faux.pas
16.08.09, 10:54
Od kilku dni bezczelnie obijam boki nad jednym z mniej popularnych polskich jezior. Nie mogę jednak odmówić sobie przyjemności zrelacjonowania dwóch wydarzeń dnia wczorajszego.
Po cichu powiem Wam, że jestem zapalonym motorowodniakiem. Jednak pomimo solidarności z podobnymi mi zboczeńcami, stanowczo sprzeciwiam się nadużyciom typu pływanie bez uprawnień czy nagminne łamanie przepisów żeglugowych.
Zapewne wiecie, że do pilnowania porządku powołana jest tzw. policja wodna. Prawodopodobnie nie wiecie jednak, że jeszcze jedna służba robi to samo. Jest to Inspektorat Żeglugi Śródlądowej.
A teraz powoli będę zmierzał do meritum: obie te służby to jednostki budżetowe. W obu pracują nędznie opłacani funkcjonariusze, ale sposób pełnienia służby i podejście do wodniaków mają diametralnie inne.
Przykład pierwszy: idiota na kilkusetkonnym, niezarejestrowanym skuterze urządza akrobatyczne popisy w pobliżu kąpieliska. Fala zalewa dzieciaki a co lżejsze po prostu wyrzuca na brzeg. Kmiotek nie widzi, że od dłuższej chwili jego wyczynom przygląda się załoga policyjnego "Harpuna". W końcu policjanci nie wytrzymują, odpalają "dyskotekę" i na pełnej mocy ruszają w stronę dresika. Jego reakcja jest adekwatna do poziomu inteligencji: rzuca się do ucieczki. Na pełnej prędkości niemal wyjeżdża na brzeg, zrzuca kapoczek i miesza się z plażowiczami sądząc, że mu się udało.
Tymczasem "Harpun" wykonuje przepisowe podejście do pomostu, załoga cumuje i jeden z funkcjonariuszy spokojnie schodzi na ląd. Bezceremonialnie rozsiada się w pobliżu skutera i wyciąga bloczek mandatowy. Skruszony dresik pojawia się przy policjancie w ciągu dwóch minut. Następuje krótka wymiana zdań i policjant z uśmiechem na ustach kończy interwencję.
Przykład drugi: podczas wieczornej rundki po jeziorze zauważam dym na jednym z niedużych jachtów motorowych. Natychmiast zmieniam kurs i podobnie jak kilka innych jednostek gnam w stronę nieszczęsnika. Z daleka widać, że usiłuje on opanować sytuację i jakoś mu to idzie, ale wodniacka solidarność nakazuje upewnić się, że wszystko jest OK.
Kilka motorówek znajduje się już dosłownie o parę metrów od miejsca zdarzenia, gdy nagle od pobliskiego pomostu odrywa się "Inspektor" i podpływa do dymiącej jednostki. Nie myślcie sobie jednak, że zaczyna jakąkolwiek akcję ratunkową. Co to to nie. Sternik zręcznie blokuje jachty zmierzające na pomoc, a załogant głośnym "A wy tu czego?" sygnalizuje obecność.
Jeden z odważniejszych sterników odpowiedział mu, że zauważył dym i ruszył z odsieczą. Drugi wspomnniał coś o przepisie dotyczącym nieudzielenia pomocy... Załoga "Inspektora" bardzo mocno poczerwieniała na twarzach i widać było, że ma problem z udzieleniem odpowiedzi. W tym samym czasie nieszczęśnik z dymiącego jachtu opanował sytuację i zaczął dziękować przybyłym za gotowość do niesienia pomocy. Reakcja inspektoratu? Służę uprzejmie: - Wypierdalać! Od pomocy to my tu jesteśmy!
Dwie służby, dwa różne mundury, jedno źródło finansowania, zbliżone dochody i jakże różne podejście do wykonywanych obowiązków...
Spod szumących sosen urlopowo pozdrawia
faux pas