Dodaj do ulubionych

Dlaczego nie ma już wielkich reżyserów?

14.02.06, 15:37
Kiedyś byli Wielcy Reżyserowie, ludzie z wizją, ludzie-instytucje, jak
Bergman, Welles, Fellini, Tarkovsky, Wajda, Kieślowski. Teraz ich nie ma. Nie
robią już filmów. Chodzi się wciąż na Lyncha czy Weira, ale to nie jest to
samo. Dlaczego?

To samo dotyczy literatury, ale w trochę innym wymiarze.

Dopuszczam wyjaśnienia metafizyczne.
Obserwuj wątek
    • braineater Re: Dlaczego nie ma już wielkich reżyserów? 14.02.06, 15:39
      na szybko:

      szersze rozwinięcie wieczorem:)

      P:)
    • aaneta Re: Dlaczego nie ma już wielkich reżyserów? 14.02.06, 16:11
      A James Ivory na przykład? A mój ukochany Eric Rohmer? Mike Leigh? Wong Kar Wai?
    • broch wyjasnienie "historyczne" :))) 14.02.06, 17:02
      wielkich? Nie ma. Sa dobrzy, czesto bardzo dobrzy. Rzemioslo doprowadzone
      (prawie) do perfekcji. Ale brak boskiego dotkniecia.
      Dlaczego nie ma wielkich pisarzy? Albo malarzy.

      Pechowo noido, zyjesz w czasach "dola" (co trafialo sie w historii sztuki w
      szczegolnosci a ludzkosci w ogolnosci, wczesniej), moze dozyjesz czasow gdy
      sztuka zacznie znowu piac sie w gore (nie tylko sztuka z reszta). Na dokladke
      zyjesz w czasach "medialnej zmiany warty": stare srodki wyrazu odchodza w cien,
      nowe budzo ambiwalentne (jeszcze) uczucia, poniewaz nie maja na swoim koncie
      produkcji genialnych.
    • staua Re: Dlaczego nie ma już wielkich reżyserów? 14.02.06, 17:05
      No, wizje to wielu rezyserow ma, jesli nam sie teraz ich wizje nie podobaja, to
      trudno. Mnie sie np. cala kreacja Wajdy specjalnie nie podoba, choc cenie jego
      wklad w kulture naszego akurat kraju.
      A Weir, Lynch, Almodovar, Greenaway, Tarantino, Von Trier, wizji odmowic im nie
      mozna...
      Bergman caly czas robi filmy przeciez, Saraband jest calkiem niezly (o Wajdzie
      nie mowie, bo on jedzie niestety na swoim wizerunku, bardzo ladnie, lecz filmy
      sa...no, wiemy jakie sa teraz)
    • naked_royal_family_member Re: Dlaczego nie ma już wielkich reżyserów? 14.02.06, 18:29
      dlaczego juz nie tworzymy sobie takich ikon jak Bergman, Welles, Fellini, Tarkowski, Wajda lub
      Kieslowski? Noido, no trudniej nas nabrac, wydaje mi sie. Juz nie damy sie wystrychnac na dudka
      niedrogim mistycyzmem wpolotwartych ust Irene Jacob, nie bedziemy patriotycznych lez trwonic na
      widok Radziwilowicza w koszulce bez rekawkow czy tez zdenerwowanej Krystyny Jandy.

      Teraz chcemy rzeczy uczciwych, malych a mocnych, czasem ironicznych, czasem wzruszajaco
      naiwnych. Ale juz nie damy wodzic sie za nos Wielkimi Ideami i Zasadami. Wygralismy z akademizmem.
      Mi sie wydaje, ze jest z czego sie cieszyc.
      • braineater Re: Dlaczego nie ma już wielkich reżyserów? 14.02.06, 19:00
        NRFM ma absolutną rację. Takie kino już się przeżarło, 'wielkie tematy' zostały
        przemielone, przeżute, zasypane nawozem kiczu i pogrzebane w milionowych
        powtórkach. Zresztą szczerze mówiąc z Twojego Panteonu, cenię tylko dwóch -
        Welles, Fellini i fascynuje mnie jeden - Tarkowski, natomiast pozstałych mam za
        nic (no Bergmana trochę mniej bo przynajmniej dwa filmy da się oglądać), za
        kolesi, o których mówiono mi na zajęciach z historii kina, ale nie zrobiono nic
        w tym celu, by byli mniej martwi niż są. Skończył się czas moralizatorów,
        wieszczy kina, teraz rządzą ludzie z obsesją. I z tej kategorii jest moich
        trzech największych - Haneke, Ferarra i powlutku, ale coraz bardziej Ozon. To
        Ci twórcy, przynajmniej w moich oczach najlepiej opowiadaja o tu i teraz,
        najskuteczniej buduja wizualne metafory w których potrafię sie odnaleźć, to oni
        mną wstrząsają, gdy siadam i oglądam. Nie pouczają, nie nawracają. Pokazują i
        analizują.
        I tez nie jest tak, że kino obywa się bez wzruszeń, czy rozmachu, który czemuś
        służy poza efekciarstwem. Masz doskonałe kino brytolskie, zarówno społeczne -
        siostry Magdalenki, Billy Eliott, jak i pojechane - perfekcyjnie rozrywkowy Guy
        Ritchie, obłedny Greeneway. Masz kino akcji, w którym ważny jest scenariusz, a
        nie napierdalanka - filmy na scenariuszach Dawida Mammeta, rzeczy takie jak
        Ronin. Masz mistrzów operowania obrazem - odwieczny i nadal doskonały Terry
        Gilliam, rewelacyjny Nicolas Roeg czy szaleńcy Jeunet et Caro.
        Po prostu kino szuka nowych dróg, nowych odbiorców, nowych przestrzeni, a dół w
        którym ponoć się znajduje, wymyslili sobie smutni starsi panowie, którzy w
        kółko chcieliby oglądać Człowieka z Marmuru czy inne ckliwe Dekalogi...<to nie
        jest szpila w Brocha:)>

        P:)
        • broch :))) 14.02.06, 20:21
          Wielkosc to nie akademizm, nie ma znaczenia film czy nie, rezyserzy sa po prostu
          dobrzy, nie genialni.
          Wielkosc Felliniego czy Bergmana polegala zarowno na rewolucyjnym podejsciu do
          warsztatu jak i ciekawym ujeciu tematu. Dzisiaj brak talentu zastepuje sie tzw
          "prawdziwoscia". Mozna dystutowac czy bezposredniosc jest potrzebna bo ludzie
          maja mniej wyobrazni? Czy po prostu stara jak swiat zaslona dymna za ktora nic
          sie nie kryje? Tak zle i tak niedobrze.

          "Noido, no trudniej nas nabrac, wydaje mi sie."

          :))))
          w latach 70' tez takie kawalkismy se zasuwali. Poprawia nastroj. Faktycznie nikt
          sie na to nie nabieral, czyzby dzisiaj mlodzi byli bardziej naiwni?

          widac podswiadoma (lub glosno wyrazona jak w wypadku noidy) tesktone za
          wielkoscia: Houellebecq (literacki geniusz) czy wymieniany von Trier, Ritchie
          (filmowi geniusze) to onanizowanie sie impotentow (niemozliwe medycznie). Budza
          zachwyt, bo nic innego nie ma.
          Moim zdaniem dzisiaj duzo latwiej nabrac widza/czytelnika niz dawniej (dowod:
          braineater ochoczo ruszyl na poszukiwania:
          "na szybko:

          szersze rozwinięcie wieczorem:)"
          I wydaje sie mu ze znalazl :)))

          Ktos moze lubiec teatr Glowackiego, ale facet do Shakespeare'a nie podskoczy.
          Makbet dzisiaj jest tak wielki jak dawniej, zmiana pokolen nie ma znaczenia. To
          samo dotyczy "Siodmej pieczeci". Powstala 450 lat po Makbecie.

          Efekt "zblazowania" jest raczej kompromitujacy dla zblazowanych. Choc zawsze
          jest nadzieja ze z tego wyrosna :))

          "Haneke, Ferarra i powlutku, ale coraz bardziej Ozon."
          Zaden z nich nie dokonal przewrotu w filmie. To sa pseudointelektualne dialogi
          rodem z filmow Woody Allena.

          Dzisiaj po prostu artysci nie potrafia faktycznie przekonac do swoich racji, tak
          juz bywalo, z pewnoscia to sie zmieni.

          Dzisiaj "mistrzostwo" operowania obrazem polega na slicznych zdjeciach, pieknych
          krajobrazach, lub odwiecznym malpowaniu tego co juz w kinie bylo (Ronin =
          wystarczy zmienic kostiumy).

          "Skończył się czas moralizatorów,.."
          no tylko Jezu nie znowu to samo: czy naprawde nie mozna wymyslec bardziej
          oryginalnych hasel?
          Przykro mi braineaterze ale uprawiasz filozofie dla ubogich: to juz naprawde
          grali w produkcyjniakach z przeszlosci gdy mlody rewolucjonista "burzyl
          instniejacy porzadek".
          • braineater Re: :))) 14.02.06, 20:36
            Brochu najdroższy, problem w tym, że tyś już stary:) Filmy dla Ciebie zostały
            nakręcone dawno temu, zdązyłeś zobaczyć je już dziesiatki razy i super.
            Rewolucji nikt nie potrzebuje - odeszła razem z latami 70' tymi. To, co dla
            Ciebie jest onanizowaniem się impotentów, dla mnie jest wielkie. Natomiast
            nijak nie ruszają mnie mędziarstwa Bergmana, kompletnie zwisa mi religijny
            odchył Kieślowskiego i zupełnie nie obchodzi mnie martwy Wajda. Oni też budzili
            zachwyt, bo niczego innego nie było. I nie masz żadnego pozaemocjonalnego
            argumentu, że tak nie było. Bo obaj zdajemy sobie sprawę, że zyjemy w zupełnie
            róznych światach, i to, co ciebie zachwyca, może być dla mnie kompletnym
            gniotem i na odwrót. Każdy dobiera pod siebie.
            Czy Haneke, Ferrara to pseudointelektualizm, to raczej nie mnie oceniać. Ja
            moge ocenić tylko, czy ich przekaz do mnie trafia, i trafia. Pobudza do
            myslenia, naprowadza na wnioski, fascynuje. Ciebie może walic z góry na dół,
            tak , jak mnie Wajda.
            O teatrze się nie wypowiem, bo nie mam o nim zielonego pojęcia, ale
            podejrzewam, że dla wielu Sarach Kane jest ważniejsza od Szekspira i tez tego
            nie zmienisz. Możesz sobie pomarudzić, pogderać, że to juz było, to widziałem,
            to jest wtórne. Nie każdy jest jednak dinozaurem, któren zdążył widzieć
            wszystko i ocenić, i dla mnie takich filmów wczesniej nie było i możesz sobie
            marudzic, a ja i tak będe ogladął z zachwytem kolejny film Haneke, kolejny film
            Ferarry.
            No i klasyk:
            Dzisiaj "mistrzostwo" operowania obrazem polega na slicznych zdjeciach, pieknyc
            > h
            > krajobrazach, lub odwiecznym malpowaniu tego co juz w kinie bylo (Ronin =
            > wystarczy zmienic kostiumy).
            >
            na tym etapie powinniśmy skończyc ogladac filmy na Meliesie i Griffit...(nigdy
            nie zapamietałem jak sie to pisze:). Bo potem, to juz tylko ripleje, rimejki,
            powtórki. Nuda panie...
            Najgorsze w tym wszystkim jest to, że za pare lat pewnie będe takim samym
            marudą, jak Ty...:)
            • 3promile Re: :))) 14.02.06, 20:44
              Nie wiem co prawda, o ile (jeżeli w ogóle) kolegola Brochu jest starszy od mła,
              ale muszę się wciąć, Brajnu - Sarah Kane i jej sceniczne womitoria-koprofagie
              nazywane szumnie sztuką mogą być ważniejsze od Szekspira pod warunkiem, że widz
              owego Szekspira ze szkoły pacholęciem poznał i jest w stanie sztukę do sztuki
              przyrównać. A poza tym - kto za sto lat będzie pamiętał nazwisko "Kane"? Obawiam
              sie, że tylko ci, którzy obejrzeli Wellesa, a nie ci, co uczestniczyli w
              publicznym rzyganiu na publikę w "prawdziwym teatrze". Ostrożnie z tym
              autentyzmem w sztuce, to raz. Od klasyki wara, to dwa. I tyle.
              • braineater Re: :))) 14.02.06, 20:58
                się kuna dobrali, jak dwaj zgryźliwi tetrycy:)
                Ilez mozna siedzieć w klasyce? Tak się tylko pytam, retorycznie. Klasyka jest i
                tyle. To chyba nie powód by robić cos innego, tak, jakby jej nigdy nie było?
                Oczywiście, grozi to tym, że pikiety emerytów zatakuja kina i teatry i sapać
                będą, że już to widzieli, znają, chcą czegoś nowego, kompletnie przy tym nie
                kumając, że rzeczy nowe robione są nie dla nich.
                Kane była tylko jako przykład, też juz niestety sklasycyzowany i zamkniety w
                sztucznych ramach historii. A Szekspir przykładem jest nieuczciwym, bo był one
                and only - i nikłe są szanse, że sie powtórzy. Przy czym raczyłbym zwrócić
                łaskawa uwage panów, że Szekspir tez trafia do ludzi po liftingach - czy to
                będzie tłumaczenie pana B., czy Romeo i Julia z Leosiem, czy Tytus Andronikus
                dla wariatów. Czyli klasyke trzeba odświeżać, bo inaczej pozostaje trupem,
                eksponatem muzealnym, powodem do podniety dla 80 letnich impotentów...

                Jezu, za chwile napisze cos czego będę żałował, dlatego nic nie napisze:)

                P:)
                • 3promile Re: :))) 14.02.06, 21:08
                  Brajnu, nie gorączkuj się tak, bo będziesz miał zmarszczki i obwisłe pośladki!
                  Ja nie mam nic przeciwko nowym poszukiwaniom w sztuce dowolnej; ja mam tylko
                  taki staroświecki pogląd, że ostatecznym kryterium, które oznacza dzieło, jest
                  tego dzieła ponadczasowość - cała reszta to wydmuchane efemerydy skandalu
                  wymieszanego po chamsku z marketingiem i/lub dozą elitarności... Ja nie lubię
                  Wajdy od czasu "Wszystko na sprzedaż", ale niestety za sto lat Wajda w
                  almanachach będzie zajmował więcej stron, niż Klata - obym się mylił, bo Klatę
                  cenię, ale onże Klata jest za bardzo "bieżący", ba, Szurmiej więcej miejsca
                  zajmie w tym almanachu, niż rzeczony Klata...
                  • staua A widzieliscie 14.02.06, 21:11
                    ekranizacje "Hamleta" usytuowana w Nowym Jorku? To dopiero odswiezajace...
                    • aaneta Re: A widzieliscie 15.02.06, 09:09
                      Widzieliście. Odświeżające też, ale przede wszystkim dowód na ponadczasowość i
                      uniwersalność. Ale mądrzejsi ode mnie mówią, że nie z całym Szekspirem tak jest.
            • broch Re: :))) 14.02.06, 21:16
              "Czy Haneke, Ferrara to pseudointelektualizm, to raczej nie mnie oceniać."
              to zle, dla kogo Oni tworza?
              "Rewolucji nikt nie potrzebuje - odeszła razem z latami 70' tymi."
              hmmm... nie pisze o potrzebie rewolucji, pisze o tym ze nihil novi sub sole:
              operujesz haslami z przeszlosci, mimo iz masz poczucie nowatorstwa i tworzenia
              nowego. Takie dyskusje "pokoleniowe" tez byly, rzecz w tym ze nie potrafisz od
              nich uciec. Dzisiaj teoretycznie powinno byc latwiej ze wzgledu na dostep do
              informacji (latwo sie zorientowac ze to juz bylo).

              Nie mowie panocku kiedys tooo byly czasy, mowie ze chce czegos lepszego niz bylo
              a Ty mi serwujesz same surogaty. Ja chce wiecej braineaterze, niestety Ty
              proponujesz mniej.

              "dla wielu Sarach Kane jest ważniejsza od Szekspira"
              tez bylo (mysle o "buntowniczej" postawie), ale swiadczy wylacznie o glupocie
              (przepraszam) kogos wyglaszajacego taka opinie. To jest kompromitacja
              automatycznie skreslajaca glosiciela takich idiotyzmow.

              Wajda? Nie, od bardzo, bardzo, bardzo dawna nic.
              Poza tym uznaje proporcje, moge sie zatrzymac przy pewnych rzeczach z
              zainteresowaniem, Wajda jest (a raczej byl na poczatku) dobrym polskim
              rezyserem, nie uwazam ze gest wielki.

              Ja nie marudze, stawiam zadania :))
              to nie to samo.
              Jesli ktos chce byc unikalny, rewolucyjny (a co tam powrot do znaczenia bez
              polityki) to niech bedzie. Bez wciskania kitu i opowiesci

              Moze dlatego nie oglada filmow za czesto. Dlaczego mam sie zadowalac mniejszym
              (co sugerujesz: "..na tym etapie powinniśmy skończyc ogladac filmy..")
              Widzisz, wymagamy roznych rzeczy, dla mnie to zamalo co Ciebie fascynuje.

              Klopot w tym ze nie potrafisz odroznic wymagan od powrotu do przeszlosci: czesto
              ludzie na pytanie w jakich czasach chcieliby zyc wracaja do szkolnych lat. Mnie
              nie interesuje co bylo (od tego mam pamiec i ksiazki historyczno/analityczne),
              ale co bedzie. Przeszlosc sluzy wylacznie do sprawdzenia czy poruszam sie we
              wlasciwym kierunku. No wiec z dzisiejszym filmem braineaterze, czuje sie jakbym
              stal w miejscu, a z Twoimi haslami faktycznie wracam w przeszlosc. :))


              Przykro mi braineaterze ale to sa puste zwroty
              "Skończył się czas moralizatorów,.."
              "Takie kino już się przeżarło, 'wielkie tematy' zostały przemielone..."

              To naprawde nie ma nic wspolnego z wiekiem. Ani ze zmiana pokolen. To naprawde
              cytaty z produkcyjniakow (bez szpil).
              Jesli powyzsze (dziela) uwazasz za odkrywcze, to jest to Twoj problem nie moj :))
              • braineater Re: :))) 14.02.06, 21:33
                broch napisał:


                > to zle, dla kogo Oni tworza?

                Dla siebie. A niby dla kogo mieliby tworzyć? A jesli podba się to jeszcze komus
                oprócz nich, to tylko wartośc dodana, gratis w bonusie i ewentualna satysfakcja.

                >
                > Nie mowie panocku kiedys tooo byly czasy, mowie ze chce czegos lepszego niz
                byl
                > o
                > a Ty mi serwujesz same surogaty. Ja chce wiecej braineaterze, niestety Ty
                > proponujesz mniej.

                Nie proponuje Ci mniej, nic zreszta nie proponuję. Jest inaczej niż było, a
                ocenianie w kategoriach lepsze niż było, gorsze niż było, nigdy mnie nie
                interesowało. Oglądam jeden film, a nie całą historię kina na raz.
                >
                > "dla wielu Sarach Kane jest ważniejsza od Szekspira"
                > tez bylo (mysle o "buntowniczej" postawie), ale swiadczy wylacznie o glupocie
                > (przepraszam) kogos wyglaszajacego taka opinie. To jest kompromitacja
                > automatycznie skreslajaca glosiciela takich idiotyzmow.

                Znowu, Kane'owa to przykład, może niezbyt trafny, ale nadal nie rozumiem
                dlaczego miałbyś za idiotę kogos do kogo bardziej trafiaja jej sztuki niż
                Szekspira? To na tej samej zasadzie, musiałbym skreslić Ciebie, bo nie uznajesz
                Jelinek, a Ty mnie, bo nie znajduje wielkości w Bernhardtcie.
                >

                > Wajda? Nie, od bardzo, bardzo, bardzo dawna nic.
                > Poza tym uznaje proporcje, moge sie zatrzymac przy pewnych rzeczach z
                > zainteresowaniem, Wajda jest (a raczej byl na poczatku) dobrym polskim
                > rezyserem, nie uwazam ze gest wielki.

                No, siem zgadzamy wreszcie:) Jak pomarudzić, to potrafimy razem, jakoś z
                chwaleniem nam nie wychodzi:)

                > Ja nie marudze, stawiam zadania :))
                Zapomnij. Jakie zadania? Komu zadania? Po co zadania? Niech każdy robi, co lubi
                i go bawi, a ja już w tej twórczości znajdę coś dla siebie.

                >
                > Moze dlatego nie oglada filmow za czesto. Dlaczego mam sie zadowalac mniejszym
                > (co sugerujesz: "..na tym etapie powinniśmy skończyc ogladac filmy..")
                > Widzisz, wymagamy roznych rzeczy, dla mnie to zamalo co Ciebie fascynuje.


                Co racja to racja. Ja prosty chłopak jestem i mnie wystarczy zafascynowanie.
                Fabułą, wykonaniem, przekazem. A czy oglądam ten przekaz po raz 1szy, czy
                100tny, jest mi obojętne. 'Jak' mnie interesuje bardziej niż 'co' i 'po co'.
                Może dlatego sie nie potrafimy dogadać.
                >

                > Klopot w tym ze nie potrafisz odroznic wymagan od powrotu do przeszlosci:
                czest
                > o
                > ludzie na pytanie w jakich czasach chcieliby zyc wracaja do szkolnych lat.
                Mnie
                > nie interesuje co bylo (od tego mam pamiec i ksiazki historyczno/analityczne),
                > ale co bedzie. Przeszlosc sluzy wylacznie do sprawdzenia czy poruszam sie we
                > wlasciwym kierunku. No wiec z dzisiejszym filmem braineaterze, czuje sie
                jakbym
                > stal w miejscu, a z Twoimi haslami faktycznie wracam w przeszlosc. :))


                Ech, nostalgia, przypadłośc wieku:) I tylko takie pytanie niewinne - skąd masz
                tę pewnośc, że obrany przez Ciebie kierunek jest tym właściwym? Szklane kule,
                taroty, czy po prostu założenie: 'to jest dla Mnie dobre'?
                >
                >
                > Przykro mi braineaterze ale to sa puste zwroty
                > "Skończył się czas moralizatorów,.."
                > "Takie kino już się przeżarło, 'wielkie tematy' zostały przemielone..."
                >
                > To naprawde nie ma nic wspolnego z wiekiem. Ani ze zmiana pokolen. To naprawde
                > cytaty z produkcyjniakow (bez szpil).
                > Jesli powyzsze (dziela) uwazasz za odkrywcze, to jest to Twoj problem nie
                moj :
                > ))

                Nie uważam. Dawno wyleczyłem się z bycia odkrywczym, czy nowatorskim, bo to
                akurat sa mało fascynujące wartości. Po prostu mówię, jak widzę i tylem:)

                P:)
                • 3promile Re: :))) 14.02.06, 21:44
                  A gówno, Brajnu, gówno!
                  To nie jest wątek "Ostatnio podobało mi się"! To jest wątek o kryteriach, które
                  można by zaaprobować, bez względu na prywatne gusta!
                  Już ci kiedyś prywatnie pisałem, że żywię poważne obawy, że to, co należało
                  opowiedzięć/ namalować/skręcić, zostało już opowiedziane/namalowane/skręcone. I co?
                  Mamy dwie możliwości:
                  Możliwość pierwsza - mam rację.
                  Działanie - opowiedzieć/namalować/skręcić stare historie w na tyle świeżym
                  świetle, żeby prequela z kanonu wykopać,
                  Możliwość druga - nie mam racji
                  Działanie - załamać ręce i posypać głowy popiołem - skoro tyle nowego się
                  dzieje, a wokól same przygłupy; nie dość, że nowości nie zauważą, to jeszcze
                  następnemu pokoleniu strawnego przekazu sklecić nie potrafią...
                  • braineater Re: :))) 14.02.06, 22:03
                    Wybieram bramkę nr 2 oczywiście.
                    P:)
                  • beatanu Re: :))) 14.02.06, 22:12
                    3promile napisał:

                    > A gówno, Brajnu, gówno!
                    > To nie jest wątek "Ostatnio podobało mi się"! To jest wątek o kryteriach,
                    które
                    > można by zaaprobować, bez względu na prywatne gusta!

                    Ze się na chwilkę wrącę i zacytuję sygnaturkę Brunoscha - "A właściwie dlaczego
                    nie?" Dlaczego nie o podobaniu się? Pisanie o kryteriach wyznaczających
                    WIELKICH bez względu na prywatne gusta jest - przynajmniej w moim odczuciu -
                    pisaniem o abstrakcji. I mogę odnotować fakt, że Tarkowski wielkim reżyserem
                    był i... co z tego. Nie rusza mnie i już.

                    Bo ja na pytanie Noidy odpowiedziałabym niegrzecznie pytaniem - a po co
                    potrzebni nam są wielcy reżyserzy? A może wystarczy fakt, że jest wystarczająco
                    dużo reżyserów dobrych?

                    Parę dni temu obejrzałam film debiutanta Miko Lazica "Made in Yugoslavia". I
                    naprawdę nie ma dla mnie znaczenia, że w obrazie można było znaleść echa
                    Felliniego i Kusturicy. Reżyserowi udało się fajny sposób opowiedzieć historię
                    jugosłowiańskich emigrantów w Szwecji. Czarna komedia balansująca na granicy
                    tego, co można wycisnąć ze stereotypów o dwóch narodach z wojną w tle. I tyle.
                    Poruszyło, rozbawiło, dało do myślenia. Reżyser nie jest wielki. I może całe
                    szczęście ;)))
                    • broch Re: :))) 14.02.06, 22:43
                      "Bo ja na pytanie Noidy odpowiedziałabym niegrzecznie pytaniem - a po co
                      potrzebni nam są wielcy reżyserzy? A może wystarczy fakt, że jest wystarczająco
                      dużo reżyserów dobrych?"
                      Moze dlatego, aby cos sie zmienialo, zamiast powtarzalo?
                      Potrafisz wymienic "dobrych" ucznniow Boticellego? Ale o samym "wielkim"
                      Boticellim slyszalas? Dobrzy nie gwarantuja zmiany, a na karuzeli to sie moze w
                      koncu niedobrze zrobic. Tak jak zmiane w sztuce "gwarantowala wielkosc"
                      Boticellego. Boticelli to nie abstrakcja, nie musi sie podobac, ale to nie
                      abstrakcja, jak sugerujesz.
                      Oczywiscie, jak braineater napisal, mozna ogladac jeden film 100 razy. Kwestia
                      gustu.
                      Nie padlo zadanie aby wszyscy byli wielcy, padlo pytanie dlaczego ich dzisiaj
                      juz nie ma. W zwiazku z czym nikt nie chce zakazac Lazicy tworzenia, ani
                      publicznosci ogladania jego filmow. Bo nie w tym rzecz.

                      • staua Re: :))) 14.02.06, 23:32
                        Hmmm, czy moze wielcy to tacy, ktorym udalo sie zaspokoic ego i zostac slawnym
                        na wieki nazwiskiem... A jak czyjes ego nie jest tak wielkie? Jak wystarcza mu,
                        ze u wielkiego sie uczyl?
                        Przypomina mi to historie ghostwriterow, ludzi, ktorzy wlasciwie pisza ksiazki
                        za "nazwiska" ale ich wlasne nazwiska nie sa znane nikomu...
                • broch Re: :))) 14.02.06, 22:30
                  ""dla kogo Oni tworza?"
                  Dla siebie. A niby dla kogo mieliby tworzyć? "

                  dla siebie to tworzy ten co do szuflady wrzuca: reszta dla innych i dla szmalu.

                  "nic zreszta nie proponuję."
                  mnie nie, ale noidzie :))

                  "Oglądam jeden film, a nie całą historię kina na raz."
                  eee tam, porownujesz historie kina z trudem zgadzajac sie na kawalki Bergmana i
                  odrzucajac reszte :))

                  "Zapomnij. Jakie zadania? Komu zadania? Po co zadania?"
                  Jakie zadania? Bardzo "materialistyczne": kupilem samochod, wymagam aby dzialal
                  bez zarzutu, to samo ze sztuka. Wybieram to co mi sie podoba. Zadam. Proste.
                  Nie mowiac juz o tym ze jesli nie masz wymagan, to powinno byc Ci wszystko czy
                  bedzie to przedwojenny dziadek, czy ktos wspolczesny.

                  "Dawno wyleczyłem się z bycia odkrywczym, czy nowatorskim, bo to akurat sa mało
                  fascynujące wartości. "
                  nie mam pojecia czy jestes (j.w.), "Twoi" artysci byc maja (albo nuda). W kazdym
                  razie glosiles ich jak objawienie (za mocne slowo?). Tylko sie znowu nie poczuj
                  urazony.

                  "nadal nie rozumiem dlaczego miałbyś za idiotę kogos do kogo bardziej trafiaja
                  jej sztuki niż Szekspira?"
                  aaa to proste do wytlumaczenia. Srednio rozgarniety milosnik Kane bedzie
                  wiedzial ze takie porownanie nie ma sensu. Nie ta skala, nie ten wplyw na teatr.
                  Rownie dobrze moglbys postawic Kowalskiego (tego od wiatraczka do polonezow co
                  to na bezynie oszczednosc mialy zadac) obok Diesla. Tzn jak ktos chce to mozna,
                  wolnosc jest, ale obiektywnie (porownywacz, nie Kowalski lub Diesel) to idiota.

                  "Bernhardt": tus sie kolego przyczepil, Bernhardt to dla mnie (duzo) lepsza
                  Jelinek. Pisalem o nim bo sobie wrocilem z ciekawosci do Jego prozy. Wrocilem
                  tez do Camusa, Gide'a, Sartre'a, Greene'a Cortazara i zaluje. Jak zwykle
                  zreszta, bardzo chcialem aby mi sie ciagle podobal. Nic z dawnych fascynacji nie
                  zostalo (choc momenty byly :)) ). Lepiej bylo zostawic, nie ruszac.
                  Wole zawsze LFC, albo Cabrera Infante, i paru innych. Jesli wiec koniecznie
                  chcesz pisac o slabym pisarzu ktorego ja lubie pisz o LFC albo o Limie.

                  "Ja prosty chłopak jestem i mnie wystarczy zafascynowanie."
                  ehh, nie o obrazanie idzie, roznice w gustach, moje (preferencje) z pewnoascia
                  nie beda najlepszym zestawem dla Ciebie. Nawiasem mowiac nie lubie takich
                  argumentow (o prostych chlopakach) :)) bo jedyne co mozna zrobic to wzruszyc
                  ramionami.

                  Jelinek to gniot, ktory w Polsce po Noblu sie objawil (nigdzie indziej, w Polsce
                  zas przed nagroda, mimo wydania jakos nikt nie czytal). Przejdzie z czasem.
                  Sa tacy co lubia histeryczna idiotke Fallaci, nie znaczy to ze to dobra
                  dziennikarka, raczej efekt Ophra Winfrey (w obu wypadkach: Jelinek i Fallaci).

                  "I tylko takie pytanie niewinne - skąd masz tę pewnośc, że obrany przez Ciebie
                  kierunek jest tym właściwym? Szklane kule, taroty, czy po prostu założenie: 'to
                  jest dla Mnie dobre'?"
                  czy cos takiego sugerowalem? chyba nie! (jak w malo ambitnej Masce). Bede
                  wiedzial jak umre, czyli za pozno. A moze jeszcze pozniej. Skad takie pytanie?

                  Nie lubisz Kieslowskiego. O.k.
                  Nie lubie Jelinek i paru innych, hej, czy ty mnie nie obrazasz?
                  Mistrzu, nie, nie obrazam Cie (aczkolwiek sam z siebie czujesz sie urazony) :)

                  "A czy oglądam ten przekaz po raz 1szy, czy 100tny, jest mi obojętne. "
                  Ja sie szpycowalem wielokrotnie dla przyjemnosci, nie zasuwaj ze wielokrotne
                  ogladanie czegos wynika z obojetnosci.

                  Takie nieco nihilistyczne podejscie, "zapomnij zadan", i o tworzeniu dla siebie
                  nie dla ludzi przeczy Twoim wlasnym slowom wyzej.
                  Ludzie chocby nie wiem co obojetni na bodzce nie sa (za wyjatkiem jednego
                  opowiadanka Wolskiego). Czytaja, sluchaja, ogladaja to co sprawi im przyjemnosc.
                  Czasem to wyszukana (oj mozesz sie przyczepic) kuchnia francuska, czasem duzo
                  mniej. Czasem po prostu nie ma wyboru bo jest sie glodnym.
                  • braineater Re: :))) 14.02.06, 22:58
                    broch napisał:
                    Wybieram to co mi sie podoba. Zadam. Proste.
                    > Nie mowiac juz o tym ze jesli nie masz wymagan,

                    Mam dokładnie te same wymagania - ma mnie sie podobać i tyle. Ma dla mnie być
                    świeże, zaskakujące itp. Czym róznią sie moje wymagania od Twoich?

                    > "Dawno wyleczyłem się z bycia odkrywczym, czy nowatorskim, bo to akurat sa
                    mało
                    > fascynujące wartości. "
                    > nie mam pojecia czy jestes (j.w.), "Twoi" artysci byc maja (albo nuda). W
                    kazdy
                    > m
                    > razie glosiles ich jak objawienie (za mocne slowo?). Tylko sie znowu nie
                    poczuj
                    > urazony.

                    Brochu, to jest internet. Nie ma sposobu, by poczuć się urażonym. Rozmawiamy,
                    przekomarzamy się, robimy sobie głupie figle i tyle. Rozrywka.
                    >
                    > "nadal nie rozumiem dlaczego miałbyś za idiotę kogos do kogo bardziej trafiaja
                    > jej sztuki niż Szekspira?"
                    > aaa to proste do wytlumaczenia. Srednio rozgarniety milosnik Kane bedzie
                    > wiedzial ze takie porownanie nie ma sensu. Nie ta skala, nie ten wplyw na
                    teatr
                    > .
                    > Rownie dobrze moglbys postawic Kowalskiego (tego od wiatraczka do polonezow co
                    > to na bezynie oszczednosc mialy zadac) obok Diesla. Tzn jak ktos chce to
                    mozna,
                    > wolnosc jest, ale obiektywnie (porownywacz, nie Kowalski lub Diesel) to
                    idiota.

                    Nie dogadamy się wtym fragmencie chyba najbardziej. Dla mnie, jesli człowiek
                    potrafi wytłumaczyć, dlaczego dlań Kowalski jest ważniejszy od Diesla, może
                    zostać. Nie będe przytaczał sygnaturki eeeli o gustach, ale tak naprawde jest.
                    Każdy sam z siebie wybiera to, co dla niego najważniejsze, i nikt nie może tego
                    ocenia, nie znając kryteriów wyboru. I tak rozumiem zestawienie Kane/Szekspir -
                    to mi sie podba, to nie i juz.
                    >
                    > "Bernhardt": tus sie kolego przyczepil, Bernhardt to dla mnie (duzo) lepsza
                    > Jelinek. Pisalem o nim bo sobie wrocilem z ciekawosci do Jego prozy. Wrocilem
                    > tez do Camusa, Gide'a, Sartre'a, Greene'a Cortazara i zaluje. Jak zwykle
                    > zreszta, bardzo chcialem aby mi sie ciagle podobal. Nic z dawnych fascynacji
                    ni
                    > e
                    > zostalo (choc momenty byly :)) ). Lepiej bylo zostawic, nie ruszac.
                    > Wole zawsze LFC, albo Cabrera Infante, i paru innych. Jesli wiec koniecznie
                    > chcesz pisac o slabym pisarzu ktorego ja lubie pisz o LFC albo o Limie.

                    ee no - Louisa lubię bardzo, wiec sie nie ma o co kłócić:) Mechanizm tylko
                    chciałem pokazać - Tobi się podoba/mnie nie. Czy to naprawdę jest powód do
                    uznania kogoś za tłuka? I staram sie po prostu zrozumieć ludzi, dla których
                    Szekspir jest tłukiem, nudziarstwem sprzed wieków, co nie oznacza, że się z
                    nimi zgadzam. Znowu - jesli potrafią uzasadnić dlaczego Kane jest dla nich
                    ważniejsza niż Szekspir, to moga zostać.
                    >
                    > "Ja prosty chłopak jestem i mnie wystarczy zafascynowanie."
                    > ehh, nie o obrazanie idzie, roznice w gustach, moje (preferencje) z pewnoascia
                    > nie beda najlepszym zestawem dla Ciebie. Nawiasem mowiac nie lubie takich
                    > argumentow (o prostych chlopakach) :)) bo jedyne co mozna zrobic to wzruszyc
                    > ramionami.

                    Dobra, dobra. A ustawiasz ludzi w pozycji, 'eee ty tam się nie znasz, nic
                    jeszcze nie widziałeś', co wynika z sporej częsci Twoich postów (za co zresztą
                    Cię fest lubię, bo powoduje to ożywcze konflikty:)ot, tak sobie. Nawyk taki.
                    >
                    > Jelinek to gniot, ktory w Polsce po Noblu sie objawil (nigdzie indziej, w
                    Polsc
                    > e
                    > zas przed nagroda, mimo wydania jakos nikt nie czytal). Przejdzie z czasem.
                    > Sa tacy co lubia histeryczna idiotke Fallaci, nie znaczy to ze to dobra
                    > dziennikarka, raczej efekt Ophra Winfrey (w obu wypadkach: Jelinek i
                    Fallaci).

                    Widzisz - a dla mnie Jelinkowa jest własnie doskonałym przykładem fascynacji.
                    Odkrywam w niej coś nowego (dla mnie), cos świeżego (dla mnie) coś, co pobudza
                    do procesu myslowego (mnie), coś, czego wielu wspólczesnych autorów nie jest w
                    stanie dokonać (ze mna)
                    >
                    > "I tylko takie pytanie niewinne - skąd masz tę pewnośc, że obrany przez Ciebie
                    > kierunek jest tym właściwym? Szklane kule, taroty, czy po prostu
                    założenie: 'to
                    > jest dla Mnie dobre'?"
                    > czy cos takiego sugerowalem? chyba nie! (jak w malo ambitnej Masce). Bede
                    > wiedzial jak umre, czyli za pozno. A moze jeszcze pozniej. Skad takie pytanie?

                    Nie wiem, Brochu. Może to kwestia Twojego stylu wypowiedzi, a może moje błedne
                    odczytanie. Masz tendencję (nie tylko Ty zresztą, bo ja też) by pisać w
                    systemie 'ja tak mówię, więc tak, k..., jest'. Wiec odczytałem Twoja wypowiedź
                    jako 'skoro ja mówię, że coś jest do dupy, to jest do dupy i tyle'. Z
                    pozytywami tak samo - skoro mnie się podoba, to musi się Wam podobać. Ale tu
                    masz racje, to pewno błedna interpretacja z mojej strony
                    >
                    > Nie lubisz Kieslowskiego. O.k.
                    > Nie lubie Jelinek i paru innych, hej, czy ty mnie nie obrazasz?
                    > Mistrzu, nie, nie obrazam Cie (aczkolwiek sam z siebie czujesz sie urazony) :)

                    Nieno wmawiasz kmi emocje, których nie odczuwam. Czuję się rozbawiony, tocząc
                    tę z góry spatowana potyczkę, daje mi ona satysfakcję, że mogę sobie
                    porozmawiac z ludźmi, z którymi mam o czym rozmawiać, ale urażenia nie czuję
                    żadnego. I oczywiście, że mnie nie obrażasz - to sa tylko ćwiczenia w
                    argumentacji, w których ty sprawniej posługujesz sie narzędziami, ale w których
                    oczywiście JA mam rację:)

                    >
                    > Takie nieco nihilistyczne podejscie, "zapomnij zadan", i o tworzeniu dla
                    siebie
                    > nie dla ludzi przeczy Twoim wlasnym slowom wyzej.

                    Gdzie, bo tu przyznam, że nie łapię. Od 'zawsze' twierdzę, że sztuka nie ma
                    żadnych zadań. Nie będe powtarzał akapitu o bonusie w gratisie, ale tak moim
                    zdaniem jest (oczywiście mogę się mylic, ale to akurat mnie nie interesuje - że
                    wócę do kwesti stylu - uważam, że tak jest, więc tak jest:)

                    > .
                    > Czasem to wyszukana (oj mozesz sie przyczepic) kuchnia francuska, czasem duzo
                    > mniej. Czasem po prostu nie ma wyboru bo jest sie glodnym.

                    Ja jem wszystko, byle ktos to przygotował:) I nie dopytuję się o kompetencje
                    mistrza patelni. wystarczy, że MNIE smakuje.


                    P:)
                    ewentualny cd jutro, bo zaraz mnie walentynkowo Marysia skatuje:)
                    • broch Re: :))) 14.02.06, 23:34
                      no dobra, aby krotko.
                      w.g. najnowszych badan, (jakas szycha od informacji) wynika ze masz jedynie 50%
                      na prawidlowe odczytanie (intencji) email/post. Zakladam wiec ze odczytujac
                      posty (intencje) myle sie co drugi raz (moze czesciej).

                      Z tym "teatralnym" przykladem to sie nie zgodze: to nie gusta, sprawiaja ze
                      jeden dramaturg jest wielki a drugi nie, tego wielkiego to ja moge nawet nie
                      lubiec, nie zmienia to faktu ze nie jest "po prostu dobry"

                      "Dobra, dobra. A ustawiasz ludzi w pozycji, 'eee ty tam się nie znasz, nic
                      jeszcze nie widziałeś', co wynika z sporej częsci Twoich postów"
                      no ja tutaj niewinna sierotka, jestem. Tzn, zdaje sobie sprawe ze tak moje posty
                      sa odczytywane, nie mam nic przeciw temu, ale to nie jest to moim zamyslem.
                      Mowiac szczerze, moglbym sie strasznie starac i zmienic ton przemadrzalego, ale
                      faktycznie mi sie nie chce. Innymi slowy, uzywam tonu choc tak nie mysle. Golega
                      mial zawsze usmiechnieta gebe, nawet w dramatycznych sytuacjach, musial sie z
                      tego gesto tlumaczyc (wszyscy placza a Ty sie smiejesz). On mial taki grymas,
                      nie ze mu ciagle wesolo bylo.

                      No i popatrz, od filmu do glebokich rozmyslan o przeplywie informacji.
        • wiksadyba1 Re: Dlaczego nie ma już wielkich reżyserów? 20.09.06, 00:04
          braineater napisał:

          > NRFM ma absolutną rację. Takie kino już się przeżarło, 'wielkie tematy' zostały
          >
          > przemielone, przeżute, zasypane nawozem kiczu i pogrzebane w milionowych
          > powtórkach. Zresztą szczerze mówiąc z Twojego Panteonu, cenię tylko dwóch -
          > Welles, Fellini i fascynuje mnie jeden - Tarkowski, natomiast pozstałych mam za
          >
          > nic (no Bergmana trochę mniej bo przynajmniej dwa filmy da się oglądać), za
          > kolesi, o których mówiono mi na zajęciach z historii kina, ale nie zrobiono nic
          >
          > w tym celu, by byli mniej martwi niż są. Skończył się czas moralizatorów,
          > wieszczy kina,

          A kiedy taki czas moralizatorów był:)? Może w głowie polskich krytyków
          wychowanych na kinie moralnego niepokoju:)

          > teraz rządzą ludzie z obsesją.

          Obsesjonat-Ozon:)? Caro/Jeunet:)? Siostry Magdalenki:) Ciekawe jak na siła ich
          obsesji do OBSESJI np. Pasoliniego, Wellesa, Bunuela, Bergmana, Godarda, w innym
          sensie Kubricka, czy choćby i Hitchcocka:) Chyba, że źle rozumiem niektóre słowa
          o tej porze:)

          Jeżeli chodzi o obsesyjną sugestywność wizji filmowej, to ze współeczesnych
          reżyserów IMHO w jakimś stopniu od biedy dorównują wyżej wymienionym może Lynch,
          Bela Tarr, Tsai-Ming-Liang, Cronenberg, Haneke

          I z tej kategorii jest moich
          > trzech największych - Haneke, Ferarra i powlutku, ale coraz bardziej Ozon. To
          > Ci twórcy, przynajmniej w moich oczach najlepiej opowiadaja o tu i teraz,
          > najskuteczniej buduja wizualne metafory w których potrafię sie odnaleźć, to oni
          >
          > mną wstrząsają, gdy siadam i oglądam. Nie pouczają, nie nawracają. Pokazują i
          > analizują.
          > I tez nie jest tak, że kino obywa się bez wzruszeń, czy rozmachu, który czemuś
          > służy poza efekciarstwem. Masz doskonałe kino brytolskie, zarówno społeczne -
          > siostry Magdalenki, Billy Eliott, jak i pojechane - perfekcyjnie rozrywkowy Guy
          >
          > Ritchie, obłedny Greeneway. Masz kino akcji, w którym ważny jest scenariusz, a
          > nie napierdalanka - filmy na scenariuszach Dawida Mammeta, rzeczy takie jak
          > Ronin. Masz mistrzów operowania obrazem - odwieczny i nadal doskonały Terry
          > Gilliam, rewelacyjny Nicolas Roeg czy szaleńcy Jeunet et Caro.

          > Po prostu kino szuka nowych dróg, nowych odbiorców, nowych przestrzeni,


          Za słabo szuka, w tym dla mnie problem:))
      • wiksadyba1 Re: Dlaczego nie ma już wielkich reżyserów? 20.09.06, 00:13
        naked_royal_family_member napisała:

        > dlaczego juz nie tworzymy sobie takich ikon jak Bergman, Welles, Fellini, Tarko
        > wski, Wajda lub
        > Kieslowski? Noido, no trudniej nas nabrac, wydaje mi sie. Juz nie damy sie wyst
        > rychnac na dudka
        > niedrogim mistycyzmem wpolotwartych ust Irene Jacob, nie bedziemy patriotycznyc
        > h lez trwonic na
        > widok Radziwilowicza w koszulce bez rekawkow czy tez zdenerwowanej Krystyny Jan
        > dy.

        Zwracam uwagę, że te wpółotwarte usta Irene Jacob, to dosyć nowe czasy:) Węszę
        też tutaj argumentację na zasadzie "nudzi mnie literatura XIX wieku, np. jej
        klasyczny przedstawiciel Sienkiewicz":) Albo "Masłowska wyzwolila ze schematyzmu
        polską literaturę, której dotąd klasycznym przykładem były nowele takie jak "O
        człowieku, który sie kulom nie kłaniał":)


        > Teraz chcemy rzeczy uczciwych, malych a mocnych, czasem ironicznych, czasem wzr
        > uszajaco
        > naiwnych. Ale juz nie damy wodzic sie za nos Wielkimi Ideami i Zasadami. Wygral
        > ismy z akademizmem.

        A kogo z klasycznych reżyserów XX wieku zaliczyłbyś "do akademizmu":), np. w
        czym wymienieni na wstępnie Fellini czy Tarkowski byli "akademiccy". Tak w ogóle
        to prawie cały wiek XX w sztuce walczył z akademizmem, czasem z lepszym, czasem
        z gorszym skutkiem, czasem popadając w dogmatyzm, fakt. W ostatnich latach tempo
        tej walki jakoś wyraźnie osłabło:)

        A jeżeli "wygraliśmy z akademizmem" - to, konkretnie, z czym?
    • itek1 Re: Dlaczego nie ma już wielkich reżyserów? 14.02.06, 18:49
      Dla mnie wielcy to:
      Sasa Gedeon
      Thomas Vinterberg
      Lukas Moodysson
      Lars von Trier
      Tom Tykwer
      Andriej Zwiagincew
      Liv Ullmann
      • 3promile Re: Dlaczego nie ma już wielkich reżyserów? 14.02.06, 18:54
        A dla mnie Guy Ritchie, pomimo tego, że jest mężem swojej żony - "Rewolwer"
        rewelacyjny jest miajscami!
    • 3promile Re: Dlaczego nie ma już wielkich reżyserów? 14.02.06, 18:53
      Są wielkie filmy nieznanych reżyserów, są nawet wielkie filmy wielkich
      reżyserów; rzecz w tym, że wizerunek kina stał się (podobnie jak wizerunek
      innych dziedzin tzw. kultury) domeną specjalistów od wizerunku, czyli par
      ękselans marketingowców - wszystko na sprzedaż...
    • ben-oni Re: Dlaczego nie ma już wielkich reżyserów? 14.02.06, 22:21
      Może i są ale coraz więcej do powiedzenia w filmie maja panowie z reką na
      stosie banknotów (producenci). Wróciliśmy do czasów lat 20-ch i 30-ych, gdzie
      czaplin w końcu musiał założyc własne Studio, by mu żaden dupek nie łaził po
      planie i nie mówił co ma grać i kręcić.
      Kiedyś na planie Fellini był władcą, dziś pan Blumfeldt z wytwórni Pegasus (czy
      inny zwierz). ten co daje kasę chce dostać produkt zjadliwy mozliwie szybko i
      bez poslizgów.
      Nieliczni moga powiedzieć, że oni rządzą na planie.
      Forman, Soderbergh, Spike Lee, Woody Allen, Bertolucci, Scorsese, von Trier,
      Konczałowski, Michałkow. Bo im daje się pieniądze w ciemno! A sztuka wymaga
      wolności i braku pośpiechu.
      Inne rozwiazanie: robić tanie kino nieżalezne, lub niedrogie na własny koszt i
      ryzyko.
    • brunosch Re: Dlaczego nie ma już wielkich reżyserów? 14.02.06, 23:01
      Nie ma wielkich reżyserów, czy wielkich filmów?

      Wajda żyje (niedawno skończył 80 lat), kręci lektury szkolne i jakieś antyfilmy,
      choćby to którego nie jestem w stanie oglądać - mam na myśli "pannę Nikt".
      Wielki Zanussi też ukręca jakiś kogiel-mogiel "Opowieści weekendowe".
      Hoffman i Kawalerowicz - wyhamujmy litościwie przed ich arcydziełami czy to
      będzie telenowela Quo Vadis, Stara baśn czy Ogniem i mieczem, bo wszystkie te
      filmy są chybione...
      To tylko kilku na chybcika wymienionych reżyserów, którzy niedawno jeszcze
      tworzyli prawdziwie dobre filmy.
      • noida Re: Dlaczego nie ma już wielkich reżyserów? 14.02.06, 23:57
        A'propos Wajdy i Zanussiego.
        Czytałam ostatnio wspomnienia Kieślowskiego i tam była taka historia:
        Rok 1991 czy 1992. Kieślowski spotyka Wajdę. Wajda właśnie zrezygnował z
        działalności politycznej i pyta "I co ja teraz będę robił?" Kieślowski: "Jak to
        co? Filmy!". A Wajda "Jakie filmy? O czym?" I miał taki wyraz twarzy, jakby
        naprawdę nie wiedział. Po jakimś czasie spotkał się z Zanussim. A ten mu
        mówi "Nakręciłem coś, nie wiem, co...".
        Co sugeruje, że akurat ci ludzie związani byli nieodłącznie z czasami, w jakich
        żyli, i że nie potrafili się odnaleźć w nowej sytuacji...
        I prawdę mówiąc pytanie o wielkich reżyserów było trochę pytaniem o to, czy
        czasem Wielcy Reżyserzy nie są związani w jakiś sposób z Czasami.
        Według Braina tak.
        Według Brocha nie.

        A ja się wciąż zastanawiam.

        Moim zdaniem jednak chyba nie. Można mówić wiele rzeczy o Ozonie, ale to, co
        pokazuje w swoich filmach Bergman to jest jakby inny poziom. Moim zdaniem
        wielkie tematy wcale się nie skonczyły. I zawsze można o nich robić filmy. Bo
        każdy sobie zadaje pytanie "jak żyć?". Może dlatego, że dziś żyjemy inaczej,
        potrzebujemy innych filmów?
        • ben-oni Re: Dlaczego nie ma już wielkich reżyserów? 15.02.06, 09:14
          I wcale taka postawa Wajdy mnie nie dziwi. Świetnie mu się kręciło nieśpiesznie
          za państwowe pieniądze w PRL bo kinematografia "i tak zapłaci". Teraz gdy film
          musi jeszcze się sprzedać (czyt. być ciekawy) zaczynają się problemy. Na
          lektury chodzą szkoły, więc płodzi, ale jak długo można! Od czasów "Dantona"
          nie nakręcił nic co możnaby uznać za niezłe.
          W Polsce firma jest Kolski tylko, że on zawsze będzie miał problemy z kasą. W
          przeciwieństwie do pupilów finansjery (telewizji) typu Cywińska (ta jej
          moherowa "Boża marchewka" straszy seryjnie"), Wylężałka, Łazarkiewicz (tak
          cudownie opowiada takie nudne flaki z olejem), Piwowarski i tym podobni
          kaszaniarze.
          Machulski (świetne kino klasy B) postanowił sam się finansować i pod opiekę
          wziął Koterskiego.
        • aaneta Re: Dlaczego nie ma już wielkich reżyserów? 15.02.06, 10:02
          Owszem, Bergman to inny poziom, ale nie tylko z powodów artystycznych. Z powodu
          problemów psychicznych też.
          Moim zdaniem z tą wielkością to jest tak, że widać ją dopiero z perspektywy
          czasu. A w każdym razie czas ją weryfikuje. Natomiast związek z czasami, w
          jakich ktoś tworzy, jest istotny o tyle, że na ich tle widać, czy odstaje,
          wyprzedza czy się wtapia.
          Dla mnie wielki reżyser to taki, który ma własny styl, charakter pisma
          rozpoznawalny na pierwszy rzut oka. To nie musi być wielka rewolucja, coś
          absolutnie nowego w dziejach kina. Wystarczy, że będzie to coś odrębnego,
          powiedzianego od siebie.
          • stella25b Re: Dlaczego nie ma już wielkich reżyserów? 15.02.06, 10:39
            Napewno masz racje z ta perspektywa czasu ale Fellini czy Bergman akurat
            nalezeli do wielkich juz za swojego zycia. Ja upieralabym sie przy
            eksperymentach filmowych, rewolucji, czyms czego jeszcze na tasmie filmowej nie
            bylo.
    • nienietoperz Re: Dlaczego nie ma już wielkich reżyserów? 15.02.06, 12:32
      Wszystko zalezy od tego, jak rozumiecie wielkosc.
      Wpisujacy sie w historie kina (to znaczy tacy, o ktorych beda sie uczyc biedni
      studenci za 50 lat), z wlasnym niepodrabialnym stylem, tworzacy filmy od
      poczatku do konca wedlug wlasnej koncepcji - prosze bardzo: Tarantino, Kar-Wai,
      Lynch; kazdy z nich jest juz na swoj sposob czlowiekiem-instytucja.
      Legendarni i ponadczasowi - proba odpowiadania dzisiaj jest skazana na
      niepowodzenie tak czy inaczej.

      Trudniej odpowiedziec na pytanie o teatr, ale uzywanie przykladu Szekspira jest
      nie fair - tak sie juz zlozylo, ze ani malarstwo, ani powiesc, ani tym bardziej
      film nie maja swojej Ikony Ostatecznej. Teatrowi sie Bard przydarzyl i
      porownywanie go z innymi nie ma specjalnego sensu. Kane jest w porzadku, moze
      przetrwa, cala reszta teatru 'shopping and fucking' zginie w odmetach niepamieci
      (taki Ravenhill na przyklad). Pinter? Fo? Hmmmm.

      Ad Braineater: uzywanie zalosnego Ozona jako przykladu na moc kina dzisiejszego
      jest wkladaniem Brochowi w lapki broni masowego razenia.

      Uklony,
      nntpz





      ---
      Welcome back.
      • aaneta Re: Dlaczego nie ma już wielkich reżyserów? 15.02.06, 12:42
        Pytanie tylko, czy Broch zna Ozona? I w ogóle jakieś kino nieamerykańskie? Nie
        to, żebym Brocha nie doceniała, tylko w amerykańskich kinach podobno tylko
        amerykańskie filmy pokazują.
        • broch odpowiedzi 15.02.06, 14:11
          Znam tylko jeden film Ozona:
          "See the Sea"
          Fakt ze w kinach malo filmow nieeuropejskich, ale i tak wiekszosc filmow
          pozyczam przez internet stad:
          www.netflix.com/RoleDisplay?personid=20008445&strkid=27547179_0_0
          Maja naprawde sporo filmow europejskich.
          nie sadze jednak abym szczegolnie na Franciszka polowal. Ten jeden obejrzalem
          przez przypadek. Mam bardzo progresywnych znajomych ktorzy sciagaja rozne takie
          i zawsze "leci" jakis filmik podczas spotkan.

          drogi nienietoperzu,
          po pierwsze jak widac sa tacy ktorzy stawiaja Kane wyzej niz Shakespeare'a
          (ikony sie nie licza bo jak zwykle obrazoburstwo jest modne). Po drugie, moge
          spokojnie zestawic Kane z np T.S. Eliotem, Beckettem, Bondem i paroma
          wspolczesnymi nie obawiajac sie "wsciekla" przewazy szale. Dla mnie to dosc
          uboga oferta rozrywkowa (tzn "wsciekli").
          • nienietoperz Re: odpowiedzi 15.02.06, 14:18
            Na Franciszka nie poluj. Zmusil mnie raz nieomal do wyjscia z kina (Basen), a
            drugi raz nieomal do wyjscia z pokoju (8 kobiet).
            Nie ustosunkowales sie za to Brochu do trzech panow wymienionych w moim poscie;
            nie jako do legend, ale do waznych postaci w historii kina.

            Przy okazji przeprosiny do AAnety za kolejne przesuniecie dyskusji o Ukryrtym;
            przecenilem nasze mozliwosci przedprzeprowadzkowe, teraz zas okazalo sie, ze na
            nasza prowincje 'Cache' dociera dopiero w marcu:-(
            Uklony,
            nntpz
            • aaneta Re: odpowiedzi 15.02.06, 14:38
              Może to jakoś przeżyję ;)
              A tak w ogóle to gdzie się przeprowadziłeś? Pochwal się, nie bądź taki :)
              • nienietoperz Re: odpowiedzi 15.02.06, 14:45
                Do miasta nad morzem (prawie), blisko gor (o ile mozna byc w gorach w Anglii) i
                nad rzeka(naprawde), ze sredniowiecznym zamkiem i zeszlowieczna elektrownia
                atomowa, jednym zaledwie kinem dla ludzi (i jednym dla konsumentow), deszczem i
                wiatrem w duzych ilosciach, mieszkancami w ilosciach nieduzych. W skrocie do
                Lancaster (u?).
                Uklony,
                nntpz
            • broch Re: odpowiedzi 15.02.06, 15:49
              O Tarantino kiedys pisalem. Uwazam ze mial dobre poczatki ale potem zszedl na
              psy (nomen omen). Kill bill to czysta komercja nastawiona na najwieksze kino
              (amerykanskie). Lubie filmy malo ambitne (tzn wejsc do kina zabawic sie i
              wyjsc), ale szczerze mowiac ostatni Tarantino mnie znudzil.
              Kar-Wai nie znam (chyba, w kazdym razie nie pamietam).
              Lyncha lubie, choc ostatnim filmem bylo Mulholland Drive (z tej okazji z reszta
              przejechalem sie rzeczona ulica) i pozniejszych, jesli byly, produkcji Lyncha
              nie znam. Mulholland, nie wzielo mnie szczegolnie poniewaz pojawily sie zbyt
              wyraznie elementy z wczesniejszych filmow Lyncha. Bardzo lubie Blue velvet,
              Elephant man, Lost highway. Kompletnie nie znam Jego wczesniejszych filmow z lat
              70' za wyjatkiem Eraserhead.

              Zadowolony jestes z przeprowadzki?
              • nienietoperz Re: odpowiedzi 15.02.06, 16:28
                Ad Tarantino: ostatnio ogladalem po raz kolejny Pulp Fiction, i coraz bardziej
                wydaje mi sie, ze jest to nie tylko doskonaly film rozrywkowy, ale tez swietny
                film o zyciu tak po prostu, o jego zakretach, alogicznosciach, 'przerwach w akcji'.

                Ad zadowolenie z przeprowadzki: na ile mozna byc zadowolonym po 5 dniach, jest
                OK. Mam juz biurko, komputer, pokoj i potencjalna mase pracy. Poza tym ochote na
                objezdzanie i obchodzenie calej okolicy - na razie wczorajszy spacer nocny
                zakonczyl sie przemoczeniem sie od stop do glow i momentem a la 'Lsnienie.'
    • ben-oni Re: Dlaczego nie ma już wielkich reżyserów? 15.02.06, 14:21
      Możecie sobie fandzolić o tarantino, Ozonie czy innym Poszepszyńskim, a ja
      czekam na film, który będzie drugim "Powiększeniem". Dzisiejszych matołków
      od :transpottingów i tego typu g. nie stać na tak genialna robotę bo są
      wyrobnikami reklamówek i strzelanek. Kryminał bez zbrodni, zbrodnia bez trupa,
      chociaż był, pełna iluzja kina. Kto? Soderbergh, pupil Oscarów, który jak nie
      wpiep... 40 pistoletów i trzy jatki to uważa, że film się nie udal?!
      • staua Re: Dlaczego nie ma już wielkich reżyserów? 15.02.06, 14:38
        Trzeba poczekac na drugiego Cortazara, ktory napisze drugie "Powiekszenie".
        Swoja droga, chyba Antonioniego jeszcze nikt nie wymienil ;-)
        • aaneta Antonioni 15.02.06, 14:54
          Miałam zamiar, ale po przemyśleniu zrezygnowałam, bo nie wiedziałam, czy go
          zaliczyć do tych wielkich, których już nie ma, czy podkreślić, że niektórzy z
          nich jeszcze kręcą.
          • naked_royal_family_member Re: Antonioni 15.02.06, 15:59
            nie zostal wymieniony, bo nie nalezy do grona Wielkich Rezyserow naszkicowanego wyzej, i chwala
            [...]u.

            zrobil kilka krotkich, mocnych filmow, nowoczesnych w najlepszym tego slowa znaczeniu. No, a potem
            umarl.

            Nie, nie, nie wmowicie mi, ze "Il filo pericoloso delle cose" czy nawet "Al di la delle nuvole" zrobione
            zostalo przez tego samego czlowieka, co "Il deserto rosso".

            (nie, nie znam wloskiego, podaje tytuly oryginalne tylko dlatego, ze nie znam polskich, a chcialbym
            uniknac anglicyzmow, zupelnie nie na miejscu w tym kontekscie)
            • aaneta Re: Antonioni 15.02.06, 16:08
              Antonioni umarł? Kiedy? ;)
            • aaneta Re: Antonioni 15.02.06, 16:24
              No dobra, żarty na bok, też nie na miejscu.
              "Po tamtej stronie chmur" zrobił Wenders, faktycznie. Ale co z tego?
              • naked_royal_family_member Re: Antonioni 15.02.06, 17:52
                O, widzisz, nie wiedzialem, ze rowniez Wenders maczal rece w "Po tamtej stronie chmur".

                A "z tego" to, ze nie bez powodu Antonioni nie zostal wymieniony przez Noide, bo w czasach swoich
                najlepszych filmow nie nalezal do nurtu, ktory pozwolilem sobie nazwac akademickim. No bo co
                Ojczyznie czy Mistyce do, no nie wiem, powiekszonego zdjecia lub do kaprysnych dam? Antonioni
                nalezal do tego samego rodzaju estetyki kinowej co Skolimowski, na przyklad. Wkurzonych,
                pretensjonalnych szczeniakow;-) A takich dzis nie brakuje (Richar Kelly jest przykladem wrecz
                podrecznikowym takiego wspolczesnego rezysera, czekam na ciag dalszy).
      • aaneta Re: Dlaczego nie ma już wielkich reżyserów? 15.02.06, 14:49
        A tak się dobrze zapowiadał ten Soderbergh...
        Co do drugiego "Powiększenia" to gdyby się coś takiego trafiło, to już nie
        byłoby to. Wolałabym coś pierwszego ;)
        Poza tym jednak, moim zdaniem, nie jest tak źle, nie tylko krwawe jatki są teraz
        w kinie, trzeba tylko dobrze poszukać.
      • daria13 Re: Dlaczego nie ma już wielkich reżyserów? 15.02.06, 15:25
        Może to rzeczywiście kwestia wieku, ale ja zgadzam się z opinią, że wielkich
        reżyserów chwilowo (mam nadzieję)brak. Jest wielu reżyserów dobrych, ciekawych,
        ale naprawdę wielkich nie ma. Mi najbardziej brakuje takich wizjonerów kina jak
        Herzog (choć z nim jest szansa, że jeszcze się ponownie obudzi;), czy Bunuel i
        Saura.
        Reżyser wielki, to taki na którego każdy film czeka się niecierpliwie i biegnie
        do kina w dniu premiery. Biegnie się w ciemno. Tak mam chyba tylko z
        Almodovarem. Moodysson, czy rosyjski reżyser od Powrotu (zapomniałam nazwisko)
        zrobili jeszcze za mało rzeczy, żeby ich w pełni ocenić, ale faktycznie rokuja
        nieżle. Kar-wai na pewno.
        Akurat co do kina byłabym jednak optywmistką, bo wydaje mi się, że to materia
        bardzo elastyczna i mimo, że większość spraw ważnych została już pokazana i
        przeżuta jak to pisał Brain, ale jest jeszcze duża ilość sposobów na
        przetworzenie ich w sposób nietypowy. Większe obawy ma już co do lilteratury,
        ale to inny temat.
        Pozdrawiam:)
        • aaneta Re: Dlaczego nie ma już wielkich reżyserów? 15.02.06, 15:33
          Skoro już padły te nazwiska, to może ktoś mi powie, co takiego jest w Herzogu i
          Bunuelu, bo jakoś nie mogę się niczego w nich doszukać.
          • noida Re: Dlaczego nie ma już wielkich reżyserów? 15.02.06, 15:35
            Spójność wizji ;-)
            • staua Re: Dlaczego nie ma już wielkich reżyserów? 15.02.06, 15:53
              E tam. Spojna wizje ma tez np. Andrzej Kondratiuk (bardzo go lubie nota bene),
              a do Wielkich go nie zaliczamy... Przynajmniej w tym watku.
              • naked_royal_family_member Re: Dlaczego nie ma już wielkich reżyserów? 15.02.06, 16:00
                Koledzy i kolezanki, Wy naprawde TransAtlantyku nie czytaliscie, by tak z wielkiej litery wszystko pisac?
                • staua Re: Dlaczego nie ma już wielkich reżyserów? 15.02.06, 16:23
                  Taaa.... czy w takim razie potrzebne sa emotikony?
                  • naked_royal_family_member Re: Dlaczego nie ma już wielkich reżyserów? 15.02.06, 17:42
                    statuo, czyli pierwszy wpis noidy tez byl zartem takim, ktorego nie zrozumialem? ufff;-)
                    • staua Re: Dlaczego nie ma już wielkich reżyserów? 15.02.06, 18:13
                      Wpis Noidy - nie wiem, ale traktuje tak wielkie litery (Wielkie Litery) w tym
                      watku. Moj byl na pewno.
                • noida Re: Dlaczego nie ma już wielkich reżyserów? 15.02.06, 18:27
                  Ja nie czytałam. A co? Teraz już się tak nie pisze?
                  • naked_royal_family_member Re: Dlaczego nie ma już wielkich reżyserów? 15.02.06, 18:34
                    Pisze sie Noido, pisze, tyle, ze posiada to pewna konotacje:)
          • daria13 Re: Dlaczego nie ma już wielkich reżyserów? 15.02.06, 16:01
            aaneta napisała:

            > Skoro już padły te nazwiska, to może ktoś mi powie, co takiego jest w Herzogu
            i
            > Bunuelu, bo jakoś nie mogę się niczego w nich doszukać.
            Nie mam chwilowo czasu, żeby się rozpisać, a że to moi ulubieni reżyserzy, to
            pewnie mogłabym długo, ale może postaram się później, z domu.
            Ułatwiłabyś mi zadanie Anetko, gdybyś powiedziała, które filmy tych reżyserów
            widziałaś.
            W dużym skrócie mogę teraz jedynie powiedzieć, że brakuje mi kina
            odrealnionego, odjechanego, jak to się teraz mówi, ale tak właśnie spójnie i z
            sensem, a tacy byli właśnie Ci trzej panowie.
            P:)
            • aaneta odrealnione i odjechane 15.02.06, 16:14
              Dziękuję, wystarczy. Już wiem.
              Dario, gdybym widziała, to bym nie pytała. Tylko próbowałam i mnie odrzuciło.
              • daria13 Re: odrealnione i odjechane 15.02.06, 19:06
                Anetko, wybacz, ale wydaje mi się, że nie sposób ocenić reżysera tylko
                próbując. Znaczy obejrzałaś pierwsze 10-15 minut i powiedziałaś sobie: nie to
                mi się nie podoba? Toż film tworzy z reguły spójną całość, przedstawia pewną
                wizję, trudno jest go ocenić od pierwszego wejrzenia. To odjechanie u
                wspomnianych reżyserów nie jest takie jak dziś się to pojęcie rozumie. To nie
                sztuka dla sztuki i sztuczne udziwnienie, tylko właśnie wizjonerstwo. To
                właśnie są reżyserzy, którzy stworzyli samodzielną, niepowtarzalną jakość, ich
                dzieła miały ten charakterystyczny rys, o którym pisałaś, jak mało kto obecnie.
                Julka dyszy mi zza ramienia, bo musi coś natychmiast zrobić na komputerze, więc
                znowu muszę się streszczać, ale jak już zaczęłam, to o panach H i B prędko nie
                skończę, uprzedzam:)
                Pozdrawiam:)
                • aaneta Re: odrealnione i odjechane 16.02.06, 10:46
                  Dario, przykro mi to mówić, ale nóż mi się w kieszeni otwiera, jakem góralka
                  świętokrzyska, jak słyszę takie teksty. Po co mam oglądać całość, jeśli mi się
                  coś nie podoba od pierwszego wejrzenia? Za stara już jestem i za dużo filmów w
                  życiu widziałam, żeby liczyć na to, że to, co mi się nie podoba od początku,
                  spodoba mi się z jakichś względów później. A na oglądanie tego, co mi się nie
                  podoba, po to tylko, żeby stwierdzić dlaczego mi się nie podoba, nie mam albo
                  szkoda mi czasu.
                  Poza tym przecież nie oceniam reżysera (obiektywnie), tylko mówię, że mi się nie
                  podoba (subiektywnie). Nie uwierzę, że nie widzisz różnicy.
                  Jeśli o Herzogu i Bunuelu możesz długo i namiętnie, to rozwiń, proszę,
                  następujące swoje sformułowania:
                  - spójna całość,
                  - pewna wizja,
                  - odjechanie nie takie, jak dziś się to pojęcie rozumie,
                  - samodzielna, niepowtarzalna jakość,
                  - charakterystyczny rys,
                  ale najpierw powiedz, kiedy ostatnio odlądałaś coś panów H i B.
                  • daria13 Re: odrealnione i odjechane 16.02.06, 13:42
                    Trochę trudno mi odpowiedzieć na takie dictum i chyba próżny byłby trud mój,
                    skoro Ci sie nie podoba i już. Mam inne podejście do tematu i bedę sie upierać,
                    że nie da się ocenić filmu, bądż stwierdzić, że film mi sie nie podoba (wiem,
                    że to różnica) na podstawie obejrzenia pierwszych kilku minut dzieła. Rozumiem,
                    że w przypadku książki po pierwsze łatwiej stwierdzić, że po prostu nie podoba
                    mi się styl autora, a ponadto, na przeczytanie książki trzeba jednak poświecić
                    sporo więcej czasu, ale z filmem rzecz ma się inaczej. Ja z ciekawości byłabym
                    w stanie poswięcić te dwie godziny, żeby się upewnić w niepodobaniu, lub
                    jednakowoż odkryć coś ciekawego.A nóż.Mam prawo tak uważać, tak samo jak nie
                    odbieram Tobie prawa do zrezygnowania z filmu, a dalej z innych filmów danego
                    reżysera po obejrzeniu tylko kawałka jednego z nich.
                    Piszę z reguły bardzo długie posty, więc żeby je nieco zminimalizować używam
                    skrótów myślowych i pojęć generalizujących i gdybym chciała rozwinąć wszystkie
                    wskazane przez Ciebie określenia, musiałabym naprawdę się rozpisać, a skoro tak
                    naprawdę nie jesteś zaintesowana, to trochę mi się odechciało, prawdę mówiąc.
                    Filmy Herzoga i Bunuela oglądałam dawno temu, w czasach kiedy chodziłam do kina
                    regularnie, kiedy interesowałam się kinematografią i każdy film tych reżyserów
                    był dla mnie świętem. Może dziś mniej emocjonalnie podchodziłabym do tych
                    filmów, a może wręcz przeciwnie, teraz rozumiałabym je lepiej. Kiedyś pewnie,
                    jak bedzie mnie na to stać zrobię sobie maraton filmów tych reżyserów, pewnie z
                    Julką.
                    Sama widzisz ile nastukałam, a znowu pewnie Cię nie usatysfakcjonowałam:)
                    Mimo to pozdrawiam serdzecznie:)
                    • aaneta Re: odrealnione i odjechane 16.02.06, 14:28
                      Istotnie, nie jestem usatysfakcjonowana, ale zdaję sobie sprawę, że sama Cię
                      zniechęciłam. Mimo wszystko dziękuję za dobre chęci :)
                      • daria13 Re: odrealnione i odjechane 16.02.06, 15:01
                        Ok. cieszę się, że się zrozumiałyśmy:). W tej sytuacji z przyjemnością jeszcze
                        coś napiszę o H i B, ale może wieczorem, bo mam straszny młyn w pracy od
                        dłuższego czasu. Ze swojej strony zas chiałabym, żebyś w takim razie, skoro
                        napisałaś niedawno: "Dla mnie wielki reżyser to taki, który ma własny styl,
                        charakter pisma
                        rozpoznawalny na pierwszy rzut oka. To nie musi być wielka rewolucja, coś
                        absolutnie nowego w dziejach kina. Wystarczy, że będzie to coś odrębnego,
                        powiedzianego od siebie." i pod czym ja się podpisuję, co już pisałam,
                        postarała się napisać w tym kontekście o Rohmerze. Moim zdaaniem nie jest łatwo
                        wyartykułować opinię o odrębnym, własnym stylu danego reżysera. Ale mam
                        nadzieję, że Tobie to sie uda.
                        Pozdrawiam:)
                        • aaneta Rohmer 17.02.06, 14:34
                          Dziwi mnie trochę Twój pogląd, że "nie jest łatwo wyartykułować opinię o
                          odrębnym, własnym stylu danego reżysera", zwłaszcza że nie rozmawiamy na
                          poziomie "filmoznawczym", czyli naukowym, teoretycznym, tylko mówimy o własnych
                          przeżyciach i preferencjach. Przynajmniej ja ;) Oczywiście, w niektórych
                          przypadkach pewnie tak jest, ale mówimy przecież o wielkich reżyserach, czyli
                          właśnie tych odrębnych, niepowtarzalnych i charakterystycznych. Można się
                          spierać o wartość tych "odrębności", ale trudno ich nie zauważyć.

                          W przypadku Rohmera chodzi przede wszystkim o temat i sposób narracji. A raczej
                          o brak tematu, pozorny oczywiście. We wszystkich jego filmach, które oglądałam,
                          na pierwszy rzut oka nie wiadomo, o co chodzi. Toczy się jakaś opowieść,
                          nieśpieszna, niezbyt zajmująca, czasami wręcz nudnawa, nie ma żadnego
                          wyrazistego bohatera, a jeżeli nawet jest, to wydaje się niezbyt ciekawy i nie
                          wiadomo, o co mu chodzi ;) Ot, zwyczajne sprawy damsko-męskie, bez wielkich
                          uniesień, bez dramatycznych rozstań, konfliktów, tragedii, rozpaczy, zdrad ani
                          nawet miłości od pierwszego wejrzenia. Ale za to rozmowy, spotkania i rozmowy,
                          niby zwyczajne, ale to też zmyłka, bo tak naprawdę wszyscy mówią o sobie, o
                          swoich uczuciach, potrzebach i wzajemnych relacjach. Szczerze. Bez złych
                          intencji, głupich zagrywek, chęci wyrządzenia zła. I to chyba najbardziej mi się
                          u Rohmera podoba. A co z tego wszystkiego wynika, to nie powiem, żeby nie psuć
                          zabawy tym, którzy jeszcze Rohmera nie znają, a być może kiedyś zechcą go poznać.
                      • daria13 Re: odrealnione i odjechane 16.02.06, 21:40
                        Odjechane wczoraj i dziś w filmie na przykładach: wspomniany gdzieś wcześniej
                        Trainspotting; w opowiadaną prostą historię wplata się fragmenty nieco
                        odlotowe, często związane z zażywaniem przez bohaterów środków odurzających
                        (patrz też na przykład Requiem dla snu). Zabieg ciekawy, podoszący atrakcyjność
                        filmu. W dawnym kinie odjechanie to był głównie surrealizm, groteska i, jak
                        zwłaszcza w przypadku Herzoga - czysta magia i mistycyzm. Uwielbiam surrealizm
                        i groteskę, nie na darmo moimi ukochanymi pisarzami są Vian i Topor, dlatego
                        tak cenię sobie Bunuela. U Herzoga kocham wizjonerstwo, genialene zdjęcia i
                        niepowtarzalny, niepokojący nastrój. Po wyjściu z kina po obejrzeniu Szklanego
                        serca, przez kilka godzin chodziłam jak błędna, nie mogłam znieść szarzyzny i
                        brzydoty świata dookoła mnie (miałam wtedy pewnie z 17, 18 lat;). Byłam
                        poruszona do samej głębi.
                        Ty Aneto, jak mi się zdaje lubisz głównie kino psychologiczne i raczej
                        realistyczne, ja takie też lubię, ale jeszcze bardziej cenię sobie filmy, które
                        działają nie tylko na mój, nazwijmy to intelekt, ale też na mój nastrój, na
                        przeżywanie sztuki.
                        Śmiem zaryzykować hipotezę, że nie przepadasz za malarstwem Beksińskiego, a ja
                        go uwielbiam od czasów jeszcze wczesnolicealnych. To taka dygresja na
                        marginesie, ale może się mylę.
                        Dla mnie historia kina bez Dyskretnego uroku burżuazji, Mrocznego przedmiotu
                        pożądania, Nakarmić kruki Saury i Fitzcaraldo Herzoga byłaby dużo uboższa.
                        Myślę, że dla Ciebie Anetko najbardziej strawnym filmem Bunuela byłaby Piękność
                        dnia. Sprawiłabyś mi wielką radość, gdybyś kiedyś zechciała się przełamać i
                        spróbować obejrzeć ten film, a potem go dla mnie skomentować. Ale oczywiście
                        nie zmuszam, to tylko drobna sugestia.
                        Pozdrawiam:)
                        • aaneta Re: odrealnione i odjechane 17.02.06, 13:35
                          Niewykluczone, że kiedyś spróbuję ponownie Herzoga, Bunuela i może jeszcze paru
                          innych rzeczy, które kiedyś mi nie podeszły. I może nawet mi posmakują. Jeżeli
                          pytam, co w nich jest fajnego, to dlatego, że mnie jakoś intrygują i spodziewam
                          się, że jeżeli ktoś mi to powie, to i ja wreszcie się na to otworzę. Ale do tego
                          potrzebuję czegoś więcej niż np. hasło "magia i mistycyzm u Herzoga". Chciałabym
                          się dowiedzieć, na czym ta magia i ten mistycyzm polegają w tym konkretnym
                          przypadku, jak to działa na emocje, jakie wrażenia wywołuje, bo to, że działa,
                          to wiem, tylko jak? Co takiego wspaniałego jest w "Szklanym sercu", jeżeli przez
                          kilka godzin po wyjściu z kina chodziłaś jak błędna, nie mogłaś znieść szarzyzny
                          i brzydoty świata dookoła Ciebie? Przecież to musiało być straszne uczucie, więc
                          skąd ten zachwyt? Chciałabym to zrozumieć, dlatego że wydaje mi się to dziwne,
                          bo zupełnie odmienne od tego, czego ja oczekuję od filmów czy sztuki w ogóle.
                          Mają mi poprawiać nastrój, nie pogarszać, a jeżeli pogarszają to musi coś z tego
                          wynikać, jakiś morał albo coś, że się tak naiwnie wyrażę.

                          Co do Beksińskiego to żadne ryzyko ani hipoteza, bo kiedyś o tym rozmawiałyśmy i
                          po prostu wiesz ode mnie, że mi się nie podoba :)
          • ben-oni Re: Dlaczego nie ma już wielkich reżyserów? 15.02.06, 16:23
            Herzog dla mnie jest wielki za dwa filmy:
            "Aguirre..." i "Fitzcaraldo" (Amazonia pokazana tak, że misja przy tym to
            dobranocka - Magia). No i Klaus. Tylko Werner z potwora potrafił zrobić
            człowieka.
    • mamarcela pytania do Noidy - a rebours 15.02.06, 20:05
      Czy ci wielcy reżyserzy, których wymieniłaś, są dla Ciebie Wielkimi Reżyserami
      i to w każdym swoim dziele? Czy naprawdę ich twórczość jest en bloc dla Ciebie
      ważna? Czy przypadkiem nie jest tak, że oni są wielcy z definicji, a tak
      naprawdę to dzieła innych (może nie tak uznanych) są dla nas często ważniejsze?
      Czy ktoś nam tej ich nadzwyczajnej wielkości przypadkiem nie wmówił? Czy ktoś
      ogląda np.późnego Bergmanna z własnej woli i po wielokroć z równą przyjemnościa
      jak ja Piknik pod Wiszącą skałą, albo Dawno temu w Ameryce?
      Tak sobie pytam, bo nie wiem.
      mamarcela bez wizji , ale za to z wątpliwościami
      .
      • broch a ja moge odpowiedziec psze pani?, moge, moge? 15.02.06, 20:34
        nie wiem co noida na to.
        ale:
        1) nie ma ani jednego tworcy ktory nie tworzylby rzeczy slabszych. Bylo nie bylo
        to tylko ludzie. Ci ktorzy stworzyli jedynie dziela wybitne umarli mlodo (i nie
        mieli szansy na podkniecie)
        2) Felliniego, Antonioniego, Bergmana widac w filmach innych, tak samo jak
        Hitchcocka Bunuela, de Sice. Te chlopaki zmienily metody operowania kamera,
        sposob narracji, prace z aktorami. To nie tylko temat (wielki czy nie) ale cala
        reszta, bez ktorej dzisiejsi rezyserzy ciagle tworzyliby filmy slapstickowe
        (nawiasem mowiac bardzo lubie kino nieme).
        3) czy ktos wmowil? Oczywiscie, cala kultura byla/jest wmowiona. To nie
        przypadkowy odprysk mutacji chromosomalnych ale bagaz odziedziczony po
        wszystkich naokolo plus doswiadczenie zyciowe pozwalajace na minimalne wariacje
        (ale bez pzesady): stad sa roznice miedzy mna i brainearerem "w dziedzinie"
        niektorych pisarzy :))) oraz podobienstwa w wyborze innych.
        • mamarcela Re: a ja moge odpowiedziec psze pani?, moge, moge 15.02.06, 21:44
          Kochany Brochu, ależ ja się zgadzam, że to byli wybitni rezyserzy - ci
          wymienieni oraz jeszcze inni (Kurosawa, właśnie Bunuel, Herzog i jeszcze co
          najmniej kilkunastu, ja np. przepadam za Viscontim jego Śmierć w Wenecji mnie
          wbija w fotel za każdym razem). Tylko nie wiem, czy im trochę glorii Wielkich
          Reżyserów i to zawsze za wszelką cene i dla wszystkich trochę na wyrost nie
          dodano, a to dlatego, iż ci właśnie tylko o "wielkich" sprawach. I nawet jak
          nie zachwyca to musi. Ciekawiły mnie odpowiedzi Noidy, bo ona nieskażony przez
          odbiór dawniejszy umysł ma. Z pewnościa mają swoje miejscew historii kina, ale
          jak to jest teraz z odbiorem np. Bergmanna (z okresu psychicznego) skoro już
          wiadomo, że można o ważnych sprawach bez patosu, opowiadając po prostu
          historie. Głęboko wierzę, że wartość sztuki musi być zweryfikowana przez czas,
          ale właśnie jeśli chodzi o film to jest on sztuka na tyle młodą, że mam co do
          tej weryfikacji pewne wątpliwości.
          Pytam, bo nie wiem. Nie odbierając większości z ich dzieł miejsca w "panteonie"
          do niektórych z nich nie powróciłabym z własnej woli. Chociaz uwielbiam stare
          filmy (takiego Hitchcocka to żałuję, że juz nie ma) i nigdy przenigdy nie
          powiedziałabym, że sztuka jest ważna tylko wtedy jeśli jest aktualna i
          dotyczy "naszych" problemów.
          Teraz oglądam dużo filmów, kiedyś oglądałam wszystkie dostępne w Polsce (oraz
          część zagranicą) łącznie z dekaefami, iluzjonami, przeglądami i konfrontacjami.
          Uczyłam sie histori filmu, wiele książek przeczytałam i ciągle mam
          wątpliwości.:)
          przepraszam za chaotyczność, ale piszę z komputera córki, która nade mna sapie.
          no i oczywiście pozdrawiam
      • noida droga Mamarcelo 15.02.06, 22:42
        Otóż owszem, tak. Pierwszy Bergman mnie powalił. Tarkowsky też. Welles nie, ale
        oglądałam go z prawdziwą przyjemności i zdumieniem, że mimo upływu tylu lat w
        ogóle się nie zestarzał. Fellini z tego towarzystwa może najmniej.
        Kieślowskiego, jak dobrze wiesz, nie oglądałam wcale :) Wajdę dodałam, bo mi
        się wydaje, że jego pozycja w kinie polskim jest tak niepodważalna, że
        jakkolwiek na niego nie pluć to on się sam wybroni. Chociaż Zemsta jest do bani
        i wszyscy to wiedzą.

        Ale- ja całej masy ich filmów nie widziałam, bo nie miałam gdzie ani kiedy.
        Powiedzmy, że nadrabiam usilnie, ale powoli.

        Ich twórczość jest dla mnie ważna nie tylko dlatego, że są częścią historii
        kina, ale też dlatego, że jest mi bliskie to, co chcieli powiedzieć.

        Ale ja się w ogóle nie upieram, że akurat oni byli wielcy wielkością
        bezdyskusyjną, bo na każdego znajdzie się paragraf i ja powiem, że ten czy ten
        zrobił wielki film, a wy mi na to, że figa, bo oprócz tego zrobił kichę jakąś.
        Chodzi mi raczej o zjawisko pt. Wielki Reżyser. Że takich ludzi w moim
        pokoleniu nie ma, może z wyjątkiem von Triera, ale jego filmów akurat nie
        lubię, bo są podłą manipulacją na widzu. Ja nie płaczę z żalu, że nie ma takich
        ludzi. Ja się zastanawiam, dlaczego ich nie ma? Czy to kwestia czasów czy może
        ekhm młodzież teraz taka rozpaskudzona?

        A filmów po wielokroć nie oglądam z zasady, bo jak mam czas to oglądam raczej
        te, których jeszcze nie widziałam, a sporo tego jest.
        • brunosch są wielkie filmy 15.02.06, 22:56
          a nie reżyserzy. Oczywiście, Reżyser częściej nakręci arcydzieło niż Pipsztycki,
          ale to filmy się liczą, a nie Nazwisko.
          "Dawno temu w Ameryce" nakręcił ten sam Sergio Leone, który przez lata
          traktowany był jako twórca Kiczów Absolutnych, spageti-westernów i innego
          badziewia.
          Panny Nikt nie daję rady oglądać dłużej nić 30 minut, ale jednak nakręcił to
          Wajda, ten sam dzięki któremu mamy Wesele - bezdyskusyjne arcydzieło, które
          zachwyca mnie bez końca. Do tego "Danton" - film, który oglądam zawsze, gdy
          tylko mam okazję (chyba z kilkadziesiąt razy!!!).
          Ale co zrobimy z Największym Nazwiskiem które schodzi na psy? czy to ten sam
          wielki reżyser, czy człowiek, który nie odnajduje się już w świecie?
        • mamarcela Kochana Noido 15.02.06, 23:12
          Dziękuję. :)
          To ja Ci powiem tak - pierwszy Bergmann też mnie powalił, bo była to
          przypadkiem Siódma pieczęć,a ja miałam z 13 lat.Później jeszcze Poziomki i
          trochę Fanny i Alexander - reszta mnie raczej bolała, Tarkowski mnie powala
          zawsze. Fellini - La strada i Amarcord. Kieślowskiego akurat oglądam, bo ja
          lubię polskie kino. Wajda - doceniam starocie i lubie Wesele i Ziemię obiecaną.
          Herzog tak. Bunuel - francuski,
          Ale wydaje mi się, że współcześnie też powstają dobre, ważne, czy nawet wybitne
          filmy. Czas to zweryfikuje i za 20 lat po prostu będziemy wiedzieli, co
          pozostało, co ma wymiar ponadczasowy i to będzie dobre. Na razie błądzimy i
          niekoniecznie na te najwybitniejsze udaje nam sie trafić.
          Van Triera też nie lubię, bo stosuje chwyty socjotechniczne (czyli wali widza
          po jajach :)
          Kryzys w dziedzinie "wielkich reżyserów" jest chyba wynikiem ogólnego kryzysu
          autorytetów. Zresztą filmy najwybitniejsze często są "schowane", mówią językiem
          nie wprost, nie nazywają rzeczy po imieniu, poslugują się ironią zamiast patosu.
          zreszta jak wiesz sama mam wątpliwości
          pozdrawiam
          mamarcela wątpiąca
          • brunosch Re: Kochana Noido 15.02.06, 23:23
            > Kryzys w dziedzinie "wielkich reżyserów" jest chyba wynikiem ogólnego kryzysu
            > autorytetów. Zresztą filmy najwybitniejsze często są "schowane", mówią językiem
            > nie wprost, nie nazywają rzeczy po imieniu, poslugują się ironią zamiast patosu

            Ba! na tym polegała wielkość "szkoły polskiej"! Że zamiast sosu-patosu pojawił
            się Wajda z Kanałe, który wbija w krzesło do dziś. Przez ironię i od-bohaterowienie.
            Dlatego też wielki jest dla mnie Dzień świra. Film o każdym z nas. Straszny jak
            Rewizor Gogola. Śmiejemy się z siebie i siwiejemy ze zgrozy, bo to dzieje się z
            nami. Tu i teraz.
    • braineater mały offtopic 15.02.06, 20:50
      www.naszdziennik.pl/index.php?typ=kl&dat=20060214&id=kl12.txt
      xs. Pirożyński żyje i ma się dobrze...


      P:)
      • noida aż chyba normalnie się wybiorę 15.02.06, 22:48
        na tę degrengoladę! Zwłaszcza mnie interesuje jak "córka Judyty pali papierosy
        i pod nieobecność matki w domu współżyje z kolegą z klasy".
        • aaneta Re: aż chyba normalnie się wybiorę 16.02.06, 10:51
          A zauważyliście, kto to napisał? Co za nazwisko, nawet dwa!
          Ciekawe tylko, skąd on wziął tych "wielu młodych ludzi, dla których relatywizm
          moralny i brak wyższych wartości były do tej pory obce".
          • noida Re: aż chyba normalnie się wybiorę 16.02.06, 11:10
            Jak to skąd? Z oazy ;-)
            A teraz oni poszli do kina, bo chcieli swoje pierwsze, czyste, romanytczne
            uniesienia jakoś poświętować, a tu co? Moralna zgnilizna i pustka duchowa! A to
            jest zaraźliwe...
            • mamarcela Re: aż chyba normalnie się wybiorę 16.02.06, 11:17
              A Katarzyna Grochola napisze pod koniec zycia wspomnienia "Wyznania
              gorszycielki II." No normalnie szok. :)
    • brunosch złośliwy chichocik 15.02.06, 22:23
      a jak mierzymy geniusz mistrzostwa wielkich reżyserów?
      czyżby nie pustką sal kinematografów? czy nie wiejącą nudą i snujem? Jeden
      Kałużyski miał odwagę powiedzieć na głos że filmy Kieślowskiego to wydumane
      nudy, a Zaudzi znów płynie na fali własnej głębi.
      I tu się z panem K. zgadzam w pełni. Bywa, że wielkość jest nadana przez
      nic-nie-rozumiejących krytyków, którym wstyd się przyznać, że ich ten film
      zdrzaźnił do wypuku, ale że o Mistrzu mowa, więc klękajmy Bracia z pokorą wobec
      Geniuszu.
      • noida Re: złośliwy chichocik 15.02.06, 22:30
        Często też tak bywa, że co dla jednym wieje nudą i snujem, drudzy oglądają z
        zapartym tchem i to zmienia ich życie.

        Czyż nie?
        • brunosch ofkors :D nt 15.02.06, 22:37

      • ben-oni Re: złośliwy chichocik 16.02.06, 11:41
        Wielkość reżysera mierzymy skalą opadnięcia szczęki po dwukrotnym oglądnięciu
        przez widza, który już wiele widział.
        Wielki reżyser to ten, który w każdym momencie jest w stanie nakręcić film, po
        obejrzeniu którego powiesz: "Ten film MUSIAŁEM zobaczyć". I podobnie powiesz po
        15 latach.
        Matrix zachwyca raz, później jest "taki sobie".
        "Noce Cabirii" są genialne zawsze. "Nakarmić kruki" sa piękne bez względu na to
        co Saura kręcił później.
        Kieślowski może budzić kontrowersje ale "Czerwony" na zawsze będzie jednym z
        najlepszych filmów europejskich końca XX wieku.
        • braineater Re: złośliwy chichocik 16.02.06, 11:45
          ben-oni napisał:

          > Wielkość reżysera mierzymy skalą opadnięcia szczęki po dwukrotnym oglądnięciu
          > przez widza, który już wiele widział.
          > Wielki reżyser to ten, który w każdym momencie jest w stanie nakręcić film,
          po
          > obejrzeniu którego powiesz: "Ten film MUSIAŁEM zobaczyć". I podobnie powiesz
          po
          >
          > 15 latach.
          Merci za definicję. Doskonale mi pasuje do wszystkich wymienionych przeze mnie
          i do paru ktorych nie wymienie, z obawy, ze Broch nam sie z śmiechu przekręci:)

          P:)
          • mamarcela Re: złośliwy chichocik 16.02.06, 11:59
            Fajna definicja - tylko ja bym ja jeszcze uzupełniła o te filmy, ktore
            napełniają nas taką dziką radością, że po wyjściu z kina chce nam się biegac po
            dachach samochodów, albo wrzeszczeć na całe gardło "Ludzie, to było wielkie".
            Bo to naprawde nie muszą być filmy smutne, "ostateczne" i o "wielkich" rzeczach
            mówiące.
            Tez się nie będę do tytułów przyznawać. Na wszelki wypadek.
            pozdrawiam
            • ben-oni Re: złośliwy chichocik 16.02.06, 12:09
              O "Amelii" mówisz czy o "Biegnij, Lola biegnij"?, A może "Tańcząc w
              ciemnościach"? Bo one tak z człowiekiem robią.:)) A "Wielki błękit"?
              • noida Tańcząc w ciemnościach. 16.02.06, 12:11
                Ten film był najgorszym filmem, na jakim byłam, w sensie najgorszy, dobrze
                zrobiony film. Był okropny!! Po stokroć!! Jak taki film może kogokolwiek
                napełniać dziką radością?? Mnie się chciało rzygać od płaczu.
                • beatanu Re: Tańcząc w ciemnościach. 16.02.06, 12:17
                  noida napisała:

                  > Ten film był najgorszym filmem, na jakim byłam, w sensie najgorszy, dobrze
                  > zrobiony film. Był okropny!! Po stokroć!! Jak taki film może kogokolwiek
                  > napełniać dziką radością?? Mnie się chciało rzygać od płaczu.

                  Mnie się chciało bardziej rzygać (ale na sucho, bo płacz sią skurczył i nie
                  wystąpił:( po "Przełamując fale" tegoż samego pana reżysera.

                  Ale co do wielkości Amelii zgadzam się jak najbardziej. Lolę mam w domu, ale
                  jeszcze jej nie widziałam.
                • mamarcela Re: Tańcząc w ciemnościach. 16.02.06, 12:20
                  Ja na szczęście nie byłam na tym w kinie, bo mnie dobre ludzie uprzedzili, ale
                  na dvd nie objrzałam do końca, bo to jest żerowanie na ludzkiej wrażliwości i
                  to na dodatek w całej artystycznej chwale. Chwyty poniżej pasa.
                  Tragedia.
                  • braineater Re: Tańcząc w ciemnościach. 16.02.06, 12:47
                    Kurcze - to chyba jest jednak film dla kobiet. Marysienka tez w kinie była cała
                    przejęta i zawilgocona, a ja sie wynudziłem jak mops, ożywając jedynie, kiedy
                    Biorkówna śpiewała. Jakoś cały czas mi leciało z ekranu przestylizowanym
                    kiczem, i to tak przegiętym, że w ogóle nie ruszającym.
                    Ale to pewnie taki przypadek jak z Lalkami Kitano, co to sa filmem wzruszającym
                    jedynie dla chłopców...

                    P:)
                    • aaneta Lalki Kitano 16.02.06, 12:54
                      Kurczę, od dawna podejrzewałam, że jestem facetem ;)
                      • noida Re: Lalki Kitano 16.02.06, 13:04
                        Ja też ;-)
                    • nienietoperz Re: Tańcząc w ciemnościach. 16.02.06, 13:14
                      Bjorkowny oczy niewidzace wyplakujacej nie widzialem, za to 'Lalki' niestety tak.
                      W zwiazku z calkowitym brakiem polaczenia Nienietoperze~Lalki wyglada na to, ze
                      ani ja, ani moja druga polowa chlopcami nie jestesmy.
                      Za to 'Hana-Bi' - proszem pana/pani, to jest kino jak trzeba!
                      • chihiro2 Re: Tańcząc w ciemnościach. 17.02.06, 11:43
                        A ja uwazam, ze "Lalki" sa bardzo wzruszajace, zarowno dla dziewczat jak i dla
                        chlopcow.
                        A "Tanczac w ciemnosciach" mi sie nie podobalo, za bardzo przewidywalne i
                        ckliwe.
                        • braineater Tu natomiast 19.09.06, 19:49
                          lezy teza:)
                          Może są nowe argumenta?

                          P:)
    • wiksadyba1 Re: Dlaczego nie ma już wielkich reżyserów? 20.09.06, 00:14
      noida napisała:

      >
      >
      > To samo dotyczy literatury, ale w trochę innym wymiarze.
      >
      Dla mnie literatury dotyczy to w tym samym wymiarze, ale w wyraźnie większym
      stopniu niż kina:)
      >
      >
    • wiksadyba1 Re: Dlaczego nie ma już wielkich reżyserów? 20.09.06, 00:42
      Jest dużo bardzo dobrych reżyserów, którzy dali się poznać w ciągu ostatnich 20
      lat (powiedzmy, że jest to przybliżona "cezura" nowego kina). Wymieniłbym: za
      oceanem Lyncha, Cronenberga, Braci Cohen (ale raczej za "Fargo", nie za ostatnie
      filmy), Van Santa (za 3 ostatnie), Inarritu (za debiut, 21 g to spadek o oczko w
      dół), a po "Broken Flowers" prawie jestem skłonny wymienić Jarmuscha:), w
      Europie Hanekego, Belę Tarra, Sokurowa (za np. wielki film o Hitlerze pt.
      Moloch), w bliższej Azji - Khiarostamiego, Majidiego, w dalszej Tajwańczyków Hou
      Hsiao-Hsiena, Ewdarda Yanga, może Wong Kar-Waia. Pewnie parę osób zapomniałem.

      A ciekawych filmów, takich na "mocną czwórkę z plusem" (w skali szkolnej 1-6)
      jest już całe mnóstwo. Na pewno z kinem współczesnym nie jest źle. Z drugiej
      strony - próbowałem jakiś czas temu ułożyć Top100 wszechczasów:) i nie wiem, czy
      filmy z ostatnich kilkunastu lat weszłyby do pierwszej trzydziestki. Z czego to
      wynika? Nie wiem, czy jest sens diagnozować jakiś głębszy proces historyczny,
      kulturowy, etc. Natomiast to, czego mi najbardziej brakuje w filmach rezyserów,
      których oceniłem jako najlepszych, żeby wskoczyły do tego mitycznego top30:), to
      chyba najwyższej z możliwych ostrości spojrzenia, zdolność dojścia do esencji
      tak przedstawionego tematu, jak i formy: czy rzecz leży np. w wykształceniu i
      szerokości tzw. horyzontów intelektualnych (wybaczcie:), czy po prostu w nie aż
      tak mocnym, jak mógłby być "temperamencie" (może właśnie zbyt mało obsesyjnym
      ---> braineater:, za mało tak naprawdę szalonym), to już kwestia konkretnego
      przypadku, na ogół pewnie chodzi w jakimś stopniu o jedno i drugie naraz.

      I postuluję robienia filmów opowiadającym górnolotnym tonem o "przeklętych
      problemach":) Chodzi "o szybkość myślenia" za pomocą kadrów, o precyzję
      spojrzenia i siłę ekspresji za jednym zamachem. I Charlie Chaplin i Antonioni
      świetnie to potrafili:) Wielu współczesnych też to potrafi - niestety na ogół
      "momentami."
      • wiksadyba1 Re:korekta: "i NIE postuluję...:) 20.09.06, 00:45
        robienia filmów" etc.:))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka