Gość: trombczanin
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
30.03.09, 00:22
To już chyba z 10 relacja z tej doliny na forum, ale jak ktoś planuje wyjazd w
tamte strony to może mu się przyda, ja sam korzystałem z porad z forum przed
wyjazdem to teraz w miarę możliwości się odwdzięczę.
DOJAZD:
Kraków-Bielsko-Cieszyn-Brno-Znojmo-Tulln-jakieś austriackie wsie- i autostrada
do samej doliny
Cały czas ulewny deszcz, w Polsce wiadomo slalom między dziurami, obwodnica
Bielska Białej zamknięta zero znaków informacyjnych co skutkuje 20 min.
zwiedzaniem miasta o dość nietypowej porze 4 rano. Na ostatniej stacji w
Polsce koło Cieszyna kolejki jak za komuny, prawdziwy exodus ludności,
wszystko auta za grube tysiące z boxami na dachu, ten kryzys jakiś
przereklamowany. Czesi sprytnie usypiają moją czujność i udają że mają
prawdziwe europejskie autostrady, lecz co jakiś czas na długości około 20
metrów jest zerwany asfalt, o czym ostrzega dosłownie JEDEN znak uwaga wyboje,
nie pierwszym takim wilczym dole prawie rozwalam zawieszenie. W Austrii
zaczynają się opady śniegu i jazda lokalnymi landówkami nie należy do
przyjemnych, na autostradzie duży ruch co owocuje dwukrotnym awaryjnym
hamowaniem całej kolumny, podnosi ciśnienie tak że kawa niepotrzebna, gdy
widzisz tira jadącego bokiem w poślizgu. W Niemczech półgodzinne zatwardzenie
przy połączeniu autostrad z Salzburga i Monachium.
Przy wjeździe do doliny kolejne emocje, aut chcących zjechać z autostrady jest
tak dużo, że ustawiają się o wiele wcześniej przed samym zjazdem na pasie
awaryjnym z włączonym kierunkowskazem, niektórzy głównie niestety auta na
warszawskich rejestracjach udają że tego nie widzą i jadą do samego zjazdu i
tam się wpychają, skutkuje to zablokowaniem prawego pasa autostrady i
wystawieniem się na uderzenie przez pędzące tiry. W końcu po 12 godzinach
jesteśmy na miejscu.
KWATERA:
Załatwiona w Polsce przez to biuro co je wszyscy znają, dla niewtajemniczonych
nazwa doliny + skrót od słowa informacje,
80 Euro za 4 osoby, apartament w Kaltenbach niedaleko gondoli do
hochzillertalu. Znajomi ostrzegali że w Austrii gospodarze są wścibscy i
czepiają się światło albo otwarte okna, ale mnie nic takiego nie spotkało
właścicielki w ogóle nie poznałem, klucze odebrałem z biura i oddałem komuś w
rodzaju dozorcy. Jedyna niedogodność to zapach pieczonej kiełbasy w czasie
obiadokolacji no ale coż taka specyfika kraju i słaba wentylacja.
1 DZIEŃ niedziela
Atakujemy pobliski hochzillertal, piękna pogoda i dzień wolny sprawiają że
każdy w wieku od 3 do 93 lat jest na nartach, kilka minut czekania do głównych
wyciągów, chcemy jak najwcześniej zaliczyć Eberhartera (dziwnie to brzmi) na
trasie jednak dużo ludzi w tym całkiem początkujący narciarze nie pozwalają
poszaleć, szybko przenosimy się do Hochfugen, przejazd ciekawym krzesełkiem
niczym na karuzeli raz w górę raz w dół, tam również dużo ludzi ale można
znaleźć swoje miejsce odosobnienia i oddać się nałogowi długiego skrętu
polecam szczególnie trasę 6, po 13 już pełno muld wracamy z powrotem, jeździmy
najpierw podgrzewaną kanapą potem starszym 4os. krzesłem całkiem fajnie ale
trochę czuć Białką Tatrz. tyle krzeseł pobudowanych obok siebie . Wracamy na
dół a tam znaki że goldpiste trasa prowadząca do doliny nieprzygotowana, cóż
to dla nas, po półgodzinie walki z metrowymi muldami, kopnym śniegiem i
miejscami z wystającymi kamieniami i korzeniami jesteśmy na dole, pod pięknym
dmuchanym banerem przedstawiającym wyżej wymienionego Stefana E.
wjazd na górę 8:40 koniec jazdy 15:30 według skiline.cc 55km zjazdów
ciąg dalszy nastąpi jutro