Dodaj do ulubionych

OPOL dzielony na trzy ;)

14.02.10, 00:31
Witam Was. Od jakiegos juz czasu podczytuje Was z duzym
zainteresowaniem (glownie dzieki Kranikowi, he he he). A ze macie
duzo wieksze doswiadczenie postanowilam poprosic Was o opinie i
jakies rady.

Jestem Polka, zamezna z Kanadyjczykiem pochodzenia pundzabskiego.
Mieszkamy w Kanadzie. Mamy 4 mies synka. Ja sie plynnie posluguje
polskim i angielskim. Maz jest bilingualny: angielski i pundzabi.
Troche mowi tez po polsku, ale nie na tyle, zeby moc w domu
funkcjonowac wylacznie w tym jezyku. Ja znam w pundzabskim tylko
podstawowe zwroty. W domu rozmawiamy po angielsku i wtracamy polskie
zdania albo zwroty. W wychowanie syna bardzo sa tez zaangazowani moi
tesciowie, ktorzy sa biegli w angielskim (z przyciezkim akcentem),
pundzabi i hindi. W przyszlym roku ta opieka znacznie sie zwiekszy,
bo tesciowa zaoferowala, ze zajmie sie synem, zamiast posylac go do
zlobka. Nie mam tu "polskiej" rodziny wiec zrodlem tego jezyka
bylabym praktycznie ja, i ewentualnie maz moglby nieco kontrybuowac.

Jak to rozwiazac w mysl OPOL? Ja po polsku, maz po angielsku, a
dziadkowie w pundzabi? Czy moze ojciec powinien mowic w pundzabi, a
angielski odpuscic w ogole? Ostatecznie "same" sie naucza po
angielsku - w szkole, z tv, od znajomych dzieci... Jakie jest wasze
doswiadczenie? Czy dzieci odpuszcza sobie jezyk polski, jesli my
(rodzice) bedziemy porozumiewac sie dalej miedzy soba po angielsku?
Troche sie obawiam, ze jesli wyeliminujemy angielski, to bedzie nam
ciezko funkcjonowac tylko w polskim i pundzabi.

Bede wdzieczna za ewentualne sugestie.
Obserwuj wątek
    • jan.kran Re: OPOL dzielony na trzy ;) 14.02.10, 05:28
      Cześc Syswiasmile))
      Ja nie mam doswiadczeń z trzema językami u małego dziecka ale czytam sporo na
      temat wielojęzyczności i na forum są na pewno osoby które Ci lepiej doradzą.
      Zresztą właśnie zostałam zjechana ostro na matkach w Anglii , jak mi złość
      przejdzie to się wypowiem na forum o tożsamości...
      Ale tak z pewną nieśmialością bym podpowiedziała że chyba bym nie zmieniała
      sytuacji domowej.
      Wy sobie mówcie po angielsku , Ty po polsku.
      Natomiast absolutnie bym wykorzystała teściów i poprosiła żeby do malego mówili
      tyko w pundżabi.
      Angielskiego się nauczy ...

      Ściskamsmile
      K.
      • ciotka_paszczaka Re: OPOL dzielony na trzy ;) 14.02.10, 17:30
        Ja mam doswiadczenie troj jezyczne! I to z trzech rodzin jezykowych:
        slowianskiej, germanskiej i celtyckiej.
        Dzieci nie maja zadnych poroblemow z przechodzeniem z jezyka na jezyk. A jedynie
        w szkole jest ten trzeci jezyk, walijski -ktorego na dobra sprawe nie zna nikt z
        nas, co nam zupelnie nie przeszkadza, tzn. DZIECI nas ucza. I jest dobrze.
        Ja mowie do dzieci po polsku, maz po angielsku, dzieci miedzy soba tak jakos pol
        na pol, chociaz teraz cwicza do dnia Dewi Sant (Sw. Dawid, patron Walii)ktory
        jest obchodzony w szkole, wylacznie po walijsku, wiec...uczymy sie!
        Pozdrawiam,
        Anna
        P.S. walijski nie jest tu uznawany za "jezyk obcy" chociaz nie wiele osob sie
        nim plynnie posluguje. Paradoksalnie, sa to czesto mlode osoby tzn. nie starsze
        pokolenie (tak, jak moznaby sie spodziewac) ale ludzie w wieku 20-30 lat, ktorzy
        jezyk znaja ze szkoly.
        • lenkaaa Re: OPOL dzielony na trzy ;) 14.02.10, 20:33
          Witam. U nas sytuacja wyglada nastepujaco: ja rozmawiam z corka (4,5 lat)po
          polsku, maz po angielsku, ja z mezem po angielsku, mieszkamy w Holandii.
          Niderlandzkiego corka nauczyla sie w przedszkolu i teraz w szkole. Nauczyciele
          mowia, ze mowi ladnie po tubylczemu, robi bledy jezykowe ale nie wieksze niz
          dzieci holenderskie w jej wieku (tez przeciez uczace sie wciaz wlasnego jezyka)
          i ma lekko wyczuwalny "obcy" akcent, ale nie widza w tym problemu.
          Podczas wspolnych rozmow przeskakuje z jezyka na jezyk: do mnie po polsku, maz
          wtraca cos po angielsku (maz troche mowi po polsku i w wiekszosci rozumie o czym
          rozmawiam z corka, wiec nie musze tlumaczyc), na co corka odpowiada mu po
          angielsku. W Polsce jeszcze nikt nie powiedzial mi, ze corka mowi z obcym
          akcentem, co mnie niezmiernie cieszy.
          • syswia Re: OPOL dzielony na trzy ;) 16.02.10, 01:19
            Dziekuje Wam i pozdrawiam serdecznie. Poki co, gryze sie po jezyku,
            zeby nie mowic do malego po angielsku. Nieswiadomie to robie. Juz
            sie przylapalam, ze plynnie przeskakuje co wypowiedz z jednego
            jezyka na drugi. Uch! Trudne to jest.
            • jan.kran Re: OPOL dzielony na trzy ;) 17.02.10, 08:41
              Przemyślałam , pogadałam z Młodą i podzielę sięsmile
              Moim zdaniem powinnaś wszelką cenę mówić do dziecka tylko po
              polsku ,to będzie z pewnością w przyszłosci jezyk najsłabszy.
              Tak że poki małe to daj Mu ile możesz.
              Polski można później podciagnąć ale na razie jak piszesz jesteś jedynym źródlem
              więc < o ile chcesz żeby znał polski > to zacznij teraz.
              Jeżeli rozmawiacie po angielsku bym tego nie zmieniala.
              Natomiast zastanowiłabym się nad tatusiemsmile
              Porozmawiaj z Nim.
              Mógłby z dzieckiem rozmawiac w pendżabi wykluczając w ogóle
              angielski ?
              Nie mieszając angielskiego z pendżabi ?
              Chodzi mi o to że Twój syn ma ogromną możliwość nauczyć się dwóch językow
              dużych i trudnych.
              Polski to drzwi do języków slowiańskich a pendżabi do ogromnego bogactwa
              języków Indii.
              Myślę że powinniście podyskutować i ustalić co jest dla Was ważne ale ja bym
              jednak optowała za językami rodziców z angielskim w tle na dziśsmile)))
              Uściskaj Małego i Męża ode mniesmile))
              Ula
              • olliesmum A propos punjabi i wielojezycznosci :) 17.02.10, 14:57
                www.mothertonguematters.com/index.php?option=com_content&task=view&id=20&Itemid=1
                W ogole polecam cala strone smile
                • syswia Re: A propos punjabi i wielojezycznosci :) 21.02.10, 01:45
                  Dzieki. Troche przerazilo mnie twierdzenie tego prpfesora z Toronto
                  University, ze dziecko traci zdolnosc mowienia w rodzimym jezyku w 2-
                  3 lat po rozpoczeciu edukacji szkolnej, jesli rodzice ostro nie
                  pracuja nad jezykiem rodzimym w domu (lub jesli rodzinna nie zyje w
                  swoistym ghetto jezykowym). Przeraza mnie to dodatkowo, dlatego, ze
                  Kanada jest bardzo bardzo otwarta na mniejszosci/imigrantow i w
                  szkolach tu nie ma zadnej dyskryminacji typu zakazy porozumiewania
                  sie w ojczystym jezyku na przerwach itd... wrecz odwrotnie...
                  zacheca sie do dzielenia na forum klasy. Pracowalam kilka miesiecy
                  jako pomoc nauczycielska w najzwyklejszej podstawowce, wiec mam
                  wlasne obserwacje.
                  Co do punjabi, to mysle, ze moj maz mial szczescie, bo mieszkala z
                  nimi Babcia, ktora nie mowila po angielsku i musieli nauczyc sie
                  plynnie mowic w tym jezyku. Reszta kuzynostwa niestety mowi bardzo
                  slabo albo jest to bardzo zachwaszczony punjabi. Na tyle
                  zachwaszczony, ze ja moge zrozumiec, co mowia...
    • spinelli Re: OPOL dzielony na trzy ;) 26.02.10, 19:03
      syswia napisała:

      > Ostatecznie "same" sie naucza po
      > angielsku - w szkole, z tv, od znajomych dzieci... <

      Ja jak zwykle zrobie za adwokata diabla, ale najpierw pogratuluje Ci synkasmile

      Po czym dodam, ze nie zrzucilabym roli nauczania jezyka angielskiego na kolegow
      dziecka. Czesto w srodowisku emigranckim koledzy syna pochodza z tego samego
      kregu kulturowego.

      Walczymy o kulturowa tozsamosc naszych dzieci, to znaczy o zachowanie naszej
      tozsamosci poprzez nasze dzieci (wiem, wiem, powtarzam sie) czyniac z nich
      outsiderow w ich wlasnym kraju.

      Pomijajac juz nawet kulturowa tozsamosc bardzo czesto jako argument stosuje sie
      to, ze mamy mozliwosc darmowego nauczenia naszego dziecka dodatkowego jezyka.

      Nie podwazam absolutnie wartosci i korzysci plynacych z plynnej znajomosci wielu
      jezykow ale powtorze - nie za wszelka cene. Widze dzieci dorastajace w
      rodzico-jezycznych srodowiskach, idace do szkoly i umieszczane w programach ESL
      - dzieci, ktore sie tu urodzily a nie znajace jezyka swojego kraju bo rodzice
      wieksza wage przykladali do wlasnego jezyka ojczystego.

      Kiedy slysze "nie martw sie - w szkole sie nauczy" to mi sie cos w kieszeni
      otwiera. Narazamy nasze dzieci na takie wyobcowanie jakiego my doswiadczylismy
      po przyjezdzie do nowego kraju.

      To jest ich kraj, tutaj przynaleza i tu powinny zyc w kulturowym kontekscie
      lacznie z rymowankami, kolysankami, klasyka dziecieca.
      Jezyk rodzicow to jest - jakkolwiek to dla nas jest przykre - sprawa drugorzedna.

      Z bolem serca ale swiadomie ograniczylam nauke jezyka polskiego - tzn zycie
      ograniczylo a ja z tym nie walczylam. Jesli mamy czytac wieczorami ksiazki (a
      czas mamy ograniczony) to wole zeby czytal po angielsku. Wyeliminowalam polska
      szkole sobotnia bo po pierwsze byla calkiem do kitu a po drugie uwazam, ze
      sobote powinien spedzic raczej sportowo niz naukowo. Robie ile moge ale
      przestalo to byc dla mnei sprawa zycia i smierci.

      Moze jakos wyrosnie na ludzismile

      Pozdrawiam serdecznie i zycze lagodnego rozwiazania dylematow.
      Spin
      • syswia Re: OPOL dzielony na trzy ;) 26.02.10, 20:24
        Dzieki Spin, dawno Cie na forach nie widzalam...

        Ja mysle, ze mojemu synkowi ta polskosc az tak strasznie nie
        zagraza, bo w zasadzie utrzymujemy kontakty tylko z jedna rodzina w
        pelni polska, ktora na codzien posluguje sie w domu wylacznie
        polskim. I to by bylo na tyle. Z reka na sercu.

        Jesli chodzi zas o punjabi, to mamy akurat bardzo pozytywny przyklad
        w rodzinie. Dwojka dzieci - swiadomie w domu wychowywana w tym
        jezyku - w szkole bardzo szybko zlapala angielski a potem francuski
        (bo zostaly przeniesione do French immersion). Zadnych lekow,
        stresow nie bylo. Dzieci mowily w domu wylacznie w punjabi do 5 roku
        zycia. Teraz mowia mieszanie - i tak - i tak, w zaleznosci od tego,
        kto jest odbiorca. Rodzice sa oczywiscie bilingualni i teraz mowia
        do dzieci w obu jezykach.

        A tak calkiem na luzie: myslisz ze tozsamosc kulturowa to jest
        wylacznie jezyk? W rodzinie mojego meza wiekszosc jego kuzynow
        (czyli pierwsze pokolenie urodzone w Kanadzie) w ogole albo bardzo
        slabo mowia w pundzabi. Natomiast poglady maja takie ze hej, zeby
        nie powiedziec sredniowiecze wioski punjabskiej (malzenstwo
        aranzowane tylko i wylacznie, kobieta do garow i dzieci i tym
        podobne kwiatki, niestety). Wszystko to sa ludzie wychowani w
        Kanadzie, po angielsku, po wyzszych studiach i na wysokich
        stanowiskach w znanych korporacjach miedzynarodowych... Szkoda slow.

        Ja mysle, ze problemy z tozsamoscia i wyobcowanie wiaza sie nie tyle
        z wielojezycznoscia w domu rodzinnym, co z zamknieciem sie rodzicow
        w okreslonych gettach kulturowych, ich braku otwarcia na innosc i co
        tu duzo mowic: rasizm wyuczony w domu. To jest bardzo ciekawy temat.
        Znowu sie odwolam do przykladu w rodzinie mojego meza. Ciekawa rzecz
        jest to, ze moj maz jako nastolatek nigdy nie doswiadczyl zadnych
        przykrosci z powodu swojego pochodzenia, koloru skory, czy tez
        bilingualizmu. Natomiast jego kuzyni, mieszkajacy w tej samej
        okolicy, do tej pory snuja opowiesci, jaka to wielka krzywda ich
        spotykala w szkole, jaka nietolerancja i jak ciagle MUSIELI sie bic
        z innymi (bialymi) chlopakami, zeby oduczyc ich uzywania slow typu
        Paki. Bardzo mnie to uderzylo. Teraz mysle, ze po prostu rodzicom
        mojego meza udalo sie perfekcyjnie wlaczyc w zycie Kanady, nie
        tracac przy tym swojej tozsamosci, jezyka, kultury. Dzieciom zas
        udalo sie wziac z kultury rodzicow i z otaczajacyj ich
        rzeczywistosci kanadyjskiej to, co najlepsze. Wiem, troche to
        patetycznie brzmi, ale w zasadzie sprowadza sie do: zyj i daj zyc
        innym. Mysle, ze to jest dobry przyklad do nasladowania.
        • spinelli Re: OPOL dzielony na trzy ;) 01.03.10, 05:46
          syswia napisała:

          >
          > A tak calkiem na luzie: myslisz ze tozsamosc kulturowa to jest
          > wylacznie jezyk? W rodzinie mojego meza wiekszosc jego kuzynow
          > (czyli pierwsze pokolenie urodzone w Kanadzie) w ogole albo bardzo
          > slabo mowia w pundzabi. Natomiast poglady maja takie ze hej, zeby
          > nie powiedziec sredniowiecze wioski punjabskiej<


          Wiesz co, to jest bardzo ciekawe co piszesz. Pracowalam z chlopakiem - Sikhem,
          rozmawialismy wlasnie na temat tej dziwacznej(?) tozszamosci w "trzecim
          wymiarze" czyli wlasnie o dzieciach imigrantow i doszlismy do wspolnego wniosku
          (zauwazajac potezne podobienstwa miedzy gettowymi srodowiskami imigrantow z
          Polski i z Indii) - ze ich dzieci sa produktem mieszaniny ambicji, kompleksow i
          fobii.

          Zaznaczam, ze nikomu tutaj nie zarzucam fobii i kompleksow.

          Dodam, ze to jest dla mnei temat rzeka i moglabym dlugo na ten temat.

          spin
          • syswia Re: OPOL dzielony na trzy ;) 03.03.10, 23:20
            Wiekszosc dzieci (nie tylko emigranckich) jest taka mieszanina wink
            • spinelli Re: OPOL dzielony na trzy ;) 04.03.10, 13:15
              syswia napisała:

              > Wiekszosc dzieci (nie tylko emigranckich) jest taka mieszanina wink<<

              Dobresmile))
              Ale tutaj jest mieszanina z misjąsmile
      • syswia Re: OPOL dzielony na trzy ;) 26.02.10, 22:27
        Wlasciwie nie odnioslam sie bezposrednio do tego, co napisalas, wiec
        jeszcze uscisle:

        1. Zgadzam sie z Toba w calej rozciaglosci, ze zamykanie sie
        emigrantow w gettach kulturowych/jezykowych jest nieszczesciem - dla
        nich samych i dla otoczenia. Nie sadze jednakze, ze dazenie do
        wielojezycznosci dzieci rowna sie z zamknieciem sie rodziny w
        takowym getcie - a juz zwlaszcza w takim przypaku, gdy w gre wchodza
        3 kultury.

        2. Dazenie do wielojezycznosci dzieci w malzenstwach mieszanych nie
        jest tez (moim zdaniem) walka o tozsamosc kulturowa tychze dzieci.
        Jezyk jest tylko czescia kultury (i tez przyklad z gory o
        sredniowieczu wioski pundzabskiej ma to ilustrowac). Byc moze tak to
        wyglada w malzenstwie emigrantow o tym samym pochodzeniu, ale w
        malzenstwie mieszanym po prostu nie ma na to miejsca. Inaczej
        zwiazek sie po prostu wczesniej czy pozniej rozpadnie.

        3. Ja postrzegam dazenie do wielojezycznosci mojego syna jako chec
        otwarcia przed nim roznych mozliwosci w przyszlosci (chocby studiow
        w Polsce lub w Indiach albo pracy tamze). Z drugiej strony (i jest
        to dla mnie wazniejsze) chcialabym, zeby moj syn czul sie pewnie
        zarowno w kulturze kanadyjskiej, polskiej jak i pundzabskiej, a
        znajomosc jezyka jest pierwszym krokiem. Tak wiec, moje pragnienia
        wyplywaja z kompletnie innych przeslanek niz Twoje (poniekad
        sluszne) spostrzezenia.

        4. Nie spodziewam sie, ze moj syn bedzie sie czul Polakiem. Nie mam
        zadnego parcia na to. Co wiecej, bylabym bardzo zdziwiona, gdyby sie
        okazalo, ze czuje sie albo Polakiem albo Pundzabi. Bardzo. Dlaczego?
        Bo moj maz (dziecko emigrantow) czuje sie Kanadyjczykiem wink

        5. Mnie sie noz nie otwiera, kiedy slysze "samo sie nauczy
        angielskiego", bo po pierwsze widzialam na wlasne oczy jak to dziala
        w rodzinie mojego meza, a po drugie, pytalam sie kilku nauczycielek
        (zarowno Polek, jak i Kanadyjek) i wszystkie mowily, ze dzieci
        bardzo szybko lapia angielski w szkole i nie ma z tym kompletnie
        zadnych problemow. Pokrywa sie to z tym, co wyczytalam w
        pamietnikach polskich emigrantow. Sama nie mam doswiadczen do
        ktorych Ty sie odnosisz: moj maz jest Kanadyjczykiem, a ja
        przyjechalam tu z plynna znajomoscia angielskiego. Co do polskich
        rymowanek itd. - owszem uczestniczymy w playgroups i spiewamy, ale
        chyba naturalne jest, ze mi blizsze sa rymowanki i wierszyki
        polskie. Jedno nie wyklucza drugiego. Przeciez pisze "OPOL dzielony
        na 3", wiec nie zakladam kompletnego wykluczenia angielskiego. Rzecz
        w tym, ze to nie ja bede zrodlem tego angielskiego.


        Pozdr,
        S.
        • jan.kran Re: OPOL dzielony na trzy ;) 27.02.10, 04:03
          Syswio podpisuje sie obiema rekoma pod tym co napisalassmile

        • spinelli Re: OPOL dzielony na trzy ;) 01.03.10, 05:37
          Syswio, z Twoich postow na innym forum zawsze wynika madrosc i otwartosc wiec
          nie bierz moich postow za zarzut. Pisze to co mysle bo pytasz jakie ludzkosc ma
          zdaniesmile

          O dzieciach w ESL i dzieciach wyobcowanych pisze na przykladach bardzo mi
          bliskich. Widze tez po koledze mojego syna, ktory wychowany w rodzinie
          polsko-polskiej, z co-sobotnim obowiazkiem szkolnym mowi gorzej po polsku niz
          moj. Bralam udzial w pewnych zajeciach, gdzie zalozeniem bylo, ze mowimy po
          polsku. Ciagle musialam dzieciom przypominac, ze mowimy po polsku, moj sie
          "nawracal", tamten zupelnie ignorowal polecenia. W pewnym momencie powiedzial
          mi: I hate Polish, I hate Polish school, I will NOT speak Polish.

          Nie pisze, ze Twoje dziecko bedzie wyalienowane, ze bedzie wytykane palcami.
          Pisze o tym co widze w swoim otoczeniu. Bo istnieje jeszcze ta strona medalu. W
          koncu to jest forum o wielo- a nie jedno-jezycznoscismile
          pozdrawiam serdecznie
          • jan.kran Re: OPOL dzielony na trzy ;) 01.03.10, 15:24
            Napisze na razie krótko ,jak czas pozwoli to się szerzej wypowiemsmile

            Cenię sobie wypowiedx Spinelli choć moje osobiste doswiadczenia i wielu moich
            znajomych są inne.
            Ale cieszę sie że mogę zobaczyć problem z innej strony ...
          • olliesmum Tozsamosc 01.03.10, 17:25
            Ja mieszkam poza Polska od 21 lat, czyli prawie polowa mojego zycia...Mieszkalam
            w roznych krajach do tej pory - najdluzej w Niemczech (12 lat) i w Irlandii (8
            lat) i zawsze czulam sie dobrze zintegrowana - w sensie jezyka, pracy,
            znajomych, wiedzy o kraju i zwyczajach "tubyklcow" wink, z ktorych czesc napewno
            przejelam.
            Uwazam sie za Polke + Europejke + obywatelke swiata smile.
            Taka tez tozsamosc moge przekazac mojemu dziecku (ktore urodzilo sie w Irlandii
            i ma ojca Anglika).
            Dla mnie przekazywanie elementow tozsamosci kulturowej odbywa sie takze ale nie
            tylko przez jezyk i powinno byc naturalne i autentyczne co nie znaczy tylko
            nieswiadome.
            Wiem, ze moje dziecko nie bedzie tylko Polakiem, ale chce by mialo swiadomosc i
            znajmosc kultury swoich rodzicow, wiec i mojej polskiej kultury.
            Mysle, ze tylko w przekazywaniu tej kultury jestem ekspertem i ze jest to tak
            samo dobra i wazna kultura jak i ta irlandzka i ta brytyjska.
            Wierze tez, ze jest bogactwem znac dwa jezyki od dziecka smile.
            Z powyszych przyczyn mowie do mego dziecka prawie zawsze po polsku, czytamy
            ksiazki po polsku, jezdzimy do Polski na wakacje itd.
            Moje dziecko chodzi do irlandzkiej szkoly - od niedawna do takiej, ktora
            swiadomie podkresla waznosc roznych kultur i jezykow, celebruje interkulturowosc
            itd.
            Moj syn mowi w tej chwili, ze jest Irlandczykiem (tu sie urodzil i ma irlandzki
            paszport), co nie przeszkadza mu mowic plynnie po polsku, znac polskie piosenki
            i filmy.
            Mysle, ze przekazuje mu bagaz kulturowy, z ktorym kiedys zrobi, co chce, ale ze
            ja daje mu od siebie czesc mojej kultury, ktora jest po prostu czescia mojej
            osobowosci i byabym nieautentyczna, gdybym pozbawiala go tej kultury i nie
            pielegnowala jej.
            Oczywiscie zalezy mi tez, by moje dziecko moglo komunikowac sie z moja rodzina w
            Polsce i czulo sie tam swobodnie.
            Dlatego dbam swiadomie o to, by rozwiajac jego umiejetnosci jezykowe i znajomosc
            kraju. Moze posle go jeszcze na lekcje j.polskiego do szkoly weekendowej, bo
            widze, ze ciezko nam idzie nauka czytania i pisania w domu wink.
            W kazdym razie nie bede go to takiej nauki zmuszala, ale zachecala, mowiac mu o
            korzysciach z niej plynacych na przyszlosc, bo mysle, ze wazne jest by dziecko
            widzialo sens w takiej dodatkowej nauce. I zeby nie powiedzialo mi pewnego dnia,
            ze nienawidzi polskiego...
            Aha, jeszcze jako anegdote podam, ze gdy jest u nas jakis kolega irlandzki
            mojego synka, czasem proponuje mu nauke paru polskich slowek typu prosze,
            dziekuje. To drobiazg, ale bardzo pozytywnie wplywa na swiadomosc bycia
            dwujezycznym u mojego dziecka smile
            Ja wychodze poza tym z zalozenia ze integracja moze i powinna isc w dwoch
            kierunkach - ze takze "tubylcy" moga cos uzyskac o emigrantow.



            • ciotka_paszczaka Re: Tozsamosc 01.03.10, 18:17
              olliesmum napisała:

              > Ja mieszkam poza Polska od 21 lat, czyli prawie polowa mojego zycia...[...]ja bardzo podobnie.

              [..]
              > widze, ze ciezko nam idzie nauka czytania i pisania w domu wink.

              Ja -ucze dzieci sama, kupilam z Polski podreczniki dla dzieci Elementarz (blekitna szkola) plus pakiet Wyd.Szk. o wdziecznej nazwie "box ucznia" do klas 1-2; i nie przerabiamy wszystkich cwiczen -bo nie daje rady; w koncu to zajecia dodatkowe;
              ale czytamy i piszemy razem.
              Codziennie,czasem jedynie tylko przez 5 min.

              A jeszcze mozemy polecic programy do nauki literek/czytania/pisania.
              Dzieci lubia
              zwlaszcza "Czytam i pisze" edu rom Young Digital planet -kupilismy w Merlinie.
              Starszej pociesze podobaja sie dyktanda zwlaszcza takie smieszne, typu "kura w piora sie stroila, by na bal gotowa byc, a gdy stroic sie skonczyla, rzekla wtedy chce sie zyc". Mamy rozne dyktanda, wierszyki lamiace jezyki etc.
              Na pewno nie pisze (jeszcze?) tak dobrze jak polskie dzieci w tym samym wieku, ale czyta plynnie.
              Staram sie wybierac cos, co i ja, i mnie zaciekawi.Mlodsza dopiero uczy sie czytac (w ogole) wiec na razie trudno to ocenic.
              [...]

              Polskiej szkoly w okolicy nie ma, chyba dla tego, ze nie jest to (jeszcze) obszar w ktorym mieszkaja Polacy. Nie wiem tez, jak wygladaja takie zajecia. Na stronie Polskiej Macierzy szkolnej w Anglii, nie wyglada to jakos zbyt zachecajaco z mojego -subiektywnego- punktu widzenia.

              > Aha, jeszcze jako anegdote podam, ze gdy jest u nas jakis kolega irlandzki
              > mojego synka, czasem proponuje mu nauke paru polskich slowek typu prosze,
              > dziekuje. To drobiazg, ale bardzo pozytywnie wplywa na swiadomosc bycia
              > dwujezycznym u mojego dziecka smile

              My robimy dokladnie tak samo, ba, dzieci w szkole czesto pytaja "a jak sie mowi po polsku...?" Co prawda tu, w okolicy nie ma Polakow!

              Jak przyjechalam odwiedzic -wtedy jeszcze nie rodzine -mojego przyszlego meza (...dwadziescia lat minelo...); to zaskoczyli mnie tym, iz:
              poszli do biblioteki i przyniesli podrecznik polskiego z kasetami z ktorych nauczyli sie: Prosze, dzien dobry etc.!
              Mile to bylo.
              Jeszcze piekniejsze bylo to, jak jego australijska kuzynka,dumna z nowo zdobytej wiedzy, uczyla tubylca po polsku. Brzmialo to mniej wiecej tak: Anna mowi: jean -doh -bree!
              • lenkaaa Re: Tozsamosc 01.03.10, 21:08
                a propos tozsamosci, to bardzo mnie ciekawi kim bedzie sie czula moja corka gdy
                podrosnie...Mama Polka, tata Walijczyk, urodzila sie i mieszka w Holandii -
                zakladajac ze zostaniemy w tym kraju, myslicie, ze bedzie czula sie Holenderka
                ??? Obywatelstwa holenderskiego nie ma i miec na razie nie bedzie bo nie ma do
                tego podstaw prawnych. Ma dopiero 4 lata. Strasznie jestem ciekawa...

                Tak mi sie jeszcze przypomnialo przy okazji "Anna mowi: jean -doh -bree! ", jak
                to moj maz w ciago 3 minut nauczyl znajomych (Irlandczyka, Walijczyka i
                Holenderke) spiewania polskiego STO LAT:

                "Sto lat, sto lat, yes Jersey, Jersey jam,
                sto lat, sto lat, yes Jersey, Jersey jam,
                yes giraffe, yes giraffe, yes Jersey, Jersey jam,
                yes, Jersey jam !"

                Wyszlo bardzo ladnie, spiewane przez 3 Polakow, mojego meza i kolegow, tak, ze
                osoba, ktorej to odspiewano przez telefon nie zorientowala sie iz spiewali
                rowniez cudzoziemcy big_grin
          • syswia Re: OPOL dzielony na trzy ;) 03.03.10, 23:24
            Cenie sobie Twoje zdanie, dlatego tak obszernie odpowiedzialam.

            Nie zamierzam katowac mojego syna polskoscia wink Obydwoje z mezem
            mamy pewien dystans zarowno do naszych kultur (w sensie pop-
            kultury), jak i religii, wiec synowi nie grozi jakis system nakazowo-
            rozdzielczy. Wiadomo, bedziemy zachecac.

            Odnosnie Twojego przykladu - dzieci czesto przechodza bunt, a
            pozniej sie "nawracaja". Fajnie, jesli maja baze, do ktorej moga
            wrocic.
        • ciotka_paszczaka Re: OPOL dzielony na trzy ;) 01.03.10, 11:43
          A ja zgodzilabym sie z Syswia!

          Spirelli, wydaje mi sie, ze musisz pamietac o jednej rzeczy, czesc z nas nie czuje sie w zadnym stopniu emigrantami (pisze o sobie, ale takze o moim mezu, ktory bedac produktem dwu kultur: irlandzkiej i brytyjskiej) mieszkajacy w trzecim, bylo nie bylo, kraju NIE jest emigrantem.

          Podobnie moje dzieci urodzily sie w innym kraju, niz ten, w tym w ktorym mieszkaja, a jednak nie maja trudnosci z wlasnym okresleniem kulturowo -tozsamosciowym. I nie uwazam, ze powinnam wplywac na ich samo-okreslenie w stopniu innym, niz nauka jezyka mamy, pewne wiadomosci o kraju z ktorego mama pochodzi; tak, jak wiedza o kraju pochodzenia taty.

          Skad to wiem?

          Przyniosly dzieci, ze szkoly formularz, w ktorym proszono (rodzicow) o okreslenie tozsamosci dziecka.
          Rubryk bylo cale mnostwo, troche moim zdaniem mieszajacych pochodzenie etniczne (niepodwazalny kolor skory) z pochodzeniem kulturowo-narodowosciowym. Bo jak oddzielic White European -od British/Irish? Albo wlasnie African od Carrabean?

          Sama bylam ciekawa,co wybiora. Teoretycznie, mozna by przyjac, ze bedzie to tozsamosc kraju w ktorym sie wychowuja (i jezyka ktorym mowia -a nie mowi zadne z nas).
          A okazalo sie, ze czuja sie Irlandkami, tak jak tato. I to wpisalam w kwestionariuszu.
          Ich wlasna tozsamosc, moze-ale nie musi- byc zwiazana z jezykiem, ale jak na razie, gdzie tylko jestesmy (a ostatnio byly to wakacje na drugiej polkuli) reakcja na dwujezycznosc dzieci byla zawsze mniej wiecej taka sama:
          "jakie wy jestescie madre,ze potraficie mowic tak dobrze w dwu jezykach!"
          Albo:
          "czy pani maz mowi po polsku?"-mowi"-"a...to musi byc bardzo zdolny!"
          etc.
          Innymi slowy, reakcje byly zawsze pozytywne!

          Byc moze, wynika to stad, ze obracamy sie w pewnym okreslonym kregu kulturowym, nie mam zadnego doswiadczenia z "gettami"; tam sytuacja moze wygladac faktycznie inaczej.

          Tak, ze znajomosc jezyka, moim zdaniem ma sie nijak do tozsamosci. Ja mowie biegle po niemiecku (wsrod przodkow mialam wielu Austriakow) ale w zadnym stopniu nie poczuwam sie do jakiejs austriacko-niemieckij tozsamosci (mimo iz sam jezyk bardzo lubie!).
          • spinelli Re: OPOL dzielony na trzy ;) 02.03.10, 19:39
            ciotka_paszczaka napisała:

            > A ja zgodzilabym sie z Syswia!
            >
            > Spirelli, wydaje mi sie, ze musisz pamietac o jednej rzeczy, czesc z nas nie cz
            > uje sie w zadnym stopniu emigrantami (pisze o sobie, ale takze o moim mezu, kto
            > ry bedac produktem dwu kultur: irlandzkiej i brytyjskiej) mieszkajacy w trzecim
            > , bylo nie bylo, kraju NIE jest emigrantem.

            A ja pisze o tych wiecznych imigrantach, ktorzy ze swych dzieci czynia
            imigrantow. Syswia ma bardzo ciekawy zlepek etnicznysmile Syswio, kiedy slucham to
            co Russel Peters mowi o swoim srodowisku to jakbym sluchala o Polonii.
            Uwaga: przyznaje, ze mam alergiczny stosunek do Polonii - jej wszechwiedzy,
            narzekactwa, tzw wyzszosci kulturowej, odizolowania od spoleczenstwa. Pisalam na
            ten temat felietony i zdania nie zmieniam, wrecz utwierdzam sie w nim przez
            kolejne lata przezyte w Kanadzie.

            Poniewaz temat rozszerzyl sie na tozsamosc to pozwalam sobie dywagowac.

            Wiem, ze to nie dotyczy akurat Syswii (przynajmniej z polskiej strony jej
            dzieckasmile) bo ona ma ograniczona ilosc Polakow w otoczeniu ale moj post wynikl z
            tego "z angielskim sobie poradzi". Napisalam, ze mi sie scyzoryk otwiera bo to
            jest nagminne w moim srodowisku a wynika z czegos glebszego. Bardzo czesto z
            tego, ze rodzice kurczowo trzymaja sie swojego jezyka bo sami nie czuja sie
            pewnie w angielskim. Nie biora udzialu w zyciu nowego kraju - chodza do
            polskiego kosciola, na polonijne imprezy, do polskiego sklepu, polskiego banku -
            praktycznie moga zycie przezyc nie nauczywszy sie angielskiego. Na moim osiedlu
            mieszka 65% Polakow. Kiedy sie ich slucha np czekajac na autobus szkolny moze
            sie czasem noz sprezynowy otworzyc.
            Opinie wyrazane przy dzieciach na temat beznadziejnego systemu edukacyjnego,
            glupiej dyrektorki szkoly, sinym(!!!) nauczycielu, brudasach Kanadyjkach, ktore
            nie sprzataja, nie gotuja.

            Gdyby to nie bylo nagminne nie oplacaloby mi sie o to kopii kruszyc.

            Ci ludzie oczywiscie nigdy nie spedzaja weekendu, urlopu, pikniku z kim innym
            jak z innymi Polakami. Ich dzieci przesiakaja ta atmosfera. Z koniecznosci
            przyjaznia sie glownie z innymi polonijnymi dziecmi bo wyczuwaja podswiadomie
            niechec rodzicow do "cudzoziemcow"
            To jest typowe nie tylko dla Polakow.

            Pracuje z chlopakiem, ktorego rodzice pochodza z Armenii, on tam nigdy nie byl.
            Kiedy jego ojciec byl bardzo chory wzial urlop. Powiedzial mi wtedy - bo wiesz,
            my nie jestesmy jak kanadyjskie rodziny.

            Zrobilo mi sie okropnie przykro.
            • ciotka_paszczaka Re: OPOL dzielony na trzy ;) 03.03.10, 10:49
              spinelli napisała:

              >[...]
              > A ja pisze o tych wiecznych imigrantach, ktorzy ze swych dzieci czynia
              > imigrantow.

              Coz,nie moge nic na ten temat napisac, bo calkiem po prostu nie mam takiego doswiadczenia. Przyjechalam do Anglii znajac biegle angielski, tak jak przed przyjazdem do Niemiec, znalam niemiecki. Argument, ze jezyka (mowie o tych "glownych", bo oczywiscie inaczej ma sie sprawa z jezykami typu walijski) mozna sie nauczyc po przyjezdzie, jakos do mnie nie dociera.
              W ogole staramy sie (obydwoje z mezem, i teraz z dziecmi) -jesli tylko jedziemy do jakiegos nowego kraju, nawet na kilka dni (konferencja, czy seminarium) nauczyc bodaj podstawowych zwrotow.
              I nawet, jesli wymowa pozostawia troche do zyczenia, to tubylcy jakos zawsze lepiej reaguja na "prosie" niz na wykrzyczany, powiedzmy anglieski.Historia ktora przytrafila sie mojemu mezowi, kiedy pojechal do Japonii, a przed wyjazdem, ambitnie uczyl sie zupelnych podstaw mowionego japonskiego.
              I opowiadal jak mu poszlo: w "bullet train" usilowal zamowic cos do picia. "Czy chcialby pan kawe, czy herbate?" -" Herbate".- "Z cukrem czy bez?" - "Bez". "Japonski zwrot,calkowicie niezrozumialy" maz: "bardzo przepraszam, ale ja nie mowie po japonsku". Odpowiedz: (po angielsku) "oh, przepraszam, pan tak dobrze mowil, ze myslalam, ze pan zna japonski. Czy chcialby pan zielona czy czarna herbate?"...wink

              Ale wiesz, wydaje mi sie ze opisywana przez Ciebie postawa (imigrantow) nie jest czyms szczegolnie polskim.
              Czytalam kiedys ksiazke, ktora chcialabym polecic. Nie dotyczy bezposrednio tematyki jezyka, ale mimo tego jest b. ciekawa.

              Lost White Tribes: Journeys Amongst the Forgotten (Hardcover)
              by Riccardo Orizio.
              ISBN-13: 978-0436275050

              Jest tam i watek polski, i to b. zaskakujacy! Moim zdaniem, jedyna wada tej ksiazki dotyczy wlasciwie wyjatkowo kiepskiego tlumaczenia (lub kiepskiej edycji?). Kiedys sobie obiecalam,ze przeczytam w oryginale.

              Jesli chcialabys ja przeczytac, i podzielic sie swoja opinia -w swietle Twoich doswiadczen z Polakami w "gettcie" to bylabym na prawde bardzo ciakawa!
    • byakhee Re: OPOL dzielony na trzy ;) 24.03.10, 21:30
      Ja mam bardzo podobny problem (para z 2 krajow mieszka w trzecim).
      Ale ja uwazam, iz przede wszystkim dziecko trzeba nauczyc jezyka z
      kraju w ktorym mieszka. Nie chcesz, zeby potem mial problemy w
      szkole, lub byl do tylu.
      Ja mialam wizje, ze ja do corki bede mowic po polsku, ojciec po
      swojemu, a jak jestesmy razem, to po angielsku. Niestety to Utopia.
      Ja sama uzywam glownie angielskiego i nie potrafie sie przemodz, by
      do corki mowic w "obcym" jezyku. W tym wypadku obcy znaczy, w jezyku
      ktorego nie uzywam do liczenia, literowania, myslenia itd.
      • kj-78 Re: OPOL dzielony na trzy ;) 26.03.10, 09:25
        U nas sytuacja podobna, choc corka dopiero 8 miesiecy. Ja Polka,
        partner Szwed, mieszkamy w Norwegii. Ja do corki mowie po polsku, do
        meza po norwesku, on do corki po szwedzku, a do mnie mieszanka
        szwedzko-norweska. Jestem ciekawa, jak ona sobie z tym poradzi... O
        norweski sie na razie nie martwie, w przedszkolu szybko nadgoni moim
        zdaniem. I choc nie ma norweskiego paszportu, to mysle, ze bedzie
        czula sie przede wszystkim Norwezka. Pozdrawiam.
        • jan.kran Re: OPOL dzielony na trzy ;) 26.03.10, 09:41
          Pozdrawiamsmile
          Na pewno Twój maz wie lepiej jakie sa stosunki w Skandynawii ale może lepiej by
          było gdyby mówił do Ciebie tylko po szwedzku a nie mieszanką.

          Ja rozumiem szwedzki z konieczności nigdy się nie uczyłam , ale widzę że wielu
          Szwedów uważam że mówi po norwesku a wychodzi mieszanka z dużą przewagą szwedzkiego.
          Norweskiego córka nauczy się na pewno , szwedzkiego też.

          Może jak będzie starsza rozdzieli te oba języki i obydwa będzie znać dobrze.
          Natomiast słusznie robisz mowiąc po polskusmile
          Ciekawa jestem gdzie mieszkacie , ja w Oslo.
          Pozdrawiam.
          Ula
          • jan.kran Re: OPOL dzielony na trzy ;) 26.03.10, 09:48
            *** Ja rozumiem szwedzki z konieczności nigdy się nie uczyłam , ale widzę że wielu
            Szwedów uważam ...

            ----------> Miało byćuważa smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka