Dodaj do ulubionych

R.I.P. Prosalute?

28.01.09, 08:48

Forum prosalute już wstało, ale wygląda na to, że klasycznie
polskim, niefrasobliwym obyczajem chyba w ogóle nie robili backupów,
bo z forum została tylko wydmuszka:


Ogólna dyskusja:
"Nie ma żadnych postów na tym forum
Kliknij na przycisk Nowy Temat aby coś napisać"

Onkologia:
lista tematów, przy próbie otwarcia dowolnego tematu:
"Wybrany przez Ciebie temat lub post nie istnieje"

Opieka paliatywna:
"Nie ma żadnych postów na tym forum
Kliknij na przycisk Nowy Temat aby coś napisać"

Wsparcie w chorobie:
"Nie ma żadnych postów na tym forum
Kliknij na przycisk Nowy Temat aby coś napisać"

Wasze historie
"Nie ma żadnych postów na tym forum
Kliknij na przycisk Nowy Temat aby coś napisać"

Alternatywne sposoby leczenia:
"Nie ma żadnych postów na tym forum
Kliknij na przycisk Nowy Temat aby coś napisać"

Wysypisko:
"Nie ma żadnych postów na tym forum
Kliknij na przycisk Nowy Temat aby coś napisać"

Hyde park:
"Nie ma żadnych postów na tym forum
Kliknij na przycisk Nowy Temat aby coś napisać"

11477 wiadomości od 1806 użytkowników spłynęło z prądem. Sporo
wiedzy się zmarnowało

Tym samym skończyło się zagrożenie polskiej służby zdrowia przez
samoorganizację pacjentow onkologicznych. Nie bedzie już
rozpowszechniania wywrotowej wiedzy pozwalającej pacjentom kontrować
bzdury. Teraz kto chce informacji o swojej chorobie, ten może się
udać z powrotem do tragicznie niedouczonego lekarza pierwszego
kontaktu, który na studiach miał z onkologii trzy z minusem.

Ten najpierw będzie miesiącami plótł bzdury, potem będzie miesiącami
odmawiał skierowania na badania - bo NFZ, bo interes społeczny, bo
kontrakt, bo budżet, bo faza księżyca, bo to, bo tamto. Potem na
kilejne parę miesięcy trochę przytłumi objawy farmaceutykami, a
potem będzie się bardzo dziwił, że stan pacjenta jest już
beznadziejny i pytał bezradnie, jak mogło do tego dojść.

Obserwuj wątek
    • szaraiwka Re: R.I.P. Prosalute? 28.01.09, 09:49
      ej no poczekaj. Moze jeszcze wroci i tresc. Caly czas nad forum
      pojawia sie info o bledzie wiec moze jeszcze pracuja.

      Poza tym nie przecenialabym roli forum w zagrozeniu dla onkologii
      polskiej czy jakiejkolwiek. Oczywiscie forum bylo bradzo przydatne
      chorym i ich rodzinom tak jak i to tutaj - z wielui powodow, nie
      tylko czysto medycznych, takze poczucia ze nie jest sie samemu ze
      swoim strachem. Jak widzisz powstalo juz nowe gdzie administruje in
      situ. A informacji ludzie szukaja wszedzie nie tylko na tym jednym
      forum i ci ktorzy chca gdzies ja znajda.
    • jedruch Re: R.I.P. Prosalute? 28.01.09, 22:49
      Przykro się czyta ten post, przykro się czyta konkluzję.
      Może z perspektywy australijskiej wyciągasz złe wnioski, ale generalnie nie
      lekarze są niedouczeni, tylko finansowanie leczenia jest do bani. Ponad połowa
      pacjentów to ludzie, za których ktoś inny płaci ubezpieczenie (w domyśle: ja i
      inni pracujący) - a wszyscy mają poczucie, że trzeba im zrobić PET i wdrożyć
      terapię celowaną, bo tak pisali w gazecie i mówili w telewizji, a potwierdził to
      ktoś na forum.

      Ponad połowa pacjentów trafiających do mojej koleżanki ze studiów na Oddział
      Wewnętrzny szpitala wojewódzkiego celem diagnozowania podejrzenia nowotworu, ma
      zaawansowanie wykluczające potem leczenie radykalne (tzn. z intencją
      wyleczenia). Nie jest to kwestia lekarza POZ, ale strachu, obawy przed 'najgorszym'.
      Cywilizacyjnie nie porównuj Polski z Australią. Jeżdżąc w ramach hospicjum
      domowego po podkrakowskich wsiach widziałem straszliwą nędzę - domy bez prądu,
      bez bieżącej wody, nie ogrzewane, z glinianym klepiskiem zamiast podłogi. Śmiem
      twierdzić, że większość naszego społeczeństwa nie ma świadomości zdrowotnej
      żadnej. Sprzed monitora może się wydawać to niemożliwe, bo w Internecie tego nie
      widać, ale wystarczy wyściubić nos z domu i przejść się po własnej okolicy.

      Moja konkluzja z tego co napisałem powyżej: zagrożenie polskiej służby zdrowia
      przez samoorganizację pacjentów onkologicznych to marzenie ściętej głowy.
      To, że Ty wiesz, na czym polega Twoja choroba i jej leczenie nie oznacza, że
      każdy pacjent to wie i co istotniejsze - nie każdego pacjenta to interesuje!!!
      To, że znasz się na raku prostaty, wiesz jakie badania powinno się zrobić, jaki
      nomogram zastosować ni oznacza, że w praktyce go zastosujesz. W medycynie
      2+2=3,9 lub 4,1. To znaczy: większość pacjentów jest niestandardowych i ciężko
      ich zaszufladkować.

      Nie będę pisał więcej, i tak napisałem za dużo.
      • szaraiwka Re: R.I.P. Prosalute? 28.01.09, 23:59
        Jedruchu,

        w poprzednim poscie staralam sie Kangurowi odpisac ze nie postrzega
        rzeczywistosci taka jaka ona jest. Ale niestety kwestia wczesnego
        wykrywania raka to nie tylko i nie wylacznie kwestia pacjentow,
        ktorzy nie ida i sie nie diagnozuja. Podam Ci przyklad mojego taty,
        nad ktorym nie moge przestac myslec.

        2 lata temu mial zabieg- usuniecie lagodnego przerostu prostaty.
        Odkad zaczely sie jakiekolwiek problemy chodzil prywatnie do
        urologa. Operacji sie poddal. Po operacji nadal bywal. Wszystko niby
        ok choc nadal czestomocz, wstawanie w nocy itd. Ale lekarz mowil ze
        ok i taka uroda. W czerwcu 2008 nastapilo zatrzymanie moczu. Trafil
        na ostry dyzur. NIe udalo sie zacewnikowac mial wykonana nefrostomie
        nadlonowa... oczekiwanie na przyjecie do szpitala 2 miesiace.
        Pechowo dla niego akurat jak trafil wg kolejki w VIII'08 do szpitala
        to zaczal znow samodzielnie oddawac mocz. Mimo, ze sie zglosil w
        wyznaczonym terminie wypisano go bez zadnego zabiegu ani badan (bo
        skoro sika to po co meczyc pacjenta, wypisujemy i ma "otwarty wstep"
        gdyby cos sie znow dzialo). We wrzesniu znow zatrzymanie i znow to
        samo. Ostry dyzur, dzialanie dorazne czyli nefrostomia i ... okazalo
        sie ze wcale wstepu natychmiastowego nie ma. Wyznaczono termin
        przyjecia do szpitala na XII'08. Tyle ze w listopadzie znow sie
        zrobilo zle i wtedy w koncu go przyjeli i okazalo sie....
        zaawansowany rak pecherza, naciekajacy prostate, powiekszone wezly
        chlonne wzdluz naczyn glownych.

        Czy mam pisac u ilu lekarzy (takze prywatnie), placac i szukajac
        odpowiedzi i pomocy bylismy od czerwca? Wszyscy twierdzili ze te
        zatrzymania to zrosty po zabiegu na prostacie. NIKT nie powiedzial
        zeby zrobic badania wykluczajce nowotwor. Mimo ze tata narzekal tez
        na silne parcie nie tylko od strony ukladu moczowego. A taty
        prowadzacy od lat (prywatnie) urolog uczy w Warszawie studentow
        urologii na klinice.

        Kazdy ma swoja prawde. Lekarze widza pacjentow ktorzy pala i pija i
        latami nie przychodza do lekarza a jak juz trafia to stan jest
        terminalny. Ale pacjenci doswiadczaja tez takich sytuacji jak nasza.
        I jesli mam sie jeszcze dodatkowo czuc winna bo mam za duze
        oczekwiania wobec lekarzy to uwazam ze to jest nie fair. Bo u mego
        ojca nie szlo o kase na nie wiadomo jakie badania. Szlo o szybkie
        dzialanie i podjecie proby sensownej oceny tego co sie dzieje. I
        niestety ale tego zabraklo. Mozesz napisac ze skoro az takie
        zaniedbania to powinnismy isc do sadu. Tylko ze my teraz walczymy o
        zycie mojego taty i naprawde nie mamy sily ani czasu na inne walki.
        I tylko trudno jest po takim casusie wierzyc komukolwiek (zlwaszcza
        ze juz po diagnozie nastapi ciag dalszy fuszerek - wypisano ojca ze
        spitala z wynikami, na podstawie ktorych inny lekarz powiedzial, ze
        natychmiast nalezy odbarczyc nerki - jak poszlismy i sie
        upomnielismy to rzeczyiwscie, uznano, ze jest to potrzebne, ale sam
        szpital o tym niestety nie pomyslal).

        Teraz to mi jest przykro bo mimo staran i nakladu srodkow z naszej
        strony, mimo wizyt u urologa od lat, taty nie zdiagnozowano
        odpowiednio wczesnie ma raka, niewydolne nerki i mocznice, a tutaj
        czytam ze jestesmy patologia siedzaca w brudzie i nie majaca woli
        sie leczyc.

        Niestety swiat nie jest czarno bialy. Ani tak czarny (od strony
        lekarzy) jak widzi to kangur, ani tak bialy jak Ty to widzisz.

        Pozdrawiam i wciaz chce wierzyc ze to tylko my mielismy wyjatkowego
        pecha.
      • turpin Re: R.I.P. Prosalute? 29.01.09, 10:12
        To jedna strona medalu. Druga to niestety właściwości znacznej
        części lekarzy. Sięgnij, Jędruch, pamięcią nieco wstecz

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka