Dodaj do ulubionych

Zastanawiające

10.12.13, 11:38
Przewijała się kiedyś (i pewnie będzie nie raz) metoda "leczenia raka" dr jakiegośtam, wybaczcie, nie mam czasu sprawdzać. Generalnie polegała na zrobieniu sobie gdzieś rany i niedopuszczanie do jej zagojenia, bo dzięki temu komórki raka potencjalnie przerzutowe były za pomocą jakiegoś tajemnego biologicznego mechanizmu do niej ściągane i wraz z upływem krwi wydalane. Czy jakoś tak, specjalnie na szczegółach się nie skupiałam, bo jak wszystkie podobnie idiotyczne metody cudowne wyśmiewałam i zapominałam o sprawie.

Ku mojemu zdziwieniu, szukając informacji o dr Marku Haracie, skądinąd świetnym neurochirurgu, przeczytałam taki oto fragment wywiadu z nim:

"Z mojego doświadczenia wynika, że nasz układ odpornościowy może wyhamowywać ro_zwój nowotworów. Na przykład w czasie ropienia rany, kiedy proces zapalny pobudza układ odpornościowy, nie widziałem wznowy nowotworu. Niestety, nie potrafimy jeszcze w celowy i świadomy sposób tym procesem sterować."

tu link do artykułu

Czyżby ziarenko prawdy? Jestem tak zaskoczona tą informacją, że nie umiem się do niej odnieść. Oczywiście, to, że tym procesem nie możemy "świadomie sterować" oznacza tyle, że w/w metoda wciąż najprawdopodobniej większości pacjentów przyniesie więcej szkody niż pożytku, ale jednak... tak jakby padł jeden z fundamentów moich przekonań.

Inna rzecz, w kilku publikacjach wyczytałam o mechanizmie ściągania komórek nowotworowych do miejsc, gdzie dzieje się jakiś stan zapalny (tzn. że jakieś substancje biochemiczne wydzielające się przy stanie zapalnym tkanki "przyciągają" komórki raka). I tak cudaczna "metoda leczenia raka", która dla mnie dotychczas była wymysłem wariata, zaczyna wyglądać... trochę mniej wariacko.

Co Wy sądzicie na ten temat?
Obserwuj wątek
    • mama.rozy Re: Zastanawiające 10.12.13, 15:51
      teza kontrowersyjna,bo wymagałaby poparcia badaniami ocierającymi się o granice dopuszczalności moralnej
      trzeba by chorym nowotworowym,czyli o bardzo osłabionej odporności,jeszcze bardziej ją osłabiac i czekac na efekt-czyli na zasadzie -co nas nie zabije,to nas wzmocni
      • anka.83 Re: Zastanawiające 10.12.13, 22:03
        I to jest właśnie jeden z tych elementów, które jak myślę składają się na naszą nieumiejętność sterowania tym procesem. Chyba nie ma możliwości utrzymywania kontrolowanej rany ropnej. Duże ryzyko powikłań, gł. mam na myśli sepsę. Natomiast być może należałoby się zastanowić czy można utrzymywać układ odpornościowy przez dłuższy okres czasu na "najwyższych obrotach" bez szkody dla organizmu (żeby to się jakąś np. autoagresją nie skończyło). Po prostu - zgłębić temat naukowo. Poznać mechanizm, nie dziurawić wszystkich pacjentów:)

        Inna sprawa - w jaki sposób trucizna zwana potocznie chemią weszła do użytku jako lek? W jaki sposób określili jej poziom maksymalny tolerowany? Musieli kiedyś testować na zwierzętach, potem ludziach. Chemioterapeutyki są w stanie w odpowiedniej dawce załatwić wszystkie komórki rakowe w organizmie, problem polega na tym, że załatwią przy okazji również i pacjenta, dlatego stężenie chemii musi być niższe, co czasem wiąże się z jej nieskutecznością. Zapewne niejeden pacjent w fazie testów zmarł.Trudno na tym polu określać "granice dopuszczalności moralnej". Raczej jest to decyzja pacjenta, czy ryzykuje czy trzyma się konwencji. Radioterapia też kiedyś była ryzykiem, nie konwencją.




      • renata8881 Re: Zastanawiające 11.12.13, 02:48
        W takim razie moj maz jest zaprzeczeniem tej tezy. Raka zdjagnozowano mu na poczatku sierpnia (IV stopien) i zdazyl wziasc dwie chemie. Na koncu wrzesnia doszlo do perforacji jelita i wyladowal na stole operacyjnym. Nastapilo zakarzenie jamy brzusznej, krwi i sepsa. Szew pooperacyjny dlugo ropial (ciagle zmieniano antybiotyki) czyli ze mamy ropiejaca rane. Nic to nie pomoglo z rakiem a wrecz przeciwnie przerzuty w watrobie i wplucach powiekszyly sie. Nie wiem moze on jest tym wyjatkiem od reguly?
        • mama.rozy Re: Zastanawiające 11.12.13, 08:56
          renata,no właśnie nie jest wyjątkiem
          każdy chory onkologiczny wie,że ma w trakcie leczenia dbac o siebie jak o jajko
          i myślec,że mu się uda
          ale przede wszystkim ma o siebie dbac
          gdyby ta teza byłaby chociaż trochę możliwa-na wszystkich chorych,którzy mają rany/stan zapalny,a są optymistami,powinno się gioc jak na psie;)
          że tak nie jest-mogę poświadczyc praktyką na oddziałach i samą sobą
          przytoczony cytat jest fragmentem wypowiedzi lekarza,nie wywiadem z nim-więc w zasadzie dyskutujemy nad jednym zdaniem
          • anka.83 Re: Zastanawiające 11.12.13, 09:12
            Zwróćcie uwagę, że on tam mówi o wznowie choroby (czyli po uprzednim braku śladów choroby, rak powraca) a nie o sytuacji rozsianego raka. Czyli jego słowa nie tyczą się pacjentów takich, którzy mają aktywną chorobę nowotworową. Przy rozsianej chorobie układ odpornościowy nie daje sobie rady z rakiem, a co dopiero przy dodatkowym obciążeniu w postaci zakażenia.
            • mama.rozy Re: Zastanawiające 11.12.13, 09:18
              no tak,ale to by znaczyło,że po wyleczeniu człowiek radośnie może iśc przez świat;)
              a tak często nie jest-piszę o sobie
              upośledzony układ odpornościowy jest już zawsze i owszem,pozytywne myślenie pozwala życ dalej(niektórym,bo niektórzy w strachu przed nawrotem skupiają się na myśleniu o nim),ale jednak jest inaczej-organizm gorzej radzi sobie z każdym przeziębieniem,każą infekcją
              chciałabym przeczytac całą wypowiedź tego lekarza,najchętniej w jakimś piśmie naukowym;)jak będę miała czas potem,to poszperam i może coś znajdę

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka