ania1984.04
29.01.09, 09:10
Mój tata jest chory na raka trzustki. Operację miał we wrześniu ubiegłego
roku. Po operacji do 20 grudnia czuł się dobrze. Mogę powiedzieć, że nawet
bardzo dobrze. Jednak od świąt Bożego Narodzenia stan się pogorszył. Przestał
jeść kilka razy dziennie wymiotował. W szpitalu nie chcieli go przyjąć
ponieważ stwierdzili, że nic mu nie jest. Na początku stycznia stan się tak
pogorszył że mama ponownie pojechała z tata na pogotowie (ONI NIE CHCIELI
PRZYJECHAĆ) Lekarz powiedział ze tata umiera i trzeba się przygotować, że
dzisiaj może umrzeć. Jednak udało się go uratować. Ale co z tego? Po tygodniu
wypuścili go do domu, ponieważ nic nie mogą zrobić. Ma nie całkowicie nie
drożne jelita i to co zje od razu zwymiotuje. Na dzień dzisiejszy tata dostaje
raz dziennie kroplówkę z glukozą. Pije tylko wodę i nic nie je. Oczywiście
wymiotuje koloru kawy. Ma bóle więc dostaje morfinę w plastrach. Miałam
wrażenie, że parę razy tata już chciał odejść, ale my go szybko z mamą
zaczęłyśmy "szarpać" i wracał do nas. Tata ma 181 cm i waży 50 kg. Z jednej
strony wiem, że najlepsze dla niego by było aby od nas odszedł bo by już nie
cierpiał a z drugiej strony nie wyobrażam sobie życia bez niego. Rodzina każe
jeszcze tatę zawieźć do innych lekarzy. Ale czy to ma sens szarpać?