Gość: brehia78
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
09.07.12, 17:12
Przebywaliśmy z mężem na Teneryfie dwa tygodnie w czerwcu tego roku. Poniżej dzielę się kilkoma refleksjami z tego pobytu.
1. Z punktu widzenia osoby, która nie wypożycza samochodu i nie ma chęci wojować z komunikacją publiczną - Teneryfa jest szpetna. Konkretnie - szpetne są teneryfskie kurorty i drogi dojazdowe do nich. Myślę, że gdyby Chorzów miał dostęp do morza wyglądałby kropka w kropkę jak Las Americas :). Kurorty są zatłoczone (jak to w kurortach bywa i trudno mieć do nich pretensje), hałaśliwe (jw) i niespecjalnie czyste. Wybrzeże (drogi wzdłuż niego) - brudne, udekorowane resztkami betonowych ogrodzeń, kabli elektrycznych, rur... Krajobraz niezbyt zachęcający. My przebywaliśmy w Puerto Santiago - małe miasteczko, ani urodziwe, ani ciekawe. Brak deptaka - w moich oczach wielki grzech :). My wybieraliśmy się z założeniem, że będziemy zwiedzać wyspę w formie zorganizowanej - wyklętych przez wielu wycieczek fakultatywnych :). Biura podróży (u nas: Rainbow) chyba mają świadomość, że wiele osób indywidualnie zwiedza wyspę, bo wycieczek jest relatywnie mało i (jeszcze bardzie niż zwykle) ograniczają się do obwożenia autokarem. Reasumując: wnętrze Teneryfy - np. Las Canadas de Teide, jest piękne, ale zwiedzić je można tylko w drodze wypożyczenia samochodu. Jeśli ktoś nie może/nie chce tego zrobić musi poprzestać na opisanych wyżej wątpliwych urokach wybrzeża, a to atrakcja dość umiarkowana.
Jeszcze jedna uwaga na temat miejscowości nadmorskich - trudno się oprzeć wrażeniu, że brak tam instytucji planowania przestrzennego. Budynki małe, duże, wysokie, niskie, poupychane byle jak i byle gdzie; straszy sporo betonowych szkieletów budynków, których budowę rozpoczęto, ale nie dokończono ...
2. Jeśli osobę odpowiedzialną za planowanie przestrzenne na Teneryfie należałoby powiesić za cojones :), to dyrektora reklamy i marketingu w Loro parku powinno się ozłocić i oprawić w ramki :). Reklama tego przybytku każe zwiedzającym oczekiwać cudów na skalę europejską, jeśli nie światową. W rzeczywistości - jest to dość skromne zoo (jeśli ktoś chce zobaczyć ZNACZNIE lepsze - zapraszam do Opola), okraszone fajnym pokazem orek i delfinów.
Wbrew sloganowi reklamowemu, zdecydowanie nie nazwałabym tego "el must de Canarias" ;).
3. Prawdziwym "el must" w mojej ocenie jest wyprawa w celu obserwacji wielorybów. Ja osobiście korzystałam z firmy Ocean Explorer. Jej maleńkie (do 10 osób) motorówki wypływają z portu w Los Gigantes. Wieloryby są dosłownie od metr od łodzi, niemal w zasięgu ręki. Niesamowite przeżycie. Polecam w miejsce drogiego, zatłoczonego, pięćdziesięcioosobowego katamaranu.
Na koniec uprzejmie proszę, żeby mnie nie bić:), powyższe refleksje są z natury subiektywne, szanuję to, że wiele osób się ze mną nie zgodzi :).