Dodaj do ulubionych

Ofiara czy kat?

25.01.14, 23:33
Drodzy forumowicze, jestem tutaj ponieważ pogubiłam się w swoim życiu i już nie wiem kim jestem...
Zacznę od siebie, krótka charakterystyka: jestem raczej wesołą osobą, lubie się śmiać, jestem towarzyska, mam kiepską pamięć, jestem niekonsekwetna ale tylko jeśl ichodzi o sprawy prv, w pracy radzę sobie świetnie i powoli pnę się po szczebelkach. Moja mama jest dość nerwową osobą. Moi rodzice kochają się po dziś dzień i są ze sobą nadal. Mam brata który ma chyba kompleks gorszego syna. Nie udało mu się w życiu, nie wiele zarazbia, mieszka z moimi rodzicami i utrzymuje żone i dwójkę dzieci. Nie jest im łatwo, w przeciwieństwie do mnie. Ja finansowo nie mam się o co martwić.
On: porzucony przez matke w wieku 6 lat. Wychowywał do ojciec. Matka uciekła do USA z kochankiem. Wybaczył jej dopiero w wieku 16 lat i od tamtej pory to co powie jego matka jest dla niego świętością - ja nie mogłam mieć innego zdania. Bardzo inteligentny, pewny siebie.

Nasza historia: Poznaliśmy się w pracy i po długim zdobywaniu mnie - zakochałam się. Trakrował mnie jak księżniczkę, oświadczał całemu światu jak bardzo mnie kocha. Byłam wówczas najszczęśliwszą osobą na świecie.
Już w 3im miesiącu naszego cudownego związku wydarzyła się wielka awantura po alkoholu na imprezie u mnie w domu. Położyłam się spać, po czym wstał i zauważył, ze palę papierosa (czego mi kategorycznie zabronił, bo on tak mnie kocha, ze nie jest w stanie patrzeć jak się truje) zaczął wyzywać mnie od najgorszych, krzyczeć, że mnie nienawidzi, ze się zabije, że nie chce mnie znać. Goście i ja byłam w szoku. Wyszedł. Wrócił po kilku godzinach gdy goście wyszli. Rzucał talerzami, walnął butelką od alko na podłogę, chciał skakać z okna twierdzać, ze się zabije, bo tak go zraniłam. Znów wyszedł. Pierwszy raz w życiu miałam atak podczas którego nie mogłam oddychać. Nie rozumiałam co się dzieje...Następnego dnia, wrócił ja wybaczyłam.
Znów było cudownie, zaręczyliśmy się. Uznaliśmy, że czas zamieszkać razem. Ja mam mieszkanie po rodzicach, wyremontowane 65m2, on wynajmował 45m2. Chciałam aby się wprowadził, powiedział nigdy w życiu. Znaleźliśmy kompromis i wynajęliśmy 55m2. Było mi z tym źle, nie potrafiłam zrozumieć tej decyzji ale sie podporządowałam. Po szybkim czasie zaczeło się obwinianie mnie. O to, ze jestem pesymistką, o to, że nienawidzę ludzi, że jestem egoistką, że nie mam w życiu celu ostatecznego, że on mnie już znieść nie może, że przed wejściem do domu siedzi w samochodzie i zastanawia się, czy w ogóle wchodzić (to samo słyszałam o jego eks). To było jak walnięcie mnie prosto w szczęke. Podczas gdy ja się tak bardzo starałam i wydało mi się, ze jest idealnie. Starałam się, wrzucałam mu liściki miłosne do laptopa po kryjomu tak aby zobaczył go w pracy, gotowałam, robiłam zakupy. On tego nie zauważał. Postawił mi ultimatum, ze ma się zmienić. Gdy wracałam do domu nerwowo go wyczekiwałam, zastanawiałam się codziennie w jakim humorze dzisiaj wróci. Gdy był uśmiechnięty, żartowałam. Gdy był smutny, omijałam łukiem. Czułam się czasem jak pies czekający na swojego pana. Potrafiła go zdenerować nie odłożona na miejsce szklanka i zaczynał się wielki wybóch. Gdzie krzyczał jak bardzo mnie nienawidzi, żebym wypierdal%$ z jego domu...ja w takich momentach nie potrafiłam mu nic odpowiedzieć. Stałam ze wzrokiem wbitym w ziemie powtarzajac sobie 'dlaczego?'.Czasem wsiadałam w samochód i jeżdziłam bez celu. Wszystko musiał kontrolować. Tych kłotni o takiej częśtotliwości była taka ilość, ze przestałam z kimkolwiek o tym rozmawiać, bo nie chciałam znów lecieć do przyjaciółki z płaczem - wstydziłam się tego. Zrywał ze mną taką ilość razy, ze już sama nie pamiętam ile. Karał mnie za różne rzeczy. Np: pokłóciliśmy sie na moje 30 urodziny. Tego dnia poprostu przyszedł do domu traktująć mnie jak powietrze. To był najgorszy dzień w moim życiu. Wszystko w moim życiu według niego było złe. Moje przyjaciółki były złe, bo podobno go podrywały. Moi rodzice byli źli, bo mnie źle wychowali. Wychowali na wieczie rywalizującą nienawidzącą ludzi i egoistyczną osobę.
Najgorsze jest to, ze On uważa, że ja żyję w wyimaginowanym świecie i moja percepcja świata jest odwrotna od rzeczywistości. Jestem teraz w kropce. Sporo ostatnio czytałam o BPD bo wiele z cech opisanych On twierdzi, ze ja mam. I ja już nie wiem jaka jest prawda. Nie wiem, czy to ja, czy to On. Co jeśli On ma rację i jestem taką straszną osobą jaką on we mnie widzial? A może to on mi zrobił z mózgu papkę...Nie wiem co jest prawdą a co nie...nie wiem kim jestem...Pomóżcie :(
Obserwuj wątek
    • odnowa80 Re: Ofiara czy kat? 26.01.14, 02:00
      przypominasz mi mnie sprzed pół roku, te same wątpliwości i szukanie winy w sobie. To co opisujesz nie wygląda dobrze. Moim zdaniem raczej wszystko z Tobą jest ok, natomiast zachowanie Twojego narzeczonego wydaje mi się podejrzane. Przejrzyj wpisy dla partnerów osób z BPD, zobaczysz że wszystkie historie sa bardzo podobne.
      • brz_a_sk Re: Ofiara czy kat? 26.01.14, 03:48
        przeczytaj albo odsłuchaj "Trzepot skrzydeł" znajdziesz w sieci
        zrozumiesz co sie z Tobą dzieje

