentnie, jeśli ktoś powtarza tę samą
          głupotę po raz n-ty, po raz n-ty dostanie tą samą korektę. To chyba oczywiste?

          > Po pierwsze nie mięsożerca a wszystkożerca - wiemy, wiemy, wiemy ale Ty z
          > uporem maniaka będziesz nas nawracać a to tylko słowa, słowa, słowa umowne
          > słowa.

          Nawracać? :))) Pozostawiam to ignorantom, którzy nie widzą różnicy pomiędzy
          mięsożercą a wszystkożercą.

          A jeśli to "tylko słowa", to co powiesz na nazwanie wegetarian mordercami
          roślin. Wszystko jedno, prawda? ;)

          > Po drugie lekarz Ci zabronił (a nie pomyślałaś by poszukać dietetyka? albo
          > skonsultować to z jeszcze kilkoma lekarzami)

          Wiesz, myślałam, że takie posunięcie jest oczywiste dla wszystkich... Dietetyka
          akurat miałam znajomego, i też stwierdził, że cudu nie sprawi.

          i bardzo kochasz zwierzęta, ale
          > Twój organizm domaga się mięsa.

          To jest po prostu fakt. Tak cię to bulwersuje?

          > Po trzecie znak równości między trupem roślinym a zwierzęcym. Dla mnie jednak
          > roślina to nie to samo co zwierzę coś już potwierdzono naukowo jakieś tam
          > współodczuwanie przez rośliny. Jednak dopóki nie zacznie krzyczeć, albo ronić
          > łzy przez "zabiciem" będzie dla mnie tylko roślinką.

          Rafa koralowa też nie krzyczy. Naturalna gąbka cięta na kawały też nie
          krzyknie. Jeśli dla ciebie zwierzęciem jest tylko to, co krzyczy i roni łzy
          przed zabiciem, to... wracaj do szkoły dziecino i walnij w łeb swoją panią od
          biologii, bo zawaliła sprawę na cacy.

          > Po czwarte jak się pojawi boże krówka to dyskusja się nigdy nie skończy.

          :)))) Mam nadzieję, śmieszy mnie jej ta szarpanina niewypowiedzianie.
          >
          > Emka bez obrazy, ale to już jest nudne.

          Naprawdę nie zmuszam nikogo do czytania moich postów. Ja się loguję, ustaw
          sobie filtr na mnie i będziesz miała z głowy.
          • agaaska Re: Podziwiam Cię 17.12.03, 12:46
            > A jeśli to "tylko słowa", to co powiesz na nazwanie wegetarian mordercami
            > roślin. Wszystko jedno, prawda? ;)

            Ależ proszę bardzo, jeśli tylko sprawi Ci to przyjemność możesz mnie nazywać
            morderczynią roślin, trawożercą czy jak tylko Ci się podoba. Miej tylko odwagę
            nazwać siebie morderczynią zwierząt w tym momencie.

            Pozdrawiam
            Morderczyni roślin

            ps. Piszę w swoim imieniu a nie wszystkich wege.
            • emka_waw Re: Podziwiam Cię 17.12.03, 15:02
              > Ależ proszę bardzo, jeśli tylko sprawi Ci to przyjemność możesz mnie nazywać
              > morderczynią roślin, trawożercą czy jak tylko Ci się podoba. Miej tylko
              odwagę
              > nazwać siebie morderczynią zwierząt w tym momencie.

              Sama stwierdziłaś "to tylko słowa". Że nieważne, jakie słowo użyjemy, nieważne,
              że wegetarian, zgodnie ze stanem faktycznym, nazywa się roślinożercami, a
              wszystkożernych, kłamliwie czy też błędnie, mięsożercami. To dlaczego żądasz
              teraz konsekwencji? A może wszystkożernych nazwać "prawdziwymi ludźmi"? ;)

              Teraz żartuję, ale uświadom sobie, że albo będziemy konsekwentni i prawdomówni,
              i roślinożerca będzie roślinożercą a wszystkożerca wszystkożercą - albo
              zaczniemy tu tworzyć dadaistyczny bełkot, w którym idea wegetarianizmu zginie
              marnie.
              • agaaska Re: Podziwiam Cię 17.12.03, 15:08

                > idea wegetarianizmu zginie
                > marnie.

                A możesz mi tą ideę przybliżyć. To może być ciekawe dowiedzieć się co o niej
                wie wszystkożerca.

                A na przyszłość więcej poczucia humoru i nie traktowania wszystkiego tak serio.
                Na niektóre sprawy trzeba spojrzeć z przymrużeniem oka np. na takiego mięso czy
                trawożercę ;)

                • emka_waw Re: Podziwiam Cię 17.12.03, 16:10
                  W dużym skrócie: dla mnie najważniejszym w tej idei jest szacunek do żywych
                  organizmów, niezabijanie ich bez potrzeby i możliwie maksymalne oszczędanie im
                  bólu i strachu w ich życiu.

                  > A na przyszłość więcej poczucia humoru i nie traktowania wszystkiego tak
                  serio.
                  >
                  > Na niektóre sprawy trzeba spojrzeć z przymrużeniem oka np. na takiego mięso
                  czy
                  >
                  > trawożercę ;)

                  Narażasz się ortodoksyjnym wegetarianom :)
              • Gość: Annette Re: Podziwiam Cię IP: *.pl.ibm.com / *.de.ibm.com 17.12.03, 15:25
                Kochani - co Wy z tymi "żercami" i "żercami" ciągle! Po pierwsze: kulturalni
                ludzie nie żrą, a jedzą :-). Po drugie, wegetarianie nie zawsze jedzą tylko
                rośliny, bo przecież sporo jest lakto-owo, więc jacy z nich roślinożercy? Po
                trzecie - o co tu chodzi? Chcecie ustalić, która dieta jest bezwględnie lepsza?
                Przecież to wszystko zależy tylko i wyłącznie od przyjętych kryteriów oceny. A
                te są względne, bo ludzie mają bardzo różne systemy wartości. Można przekonać
                kogoś do swoich wartości, ale na pewno nie przez wyzywanie go od morderców, czy
                trupojadów (fuuj - i takie określenia w niektórych wątkach padały) czy
                trawożerców. Póki co, każdy ma prawo jeść to co ma ochotę i jest to jego
                prywatna sprawa. Można sobie o tym kluturalnie porozmawiać, ale nachalne
                przekonywanie (w którąkolwiek stronę) z sięganiem po różne manipulacje i
                agresję, jest po prostu paskudne, nie wpominając już, że przynosi całkowicie
                odwrotne efekty.
                • agaaska Święta racja :) n/t 17.12.03, 15:35
                • emka_waw Re: Podziwiam Cię 17.12.03, 16:14
                  Po drugie, wegetarianie nie zawsze jedzą tylko
                  > rośliny, bo przecież sporo jest lakto-owo, więc jacy z nich roślinożercy?

                  Fakt, pozwolę sobie pożyczyć ten argument do dyskusji z wege-fanatykami :)

                  Po
                  > trzecie - o co tu chodzi? Chcecie ustalić, która dieta jest bezwględnie
                  lepsza?

                  Moim zdaniem, powtórzę się znowu, każdy człowiek ma inny organizm i inna dieta
                  jest dla niego NAJLEPSZA. I to jest clou całej dyskusji...
                  • Gość: Annette Re: Podziwiam Cię IP: *.pl.ibm.com / *.de.ibm.com 17.12.03, 16:32
                    Przeciwko czemu lub za czym miałby to być argument? Że jedzenie bądź
                    niejedzenie mięsa jest dobre lub złe? Że ci co jedzą bądź nie jedzą, są
                    lepsi/zdrowsi/mądrzejsi/ładniejsi od tych drugich? To jest argument wyłącznie
                    PRZECIWKO takim dyskusjom. Bo one są po prostu głupie.
                    • emka_waw Re: Podziwiam Cię 18.12.03, 09:54
                      Przeciwko fanatyzmowi i za tolerancją. Bo "udowadnianie" wyższości
                      wegetarianizmu nad innym dietami (i vice versa) przypomina mi dyskusję o
                      wyższości Dziadka Mroza nad Świętym Mikołajem.
    • Gość: Krystynaopty1 Re: Jak znosicie posiłki z miesożercami? IP: *.elpos.pl / 212.33.82.* 19.12.03, 21:59
      Gość portalu: tea napisał(a):
      > Bo ja z bólem, smutkiem i wielkim niesmakiem. Unikam tego jak tylko mogę,
      ale nie zawsze mogę - cóz, moja rodzinka je karpie na wigilie. Na szczęście od
      > kilku lat chociaż nie mordują ich w naszym domu...Kiedy świat będzie
      > wegetariański? :(((

      Nie będzie nigdy wegetariański, bo nie da się w żaden sposób wyeliminować
      jakiekolwiek ogniwo łańcucha pokarmowego. To jest po prostu niemożliwe.
      Zupełnie niepotrzebnie cierpisz i się łudzisz. Poobserwuj uważniej przyrodę,
      świat zwierząt. W każdym środowisku, w makro i mikroświecie, na lądzie, w
      morzu, czy w powietrzu - zawsze jeden organizm żywi się drugim organizmem.
      Idea wegetarianizmu tego nie zmieni. Zawsze są zjadani i zjadacze,
      roślinożerni, wszystkożerni i mięsożerni. I zawsze w tym ekosystemie jest
      jakaś proporcja liczby zjadanych i zjadaczy. Nic na to nie poradzisz.

      Pozdrawiam
      Krystyna
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka