eeela
20.03.07, 15:10
Na 'Ksiazkach' pojawil sie watek o bezsensie biadania nad upadkiem
czytelnictwa. Odpowiedzialam autorowi, pewnie nazbyt zgryzliwie, jak to lezy
w moim zwyczaju, i autor sie strasznie obruszyl i oswiadczyl, ze jego nie
dotyka w zaden sposob upadek czytelnictwa, wzrost bezrobocia ani tez poziom
PKB. Mnie sie zas wydaje, ze wszystko to dotyka nas mocno i ze wszelkie nasze,
chocby drobne i jednostkowe dzialania w kierunku poprawy ogolnospolecznej
sytuacji nie sa bezpodstawne. Uwazacie, ze to naiwne myslenie? A moze robicie
cos sami ze swiadomoscia, ze sa to dzialania tak zwane prospoleczne? Co w
ogole mozna uwazac za dzialania prospoleczne?