wro-tka
21.01.14, 13:38
Niedawno przerabiałam (choć wciąż i wciąż przerabiamy) nowotwór teściowej.
Przeszłam z nią przez wiele konsultacji, opinii, propozycji leczenia. Niektóre z nich były dla mnie kompletnie niezrozumiałe i to nie ze względów medycznych, ale czysto logicznych.
W skrócie:
moja teściowa miała dwa guzy - w macicy oraz w nerce.
1. w ciemno wmawiano nam, że w nerce to musi być torbiel i trzeba się zająć samą macicą
2. wciskano nam chemię w ciemno, uważając, że wycinanie guzów to strata czasu. że już za późno na operacje. trzeba działać chemicznie.
a mieliśmy tylko jeden pewnik - wycinek /wyskrobiny z endometrium :ADENOCARCINOMA G1.
wydawało mi się, ze ignorowanie guza nerki (średnica 7 cm) to lekka przesada.
postawiłam się, załatwiłam inne prywatne konsultacje, prawie zamordowałam teściową, która chciała iść za pierwszą opinią byleby szybko i cokolwiek.
efekt jest taki, że powycinaliśmy wszystko co było guzem - nerka mięsak.
wyszły nam dwa niezależne nowotwory.
proponowana chemia w ciemno na pewno by nie działała na mięsaka.
po usunięciu guzów rozwój choroby wszedł w regres. czekamy, kontrolujemy, leczymy hormonami. na naświetlanie nie dostaliśmy zgody przez jedyny szpital w wielkim mieście, który wciąż uważa że chemia jest jedynym rozwiązaniem i był w szoku mając wyniki nerki.
moje pytania : a na jakiej podstawie wybór chemii bez kompletu wyników? a czemu prawie niemożliwe dwa niezależne nowotwory? a czemu za późno na operację? lekarze reagowali agresywnie. to mnie najbardziej zraziło. dla nas decyzja życia, dla nich klient do szybkiego załatwienia.
znaleźliśmy lekarza do którego mamy zaufanie.
i teraz... mojego brata przyjaciel ma guza - jelita cienkiego i wątroby. i znów to samo.
założenia w ciemno:
jelito guz pierwotny - ustalenie z palca.
wątroba złośliwa (nie mam danych konkretnych - mimo, że wynik miałam w ręku - nic nie odtworzę, nie pamietam- badanie wycinka).
ten sam szpital wmówił chłopakowi (36 lat), że za wcześnie na wycinanie - oba guzy mają po 10 cm. wątroba ponoć w strasznym stanie. wlewają mu chemię.
i znów mnie dręczy to poczucie, że szansa mniej dla niego.
klasyka onkologii mówi, że trza wyciąć co się da, zbadać i dobrać leczenie.
czemu na odwrót?