mdevine
13.03.07, 18:12
Dziś Klusek miał atak płaczu. Potworny atak, wrzeszczał, piszczał, tracił
oddech i cały aż zwijał się na moich rękach. Koszulkę miałam mokrą od łez i
po pół godzinie takich ryków (chyba dziąsła go bolą) wpakowałam młodego do
chusty modląc się, żeby później nie kojarzył jej z rykiem. Minęło 5 minut i
dziecko po raz pierwszy zasnęło w chuście, chociaż jeszcze długo wstrząsały
nim takie nerwowe westchnienia... Jeszcze nie opracowałam sposobu wujmowania
z chusty bez przebudzenia, więc chodziłam cały czas, żeby sobie pospał.
Obudził się w różowym humorku, zrobił kopę po pachy, co też go ucieszyło
nieziemsko, więc ubrałam go cieplej i postanowiłam kuć żelazo. Poszliśmy na
spacer, pierwszy z serii "nie-wokół-bloku". Przygotowałam się na paniczną
ucieczkę z ryczącym bąblem i spojrzenia przechodniów mówiące"No tak, ścisnęła
go to biedactwo płacze", tymczasem jaaaaaaak poooooszłam, tak wróciłam po
dwóch godzinach z nową parą butów (sklep należy do tych niedostępnych z
wózkiem) i bolącymi nogami. A Klusek zasnął jakieś pół godziny po wyjściu z
domu, jak już go znużyło obserwowanie świata. Dodam jeszcze, że wsadziłam go
w 2X z rączkami na wierzchu, bo mam wrażenie, że tak czuje się mniej
skrępowany. No i niestety niestety, kiedy już tak mnie rozbolały nogi,
postanowiłam wracać, tym bardziej, że mi się osiedle skończyło, a Klusek spał
i CHRAPAŁ... Cała Polska go chyba słyszała :-) W domu obudził się, kiedy nas
delikatnie rozwijałam z chusty, psiamać... Ale melduję kolejny sukces i już
mi nic nie straszne, a właśnie szykuję się na wyprawę do pracy w związku z
wychowawczym... Pojedziemy razem, bo już wiem, że mój synio w chuście jest
szczęśliwy :-) Lizusowsko dodam, że nie dokonałabym tego wszystkiego, gdyby
nie Wy!!! Dziękuję za całokształt :-)