Dodaj do ulubionych

troche nadzieii

25.10.06, 06:38
u mojej mamy nowotwór piersi odkryto 8 lat temu i przez ten cały walczy z
chorobą...obecnie stan juz jest podobno beznadziejny(najwyzej rok zycia w w
najlepszym wypadku)z powodu licznych przerzutów-tzw rak rozsiany....w zwiazku
z tym..czy zdarzają sie jakies optymistyczne historie?czy ktos wygrał gdy
lekarze przestali dawac jakiekolwiek szanse albo przynajmniej znacznie dłuzej
pozył?ja sie nie poddaje..ona ma dopiero 60 lat
Obserwuj wątek
    • boca78 Re: troche nadzieii 25.10.06, 14:30
      Witaj, moja mama ma 51 lat i nowotwór wykryty 1,5 roku temu z jednej strony a 4
      miesiace temu w drugiej pierski - paskudny. Nie poddawajcie sie , nadzieja jest
      zawsze, potrzeba chyba troszke czasu aby ogarnąc nowa sytuacje(nawet jesli w
      chorobach nowotworowych jest on wyjątkowo cenny. Moja mama juz miala wracac do
      pracy a po pierszej operacji jednej strony nawet nie dostala chemii, bo tak sie
      wszyscy zachwycali "momentem" diagnozy. Wszystko mialo byc super, a tu po kilku
      miesiacach zawalilo sie wszystko ze zwielokrotnioną siła. Klika głebszych
      oddechów, które zajęły kilka dni pozwoliło na zmierzenie sie z nową sytuacja. I
      walczymy dalej, tylko inaczej, mocniej, bardziej świadomie. NIe będzie łatwo,
      ale każdy chyba z czasem odnajduje własny sposób na zmaganie sie z tym. Tego Wam
      życze. Polecam książkę Simontona "Jak życ z rakiem i go pokonac" -jesli
      oczywiscie jeszcze nie czytalas. Myśle o Was ciepło :-)
      • sonja12 Re: troche nadzieii 25.10.06, 17:29
        Czy korzystaliscie z pomocy bioenergoterapeutów? Ja jestem na etapie
        poszukiwan , nie wiem czy to ma sens ,ale musimy sprobowac.
        • avaris5 Re: troche nadzieii 25.10.06, 17:45
          dzis byłam na sciągnieciu mamie wody z płuc wiec jest troszke lepiej....lekarz
          poinformował mnie ze w kazdej chwili moze byc koniec i zeby ją umiescić w
          szpitalu gdzie według niego i tak jej w razie czego nie pomogą.to na cholere ma
          umierac sama w szpitalu,lepiej niech to zrobi w domu wsród kochających ją
          osób.Na forumwychwalano tak tutaj doktora Bębenka wiec ucieszyłam sie gdy
          znalazłam info w necie ze ma prywatną przychodnie onkologiczną która jak
          napisano w ich reklamówce swiadczy wizyty domowe-tylko ze jakos nikt nie kwapi
          sie tego robić.Mówi sie ze w Polsce lekarze mało zarabiają ..dziwne poniewaz za
          zadne pieniądze jakoś nie moge uzyskac pomocy P>S ksiazki nie znam ale juz
          zamówiłam,pozdrawiem i zycze duzo szczescia i samozaparcie w walce z chorobą i
          naszą słuzbą zdrowia
          • ila222 Re: troche nadzieii 26.10.06, 01:50
            a moze poszukaj hospicjum domowego? są takie które pracują charytatywnie i
            jakis sprzęt wypozyczają nawet. Masz racją z tym żeby nie dawać mamy do
            szpitala. Nam lekarz powiedzial wprost, że w szpitalu to by mamę przywiązali do
            łozka zeby dac kroplowke. Nigdy bym sobie tego nie wybaczyła!
            Trzymaj sie, życzę dużo ciepla.
            pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka