Dodaj do ulubionych

Wyrodna corka...

11.06.07, 15:24
O matko nie był mnie tydzien i nie wiem od czego zacząć,chyba trochę wypadłam
z tematu ale i tak sprobuje cos naskrobać.A więc byłam tydzień na wsi z
maluchami,z moją mamą u jej siostry i cos się stało...no własnie niby nic a
jednak.Kocham moją matule i szanuje ją bo teraz wiem ile trudu trzeba włozyc
aby wychowac dzieci a jeszcze ciężej jest jak się jest samemu i nie mozna na
nikogo liczyć.Ale po dwoch dniach bycia z mamą na wsi miałam jej dosc,czułam
sie przyniej jakbym była małą dziewczymką ktorą trzeba upominać no i mama wie
najlepiej co i jak z moimi dziecmi,ja mowiłam w prawo a babcia w lewo ja
stosowałam kare wobec Emi jak była krnąbna a babcia jej pozwalała na głowe
wejsc a pozniej miała do mnie pretensje dlaczego Emi jest rozwydrzona i
nikogo niechce słuchac,uwierzcie mi szłam w pole aby płakac bo miałam
dosc.Dzis mi zrobiła niespodzianke i przyjechała rano a mnie szczeka
opadła:a pospiesz się bo Łukasz marudzi i w taki tępie nigdzie nie dzążymy
(tak jakby plac zabaw miał uciec)a to zupa jest z gorąca albo cos innego.Może
to ja się zmieniłam i nie daje rady wytrzymac z mamą a kiedyś miałysmy
wspaniały kontakt a teraz obecnosc mamy irytuje mnie.




Obserwuj wątek
    • jahreshka Jaka tam wyrodna! 11.06.07, 18:16
      Twoja mama najprawdopodobniej nie zauważyła, że teraz i Ty jesteś matką i w
      kwestii wychowania Twojego dziecka ostatnie zdanie należy do Ciebie. Gdybym
      była na Twoim miejscu, porozmawiałabym szczerze z mamą - tym bardziej, że
      miałyście kiedyś świetny kontakt... Bo przecież nie o to chodzi, zebyś każdą
      wizytę u niej przypłacała rozstrojem nerwowym...
      Moja mama i teściowa na szczęście pilnują się pod tym względem. Owszem, miewają
      inne zdanie na niektóre tematy, ale ograniczają się tylko do zasygnalizowania
      tego. Decydujące słowo mamy ja i mąż.
      Głowa do góry! Zawalcz o fajny kontakt z mamą - wszystkim to wyjdzie na dobre.
      Szkoda nerwów!
      • rene-76 Re: Jaka tam wyrodna! 11.06.07, 19:51
        ha ha moja mama też ma na każdy temat-tu dotyczący dzieci-inne zdanie.Ale to
        już taka jej (złośliwa) natura-można się przyzwyczaić-ja przynajmnioej się
        staram:)
        • tusia21 Re: Jaka tam wyrodna! 11.06.07, 19:56
          Ja też mam dokładnie to samo. Nie znam na to sposobu
      • elunia77 do jahreska :-)) dziękuje 11.06.07, 20:19
        Problem jest taki ze ja juz probowałam rozmawiac z moją matulą a finał taki ze
        się na mnie obraziła i przez ponad dwa miechy się do mnie nie odzywała oj
        bardzo mnie to zabolało tym bardziej ze nie krzyczałam tylko spokojnie z nią
        rozmawiałam i swoje racje przedstawiłam.Wkoncu się pogodziłysmy na swieta
        Bozego Narodzenia tyle ze ja skuliłam uszy i przeprosiłam ją za ta rozmowe i
        powiedziałam ze źle zrobiłam zaczynając taki temat choc w głebi duszy wcale tak
        nie uwazam ale co miałam zrobic pierwsza wyciągnełam ręke.Prawda jest taka ze
        dopoki mieszkalismy z moją mamą to nie zauwazałam ze troche ingeryje w moje
        zycie ale jak przeslismy na swoj garnuszek to zaczeły otwierac mi się klapki-
        duzo nam pomogła i co najgorsze nie pozwala o tym nam zapomniec("gdyby nie ja
        to byś sobie nie poradziła z wychowaniem Emilki").Moja połowka radzi mi zebym
        trochę odpusciła i tak bardzo się nieprzejmowała a najlepiej wpuszczac jednym
        uchem a wypuszczac drugim uchem tylko ze łatwo powiedziec a trudniej zrobić,bo
        jak co chwila słysze narzekanie lub upominanie to trace cierpliwosc i zamykam
        sie w łazience choć na chwilkę.Juz delikatnie mowiłam matuli ze radze sobie
        dzieciaczkami i jakos udaje mi sie wszystko razem organizowac zeby miało ręce i
        nogi ale i tak to nie dociera i co chwila mam niezapowiedziane
        wizytki.Pozostaje tylko wycie do księżyca...Dziękuje Ci bardzo"jahreshka"ze
        przeczytałas moje bolączki i choć trochę podniosłaś mnie na duchu :-))






    • elunia77 rene_76 i tusia21 :-) 11.06.07, 20:49
      Dziewczyny jak sobie radzicie z mamuskami bo ja juz pasuje,czasen jak cos mowi
      to nie umiem odpuscic bo język swędzi a pozniej jest wielkie obrazenie a
      milczeć tez nie umiem bo rozsadza od srodka.Moja połow mowi ze jak mieszkalismy
      z mamuską to ja tez byłam taka jak ona a teraz jak jestesmy na swoim to się
      zmieniłam i to na duzy plus(wyciszyłam się i mniej rzedze i mniej marudze).Moja
      matula to osoba w gorącej wodzie kąpana(szybko trzeba isc na spacer z
      dziecmi,czy do lek.nie wspominająć o zakupach-tak jakby sklepy miały uciec)nie
      wspomne o narzekaniach czy marudzeniu.Nosi dzieciaki na rękach a pozniej mowi
      do upadłego ze lędzwia ja bolą lub biodro a jak mowie zeby nie mosiła
      dzieciakow ze to nie od tego i wogole-ręce opadają.


      • anna_sla Re: rene_76 i tusia21 :-) 11.06.07, 21:00
        Ja ELuniu z naszymi mamami postawiłam sprawę na ostrzu noża, bo miałam tak i z
        jedną i z drugą. Teściowa to mi nawet dzieciom matkowała. Ja się zaczęłam głośno
        drzeć na swoją mamę, do teściowej subtelniej, ale bardzo wyraziście a na końcu
        jeszcze napisałam jej list, jak przeholowała z obgadywaniem mnie (leciały teksty
        "przyjdzie koza do woza" itd..), napisałam jej wtedy m.in., że dopóki żyję nie
        zostawię ją nigdy sam na sam z tak małymi dziećmi (do ok. 2-lat, to był
        egoistyczne żniwo złości). Moja mama też się obrażała i nie odzywała, początkowo
        nawet nieco się uginałam, ale jak już się urodzili chłopcy powiedziałam koniec,
        bo to była dla wszystkich męczarnia, bo sposobami jakimi ona kazała mi
        wychowywać i zajmowała się chłopakami to ja nie wyrobiłabym zakrętu, co innego
        nosić jedno dziecko na rękach, a co innego dwójkę. Bardzo szybko wszystko
        ukróciłam. Jak zadzwoniła kiedy przyjadę to ja jej powiedziałam, że kiedy
        przestanie podważać mój autorytet przed moimi dziećmi. Wkrótce też i mój mąż
        zaczął pilnować naszych spraw, upominać moją mamę itd. (szkoda że tak późno)..
        Teraz jest w miarę spokój i każda wie, gdzie jej miejsce.. i ja dzięki temu
        jestem spokojniejsza, teściowa uczy się być babcią (albo już nauczyła??).
        • elunia77 anna_sla :-) 11.06.07, 21:29
          Z tesciową to nie ma problemu ona by chciała tylko ja nie pozwalam(nie odzywam
          się do niej i nie jezdze na słynne obiadki ktore mi w gardle stają)mąż z
          maluchami jeździ do niej raz na miesiąc,bo jak mowi to jego obowiązek i jego
          matka i nic więcej,chociaz i te wizyty mi nie przechodzą gładko ale co mam
          zrobić musze je zakceptowac.Gorzej jest z moją mamą ma nią nie ma sposobu,pare
          razy probowałam a finał taki ze obraziła się i mowiła mi"proszę pani"i co bys
          zrobiła na moim miejscu.Dyplomacja nie pomaga,moj męzulek tez kiedys probował i
          nic nie osiągnoł,on to zakceptował i się nie przejmuje bo jak by na wszystko
          zwracał uwage to wojna była by na całego.A po dzisiejszym dniu to ja z płaszem
          dzwoniłam do niego bo byłam una skraju cierpliwosci,nawet posunełam sie do tego
          dzisiaj ze matule okłamałam,powiedzaiłam zeKrzysiek chodzi teraz na popołudniu
          i nie musi przyjezdzac,zrobiła mine nie wyrazna i coś czyje ze chyba jutro mnie
          odwiezi wieczorkiem bo przeciez nieporadze sobie z kąpielam dzieci...chyba
          musze wyprowadzić się na drugi koniec polski:-)




          • anna_sla Re: anna_sla :-) 11.06.07, 21:40
            tak jak pisałam.. tylko drastycznie. Niech się nawet i rok nie odzywa,
            zobaczysz, że pęknie, tylko Ty się trzymaj (ja też miałam z tym problem).. nie
            ulegaj bo to się będzie ciągnęło za Tobą jak smród, ile jeszcze chcesz by tak
            było?? Ile dasz radę? Do końca życia??
            • elunia77 Re: anna_sla :-) 11.06.07, 22:13
              moj brat zrobił podobnie-drastycznie-tylko w innej sprawie a finał taki 5lat
              nie odzywaja się do siebie,racja jest po stronie brata ale matula się nie
              odzywa do niego,probowalam na rozne sposoby ich pogodzic ale obydwoje sa
              uparci,ja bym nie mogła tak długo milczeć-coz jestem miętka,nie wiem jak długo
              jeszcze wytrzymam,juz nie wierze ze jakos samo się to ułozy,jestem na etapie
              rezygnacji lub biernosci i czuje ze jesli czegos nie zrobie to będzie wielkie
              bumm...a jednego jestem pewna moja matka nie pęknie tego jestem pewna na100%
              trochę znam ja od tej strony i trochę pamiętam jej szkolenia z dzieciństwa.
              • anna_sla Re: anna_sla :-) 11.06.07, 22:26
                a ona ma tylko Was dwoje? Bo jak oboje się obrócicie do niej tyłkiem to musi
                pęknąć, rozumiesz? Moja teściowa pękła po 2-ch latach i względem mnie i swojej
                siostry, bo została sama, a lata lecą.. rozumiesz??
                • elunia77 Re: anna_sla :-) 11.06.07, 22:49
                  tylko ma nas na świecie ale to nie zadziała.Kiedyś jak byłam dzieckiem
                  (moze8lub9lat)cos tam przeskrobałam a kara taka ze matula nie odzywała sie do
                  mnie ponad 4miechy do dzis to pamiętam-jak takiemu dziecku mozna cos takiego
                  zrobic i jak cos takiego wytłumaczyc-za co tak surowa kara?zresztą wiele takich
                  było przypadkow a moze jak miałam 14lat i mieszkłysmy pod jednym dachem i znow
                  cos tam nakrzyczałam jak to nastolatka i prawie rok milczenia albo jak byłam w
                  ciązy...zreszta boli to bardzo a moja matka jest uparta jak osioł i kiedys mi
                  nawet powiedziała ze jak cos jej się stanie to mam ją odać do domu starcow i co
                  mam zrobić,nawet znajomy psycholog cos tam kiedyś probował i tylko tyle mi
                  powiedział ze aby było dobrze muszą chciec dwie stromy a moja matka nie widzi
                  zadnego problemu,moze nawet byłoby to dobre rozwiązanie tylko ja tak nie umiem
                  zrobić wszystko postawic na jedną kartę.
    • witaminka29 Re: Wyrodna corka... 12.06.07, 13:09
      No cóż ciężko stwierdzić czy to my się zmieniłyśmy czy nasze mamy ale ja wiem
      też jedno ja strasznie kocham swoją mamunię ale niestety nie wytzymuję teraz z
      nią dłużej niż dwa dni a kiedyś no cóż....może tak po prostu ma być że w pewnym
      czasie mamy czepiają się nas o pranie gotowanie prasowanie i tak dalej a potem
      my będziemy marudzić naszym dzieciom a one będę narzekać na nas hihihi
      • tusia21 elunia 12.06.07, 18:04
        Ja jestem wybuchowa, więc często krzyczę itp. Raz nawet kazałam mamie wyjśc z
        domu.
        Potem czuję się okropnie i mąż mówi, że mam natychmiast dzwonić i przepraszać i
        tak też robię, bo bardzo ją kocham i za nic nie chcę jej świadomie robić
        przyrkości.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka