2222-2e
14.08.06, 15:24
Sama nie wiem jak to napisać , ale muszę to z siebie wyżucić.Mój tata ma raka
niedrobnokomórkowego płuc, z naciekami na oskrzela, tchawicę.Żle poczuł się
już w marcu , miał okropne bóle głowy, zaczął chodzić po lekarzach
specjalistach, od jednego do drugiego, diagnozy były różne, zapalenie
tętnicy skroniowej, zapalenie nerwu , a wręcz lekarze podejrzewali go że chce
wyłudzić rentę i uroił sobie chorobę.Zrobił tony badań , tomograf,
rezonans i nic.W końcu lekarka pierwszego kontaktu skierowała go na
prześwietlenie płuc i wyszło szydło z worka.Tata trafił na oddział
DCCHP.Dostał pierwszą chemię, na drugi dzień po ukończeniu chemii został
wypisany ,półprzytomny z gorączką 38.5 do domu.Dostał leki.W domu tego
samego dnia zaczeły się wymioty, szukałam wtedy u was pomocy, za którą
jeszcze raz serdecznie dziękuję.Wezwaliśmy pogotowie, lekarka dała zastrzyki
i poradziła wizytę w poradni przyszpitalnej.Z samego rana zawiozłam tatę do
poradni, dostał kolejne leki(tabletki), choć cały czas powtarzałam
lekarzowi że tato wszystko wymiotuje , nie może nawet napić się wody , żeby
jej nie zwrócić.Jedyną radą lekarza było stwierdzenie że jak dalej tak
będzie proszę wezwać karetkę.Tata wytrzymał 2 dni, cały czas wymiotując z
temperaturą skaczącą do 39 stopni.W sobotę mimo jego sprzeciwu wezwałam
karetkę.No i się zaczeło, przyjechał lekarz, tak na oko koło 30 tki prosto
po studiach, osłuchał ojca, nie zmierzył ciśnienia , choć potem okazało
się że wpisał dane chyba z sufitu do karty.Stwierdzi, że pacjent nie
kwalifikuje się do szpitala.Tata miał 38.5 stopni gorączki, od kilku dni nic
nie przyjmował , wszystko zwracał.Był półprzytomny.Przyznaję , wściekłam
się i zarządałam danych lekarza, informując że żłożę na niego skargę.Wtedy
pan doktor powiedział że wezwie na mnie policję bo jestem "Żle nastawiona",
a on ma już tago dość(pracy w pogotowiu), nie będzie siedział z pacjentem 3
godziny na izbie przyjęć i na szczęście wyjeżdża za miesiąc za granicę!
Zagotowałam się! Pan doktor zadzwonił do jakiejś kontroli czy czegoś
podobnego żeby się na nas poskarżyć.Tam poradzono mu aby wystawił nam
skierowanie do szpitala, ale z własnym transportem.Oczywiście zgodziłam
się , dobre i to.Wypisał i wyszedł trzaskając drzwiami.Zawiozłam tatę do
szpitala.I tu kolejne kwiatki: pani doktor która go przyjmowała! Tata
spytał , jak długo będzie się jeszcze tak żle czuł i ile mu jeszcze
zostało.Pani doktor stwierdziła " szkołę Pan skończył, zawód pan ma,
dzieci też, swoje Pan wypił, wypalił, więcej i tak nie będzie, najwyższy
czas się zbierać! Mój tata ma 55 lat.Ja wiem że jego stan jest bardzo ciężki,
nie kwalifikuje się do operacji, kazano nam przygotować się na najgorsze.Ale
czy jeśli paxjent jest w takim stanie to już nic mu się nie należy?? ani
dobre słowo ani opieka? Ja nie żądam wiele , nie chcę żeby cierpiał.Tata
nie chce zgodzić się na kolejną chemię, powiedział że nie wytrzyma , bólu ,
upokorzeń.I co ja mam robić? Staram się ze wszystkich sił podtrzymać go na
duchu , walczę z lekarzami, ale mam jakieś takie dziwne uczucie, że spisano
go już na straty , więc po co się przejmować? Ewa