Dodaj do ulubionych

guz jądra

19.12.06, 10:45
Witam bardzo prosze o porade u mojego chlopaka lekarz stwierdził guza
jądra,chyba oszaleje z rozpaczy jest taki mlody ma 29 lat, prosze o opinie
wszystkie dobre dusze co dalej, jak z tym zyc, niech ktos pisze mi wszystko
co tylko wie na ten temat, jestem totalnie zalamana...
Obserwuj wątek
    • lajlah Re: guz jądra 19.12.06, 10:51
      Nie załamujcie się, guz jądra często występuje u młodych mężczyzn. Ale dość
      dobrze się leczy. Najlepszym przykładem moj kuzyn, u którego w wieku 25 lat
      stwierdzono raka jądra, ma je usunięte, bardzo źle znosił chemię, schudł 30 kg
      i wyglądał jak śmierć. Teraz ma 40 i dwójkę dzieci:)
      Ale oczywiście każda choroba to osobny przypadek.Rozumiem, że u Twojego
      chłopaka nie zdiagnozowano jeszcze czy to nowotwór, być może to nic groźnego.
      Życzę zdrowia:)
      • b_a_l_b_i_n_k_a Re: guz jądra 19.12.06, 10:58
        Gosiu, rak jądra dobrze sie leczy i Twój chłopak ma bardzo duże szanse na
        wyjście z choroby chociaż leczenie jest uciążliwe. Czy wyznaczono juz termin
        operacji? Gdzie Twój chłopak będzie leczony?
        • gosia2751 Re: guz jądra 19.12.06, 16:10
          czesc balbinka. nie wiadomo jakiej natury jest guz, dzisiaj przechodzil
          operacje usuniecia chorego jadra, wiem, ze najwazniejsze jest badanie markerów
          i jak na razie wyniki sa bardzo obiecujace, natomiast na ekspertyze samego
          guzka musimy poczekac okolo 2 tygodni, moj chlopak przebywa w szpitalu w
          krakowie...
          • asiaalte Re: guz jądra 23.01.07, 12:47
            Cześć Gosiu. Dzisiaj weszłam na forum by poszukać jakichs informacji o ludziach
            którzy przechodzą to samo co ja :( Przeczytałam że Twój chłopak leczy lub
            leczył się w Krakowie. Czy możesz powiedzieć gdzie? Mój mąż ma raka jądra.
            Dowiedzieliśmy się o tym w zeszłym tygodniu w czwartek. Wczoraj miał robione
            marery. Czekamy na wyniki. Bardzo się boję. Ale wiem że muszę być silna by jemu
            pomóc. A jak się czuje Twój chłopak? CZy już wszystko w porządku?
            • gosia2751 Re: guz jądra 23.01.07, 18:38
              witaj moja droga podaje ci moje gg 2441646czeka nas dluga rozmowa, gdzie
              wykonywano u twojego meza orchidektomie?
              • jedruch Kraków 23.01.07, 20:36
                Jakbyście chciały porozmawiać nt. standardów leczenia w IO w Krakowie, to
                piszcie na mój priv.
                • gosia2751 Re: Kraków 24.01.07, 16:07
                  witaj bardzo proszę o informacje na gosia275@vp.pl
            • gosia2751 Re: guz jądra 24.01.07, 16:08
              czesc asiu napisz mi co sie dzieje na maila gosia275@vp.pl
    • grzeczna_kasia Re: guz jądra 20.12.06, 22:15
      Witam wszystkich ciepło!
      Gosiu, bardzo dobrze Cię rozumiem. Mojego narzeczonego (rok młodszy od Twojego) zdiagnozowano w środku listopada. Operację (orchidectomia) przeszedł pod koniec listopada (cudem udało nam się załatwić szpital, bo były bardzo odległe terminy). Początkowo miał bóle w okolicy biodra i ginekomastię (powiększone gruczoły sutkowe). Po badaniu USG okazało się, że to guz jądra (i jądro do usunięcia). Dostał skierowanie na Onkologię. Przed zabiegiem zrobiono mu markery, które wyszły więcej niż kosmicznie (kilka tysięcy przekroczona norma jednego, drugiego jeszcze bardziej kosmicznie). Po usunięciu jądra czekaliśmy na wyniki (w sumie tydzień czasu, bo badania robione były na miejscu). Okazało się, że zostanie przeniesiony na oddział chemioterapii. Zrobili mu kolejne badania. Konkretnie RTG i TK klatki piersiowej i jamy brzusznej. W płucach dwa guzki o śr. 13mm i 6mm. Lekarz powiedział, że zajęte są zaotrzewnowe węzły chłonne. :( Oznajmił też najstraszniejszą diagnozę - rak złośliwy. :((( Więc chemioterapia okazuje się niezbędna. Podczas pierwszego kursu miał nudności i raz wymiotował, dostał wówczas zastrzyk i się ustabilizowało. Po wyjściu ze szpitala (ok. 2 tyg. temu) miał się stawić na badanie krwi i ewentualną dolewkę. Dolewkę dostał. Dziś był na kolejnym badaniu krwi, ale dolewki nie dostał. I w sumie sama nie wiem czy to dobrze czy źle (może ktoś podpowie?!). Zaraz po świętach zaczyna drugi kurs chemioterapii. Zostanie tam do nowego Roku.
      Jeśli chodzi o Jego samopoczucie... Nie narzeka na brak apetytu. Je jak zdrowy chłop, czasem nawet aż się dziwię.. Jeździ autkiem, zajmuje się swoimi ulubionymi zajęciami (żeby nie zapeszyć!). Ale niepokoi mnie kaszel. W sumie to moja wina, bo ledwo mówię (chrypa) i co chwilę kaszlę. Boję się, że czymś go zaraziłam. Czasem mi myśli nadbiegają w stylu "A jak to się rozszerza?!" (tfu tfu tfu!), ale nie poddaję się. Sama już nie wiem skąd ten kaszel...
      Lekarz mówił, że trzeba przestrzegać kilku podstawowych zasad: dieta lekkostrawna, niemęczące obowiązki, a najlepiej więcej przyjemności, żadnego palenia, i najważniejsze - wiara i pozytywne myślenie. Co do leków, powiedział, że w zasadzie może brać te leki, które przepisują lekarze zdrowym ludziom (ponoć lekarze odsyłają chorych z kwitkiem gdy dowiedzą się o diagnozie, dlatego mówił, żeby się nie dać wykopać poza margines). Nie polecał też żadnych witamin i minerałów, bo uznał, że nie są potrzebne. Ale ja i tak się boję, że jakiś lek może kolidować. I na ten kaszel, który mu się nasila :( boję się dać nawet syropu czy cholinexa. Dobrze robię? Pewnie nie, ale co w takim razie podać?! Może ktoś jest w stanie polecić cos konkretnego?

      Jakby tego było mało, sama mam problemy ze zdrowiem. Tyle, że dla mnie ratunku prawdpodobnie nie ma. Lekarz mówił, że muszę się godzić na takie samopoczucie jakie mam. :(

      Wiem z jakim problemem się borykamy, ale wierzę, że Nam się uda pokonać te choróbska. Powiedzieliśmy sobie, że nieważne co to jest. Nieważne jak się nazywa i nieważne jakie są prognozy, WYZDROWIEJEMY! Wierzymy w to, bo wiara czyni cuda.

      Lens Armstrong tez chorował na raka jądra, też miał przerzuty. I wyszedł z tego. Dziś jest zdrowy. Dużo jest takich przypadków, więc nadzieja widoczna jest! Trzeba tylko trzymać się zaleceń lekarza i wierzyć.

      Gosiu, nie poddawaj się negatywnym myślom! Guz nie oznacza raka!! Wszystko zależy od wyników. Może nie jestem dobrym przykładem, bo straszna ze mnie panikara. ;) Niemniej jednak ja się trzymam i jestem dobrej myśli. Ty też powinnaś!

      Życzę Wam pozytywnych wyników i uśmiechu w myślach! Buziaki. :)
      • grzeczna_kasia Re: guz jądra 21.12.06, 01:40
        Przepraszam za spolszczenie. To moje małe zboczenie. ;) Chodzi oczywiście o Lance`a Armstrong`a. :))
        • b_a_l_b_i_n_k_a Re: guz jądra 21.12.06, 09:55
          Dziewczyny, to jeszcze ja. Rak jądra jest jednym z nielicznych nowotworów,
          który mozna wyleczyć nawet jeśli są odległe przerzuty, dlatego mocno trzymam za
          Waszych Mężczyzn kciuki :-))Trzeba walczyc i wierzyć że będzie dobrze :-))
          Trzymajcie się Dziewczyny.
      • gosia2751 Re: guz jądra 21.12.06, 23:00
        Witaj Moja Droga, odpisuje dzisiaj dlatego, ze własnie niedawno wrocialam ze
        szpitala od niego, po operacji usuniecia jadra czuje sie dobrze, chodzi i jest
        bardzo dzielny za to jeszcze bardziej go kocham....jednak panicznie boje sie
        tego co powie lekarz jak bedzie mial juz wyniki pobrane z chorego jadra, ktore
        mu usunieto, nie raz wydaje mi sie ze oszaleje, dla mnie liczy sie tylko to aby
        byl zdrowy i nic wiecej....
        Wam rowniez zycze wszystkiego naj naj, radosci ale przede wszsytkim wytrwalosci
        i wiary. Goraco Was pozdrawiam..gosia..
        • gosia2751 Re: guz jądra 21.12.06, 23:04
          dla ciebie balbinko rowniez, nie tylko dla grzecznej kasi, dzieki za kazde
          dobre slowo, ktore naprawde jest dla mnie jak antidotum na moj lek i obawe, nie
          cche mu pokazac jak bardzo sie o niego boje i jak dotkliwie to wszystko
          przezywam...zastanawiam sie dlaczego akurat moj chlopak, nigdy nie palił, nie
          naduzywal alkoholu, dlaczego towlasnie jego wybral okrutny los....jest mi
          bardzo smutno i czuje sie strasznie nieszczesliwa ................
          • grzeczna_kasia Re: guz jądra 23.12.06, 02:23
            Gosiu, choroby czasem wybierają dobrych ludzi. Może dlatego, że naiwnie myślą, że dobrzy ludzie nie będą dla nich agresywni i wygrają z nimi? Jakże się mylą... ;)

            Ja też kryłam wszystko przed Moim Narzeczonym, ale kiedyś nie wytrzymałam presji i - gdy zapalił - powiedziałam mu, że jest chory na złośliwca, żeby przestał, bo mnie to do nerwicy doprowadza i nie pomaga. Nieuwierzył mi nawet. Mówił, żebym już nie zmyślała, żeby tylko nie palił. Kilka razy jeszcze wspomniałam o tym, że to złosliwiec, ale sama nie wiem czy uwierzył. Mówi, że wierzy w to, że wyzdrowieje. Chyba był taki okres, że myślał negatywnie, a teraz jak widzi poprawe samopoczucia to wierzy. Chociaż jeszcze 3 do 5 kursów chemii pozostało... Po drugim będą badania i dalsze prognozy.

            Gosiu, powtarzaj swojemu chłopakowi, ze nieważne co to jest, i tak TO POKONACIE! Lekarze mówią, że najważniejsze jest pozytywne myślenie i wiara, bo te dwa czynniki decydują czasem o funkcjonowaniu organizmu.

            Wcześniej wspomniałaś, że markery wyszły niskie. Nawet jeśli by się okazało, że to coś powazniejszego z przerzutami (tfu tfu tfu przez lewe ramię!), to i tak szanse na pełny powrót do zdrowia są spore (dzięki niewysokim markerom). W sumie może się okazać, ze to tylko wodniak czy coś mniej poważnego. Gdybać nie ma co, zaczekajmy na wyniki. Choć ja i tak wierzę, że będą pozytywne, bo markery na to wskazują. ;) U Mojego Narzeczonego markery były kosmiczne, do tego ginekomastia i te przerzuty, dlatego lekarz oznajmił, że to poważne zagrożenie. Ja głęboko wierzę, że WYZDROWIEJE i Mój Narzeczony i Twój Chłopak! :)
          • grzeczna_kasia Re: guz jądra 23.12.06, 02:45
            Jeszcze jedno chciałam dodać... Zawsze przed diagnozą trzęsą się ręce i nogi a w głowie plączą się różne myśli. To normalne.
            Ja po diagnozie byłam niemal w szoku, serce mi waliło jak oszalałe i nasiliło mi się wstrętne schorzenie (obniżenie czucia), na które żaden lekarz od siedmiu lat nie może mi nic poradzić. :( Do domu wróciłam taksówką, bo nie dałam rady inaczej. W domu się wypłakałam, wyżaliłam.. Ledwo się uspokoiłam. Po tym wszystkim doszło do mnie, że to tylko nasila moje schorzenie i że nie mogę tak tego zostawić czy się poddać, bo TO NIE MOŻE RZĄDZIĆ NASZYM ŻYCIEM TYLKO MY RZĄDZIMY i MY O TYM DECYDUJEMY JAK CHCEMY ŻYĆ! Teraz powtarzam, że WYZDROWIEJEMY!
            I WYGRAMY TO MIŁOŚCIĄ! :)
            • gosia2751 Re: guz jądra 23.12.06, 20:55
              kasia, jak mozesz bardzo prosze podaj mi numer gadu na mojego maila
              gosia275@vp.pl, chcialabym z toba poromawiac

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka