Dodaj do ulubionych

Wielodzietne?

05.09.09, 15:54
Ponoć trzecie dziecko, to już rodzina wielodzietnawink
Czy są na forum takie "wybryki natury" wink wiem tylko o Kaace i chyba
Fizulismile Moja rodzina mi współczuje, dlatego z tymi wybrykami wyjechałamsuspicious A
jak Wasza rodzina, zareagowała na wieść o trzeciej ciąży???
Obserwuj wątek
    • monicus Re: Wielodzietne? 05.09.09, 16:52
      mnie to smieszy. sama mialam 2 braci. moj maz tez. co to za wielodzietnossmile dla
      mnie wielodzietnosc od 6 sie zaczyna heh. sama bym chciala miec ze 4
    • donkaczka Re: Wielodzietne? 05.09.09, 16:58
      my mamy troje, ale to taka "mala wielodzietnosc" wink
      piateczka by mnie ucieszyla, ale nie wiem jak to bedzie, poki co basta
    • juleg Re: Wielodzietne? 05.09.09, 18:59
      A czym różnił się Twój poród trzeci od drugiegowink?
    • hyris Re: Wielodzietne? 05.09.09, 21:15
      my czekamy na trzecie (18 tydzień ciąży)
      moja rodzina - na odległość - martwi się, jak sobie damy radę

      teściowa - za ścianą - stwierdziła, że to najgorsze, co nas mogło
      spotkać wink

      aha, ja raczej wielodzietna się nie czuję
      • gustaw.jelen Re: Wielodzietne? 05.09.09, 21:33
        Noo, ja też się wielodzietna nie czuję, ale tak nas zaszufladkowano
        w przedszkolu: wielodzietni z trójką. Muszę przyznać, że często na
        ulicy czuję spojrzenie: ooo, patologia jakaś. Jesteśmy wybrykiem
        natury big_grin Chociaż z radością stwierdzam, że wśród dość bliskich
        znajomych znajdują się ostatnio chętni do naśladowania. Niewiele,
        ale zawsze.

        Komentarz rodzinny: widzę, że się wam spodobało...
      • kropkaa Re: Wielodzietne? 05.09.09, 21:39
        Powiedz teściowej, że mogło być jeszcze gorzej - bliźniakiwink
    • silije.amj Re: Wielodzietne? 05.09.09, 22:10
      Szalenie się cieszę, że mam trójkę i niewiele mnie opinie ludzkie obchodzą. A
      trzeci poród był najpiękniejszy choć tylko z racji tego, że domowy.
      • mama.rozy Re: Wielodzietne? 06.09.09, 15:20
        u nas też trójeczka i też nie czuję się wielodzietna,jeszcze kilka by się dało
        zmieścićsmile
        może za klika lat,jak skończę leczenie...
        trzeci poród był super,chociaż mała miała brzydkie powikłania.ale dla mnie był
        najlepszy.
        • sugarxxx Re: Wielodzietne? 07.09.09, 06:14
          Wiecie, określenie "rodzina wielodzietna" to w Polsce w ogóle jakiś synonim
          patologii. Podejrzewam, że wiem nawet dlaczego. A ja Wam dziewczyny bardzo
          gratuluję i zazdroszczę smile Tak trzymać i oczywiście nie poprzestawać na trójce!

          A tu moja dygresja: Od kilku miesięcy siedzę w USA i tu rodzina wielodzietna
          (trójka dzieci na pewno za taką nie jest uważana) to powód do dumy i radości. I
          to chyba we wszystkich grupach etnicznych.
          I doszłam do wniosku, że to paradoksalnie dlatego, że państwo prawie w ogóle nie
          wspiera rodzin. Nie ma urlopów macierzyńskich, zasiłków, bezpłatnych przedszkoli
          (lub jak w Polsce płatnych symbolicznie), darmowych studiów. Dlatego posiadanie
          większej ilości dzieci to również pokazanie otoczeniu: zobaczcie, to moja
          rodzina, stać mnie na tyle dzieci i na ich utrzymanie.
          W takiej Polsce gdzie większość w/w rzeczy jest za darmo, oznaką luksusu i
          powodem do dumy jest nowy mercedes, a nie dziecko. Bo jak mają więcej dzieci, to
          pewnie żyją z zasiłków na nasz koszt, ciężko pracujących bezdzietnych, nie?...
          • monicus Re: Wielodzietne? 07.09.09, 08:26
            ano. i jeszcze u nas to swiadczy o nieporadnosci w planowaniu rodziny. chlop
            pije, baba nierozgarnieta...
    • mamamada Re: Wielodzietne? 10.09.09, 22:34
      Ja też mam trójkę. I w polskich realiach, próbując pogodzić
      wychowywanie dzieci z pracą, studiami i pracą "dla domu" nie tyle
      nawet czuję się "wielodzietna" co "wielofunkcyjna" wink Nie żebym
      narzekała, w końcu - sami chcieliśmy smile ale tempo życia w dużym
      mieście z trójką dzieci w wieku przedszkolno-szkolnym bywa zawrotne -
      czy ktoś oprócz mnie też tak to odczuwa?

      A że bywa, że ludzie patrzą na nas jak na kosmitów, jak się gdzieś
      wybierzemy całą rodziną, to się przyzwyczaiłam. Na odtrutkę mam
      genialne przedszkole, do którego chodzą młodsi, tam wielodzietność
      jest standardem, a trójka to wcale nie tak dużo.

      Tyle, że czasu na pisanie na forum nie starcza, podczytuję już tylko
      po nocach sad

      ************************************************************
      Czas to wredne bydlę. Nie potrafię go obłaskawić...
    • fizula Re: Wielodzietne? 10.09.09, 22:52
      juleg napisała:

      > Ponoć trzecie dziecko, to już rodzina wielodzietnawink

      Ponoć. Ale to tylko bajki. Trójka dzieci to wcale nie dużo :o)
      Nam nikt nie współczuje z tego powodu- czasem babcie narzekają, że dom nie
      dopieszczony, nie błyszczący, nie froterowany codziennie. Tyle że my wcale byśmy
      nie chcieli takiego cichutkiego wychuchanego domku i przechadzającego się
      majestatycznie jedynaka. Za to nasza gromadka (plus sąsiadów gromadka będąca jak
      domownicy niemal) przestawiająca co drugi dzień nasz dom- bardzo nam odpowiada.
      W życiu nie zamieniłabym jej na żadne wypieszczone salony. Najstarsza córa nawet
      zanosi modły o kolejną sztukę rodzeństwa- pożyjemy zobaczymy.

      > jak Wasza rodzina, zareagowała na wieść o trzeciej ciąży???

      Gratulowali. Ale co niektórzy traktowali mnie jak co najmniej ciężko chorą.
      Co ciekawe od dziadków mamy "przyzwolenie" na więcej potomstwa. Jeden dumny
      dziadek zasugerował, że co kolejne dziecko to fajniejsze i ciekawe, czy taka
      prawidłowość by się utrzymała. A drugi dzisiaj mnie uświadamiał, że (cytuję):
      "1 dziecko- to egoizm;
      2 dzieci- to minimum;
      3-4 dzieci- to dopiero może być";
      (Tylko ciekawe czemu sam poprzestał na dwójce czyli minimum?)
      • juleg Re: Wielodzietne? 11.09.09, 09:07
        Moi teściowie też szczęśliwiwink sami mają czwóreczkę.
        Co do przedszkola to też mamy rewelacyjne, trójka tam to minimum, także
        przynajmniej tam będę czuć się swojsko hehwink
        Dziewczyny a jaki miałyście trzeci poród?
        • hyris Re: Wielodzietne? 11.09.09, 09:17
          to ja też się podłączę do pytania o trzeci poród wink
    • kaakaa Re: Wielodzietne? 11.09.09, 12:08
      My mamy tylko czwóreczkę, więc niewiele wiem o wielodzietności...
      Gdyby jednak ktoś spróbował popatrzeć na nas jakoś dziwnie, gdy
      idziemy całą bandą, to by pożałował chwili, w której przyszło mu to
      do głowy wink A tak bardziej serio, to chyba taka widoczna duma mnie
      rozpiera z powodu mojego udanego przychówku, że gdy idziemy ulicą to
      dostrzegam jedynie zachwyt i podziw w oczach tych, którzy nas
      mijają. Czasem jakaś staruszka zapyta z lekkim niedowierzaniem "czy
      to wszystko pani?" ale ja traktuję to jak wyraz podziwu a nie
      zgorszenia.
      A co do porodu, trzeci był "pełzający" trwał dwa tygodnie. Dłuuuugie
      dwa tygodnie bolesnych skurczów przepowiadających. Dwa fałszywe
      alarmy dla położnej, gdy byłam całkowicie przekonana, że już się
      zaczęło. Codzienne wieczorne KTG i informacja od badającego lekarza,
      że od wczoraj jest pewien postęp. I codziennie rano - kompletny brak
      jakichkolwiek skurczów. Aż jak się pewnego ranka facet zdecycował
      (po 43 tygodniach ciąży) to solidny skurcz obudził mnie 5.40 a o
      6.17 bez mała cztwroipółkilowy "okruszek" był po naszej stronie
      brzucha. Całe szczęście, że wezwaliśmy położną już poprzedniego
      wieczora (bo wydawało się, że to już) i została u nas na noc.
      Za to czwarty poród to już był ekspresowy i zupełnie lajcik wink
      • monicus Re: Wielodzietne? 11.09.09, 13:40
        e ja mam tylko dwojeczke a na warszawskich kabatach patrza na mnie jak na
        nieletnia (mam 30) z mnostwem dzieci. a jak mowie o trzecim to oczy wywalaja i
        patrza jak na nienormalna.
        • juleg Monicus? 11.09.09, 13:49
          Mieszkasz na kabatach?
          • monicus Re: Monicus? 11.09.09, 15:11
            si. a ty tez?
            • juleg Re: Monicus? 11.09.09, 16:13
              sismile witam sąsiadkęwink a może jeszcze w tym samym przedszkolu dzieci mamysmile?
              • monicus Re: Monicus? 11.09.09, 17:25
                nie smile moje z przekonania chowane domowo. pod skrzydlem smilea to moze jakas
                wspolna rundka? przejdzmy na priv
                • juleg Re: Monicus? 11.09.09, 18:41

        • juleg Re: Wielodzietne? 11.09.09, 13:51
          Kaakoo, no właśnie Twój trzeci pamiętam, bo męczyłam Cię kiedyś o opisywink
          fajnie, że szybko, ale te alarmy fałszywki i przepowiadające- nie lubię, nie
          lubięwink
    • oldzinka Re: Wielodzietne? 11.09.09, 15:10
      Jako mama jedynaka pozwolę sobie nieśmiało zabrać głos smile
      Rzeczywiście da się zauważyć, że odbiór społeczny "wielodzietności"
      jest dziwny, przy czym, tak jak piszecie, u nas wielodzietność
      oznacza już troje dzieci.
      Mam w rodzinie dziewczynę, która po urodzeniu trzeciego dziecka
      powiedziała, że jeszcze nie skończyli prokreacji i wszyscy zgodnie
      stwierdzili, że na pewno jej rozum odebrało. A jak okazało się, że
      będą bliźniaki to śmiali się, że ma za swoje i dobrze jej tak!

      Ostatnio sama złapałam się na gapieniu się na małżeństwo z synkiem 4-
      letnim i półtorarocznymi bliźniakami. Ale to może bardziej dlatego,
      że te bliźniaki miały tyle energii, co cała podstawówka tuż po
      wakacjach a ich mama zadziwiająco dobrze radziła sobie z tym
      żywiołem i mieszały się we mnie uczucia głębokiego podziwu i cichego
      współczucia, gdy pomyślałam o ilości energii jaką ta kobieta musi
      wydatkować na dobę smile Ja z moim zbuntowanym dwulatkiem naprawdę nie
      mam co narzekać.
      • juleg Re: Wielodzietne? 11.09.09, 16:15
        Mój starszak twierdzi, że Bóg mu powiedział, iż w brzuchu moim pływają właśnie
        bliźniaki hihhehasuspicious
    • noel_la Re: Wielodzietne? 11.09.09, 22:04
      Ja co prawda tylko dwojeczke mam, ale brzuch po porodzie zostal mi
      tak wielki, ze wygladam jak w ciazy. Jak pcham wozek z tym
      brzucholcem a obok drepcze 2,5 latka, to czasem widze litosc w
      oczach przechodniow smile
      Ale ja sama lapie sie na tym, ze sledze wzrokiem
      rodzinki "wielodzietne". Robie to z podziwem i zazdroscia. Jesli
      wiec czasem przeszywa was czyjs wzrok to nie koniecznie odbierajcie
      to jako litosc smile
      Zawsze marzylam o co najmniej czworce, jednak moje koszmarne ciaze
      niwecza te plany sad
      • pawimi455 Re: Wielodzietne? 12.09.09, 02:41
        zglasza sie trojeczka planujaca czwarte w przyszlosci i moze jeszcze
        jakies adoptowane....zgadzam sie z kolezanka kilka postow wyzej ze w
        usa (gdzie mieszkam) liczba posiadanych dzieci jest w pewnym sensie
        symbolem statusu. Najbogatsi, biznesmeni, gwiazdy maja czworo, piecioro
        dzieci...i nikt nie stuka sie w glowe! No i udalo mi sie wypucowane
        salony zachwac haha!!!
    • kropkaa Re: Wielodzietne? 20.09.09, 15:01
      Przypomniało mi się, jak poinformowaliśmy jedną ciocię (z radością
      oczywiście), że pierworodna będzie mieć rodzeństwo. Ciocia zrobiła
      taką minę i tak zareagowała ("??? Yyy... No ale chyba w końcu
      wiecie, co robicie..."), że poczułam się nie jakbym miała urodzić
      drugie, tylko rozpoczynała drugą dziesiątkę...
    • monicus Re: Wielodzietne? 20.09.09, 18:18
      a ciocia duzo dzieci ma? big_grin
      • kropkaa Re: Wielodzietne? 20.09.09, 21:02
        Ciocia niestety nie ma, nie z wyboru, ale temat, jak wiadomo,
        drażliwy, natomiast sama jest z czwórki, mąż z trójki.
    • ewa_anna2 Re: Wielodzietne? 20.09.09, 19:26
      Padło tu zdanie, że bezdzietność, czy jedno dziecko to egoizm. Ale
      nie zawsze tak bywa.
      Jest sporo takich osób, których życie potoczyło się tak, a nie
      inaczej. Osób, które nie znalazły życiowego partnera i pozostają
      samotni. W sumie powołanie do życia w samotności też istnieje.
      Osoby będące w małżeństwie, lecz nie mogący mieć dzieci. Sama znałam
      jedną panią, co długo z mężem czekała na dziecko. Niestety, pierwszą
      ciążę poroniła, a drugie dzieciątko żyło jeden dzień. Więcej dzieci
      nie mieli, prawdopodobnie nie mogli. A w latach sześćdziesiątych czy
      siedemdziesiątych nie było USG, badań prenatalnych.
      Są też osoby obarczone wadą genetyczną, które świadomie rezygnują z
      poczęcia - nie chcą dziecka na cierpienia narażać. Czym innym jest
      świadoma rezygnacja z poczęcia, a czym innym decyzja o zabiciu już
      poczętego dziecka.
      Tak naprawdę nie zawsze wiemy, dlaczego dane małżeństwo ma tylko
      jedno dziecko. Czasem nie chcą, a czasem rzeczywiście nie mogą. Tak
      jak moja ciocia, matka jedynaka. Potem nie mogła donosić ciąży.
      Na razie nie mam dzieci. I chyba nie chcę współczucia dlatego, że
      nie mam dzieci. Chcę je mieć, ale zdaję się na to, co przyniesie
      Bóg/Opatrzność. Gdybym miała - chciałabym mieć 3-4.
      Podoba mi się taki model rodziny. Zresztą znam rewelacyjną rodzinę z
      piątką dzieci.

      Ale rzeczywiście da się zauważyć tendencja do zmiany modelu rodziny.
      Czasem jest to egoizm (znajomy śpi na forsie, za polskie zarobki
      utrzymywał siostrę mieszkającą w UE i jego żona nie chcą mieć
      dzieci). Z drugiej strony zastanawiam się, czy jest to egoizm, czy
      wynik złych doświadczeń z dzieciństwa (Choroba i śmierć matki,
      porzucenie przez ojca).
      Słyszałam też o rozmowach kwalifikacyjnych, w których poruszano
      kwestię prokreacji.
      I nie każdy bezdzietny nie lubi dzieci, część z nich w jakiś sposób
      cierpi.
      Czasami osoby mające dzieci uczą tolerancji (np. dzięki paru osobom
      nie uznaję długiego karmienia i porodów domowych za dziwactwo).

      Chcę mieć dzieci (mam trochę czasu), ale nie za wszelką cenę. I ze
      względu na wiek i to, że mogę przekazać dziecku chorobę genetyczną
      raczej wielodzietna nie będę.
      • kropkaa Re: Wielodzietne? 20.09.09, 21:17
        Wszystko to prawda, ale to nie znaczy, że jak ktoś nie może mieć
        dzieci, czy z przyczyn niezależnych, czy z wyboru, to może
        komentować wybory innych w mało elegancki sposób. Poza tym akurat
        osoby tu się udzielające powinny smile mieć jak najwięcej
        dzieci, bo to jest w naszym interesie. Nie podejrzewam, by zasiliły
        one szeregi bezrobotnych chlorków i okupowały podblokowe ławki.
        Raczej, sądząc po rodzicach, będzie to wykształcona gromada mądrych
        i szczęśliwych obywateli.
        Poza tym, bez przesady, trójka czy czwórka to nie jest jakaś liczba,
        nad którą nie można zapanować, a ludzie reagują, jakby to była
        piętnastka. Z młodszego przykładu: znam dziewczynę z czwórką (w
        ciągu pięciu lat, pierwsze urodziła jak miała 19 czy 20) i w tym
        przypadku co prawda bez pomocy rodziców byłoby ciężko, ale dzieci są
        naprawdę super. Chodzą sobie parami, takie małe przedszkole, świata
        poza sobą nie widzą, a dla mnie najlepsze jest to, że pomimo, że
        mają siebie i są samowystarczalni, jeśli chodzi o zabawę, jak do
        grona dołączy jakieś inne dziecko, to ustawia się kolejka, by się
        pobawić czy też potrzymać za rękęwink Uwielbiamy patrzeć na tę
        gromadkę!
        • bonga_dax1 Re: Wielodzietne? 21.09.09, 09:34
          Mieliśmy ostatnio w domu na kilka dni 2 siostrzenice mojego męża (11 i 14 lat).
          Muszę stwierdzić, że kiedy wybraliśmy się do sklepu razem z nimi i naszą dwójką
          (2 i 4,5 roku) wzbudzaliśmy ogromne zainteresowanie, choć w większości reakcje
          były pozytywne. Mnie natomiast przeraziła ilość schodzącego codziennie jedzenia.
          To niesamowite, ile dziewczynki w tym wieku są w stanie zjeść wink Nie powiem,
          zaczęłam się zastanawiać, czy aby na pewno chcę mieć jeszcze dzieci. Ale z
          drugiej strony wszyscy zajmowali się sobą wzajemnie, ja pomimo większej liczby
          dzieci w domu mogłam nawet wygospodarować trochę czasu na sprzątanie. Ogólnie
          bardzo pozytywnie, choć logistyka przy posiłkach, kąpielach przyprawiała nas o
          zawrót głowy. Nie bardzo też wyobrażam sobie codzienne dojazdy do szkoły /
          szkół, na zajęcia dodatkowe z taką gromadką. Jak wy to robicie, bo zaczynam się
          łamać...
        • ewa_anna2 Re: Wielodzietne? 21.09.09, 16:59
          kropkaa napisała:

          > Wszystko to prawda, ale to nie znaczy, że jak ktoś nie może mieć
          > dzieci, czy z przyczyn niezależnych, czy z wyboru, to może
          > komentować wybory innych w mało elegancki sposób.

          Ja akurat rozróżniam bezdzietnych z przyczyn losowych od
          bezdzietnych z wyboru. I tych osób nie należy wrzucać do jednego
          worka, bo niektórych można skrzywdzić. Niektórzy cierpią z powodu
          bezdzietności. Leczą się w klinikach. Teraz coraz więcej par ma
          problemy z poczęciem dziecka. Inni nie chcą mieć dzieci i celowo się
          ubezpładniają. Studiowałam teologię, miałam też dużo fakultetów
          psychologicznych (psychologia rozwojowa, ps. małżeństwa i rodziny).
          Na ćwiczeniach z teologii pastoralnej usłyszałam takie zdanie, że
          jako potencjalny katecheta nie mogą potępiać, krytykować i gorzej
          traktować jedynaków, bo nie wiadomo, jaki dramat się za tym kryje.
          Ja nie zamierzam pisać na forum "nie lubię dzieci", bo lubię dzieci.
          Czasem miło popatrzeć, jak się wszystkim zachwycają (np. jak idę z
          pieskiem).
          W sumie powinniśmy się wzajemnie szanować (oczywiście, jeśli
          zasłużymy na ten szacunek). Tzn. nie wtrącać się zbytnio w cudze
          sprawy. Nie krytykować się wzajemnie. Bo jeśli ktoś zaatakuje - mamy
          prawo się bronić, coś niemiłego powiedzieć.

          Mimo, że nie mam dzieci nie podzielam poglądów p. Senyszyn co do
          edukacji i wychowania (brr)

          Nawet jestem za tym, aby matki nie pracujące zawodowo otrzymywały
          wynagrodzenie (zawód "kura domowa" wink )


          > Poza tym akurat
          > osoby tu się udzielające powinny smile mieć jak najwięcej
          > dzieci, bo to jest w naszym interesie.

          Oczywiście, jest to też w interesie Polski. Wiadomo, do czego
          doprowadziła polityka Chin (tylko 1 dziecko, najlepiej chłopiec).
          Zresztą żeby była zastępowalność pokoleń należy mieć więcej, niż
          dwoje dzieci.


          >Nie podejrzewam, by zasiliły
          > one szeregi bezrobotnych chlorków i okupowały podblokowe ławki.
          > Raczej, sądząc po rodzicach, będzie to wykształcona gromada
          mądrych i szczęśliwych obywateli.

          Na psychologii małżeństwa i rodziny dowiedziałam się, że jednym z
          warunków szczęścia małżeńskiego jest szczęśliwe małżeństwo swoich
          rodziców. Wiadomo, chodzi tu o pozytywne wzorce.



          > Poza tym, bez przesady, trójka czy czwórka to nie jest jakaś
          liczba, nad którą nie można zapanować, a ludzie reagują, jakby to
          była piętnastka. Z młodszego przykładu: znam dziewczynę z czwórką
          (w ciągu pięciu lat, pierwsze urodziła jak miała 19 czy 20) i w tym
          > przypadku co prawda bez pomocy rodziców byłoby ciężko, ale dzieci
          są naprawdę super.
          >Chodzą sobie parami, takie małe przedszkole, świata poza sobą nie
          widzą, a dla mnie najlepsze jest to, że pomimo, że mają siebie i są
          samowystarczalni, jeśli chodzi o zabawę, jak do
          > grona dołączy jakieś inne dziecko, to ustawia się kolejka, by się
          > pobawić czy też potrzymać za rękęwink Uwielbiamy patrzeć na tę
          > gromadkę!


          Ja też znam rewelacyjną rodzinę z 5 dzieci, chodziłam z nią na
          pielgrzymki. Nie znam rodziny wielodzietnej patologicznej, a
          odwrotnie - tak. Przykład mam w najbliższym sąsiedztwie. Rodzina
          alkoholików. Dwoje dzieci. Już dorosłe. Córka się wyprowadziła, syn
          niestety mieszka nad nami. Często słychać awantury. W sobotę pijany
          syn o 18.00!!! wracał z kolegą z wesela. Aż się bałam, jak zaczął
          dobijać się do swoich drzwi (nikogo nie było w domu).


          Mam jedną siostrę, a pamiętam taki okres, kiedy chciałam mieć
          rodzeństwo (cóż, nie ode mnie to zależało).
          Siostra ma na razie jedno dziecko. Mama jej powiedziała, że ma
          nadzieję, że nie będzie jedynakiem wink

          Czy ja będę miała dzieci - czas pokarze. Bo chciałabym mieć
          dzieci "po Bożemu", nie na siłę. Bo dziecko nie może byc
          zaspokojeniem moich aspiracji, czy lekiem na nieszczęście.
          • mali-nki Re: Wielodzietne? 22.09.09, 11:51
            tez mi sie wydaje, ze rodzina z trojka dzieci to jeszcze nie jest
            wielodzietna, tak od 4-5 byc moze mozna tak je nazywac. My
            spodziewamy sie 3 dziecka i tutaj w UK to jest normalka. Przedszkola
            drogie, dodatki rodzinne tyle co kot naplakal a rodzin z trojeczka
            jest pelno. Jak informowalam o ciazy to reakcje byly bardzo
            naturalne i sympatyczne o dziwo reakcje ludzi z Pl byly czesto na
            zasadzie czy to wpadka, czy planowane to mnie troche wprowadzalo w
            konsternacje no bo jednak to bardzo niedyplomatyczne pytanie i
            troche sie dziwilam jak mozna sie cos takiego spytac.
          • goblin.girl Re: Wielodzietne? 23.09.09, 21:02
            > kropkaa napisała:
            > Poza tym akurat
            > osoby tu się udzielające powinnysmile mieć jak najwięcej dzieci, bo to jest w
            naszym interesie.
            Poza tym, bez przesady, trójka czy czwórka to nie jest jakaś
            > liczba, nad którą nie można zapanować

            Cóż, każdy sobie radzi, jak umie i jak tego wymagają okolicznosci. ja podziwiam
            matki pracujące, studiujące i wychowujace 2 i więcej, bo sama bym chyba nie
            wyrobiła. Pewnie mogłabym się lepiej zorganizować, z drugiej strony też lubię
            mieć czas i na swoją pracę naukową, i dla męża i dla siebie, a nie cieszyć się,
            bo udało mi sie wygospodarować chwilę na posprzątanie. Dlatego myślę, ze nie
            należy mówić, że ktoś "powinien" wink bo każdy sam zna granicę swoich możliwości.
            Nie wykluczam, ze kiedyś w przyszłosci pomyślę o drugim potomku, ale na razie te
            plany są ode mnie odległe o lata świetlne. Gdzieś padło, że jedno dzięcię to
            egoizm - cóż, nie zaprzeczam, bywam egoistką. Sama jestem jedynaczką, małż ma
            "tylko" jednego brata i jakoś wyrośliśmy na szczęśliwych obywateli
            przyczyniajacych się do wzrostu krajowego PKB. Pewnie, że najlepiej, gdy ilosc i
            jakosć idą ze soba w parze, ale jeśli to niemożliwe, lepeij postawić na jakosc wink
            Tyle w obronie "egoistów" wink

            ewa_anna2 napisała:
            > Nawet jestem za tym, aby matki nie pracujące zawodowo otrzymywały
            > wynagrodzenie (zawód "kura domowa" wink )

            A tu sie nie zgodzę. Powód prosty: ja też mam dom i krasnoludki mi go nie
            prowadzą, dlaczego zatem ja i małż mamy tyrać w naszym domu za darmo, a ktos
            inny za tą samą prace ma otrzymywac wynagrodzenie od państwa? Jestem za tym,aby
            kobiety niepracujace otrzymywały jak najbardziej prawo do emerytury po mężu,
            ewentualnie "pensje" od męża, prawo do częsci jego wynagrodzenia czy jak to by
            miało być prawnie rozwiązane, ale niech to będzie rozwiązane w obrębie rodziny,
            której to dotyczy.
            • kropkaa Re: Wielodzietne? 23.09.09, 21:21
              > Nawet jestem za tym, aby matki nie pracujące zawodowo otrzymywały
              > wynagrodzenie (zawód "kura domowa" wink )

              Też jestem przeciw. Jak kogoś stać, by nie pracować, niech nie
              pracuje, ale dlaczego ja mam utrzymywać kogoś, kto nie pracuje
              zawodowo i nie paci żadnych składek. I tak już utrzymuję chociażby
              płacąc na wszystkie enefzety, renty zdrowotne itp. Mamy w Europie
              jeden z najniższych wskaźników zatrudnienia, na utrzymanie 100 osób
              pracuje 52, czyli ja jedna i tak pracuję już na 2 osoby. Z moich
              pieniędzy emerytury mają rolnicy, górnicy, hutnicy, policjanci.
              Jeśli mogłabym uniknąc dodania do tej listy kur domowych, byłoby
              miło. Zważywszy, że moja emerytura i tak będzie wynosić tyle, co kot
              napłakał.
              • maj16 Re: Wielodzietne? 29.09.09, 15:13
                >dlaczego ja mam utrzymywać kogoś, kto nie pracuje
                > zawodowo i nie paci żadnych składek

                Mogę powiedzieć podobnie: dlaczego czworo moich dzieci ma utrzymywać w
                przyszłości różnych obcych emerytów??? Przecież składki z ich pensji będą
                odkładane do ZUS i korzystać z nich będą m. in. osoby bezdzietne, również te,
                które oburzają się na wielodzietność.
                • kropkaa Re: Wielodzietne? 30.09.09, 21:02
                  Nie do końca masz rację - Twoja czwórka też z czegoś będzie
                  wykształacona i leczona, a u nas, jak na razie publiczna oświata i
                  służba zdrowia. Nie daj Boże przytrafi się jakaś poważniejesza
                  operacja, a już idą na nią grube dziesiątki tysięcy, których z mężem
                  przez dekadę nie uzbieracie.
                  Twoja czwórka utrzyma osiem osób, ale Wy dwoje Was sześciorga nie
                  utrzymacie z dwóch pensji.
                  Tak to z ekonomicznego punktu widzenia wygląda.
                  • deigratia Re: Wielodzietne? 01.10.09, 14:40
                    Czy maj16 chwaliła się, ile wynoszą jej i jej męża pensje? Cóż to za
                    pesymizm, że z dwóch pensji nie utrzyma się 4 dzieci? Znam takich, co
                    z jednej utrzymują i np. z państwowej służby zdrowia nie korzystają.
                    Albo takich, co z dwóch, ale 6 dzieci (z czego 4 starszych bez
                    przerwy na jakichś zajęciach dodatkowych i w szkole w muzycznej.

                    A może "pensja" oznacza tylko i wyłącznie etat na państwowej
                    posadzie? Przepraszam, jeśli czegoś nie zrozumiałam.

                    Jeśli ktoś chce być nauczycielem w państwowej podstawówce (bo czuje
                    np. powołanie do tego) albo pracować w swoim urzędzie gminy (bo np.
                    czuje się ważny, bądź ma za mało wiary w siebie, że gdzie indziej go
                    zechcą), to rzeczywiście nie dla niego rodzina wielodzietna.

                    Niestety większość ludzi, jakich ja znam, ma/ chce mieć dwoje dzieci
                    i to nie dlatego, że nie jest/nie będzie ich stać na utrzymanie
                    większej rodziny. Oni po prostu chcą prowadzić wygodne życie, z panią
                    do sprzątania, wakacjami co roku za granicą, fryzjerem i kosmetyczką
                    2x w miesiącu, markowymi ciuchami, wieeeelkim (pustym) mieszkaniem
                    itd. itd. No i samorozwojem i realizacją nie wiadomo jakiej kariery
                    smile Przecież życie nie może polegać na rodzeniu i wychowywaniu dzieci,
                    ok? smile))
                    • kropkaa Re: Wielodzietne? 01.10.09, 21:03
                      Faktycznie, zastosowany skrót myślowy niezbyt fortunnie wypadł -
                      oczywiście, że z dwóch pensji utrzyma dzieci, chodziło mi o to, że
                      że dochody z podatków dwóch osób są niewspółmierne do kosztów, jakie
                      ponosi państwo na sześć osób. Są to oczywiście rozważania
                      teoretyczne, bo taki np. Krzesimir Dębski (płacił najwyższe podatki
                      w Polsce) byłby to złym przykładem.
                      • maj16 "Państwo" raczej zdziera niż wspiera 02.10.09, 15:02
                        Nie sądzę by akurat na moją konkretną rodzinę państwo ponosiło szalone wydatki. Jak dotąd to my wydajemy sporo pieniędzy choćby na edukację (koniecznie nowe podręczniki, bo nowy program, różne składki, ubezpieczenie, mnóstwo zeszytów, papierów itp., itd), leczenie, prąd, wodę, żywność (w tym VAT). W przypadku przewlekłej choroby u jednego z naszych dzieci, państwo również nas nie wspiera - płacimy ciężkie pieniądze u specjalisty za w miarę skuteczne leczenie, bo kuracja w państwowej placówce o mały włos zakończyłaby się poważnymi powikłaniami... Czy jesteśmy bogaci, że stać nas na te wydatki? Politycy uważają, że tak. W zeszłym roku przez swoje "bogactwo" w lipcu przekroczyliśmy druga stawkę podatkową, a w listopadzie trzecią (dla najbogatszych). Całe szczęście, że istnieje ulga na dzieci, bo ratuje nam życie. Tak więc nie mam poczucia, że państwo ponosi wielkie koszty na "utrzymanie" naszej szóstki, natomiast wiem, że z czwórki naszych dzieci, gdy będą już zarabiające, państwo bezwzględnie zedrze skórę.
                        • kropkaa Re: "Państwo" raczej zdziera niż wspiera 03.10.09, 11:36
                          Gwoli wyjaśnienia - państwo ponosi szalone wydatki na każdego -
                          przede wszystkim na edukację (też przedszkolną) i służbę zdrowia.
                          Ale też na policję, wojsko, administrację publiczną, transport,
                          kulturę. Jak by wyglądała prywatna służba zdrowia - patrz USA,
                          dobre, prywatne szkolnictwo przy jednoczesnym słabym państwowym-
                          patrz UK.
                          • kaakaa Re: "Państwo" raczej zdziera niż wspiera 03.10.09, 13:18
                            Powstrzymywałam się ale już nie mogę...
                            Szczerze mówiąc, nie czuję jakiegoś wielkiego pożytku z wydatków, jakie państwo
                            ponosi na mnie i moją rodzinę. Mimo, że to raczej duża rodzina, to mam
                            przekonanie (graniczące z pewnością), że więcej wkładamy do wspólnej kasy w
                            formie podatków niż dostajemy.
                            Z policji mam tyle pożytku, że jak coś się dzieje, to się na nas wypinają (np.
                            jak mężowi ostatnio ukradli rower, to pan z policji nie przyjął zgłoszenia, bo
                            mąż nie miał dokumentu potwierdzającego nabycie roweru; jak sąsiadowi bandyci
                            rozbierali w nocy malucha na części, to policja zawiadomiona przez nas jechała
                            tak długo, że po bandytach i drzwiach od samochodu nie było już śladu gdy
                            dojechali).
                            Ze służby zdrowia publicznej nie korzystamy, bo poziom świadczonych usług nam
                            nie odpowiada - nawet urodzić musiałam w domu za własne ciężko zarobione i
                            uprzednio opodatkowane przez państwo pieniądze!
                            Z państwowej edukacji i opieki przedszkolnej też nie korzystamy a za prywatną
                            płacimy znów z naszych opodatkowanych dochodów.
                            Transport publiczny - hmmm, czy on jest faktycznie darmowy??? No, chyba, że
                            chodzi o te darmowe bilety ZTM dla dzieci z rodzin wielodzietnych...
                            Podobnie jak Maj mam poczucie, że za parę lat moje dzieci będą sporo pieniędzy
                            wkładać do naszej wspólnej kasy. I do tego pewnie, podobnie jak ja, włożą więcej
                            niż dostaną. Przykro mi się robi, gdy ktokolwiek próbuje wypominać
                            wielodzietnym, że koszt wychowania ich dzieci obciąża całe społeczeństwo.
                            Tere-fere! W naszym kraju koszty wychowania dzieci ponoszą przede wszystkim
                            rodzice - nikt im na dzieci nie dokłada. A wydatki państwo ponosi nie tylko na
                            dzieci ale na każdego obywatela.
                            • kropkaa Re: "Państwo" raczej zdziera niż wspiera 03.10.09, 14:10
                              Ja też osobiście nie mam wrażenia, że więcej otrzymuję niż daję,
                              raczej tylko daję, a nie otrzymuję. Za wszystko płacę sama,
                              od "państwa" dostałam BCG, które to posądzane jest o to, że pakują
                              dzieciom, bo mają takie zapasy, że taniej powstrzykiwać niż
                              neutralizować. A w dodatku płacę za wszystkich chlorków, żulków,
                              nielegalnie wyłudzających renty, siedziby ZUS i innych, którym się
                              nie chce pracować. Jak mi ukradli samochód, to mnie taka "Marylka"
                              obsługiwała, że straciłam złudzenia, że "Złotopolscy" mają coś
                              wspólnego z fikcją - teraz jestem pewna, że wzorowali się na tej
                              pani. Ale ogólnie tak to wygląda - nawet prywatne szkoły mają
                              dofinansowania, co oczywiście jest logiczne, bo rodzice tych dzieci
                              też płacą podatki.
                              Nie ma idealnego rozwiązania, nigdzie, nawet w Skandynawii nie
                              wszyscy są zadowoleni, ale nie ma też tak, że kompletnie z niczego
                              nie korzystamy. Choćby z placu zabaw czy bibliotekiwink Też mnie
                              wkurza, że mamy dziurawe drogi, wystajace studzienki, sfrustrowanych
                              i niedouczonych nauczycieli, lekarzy, którzy dobro pacjenta mają za
                              dowcip. Ale jednoczesnie mam świadomość, że jak jakiś debil po
                              alkoholu we mnie wpadnie, żaden szpital (jeśli już), poza publiczną
                              służbą zdrowia, nie przyjmnie mnie choćby na tydzień. Jeśli
                              wysiądzie mi serce czy wątroba, tylko w państwowej klinice cokolwiek
                              będą mogli zadziałać.
                            • kropkaa Re: "Państwo" raczej zdziera niż wspiera 03.10.09, 14:20
                              I żeby nie było watpliwości - wielodzietności jak najbardziej TAK!
                              Od tam się zaczyna.
                              • monicus Re: "Państwo" raczej zdziera niż wspiera 03.10.09, 14:25
                                ja tam nie musze dostawac. nawet uwazam, ze kazdy sam swoje dzieci powinien
                                utrzymywac. byleby nie łupili jak łupią. i nie traktowali zawsze jak złodzieja
                                co to chce cos ukryc, wyciagnac i nie wiadomo co jeszcze
                                • maj16 Re: "Państwo" raczej zdziera niż wspiera 03.10.09, 19:08
                                  Zgoda monicus, łupią i traktują jak złodziei. To normalka, że skarbówka nęka zwykłe rodziny wezwaniami do kontroli. W tym roku musieliśmy jechać do urzędu z aktami urodzenia dzieci, mimo, że pesele całego potomstwa były umieszczone w PIT i urzędnicy bez problemu mogli sprawdzić istnienie dzieci. US woli nękać Kowalskiego niż zabrać się za grube ryby uchylające się od płacenia podatków (bo "firma nie przynosi dochodu"), bo prześwietlenie finansów tych firm wymaga żmudnej pracy, wysiłku, czasu. Łatwiej odhaczyć "sprawdzone" przy zwykłym człowieku, niż decydować się na skontrolowanie firm, o których tajemnicą poliszynela jest, że oszukują państwo na spore miliony... I jak tu się dziwić, że Polacy nie mają zaufania do instytucji państwowych, skoro urzędnicy nie mają za grosz zaufania do obywateli?
    • deigratia Re: Wielodzietne? 28.09.09, 22:54
      Niestety nie pamiętam źródła, ale z pewnością była w nim mowa, że
      rodzina wielodzietna w Polsce "zaczyna się" od czwórki dzieci.
      Wypowiadał się tam ktoś, kto walczy o to, aby już rodziny z trójką
      były za takie uznawane (może chodzi o jakieś zasiłki??), ale na razie
      bez skutku.
      Tak więc drogie Panie, nie dodawajcie sobie smile Trzeba się jeszcze w
      wielu przypadkach postarać, by na to zaszczytne miano zasłużyć.

      Ja na razie mam 1,5 dziecka smile ale myślimy o 4 i już się boję
      reakcji, które z pewnością nam się przytrafią (mąż nie wierzy, ale i
      nie ma doświadczeń). Teściowie mieli jedynaka i chyba nie spodziewali
      się drugiego wnuka (teść do dziś nie pogratulował, teściowa
      potrzebowała tygodnia, żeby wykrztusić z siebie, że się cieszy). Moi
      rodzice, którzy sami mieli piątkę, byli zdziwieni odstępem dwuletnim
      (który nam wyjdzie) i trzęsą się o moje zdrowie.

      Osobiście boleśnie pamiętam zdumione miny, kiedy mówiłam ile mam
      rodzeństwa, ale lubiłam udowadniać, że "dużo" nie znaczy "patologia".
      Polonista w 5-ej klasie podstawówki wsadził sobie nawet palec za
      kołnierzyk, bo mu się słabo? zrobiło i przełknął ślinę cały czerwony
      z przerażenia (miał jednego syna).
      A dziś - uważam, że jest jeszcze gorzej. Już przy dwójce bliskiej
      wiekiem ludzi zżera ciekawość wpadka czy planowane (ktoś wspominał
      wyżej). Trójka, to murowana wpadka. Czwórka to już totalne tłumoki,
      które nie wiedzą jak to robić, żeby nie było kłopotu; darmozjady
      próbujące żyć na koszt państwa i innych przyczyniających się jakże
      chwalebnie do wzrostu PKB.

      Słyszałam już o wzrostowej tendencji "trójkowej", jednak z moich
      znajomych dopiero jedni mają trójkę a kilkoro nie dorobiło się
      jeszcze nawet 1 potomka. Może to jednak kwestia naszego wieku? (mało
      kto przekroczył 30-stkę). Oby, bo osobiście uważam, że:
      1. posiadanie dwójki jest takie przeciętne smile
      2. niemodne (2+2 wylansowano tak dawno temu, no i kto wylansował?)
      3. łatwe, w sensie poradzenia sobie z obowiązkami (tak mi się na
      razie wydaje smile
      • soldie Re: Wielodzietne? 01.10.09, 13:18
        Na mnie wrażenie robią rodziny o 4 wzwyż smile Sama marze o 7 (w tym z dwoje bym
        chciała do rodziny zastępczej) Wychowanie dzieci widzę jednak tylko wtedy kiedy
        nie będę pracowała zawodowo (a w tym przypadku wiadomo ze zwykła praca na etacie
        utrzymania nie zapewni), więc nie dziwę się ludziom ze poprzestają na jednym
        czy dwóch. Odczucia mam podobne jak kaakaa, raczej dostrzegałabym zachwyt nad
        większa gromadką niż to że to patologia. Ostatnio miałam pod opieką 2,5 letnia
        siostrzyczke mojego męża i wybraliśmy sie wszyscy do sklepu. Nasza gromadka(2x
        2,5 latki plus 10-miesięczniak) musiała robic wrazenie, bo wszyscy sie
        patrzyli,ale raczej przyjaźnie (albo ja taka optymistka) smile
        • bonga_dax1 Re: Wielodzietne? 02.10.09, 09:26
          U mnie ostatnio byli z wizytą znajomi z dwójką w wieku 5 i 3 lata, więc mieliśmy
          w sumie czworo rok po roku. Doskonale się dogadywali i stanowili piękny obrazek,
          ale na codzień to już byłaby wyższa szkoła jazdy przy takich różnicach wieku wink
          • marianna0077 Wielocesarkowe? 15.10.09, 13:31
            Ja ze swoimi dwoma niesmiało oświadczam, żem wielodzietna mentalnie.
            Znaczy, otwarta jestem na wszystkie dzieci jakie mi będą dane. Cwana
            jestem, bo jakoś starsznie duzo to ja sie nie narodzę smile mam 32 lata
            a najmniejsza możliwa różnica wieku jaką mogę osiagnąć to 3, więc
            przy najbardziej sprzyjających wiatrach to trójka jeszcze najwyzej wink

            Ale, ale, przy tej okazji chciałam przemycić pytanie cesarkowe do
            Ambitnej Studentki Położnictwa: ile cesarek da się zrobić jednej
            kobiecie? Są jakieś statystyki jak to wygląda? Pytam, ponieważ
            dowiedziałam się właśnie, ze znajoma mama trójki miała 3 cięcia w
            ciągu 4 lat (dzieci około 5, 3 i rok). Lekarze na wiadomość że nie
            podwiązała sobie jajowodów oburzyli się święcie że to skrajna
            nieodpowiedzialność. Dalej, mama ta odkryła niedawno, że 4 malucha
            się spodziewa. Troche się wystrachała, ale się cieszy oczywiście.
            Pytanie, kaakoo, czy ma się czego bac? Nie wiem z jakiego powodu
            miała te cięcia, ale ciekawam teraz bardzo jak to rzeczywiście jest,
            czy to niebezpieczne rzeczywiscie? No i ile takich cięć da się
            przeprowadzić u jednej kobiety?
            • monicus Re: Wielocesarkowe? 15.10.09, 13:51
              nie jestem ambitna studentka a despratka smile
              nie wiem co w polsce.mysle ze tak 4 moga przelknac. ale w innych krajach gdzie
              troche pacjent ma do gadania to 7-8 sie zdaza. poniewaz mnie interesuje tylko
              porod po cc to wiem ze po tylu kobiety rodza. wiec moze takie co sie daja ciac
              od razu moga wiecej? w kazdym badz razie teoretycznie ma przed soba mozliwosci big_grin
            • kaakaa Re: Wielocesarkowe? 15.10.09, 13:53
              Ekspertem od cesarek się nie czuję, bo ja wolę naturalne porody wink ale
              interesowałam się kiedyś tematem i z amerykańskich badań takie wyciągnęłam wnioski:
              1. pierwsza cesarka niesie za sobą mniejsze ryzyko niż każda kolejna
              2. każda kolejna cesarka niesie za sobą podobne ryzyko - większe niż pierwsza
              ale w zasadzie z badań wynika, że nie ma większej różnicy, czy to druga,
              trzecia, piąta czy siódma operacja
              3. każde cięcie, to określone prawdopodobieństwa pewnych powikłań, jak ktoś ma
              więcej cięć, to większa szansa, że przy którymś z nich coś się stanie - ergo, u
              kobiet, które mają za sobą jedno cięcie jest mniej komplikacji niż u tych, które
              mają za sobą kilka cięć.
              4. w badaniach amerykańskich pojawiają się kobiety nawet po ponad 10 cięciach,
              więc chyba da się przeżyć wink
              Możesz więc znajomą pocieszyć, że czwarta ciąża nie oznacza wcale, że umrze w
              męczarniach z pękniętą macicą wink Spoko będzie!
              • marianna0077 Re: Wielocesarkowe? 15.10.09, 14:56
                Muczjos gracjas senioritas. Coza forum smile pytasz, masz smile
                Zaraz po Jurka idę, moze rzeczoną mamę w przedszkolu spotkam, z
                radoscią przekażę.
              • kropkaa pęknieta macica 10.11.09, 23:04
                Wiecie co, nie chcę wyjść na totalną ignorantkę, ale czy pęknięcie
                macicy to jest jakaś rzecz do normalnego spotokania? Tzn. pękniętej
                macicy pewnie nie spotkam, ale kobietę po takim czymś? Bo co jakiś
                czas słyszę, że lekarze straszą kogoś pęknięciem macicy (moją
                koleżankę też starszyli) i mam takie podejrzenia, że jest to z cyklu
                słynnego "coś", czyli co się może zdarzyć przy porodzie w domu.
                W końcu dziewczyn po cc tabuny, a nikogo z pekniętą macicą na
                szczęscie nie spotkałam, jak i nawet nie słyszałam o żadnej
                koleżance koleżanki etc.
                • juleg Re: pęknieta macica 11.11.09, 08:03
                  Kiedyś przeczytałam relację kobiety, poród szpitalny, lekarz jej wlazł na brzuch
                  i dziecko wypychał, ona umierała z bólu, mówiła, żeby przestał, ale gdzie tam,
                  no i pękła jej macica, musieli usunąć po porodzie- miło?
                • kaakaa Re: pęknieta macica 11.11.09, 08:43
                  Kropkaa, odsyłam do wątku o "straszakach". Tam jest cała sekcja poświęcona
                  pękaniu macicy smile
                  Bo to jest właśnie jedno z tych słynnych "cosiów", co się może stać przy
                  porodzie i wtedy to już tylko szpital może Cię i dziecko uratować. Wrrrrr...
                  A prawda jest taka, że pęknięcie dotyczy prawie wyłącznie kobiet z bliznami na
                  macicy (np. po cc) i sytuacji gdy podawana jest oksytocyna.
                  A dodatkowy smaczek - zdarza się, że pęknięcie macicy diagnozuje się przy
                  wykonywaniu w czasie porodu cesarki z całkiem innych przyczyn. Ostatnio
                  zetknęłam się z takim przypadkiem. Pani rodziła bliźnięta. W końcu, ze względu
                  na brak postępu, postanowili ją rozwiązać przez cc. Otwierają brzuch, patrzą, a
                  tu macica pęknięta. Nie żeby tak na pół. Ale pęknięcie było, a kobieta nie miała
                  jakiś gwałtownych objawów zagrożenia życia. W ogóle w literaturze można spotkać
                  pogląd, że drobne okołoporodowe pęknięcia macicy bywają czasem niezdiagnozowane
                  i kobieta nawet nie wie, że jej w czasie porodu macica trochę pękła.
                  A przy rozległym pęknięciu, rzeczywiście najskuteczniejszą terapią jest
                  usunięcie macicy sad
                  • monicus Re: pęknieta macica 11.11.09, 13:30
                    to jako pilna studentak tematu dodam, ze sa badania, ktore mowia, ze drobne
                    pekniecia dzieja sie w trakcie ciazy. pekaja, zarastaja... ja mysle, ze nie
                    wypasac pasozyta zbytnio coby nie rosl jak szalony i nie poganiac porodu. to
                    najwazniejsze zapobiegawcze dzialania
                    • bonga_dax1 Re: pęknieta macica 12.11.09, 07:38
                      monicus napisała:

                      > to jako pilna studentak tematu dodam, ze sa badania, ktore mowia, ze drobne
                      > pekniecia dzieja sie w trakcie ciazy. pekaja, zarastaja...

                      No właśnie moja koleżanka tak podobno miała. Myślałam, że się przesłyszała, że
                      może coś się jej z szyjką działo w czasie ciąży, bo to nawet w 2 trymestrze było
                      chyba, ale ona była pewna, że lekarka jej powiedziała, że ma małe pęknięcie
                      macicy. Nic z tym generalnie nie robili, dostała chyba jakieś delikatne środki
                      przeciwskurczowe i tyle. Koniec końców urodziła przez cc jak dla mnie dzięki
                      lekarzowi, który chciał koniecznie, żeby urodziła na jego dyżurze, a więc oxy,
                      jakieś ręczne masaże szyjki itp. Przy 7cm u dziecka zaczęły się zaburzenia rytmu
                      serca no i na stół - wszystko w ramach dyżuru rzeczonego lekarza. A tłumaczyłam
                      tej biednej owieczce, że jak nie ma wyraźnych wskazań, to niech się nie zgłasza
                      na wywoływanie - nawet ją do mojej lekarki wysłałam na konsultację, ale ona
                      jakoś tak bezkrytycznie zaufała lekarzowi, który straszył ją wszystkimi
                      możliwymi komplikacjami... ech
            • kropkaa Re: Wielocesarkowe? 16.10.09, 11:08
              A jak koleżanka miała sobie te jajowody niby podwiązać??? Sznurkiem chyba. W Pl
              jest to praktycznie zabronione.
              • marianna0077 Re: Wielocesarkowe? 16.10.09, 11:42
                Nie wiem jaką techniką smile nie znam sprawy dokładnie, niedawno
                poznałam tę kobietę.
                Ale znając klimat polskiej "służby" zdrowia a zwłaszcza jej rejonów
                okołoreprodukcyjnych wszystko jest praktykowane, i ubezpłodnienie i
                aborcje. Kwestia tylko ceny. Kto wie, może ta pani doktor w taki
                sposób otwierała negocjacje na temat ceny zabiegu, który przecież
                absolutnie wykonać trzeba (wiemy doskonale jak to panowie w białych
                kitlach lubią nastraszyć żeby swoje przeprowadzić, udowodnić rację
                swoją a jak do tego zarobić conieco to już super). Kto wie, może się
                ktoś zlituje nad tą nieporadną i nieodpowiedzialną kobietą i
                ubezpłodni ją przy kolejnej cesarce...
                • juleg Re: Wielocesarkowe? 16.10.09, 17:07
                  Chyba to indywidualna sprawa, moja znajoma miała pięć cięć i wszystko super a z
                  kolei kuzynka miała jeden naturalny i trzy cc, po dwóch gin powiedział jej, że
                  macica jest w fatalnym stanie i żeby zapomniała o czwartej ciąży, na szczęście
                  się udało, ale było ponoć niebezpiecznie.
                • marianna0077 Re: Wielocesarkowe? 16.10.09, 18:02
                  Ta wypowiedź powstała na fali poruszenia sprawą małej Róży
                  oczywiście. Ale też nie chciałabym wszystkich lekarzy do jednego
                  worka niedouczonych morderców wrzucać, bo tak to chyba trochę
                  zabrzmiało smile. Jestem przekonana, że są też dobrzy ludzie, którzy
                  lecząc przestrzegają zasady primum non nocere i pamiętają treść
                  przysięgi Hipokratesa jak i to, że ją składali (o stosowaniu
                  medycyny opartej na dowodach to już nie wspominam). Ja mam tylko
                  strasznego pecha i raczej takich w życiu nie spotykam wink
    • niebieski-migdal Re: Wielodzietne? 18.10.09, 18:59
      hehe, miło poczytać ten wątek, przynajmniej nie czuję sie patologią smile U mnie na
      wieść o trzecim bobasie mama zrobiła minę jakby wdepła w psie g..., choć sama
      urodziła trójkę. tata pogratulował, teściowie tez, choć trochę pzrykeljone
      uśmiechy do twarzy mieli smileSiostra stwierdziła, że chyba się z teo dziecka nie
      cieszę (może dlatego, żeprzez poranne jazdy do rygi nie wyglądałam kwitnąco) i
      tyle z reakcji otoczenia. pozdrawiam
    • kropkaa Re: Wielodzietne? 10.11.09, 00:45
      Mam "złe" wieści - wielodzietne to pięć i więcej (tak wczoraj
      usłyszałam w Trójce) wink
      • bonga_dax1 Re: Wielodzietne? 10.11.09, 08:32
        kropkaa napisała:

        > Mam "złe" wieści - wielodzietne to pięć i więcej (tak wczoraj
        > usłyszałam w Trójce) wink

        No proszę, a ja się nad trzecim tak waham - toż to "pikuś". smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka