Dodaj do ulubionych

rak wątroby

28.07.14, 22:17
szukam pomocy, jakiś wiadomości odnośnie raka wątroby, a mianowicie złagodzenia dolegliwości z nim związanych- mdłości, złego samopoczucia, ogólnego osłabienia. Brat mojego taty choruje na raka jelita grubego z przerzutami do wątroby, guzy na wątrobie nie są operacyjne, za dużo i za duże. Dostał wyrok do trzech miesięcy życia. Jutro ma mieć operację usunięcia guzów z jelita, później prawdopodobnie dostanie chemię. Może ktoś poleci jakiegoś lekarza, z gruby tych co wierzą również w medycynę niekonwencjonalną, bo medycyna akademicka rozkłada ręce.
Obserwuj wątek
    • mama.rozy Re: rak wątroby 28.07.14, 23:29
      Ponieważ tu polecamy rzeczy raczej sprawdzone przez medycynę, może byc trudno ;)
      spokojnie poczekajcie na to , jaki będzie stan po operacji
      bo moze dolegliwości będą zupełnie inne, niż sa teraz
      • numira Re: rak wątroby 29.07.14, 12:04
        jesteśmy dobrej myśli, ale jak się patrzy na wuja to trudno o pozytywizm. W przeciągu miesiąca facet zmieniał się nie do poznania, schudł dużo-mimo, że był wcześniej szczupły-nie rozmawia, odpowiada tylko na zadane pytania. Nie możemy się z tym pogodzić, tym bardziej, że rokowania są tragiczne. Dużo czytałam o wit.b17 oraz o metodzie Gersona i w sumie taką medycynę niekonwencjonalną mam na myśli. Tyle tylko, że wujek nawet nie chce o tym rozmawiać, brak sił nawet na rozmowę. Dzisiaj został przyjęty do szpitala, jutro operacja, zobaczymy co po niej...
        • jl58 Re: rak wątroby 29.07.14, 13:40
          I dobrze, że wujek nie chce słyszeć o tych metodach niekonwencjonalnych.
          Jest to wyrzucanie pieniędzy w błoto - przepraszam finansowanie rozprowadzających te wynalazki. Znajdź tych którym te środki pomogły i ilu zostało uzdrowionych?
          Pomogły najbardziej dystrybutorom bo się WZBOGACILI na ludzkim nieszczęściu.
          • numira Re: rak wątroby 29.07.14, 14:59
            do tej pory w tzw"cuda" mało wierzyłam, ale jak się staje pod ścianą i nie widzi się żadnej nadziei to szuka się wszystkiego. Zdaję sobie sprawę, że większość jak nie wszyscy to naciągacze, ale tak bardzo chciałabym mu pomóc, że chwytam się wszystkiego. Dostał od onkologa tabletki na mdłości, ale czy je bierze czy nie czuje się tak samo, wiec co wieczór siedzę przed komputerem i szukam, ale du.a z tych poszukiwań...
            • mama.rozy Re: rak wątroby 29.07.14, 19:41
              potwierdzę, co pisze jkl
              wiadomo, tonący brzytwy się chwyta, ale... czasem nie warto czegoś robic na oślep
              i zeby było
              spójrz na to wszystko od strony chorego- on jest bardzo zmęczony, w tej chwili spokój i złagodzenie dolegliwości sa dla niego najważniejsze
              nie szukanie super hiper diet i uzdrowicieli
              jak zabieg? wiadomo coś?
              • numira Re: rak wątroby 29.07.14, 22:08
                zabieg dopiero jutro, dziś rano został przyjęty na oddział.
                Właśnie o złagodzeniu tych dolegliwości najbardziej mi zależy, bo życia mu nie wydłużę. Patrząc na jego cierpienie łzy się cisną do oczu. Ma dopiero 49lat, jeszcze dwa miesiące temu nie było żadnych dolegliwości, ale podobno rak nie boli, bo ból zaczyna się dopiero wtedy gdy jest już późno.
                Może ktoś poleci, słyszał o jakiś tabletkach na złagodzenie mdłości, osłabienia
                • madziorek333 Re: rak wątroby 30.07.14, 00:13
                  Witaj,mam pytanie po co lekarze chcą męczyć wujka i tak już słabego itp..operacją?
                  Rozmawialiście z lekarzem prowadzącym czemu ma służyć ten zabieg? Gdzie leczy się wujek?
                  Co do wit.B17 czyli AMIGDALINY to nie wydawaj pieniędzy.Nie działa,jak i również jedzenie jąder pestek moreli.Nie zadziała również soda oczyszczona pita z syropem klonowym.Do dziś mam wyrzuty sumienia,że mojemu umierającemu mężowi kazałam to wszystko łykać.Myślę,że jak pozostanie wujkowi leczenie paliatywne to lekarz z hospicjum np.domowego,zapisze takie leki,po których wujek poczuje się w miarę "dobrze".Pisz jak masz pytania lub wątpliwości,zagląda tu na forum dużo ludzi,niekoniecznie ze służby zdrowia,ale ze swoimi przeżyciami i doświadczeniem.Pozdrawiam.
                • anna.wasil Re: rak wątroby 30.07.14, 00:23
                  Najważniejsze,że pacjent trafił na oddział i "chcą"cokolwiek robić.Jest pod 24 h opieką.
                  A "rak" boli,organizm daj sygnał,niestety niektórzy bagatelizują oznaki.
                  Napisz coś więcej w jakim szpitalu leczy się chory.
                  Pozdrawiam


                • jl58 Re: rak wątroby 30.07.14, 21:05
                  Jak piszesz wujek jest w szpitalu i to z lekarzem należy rozmawiać o lekach które przyjmuje. Dodatkowe leki podawana bez wiedzy lekarza nie wchodzą w grę ponieważ mogą zrobić więcej szkody zmieniając działanie leków które podają mu w szpitalu.
                  A mdłości, brak apetytu i osłabienie towarzyszą wszystkim chorym i naprawdę nie wierz, że są na to "cudowne " leki.
    • kwacorek1983 Re: rak wątroby 31.07.14, 09:57
      Witaj Numira.Po pierwsze jestem zaskoczona,ze w przypadku tak zlych rokowan lekarze zdecydowali sie poddac operacji Twojego Wujka.Moj Maz,u ktorego zdiagnozowano raka zoladka,rowniez zostal poddany operacji,mieli mu wyciac zoladek.Niestey,gdy Go otwarli okazalo sie,ze to rak nieoperacyjny,ze sa juz spore przerzuty itp.Jak powiedzial nam potem ordynator ktos zle opisal wyniki ,bo On nie powinien byc juz poddawany zadnej operacji na tym etapie.Dlatego ,gdy u Twojego Wujka wiadomo juz ,ze sa przezuty,ze guzy na watrobie sa nieoperacyjne -dziwne mi sie wydaje,ze lekarze sie decyduja na kolejne obciazenie slabego juz przeciez organizmu....Ale to tylko moje spostrzezenie,nie jestem lekarzem,wiec moze oni maja jakis swoj cel i plan w tym co robia. Po drugie,na mdlosci powinien dostawac tabletki,ja juz nie pamietam jakie,ale moj Maz mial takowe.Coprawda jemu mdlosci dokuczaly tylko po chemi,a z tego co piszesz Twoj Wujek dopiero jest przed nia.
      Niestety,trudno myslec pozytywnie gdy widzi sie co choroba robi z czlowiekiem.Najgorsza w tym wszystkim jest bezsilnosc,tak przynajmniej bylo w moim przypadku-widzialam,ze Maz slabnie,umiera,a nie potrafilam nic zrobic.Pod koniec tez juz nie mial ochoty/sily rozmawiac.Ja rowniez czytalam o amigdalinie,nawet kupilam Mezowi pestki i blagalam by je jadl wierzac,ze to pomoze Mu wyleczyc raka....Bylam w bledzie:( Ale wiem jak to jest ,sa chwile zwatpienia,a za chwile takie chwile,ze czlowiek chwyta sie doslownie wszystkiego....Byle tylko pomoc Bliskiemu.My nawet uzylismy winka,ktore dal nam ksiadz....Niestety,u nas cudu nie bylo-a tez wierzylam...
      Moj Maz mial tylko 38 lat,niestety,ta choroba nie patrzy na wiek....Wiem,ze nieraz jak bylam z nim na Onkologii w Katowicach to czulam zlosc ,zal dlaczego On,byl najmlodszy wsrod pacjentow w poczekalni.Ale prawda jest taka,ze poradnie onkologiczne dzieciece rowniez pekaja w szwach :( i to jest bardzo przykre....
      Podobnie jak Madziorek uwazam,ze nie warto meczyc Wujka cudownymi "lekami" typu wit.B17 czy innymi ,Gdyby rzeczywiscie mialy pomoc-ktoz umieralby na raka....Ja rowniez pamietam jak robilam Mezowi wyrzuty,ze nie chce pic sok z buraczkow(ktory mial mu poprawic wyniki krwi-od nich byla uwarunkowana kazda kolejna chemia) lub,ze nie chce lykac tej cholernej wit.b17,tzn jesc pestek.Dzis juz wiem,ze gdy chory ma rokowania jak moj Maz czy tez Twoj Wujek-nie ma co uszczesliwiac Go na sile.....Najwazniejszy dla Niego teraz jest spokoj ,zlagodzenie bolu,i pokazanie,ze jest sie z Nim do konca....Niesttey,wiecej nie mozemy zrobic....Powinnas udac sie do poradni paliatywnej albo hospicjum domowego,oni Wam naprawde wiele pomoga,beda nawet codziennie u Was jesli zajdzie taka potrzeba.....Jesli zajdzie potrzeba codzinnie beda dobierac nowa mieszanke lekow tak by nie bolalo...Maz bardzo cie cieszyl,ze namowilam Go na hospicjum.Oczywiscie byl w domu do konca,mialam te szzcescie,ze nie musialam Go oddawac do szpitala,ale wiem,ze sa przypadki,ze nie ma na to rady.... Nie zgodze sie z anna.wasil,ze rak boli.Byc moze zalezy to od rodzaju? w kazdym razie moj maz dopiero w lutym marcu zle sie czul.mial bole,a jak sie okazalo bylo to jzu stadium bardzo zaawansowane....Jak powiedzial lekarz-przynajmniej o rok za pozno...Ale rok temu nie byo boli czy innych objawow....Wiec mysle,z eto Ty masz racje,ze boli zaawansowane juz stadium.Trzymaj sie kochana dzielnie,Wujkowi zycze jak najmniej przykrych dolegliwosci.Pisz co u Was.
      • numira Re: rak wątroby 31.07.14, 23:31
        wujek już po operacji, wczoraj popołudniu się odbyła, w centrum medycznym przy fieldorfa w warszawie, tam z racji krótkich kolejek został skierowany(od dni wyniku wycinku z jelita do terminu operacji minęło 5 dni) też się zastanawiałam po co ta operacja skoro jest taki osłabiony i z wątrobą jest gorzej niech lekarze zajmą się nią, lekarz wszystko wytłumaczył, cel był taki, żeby nie doszło do niedrożności jelit. Gdy przy operacji go otworzyli okazało się, że to był ostatni moment, za chwilę mogło się "tam wszystko zakleić" tak powiedział lekarz. Przy okazji pobrano wycinek z wątroby, bo wcześniej była tomografia oraz usg i na podstawie tego stwierdzono guzy nieoperacyjne.
        Wujek czuje się dużo lepiej, bo przeszły mdłości, dostał dwie dawki morfiny na złagodzenie bólu i dostaje kroplówki, to pewnie ich zasługa polepszenia samopoczucia, bo przy wcześniejszym leżeniu w szpitalu tak, też było. Za dwa tygodnie ma dostać pierwszą chemię,
        Tak bardzo wierzyłam w witb17, kupiłam jakąś książkę, znalazłam sklep gdzie można kupić pestki, ale rozwiałyście chyba moje wszystkie wątpliwości. Ja nie szukam super leku na wyleczenie, mimo, że chciałabym taki odszukać, ja chcę tylko pomóc mu w złagodzenie dolegliwości. Odpada branie jakiś leków bez konsultacji z lekarzem.
        Mam w sobie silne uczuci empatii, a wujek jest kawalerem(z grupy tych zadbanych) więc nie ma kogoś tak bliskiego jak żona, córka które są 24 na dobę. Nie mogę się pogodzić z tym, że stawia taką barierę, nie chce, żeby go odwiedzać w szpitalu, mówi bo po co. Mąż ma w rodzinie wujka onkologa chcieliśmy skonsultować wyniki badań to nie chciał dać do skanu, dopiero po jakiś namowach się zgodził, chyba tylko dlatego, żeby go nie męczyć. Mówi a niech się dzieje co chce. A to jest człowiek dbający o siebie-swój stan zdrowia. Psychicznie jest załamany, ale nikt nie ma odwagi zaproponować mu psychologa czy coś w tym rodzaju.
        Jak czytam wasze historie to łzy same płyną, to jest w ogóle nie do opisania, jak się można pogodzić ze stratą męża?
        napiszę jeszcze odnośnie bólu towarzyszącemu rakowi, to są moje własne spostrzeżenia i pewnie za każdym razem jest inaczej
        dwa lata temu umarła moja bardzo bliska koleżanka, miała 30 lat, zaczęło się od raka piersi, nie bolało, wyczuła pod ręką, było późno, amputacja piersi, później około 3 lat niby dobrze i jak zaczęły się przerzuty to wszędzie i wtedy zaczęło boleć, nawet morfina nie pomagała.
        ...więc może to i tak jest, że stadium bardzo zaawansowane boli, ale nie jestem lekarzem
        kwacorek1983 czytałam kilka razy to co napisałaś , dzięki
        pozdrawiam
        • kwacorek1983 Re: rak wątroby 01.08.14, 10:47
          Numira,teraz juz rozumiem o co lekarzom chodzilo gdy postanowili operowac Wujka. U mojego Meza kilka dni przed smiercia doszlo do niedroznosci jeli,kalowe wymioty meczyly Go prawie do ostatniej chwili.Tez byla propozycja by Maz poszedl do szpitala,ale my po rozmowie doszlismy do wniosku,ze nie chcemy.Tak wiec podlaczyli mi sade do nosa,ale w nocy Maz wyrwal ja sobie....Zreszta,nie bede kolejny raz pisac naszej historii tu masz link jesli bedziesz miala ochote poczytac. forum.gazeta.pl/forum/w,37372,148319142,148319142,Rak_zoladka_historia_kwacorka_jej_Meza_.html Najwazniejsze,ze poprawilo sie samopoczucie Wujka. Rozmawialas juz z Wujkiem o opiece paliatywnej?Moze i Wujek nie ma zony,dzieci,ale ma CIebie ,a to wazne:) Piszesz,ze wujka nastawienie psychiczne jest niezadobre.A czy On slyszal ta diagnoze,ze niby 3 m-ce Mu zostaly? A co do Twojego pytania "jak sie mozna pogodzic ze strata meza" ,u mnie coprawda minely dopiero -mcy ,ale nadal sie nie pgodzilam,nie ma dnia ,zebym nie myslala,boli jak nie wiem ,ale ja mam 2 male coreczki i dla nich musze funkcjonowac..... Pozdarwiam serdecznie.
          • numira Re: rak wątroby 05.08.14, 14:13
            wujek wie o ilości dni jakie mu pozostały. Na jednej z pierwszych wizyt u onkologa poprosił lekarza, aby był z nim szczery i wtedy powiedział, że z jego doświadczenia to około 3 miesiące mu zostało.
            Wczoraj był najlepszy dzień od początku choroby. Od dwóch miesięcy pierwszy raz się uśmiechał, nie wiem czy to było wymuszone czy nie ale miło było popatrzeć. Dostał jakieś nowe leki dożylnie na mdłości i zupełnie inny człowiek. Rana go boli, bo to przecież poważna operacja, ale mówi, że bół nie równa się tym mdłością. Odłączyli go od cewnika i mniej kroplówek już dostaje, wczoraj jakiś kleik jadł, dzisiaj jakaś zupka miała być. Może w tym tygodniu wypiszą go do domu. Po tak dobrym wczorajszym dniu to, aż się zapomniałam. Wydawałoby się, że po operacji wraca do siebie, zaraz wróci do domu i będzie wszystko ok...

            Mają mu wszczepiać port dożylny, może ktoś ma jakieś doświadczenia z tym, poczytałam w necie ale jakoś trudno mi się jakoś ustosunkować .

            kwacorku to co przeżyłaś w ogóle nie wymaga żądnego komentarza, jestem w podobnym wieku, też mam małe dzieci i czytając twoją historię myślałam o swojej rodzinie. Ze stratą tak bliskiej osoby chyba człowiek nigdy się nie godzi...trzymaj się kochana
            • madziorek333 Re: rak wątroby 06.08.14, 00:06
              Witaj,dobrze,że wujek czuje się lepiej,bo to jest bardzo ważne,zarówno dla Niego jak i dla Ciebie.Myślę,że przez operację,którą przeszedł i czekającą Go chemie,zostanie z Wami dłużej.Widać,że lekarze walczą o to.Chemia,która zapewne będzie tylko chemią paliatywną,pozwoli wujkowi jeszcze trochę pożyć.Co do portu,to wg mnie jest bardzo dobre rozwiązanie.Nie będzie wujek musiał być kłuty non stop,a wiadomo,że po chemii żyły pękają.Mój mąż podczas swojej 8-miesięcznej walki miał tych portów kilka i bardzo je sobie chwalił.Prawidłowo założony może służyć dłuższy czas.Zakłada się go na bloku operacyjnym,następnie pacjent ma wykonywany rentgen,aby sprawdzić czy został on prawidłowo założony.Myślę,że wujek sam powie,że jest zadowolony z takiego wyjścia.Bądż przy wujku tyle ile możesz,nie zostawiaj Go nawet jeżeli będzie się buntował.Co do psychologa to na każdym oddziale onkologicznym taka osoba przyjmuje.U mojego męża nie sprawdziły się jednak wizyty psychologa,był od początku załamany diagnozą i nic nie było w stanie tego zmienić.Co do Twojego pytania czy można pogodzić się ze stratą męża? Hmm,ciężko odpowiedzieć.Mój mąż nie dożył 39 urodzin,zostałam z trójką dzieci.Synowie mają 16 i 4 lata,a córeczka 8 lat.I choć w czerwcu minął rok odkąd Marcina nie ma z Nami,to ból jest coraz większy,mały synek codziennie pyta o tatę,córka też ma różne pytania.Także masz odpowiedż.Myślę,że kwacorek i inne jeszcze osoby,które pochowały swoich bliskich mają tak samo.Także pisz jak masz pytania,napisz jak już będą wycinka wujka.Dziś medycyna robi postępy,może wujkowi uda się choć troszkę przegonić to wstrętne raczysko.Trzymaj się,pozdrowienia.
    • monias1973 Re: rak wątroby 06.08.14, 14:45
      Witaj numira, jestem "nowa na forum" ale "stara" z doświadczeniami rakowymi. W wielkim skrócie powiem, że u mojej mamy zdiagnozowano raka trzustki nieoperacyjnego, od lutego podawana jest minimalna dawka chemii (na zasadzie placebo), bo mama w nią wierzy. Lecz ja i siostra znamy brutalną diagnozę - to nic nie da. Też dużo czytałam w tym temacie, między innymi na temat witaminy B17, rozmawiałam z lekarzami. I moje wnioski sugerowane przez lekarzy i osoby które zmierzyły się z tą chorobą są jedne (przy czym chciałabym podkreślić wyraźnie - chorobę nowotworową trzeba rozpatrywać i podchodzić do niej indywidualnie - tak naprawdę każdy przypadek jest inny!!!!!). Popieram dziewczyny kwacorka1983 i madziorka333 osobom chorym trzeba zapewnić świadomość, że się z nimi jest, ze w walce z tą chorobą nie są sami!!! Trzeba w miarę możliwości normalnie żyć (nie użalać się nad nimi), wiem jakie to jest trudne, ale czego się nie robi dla kogoś kogo się kocha. Też nie kombinowałabym nic z metodami niekonwencjonalnymi, według mnie to jest trochę robienie czegokolwiek dla własnej świadomości, że się coś robi. Bardziej temu choremu jest potrzebne po prostu bycie z nim i zapewnienie mu w miarę możliwości fajnie spędzonego czasu. Moja mama ma guza trzustki 45x35x45 z możliwymi naciekami na naczynia, obecnie jest można powiedzieć samowystarczalna i nie bierze leków przeciwbólowych, według mnie dużą siłę w tym wszystkim daje jej wiara w Boga i poczucie, że jest potrzebna, ale podkreślam - każdy przypadek jest inny. Mówią co nas nie zabije to nas wzmocni. Numira, pisz jak znajdziesz chwilę, bo wiem po sobie jak bardzo są potrzebne rozmowy z osobami które, przeszły lub przechodzą przez to piekło, a nie z osobami które mają tak zwane dobre chęci.
      • numira Re: rak wątroby 06.08.14, 18:35
        wujek w poniedziałek czuł się tak dobrze, wczoraj już gorzej, dzisiaj też podobnie do wczoraj, męczą go nadal mdłości, ale już wczoraj był bez kroplówek, dzisiaj nawet lekarz wspominał o jutrzejszym wyjściu, zobaczymy...wszyscy żyjemy datą 14sierpnia, bo wtedy ma być pierwsza chemia, mimo, że wiadomo jak jest, tak jak napisała madziorek333, chemia paliatywna, to gdzieś z tyłu głowy czekam na cud, cały czas wierzę, że może się uda(mimo, że nie słyszałam/przeczytałam o żadnym wyleczonym takim przypadku).

