szukajca_prawdy
25.01.14, 23:33
Drodzy forumowicze, jestem tutaj ponieważ pogubiłam się w swoim życiu i już nie wiem kim jestem...
Zacznę od siebie, krótka charakterystyka: jestem raczej wesołą osobą, lubie się śmiać, jestem towarzyska, mam kiepską pamięć, jestem niekonsekwetna ale tylko jeśl ichodzi o sprawy prv, w pracy radzę sobie świetnie i powoli pnę się po szczebelkach. Moja mama jest dość nerwową osobą. Moi rodzice kochają się po dziś dzień i są ze sobą nadal. Mam brata który ma chyba kompleks gorszego syna. Nie udało mu się w życiu, nie wiele zarazbia, mieszka z moimi rodzicami i utrzymuje żone i dwójkę dzieci. Nie jest im łatwo, w przeciwieństwie do mnie. Ja finansowo nie mam się o co martwić.
On: porzucony przez matke w wieku 6 lat. Wychowywał do ojciec. Matka uciekła do USA z kochankiem. Wybaczył jej dopiero w wieku 16 lat i od tamtej pory to co powie jego matka jest dla niego świętością - ja nie mogłam mieć innego zdania. Bardzo inteligentny, pewny siebie.
Nasza historia: Poznaliśmy się w pracy i po długim zdobywaniu mnie - zakochałam się. Trakrował mnie jak księżniczkę, oświadczał całemu światu jak bardzo mnie kocha. Byłam wówczas najszczęśliwszą osobą na świecie.
Już w 3im miesiącu naszego cudownego związku wydarzyła się wielka awantura po alkoholu na imprezie u mnie w domu. Położyłam się spać, po czym wstał i zauważył, ze palę papierosa (czego mi kategorycznie zabronił, bo on tak mnie kocha, ze nie jest w stanie patrzeć jak się truje) zaczął wyzywać mnie od najgorszych, krzyczeć, że mnie nienawidzi, ze się zabije, że nie chce mnie znać. Goście i ja byłam w szoku. Wyszedł. Wrócił po kilku godzinach gdy goście wyszli. Rzucał talerzami, walnął butelką od alko na podłogę, chciał skakać z okna twierdzać, ze się zabije, bo tak go zraniłam. Znów wyszedł. Pierwszy raz w życiu miałam atak podczas którego nie mogłam oddychać. Nie rozumiałam co się dzieje...Następnego dnia, wrócił ja wybaczyłam.
Znów było cudownie, zaręczyliśmy się. Uznaliśmy, że czas zamieszkać razem. Ja mam mieszkanie po rodzicach, wyremontowane 65m2, on wynajmował 45m2. Chciałam aby się wprowadził, powiedział nigdy w życiu. Znaleźliśmy kompromis i wynajęliśmy 55m2. Było mi z tym źle, nie potrafiłam zrozumieć tej decyzji ale sie podporządowałam. Po szybkim czasie zaczeło się obwinianie mnie. O to, ze jestem pesymistką, o to, że nienawidzę ludzi, że jestem egoistką, że nie mam w życiu celu ostatecznego, że on mnie już znieść nie może, że przed wejściem do domu siedzi w samochodzie i zastanawia się, czy w ogóle wchodzić (to samo słyszałam o jego eks). To było jak walnięcie mnie prosto w szczęke. Podczas gdy ja się tak bardzo starałam i wydało mi się, ze jest idealnie. Starałam się, wrzucałam mu liściki miłosne do laptopa po kryjomu tak aby zobaczył go w pracy, gotowałam, robiłam zakupy. On tego nie zauważał. Postawił mi ultimatum, ze ma się zmienić. Gdy wracałam do domu nerwowo go wyczekiwałam, zastanawiałam się codziennie w jakim humorze dzisiaj wróci. Gdy był uśmiechnięty, żartowałam. Gdy był smutny, omijałam łukiem. Czułam się czasem jak pies czekający na swojego pana. Potrafiła go zdenerować nie odłożona na miejsce szklanka i zaczynał się wielki wybóch. Gdzie krzyczał jak bardzo mnie nienawidzi, żebym wypierdal%$ z jego domu...ja w takich momentach nie potrafiłam mu nic odpowiedzieć. Stałam ze wzrokiem wbitym w ziemie powtarzajac sobie 'dlaczego?'.Czasem wsiadałam w samochód i jeżdziłam bez celu. Wszystko musiał kontrolować. Tych kłotni o takiej częśtotliwości była taka ilość, ze przestałam z kimkolwiek o tym rozmawiać, bo nie chciałam znów lecieć do przyjaciółki z płaczem - wstydziłam się tego. Zrywał ze mną taką ilość razy, ze już sama nie pamiętam ile. Karał mnie za różne rzeczy. Np: pokłóciliśmy sie na moje 30 urodziny. Tego dnia poprostu przyszedł do domu traktująć mnie jak powietrze. To był najgorszy dzień w moim życiu. Wszystko w moim życiu według niego było złe. Moje przyjaciółki były złe, bo podobno go podrywały. Moi rodzice byli źli, bo mnie źle wychowali. Wychowali na wieczie rywalizującą nienawidzącą ludzi i egoistyczną osobę.
Najgorsze jest to, ze On uważa, że ja żyję w wyimaginowanym świecie i moja percepcja świata jest odwrotna od rzeczywistości. Jestem teraz w kropce. Sporo ostatnio czytałam o BPD bo wiele z cech opisanych On twierdzi, ze ja mam. I ja już nie wiem jaka jest prawda. Nie wiem, czy to ja, czy to On. Co jeśli On ma rację i jestem taką straszną osobą jaką on we mnie widzial? A może to on mi zrobił z mózgu papkę...Nie wiem co jest prawdą a co nie...nie wiem kim jestem...Pomóżcie :(