map4
21.06.07, 17:49
Przeczytałem sobie w Gazecie Wyborczej, że gdyby nie wojna, to polaków byłoby
66 milionów. Teza ta ma podbudować żądania kaczyzmu co do korzystnego dla
Polski lecz nieuzasadnionego podziału głosów w radzie Europy.
Tak sobie pomyślałem, że gdyby nie wojna, to z tych 66 milionów przynajmniej
10 byłoby Ukraińcami, około 8 to byliby żydzi, a rodzice kaczyńskich nie
spotkaliby się na barykadach powstania warszawskiego. Ponadto mniemam, że
przedwojenna inteligencja nigdy nie dopuściłaby takich debili do władzy, ani
że Kaczyńscy nie mogliby zrobić magisteriów i doktoratów z prawa leninowskiego.
Z takimi zainteresowaniami naukowymi, jakie mają obydwaj bracia trafiliby co
najwyżej do obozu w Berezie Kartuskiej.
Ponadto w wielonarodowej Rzeczypospolitej endecja grałaby o wiele większą
rolę, niż na szczęście gra dzisiaj. Lepper zgniłby już dawno w sanacyjnym
pierdlu, nie byłoby PZPR-SLD ani odtrutki na nią, czyli "Solidarności", a
temat teczek wcale by nie istniał przecież.
Słowem - nie byłoby ani PiSu, ani Samoobrony. Być może LPR byłaby o wiele
silniejsza. Pewnie rządziłby "Piast" na przemian z BBWR.
Nie byłoby Unii Europejskiej, która ze strachu przed powtórką II WŚ powstała
przecież. Nie byłoby NATO, z parasola którego korzystamy, ani terroryzmu,
który jest odległym echem zmiany doktryny politycznej przez USA po ataku na
Pearl Harbor.
Nie rozumiem więc, czego w imieniu podobno Polski żądają od reszty unijnych
krajów obydwaj bracia. Kaczyńscy - zarówno politycznie jak i biologicznie są
dziećmi wojny. Tej, na którą teraz tak plują. Jeśli my, Polacy naprawdę chcemy
zacząć kręcić zegarem do tyłu, to najpierw musimy uśpić bliźniaków.
Naprawdę warto jest przemyśleć własne argumenty, zanim zacznie się je
artykułować na forum międzynarodowym.