        muszę się przyznać, że doświadczam nowego uczucia, mało przyjemnego, strach o mojego tatę(brat wujka) i brata, przecież są teraz w grupie ryzyka. O wujka też się oczywiście boję, martwię, ale tutaj już się dokonało, już się dzieje. Coś okropnego...

        wszyscy piszecie o takim wsparciu, byciu przy wujku,tylko że ja nie wiem czy on tak naprawdę tego potrzebuję, nie zrozumcie mnie źle, to nie jest tak, że ja nie chcę, my się zawsze często widujemy, mamy dobra kontakt tyle, że wujek jest przyzwyczajony do samotności, nie ma dzieci, nie ma żony, pół swojego życia spędził za granicą, dla niego takie bycie samemu jest normalne. Gdy wychodził ze szpitala podczas pierwszego pobytu, wrócił do domu taksówką, mimo, że miał zadzwonić jak będzie pewne, że wyjdzie. Taki jest.
        kwestia jest jeszcze z babcią, mamą wujka ona nie wie o rokowaniu 3miesięcznym, reszta jest jej znana. wujek z tatą podjęli taką decyzję, żeby jej nie mówić ona i tak to wszystko źle znosi.

        madziorek dzięki za info, wujek podjął decyzję , port ma być założony.

        monias ile czasu mama już walczy? widzisz wiara w to, żę się uda daje ogromną motywację,

        • jl58 Re: rak wątroby 07.08.14, 14:08
          O ile mi wiadomo chemioterapie rozpoczyna się po zagojeniu rany pooperacyjnej. Zwykle to trochę trwa a 2 tygodnie to trochę za wcześnie wg. mnie /u nas było to 6 tygodni/ .
          • numira Re: rak wątroby 07.08.14, 21:43
            nie mam pojęcia jak to jest, wszystkim kieruje lekarz onkolog i to on podjął taką decyzję, wujek dzisiaj wyszedł ze szpitala w pon ma kontrolę gojenia rany i w czwartek pierwsza chemia, nie wiadomo nic więcej ile tej chemii, lekarz mówi, że to w trakcie się okaże wszystko. Nie zostało dużo czasu może to dlatego, nie wiem...
            ale koleżanka też miała tak szybko podaną chemię, po usunięciu piersi minęło około 2,3tygodni. Nie wiem od czego to zależy, ale zapytam, bo mnie to zastanowiło. Cały czas piszę nie wiem, nie wiem, ale jest tyle pytań na które nie znajduję odpowiedzi, mimo, że nie zadaję sobie pytania dlaczego?

            wujek przywiózł dzisiaj dwie pestki moreli, mama na myśli b17, dostał od "znajomego" z sali, chce, żeby mu je kupić. Mimo, że odwiodłyście mnie od tej myśli, zrobię tak jak chce wujek, kupię je dla niego. Chce jeść podczas brania chemii. Czytałam, że należy je brać w odpowiednich odstępach czasowych, w przeliczeniu na masę ciała. Może coś podpowiecie...
            • madziorek333 Re: rak wątroby 07.08.14, 23:41
              Wujek dostanie chemię paliatywną czyli mało agresywną,która nie będzie miała wpływu na ranę,sterydy też pewnie będą ,ale w małej ilości-stąd decyzja o szybkiej chemi.Co do pestek moreli to skoro wujek chce to Mu je kup,najlepiej ze sprawdzonego żródła.Podaję Ci adres skąd ja brałam,kosztowały 30 zł za 1 kg.Strona internetowa www.bionaturalne.pl Dariusz Szmidt 56-400 Oleśnica,ul.Żytnia 21 tel.503-829-000.Dzienna dawka to 1-2 jądra pestek moreli dziennie.Trzeba z nimi uważać,bo zawierają kwas pruski.Pisz i pytaj,zawsze coś można Ci podpowiedzieć.Pozdrawiam
              • jl58 Re: rak wątroby 08.08.14, 13:01
                Po operacji nie spożywamy owoców pestkowych.
                Ale pestki podtruwające kwasem pruskim TAK!!!!
                • jl58 Re: rak wątroby 08.08.14, 13:34
                  www.medonet.pl/zdrowie-na-co-dzien,artykul,1702507,1,amigdalina-rak-leczony-niewiedza,index.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka