Jezykowe lamiglowki

05.02.11, 21:04
Tak a propos "prostactwa" wytknietego jednej z forumowiczek w innym watku za wtracanie angielskich slow - ja, podobnie jak Steph13, mieszkam poza Polska wiekszosc zycia, i o ile w pisaniu mi jeszcze jako tako jezyk polski wychodzi, w mowieniu sie strasznie stresuje, bo nie tylko zapominam slow, ale czesto mi sie wydaje, ze te slowa w ogole w jez. polskim nie istnieja!

Np. takie rozroznienia, ktore istnieja w jez angielskim, i sa bardzo wazne, ale w jez. polskim chyba w ogole ich nie ma, mimo ze roznica miedzy slowem A i B jest dosc kategoryczna.

Jak np. po polsku mowi sie na bone china? (nie mylic z porcelana ;-)
A "ape" w odroznieniu od "monkey"? Na obie sie mowi "malpa"?

I na odwrot, czy sa w jez polskim takie rozroznienia, ktorych nie ma w angielskim?
    • illegal.alien Re: Jezykowe lamiglowki 05.02.11, 21:23
      A ape to nie jest po prostu czlekoksztaltna?

      Wikipedia podpowiada, ze Bone china to porcelana kostna.

      O ile w mowie jestem w stanie zrozumiec wtracenia (chociaz sama staram sie unikac i draznia mnie - zarowno u mnie jak i u innych), o tyle w pismie mozna sobie slowka sprawdzic, zastanowic sie pare razy, przeredagowac tekst.
      Chociaz rozumiem, ze pewnych slow w polskim nie ma - ale zawsze mozna wtedy wytlumaczyc opisowo.
      • padynt Re: Jezykowe lamiglowki 05.02.11, 23:03
        Niesamowicie denerwuje mnie wtrącanie angielskich słówek, zarówno w mowie jak i w piśmie. I o ile jestem w stanie jeszcze zrozumieć osoby , które wyjechały "50 lat" temu z kraju ( chociaż też niekoniecznie ) to za nic nie mogę pojąć tego zjawiska wśród najnowszej emigracji , nie tylko tej po roku 2004. Wydaje mi się, że jeśli ktoś ukończył pełną edukację w Polsce w zakresie szkoły podstawowej i średniej, o studiach już w ogóle nie wspominając, to w żaden sposób nie może zapomnieć własnej mowy, a tymi makaronizmami po prostu się ośmiesza. Nie wiem zupełnie czemu one mają służyć? No, bo chyba nie własnemu dowartościowywaniu się -jak to biegle jestem już z językiem mi obcym i jak słabo z moim własnym ojczystym.

        • czarny_uk_anka Re: Jezykowe lamiglowki 05.02.11, 23:12
          padynt, ile czasu jestes na emigracji? mialam, i w sensie jakims mam zapewne dalej zblizone zdanie do Twojego, z takim zastrzezeniem ze jednak czasem tak czesto slysze jakies slowo po angielsku, ze w koncu naturalnym jest ze uzywam go tylko w tej formie.I zdazylo sie, ze dluzsza chwile musialam sie zastanowic jak to jest po polsku, a danego slowa uzywalam ciagle tylko w formie angielskiej, i moje otoczenie dajmy na to trzy miesiace.I nie bylo dla mnie nienaturalne gdy po polsku ostrzegalam corke zeby nie wychodzila w dalsza czesc ogrodu, bo widziano tam fox.Wiem, brzmi glupio, ale zapomnialam jak jest lis w danej chwili po polsku a ta forma przyszla mi do glowy jako pierwsza.Ot, tyle.
          Na codzien jednak staram sie mowic czysta polszczyzna,gdy to tylko mozliwe,no i zgadza sie ojczystego jezyka sie nie zapomni.
          • padynt Re: Jezykowe lamiglowki 06.02.11, 00:04
            Ja nie wiem czy w moim przypadku jest to emigracja:) po prostu od 16 lat z przerwami na pobyty w Polsce pracujemy z mężem zagranicą, w rożnych krajach. I tych egzotycznych również. Nasze dzieci np. skończyły pierwsze lata szkoły w języku francuskim, a posługują się jeszcze dwoma innymi. Nie wyobrażam sobie ,ze mogłyby mieszać te języki. I tego bardzo pilnujemy, bo i owszem próbowały. Zawsze powtarzamy - mów w jednym języku. A jak nie wiesz jaki jest zamiennik to użyj innego słowa, zapytaj albo poszukaj:).
            Zresztą muszę powiedzieć ,ze w naszym środowisku gdzie ludzie z uwagi na swoją pracę mówią właśnie kilkoma językami nie spotykam się z makaronizmami, to trochę tak ujma na honorze, takie wtrącenia.
            • jaleo Re: Jezykowe lamiglowki 06.02.11, 09:54
              padynt napisał:

              > Ja nie wiem czy w moim przypadku jest to emigracja:) po prostu od 16 lat z prze
              > rwami na pobyty w Polsce pracujemy z mężem zagranicą, w rożnych krajach. I tyc
              > h egzotycznych również. Nasze dzieci np. skończyły pierwsze lata szkoły w język
              > u francuskim, a posługują się jeszcze dwoma innymi. Nie wyobrażam sobie ,ze mog
              > łyby mieszać te języki. I tego bardzo pilnujemy, bo i owszem próbowały. Zawsze
              > powtarzamy - mów w jednym języku. A jak nie wiesz jaki jest zamiennik to użyj i
              > nnego słowa, zapytaj albo poszukaj:).

              Ale nie mozesz przeciez porownywac sie z ludzmi, ktorzy w ogole nie uzywaja jez polskiego przez kilkadziesiat lat (w mowie). Ty mowisz po polsku do meza, do dzieci, przypuszczam, ze masz tez sporo rodziny w Polsce i polskich znajomych. Moim zdaniem, nie powinno sie nigdy oceniac innych (a juz zwlaszcza nazywac prostakami itp) jesli nie znamy ich sytuacji zyciowej.
        • m0nalisa Re: Jezykowe lamiglowki 06.02.11, 21:52
          a ja mysle ze nie nalezy sie nadymac az tak bardzo :)
          Wyksztalcenie mam a i owszem ale ani przez moment nie bede zdawac tu egzaminu z lingwistyki - robie bledy czasem, zjadam literki a jak mam ulanska fantazje uzywam makaronizmow czemu? bo to miejsce to rozywka dla mnie, nie czepiam sie innych ani bron boze uczyc na nowo jak pisac. Wiecej luzu dziewczeta.
      • steph13 Re: Jezykowe lamiglowki 05.02.11, 23:11
        To jak przetlumaczono na polski Planet of the Apes? Planeta malp czy czlekoksztaltow?
        A czasownik 'to ape' - czy 'malpowac' bedzie poprawnie czy tylko 'nasladowac'..... jak? Brak konsekwencji moim zdaniem, przynajmniej w przekladzie z jezyka na jezyk.
        Co do wtracania obcych slow w rozmowie czy tekscie pisanym - przychodzi etap w zyciu poza krajem, kiedy jest tak zwyczajnie latwiej i szybciej i jesli komus nie zalezy zbytnio na czystej polszczyznie (tak jak mnie) to problem nie istnieje. Piszac oficjalny list czy tlumaczenie siegnelabym do slownika lub przyjamnie pomyslalabym nieco glebiej nad znalezieniem polskich odpowiednikow ale w informal pogaduszkach nie widze potrzeby.
        • illegal.alien Re: Jezykowe lamiglowki 06.02.11, 02:49
          O jejku, jejku, ale przeciez Die Hard przetlumaczono jako Szklana Pulapka. Nie znaczy to jednak, ze Die znaczy szklo, a Hard pulapka, prawda?
          Po polsku mowi sie 'malpowac' wlasnie w znaczeniu 'nasladowac, przedrzezniac' - dobre tlumaczenie polega z reszta na tym, ze nie przekladasz doslownie slowa po slowie, tylko oddajesz kontekst, znaczenie prawda?

          Nie watpie, ze szybciej i latwiej jest mieszac jezyki, ale szybciej i latwiej je sie reka, a jednak wiekszosc z nas je sztuccami nawet podczas nieoficjalnych posilkow, czyz nie? Dla mnie takie mieszanie to zwykle niechlujstwo i brak szacunku dla rozmowcy, dlatego staram sie pisac/mowic w jednym jezyku na raz. Najlepszym treningiem jezeli chodzi o czystosc jezyka polskiego jest rozmowa z moimi dziadkami - oni tych wtracen po prostu nie zrozumieja.
          • golfstrom Re: Jezykowe lamiglowki 06.02.11, 13:25
            Niestety, jezyk ma to do siebie, ze decyduje ekonomia i to, co uzytkownikowi sie bardziej oplaca.
            Czasem olaca sie poswiecic styl na rzecz szybkosci, czasami wrecz odwrotnie. Czasami podejmuje sie zla decyzje, bo odbiorca ma inne priorytety komunikacyjne.

            Nie chce znowu byc oskarzona o strzelanie do muchy z armaty, ale spora czesc polskiej klasyki zawiera makaronizmy i nikomu nie przychodzi do glowy oskarzanie polskich klasykow o niechlujstwo.
            • illegal.alien Re: Jezykowe lamiglowki 06.02.11, 13:36
              Golstrom - jasne. Kazdy pisze, jak mu wygodniej. Ja jednak robie wszystko, zeby tych wtracen unikac. Rekami i nogami bronie sie rowniez przed bledami ortograficznymi, co jest juz duzo trudniejsze, bo wymaga czytania po polsku w ilosciach hurtowych, a ja z zasady nie czytam ksiazek, ktore oryginalnie byly napisane po angielsku w polskim przekladzie. (przynajmniej u mnie ta zasada sie sprawdza, chyba dlatego, ze jestem wzrokowcem).
              O interpunkcji to juz nawet nie wspominam, bo to nigdy nie byla moja mocna strona.
        • blacktea Re: Jezykowe lamiglowki 06.02.11, 08:35
          > To jak przetlumaczono na polski Planet of the Apes? Planeta malp czy czlekoksz
          > taltow?

          Juz pomijam kwestię tłumaczenia tytułów filmów (tytuł ma przeciągać uwagę, a nie byc wiernym tłumaczeniem) - nie ma takiego słowa jak "człekokształty". Jest "człekokształtne" ale w znaczeniu rzeczownikowym używane jest chyba tylko przez biologów. Laikom należy wytłumaczyć, ze chodzi o "małpy człekokształtne" a sama "małpa" jest określeniem nadrzędnym. Z ciekawości zapytam po ilu latach za granicą traci się zdolność rozróżniania w sumie podstawowych niuansów językowych?
    • blacktea Re: Jezykowe lamiglowki 06.02.11, 08:58
      > Jak np. po polsku mowi sie na bone china? (nie mylic z porcelana ;-)

      Dlaczego nie mylic z porcelana, skoro po polsku jest to porcelana kostna?
      • jaleo Re: Jezykowe lamiglowki 06.02.11, 10:05
        Czyli po polsku (a przynajmniej potocznie) i jedno i drugie nazwaloby sie porcelana, i jedno i drugie malpa. A po angielsku, nawet mowiac potocznie, uzywa sie tych roznych slow, bo miedzy ape i monkey jest spora roznica, i przypuszczam, ze nawet dziecko pieciotenie by Ci powiedzialo, ze szympans to nie monkey.

        Tutaj okrelsnienie china jest bardzo, bardzo czesto stosowane, jak ktos np. wybiera talerze, to pierwsze, co sprawdza, to czy to jest porcelain czy bone china (zreszta w cenie tez roznica spora). Jak bym miala taka rozmowe w stoisku z talerzami z kims po polsku prowadzic, to bym skonczyla oblana potem, bo ja po prostu nie wiem jaki jest polski odpowiednik. (tzn teraz wiem dzieki Wam, ale jakos mi sie nie chce wierzyc, ze "porcelana kostna" to jest okreslenie, ktorym Polacy sie posluguja potocznie). Poruszanie sie w strefie dwu jezykow to nie tylko znajomosc odpowiednikow. Rzeczywistosc "angielskojezyczna" jest inaczej podzielona, niz "polskojezyczna" - dobry przyklad - w mozgu polskojezycznej osoby malpa "zwykla" i malpa "czlekoksztaltna" zlewa sie w jeden zbior, w mozgu osoby, gdzie dominuje angielski, to sa dwa odrebne zbiory z wyrazna granica lingwistyczna. Tak wiec trudno sie dziwic komus, u ktorego jez angielski dominowal (lub byl wrecz jedynym jezykiem uzywanym w mowie) przez kilkadziesiat lat, ze bedzie mial klopoty z wyrazaniem sie po polsku. Owszem, na pismie jest wiecej czasu, mozna sie zastanowic, pogooglac, posprawdzac, ale nie zawsze ma sie czas i inklinacje. Ja np. wiele razy sobie wzdychalam, piszac na tym forum, ze gdybym tylko mogla po angielsku ten post skomponowac, to o ile latwiej i szybciej by to poszlo.
        • glasscraft Re: Jezykowe lamiglowki 06.02.11, 10:20
          Jaleo, mysle ze przekonujesz nawroconych (aha, po polsku brzmi to, przynajmnie dla mnie, dosyc opornie, wiec jako ta prostaczka powiedzialabym "preaching to converted", ale sie boje, bo sie wyda, ze jestem niechlujna jezykowo). Dla kogos z polskim mezem/partnerem, dziecmi urodzonymi w Polsce, wiekszoscia polskich znajomych i wypadami do kraju raz na trzy miesciace, mozliwosc zapominania jezyka jest po prostu niewyobrazalna (chociaz dla mnie chamstwem zwyczajnym jest oceniania tych, ktory zapominaja z takiego, czy innego powodu jako nieukow i prostakow, bez zastanowienia sie, co moglo na to wplynac). To, ze zapominam slow - najczesciej w rozmowie z mama, bo to dla mnie jedyny kontakt z jezykiem mowionym, nie jest ani wywyzszaniem sie, ani udowadnianiem, ze ja to juz taka angielska jestem, bo naprawde nie musze. Denerwujaca przypadlosc i tyle. Natomiast niektorym "czyscioszkom" jezykowym przydalby sie powrot do szkoly, zeby podreperowac ortografie :-)
        • blacktea Re: Jezykowe lamiglowki 06.02.11, 10:21
          No ale właściwie to o co Ci chodzi? Nie oczekujesz chyba że rózne języki będą swoim wiernym odzwierciedleniem?

          > Czyli po polsku (a przynajmniej potocznie) i jedno i drugie nazwaloby sie porce
          > lana, i jedno i drugie malpa. A po angielsku, nawet mowiac potocznie, uzywa s
          > ie tych roznych slow, bo miedzy ape i monkey jest spora roznica, i przypuszczam
          > , ze nawet dziecko pieciotenie by Ci powiedzialo, ze szympans to nie monkey.

          Noto jeszcze namieszam, bo potocznie oprócz porcelany jest jeszcze ceramika... A pięcioletnie dziecko może i powie, że szympans to nie monkey tylko ape, ale nie będzie wiedziało, że to wynika z systematyki i na 100 % nie nazwie ape człowieka (tak, człowiek jest małpą człekoształtną), chyba, ze będzie chciało kogoś obrazić. I z tego co czytam w zwyczajowm nazewnictwie angielskim ape nazywane sa małpy, które pod względem systematyki ape nie są.
          • jaleo Re: Jezykowe lamiglowki 06.02.11, 10:32
            blacktea napisała:

            > No ale właściwie to o co Ci chodzi? Nie oczekujesz chyba że rózne języki będą s
            > woim wiernym odzwierciedleniem?
            >

            Nie zrozumialas zupelnie, o co mi chodzi, ale to pewnie moja wina :-)
            • blacktea Re: Jezykowe lamiglowki 06.02.11, 10:58
              Pewnie, że Twoja, bo to piszesz czyta się jak skargę, że polski nie jest taki jak angielski...:)
        • aniaheasley Re: Jezykowe lamiglowki 06.02.11, 10:23

          W jezyku polskim, i nie tylko polskim, nie ma rdzennie osobnego slowa na rozne gatunki zwierzat, ktore w Polsce nie zyja naturalnie. Rozroznienie gatunkowe wprowadza wtedy przymiotnik.

          Oprocz malpy i malpy czlekoksztaltnej jest jedno slowo na tortoise i turtle, a rozroznienie wprowadza przymiotnik, zolw morski lub ladowy.

          Na bone china to chyba mowi sie w Polsce chinska porcelana :) Moze krotko w Polsce mieszkalam, ale nigdy nie slyszalam o porcelanie kostnej.

          Jest sporo innych przykladow, gdzie na polskie jedno slowo przypadaja 2 angielskie, i potem trzeba wyjasniach dodajac wiecej slow. W polskim jest 'palec' vs. angielskie finger i toe.
          Slyszac 'boli mnie reka' nie ma pewnosci czy chodzi o arm czy hand.

          Samochod to inne slowo obejmujace car i van, ten ostatni to samochod dostawczy, no bo przeciez nie nyska albo zuk :)))

          Ogolnie wiecej ludzi sklania sie do przekonania, ze angielski jest bardziej precyzyjny niz polski, ale sa tez przyklady w odwrotna strone. Z tym, ze nie moge sobie ich teraz przypomniec.

          Tlumaczenia filmow nie maja zbyt wiele wspolnego z dokladnoscia jezykowa, sadzac po pierwotnym tlumaczeniu filmu Dirty Dancing jako Wirujacy Seks. Teraz chyba po prostu uzywa sie angielskiego tytulu. A obecnie The Kings Speech to w Polsce Jak Zostac Krolem. No ale rozumiem, ze w tlumaczeniach filmow dopuszczalna jest tzw. licencja artystyczna.

          PS. Co do czystosci jezyka polskiego, to troche jest niesprawiedliwe wymagac jej bezwzglednie od emigrantow ze stazem ponad 20 czy 30 lat, kiedy kazdy artykul w polskiej prasie, wywiady z ....celebrytami (nomen omen) wiadomosci w polskim programie TVP1 najezone sa wtraceniami angielskojezycznymi. Wydaje mi sie, ze spora czesc polskiej widowni czy czytelnikow tych wszystkich angielskich slow z polska koncowka zwyczajnie nie rozumie.
          • blacktea Re: Jezykowe lamiglowki 06.02.11, 10:42
            > Oprocz malpy i malpy czlekoksztaltnej jest jedno slowo na tortoise i turtle, a
            > rozroznienie wprowadza przymiotnik, zolw morski lub ladowy.

            Systematycznie "tortoise" należą do rzędu (order) żółwie (turtle) zarówno po polsku jak i po angielsku. To nazwewnictwo potoczne sie rozjeżdża.

            > Na bone china to chyba mowi sie w Polsce chinska porcelana :) Moze krotko w Pol
            > sce mieszkalam, ale nigdy nie slyszalam o porcelanie kostnej.

            Jesli nie jest sie porcelanowym koneserem to przecież wystarczy wrzucic w google i dostaje sie tę nazwę nawet na stronach producentów porcelany...

            > Slyszac 'boli mnie reka' nie ma pewnosci czy chodzi o arm czy hand.
            Oprócz lekarzy, potocznie wiekszości nie robi to większej różnicy. Podobnie zreszta jest z nogą.

            > Samochod to inne slowo obejmujace car i van, ten ostatni to samochod dostawczy,
            > no bo przeciez nie nyska albo zuk :)))
            jw. Potocznie nie robi to większej różnicy, chyba ze się chce coś większego przewieźć...

            I w ten sposób można dyskutowac w nieskończoność.
            • jaleo Re: Jezykowe lamiglowki 06.02.11, 10:53
              blacktea napisała:
              > I w ten sposób można dyskutowac w nieskończoność.


              Ale na Boga, nie o tym jest dyskusja!!
              • blacktea Re: Jezykowe lamiglowki 06.02.11, 11:41
                Aha, a o czym jest dyskusja bośmy się trochę rozpędzili? Nie prosiłaś przypadkiem o przykłady?

                Ale jeśli chodzi o to, czy angielskie wtrącenia można podciągnąc pod prostactwo, to powiem, że jednoznacznie nie, bo to zależy o czym się mówi, w jakich okolicznościach, do kogo i jakiej ilości się je stosuje. Aczkolwiek zdarzało mi się słyszeć/czytać wypowiedzi, które spokojnie można było prostackimi nazwać.
                • jaleo Re: Jezykowe lamiglowki 06.02.11, 12:41
                  blacktea napisała:

                  > Aha, a o czym jest dyskusja bośmy się trochę rozpędzili? Nie prosiłaś przypadki
                  > em o przykłady?
                  >

                  Pytalam sie o analogiczne przyklady z jez polskiego (gdzie w polskim sa dwa rozne okreslenia, UWAGA: uzywane potocznie, a nie w encyklopedii - a w angielskim jedno). A to wszystko bylo dla zilustrowania tezy, ze zatracanie umiejetnosci poslugiwania sie jezykiem, to nie tylko "zapominanie" slow, to rowniez proces postrzegania swiata w inny sposob, kategoryzowania rzeczywistosci w inny sposob.
                  • golfstrom Re: Jezykowe lamiglowki 06.02.11, 13:31
                    > Pytalam sie o analogiczne przyklady z jez polskiego (gdzie w polskim sa dwa roz
                    > ne okreslenia, UWAGA: uzywane potocznie, a nie w encyklopedii
                    Prosze bardzo, Twoje ulubione: Anglia i Wielka Brytania.

                    > to rowniez proces postrzegania swiata w inny sposob, kategoryzowania rzeczywistosci w
                    > inny sposob
                    No prosze, kiedy ja Ci podawalam ten argument broniac "Anglii i Wielkiej Brytanii" to uslyszalam, ze to prostackie czy cos w ten desen.

                    Wot suirpryza (no offence).
                    • jaleo Re: Jezykowe lamiglowki 06.02.11, 13:39
                      golfstrom napisała:

                      > > Pytalam sie o analogiczne przyklady z jez polskiego (gdzie w polskim sa d
                      > wa roz
                      > > ne okreslenia, UWAGA: uzywane potocznie, a nie w encyklopedii
                      > Prosze bardzo, Twoje ulubione: Anglia i Wielka Brytania.
                      >
                      > > to rowniez proces postrzegania swiata w inny sposob, kategoryzowania rzec
                      > zywistosci w
                      > > inny sposob
                      > No prosze, kiedy ja Ci podawalam ten argument broniac "Anglii i Wielkiej Brytan
                      > ii" to uslyszalam, ze to prostackie czy cos w ten desen.
                      >
                      > Wot suirpryza (no offence).

                      Przepraszam, ale nie rozumiem tego przykladu. Chodzi o to, ze w jez polskim sa dwa okreslenia: Anglia i Wielka Brytania, a w Angielskim tylko jedno? Przeciez w angielskim tez jest England i Great Britain??
                      • golfstrom Re: Jezykowe lamiglowki 06.02.11, 14:39
                        Pytasz o przyklady gdzie dwa okreslenia odnosza w jezyku polskim do tej samej rzeczy, co wynika z innego kategoryzowania swiata.
                        Anglia = Wielka Brytania.

                        No ale ok, inne przyklady: ziemniaki, pyry, kartofle; kapcie, papucie, pantofle; zsylka, wysylka, zeslanie; Moskal, Rosjanin, Ruski.
                        Bez sprawdzania w encyklopedii nie wiem, ile jest odpowiednikow w angielskim.
                        • jaleo Re: Jezykowe lamiglowki 06.02.11, 14:44
                          golfstrom napisała:

                          > Pytasz o przyklady gdzie dwa okreslenia odnosza w jezyku polskim do tej samej r
                          > zeczy, co wynika z innego kategoryzowania swiata.
                          > Anglia = Wielka Brytania.
                          >
                          > No ale ok, inne przyklady: ziemniaki, pyry, kartofle; kapcie, papucie, pantofle
                          > ; zsylka, wysylka, zeslanie; Moskal, Rosjanin, Ruski.
                          > Bez sprawdzania w encyklopedii nie wiem, ile jest odpowiednikow w angielskim.


                          Hmm, nie chodzi o rozne okreslenia tego samego, czy tez o regionalizmy (ziemniak, pyra, potato, tattie, spud) tylko o przyklady, jak rzeczywistosc jest dzielona inaczej w roznych jezykach.

                          Nadal nie rozumiem przykladu z Anglia - Wielka Brytania
                          • golfstrom Re: Jezykowe lamiglowki 06.02.11, 15:59
                            > Hmm, nie chodzi o rozne okreslenia tego samego, czy tez o regionalizmy (ziemnia
                            > k, pyra, potato, tattie, spud) tylko o przyklady, jak rzeczywistosc jest dzielo
                            > na inaczej w roznych jezykach.

                            A, no to najprostszy przyklad:
                            "I was hungry" = "Bylam glodna" oraz "Bylem glodny".
                      • jofaso Re: Jezykowe lamiglowki 06.02.11, 14:43
                        Mysle, ze chodzi jednak o to, ze w jezyku polskim owszem sa dwa okreslenia, ale potocznie wlasnie na Wielka Brytanie mowi sie Anglia
          • jaleo Re: Jezykowe lamiglowki 06.02.11, 10:46
            aniaheasley napisała:

            >
            > W jezyku polskim, i nie tylko polskim, nie ma rdzennie osobnego slowa na rozne
            > gatunki zwierzat, ktore w Polsce nie zyja naturalnie. Rozroznienie gatunkowe wp
            > rowadza wtedy przymiotnik.
            >
            > Oprocz malpy i malpy czlekoksztaltnej jest jedno slowo na tortoise i turtle, a
            > rozroznienie wprowadza przymiotnik, zolw morski lub ladowy.
            >
            > Na bone china to chyba mowi sie w Polsce chinska porcelana :) Moze krotko w Pol
            > sce mieszkalam, ale nigdy nie slyszalam o porcelanie kostnej.
            >
            > Jest sporo innych przykladow, gdzie na polskie jedno slowo przypadaja 2 angiels
            > kie, i potem trzeba wyjasniach dodajac wiecej slow. W polskim jest 'palec' vs.
            > angielskie finger i toe.
            > Slyszac 'boli mnie reka' nie ma pewnosci czy chodzi o arm czy hand.
            >

            Dokladnie. Ja podalam to jako przyklad, gdzie osoba, u ktorej angielski dominuje na codzien, moze sie zestresowac, bo mozg tej osoby bedzie w panice szukal tego nieistniejacego okreslenia, bo jak to, ape to tez "malpa", przeciez to sa dwie rozne rzeczy, musi byc jakies inne slowo, i tak sobie lamiemy mozg, przestepujac z nogi na noge i jakajac sie.

            Co do wspolczesnego jez. polskiego, a konkretniej, co do zmian, ktore przez ostatnie 20 - 30 lat w nim zachodza, to jak to sie mowi po prostacku "don't get me started" :-D Jak bede miala troche czasu, to moze tu wysmaruje, co o tym mysle ;-D
          • zurekgirl Re: Jezykowe lamiglowki 06.02.11, 10:48
            Tez mam wrazenie, ze w Polsce pojawia sie coraz wiecej anglojezycznych zwrotow. Chocby programy telewizyjne sa nazywane po angielsku ("You can dance-po prostu tancz"...wszyscy moi znajomi uzywaja tylko "You can dance"...w reklamach a nawet wiadomosciach slyszalam sporo angielskich okreslen i nikogo one juz nie zaskakuja).

            Mi najtrudniej w UK placic czynsz, czy tam "za mieszkanie", zawsze place rent. Ide tez na playgrupe, nie na zajecia zabawowo-spiewacze dla dzieci i opiekunow (to juz musialam dziadkom objasniac, ale tez zaczeli slowa playgrupa w Polsce uzywac i latwiej nam sie dogadac). Denerwuje mnie naduzywanie angielskich zwrotow, ale sama lape sie na tym, ze po prostu latwiej mi uzyc angielskiego slowa, bo jest bardziej w danej sytuacji precyzyjne.

            Ostatnio szukalam okreslenia na bumpy (faktura byla podobna do folii babelkowej, jednak babelki byly mniej wypukle, twardsze) i odpowiedniego polskiego slowa nie znalazlam (jesli macie jakis pomysl, to prosze sie podzielic).

            Co do porcelany, to w Polsce uzywalam okreslenia porcelana ogolnie, natomiast porcelana chinska, jesli chcialam wyszczegolnic ten konkretny typ lub ktos sie dopytywal. Ceramika kojarzy mi sie z kafelkami lub z zastawa stolowa jakby wypalana (brazowawe kolory, czasem wygladaja jak gliniane wrecz), tak przynajmniej mnie mama nauczyla, a ja tematu nie drazylam ;) W Anglii tez pewnie powiedzialabym na to ceramic dish, a nie porcelain dish.
          • padynt Re: Jezykowe lamiglowki 06.02.11, 10:53


            > Ale nie mozesz przeciez porownywac sie z ludzmi, ktorzy w ogole nie uzywaja jez
            > polskiego przez kilkadziesiat lat (w mowie). Ty mowisz po polsku do meza, do
            > dzieci, przypuszczam, ze masz tez sporo rodziny w Polsce i polskich znajomych.
            > Moim zdaniem, nie powinno sie nigdy oceniac innych (a juz zwlaszcza nazywac p
            > rostakami itp) jesli nie znamy ich sytuacji zyciowej.
            >

            zacznę od tego ,ze coraz częściej wydaje mi się ,ze nie można tutaj wyrazić innego zdania, niż to które komuś wydaje się jedynie słuszne.

            Gdybyś przeczytała uważnie tobyś wiedziała, że ja nie mówię o ludziach , którzy nie używają języka polskiego w mowie jaki i w piśmie. Napisałam, że ktoś kto ukończył szkolę w Polsce posiadł tę umiejętność w stopniu zadowalającym , bo tylko taki pozwolił mu na zakończenie edukacji ,a wcześniej na przechodzenie z klasy do klasy. Ja nie znam Polaków, którzy nie posługują się językiem polskim . Natomiast spotkałam się z takimi , którzy udają ,ze tę umiejętność zatracili i to wywołuje we mnie pewną wesołość. Co w ogólnej wymowie nie ma się nijak do tego o czym pisałam, czyli o problemie makaronizowania.


            Z mężem często rozmawiamy po polsku, w którym on jest świetny, jak i w jego języku urodzenia. Z dziećmi również.
            Nie mam pojęcia co ma do tego moja rodzina w Polsce.
            Prostakiem nikogo nie nazwałam.

            I jeszcze tak jak napisała Ania. Każdy język bardzo się rożni ale nie ma według mnie słów , których nie da się przetłumaczyć ( poza nazwami własnymi ). Brawo Aniu za chińską porcelaną. Dowodem na to są tłumaczenia literatury na wszystkie języki świata. Jest tylko problem pokonania naszego lenistwa czyli poszukania odpowiednika choćby on był najbardziej opisowy.
            Z góry przepraszam jak znowu ktoś poczuł się urażony.
            • blacktea Re: Jezykowe lamiglowki 06.02.11, 11:17
              Porcelana chińska i porcelana kostna to nie jest to samo.
          • blacktea Re: Jezykowe lamiglowki 06.02.11, 11:10
            > PS. Co do czystosci jezyka polskiego, to troche jest niesprawiedliwe wymagac je
            > j bezwzglednie od emigrantow ze stazem ponad 20 czy 30 lat, kiedy kazdy artykul
            > w polskiej prasie, wywiady z ....celebrytami (nomen omen) wiadomosci w polskim
            > programie TVP1 najezone sa wtraceniami angielskojezycznymi. Wydaje mi sie, ze
            > spora czesc polskiej widowni czy czytelnikow tych wszystkich angielskich slow z
            > polska koncowka zwyczajnie nie rozumie.


            Rozumiem, ze w angielskim nie ma zapożyczeń z innych języków?
            • glasscraft Re: Jezykowe lamiglowki 06.02.11, 11:27
              Mowimy o lenistwie jezykowym, a nie o zapozyczeniach jezykowych, ktore sa wbudowane w strukture tego jezyka od lat (np "regal"). Czy zauwzylas, zeby w supermarketach zaczeto ostatnio sprzedawac duze ilosci bratwurst?
            • aniaheasley Re: Jezykowe lamiglowki 06.02.11, 11:29
              Zapozyczenia sa, ale nie ma inwazji obcego jezyka.
              Kiedy mieszkalam w Polsce, 20 lat temu to bylo z hakiem, to artysci nie chodzili na castingi, tylko na przesluchania. Castingi zaczely sie tak w polowie lat 90tych mniej wiecej. Nie bylo PR-owcow, mobbingu, wszystkich innych angielskich ingow, nie bylo grup fokusowych, badan bakgroundowych, grup undergroundowych i wszyscy sie rozumieli. Rozumiem, ze nie bylo tez pewnych zjawisk, ktore te slowa okreslaja, ale dlaczego nie mozna utworzyc polskich odpowiednikow? Ano bo latwiej uzyc angielskie slowko. No to jak latwiej w Polsce, to tysiac razy latwiej w Anglii.

              Ja z zawodowych wzgledow nie moge sobie pozwolic na zapominanie slowek polskich, wrecz przeciwnie, caly czas pilnuje sie, zeby czytac publikacje po polsku. Ale to nie zmienia faktu, ze latwiej jest mi wyslowic pewne rzeczy po angielsku.
              • blacktea Re: Jezykowe lamiglowki 06.02.11, 11:52
                Sztucznie wymyślane odpowiedniki nigdy się dobrze nie przyjmowały w żadnym chyba języku. Historycznie wszystkie języki sobie słowa "pożyczały" poddając je odpowiedniej obróbce gramatycznej czy fonetycznej. I ten proces wciąż ma miejsce więc tak do końca nie rozumiem po co się oburzać, że ktoś przenosi, do swojego języka ojczystego słowa, na określenie rzeczy, które jeszcze nazwy nie posiadają. Smieszne jest raczej to co przydarza się(wieloletnim) emigrantom, ktorzy nie wiedza/zapominają, ze takie czy inne słowa w polskim języku istnieją i to od bardzo bardzo dawna.
                • aniaheasley Re: Jezykowe lamiglowki 06.02.11, 12:04
                  Na przyklad?
                  I dlaczego jest to smieszne? Po wielu latach na emigracji takie zapominanie jest raczej rzecza naturalna niz smieszna.
                  • blacktea Re: Jezykowe lamiglowki 06.02.11, 12:13
                    Oczywiście, że tak. Sama to rozumiem bo przez wieloletnie nieużywanie sama straciłam umiejętność płynnego posługiwania się rosyjskim. Śmieszne dlatego, że jeśli się nie wie, że rozmówca jest emigrantem, to się nie bierze na to poprawki tylko szufladkuje w kategorii "prostak", "leniwiec językowy" badź "szpaner" (bo nauczył sie pare słów po angielsku i wszędzie je wsadza...)
            • jaleo Re: Jezykowe lamiglowki 06.02.11, 12:39
              >
              > Rozumiem, ze w angielskim nie ma zapożyczeń z innych języków?

              Ale jakie zapozyczenia? Zapozyczenia w jezyku "dojrzalym" powstaja wtedy, kiedy mamy nowy przedmiot, zjawisko itp, ktore do tej pory nie wystepowaly w danym kraju, i trzeba to jakos nazwac (np telewizor). Abstrahuje od zapozyczen powstalych na etapie tworzenia sie jezyka jako odrebnego od innych, bo w ten sposob trzy czwarte polskiego slownictwa to zapozyczenia.

              Dlaczego mamy nagle wystawy designingu? Czy w Polsce byla to nieznana dziedzina zycia, dopiero w ostatnim dziesiecioleciu odkryta? To kto zaprojektowal Fiata czy Syrenke? Krasnoludki?

              Czy w Polsce dopiero w ostatnich pieciu latach ludzie zaczeli sie ubierac casualowo?
              Itd itd

              Zeby nie bylo, bo zaraz zaczniesz porownywac z angielskim, w brytyjskim angielskim tez w ciagu ostatnich lat wystepuja zjawiska, ktore powoduja u mnie bol zebow, kiedy to czytam, lub slysze, ale to temat na osobny watek.
              • blacktea Re: Jezykowe lamiglowki 06.02.11, 12:48
                > Dlaczego mamy nagle wystawy designingu?

                Nigdy w życiu nie słyszałam w Polsce takiego wyrażenia, a jestem zdecydowanie bardziej osadzona w języku polskim niż angielskim.To jakaś "polszczyzna" z londynskiego metra?

                > Czy w Polsce dopiero w ostatnich pieciu latach ludzie zaczeli sie ubierac casualowo?

                Jw. Czasem słuszy sie określenie casual w kontekscie korporocyjnych instrukcji odnośnie obowiązującego ubioru, ale to głównie dlatego, że instrukcje te zazwyczaj nie sa tłumaczone i są w języku angielskim. W życiu nie słyszałam, żeby ktoś normalny poza takim kontekstem mówi, że się ubiera casualowo.
                • glasscraft Re: Jezykowe lamiglowki 06.02.11, 12:51
                  Negujesz istnienie czego, bo TY nie slyszalas o tym? Dobre...
                  • blacktea Re: Jezykowe lamiglowki 06.02.11, 12:57
                    Ba. Wrzuciałam nawet na google... Mam wrażenie, że język "wywieziony" za granice zaczyna żyć własnym życiem... Emigranci rozmawiając między sobą używają coraz więcej wtrąceń i wydaje im się, że w Polsce też tak mówią...
                    • glasscraft Re: Jezykowe lamiglowki 06.02.11, 13:01
                      Tak? To poczytaj sobie od czasu do czasu artykuly w gazecie, moze wtedy zobaczysz jaki smietnik jezykowy w Polsce istnieje...
                      • blacktea Re: Jezykowe lamiglowki 06.02.11, 13:07
                        co to jest śmietnik językowy?
                        • glasscraft Re: Jezykowe lamiglowki 06.02.11, 13:10
                          Pomysl (nie boli), moze na cos wpadniesz...
                          • blacktea Re: Jezykowe lamiglowki 06.02.11, 13:13
                            Tak też myślałam - współczuję poziomu lektury. Może warto czasem przeczytać coś ambitniejszego?
                            • glasscraft Re: Jezykowe lamiglowki 06.02.11, 13:17
                              Bardzo dziekuje za wspolczucie.
                    • aniaheasley Re: Jezykowe lamiglowki 06.02.11, 13:12
                      A no teraz juz rozumiem. To mnie sie po prostu _wydaje_, ze slysze w polskiej telewizji, w Twoim Stylu widze, w innych czasopismach, to morze angielskich slowek z polskimi koncowkami....

                      Pamietam skromne niewinne poczatki tego zachlysniecia angielskimi slowkami, kiedys (jakies 20 lat temu mniej wiecej) probowano z tym walczyc, ale z biegiem czasu po prostu zalala Polske fala nie do odparcia.

                      Pamietam jak w serialu Matki zony i kochanki (chyba) mlodociana Anna Mucha (znowu chyba) grajaca licealistke mniej wiecej wiekowo, wrzucala na znak zachwytu 'wow' do rozmowy, i jej serialowa mama Gabriela Kownacka (chyba po raz kolejny) denerwowala sie na to wow bardzo.
                      Teraz to wow jest tak samo polskie jak o rany, no no no, ale numer, ja cie krece i inne :)

                      Rownie polskie sa nazwy dan i przypraw w reklamach. Nugety z kurczaka to bardzo polskie danie.
                      Billing telefoniczny tez polski bardzo, nieprawdaz?
                      A moze nie slyszalas?
                      Pozdrawiam

                      • blacktea Re: Jezykowe lamiglowki 06.02.11, 13:20
                        O nugetach usłyszałam dopiero w UK, ale to może dlatego, ze jestem wegetarianką. Formalnie na bilingu z firmy(w Polsce), gdzie mam telefon mam napisane "rozliczenie rozmów telefonicznych", biling to nazwa potoczna bardziej niż formalna (pewnie dlatego, że krótsza, a języki generalnie mają tendencje do skracania się). A poza tym nie rozumiem dlaczego na mnie naskakujesz- nigdzie nie napisałam, że nie akceptuję zapożyczeń z innych języków...
                        • aniaheasley Re: Jezykowe lamiglowki 06.02.11, 13:31
                          No ale ja nie twierdze, ze to sa zwroty i slowa formalne, mowie tylko ze istnieja w jezyku polskim i sa powszechnie uzywane.
                          Jezeli o nugetach uslyszalas dopiero w UK, to teraz ja sie zaczynam zastanawiac, czy ty znasz polska rzeczywistosc jezykowa. Nugety skacza z ekranu tv, z kazdego sklepu McDonalda, sa na torebkach z proszkiem do panierowania kurczaka w Biedronce.

                          Ja nie naskakuje, tylko dyskutuje. Rownie dobrze moge powiedziec, ze to Ty na mnie naskakujesz, bo nie zgadzasz sie z tym co pisze :)))
                          • blacktea Re: Jezykowe lamiglowki 06.02.11, 13:34
                            Prawie 40 lat przezyłam w polskiej rzeczywistości językowej bez nugetów...
                            (w UK jestem dopiero rok)
                      • jaleo Re: Jezykowe lamiglowki 06.02.11, 13:21
                        aniaheasley napisała:


                        > Billing telefoniczny tez polski bardzo, nieprawdaz?

                        Haha, "billing" to tez zapozyczenie, bo przeciez dopiero piec lat temu w Polsce zaczeto ludzi kasowac za telefon :-D wczesniej zjawisko nie istnialo.
                • jaleo Re: Jezykowe lamiglowki 06.02.11, 13:15
                  blacktea napisała:

                  > Nigdy w życiu nie słyszałam w Polsce takiego wyrażenia, a jestem zdecydowanie b
                  > ardziej osadzona w języku polskim niż angielskim.To jakaś "polszczyzna" z londy
                  > nskiego metra?
                  >
                  > > Czy w Polsce dopiero w ostatnich pieciu latach ludzie zaczeli sie ubierac
                  > casualowo?
                  >
                  > Jw.

                  Jezyk, z ktorym sie spotykam czytajac polska prase. Nie moge sie wypowiadac, jakim jezykiem mowia miedzy soba emigranci, bo tak, jak juz wczesniej zaznaczylam, nie mam okazji sie o tym przekonac.

                  Interesuje sie moda, wiec czytam co jakis czas polskie pisma, zajmujace sie ta tematyka. I tam takie kwiatki, a nawet gorsze, padaja nagminnie.

                  Moznaby powiedziec, pisma dla idiotow pisane przez idiotow, ale dlaczego np. w brytyjskim czy hiszpanskim Vogue czy In Style, czy innych pismach tego typu, jest na ogol dobrej jakosci angielszczyzna/Hiszpanski.
                  • blacktea Re: Jezykowe lamiglowki 06.02.11, 13:29
                    Trudno jest mi wypowiadać sie na temat jakości hiszpańskiego w pismach kobiecych bo nie znam hiszpańskiego i w ogole prawie nie czytam takich pism. To o czym mówię odnosi się do żywego języka polskiego używanego przez ludzi dobrze wykształconych i zajmujących wysokie stanowiska zawodowo. Nie mówię o slangu branżowym (jak np w modzie), dopuszczam takowy w specjalistycznej prasie, na forach internetowych itp ale przestrzegam przed używaniem go poza branżą bądź poza gronem fascynatów bo to w najcześciej prowadzi do śmieszności.
          • jofaso Re: Jezykowe lamiglowki 06.02.11, 14:37
            Ja musze przyznac, ze w Polsce mieszkalam duzo dluzej niz mieszkam tutaj i u nas mowilo sie zawsze o chinskiej porcelanie. O porcelanie kostnej dowiedzialam sie z tego watku. Nawet nie przyszloby mi do glowy, zeby w sklepie zapytac o talerze z kostnej porcelany i nie do konca jestem przekonana, ze, przynajmniej jeszcze pare lat temu, kazdy sprzedawca wiedzialby o co pytam.
            • blacktea Re: Jezykowe lamiglowki 06.02.11, 14:41
              To dlatego, że w Polsce porcelana kostna (wynalazek brytyjski) nigdy nie była tak popularna jak chińska. Dzis tez mało kto ją produkuje.
    • eutyfrona Re: Jezykowe lamiglowki 06.02.11, 11:45
      > Np. takie rozroznienia, ktore istnieja w jez angielskim, i sa bardzo wazne, ale
      > w jez. polskim chyba w ogole ich nie ma, mimo ze roznica miedzy slowem A i B j
      > est dosc kategoryczna.

      Pestka - seed, stone, pip.
      • piksi.dixi Re: Jezykowe lamiglowki 06.02.11, 12:46
        z wlasnego doswiadczenia: kiedys przez chyba ponad rok nie mowilam po polsku, nie mialam znajomych, mialam znikomy kontakt z rodzina. pozniej pojechalam do domu.
        efekt byl taki, ze nie moglam sie wyslowic!
        brakowalo mi slow, i pamietam, ze bylo mi naprawde glupio z tego powodu.

        To, ze komus sie wydaje, ze ktos inny udaje, ze zapomnial jezyka, nie znaczy, ze tak jest.
        • jaleo Co mnie wkurza we wspolczesnej polszczyznie... 06.02.11, 13:33
          Skoro sobie juz tak ciekawie rozmawiamy, to sobie napisze, co mnie jeszcze denerwuje jesli chodzi o wspolczesny jezyk polski. Ponownie zaznaczam, ze chodzi o jezyk ogladany na roznorakich forach i w prasie, bo TV nie ogladam i ludzi "na zywo" nieczesto slucham. I uwaga do Blacktea - ponizszy tekst jest pisany ze sporym przymrozeniem oka ;-)

          - Wszechobecne zdrobnienia. Wsrod tych, najbardziej wkurzajace jest "pieniazki". Jak widze "pieniazki", to mnie doslownie zeby bola. A do tego wszystkie inne zdrobnienia. Niemalze nie da sie przeczytac czegokolwiek na niektore tematy, zeby nie byc bombardowanym tymi zdrobnieniami. Z racji zainteresowan czytam czasem fora dla psiarzy, i tam nikt nie ma suki, tylko "sunie", nikt nie ma labradora czy laba, tylko labka, yoreczke, czy innego westika (wszystko autentyki!). Nie wiem, czy ja mam jakies omamy, ale wydaje mi sie, ze "kiedys" tak nie bylo, a przynajmniej u mnie w domu tak sie nie mowilo. Skad sie to wzielo??

          - Wprowadzanie do oficjalnego, codziennego jezyka slow, ktore sa moim zdaniem, po prostu porazajaco brzydkie. Takie np. slowo "ciuchy". U mnie w domu nikomu by takie slowo przez gardlo nie przeszlo, "ciuchy" to bylo slowo uzywane przez polswiatek z Pragi. A tu nagle, ani sie czlowiek nie obejrzal, "ciuchy" sa wszedzie. Dlaczego nie "ubrania"?
          • jaleo Co mnie wkurza we wspolczesnej angielszczyznie 06.02.11, 13:37
            Dla rownowagi:

            - Koszmarki gramatyczne z gatunku gwalt na imieslowie, czyli "I am sat", "he was stood". Skad sie to wzielo i dlaczego to sie tak rozprzestrzenilo w ciagu ostatnich kilku lat??

            - Amerykanizmy - tutaj moznaby wymieniac przez kilka stron, najbardziej irytujace to zwroty typu"go figure" albo znowu, gwalt na gramatyce, typu "I'm liking it" .
            • aniaheasley Re: Co mnie wkurza we wspolczesnej angielszczyzni 06.02.11, 13:44
              Ten gwalt na imieslowie to chyba niezbyt nowy jest, ludzie i konie byli od dawien dawna well shod :)

              Amerykanizmy i slang mlodziezowy szeroko pojety to chyba jednak tak na marginesie jezyka.
              Jak czasami widze jakim jezykiem moj syn na facebooku rozmawia to wlos sie jezy. Ale dla nich to taka zabawa jest raczej niz na serio.
              • jaleo Re: Co mnie wkurza we wspolczesnej angielszczyzni 06.02.11, 13:50
                aniaheasley napisała:

                > Ten gwalt na imieslowie to chyba niezbyt nowy jest, ludzie i konie byli od dawi
                > en dawna well shod :)
                Hmm, ja bym nie stawiala "shod horse" tej samej kategorii, choc nie bedac ekspertem gramatycznym, nie potrafie tego jasno wytlumaczyc. Jesli chodzi o "shod" to nie da sie tego powiedziec w inny czy bardziej prawidlowy sposob, bo kon jest tu biernym odbiorca calego procesu.

                Natomiast, jak ktos mowi I was stood zamiast I was standing, to jest wlasnie wspolczesny angielski wolajacy o pomste do nieba. A jak Wogan tak raz powiedzial w Radio 2, to az o malo nie wjechalam w samochod przede mna ;-) No i oczywiscie mu sie dostalo od wiernych sluchaczy, w sumie sie nie dziwie, bo srednia wieku jego sluchaczy byla gdzies tak kolo 60-tki :-D, ja bylam w porownaniu z nimi, mlodociana.


                > Amerykanizmy i slang mlodziezowy szeroko pojety to chyba jednak tak na margines
                > ie jezyka.
                > Jak czasami widze jakim jezykiem moj syn na facebooku rozmawia to wlos sie jezy
                > . Ale dla nich to taka zabawa jest raczej niz na serio.
            • gypsi Re: Co mnie wkurza we wspolczesnej angielszczyzni 07.02.11, 12:35
              W pewnych regionach Polski tez sie mowi "bylam wyjechana" :)
          • blacktea Re: Co mnie wkurza we wspolczesnej polszczyznie.. 06.02.11, 13:43
            Jaleo, skoro zdrobnienia cię tylko wkurzają to znaczy, że straciłaś wyczucie niuansów w języku polskim (to też z przymróżeniem oka, bez obrazy) - zdrobnienia są narzędziem zabawy róznymi odcieniami języka (absurdalnością, rozbawieniem, infantylnością żartem,ironią itp).

            A co jest brzydkiego w słowie ciuchy to naprawdę nie wiem.

            • padynt Re: Co mnie wkurza we wspolczesnej polszczyznie.. 06.02.11, 13:47
              O, ludzie:)
              Czytam cały watek i wydaje mi się ,ze dyskusja zdecydowanie zboczyła z toru:), a ja osobiście odniosłam się do zupełnie innego zjawiska niż kierunek w jakim teraz ona podąża.
              Czym innym jest sporadyczne używanie angielskiego , włoskiego, hiszpańskiego, francuskiego... słówka w sytuacji gdzie trudno nam nazwać jakieś zjawisko, które ma dane, konkretne przełożenie tylko na ten właśnie język, a czym innym jest wtrącanie całych kolokacji tam gdzie jest to po prostu zbędne, niepotrzebne. I to jest zjawisko, które mnie irytuje i którego jednak nie potrafię zrozumieć .
              Weźmy tutaj. Ktoś pisze na jakiś błahy temat na polskim forum, po polsku, robi to dobrze i nagle ( zmyślam, bo same możecie sobie sam tutaj znaleźć konkretne przykłady )- the sooner the better czy again and again. Po co? Chcesz mówić, pisać po angielsku - mów i pisz. Chcesz mówić po polsku to po co zaśmiecasz swoją wypowiedź, czyniąc ją po prostu dziwaczną.

              Zupełnie innym problemem jest ogólny wpływ angielszczyzny na języki świat, bo bezsprzecznie on jest, co nie oznacza ,ze nie należy poprawiać delikwenta , który mówi aplikuję, do zdania - staram się o pracę:)
              • illegal.alien Re: Co mnie wkurza we wspolczesnej polszczyznie.. 06.02.11, 13:53
                Aplikowac to pol biedy, ja debieje jak widze zdanie 'wyslalam forme o Child Benefit' :)
                • padynt Re: Co mnie wkurza we wspolczesnej polszczyznie.. 06.02.11, 13:58
                  :) pokonałaś mnie. Forma przebija wszystko.
                  • illegal.alien Re: Co mnie wkurza we wspolczesnej polszczyznie.. 06.02.11, 14:06
                    Zawsze jak czytam o formach w tym kontekscie to mam przed oczami formy do ciasta :P
                  • wiwi1 Re: Co mnie wkurza we wspolczesnej polszczyznie.. 06.02.11, 14:39
                    Od wielu lat, (setek, tysiecy) niektore jezyki mialy olbrzymi wplyw na inne, jak np. lacina, greka. Bywaly tez chwilowe mody jezykowe, np. wloski, francuski, czy teraz angielski. Mody te oczywiscie sa przemijajace i za 100 lat byc moze jezykiem modnym bedzie Polski;)
                    Odzwierciedlenie tego stanu mamy w naszym slownictwie, nie tylko polskim ale i tez angielskim. I tak przytoczone tu slowo "aplikacja" wywodzi sie nie z jezyka angielskiego a z laciny:
                    pl.wiktionary.org/wiki/aplikacja
                    Mnie tez draznia wstawki z jezyka angielskiego tam gdzie nie sa konieczne.
                    Sama znam kilka osob, ktore urodzily sie i wychowaly w tym kraju a poslugujace sie bezbledna polszczyzna, wiec jest to mozliwe.
                    Natomiast rozumiem, ze czasami, zeby najlepiej oddac kontekst danej wypowiedzi mozna uzyc slow w jezyku angielskim.
                    Dodam jeszcze tylko, ze nie jest to "problem" polskiej emigracji w Wielkiej Brytani. Mieszkalam swego czasu w Grecji i wielu Polakow wtracalo do rozmow greckie slowka.
                    Pozdrawiam:)
                    • jaleo Re: Co mnie wkurza we wspolczesnej polszczyznie.. 06.02.11, 14:49
                      wiwi1 napisała:

                      >> Sama znam kilka osob, ktore urodzily sie i wychowaly w tym kraju a poslugujace
                      > sie bezbledna polszczyzna, wiec jest to mozliwe.

                      Mozliwe jest tez przelozenie obu stop przez glowe. Ale niesamowicie rzadkie :-) Ja nigdy nie spotkalam osoby urodzonej tutaj i zyjacej tutaj cale zycie (albo w innym kraju poza Polska), mowiacej bezbledna polszczyzna, albo nawet dobra polszczyzna. A natknelam sie na takich osob kilkanascie, w tym moj osobisty szwagier. Musialas miec duze szczescie, zeby takich osob spotkac az kilka.
                    • padynt Re: Co mnie wkurza we wspolczesnej polszczyznie.. 06.02.11, 14:54
                      Właśnie tak. To zjawisko dotyczy ogólnie emigracji, nie tylko tej tutaj. I tego konkretnie dotyczyła moja wypowiedź. Tego wrzucania zupełnie zbędnych słówek, połączeń, całych zdań tam gdzie jest to zupełnie niepotrzebne.
                      W sprawie słowa aplikacja nie chodziło mi oczywiście o pochodzenie tego wyrazu ale używanie go po polsku, w rozumieniu angielskim.
                      • wiwi1 Re: Co mnie wkurza we wspolczesnej polszczyznie.. 06.02.11, 15:06
                        Wystarczy zajrzec na forum bodajze wielojezycznosc w rodzinie, zeby sie przekonac jak wiele rodzicow dba o czystosc jezyka polskiego wlasnych pociech, wypowiadaja sie tez matki doroslych juz dzieci biegle wladajacych jezykiem polskim (np jan.kran) wiec to chyba zadne szczescie, takich rodzin jest wiele.
                        A jesli chodzi o to przytoczone slowo Padynt to oczywiscie rozumiem co mialas na mysli i podzielam Twoje zdanie, chodzi mi tylko o to, ze to co nam sie wydaje, ze jest angielska nalecialoscia wcale nia nie jest i w jezyku angielsim pojawila sie tez pod wplywem innego jezyka , kolejnym przykladem moze byc komputer, computer - rowniez pochodzenie lacinskie.
                        • padynt Re: Co mnie wkurza we wspolczesnej polszczyznie.. 06.02.11, 15:13
                          nic dodać nic ująć :)
                          • piksi.dixi Re: Co mnie wkurza we wspolczesnej polszczyznie.. 06.02.11, 16:17
                            "Weźmy tutaj. Ktoś pisze na jakiś błahy temat na polskim forum, po polsku, robi to dobrze i nagle ( zmyślam, bo same możecie sobie sam tutaj znaleźć konkretne przykłady )- the sooner the better czy again and again. Po co? Chcesz mówić, pisać po angielsku - mów i pisz. Chcesz mówić po polsku to po co zaśmiecasz swoją wypowiedź, czyniąc ją po prostu dziwaczną."

                            ale, co w tym zlego? w zalozeniu jest, ze wszystkie osoby znaja j.angielski na dobrym poziomie. a autorowi wypowiedzi po prostu przyszla do glowy fraza angielska. moze i moglby sie wysilic i przetlumaczyc, ale po co? przeciez to tylko forum , a nie praca magisterska?
                            chodzi o szybkie przekazywanie tresci i tyle.
                            mnie nie to nie razi.

                            razilo by mnie, gdyby ktos w polsce zaczal wplatac angielskie zwroty, ktorych nikt nie rozumie.
                            sama raczej unikam takich wtracen, choc z dobrymi znajomymi angielskie zwroty pojawiaja sie bardzo czesto. nikt nie szpanuje, czy co tam innego, tylko tak lepiej przekazuje sie nam informacje.
                        • jaleo Re: Co mnie wkurza we wspolczesnej polszczyznie.. 06.02.11, 15:40
                          wiwi1 napisała:

                          > wypowia
                          > daja sie tez matki doroslych juz dzieci biegle wladajacych jezykiem polskim (np
                          > jan.kran)

                          O ile sobie przypominam z wypowiedzi Krana na forum, to jej dzieci (czy jej corka, bo nie pamietam ile ich ma) nie tylko wladaja bezblednie jez. polskim, ale tez chodza po wodzie, wynalazly lek na raka i wsrod sa czczone jako bostwa wsrod coponiektorych plemion dorzecza Amazonki.

                          Ale tak powaznie, owszem mowienie po polsku bezblednie jest fizycznie mozliwe, ale nie dla przecietnego zjadacza chleba - nawet Polakom zyjacym w Polsce srednio wychodzi, a co dopiero emigrantom drugiego i trzeciego pokolenia.
                          • aniaheasley Re: Co mnie wkurza we wspolczesnej polszczyznie.. 06.02.11, 16:12
                            Nie znam nikogo urodzonego tutaj i mowiacego (o pisaniu nie wspominajac nawet) bezblednie po polsku. Owszem, zdarzylo mi sie pare razy nie poznac po poziomie jezyka polskiego, ze dana osoba byla tutaj urodzona, bo jej poziom jezyka polskiego byl imponujaco wysoki. Raczej myslalam, ze dana osoba przyjechala tutaj bardzo dawno temu z Polski. I to chyba najwyzszy stopien uznania jaki przedstawiciele danej grupy jezykowej moga uslyszec. Tzn. nierozpoznanie przez sluchacza, ze dana osoba urodzona jest poza granicami kraju, ktorego jezyk w stopniu perfekcyjnym opanowala. Co nie jest rownoznaczne z niepopelnianiem bledow w jezyku polskim. Takich osob mowiacych bezblednie a tutaj urodzonych nie spotkalam. A troche sie takich osob nasluchalam. Po prostu nie widze jak mozna nie miec akcentu w takich warunkach.
                            A jan kran to jest rzeczywiscie nic innego jak jedna z wielu forumowych urban legends.
                            • jaleo Re: Co mnie wkurza we wspolczesnej polszczyznie.. 06.02.11, 16:21
                              aniaheasley napisała:

                              > Nie znam nikogo urodzonego tutaj i mowiacego (o pisaniu nie wspominajac nawet)
                              > bezblednie po polsku.

                              Za to co chwile sie o takich osobach slyszy z drugiej lub trzeciej reki, zwykle jako przyklad dla nas wyrodnych matek-Polek, ja sie przestalam juz tym przejmowac ;-)
                              • steph13 Re: Co mnie wkurza we wspolczesnej polszczyznie.. 06.02.11, 17:49
                                jaleo napisała:


                                > Za to co chwile sie o takich osobach slyszy z drugiej lub trzeciej reki, zwykle
                                > jako przyklad dla nas wyrodnych matek-Polek, ja sie przestalam juz tym przejmo
                                > wac ;-)

                                jaleo, ja jako super wyrodna matka Polka (dzieci nie mowia po polsku wcale) tez sie nie przejmuje. Dzieci dostaly w swojej edukacji the best of British, Polkami nigdy sie nie czuly w zadnym sensie i wszyscy sa szczesliwi. Jesli komus zalezy na utrzymaniu polskosci i jezyka to tez jest calkowicie OK. To each his own.
                                >
                            • wiwi1 Re: Co mnie wkurza we wspolczesnej polszczyznie.. 06.02.11, 16:28
                              Tylko my nie mowimy o akcencie a o uzywaniu slow polskich w konwersacjach w tymze jezyku.
                              Poznalam dziewczyne, ktora choc miala silny akcent to jednak uzywala jezyka polskiego nie wtracajac przy tym wyrazow angielskich.
                              W Posce rowniez znalam bardzo duzo osob polskiego pochodzenia (jednym z rodzicow byl Polak), jak moj byly chlopak pol Polak pol Grek, moja kolezanka - matka Polka ojciec z Ghany itd, urodzeni poza granicami Polski, w Polsce studiujacy i mowiacy dobrze po polsku.
                              Jeszcze raz podkreslam, ze nie chodzi mi o akcent.
                              I dodam jeszcze raz, ze nie ma nic zlego, jesli sie to zdarzy, bo czasem tak wygodniej, ale zazwyczaj jest to po prostu maniera, z ktora sie spotkalam tutaj jak i mieszkajac w Grecji czy w Niemczech.
                              • aniaheasley Re: Co mnie wkurza we wspolczesnej polszczyznie.. 06.02.11, 16:57
                                Osoby mieszkajace w Polsce to zupelnie inny temat. Nawet obcokrajowcy majacy ucho do jezykow potrafia pieknie sie po polsku nauczyc. Korzystaja oni wtedy z luksusu zanurzenia sie w jezyku, w kraju gdzie ten jezyk jest dominujacy.

                                Chodzi mi o osoby polskiego pochodzenia ale urodzone i cale zycie mieszkajace poza granicami Polski. Wedlug mnie twierdzenie, ze osoby takie sa w stanie opanowac jezyk w stopniu natywnym to utopia. I pewnie komus slowo natywny zazgrzyta. Na zdrowie.
                                • wiwi1 Re: Co mnie wkurza we wspolczesnej polszczyznie.. 06.02.11, 17:04
                                  ech... to podam Ci inny przyklad, matka mojego bylego, Greczynka z krwii i kosci, studiowala w Polsce, wyszla za maz i urodzila syna, wszystko w przeciagu 7 lat, bo potem wyjechala z powrotem do Grecji i tam na stale mieszkala. Ja ja poznalam jakies 25 lat pozniej i nie moglam uwierzyc, ze tak swietnie mowi po polsku.
                                  Wydaje mi sie, ze wystarczy chciec. No ale kazdy ma jakies przyklady w swoim najblizszym otoczeniu ja mam takie , Ty masz inne. Nie o to chodzi, zeby na sile udowadniac swoja racje, bo kazdy przy swoim zdaniu i tak zostanie.
                                  • dru.ga Re: Co mnie wkurza we wspolczesnej polszczyznie.. 06.02.11, 22:42
                                    Mam niejasne przeczucie ze na tym forum w sprawach jezykowych panuje straszna hipokryzja.
                                    Nie wierze ze wszystkie Panie codziennie szlifuja bezbledny jezyk polski i nie pozwalaja sobie na GP czy midwife tylko w pocie czola szukaja polskich odpowiednikow. Jezyk jest po to zeby sie porozumiewac, na polskim forum nigdy nie pozwolilabym sobie na angielskie wtracenia glownie z tego powodu ze ta czesc wypowiedzi nie bylaby zrozumiala. na tym forum wtracam i bede wtracac angielskie zwroty bo mam prawo przypuszczac ze wiekszosc czytajacych je zrozumie wiec po co mam sie meczyc? Niechlujstwo jezykowe? Sie usmialam. proponuje, zwlaszcza tej Pani co tak Steph sponiewierala zeby obejrzala sobie Kube Wojewodzkiego...tam to dopiero sie dzieje jezykowo...zwlaszcza te angielskie wstawki.
                                    Mam wrazenie ze tylko niektorzy emigranci sa tak zafiksowani na ta bogojczyzniana dbalosc jezykowa bo w Polsce to dopiero panuje niechlujstwo jezykowe i jakos ludzie sie nie przejmuja.
                                    • m0nalisa Re: Co mnie wkurza we wspolczesnej polszczyznie.. 07.02.11, 02:06
                                      tym bardziej jesli ma sie dzieci i to w wieku szkolnym, moi wprawdzie jeszcze za mali ale moja przyjaciolka ma i bywam bardzo czesto w jej domu- jej dzieci przelaczaja sie w sekunde z jezyka na jezyk i my razem z nimi nie tracac watka tematu- urokliwe to raczej niz uciazliwe ( refleks uczy i glowa pracuje) a o oburzaniu sie mowy nie ma. Tym bardziej ze rodzina wielonarodowa z dziecmi swoimi czimis i wlasnymi - bardzo fajnie. Kazde z osobna wlada jezykiem rodzicow, czyta ksiazki wiec o zaniku jezyka mowy nie ma. Spokojniejsza jestem wiec ze moi chlopcy tego nie zgubia. A ze wrzuca kilka slow z jezyka jednego w drugi? jejku jejku :P
                                    • illegal.alien Re: Co mnie wkurza we wspolczesnej polszczyznie.. 07.02.11, 10:36
                                      > Nie wierze ze wszystkie Panie codziennie szlifuja bezbledny jezyk polski i nie
                                      > pozwalaja sobie na GP czy midwife tylko w pocie czola szukaja polskich odpowied
                                      > nikow.

                                      Naprawde to taki wysilek przypomniec sobie slowa 'lekarz' i 'polozna', ze az pot na czolo wystepuje?

                                      > Niechlujstwo jezykowe? Sie usmialam. proponuje, zwlaszcza tej Pani
                                      > co tak Steph sponiewierala zeby obejrzala sobie Kube Wojewodzkiego...tam to do
                                      > piero sie dzieje jezykowo...zwlaszcza te angielskie wstawki.

                                      Kuba Wojewodzki nie jest dla mnie autorytetem - ani w dziedzinie jezyka polskiego, ani w zadnej innej.

                                      > Mam wrazenie ze tylko niektorzy emigranci sa tak zafiksowani na ta bogojczyznia
                                      > na dbalosc jezykowa bo w Polsce to dopiero panuje niechlujstwo jezykowe i jakos
                                      > ludzie sie nie przejmuja.

                                      No coz. Znam kogos, kto mieszka w Londynie od parudziesieciu lat. Po angielsku mowi slabo. Po polsku juz tez. W zasadzie nie ma jezyka, w ktorym umialby sie poprawnie, plynnie i ladnie wypowiedziec - i to mnie przeraza. Poniewaz jezyk angielski nigdy nie bedzie moim jezykiem ojczystym, to dbam o to, zeby polskiego nie kaleczyc.
                                      • dru.ga Re: Co mnie wkurza we wspolczesnej polszczyznie.. 07.02.11, 11:21
                                        illegal.alien napisała:

                                        > Naprawde to taki wysilek przypomniec sobie slowa 'lekarz' i 'polozna', ze az po
                                        > t na czolo wystepuje?
                                        >


                                        Jak juz to 'lekarz pierwszego kontaktu' co do poloznej to chyba sie zgodzisz ze polskie pojecie poloznej istnieje w zupelnie innym kontekscie - jest to pielegniarka ktora asystuje przy porodzie i na tym koniec


                                        > Kuba Wojewodzki nie jest dla mnie autorytetem - ani w dziedzinie jezyka polskie
                                        > go, ani w zadnej innej.

                                        Dla mnie tez nie ale zanim ktos zacznie wytykac emigrantom brak czystosc jezykowej niech najpierw popatrzy na tych co w kraju zostali.

                                        > No coz. Znam kogos, kto mieszka w Londynie od parudziesieciu lat. Po angielsku
                                        > mowi slabo. Po polsku juz tez. W zasadzie nie ma jezyka, w ktorym umialby sie p
                                        > oprawnie, plynnie i ladnie wypowiedziec - i to mnie przeraza. Poniewaz jezyk an
                                        > gielski nigdy nie bedzie moim jezykiem ojczystym, to dbam o to, zeby polskiego
                                        > nie kaleczyc.

                                        A ja dbam o to zeby mi sie zylo ciekawie i radosnie i jakos wtracanie paru slowek dziennie po angielsku mi wogole nie przeszkadza.
                                        A co do kaleczenia jezyka to robisz to i to ups na tym forum - piszesz bez polskich koncowek / zanim odpowiesz ze nie masz to przypominam ze jest funkcja kopiuj /wklej bo przeciez w imie czystosci jezykowej warto sie pomeczyc/

                                        Ania i Steph na Milosc Boska ja mowie o ANGIELSKIM a nie jakims ponglisz od ktorego mi wlosy staja deba i uczulenie wyskakuje:-))))
                                        • gypsi Re: Co mnie wkurza we wspolczesnej polszczyznie.. 07.02.11, 12:42
                                          Lekarz rodzinny wystarczy, nie musi byc "pierwszego macania" od razu;)
                                          Polozna w Polsce to rowniez tzw. polozna praktyki (practice midwife), ktora pracuje w poradni gin-pol i asystuje ginekologowi, albo polozna srodowiskowa (community midwife) wspolprowadzaca ciaze i odwiedzajaca pacjentke w domu przed porodem i do miesiaca po.
                  • m0nalisa Re: Co mnie wkurza we wspolczesnej polszczyznie.. 06.02.11, 22:34
                    kurcze ja tez musze wszystko odszczekac- bo forma tez mnie wkurza :)
                    • aniaheasley Re: Co mnie wkurza we wspolczesnej polszczyznie.. 06.02.11, 22:47
                      Jak to, nigdy nie dostalas z ravenju formy na zlozenie claima o benefity i taxy?
                      • steph13 Re: Co mnie wkurza we wspolczesnej polszczyznie.. 06.02.11, 23:15
                        Alez Aniu, co jak co, ale 'benefity' to juz chyba na dobre weszly do jezyka polskiego i nie tylko na obczyznie! Polskie 'zasilki' nie oddaja tego samego folkloru dla spolecznosci imigracyjnej.
                        • aniaheasley Re: Co mnie wkurza we wspolczesnej polszczyznie.. 06.02.11, 23:20
                          A to na pewno. Czesto przy tlumaczeniu mam takie scenki:
                          -Czy pobiera Pan jakies zasilki?
                          - prosze powtorzyc? Czy co pobieram?
                          - Czy pobiera Pan benefity jakies?
                          - Aaaaa benefity, tak pobieram benefit child i benefit house tez.
                          • jaleo benefity :-D 07.02.11, 18:48
                            aniaheasley napisała:

                            > A to na pewno. Czesto przy tlumaczeniu mam takie scenki:
                            > -Czy pobiera Pan jakies zasilki?
                            > - prosze powtorzyc? Czy co pobieram?
                            > - Czy pobiera Pan benefity jakies?
                            > - Aaaaa benefity, tak pobieram benefit child i benefit house tez.

                            Haha dobre :-D
Inne wątki na temat:
Pełna wersja