        zmobilizuj się i zrób to tak od ręki - warto
      • szukajca_prawdy Re: Ofiara czy kat? 26.01.14, 10:46
        Czy to jest tak, że osoba z BPD sprytnie przeżuca wszystkie swoje wady/zachowania na drugą osobę? Zdarzało się, że po opadnięciu kurzu po takich awanturach (przeważnie po kilku dniach) zaczynaliśmy rozmawiać. Tzn On mówił ja słuchałam. Co i rusz dowiadywałam się o swojej kolejnej wadzie, ktorej on znieść nie moze. Kazał mi się zmieniać. Rysował wykresy komfortu i opowiadał jak zrobić aby wyjść poza obecnej strefy w nową aby się zmienić.
        Krytykował nie tylko mnie, ale moją rodzinę.
        Dowiadywałam się, ze gdy się kłócimy to on ma wrażenie, ze go nienawidzę. Ze nie mam w sobie empatii, bo on przeze mnie cierpi a ja nic z tym nie robię. Że jestem egoistką, negatywnym narcyzem. Że jestem permanentnie wkurwiona na ludzi i życie (tak, obgryzam paznokcie). On przy tym był dobry, świadomy swoich wad. Twierdził, że po tym co w yżciu przeżyl (ucieczka matki do USA z młodszą siostrą) potrafi zmienić każdą swoją cechę od tak. Że On dla mnie bardzo sie zmienił a ja dalej się zachowuje jakbym była singielką, a nie w związku. Problem z nim polegał na tym, że On 'miał gadane' naprawdę w tych chwilach mówił spokojnie, przekonująco, cierpliwie. Czasem go słuchałam i nie wierzyłam w to co mów, ale powtarzał to samo wielokrotnie - zaczełam wierzyć w każde słowo (czy tak zachowują się BPD?)
        Kiedyś się mnie zapytał za co go kocham, odpowiedziałam "za nic i za wszystko", to zaczeła się kłótnia, ze nie można kochać za nic.
        Jestem bardzo samodzielną osobą i nie umiem o coś prosić, to mu też przeszkadzało. W końcu gdy przełamałam się i poprosiłam go o pomoc, robił to z wielkim wyrzutem. Znow byłam skołowana prosić/nie prosić.
        Mówił mi, ze czuje się wobec mnie bezsilny, że nie wie już jak mi pomóc, choć bardzo sie stara.
        Ostatnio zastanawiałam się, czy ja mu kiedykolwiek powiedziałam o jakiejś jednej wadzie - nie. Nie umiałam i bałam się reakcji.
        I teraz nie wiem, czy On przeżucał na mnie swoje ukryte cechy, czy On dostrzegał to co we mnie siedzi i naprawdę starał się pomóc?
        Czytałam, ze borderzy nie są świadomi swoich zachować. Może tak jest ze mną. Nigdy nie zastanawialam się wcześniej jaka jestem, jak się zachowuje w poszczególnych sytuacjach. Czy jest jakieś badanie które można wykonać aby dowiedzieć się czy jest się BPD?

        • quriousmind Re: Ofiara czy kat? 26.01.14, 15:14
          "Problem z nim polegał na tym, że On 'miał gadane' naprawdę w tych chwilach mówił spokojnie, przekonująco, cierpliwie. Czasem go słuchałam i nie wierzyłam w to co mów, ale powtarzał to samo wielokrotnie - zaczełam wierzyć w każde słowo (czy tak zachowują się BPD?)"

          Nie.
          Uważam, że poza tym, że Twój narzeczony jest ewidentnie na swój sposób zaburzony nie ma najmniejszego sensu stawianie mu diagnozy - po co? co to zmieni? terapia pod kątem zaburzeń osobowości wydaje się najlepszym rozwiązaniem. Zaburzeń jest dużo.

          "Czytałam, ze borderzy nie są świadomi swoich zachowań. Może tak jest ze mną. Nigdy nie zastanawialam się wcześniej jaka jestem, jak się zachowuje w poszczególnych sytuacjach. Czy jest jakieś badanie które można wykonać aby dowiedzieć się czy jest się BPD?"

          Za dużo czytasz ;-) i za bardzo się wczuwasz. Gwarantuje, że nie masz BPD - skąd w ogóle takie przypuszczenia?
          Nie ma dostępnego "badania" na borderline. Są kryteria diagnostyczne, są postawy, zachowania, które muszą być spełnione. Temu służy wizyta u specjalisty. I to radzę. Dla własnego spokoju.


        • skyrgra Ofiara czy kat? - jałowe pytanie 03.02.14, 12:47
          Rozbawiły mnie rady jakie Ci dano: idź do specjalisty. Specjaliści to są na tym forum - piszę to bez ironii, bo to po porostu ludzie którzy znają temat z autopsji, niektórzy na wylot.

          szukajca_prawdy nie wiem kim jesteś, ani ile z Twojej tutaj subiektywnej relacji jest zgodne z obiektywną sytuacją, ale... Ty nie masz BPD z oczywistego względu: taplasz się w poczuciu winy. Myślisz, że miałaś wielkie zadanie i je spier..., nie wykazałaś się wystarczająco dobrze?

          Tymczasem osoby z tym zaburzeniem jeśli są na etapie braku świadomości o tym co ich toczy - zdecydowanie nie są skłonne szukać po swojej stronie winy. Mogą mówić co innego, przepraszać, ale za tym nie idzie zmiana postawy. Są niewątpliwie bardzo inteligentne - więc łapią w lot pewne sprawy na poziomie logicznym, ale nie na poziomie emocjonalnym.

          "Rysował wykresy komfortu i opowiadał jak zrobić aby wyjść poza obecnej strefy w nową aby się zmienić."

          To brzmi jak komedia, choć Tobie nie jest do śmiechu. Co jest z Tobą skoro zapędziłaś się w taką relacje? polecam poczytać aktywnie, m.in. tego bloga:

          koniectoksycznych.blogspot.com/2014/01/mechanizmy-borderline-podzia-dzielenie.html
          Pozdrawiam
    • gaetta Re: Ofiara czy kat? 26.01.14, 09:14
      Witaj, przypominasz mi siebie sprzed paru lat, to czekanie, w jakim nastroju on wróci, czy będzie się wyzywal na mnie i obwinial mnie o wszystko, czy czasem nie zachowa się tak, że będzie mi wstyd przed rodziną i bliskimi, a oni będą w szoku, jak mogę być z kimś, kto mnie poniza. Wg mnie - to nie ma naprawdę znaczenia, czy ktoś jest borderem, czy nie. Jeśli czujemy, że nasz związek jest toksyczny, a my już nie jesteśmy tym, kim byliśmy, to nie powinniśmy w tym związku tkwić. Fakt, że partnerzy borderow też korzystaja z terapii, potwierdza, że zły związek niszczy, a nie warto być w związku który pozostawia po sobie tylko zgliszcza. Czy przed poznaniem narzeczonego czułaś się jak pies czekający na pana? Czy czułaś, że Twoje życie ulega dezintegracji? Czy sama robiłaś straszliwe sceny? Czy dla chwili spokoju, powrotu sielanki (co symptomatyczne, na coraz krótszy czas) potrafiłaś wybaczyć wszystko, byle ktoś już znowu był kochającym człowiekiem? Jeśli Twoje życie uległo takim zmianom po poznaniu partnera, to znak, że to on wniósł w nie totalny chaos.
    • quriousmind Re: Ofiara czy kat? 26.01.14, 14:24
      Piszesz sporo na temat Twojego narzeczonego a na temat siebie zdawkowo i bardzo uważasz na słowa. Przedstawiasz się jako zależnościowa zaburzona ofiara kogoś zaburzonego (podkreślam słowo "przedstawiasz") ale nigdy nie pokusiłabym się o diagnozowanie kokogolwiek na podstawie słów pisanych, edytowanych i przetwarznych w emocjach.

      Zaburzeń osobowości jest na tyle dużo, że klasyfikowanie siebie czy kogokolwiek do szufladki pt. borderline jest moim zdaniem chybione. Poczytaj o zaburzeniach (poniżej jest wpis "osobowość i zaburzenia osbowości" i wczorajsze, ciekawe linki, które umiesiła brzask) i zobacz jaki to złożony temat i ile jest kryteriów diagnostycznych, ile zależności pomiędzy poszczególnymi zaburzeniami. Sami terapeuci mają poważne problemy z wyodrębnieniem spójnej diagnozy, po miesiącach nawet, co dopiero osoby postronne, które nie posiadają odpowiedniej wiedzy.
      I coś na pocieszczenie - napisałaś, że pierwsza awantura była po 3 miesiącach związku. Jeśli wcześniej było sielankowo i nie widziałaś żadnych odstępstw od normy to gwarantuje, że to nie jest borderline. Osoba z tego typu zaburzeniem nie byłaby w stanie przez tak długi okres czasu nie wykazywać zaburzenia (nawet mocno udając i kontrolując się).
      Weź również pod uwagę fakt, że borderline poza aspektem związkowym to przede wszystkim zaburzona osobowość, co przekłada się na relacje z samym sobą. Nigdy nie słyszałam o kimś z pogranicznym zaburzeniem osobowości kto nie krzywdził siebie fizycznie (psychicznie również). Zadawanie sobie bólu, próby samobójcze to niestety przy tym typie zaburzenia chleb powszedni (i przy okazji jedno z kryteriów).

      To co mogę powiedzieć z pełną świadomością to to, że oboje jesteście w nieciekawym związku, bardzo toksycznym i wyniszczającym. Dlaczego? na to pytanie odpowiedz sobie sama. Nic nie dzieje się przez przypadek i nie rozumiem powodów skazywania siebie na życie, w ktorym nie jesteś przecież szczęśliwa. No chyba, że lubisz cierpieć - w to wątpie.
      Polecam przy okazji wizytę o specjalisty i zwykłą rozmowe. Terapia jest dla ludzi i mimo, że w naszym kraju dalej jest uważana przez niektórych za coś wsydliwego.
      Miłość czasami nie wystarcza. Jest jeszcze przyjaźń, szacunek, zaufanie i zdrowe relacje.
      Trzymam kciuki i mam nadzieje, że znajdziesz odpowiedzi na swoje pytania - nie koniecznie w Internecie.


      • brz_a_sk Re: Ofiara czy kat? 26.01.14, 15:23
        myślę, że to ważne co piszesz - stawiać na szukanie wsparcia=terapii bez względu na nazwanie czy nie nazwanie zaburzenia

        z tym bordem zdaje się jak z rakiem - wytrych

        klucza szukajcie tam gdzie trzeba - jeśli forum daje sygnał - nie jest dobrze , grzej do specjalisty to świetnie
        w sumie każdy wpis od zdiagnozowanego bordera ma wartość gdy szczerze daje znać - to jest PROBLEM nie do zagryzienia przy kawce i postanowienia - my się zmienimy

        to jest PROBLEM - powiem konkuruje z rakiem - zagryza - ma moc
    • estereaaa Re: Ofiara czy kat? 27.01.14, 11:40
      Mogę ci powiedzieć jedno, że jesteś prawdopodobnie uzależniona od niego/ współuzależniona, ale nie zaburzona. Uciekaj czym prędzej, zanim całkowicie uwierzysz, że to z Tobą jest coś nie w porządku, a nie z nim. Z tego, co czytam, to niedaleko jesteś od tej wiary...
      Mnie uratowało to, że miałam silne poczucie własnej wartości i na szczęście miałam dobre wzorce związku. Ale też byłam uzależniona od niego i wiele rzeczy, zachowań znosiłam przez wzgląd na jego "trudną" sytuację życiową, która jak się potem okazało, wcale nie była tak trudna. Świadomie zgadzałam na pewne rzeczy, jakkolwiek ciągle miałam świadomość, że to nie jest normalne i tylko "miłość" pozwalała mi przetrwać, kiedy jednak doszło do jawnego upokarzania mnie i innych jazd, o których szkoda pisać, wiedziałam, że jedynym wyjściem jest ewakuacja i to ekspresowa, bo zostanę wrakiem człowieka. Problem był jeden... trudno się było na początku połapać o co chodzi, całkowity brak logiki, ta ciągła dezorientacja i niepewność na którą "osobę" się dzisiaj trafi. Pamiętaj, że cokolwiek by się działo, zawsze będzie to "two Radziłabym już teraz wybrać się do psychologa, żeby ratować siebie. Polecam ci bardzo ciekawego bloga. Uwierz mi, że jak tego nie przerwiesz, to nie będziesz silniejsza, ale coraz słabsza i więcej czasu będziesz potrzebowała na wyjście z traumy.
      defibrylator.blog.com/
      defibrylator.blog.com/
    • kasztanyzrenic Re: Ofiara czy kat? 27.01.14, 22:00
      Moim zdaniem to on ma problem, nie TY.
      Twoim problemem jest nieumiejętność stawiania granic ....taki wniosek nasuwa się czytając Twój wpis...opuściłaś swoje wygodne wyremontowane mieszkanie, bo on tak chciał?
      Co on Ci w zamian za to poświęcenie zaoferował?
      Skorzystałaś na tym, czy straciłaś?
      Groził że się zabije , bo zapaliłaś papierosa?

      I Ty nas pytasz, czy z nim wszystko dobrze?!
      Wczytaj się w forum, znajdziesz odpowiedź..
      • trezor.nocny Re: Ofiara czy kat? 31.01.14, 02:11
        Droga szukajca_prawdy,
        Zakończ ten destrukcyjny związek. W pierwszej kolejności jeżeli jest możliwość to wspólnie trzeba się zmienić i nauczyć wspólnie żyć, aby stworzyć związek oparty na pozytywnej relacji. Jeżeli minęło już "trochę" czasu i nie zanosi się na lepsze, czas przestać się oszukiwać, i trzeba zakończyć takie uzależnienie - bo to na pewno nie jest związek. Fakty, które wymieniłaś definitywnie świadczą, że to Twój partner ma problem ze sobą. Trudny musi być fakt, że on robi z Ciebie wariatkę - to jest bardzo niebezpieczne i bardzo powszechne wbrew pozorom. Dla mnie Twój mąż to klasyczny "namiętniak" czasów PRL. Zakończysz to i po czasie sobie powiesz "A ja głupia już prawie wierzyłam, że coś ze mną nie tak..". Nie marnuj sobie życia bo jest tylko jedno. Życzę Ci siły aby zrobić ten ruch bo to jest najtrudniejsze.
        • estereaaa Re: Ofiara czy kat? 31.01.14, 10:40
          Mądrze powiedziane.
          W tym wypadku chyba w ogóle można pominąć, czy partner jest zaburzony, czy nie. Ważne jest to, że czyni piekło z życia swojej partnerki i to wystarczający powód, żeby go zostawić.
          Jak sama, w swoim czasie zaczęłam sobie zadawać pytania:
          -co mi daje ten związek ? Stres, brak poczucia bezpieczeństwa, ciągły chaos i przede wszystkim NIEPEWNOŚĆ ciągłą, co do jutra, brak stabilizacji itd.
          - więcej daje, czy otrzymuje? Nie dostaje nic prócz ciągłych narzekań, kłamstw, obarczania mnie winą za wszystko itd. Chwilowy przypływ czułości, bo on akurat potrzebował, a potem znowu to samo...
          - Jestem szczęśliwa z nim ? Przestałam się uśmiechać....
          Na szczęście nie trwałam w tym stanie zbyt długo i w miarę szybko udało mi się uwolnić. Im dłużej trwa taki związek, tym człowiek coraz bardziej traci jasny i zdrowy ogląd sytuacji i zaczyna się przyzwyczajać do nienormalności traktując ją jako normalność. Radzę ci odświeżyć znajomości z przyjaciółmi chociażby ...
          • brz_a_sk Re: Ofiara czy kat? 31.01.14, 13:28
            nie ten kto bierze ale ten kto daje jest bardziej zaangażowany w związek - nie ważne jaki (zawodowo, prywatnie, towarzysko, społecznie)

            kiedy dający zostaje na lodzie czasem zamiast puknąć łbem w cokolwiek i zrobić po pierwsze w tył zwrot
            zaczyna szukać : jesli tak sie staram a tu niezrozumienie to na pewno jakaś pomyłeczka, coś skiepściłem, no moja wina muszę coś zmienić, bo jaka inna logiczna podpowiedź?
            i tu błąd

            pierwsza zdrowa myśl to starałem się i starczy - nie pasuje - luzik - przerwa!


            pewnie, że znaczenie ma czy wcześniej ktoś nam nie namieszał w głowie i nie jesteśmy skołowanym nieustannym staraczem bez poczucia sensu w tym co robimy
            i na przykład wpadamy w panikę a jak przestanę sie starac to dopiero będzie

            a kto ci człowieku powiedział, zę masz się starać o kogoś gdy on się ciebie nie stara?
            bo jesteś dobry?

            to jest argument

            teraz
            pobądź trochę dobry dla siebie

            i sprawdź czy to się podoba partnerowi (z pracodawca włącznie)

            oddawanie czegoś na kredyt w nadziei, ze potem będzie inaczej jest dobre ale do czasu, albo i to nie - zapewniam

            a w przypadku związku z borderami bywa opłacone chorobliwym dopierd@laniem - tworzeniem bajek o winach i przyczynach rezygnacji z inwestowania w pijawkę

            jestem okrutna czasem? tylko szczera - powinnam znaleźć cytat to lepiej objaśnia i moje plecy chroni - border namiesza, rzuci, rozwali, pójdzie i wpadnie i co zrobi po pierwsze skłóci wszytskich w swojej własnej sprawie a sam obmyśla kolejne zemsty/aferki/zabawy ;

            smutne ale tak bywa; podobno to najlepsza metoda - nikt nie będzie miał radoch jeśli nie ma jej border - zabrać uśmiech ....; wszyscy są źli bo sie nie moga porozumieć :) :) a były partner ma za swoje; sam bez znajomych, bez dawnych i nowych znajomych; przerobiony jak idiota przez bordera co to ma moc 2 - 5 latka

            oczywiście nie zawsze tak się dzieje - oczywiście!!!

            ale często, więc warto pamietać, że przerzucanie winy na innych i izolowanie 'wroga' a wrogiem zostaje sie często zaocznie - ludzie kilak lat po rozstaniu/rozwodzie mają zły cień za plecami - trzeba zamykać sprawy, stawać na własnych nogach; zejść sie mozna ale trwać w bagnie nie należy tym bardziej, że border często siedzi w tym czasie w fotelu i napuszcza na exa pól świata ;

            jest jakiś sens w tym, ze border mawia: ja tylko sprawdzam ile wytrzymasz - tyle warta jest ta 'miłosć'

            świetnie to działa

            partnerze borda zrób to samo i OCKNIJ się - jakby coś nie bardzo ten test wypadł

            jesli ktoś powie, ze oskarżam borderów to powiem - a może chwalę, ze nie dają się robić w jajo mają wszystko w nosie i świetnie się zabawiają CZASEM?

            a sieroty partnerzy lataja jak z wiatraczkiem w tyłku i naprawiają swoje niepopełnione błędy
            w tym rzecz, że border robi partnerowi to co jemu zrobił opiekun - kuku w głowę

            niestety trwale

            ale wiele można zmienić, grunt zabrac sie za terapię czy aututerpię po konsultacji

            smieszne sa tylko te terapie gdzieś łże jak z nut i chadza na kafósię za 100,- obrzydliwe oszukiwanie siebie i jedna wielka ściema

            'ja ją zabiję' a na terapii - łzy pokrzywdzonego niebożątka - no trzeba powiedzieć, ze właśnie się całymi dniami myśli jak wykończyć kogoś a nie ze się jest pokrzywdzonym - ale to by była nuda na całe życie ... terapie borderów to jest dopiero ekstremalna jazda - blogi tym kipią a i tak tam jest iskierka prawdy z wulkanu problemów

            partnerze bordera jak cie kopią to nie mów, że zasłużyłeś tylko tak ot zrezygnuj z tej premii












            • kasztanyzrenic Re: Ofiara czy kat? 31.01.14, 14:04
              Brzasku poruszyłaś interesujący mnie temat, czy jest prawdopodobieństwo, że osoba o cechach borderline będzie ściemniała na terapii? Myślicie że doświadczonego psychologa da się wyprowadzić w maliny ? Interesuje mnie zdanie osób z zaburzeniem, które przechodziły terapie, czy zdarzało się Wam pójść na terapię dla świętego spokoju a nie z faktycznej chęci? Czy jeśli przerywaliście terapię lub nie byliście na niej szczerzy to z jakich powodów.
              Bliska mi osoba w koooońcu się zdecydowała i trochę przeżywam, może na wyrost :P jak ględzę to sorry, ale w pewnym sensie już się nie mogę doczekać cała w nadziei na pozytywny obrót spraw! pozdrawiam
              • dreamershe Re: Ofiara czy kat? 31.01.14, 14:17
                Dobrze,że zdecydował sie na terapię ale szczerze to jest katorga, lata ,nie miesiące a lata pracy nad sobą.Bardzo często osoby z borderline przerywają terapię bo jest ona czasem cholernie trudna i męcząca.Wygodniej im żyć tak jak żyją.A odpowiadajac na pytanie terapeuta jest tylko człowiekiem , borderzy to chyba najtrudniejsi pacjenci, manipulują, grają.Wielu psychoterapeutów pomimo całej fachowej wiedzy nie daje rady.Nie chcę Ci odbierać nadzieji ale nie licz na cud a wiem o czym piszę.
              • brz_a_sk Re: Ofiara czy kat? 31.01.14, 14:26
                oczywiście nie wyręczam nikogo :)
                dodam to co ja wiem
                po pierwsze przy borderach warto pamiętać, ze border często mysli, ze mówi prawdę choć jest ona różna - border czesto wierzy w to co mówi - jak idealizuje wiezry i jak idealizuje wierzy

                wierzy, że idzie do terapeuty by mu pomógł i wierzy, ze ma prawo ograć terapeutę i poza tym rozkochać - stały problem - można poczytać ; przy okazji mozna sie zakochać - problem nie mały!

                i też standarad - zawsze można uznać, w dowolnej chwili, że terapeuta to idiota i dorobić mu gębę - masakra w dobie internetu; ilość obelg ...

                odzdzielam trudnośc w mówieniu prawdy, oddzielam wyparcia kiedy nie wie się o sobie/nie pamięta całych lat itd od pogrywania; opowiadania jak to się wykiwało terapeutę itd - ile w tym prawdy no czasem tyle samo co wszędzie
                role, maski, kpiny, ale i zmyślanie itd - bywa

                ale zdarza się terapia dobra, współpraca się układa - klient (nie lubię tego słowa ale tak się to teraz nazywa) i jest to masakrycznie ciężka praca trwajaca latami w większości przypadków
                na pewno znaczenie maja kwalifikacje terapeuty

                ale i nastawienie klienta ma moc - znam bordera, który szuka terapii która mu przywróci stan bycia narcyzem wielbionym i poniżającym niszczone ofiary jedna za drugą - bóstwo mu zgasło i szuka lekarstwa :) - wiele lat kpił i niszczył - no żal mu tamtego zdróweczka ...

                najważniejsze to poczytać co terapia może dać i nie wymyślać raju nieosiągalnego
                i poczytać co jest pierwszym, drugim kolejnym z możliwych sukcesów

                przy terapii alkoholików często rodzina oczekuje, ze nie będzie pił i będzie łagodnym posłusznym aniołem - nic głupszego nie da się wymyślić to jest bzdura!!!







              • toxic_chick Re: Ofiara czy kat? 31.01.14, 20:51
                Pytasz czy osoba o cechach borderline będzie ściemniała na terapii...

                A ja Ci powiem, że to jest bardzo indywidualna sprawa... i nie ma jednoznacznej odpowiedzi...kwestia osoby (jej dojrzałości "emocjonalnej" w gruncie rzeczy i chęci (PRAWDZIWEJ) do naprawy...), to zaś jest powiązane w wiekiem.. powodem bycia w terapii... (wskazania zewnętrzne na zasadzie "musisz"... nie koniecznie wywołują odpowiedni skutek...) ..
                do tego dochodzi humor danego dnia, nastrój, stosunek do terapeuty i jakieś 100 innych czynników ;)

                Poza tym jest coś takiego jak przemilczanie... nie na zasadzie kłamstwa.. ale na zasadzie "nie mówię"... albo mówię kładąc nacisk na coś innego... (zadarzało się nie raz MI).. podobnie jak długie minuty milczenia... zwyczajnie... nie zawsze chce się mówić... dobry terapeuta zrozumie.... nie będzie zmuszał... albo sprawi, że w końcu się zacznie gadać.. albo nie ;) i sesja się kończy i .... jakby jej nie było...

                Aaaaa i są fakty, które sam zaburzony inaczej ocenia i tym samym inaczej przestawia... nie wiem czy to do końca kłamstwo... to prawda wg osobowości zaburzonej... jesli rozumiesz o czym mowa ;) ale ręczę, że te same okoliczności z perspektywy innych... obecnych... pewnie inaczej byłyby zaprezentowane... tego zresztą człowiek się uczy w terpii... widzieć przez inne szkiełko...

                Bywałam w terapii dla świętego spokoju (nie uważam tego z perspektywy za terapie nawet.. konczyło się na kilku wizytach) zdarzało mi się kłamać, milczeć i obserwować ułomności lekarza ;)
                Bywałam w terapii świadomie (przełamanie się i mówienie o sobie obcej osobie nie jest niczym fajnym... ale da się... można.. jeśli się chce i jeśli osoba=terapeuta pasi... tak tak... nie każdy... nie zawsze... bywa różnie) i nie kłamałam... przynajmniej nie świadomie... ale z czasem uczyłam się mówić i budować zaufanie.. tak było kiedyś i tak jest teraz - cykl powtarzalny

                W maliny da się zawsze wpędzić ;) kwestia... po co? ... (wracamy do dojrzałości...) lekarz to tylko człowiek... słucha... jak słucha bzdur to nie zawsze wie, ze bzdura to bzdura... co prowadzi do chybionych diagnoz i takie tam...

                Jeśli liczysz na efekty po tygodniu, dwóch... albo nawet pół roku? ... to nie tak... mogą być MINIMALNE (tyci tyci) po kilku miesiacach... mogą ale nie muszą... terapia zeby miała sens... musi być wieloletnia... to nie rehabilitacja... to nie angina... to o wiele bardziej skompikowane leczenie ;) wymaga samozaparcia.. chęci..
                Czasami w trakcie... bliscy obrywają... to coś na zasadzie... sprawdzam co mogę... jestem w terapii.. mogę przecież czasami zrobić coś dziwnego...ALE SIĘ LECZE ;) więc wybacza się prościej... bo bo bo

                Nie spinaj się tak ;) każdy jest inny i chyba tylko od Twojego boya zależy jak będzie ;)

                Swoją drogą ciekawi mnie jaką będzie miał diagnoze ;) mam ostanio takie hobby... ;) nie jest bowiem modne metkowanie ;) już nie...
                • kasztanyzrenic Re: Ofiara czy kat? 01.02.14, 10:48
                  dzięki za Wasze odpowiedzi, generalnie nie liczę na jakąś mega szybką zmianę dzięki terapii, ważna jest dla mnie sama chęć zmiany, otwarcie się na pracę nad sobą. Zauważenie, że terapia potrzebna, że nie stygmatyzuje, że wiele osób korzysta, że jest im dzięki temu lepiej.
                  Wydaje mi się, że w naszym przypadku sam kontakt mojego partnera z kimś ( terapeutą) kto zrozumie i nie zaszufladkuje, nie skrytykuje już będzie wielkim krokiem. Długoletnia obawa przed skorzystaniem z pomocy wynikała z wychowania w świecie czarno-białych wartości, obrzydliwie zakłamanym w dodatku, gdzie każda obiektywna prawda była lekceważona lub przerabiana w bliżej nieokreślone gówno, które należy akceptować i nie szukać dalej.
                  Myślę,że faktycznie dojrzałość jest kluczem do powodzenia terapii, do czego nawiązała Toxic. W tej kwestii u nas akurat jest dobrze.
                  Obawiam się tylko, aby on nie usiłował tak obracać tej terapii, aby wzmacniać swoją moc i narcystyczną stronę...
                  Diagnoza nie jest dla mnie ważna, choć pewnie potrzebna.
                  Ktoś pisał o terapii alkoholika, no właśnie...rodzina skupia się na tym, by przestał pić, a najważniejsze jest to, co go do picia popchnęło, czy to zniknie? ta ciemna strona osobowości? czy jesli ktoś dzięki terapii np. przestanie się okaleczać i będzie lepiej panował nad destruktywnymi popędami, to czy to znaczy że jest wyleczony? jakiś cierń chyba nadal tkwi w człowieku, tylko uczy się z nim żyć?! ...ja tak rozumiem terapię...
                  • brz_a_sk Re: Ofiara czy kat? 01.02.14, 10:59
                    masz jednak oczekiwania
                    truno nie mieć

                    mnie w takich sytuacjach najlepiej robi myśl o nie pozostawaniu w tyle
                    w pracy nad sobą - choćby to miało dotyczyć przedziwnie odległej działki :)
                    co zapewnia, że czas nie będzie stracony - wyczekiwanie demobilizuje oboje - ?

                    o alkoholizmie pisuję i ja czasem, bo to wydaje się łatwiejsze do opisania zjawiska

                    odstawienie pierwszy krok, zapchanie wszytskich dziur w które wszedł alkohol to praca na lata
                    niektóre szczeliny robią się dziurami i w związku - ach te winy bez złych zamiarów

                    i jak tu zyć gdy wszystko moze być przysłowiowym brukowaniem piekła dobrymi chęciami

                    brrr

                    ale tylko ten się nie myli kto nic nie robi - otwierać trzeba uszy oczy i głowę na jasność

                    :) powodzenia

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka