Dodaj do ulubionych

Czarno-białe myślenie

26.07.10, 20:32
Czy ma ktoś pomysł jak radzić sobie z nagłą zmianą widzenia
rzeczywistości? Pracuję nad sobą i zauważyłam, że coraz bardziej
potrafię nad sobą zapanować, powstrzymać się od powiedzenia lub
zrobienia czegoś, czego mogę później żałować. Ale zupełnie nie
potrafię sobie poradzić z tym jak widzę świat, ludzi, ukochaną osobę
w jednej chwili i jak potrafi się to zmienić w następnej bez
wyraźnego powodu. Gdy jestem z ukochanym i widzę świat we wszystkich
kolorach tęczy, płaczę ze szczęścia, że z nim jestem, kocham całą
sobą, tego uczucia nie umiem nawet opisać ale on to czuje. Lecz gdy
coś mi się poprzestawia ja czuję się jak wariatka, patrzę na niego
jak na obcego człowieka, gdy się przytulam to machanicznie i boli
mnie to tak bardzo, że nic nie czuję, zupełnie nic, obojętność a
nawet niechęć. Zastanawiam się jak to możliwe,nie potrafię tego
pojąć, mówię mu o tym, że to niezależne ode mnie i że nie wiem czemu
tak mam. On stara się zrozumieć, ale widzę jak też cierpi. Nie wiem
kto z nas bardziej cierpi. Ja nie mogę uwierzyć, że dzien czy dwa
temu kochałam go ponad wszystko. Czy jest jakaś metoda by z tym
walczyć? Jaki mechanizm tu działa? Dlaczego? To tak boli, wtedy
zaczynam nienawidzieć siebie, czuję się jakbym była oszustką i to
wszystko udawała. Do tej pory było tak, że to mijało i znowu czułam,
że kocham. A co będzie jeśli tym razem tak się nie stanie.
Zwłaszcza, że teraz mam powody, bo mnie zranił i mimo, że próbuję mu
wybaczyć i chyba wybaczyłam to nie tęsknię a wręcz mam wstręt do
niego. Proszę o odpowiedź czy ktoś poradził sobie z tym jakoś???
Obserwuj wątek
    • borderka78 Re: Czarno-białe myślenie 26.07.10, 21:02
      No cóz, black&white to nasza borderowska domena... Nie poradzisz z
      tym sobie raczej bez terapii i leków stabilizujących nastrój, ale
      pewnie jak wielu z nas nie leczysz się, tylko starasz się sama nad
      soba zapanowac;) To też nasza domena.
      Ja mam podobnie - raz milość bez granic, raz obcość, alienacja i
      niedowierzanie, że jeszcze wczoraj było tak dobrze. To jest nie do
      opanowania, ale już umiem się z tym w miarę dobrze kryć, nie
      zwierzać męzowi z niechęci. Ona jest, czuję ją, ale wiem juz że
      zawsze mija (nawet po ostrych kłotniach i złych słowach z obu
      stron), więc w miare spokojnie na to czekam. Nie chcę go ranić tymi
      zmianami uczuć, on na pewno czuje że mam doła, ale nie naciska i
      przeczekujemy "zle" w oczekiwaniu na "dobre". I tyle. Grunt, żeby
      sie nie dac sprowokowac do kłotni w tych zlych chwilach, bo jak się
      zacznie to już leci z górki i nie da się tego zatrzymać:(
      • iamcrazy Re: Czarno-białe myślenie 26.07.10, 22:07
        Właśnie się leczę tzn. biorę seronil ale i tak mam spadki nastroju
        oraz uczęszczam na psychoterapię. Tzn. że nigdy to nie minie????
        • kroliczyca80 Re: Czarno-białe myślenie 26.07.10, 23:41
          Skoro się leczysz to pewnie minie, tylko trzeba czasu:) Ja
          się "leczę" sama, tzn głównie kontroluję. Jest znacznie lepiej niz w
          czasach, gdy nie wiedziałam co mi dolega, a zmagam się z cholerstwem
          jakies 20 lat.
          • goswork Re: Czarno-białe myślenie 02.08.10, 15:47
            no ja sie zmagam krócej bo 8 lat...lecze sie ale nie wydaje mi sie zeby to mialo kiedykolwiek minąć.
            mam identycznie jak kolezanka zakładająca topik. raz kocham swojego faceta najbardziej na swiecie, wydaje mi sie ze moglabym zrobic wszystko dla niego. A nazajutrz nie mam ochoty go nawet przytulić (nie mówiąc o czyms wiecej...), wkurza mnie nawet kiedy mowi mi 'kocham cie', bo czuje ze odpowiadajac mu tym samym oklamuje nas oboje ;/

            sa w tym wszystkim 2 rzeczy kotre mi najbardziej przeszkadzaja:
            1) zawsze kiedy z milosci przechodze w nienawisc, kiedy kloce sie z kims bez powodu, kiedy dewaluuje to co dla mnie wczesniej zrobila dana osoba przez jakas pierdołę; czuję się tak cholernie winna ze zawsze kończy się to zabawą z żyletką w łazience ;( chyba tak próbuję sama siebie ukarać za to ze taka jestem
            2) mam 22 lata, od 3 lat jak skończyłam szkołę nic nie robię, siedzę w domu, nie uczę się, nie pracuję. dlaczego? wydaje mi sie ze nie oplaca sie czegokolwiek zaczynac, bo i tak skonczy sie to porazka. skoro co kilka godz zmienia mi sie nastrój, zmieniaja sie moje plany zyciowe i marzenia, zminiaja sie nawet zainteresowania i poglądy. minimum raz w tyg wpadam w trwajaca zwykle kilka dni depresje. jak moge w takim stanie chodzic do pracy/studiowac? przciez albo popadne w konflikt ze wspolpracownikami, albo bede wiecznie brala L4, albo wylece ze studiow bo w czasie sesji zalicze dola i powiem jak zwykle "pierdole to wszystko"...
            • dr1985 Re: Czarno-białe myślenie 05.08.10, 13:51
              Mimo, że nie jestem borderem a żyłem z dziewczyną z borderline to co napisałaś
              GOSWORK to mam podobnie. Ba nawet w słowo w słowo. Psychoterapeutka powiedziała
              mi, że cierpię na nerwicę. Ale tak Was czytam to dużo podobnych kojarzę faktów
              do Waszych przeżyć.
    • mskaiq Re: Czarno-białe myślenie 09.08.10, 12:43
      Mozna sobie z tym poradzic ale musisz pokonac Swoje emocje.
      Kiedy cos Ci sie poprzestawia w Tobie nie mozesz temu ulec,
      nawet jesli bedziesz czula do tej osoby niechec i wstret.
      Staraj sie kochac myslami kiedy uczucia nie chca tego robic i
      probuja niszczyc to co moze byc takie piekne.
      Uczucia podazaja za myslami.
      Mozesz zmienic zle uczucia nieustannie wracajac mysalami do tych
      dobrych. Nie przychodzi to latwo, czasem trzeba wytrzymac wiele
      dni z tymi zlymi uczuciami i pozytywnymi myslami.
      Ta utrata dobrych uczuc bedzie pojawiala sie wielokrotnie, ale
      z czasem zauwazysz ze te ataki negatywnych uczuc staja sie
      slabsze, ze pojawiaja sie rzadziej. W koncu one znikna calkowicie.
      Serdeczne pozdrowienia.

      • aigala mskaiq 09.08.10, 14:04
        ło matko! Czy Ty w ogole zdajesz sobie sprawe z tego, czym jest czarno-biale
        myslenie w borderline?! "Musisz pokonac swoje emocje", taaaak, uciekaj od zlych,
        pamietaj o dobrych a te zle nie beda sie juz pojawiac...

        Autorko watku, skoro uczeszczasz na terapie plus farmakoterapia (choc rozwaz
        dodanie do lekow jakiegos tabilizatora, np Depakine), to gwarantuje Ci,
        zobaczysz poprawe! Nikt nie jest w stanie przewidziec, kiedy to nastapi, a
        najciekawsze jest to, ze gdy tak zacznie sie dziac, to mozesz tego od razu nie
        zauwazyc:) Poprostu znikanie stosowania mechanizmow obronnych ustepuje bardzo
        stopniowo, ja sie smieje, ze sporo mi z nich juz odeszlo, sama nawet nie wiem
        kiedy. Dopiero, gdy rozmawiam z psychologiem, on mi pokazuje, ze czegos juz nie
        robie, jakos tak, hmmm, jest mi "normalnie" bez tego calego gowna, jakby zawsze
        tak bylo.
        Jeszcze wiele lat pracy przede mna, ale jak na poltora roku terapii sama widze,
        ze zmienilo sie wszystko. Doslownie wszystko. Postrzeganie siebie, swiata,
        ludzi, rozumienie swoich zachowan.

        Zobaczysz, bedzie lepiej, tylko pracuj pracuj i jeszcze raz pracuj:)
        Powodzenia!
        • iamcrazy Re: mskaiq 11.08.10, 08:00
          Dziękuję za rady. Aigala a jaką terapię stosujesz? Bo ja
          psychodynamiczną, ale mam wrażenie, że ostatnio stanęła w miejscu,
          przestałam byc zadowolona z terapeutki, jakoś tak się zrobiło, że
          rozmawiamy w kółko o tym samym i ona doszukuje się czegoś, czego ja
          uważam że nie ma, uczepiła się tego i tak jakoś, zniechęcam się mimo
          że nie chcę... Czytam drugi raz "Uratuj mnie" i zastanawiam się czy
          moja terapia nie powinna wyglądac podobnie jak u Rachel Reiland, to
          znaczy w ten sposób że jej terapeuta - dr Padget zaspokajał jej
          potrzebę bycia dla kogos najważniejszą, która to potrzeba miała
          stopniowo ustapić?
          A co do leków to czy nie powinien tego wiedziec psychiatra co mi
          zastosować, gdy mówię mu o moich stanach?
          • aigala iamcrazy 11.08.10, 10:13
            Ja rowniez psychodynamiczna. I powiem Ci, ze tak znajome mi sa te stany, ktore
            opisujesz. Nie zliczylabym na palcach rak i nog, ile razy klelam na terapeutke,
            siebie, terapie (bo moze to nie ten rodzaj terapiii, moze nie ten terapeuta a
            moze to ja nie umiem pracowac tak jak nalezy?). Najawazniejsze uswiadomic sobie,
            ze kryzysy, zwatpienie i zalamanie to najnormalniejsza czesc terapii, trzeba
            starac sie to zwalczyc, koniecznie rozmawiaj z terapeuta o tym co czujesz, co
            myslisz, jakie fantazje na temat terapii przychodza Ci do glowy.

            Achhh, ja pamietam chyba najgorsze slowa z mojej strony do terapeutki, gdy
            mialam straszliwe zalamanie w zwiazku z terapia: "Pani jest taka zadna, zadnych
            emocji, stanow, jak manekin. Przychodz pani tutaj tylko po to, zeby wysiedziec
            te 50 min ze mna a w trakcie sesji to mysli pani tylko o tym, kiesy ta cholerna
            wskazowka zegarka bedzie juz na piecdziesiat po. I to pani mowi do mnie o
            autentycznosci?! Prosze sie nie osmieszac". No totalna prowokacja z mojej strony...

            Wiesz co mi odpowiedziala:)? Rozlozyla mnie tym na lopatki: "To chyba pani
            chcialaby, zeby tak bylo, bo wtedy latwiej jest uciec przede mna i przed terapia."
            No i miala racje...

            A co do tej kasiazki, ktora kazdy tutaj tak zachwala, oczywiscie mam ja rowniez.
            I oczywiscie pochlonelam ja w ciagu jednego popoludnia, oczywiscie zachwyt, wow,
            jak wspaniale ta bohaterka sie uleczyla, ojej ale to tyle lat, no trudno, jak
            trzeba, bede i 10 lat na terapie chodzic.
            Ale. Juz kiedys wspomnialam o tym w ktorej mojej wypowiedzi. Moja terapeutka,
            gdy ja z wielkim zachwytem wypowiadalam sie o tej ksiazce, stwierdzial, ze
            bohaterka wcale nie wyleczyla sie z bordera(?!). Stwierdzial, zebym przeczytala
            jeszcze raz ksiazke z mysla, ze wlasnie tak bylo i ze bedziemy na terapii
            omawiac, jakie jej zachowania o tym swiadcza. Bardzo mnie to zdziwilo, ale
            wiesz, mam tyle wazniejszych spraw do omawiania na terapii, ze jakos nigdy nie
            wrocilam do tematu Rachel i jej "wyzdrowienia". Nigdy juz nie wrocilam do tej
            ksiazki, mimo, ze lezy na polce.

            Co do psychiatry ja mam o tyle szczescie, ze moja babka wiedzac, ze mam bordera,
            jest normalnie jak jakas wyrocznia. Ona sie pyta "Jak sie pani czuje?", ja odp
            "Nie wiem" albo "W miare dobrze" a ona "Oj widze, ze cos jednak nie wszystko
            jest dobrze, porozmawiajmy. Jak tam z chlopakiem? Jak w szkole? Jak wakacje
            mijaja? A moze cos nie tak z kolezankami?" No masakra, tak sie w psychologa
            bawi, ze wszystko wyniucha;) Ale to dobrze, bo ja czasem nic nie mowie, nie mam
            sily a okazuje sie, ze trwa to juz za dlugi i trzeba lek zmienic. Moze poprostu
            zapytaj swojego co sadzi o dodaniu Ci jakiegos stabilizatora? Ja bym Cie bardzo
            na to namawiala, ja czuje sie dzieki temu rewelacyjnie, zmniejszyly mi sie takie
            napady wewnetrznego zagotowywania sie emocji, takiego szalu, ze nie wiesz co z
            tym swoim wnetrzem zrobic...
    • brz_a_sk Re: Czarno-białe myślenie 28.04.15, 22:58
      ciekawy wątek, starannie prowadzony
      jeśli ktoś chce rozumieć więcej warto przeczytać
      dopisuję się by nie zginał w archiwach



      • madafaka1985 Re: Czarno-białe myślenie 29.04.15, 15:42
        sól tego forum ! REWELACJA!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka