kora3
14.02.06, 22:55
Po raz kolejny się zatoczyl się krą g w romowach na forum, a ja dalej nie
wiem, kto może pisac na nim o tym, czy tamtym, a kto nie....Chodzi o
merytoryczna ocenę tego, co ktoa ma do powiedzenia w świetle jego osobistych
doświadczeń, Nie ukrywam,z e znów zainspirowała mnie rozmowa z Marią...I
niestety znów się dowiedziałam, zem glupia, wierzę w głupoty i nie znam się,
bo nie mam dziecka, a za to mam koleżanki. Nie widze w tym specjalnie
"przestępstwa", ale jakąs prawidłowość, niestety. Nikt nie neguje,ze e bardzo
dobrze zna się matka na urodzeniu SWOJEGo dziecka, swoim organiźmie, swoich
reakcjach itepe., ale to wąskawa ocena "Ja urodziłam i wiem swoje, a rzeszta
to debile, co tylko patrzą na koleżanki" ... kiedyś miałam podobne podejscie:)
Ja tak miałam i wiem:) ale póxniej obserwując świat po prostu przestałam
uważac SWOJE doświadczenia za jedynie mozliwe:) Dlatego wierze np. Maice, ze
sa ludzie, którzy widzą tylko "opakowanie" - fakt - nie znam nikogo takiego,
ale moze ona zna :) Maiko, zwracam honor. :) nien widzę też nic do wysmiewania
z tego, że ktos ma kolezanki:) i wie kiedy wróciły do pracy, jak wygladają :)O
ile pamietam, to Maria ostro "spolemizowala się" z Diabollem o to, co czują
kobiety po aborcjach, ale zapytanaile ma (teoretyczne pytanie było, rzezc
jasna) takich osobistych doswiadczeń, zmilczała niewygodne pytanie:) Znów
powracamy w stare koleiny i nadal nie umie mi nikt jednoznacznie powiedzieć
czy wypowiadać na jakikolwiek temat ma prawo tylko osoba Z OSOBISTYM
DOŚWIADCZENIEM w temacie, czy tez ktos kto ma jakieś obserwacje, poglady,
znajomych z podobnymi problemami też może?
Jeśli trzymać sie Twojej (dmniemanej) teorii Mario, to ja pozwolę sobie
postawic tezę na podstawie własnych doświadzceń:
Rozwd nie niesie z soba zadnych przykrych doswiadzceń:) Idzie się na pare
minut do sadu, powie jak nazywa, ile zarabia, reszta to potakiwanie na to co
sad mówi. Powie sie tylko, ze już sie współmałżonka nie kocha, nie chce z nim
być, mówią kiedy druga rozprawa i sie wychodzi. Na drugiej jest podobnmie,
wszystko miło, z usmiechem, humorem. Człowiek wychodzi bez stresu - zadowolny,
ze załatwił kolejna sprawe przewidziana na ten dzień. Potem uścisk dłoni z
byłym malżonkiem i dobry obiad ze znajomymi. W zasadzie bardzo miłe
doświadczenie, zero stresu, żadnych nieprzyjemności. Później się w zasadzie
już o tym zapomina, chyba, zegdzies trzeba wpisac stan cywilny w formularz,
obrączke wcześniej się już zdjelo, a psychicznie to nie ma żadnych skutków, ot
normalne rozstanie z człowiekiem już obojetnym . Dla psychiki, czy wartosci
wyznawanych przez człowieka nie ma rozwód żadnego znaczenia. Czy czyims
zadniem to nieprawda jest ? Jesli osmiela się mówić, ze może być inaczej,
rozumiem, że doświadczenie ma. Oczywiście godne zainteresowanie sa tylko
doswiadczenia osobiste (jeśli w ogóle zechcę uwierzyć, ze ś aprawdziwe, bo
moge nie uwierzyc:) To, ze komus tam rozwiodła się siostra, matka, znajoma,
przyujaciółka, crka - to żaden powód , zeby uwazac,z e ten ktos ma cokolwiek
do powiedzenia. Takze wówczas jego "doświadzcenia" sa g**** warte, gdy jest
sedzią, adwokatem, psychologiem, a juz nie daj Boze niczego w temacie nie
wiedzacym ksiezdem, czy pastorem ...Po prostu guzik wie. Liczy sie tylko
osobiste, a raczej tylko moje dfoswiadczenie :) a ja takowe mam i mówię Wam
ludzie: rozwód to fajna, luźna sprawa i jeśli ktos mówi, ze ktoś tam się tym
stresował , kit Wam ciśnie. Ja się nie stresowałam i wiem co mówie !