juleg 05.09.09, 15:54 Ponoć trzecie dziecko, to już rodzina wielodzietna Czy są na forum takie "wybryki natury" wiem tylko o Kaace i chyba Fizuli Moja rodzina mi współczuje, dlatego z tymi wybrykami wyjechałam A jak Wasza rodzina, zareagowała na wieść o trzeciej ciąży??? Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
monicus Re: Wielodzietne? 05.09.09, 16:52 mnie to smieszy. sama mialam 2 braci. moj maz tez. co to za wielodzietnos dla mnie wielodzietnosc od 6 sie zaczyna heh. sama bym chciala miec ze 4 Odpowiedz Link
donkaczka Re: Wielodzietne? 05.09.09, 16:58 my mamy troje, ale to taka "mala wielodzietnosc" piateczka by mnie ucieszyla, ale nie wiem jak to bedzie, poki co basta Odpowiedz Link
juleg Re: Wielodzietne? 05.09.09, 18:59 A czym różnił się Twój poród trzeci od drugiego? Odpowiedz Link
hyris Re: Wielodzietne? 05.09.09, 21:15 my czekamy na trzecie (18 tydzień ciąży) moja rodzina - na odległość - martwi się, jak sobie damy radę teściowa - za ścianą - stwierdziła, że to najgorsze, co nas mogło spotkać aha, ja raczej wielodzietna się nie czuję Odpowiedz Link
gustaw.jelen Re: Wielodzietne? 05.09.09, 21:33 Noo, ja też się wielodzietna nie czuję, ale tak nas zaszufladkowano w przedszkolu: wielodzietni z trójką. Muszę przyznać, że często na ulicy czuję spojrzenie: ooo, patologia jakaś. Jesteśmy wybrykiem natury Chociaż z radością stwierdzam, że wśród dość bliskich znajomych znajdują się ostatnio chętni do naśladowania. Niewiele, ale zawsze. Komentarz rodzinny: widzę, że się wam spodobało... Odpowiedz Link
kropkaa Re: Wielodzietne? 05.09.09, 21:39 Powiedz teściowej, że mogło być jeszcze gorzej - bliźniaki Odpowiedz Link
silije.amj Re: Wielodzietne? 05.09.09, 22:10 Szalenie się cieszę, że mam trójkę i niewiele mnie opinie ludzkie obchodzą. A trzeci poród był najpiękniejszy choć tylko z racji tego, że domowy. Odpowiedz Link
mama.rozy Re: Wielodzietne? 06.09.09, 15:20 u nas też trójeczka i też nie czuję się wielodzietna,jeszcze kilka by się dało zmieścić może za klika lat,jak skończę leczenie... trzeci poród był super,chociaż mała miała brzydkie powikłania.ale dla mnie był najlepszy. Odpowiedz Link
sugarxxx Re: Wielodzietne? 07.09.09, 06:14 Wiecie, określenie "rodzina wielodzietna" to w Polsce w ogóle jakiś synonim patologii. Podejrzewam, że wiem nawet dlaczego. A ja Wam dziewczyny bardzo gratuluję i zazdroszczę Tak trzymać i oczywiście nie poprzestawać na trójce! A tu moja dygresja: Od kilku miesięcy siedzę w USA i tu rodzina wielodzietna (trójka dzieci na pewno za taką nie jest uważana) to powód do dumy i radości. I to chyba we wszystkich grupach etnicznych. I doszłam do wniosku, że to paradoksalnie dlatego, że państwo prawie w ogóle nie wspiera rodzin. Nie ma urlopów macierzyńskich, zasiłków, bezpłatnych przedszkoli (lub jak w Polsce płatnych symbolicznie), darmowych studiów. Dlatego posiadanie większej ilości dzieci to również pokazanie otoczeniu: zobaczcie, to moja rodzina, stać mnie na tyle dzieci i na ich utrzymanie. W takiej Polsce gdzie większość w/w rzeczy jest za darmo, oznaką luksusu i powodem do dumy jest nowy mercedes, a nie dziecko. Bo jak mają więcej dzieci, to pewnie żyją z zasiłków na nasz koszt, ciężko pracujących bezdzietnych, nie?... Odpowiedz Link
monicus Re: Wielodzietne? 07.09.09, 08:26 ano. i jeszcze u nas to swiadczy o nieporadnosci w planowaniu rodziny. chlop pije, baba nierozgarnieta... Odpowiedz Link
mamamada Re: Wielodzietne? 10.09.09, 22:34 Ja też mam trójkę. I w polskich realiach, próbując pogodzić wychowywanie dzieci z pracą, studiami i pracą "dla domu" nie tyle nawet czuję się "wielodzietna" co "wielofunkcyjna" Nie żebym narzekała, w końcu - sami chcieliśmy ale tempo życia w dużym mieście z trójką dzieci w wieku przedszkolno-szkolnym bywa zawrotne - czy ktoś oprócz mnie też tak to odczuwa? A że bywa, że ludzie patrzą na nas jak na kosmitów, jak się gdzieś wybierzemy całą rodziną, to się przyzwyczaiłam. Na odtrutkę mam genialne przedszkole, do którego chodzą młodsi, tam wielodzietność jest standardem, a trójka to wcale nie tak dużo. Tyle, że czasu na pisanie na forum nie starcza, podczytuję już tylko po nocach ************************************************************ Czas to wredne bydlę. Nie potrafię go obłaskawić... Odpowiedz Link
fizula Re: Wielodzietne? 10.09.09, 22:52 juleg napisała: > Ponoć trzecie dziecko, to już rodzina wielodzietna Ponoć. Ale to tylko bajki. Trójka dzieci to wcale nie dużo :o) Nam nikt nie współczuje z tego powodu- czasem babcie narzekają, że dom nie dopieszczony, nie błyszczący, nie froterowany codziennie. Tyle że my wcale byśmy nie chcieli takiego cichutkiego wychuchanego domku i przechadzającego się majestatycznie jedynaka. Za to nasza gromadka (plus sąsiadów gromadka będąca jak domownicy niemal) przestawiająca co drugi dzień nasz dom- bardzo nam odpowiada. W życiu nie zamieniłabym jej na żadne wypieszczone salony. Najstarsza córa nawet zanosi modły o kolejną sztukę rodzeństwa- pożyjemy zobaczymy. > jak Wasza rodzina, zareagowała na wieść o trzeciej ciąży??? Gratulowali. Ale co niektórzy traktowali mnie jak co najmniej ciężko chorą. Co ciekawe od dziadków mamy "przyzwolenie" na więcej potomstwa. Jeden dumny dziadek zasugerował, że co kolejne dziecko to fajniejsze i ciekawe, czy taka prawidłowość by się utrzymała. A drugi dzisiaj mnie uświadamiał, że (cytuję): "1 dziecko- to egoizm; 2 dzieci- to minimum; 3-4 dzieci- to dopiero może być"; (Tylko ciekawe czemu sam poprzestał na dwójce czyli minimum?) Odpowiedz Link
juleg Re: Wielodzietne? 11.09.09, 09:07 Moi teściowie też szczęśliwi sami mają czwóreczkę. Co do przedszkola to też mamy rewelacyjne, trójka tam to minimum, także przynajmniej tam będę czuć się swojsko heh Dziewczyny a jaki miałyście trzeci poród? Odpowiedz Link
hyris Re: Wielodzietne? 11.09.09, 09:17 to ja też się podłączę do pytania o trzeci poród Odpowiedz Link
kaakaa Re: Wielodzietne? 11.09.09, 12:08 My mamy tylko czwóreczkę, więc niewiele wiem o wielodzietności... Gdyby jednak ktoś spróbował popatrzeć na nas jakoś dziwnie, gdy idziemy całą bandą, to by pożałował chwili, w której przyszło mu to do głowy A tak bardziej serio, to chyba taka widoczna duma mnie rozpiera z powodu mojego udanego przychówku, że gdy idziemy ulicą to dostrzegam jedynie zachwyt i podziw w oczach tych, którzy nas mijają. Czasem jakaś staruszka zapyta z lekkim niedowierzaniem "czy to wszystko pani?" ale ja traktuję to jak wyraz podziwu a nie zgorszenia. A co do porodu, trzeci był "pełzający" trwał dwa tygodnie. Dłuuuugie dwa tygodnie bolesnych skurczów przepowiadających. Dwa fałszywe alarmy dla położnej, gdy byłam całkowicie przekonana, że już się zaczęło. Codzienne wieczorne KTG i informacja od badającego lekarza, że od wczoraj jest pewien postęp. I codziennie rano - kompletny brak jakichkolwiek skurczów. Aż jak się pewnego ranka facet zdecycował (po 43 tygodniach ciąży) to solidny skurcz obudził mnie 5.40 a o 6.17 bez mała cztwroipółkilowy "okruszek" był po naszej stronie brzucha. Całe szczęście, że wezwaliśmy położną już poprzedniego wieczora (bo wydawało się, że to już) i została u nas na noc. Za to czwarty poród to już był ekspresowy i zupełnie lajcik Odpowiedz Link
monicus Re: Wielodzietne? 11.09.09, 13:40 e ja mam tylko dwojeczke a na warszawskich kabatach patrza na mnie jak na nieletnia (mam 30) z mnostwem dzieci. a jak mowie o trzecim to oczy wywalaja i patrza jak na nienormalna. Odpowiedz Link
juleg Re: Monicus? 11.09.09, 16:13 si witam sąsiadkę a może jeszcze w tym samym przedszkolu dzieci mamy? Odpowiedz Link
monicus Re: Monicus? 11.09.09, 17:25 nie moje z przekonania chowane domowo. pod skrzydlem a to moze jakas wspolna rundka? przejdzmy na priv Odpowiedz Link
juleg Re: Wielodzietne? 11.09.09, 13:51 Kaakoo, no właśnie Twój trzeci pamiętam, bo męczyłam Cię kiedyś o opisy fajnie, że szybko, ale te alarmy fałszywki i przepowiadające- nie lubię, nie lubię Odpowiedz Link
oldzinka Re: Wielodzietne? 11.09.09, 15:10 Jako mama jedynaka pozwolę sobie nieśmiało zabrać głos Rzeczywiście da się zauważyć, że odbiór społeczny "wielodzietności" jest dziwny, przy czym, tak jak piszecie, u nas wielodzietność oznacza już troje dzieci. Mam w rodzinie dziewczynę, która po urodzeniu trzeciego dziecka powiedziała, że jeszcze nie skończyli prokreacji i wszyscy zgodnie stwierdzili, że na pewno jej rozum odebrało. A jak okazało się, że będą bliźniaki to śmiali się, że ma za swoje i dobrze jej tak! Ostatnio sama złapałam się na gapieniu się na małżeństwo z synkiem 4- letnim i półtorarocznymi bliźniakami. Ale to może bardziej dlatego, że te bliźniaki miały tyle energii, co cała podstawówka tuż po wakacjach a ich mama zadziwiająco dobrze radziła sobie z tym żywiołem i mieszały się we mnie uczucia głębokiego podziwu i cichego współczucia, gdy pomyślałam o ilości energii jaką ta kobieta musi wydatkować na dobę Ja z moim zbuntowanym dwulatkiem naprawdę nie mam co narzekać. Odpowiedz Link
juleg Re: Wielodzietne? 11.09.09, 16:15 Mój starszak twierdzi, że Bóg mu powiedział, iż w brzuchu moim pływają właśnie bliźniaki hihheha Odpowiedz Link
noel_la Re: Wielodzietne? 11.09.09, 22:04 Ja co prawda tylko dwojeczke mam, ale brzuch po porodzie zostal mi tak wielki, ze wygladam jak w ciazy. Jak pcham wozek z tym brzucholcem a obok drepcze 2,5 latka, to czasem widze litosc w oczach przechodniow Ale ja sama lapie sie na tym, ze sledze wzrokiem rodzinki "wielodzietne". Robie to z podziwem i zazdroscia. Jesli wiec czasem przeszywa was czyjs wzrok to nie koniecznie odbierajcie to jako litosc Zawsze marzylam o co najmniej czworce, jednak moje koszmarne ciaze niwecza te plany Odpowiedz Link
pawimi455 Re: Wielodzietne? 12.09.09, 02:41 zglasza sie trojeczka planujaca czwarte w przyszlosci i moze jeszcze jakies adoptowane....zgadzam sie z kolezanka kilka postow wyzej ze w usa (gdzie mieszkam) liczba posiadanych dzieci jest w pewnym sensie symbolem statusu. Najbogatsi, biznesmeni, gwiazdy maja czworo, piecioro dzieci...i nikt nie stuka sie w glowe! No i udalo mi sie wypucowane salony zachwac haha!!! Odpowiedz Link
kropkaa Re: Wielodzietne? 20.09.09, 15:01 Przypomniało mi się, jak poinformowaliśmy jedną ciocię (z radością oczywiście), że pierworodna będzie mieć rodzeństwo. Ciocia zrobiła taką minę i tak zareagowała ("??? Yyy... No ale chyba w końcu wiecie, co robicie..."), że poczułam się nie jakbym miała urodzić drugie, tylko rozpoczynała drugą dziesiątkę... Odpowiedz Link
kropkaa Re: Wielodzietne? 20.09.09, 21:02 Ciocia niestety nie ma, nie z wyboru, ale temat, jak wiadomo, drażliwy, natomiast sama jest z czwórki, mąż z trójki. Odpowiedz Link
ewa_anna2 Re: Wielodzietne? 20.09.09, 19:26 Padło tu zdanie, że bezdzietność, czy jedno dziecko to egoizm. Ale nie zawsze tak bywa. Jest sporo takich osób, których życie potoczyło się tak, a nie inaczej. Osób, które nie znalazły życiowego partnera i pozostają samotni. W sumie powołanie do życia w samotności też istnieje. Osoby będące w małżeństwie, lecz nie mogący mieć dzieci. Sama znałam jedną panią, co długo z mężem czekała na dziecko. Niestety, pierwszą ciążę poroniła, a drugie dzieciątko żyło jeden dzień. Więcej dzieci nie mieli, prawdopodobnie nie mogli. A w latach sześćdziesiątych czy siedemdziesiątych nie było USG, badań prenatalnych. Są też osoby obarczone wadą genetyczną, które świadomie rezygnują z poczęcia - nie chcą dziecka na cierpienia narażać. Czym innym jest świadoma rezygnacja z poczęcia, a czym innym decyzja o zabiciu już poczętego dziecka. Tak naprawdę nie zawsze wiemy, dlaczego dane małżeństwo ma tylko jedno dziecko. Czasem nie chcą, a czasem rzeczywiście nie mogą. Tak jak moja ciocia, matka jedynaka. Potem nie mogła donosić ciąży. Na razie nie mam dzieci. I chyba nie chcę współczucia dlatego, że nie mam dzieci. Chcę je mieć, ale zdaję się na to, co przyniesie Bóg/Opatrzność. Gdybym miała - chciałabym mieć 3-4. Podoba mi się taki model rodziny. Zresztą znam rewelacyjną rodzinę z piątką dzieci. Ale rzeczywiście da się zauważyć tendencja do zmiany modelu rodziny. Czasem jest to egoizm (znajomy śpi na forsie, za polskie zarobki utrzymywał siostrę mieszkającą w UE i jego żona nie chcą mieć dzieci). Z drugiej strony zastanawiam się, czy jest to egoizm, czy wynik złych doświadczeń z dzieciństwa (Choroba i śmierć matki, porzucenie przez ojca). Słyszałam też o rozmowach kwalifikacyjnych, w których poruszano kwestię prokreacji. I nie każdy bezdzietny nie lubi dzieci, część z nich w jakiś sposób cierpi. Czasami osoby mające dzieci uczą tolerancji (np. dzięki paru osobom nie uznaję długiego karmienia i porodów domowych za dziwactwo). Chcę mieć dzieci (mam trochę czasu), ale nie za wszelką cenę. I ze względu na wiek i to, że mogę przekazać dziecku chorobę genetyczną raczej wielodzietna nie będę. Odpowiedz Link
kropkaa Re: Wielodzietne? 20.09.09, 21:17 Wszystko to prawda, ale to nie znaczy, że jak ktoś nie może mieć dzieci, czy z przyczyn niezależnych, czy z wyboru, to może komentować wybory innych w mało elegancki sposób. Poza tym akurat osoby tu się udzielające powinny mieć jak najwięcej dzieci, bo to jest w naszym interesie. Nie podejrzewam, by zasiliły one szeregi bezrobotnych chlorków i okupowały podblokowe ławki. Raczej, sądząc po rodzicach, będzie to wykształcona gromada mądrych i szczęśliwych obywateli. Poza tym, bez przesady, trójka czy czwórka to nie jest jakaś liczba, nad którą nie można zapanować, a ludzie reagują, jakby to była piętnastka. Z młodszego przykładu: znam dziewczynę z czwórką (w ciągu pięciu lat, pierwsze urodziła jak miała 19 czy 20) i w tym przypadku co prawda bez pomocy rodziców byłoby ciężko, ale dzieci są naprawdę super. Chodzą sobie parami, takie małe przedszkole, świata poza sobą nie widzą, a dla mnie najlepsze jest to, że pomimo, że mają siebie i są samowystarczalni, jeśli chodzi o zabawę, jak do grona dołączy jakieś inne dziecko, to ustawia się kolejka, by się pobawić czy też potrzymać za rękę Uwielbiamy patrzeć na tę gromadkę! Odpowiedz Link
bonga_dax1 Re: Wielodzietne? 21.09.09, 09:34 Mieliśmy ostatnio w domu na kilka dni 2 siostrzenice mojego męża (11 i 14 lat). Muszę stwierdzić, że kiedy wybraliśmy się do sklepu razem z nimi i naszą dwójką (2 i 4,5 roku) wzbudzaliśmy ogromne zainteresowanie, choć w większości reakcje były pozytywne. Mnie natomiast przeraziła ilość schodzącego codziennie jedzenia. To niesamowite, ile dziewczynki w tym wieku są w stanie zjeść Nie powiem, zaczęłam się zastanawiać, czy aby na pewno chcę mieć jeszcze dzieci. Ale z drugiej strony wszyscy zajmowali się sobą wzajemnie, ja pomimo większej liczby dzieci w domu mogłam nawet wygospodarować trochę czasu na sprzątanie. Ogólnie bardzo pozytywnie, choć logistyka przy posiłkach, kąpielach przyprawiała nas o zawrót głowy. Nie bardzo też wyobrażam sobie codzienne dojazdy do szkoły / szkół, na zajęcia dodatkowe z taką gromadką. Jak wy to robicie, bo zaczynam się łamać... Odpowiedz Link
ewa_anna2 Re: Wielodzietne? 21.09.09, 16:59 kropkaa napisała: > Wszystko to prawda, ale to nie znaczy, że jak ktoś nie może mieć > dzieci, czy z przyczyn niezależnych, czy z wyboru, to może > komentować wybory innych w mało elegancki sposób. Ja akurat rozróżniam bezdzietnych z przyczyn losowych od bezdzietnych z wyboru. I tych osób nie należy wrzucać do jednego worka, bo niektórych można skrzywdzić. Niektórzy cierpią z powodu bezdzietności. Leczą się w klinikach. Teraz coraz więcej par ma problemy z poczęciem dziecka. Inni nie chcą mieć dzieci i celowo się ubezpładniają. Studiowałam teologię, miałam też dużo fakultetów psychologicznych (psychologia rozwojowa, ps. małżeństwa i rodziny). Na ćwiczeniach z teologii pastoralnej usłyszałam takie zdanie, że jako potencjalny katecheta nie mogą potępiać, krytykować i gorzej traktować jedynaków, bo nie wiadomo, jaki dramat się za tym kryje. Ja nie zamierzam pisać na forum "nie lubię dzieci", bo lubię dzieci. Czasem miło popatrzeć, jak się wszystkim zachwycają (np. jak idę z pieskiem). W sumie powinniśmy się wzajemnie szanować (oczywiście, jeśli zasłużymy na ten szacunek). Tzn. nie wtrącać się zbytnio w cudze sprawy. Nie krytykować się wzajemnie. Bo jeśli ktoś zaatakuje - mamy prawo się bronić, coś niemiłego powiedzieć. Mimo, że nie mam dzieci nie podzielam poglądów p. Senyszyn co do edukacji i wychowania (brr) Nawet jestem za tym, aby matki nie pracujące zawodowo otrzymywały wynagrodzenie (zawód "kura domowa" ) > Poza tym akurat > osoby tu się udzielające powinny mieć jak najwięcej > dzieci, bo to jest w naszym interesie. Oczywiście, jest to też w interesie Polski. Wiadomo, do czego doprowadziła polityka Chin (tylko 1 dziecko, najlepiej chłopiec). Zresztą żeby była zastępowalność pokoleń należy mieć więcej, niż dwoje dzieci. >Nie podejrzewam, by zasiliły > one szeregi bezrobotnych chlorków i okupowały podblokowe ławki. > Raczej, sądząc po rodzicach, będzie to wykształcona gromada mądrych i szczęśliwych obywateli. Na psychologii małżeństwa i rodziny dowiedziałam się, że jednym z warunków szczęścia małżeńskiego jest szczęśliwe małżeństwo swoich rodziców. Wiadomo, chodzi tu o pozytywne wzorce. > Poza tym, bez przesady, trójka czy czwórka to nie jest jakaś liczba, nad którą nie można zapanować, a ludzie reagują, jakby to była piętnastka. Z młodszego przykładu: znam dziewczynę z czwórką (w ciągu pięciu lat, pierwsze urodziła jak miała 19 czy 20) i w tym > przypadku co prawda bez pomocy rodziców byłoby ciężko, ale dzieci są naprawdę super. >Chodzą sobie parami, takie małe przedszkole, świata poza sobą nie widzą, a dla mnie najlepsze jest to, że pomimo, że mają siebie i są samowystarczalni, jeśli chodzi o zabawę, jak do > grona dołączy jakieś inne dziecko, to ustawia się kolejka, by się > pobawić czy też potrzymać za rękę Uwielbiamy patrzeć na tę > gromadkę! Ja też znam rewelacyjną rodzinę z 5 dzieci, chodziłam z nią na pielgrzymki. Nie znam rodziny wielodzietnej patologicznej, a odwrotnie - tak. Przykład mam w najbliższym sąsiedztwie. Rodzina alkoholików. Dwoje dzieci. Już dorosłe. Córka się wyprowadziła, syn niestety mieszka nad nami. Często słychać awantury. W sobotę pijany syn o 18.00!!! wracał z kolegą z wesela. Aż się bałam, jak zaczął dobijać się do swoich drzwi (nikogo nie było w domu). Mam jedną siostrę, a pamiętam taki okres, kiedy chciałam mieć rodzeństwo (cóż, nie ode mnie to zależało). Siostra ma na razie jedno dziecko. Mama jej powiedziała, że ma nadzieję, że nie będzie jedynakiem Czy ja będę miała dzieci - czas pokarze. Bo chciałabym mieć dzieci "po Bożemu", nie na siłę. Bo dziecko nie może byc zaspokojeniem moich aspiracji, czy lekiem na nieszczęście. Odpowiedz Link
mali-nki Re: Wielodzietne? 22.09.09, 11:51 tez mi sie wydaje, ze rodzina z trojka dzieci to jeszcze nie jest wielodzietna, tak od 4-5 byc moze mozna tak je nazywac. My spodziewamy sie 3 dziecka i tutaj w UK to jest normalka. Przedszkola drogie, dodatki rodzinne tyle co kot naplakal a rodzin z trojeczka jest pelno. Jak informowalam o ciazy to reakcje byly bardzo naturalne i sympatyczne o dziwo reakcje ludzi z Pl byly czesto na zasadzie czy to wpadka, czy planowane to mnie troche wprowadzalo w konsternacje no bo jednak to bardzo niedyplomatyczne pytanie i troche sie dziwilam jak mozna sie cos takiego spytac. Odpowiedz Link
goblin.girl Re: Wielodzietne? 23.09.09, 21:02 > kropkaa napisała: > Poza tym akurat > osoby tu się udzielające powinny mieć jak najwięcej dzieci, bo to jest w naszym interesie. Poza tym, bez przesady, trójka czy czwórka to nie jest jakaś > liczba, nad którą nie można zapanować Cóż, każdy sobie radzi, jak umie i jak tego wymagają okolicznosci. ja podziwiam matki pracujące, studiujące i wychowujace 2 i więcej, bo sama bym chyba nie wyrobiła. Pewnie mogłabym się lepiej zorganizować, z drugiej strony też lubię mieć czas i na swoją pracę naukową, i dla męża i dla siebie, a nie cieszyć się, bo udało mi sie wygospodarować chwilę na posprzątanie. Dlatego myślę, ze nie należy mówić, że ktoś "powinien" bo każdy sam zna granicę swoich możliwości. Nie wykluczam, ze kiedyś w przyszłosci pomyślę o drugim potomku, ale na razie te plany są ode mnie odległe o lata świetlne. Gdzieś padło, że jedno dzięcię to egoizm - cóż, nie zaprzeczam, bywam egoistką. Sama jestem jedynaczką, małż ma "tylko" jednego brata i jakoś wyrośliśmy na szczęśliwych obywateli przyczyniajacych się do wzrostu krajowego PKB. Pewnie, że najlepiej, gdy ilosc i jakosć idą ze soba w parze, ale jeśli to niemożliwe, lepeij postawić na jakosc Tyle w obronie "egoistów" ewa_anna2 napisała: > Nawet jestem za tym, aby matki nie pracujące zawodowo otrzymywały > wynagrodzenie (zawód "kura domowa" ) A tu sie nie zgodzę. Powód prosty: ja też mam dom i krasnoludki mi go nie prowadzą, dlaczego zatem ja i małż mamy tyrać w naszym domu za darmo, a ktos inny za tą samą prace ma otrzymywac wynagrodzenie od państwa? Jestem za tym,aby kobiety niepracujace otrzymywały jak najbardziej prawo do emerytury po mężu, ewentualnie "pensje" od męża, prawo do częsci jego wynagrodzenia czy jak to by miało być prawnie rozwiązane, ale niech to będzie rozwiązane w obrębie rodziny, której to dotyczy. Odpowiedz Link
kropkaa Re: Wielodzietne? 23.09.09, 21:21 > Nawet jestem za tym, aby matki nie pracujące zawodowo otrzymywały > wynagrodzenie (zawód "kura domowa" ) Też jestem przeciw. Jak kogoś stać, by nie pracować, niech nie pracuje, ale dlaczego ja mam utrzymywać kogoś, kto nie pracuje zawodowo i nie paci żadnych składek. I tak już utrzymuję chociażby płacąc na wszystkie enefzety, renty zdrowotne itp. Mamy w Europie jeden z najniższych wskaźników zatrudnienia, na utrzymanie 100 osób pracuje 52, czyli ja jedna i tak pracuję już na 2 osoby. Z moich pieniędzy emerytury mają rolnicy, górnicy, hutnicy, policjanci. Jeśli mogłabym uniknąc dodania do tej listy kur domowych, byłoby miło. Zważywszy, że moja emerytura i tak będzie wynosić tyle, co kot napłakał. Odpowiedz Link
maj16 Re: Wielodzietne? 29.09.09, 15:13 >dlaczego ja mam utrzymywać kogoś, kto nie pracuje > zawodowo i nie paci żadnych składek Mogę powiedzieć podobnie: dlaczego czworo moich dzieci ma utrzymywać w przyszłości różnych obcych emerytów??? Przecież składki z ich pensji będą odkładane do ZUS i korzystać z nich będą m. in. osoby bezdzietne, również te, które oburzają się na wielodzietność. Odpowiedz Link
kropkaa Re: Wielodzietne? 30.09.09, 21:02 Nie do końca masz rację - Twoja czwórka też z czegoś będzie wykształacona i leczona, a u nas, jak na razie publiczna oświata i służba zdrowia. Nie daj Boże przytrafi się jakaś poważniejesza operacja, a już idą na nią grube dziesiątki tysięcy, których z mężem przez dekadę nie uzbieracie. Twoja czwórka utrzyma osiem osób, ale Wy dwoje Was sześciorga nie utrzymacie z dwóch pensji. Tak to z ekonomicznego punktu widzenia wygląda. Odpowiedz Link
deigratia Re: Wielodzietne? 01.10.09, 14:40 Czy maj16 chwaliła się, ile wynoszą jej i jej męża pensje? Cóż to za pesymizm, że z dwóch pensji nie utrzyma się 4 dzieci? Znam takich, co z jednej utrzymują i np. z państwowej służby zdrowia nie korzystają. Albo takich, co z dwóch, ale 6 dzieci (z czego 4 starszych bez przerwy na jakichś zajęciach dodatkowych i w szkole w muzycznej. A może "pensja" oznacza tylko i wyłącznie etat na państwowej posadzie? Przepraszam, jeśli czegoś nie zrozumiałam. Jeśli ktoś chce być nauczycielem w państwowej podstawówce (bo czuje np. powołanie do tego) albo pracować w swoim urzędzie gminy (bo np. czuje się ważny, bądź ma za mało wiary w siebie, że gdzie indziej go zechcą), to rzeczywiście nie dla niego rodzina wielodzietna. Niestety większość ludzi, jakich ja znam, ma/ chce mieć dwoje dzieci i to nie dlatego, że nie jest/nie będzie ich stać na utrzymanie większej rodziny. Oni po prostu chcą prowadzić wygodne życie, z panią do sprzątania, wakacjami co roku za granicą, fryzjerem i kosmetyczką 2x w miesiącu, markowymi ciuchami, wieeeelkim (pustym) mieszkaniem itd. itd. No i samorozwojem i realizacją nie wiadomo jakiej kariery Przecież życie nie może polegać na rodzeniu i wychowywaniu dzieci, ok? )) Odpowiedz Link
kropkaa Re: Wielodzietne? 01.10.09, 21:03 Faktycznie, zastosowany skrót myślowy niezbyt fortunnie wypadł - oczywiście, że z dwóch pensji utrzyma dzieci, chodziło mi o to, że że dochody z podatków dwóch osób są niewspółmierne do kosztów, jakie ponosi państwo na sześć osób. Są to oczywiście rozważania teoretyczne, bo taki np. Krzesimir Dębski (płacił najwyższe podatki w Polsce) byłby to złym przykładem. Odpowiedz Link
maj16 "Państwo" raczej zdziera niż wspiera 02.10.09, 15:02 Nie sądzę by akurat na moją konkretną rodzinę państwo ponosiło szalone wydatki. Jak dotąd to my wydajemy sporo pieniędzy choćby na edukację (koniecznie nowe podręczniki, bo nowy program, różne składki, ubezpieczenie, mnóstwo zeszytów, papierów itp., itd), leczenie, prąd, wodę, żywność (w tym VAT). W przypadku przewlekłej choroby u jednego z naszych dzieci, państwo również nas nie wspiera - płacimy ciężkie pieniądze u specjalisty za w miarę skuteczne leczenie, bo kuracja w państwowej placówce o mały włos zakończyłaby się poważnymi powikłaniami... Czy jesteśmy bogaci, że stać nas na te wydatki? Politycy uważają, że tak. W zeszłym roku przez swoje "bogactwo" w lipcu przekroczyliśmy druga stawkę podatkową, a w listopadzie trzecią (dla najbogatszych). Całe szczęście, że istnieje ulga na dzieci, bo ratuje nam życie. Tak więc nie mam poczucia, że państwo ponosi wielkie koszty na "utrzymanie" naszej szóstki, natomiast wiem, że z czwórki naszych dzieci, gdy będą już zarabiające, państwo bezwzględnie zedrze skórę. Odpowiedz Link
kropkaa Re: "Państwo" raczej zdziera niż wspiera 03.10.09, 11:36 Gwoli wyjaśnienia - państwo ponosi szalone wydatki na każdego - przede wszystkim na edukację (też przedszkolną) i służbę zdrowia. Ale też na policję, wojsko, administrację publiczną, transport, kulturę. Jak by wyglądała prywatna służba zdrowia - patrz USA, dobre, prywatne szkolnictwo przy jednoczesnym słabym państwowym- patrz UK. Odpowiedz Link
kaakaa Re: "Państwo" raczej zdziera niż wspiera 03.10.09, 13:18 Powstrzymywałam się ale już nie mogę... Szczerze mówiąc, nie czuję jakiegoś wielkiego pożytku z wydatków, jakie państwo ponosi na mnie i moją rodzinę. Mimo, że to raczej duża rodzina, to mam przekonanie (graniczące z pewnością), że więcej wkładamy do wspólnej kasy w formie podatków niż dostajemy. Z policji mam tyle pożytku, że jak coś się dzieje, to się na nas wypinają (np. jak mężowi ostatnio ukradli rower, to pan z policji nie przyjął zgłoszenia, bo mąż nie miał dokumentu potwierdzającego nabycie roweru; jak sąsiadowi bandyci rozbierali w nocy malucha na części, to policja zawiadomiona przez nas jechała tak długo, że po bandytach i drzwiach od samochodu nie było już śladu gdy dojechali). Ze służby zdrowia publicznej nie korzystamy, bo poziom świadczonych usług nam nie odpowiada - nawet urodzić musiałam w domu za własne ciężko zarobione i uprzednio opodatkowane przez państwo pieniądze! Z państwowej edukacji i opieki przedszkolnej też nie korzystamy a za prywatną płacimy znów z naszych opodatkowanych dochodów. Transport publiczny - hmmm, czy on jest faktycznie darmowy??? No, chyba, że chodzi o te darmowe bilety ZTM dla dzieci z rodzin wielodzietnych... Podobnie jak Maj mam poczucie, że za parę lat moje dzieci będą sporo pieniędzy wkładać do naszej wspólnej kasy. I do tego pewnie, podobnie jak ja, włożą więcej niż dostaną. Przykro mi się robi, gdy ktokolwiek próbuje wypominać wielodzietnym, że koszt wychowania ich dzieci obciąża całe społeczeństwo. Tere-fere! W naszym kraju koszty wychowania dzieci ponoszą przede wszystkim rodzice - nikt im na dzieci nie dokłada. A wydatki państwo ponosi nie tylko na dzieci ale na każdego obywatela. Odpowiedz Link
kropkaa Re: "Państwo" raczej zdziera niż wspiera 03.10.09, 14:10 Ja też osobiście nie mam wrażenia, że więcej otrzymuję niż daję, raczej tylko daję, a nie otrzymuję. Za wszystko płacę sama, od "państwa" dostałam BCG, które to posądzane jest o to, że pakują dzieciom, bo mają takie zapasy, że taniej powstrzykiwać niż neutralizować. A w dodatku płacę za wszystkich chlorków, żulków, nielegalnie wyłudzających renty, siedziby ZUS i innych, którym się nie chce pracować. Jak mi ukradli samochód, to mnie taka "Marylka" obsługiwała, że straciłam złudzenia, że "Złotopolscy" mają coś wspólnego z fikcją - teraz jestem pewna, że wzorowali się na tej pani. Ale ogólnie tak to wygląda - nawet prywatne szkoły mają dofinansowania, co oczywiście jest logiczne, bo rodzice tych dzieci też płacą podatki. Nie ma idealnego rozwiązania, nigdzie, nawet w Skandynawii nie wszyscy są zadowoleni, ale nie ma też tak, że kompletnie z niczego nie korzystamy. Choćby z placu zabaw czy biblioteki Też mnie wkurza, że mamy dziurawe drogi, wystajace studzienki, sfrustrowanych i niedouczonych nauczycieli, lekarzy, którzy dobro pacjenta mają za dowcip. Ale jednoczesnie mam świadomość, że jak jakiś debil po alkoholu we mnie wpadnie, żaden szpital (jeśli już), poza publiczną służbą zdrowia, nie przyjmnie mnie choćby na tydzień. Jeśli wysiądzie mi serce czy wątroba, tylko w państwowej klinice cokolwiek będą mogli zadziałać. Odpowiedz Link
kropkaa Re: "Państwo" raczej zdziera niż wspiera 03.10.09, 14:20 I żeby nie było watpliwości - wielodzietności jak najbardziej TAK! Od tam się zaczyna. Odpowiedz Link
monicus Re: "Państwo" raczej zdziera niż wspiera 03.10.09, 14:25 ja tam nie musze dostawac. nawet uwazam, ze kazdy sam swoje dzieci powinien utrzymywac. byleby nie łupili jak łupią. i nie traktowali zawsze jak złodzieja co to chce cos ukryc, wyciagnac i nie wiadomo co jeszcze Odpowiedz Link
maj16 Re: "Państwo" raczej zdziera niż wspiera 03.10.09, 19:08 Zgoda monicus, łupią i traktują jak złodziei. To normalka, że skarbówka nęka zwykłe rodziny wezwaniami do kontroli. W tym roku musieliśmy jechać do urzędu z aktami urodzenia dzieci, mimo, że pesele całego potomstwa były umieszczone w PIT i urzędnicy bez problemu mogli sprawdzić istnienie dzieci. US woli nękać Kowalskiego niż zabrać się za grube ryby uchylające się od płacenia podatków (bo "firma nie przynosi dochodu"), bo prześwietlenie finansów tych firm wymaga żmudnej pracy, wysiłku, czasu. Łatwiej odhaczyć "sprawdzone" przy zwykłym człowieku, niż decydować się na skontrolowanie firm, o których tajemnicą poliszynela jest, że oszukują państwo na spore miliony... I jak tu się dziwić, że Polacy nie mają zaufania do instytucji państwowych, skoro urzędnicy nie mają za grosz zaufania do obywateli? Odpowiedz Link
deigratia Re: Wielodzietne? 28.09.09, 22:54 Niestety nie pamiętam źródła, ale z pewnością była w nim mowa, że rodzina wielodzietna w Polsce "zaczyna się" od czwórki dzieci. Wypowiadał się tam ktoś, kto walczy o to, aby już rodziny z trójką były za takie uznawane (może chodzi o jakieś zasiłki??), ale na razie bez skutku. Tak więc drogie Panie, nie dodawajcie sobie Trzeba się jeszcze w wielu przypadkach postarać, by na to zaszczytne miano zasłużyć. Ja na razie mam 1,5 dziecka ale myślimy o 4 i już się boję reakcji, które z pewnością nam się przytrafią (mąż nie wierzy, ale i nie ma doświadczeń). Teściowie mieli jedynaka i chyba nie spodziewali się drugiego wnuka (teść do dziś nie pogratulował, teściowa potrzebowała tygodnia, żeby wykrztusić z siebie, że się cieszy). Moi rodzice, którzy sami mieli piątkę, byli zdziwieni odstępem dwuletnim (który nam wyjdzie) i trzęsą się o moje zdrowie. Osobiście boleśnie pamiętam zdumione miny, kiedy mówiłam ile mam rodzeństwa, ale lubiłam udowadniać, że "dużo" nie znaczy "patologia". Polonista w 5-ej klasie podstawówki wsadził sobie nawet palec za kołnierzyk, bo mu się słabo? zrobiło i przełknął ślinę cały czerwony z przerażenia (miał jednego syna). A dziś - uważam, że jest jeszcze gorzej. Już przy dwójce bliskiej wiekiem ludzi zżera ciekawość wpadka czy planowane (ktoś wspominał wyżej). Trójka, to murowana wpadka. Czwórka to już totalne tłumoki, które nie wiedzą jak to robić, żeby nie było kłopotu; darmozjady próbujące żyć na koszt państwa i innych przyczyniających się jakże chwalebnie do wzrostu PKB. Słyszałam już o wzrostowej tendencji "trójkowej", jednak z moich znajomych dopiero jedni mają trójkę a kilkoro nie dorobiło się jeszcze nawet 1 potomka. Może to jednak kwestia naszego wieku? (mało kto przekroczył 30-stkę). Oby, bo osobiście uważam, że: 1. posiadanie dwójki jest takie przeciętne 2. niemodne (2+2 wylansowano tak dawno temu, no i kto wylansował?) 3. łatwe, w sensie poradzenia sobie z obowiązkami (tak mi się na razie wydaje Odpowiedz Link
soldie Re: Wielodzietne? 01.10.09, 13:18 Na mnie wrażenie robią rodziny o 4 wzwyż Sama marze o 7 (w tym z dwoje bym chciała do rodziny zastępczej) Wychowanie dzieci widzę jednak tylko wtedy kiedy nie będę pracowała zawodowo (a w tym przypadku wiadomo ze zwykła praca na etacie utrzymania nie zapewni), więc nie dziwę się ludziom ze poprzestają na jednym czy dwóch. Odczucia mam podobne jak kaakaa, raczej dostrzegałabym zachwyt nad większa gromadką niż to że to patologia. Ostatnio miałam pod opieką 2,5 letnia siostrzyczke mojego męża i wybraliśmy sie wszyscy do sklepu. Nasza gromadka(2x 2,5 latki plus 10-miesięczniak) musiała robic wrazenie, bo wszyscy sie patrzyli,ale raczej przyjaźnie (albo ja taka optymistka) Odpowiedz Link
bonga_dax1 Re: Wielodzietne? 02.10.09, 09:26 U mnie ostatnio byli z wizytą znajomi z dwójką w wieku 5 i 3 lata, więc mieliśmy w sumie czworo rok po roku. Doskonale się dogadywali i stanowili piękny obrazek, ale na codzień to już byłaby wyższa szkoła jazdy przy takich różnicach wieku Odpowiedz Link
marianna0077 Wielocesarkowe? 15.10.09, 13:31 Ja ze swoimi dwoma niesmiało oświadczam, żem wielodzietna mentalnie. Znaczy, otwarta jestem na wszystkie dzieci jakie mi będą dane. Cwana jestem, bo jakoś starsznie duzo to ja sie nie narodzę mam 32 lata a najmniejsza możliwa różnica wieku jaką mogę osiagnąć to 3, więc przy najbardziej sprzyjających wiatrach to trójka jeszcze najwyzej Ale, ale, przy tej okazji chciałam przemycić pytanie cesarkowe do Ambitnej Studentki Położnictwa: ile cesarek da się zrobić jednej kobiecie? Są jakieś statystyki jak to wygląda? Pytam, ponieważ dowiedziałam się właśnie, ze znajoma mama trójki miała 3 cięcia w ciągu 4 lat (dzieci około 5, 3 i rok). Lekarze na wiadomość że nie podwiązała sobie jajowodów oburzyli się święcie że to skrajna nieodpowiedzialność. Dalej, mama ta odkryła niedawno, że 4 malucha się spodziewa. Troche się wystrachała, ale się cieszy oczywiście. Pytanie, kaakoo, czy ma się czego bac? Nie wiem z jakiego powodu miała te cięcia, ale ciekawam teraz bardzo jak to rzeczywiście jest, czy to niebezpieczne rzeczywiscie? No i ile takich cięć da się przeprowadzić u jednej kobiety? Odpowiedz Link
monicus Re: Wielocesarkowe? 15.10.09, 13:51 nie jestem ambitna studentka a despratka nie wiem co w polsce.mysle ze tak 4 moga przelknac. ale w innych krajach gdzie troche pacjent ma do gadania to 7-8 sie zdaza. poniewaz mnie interesuje tylko porod po cc to wiem ze po tylu kobiety rodza. wiec moze takie co sie daja ciac od razu moga wiecej? w kazdym badz razie teoretycznie ma przed soba mozliwosci Odpowiedz Link
kaakaa Re: Wielocesarkowe? 15.10.09, 13:53 Ekspertem od cesarek się nie czuję, bo ja wolę naturalne porody ale interesowałam się kiedyś tematem i z amerykańskich badań takie wyciągnęłam wnioski: 1. pierwsza cesarka niesie za sobą mniejsze ryzyko niż każda kolejna 2. każda kolejna cesarka niesie za sobą podobne ryzyko - większe niż pierwsza ale w zasadzie z badań wynika, że nie ma większej różnicy, czy to druga, trzecia, piąta czy siódma operacja 3. każde cięcie, to określone prawdopodobieństwa pewnych powikłań, jak ktoś ma więcej cięć, to większa szansa, że przy którymś z nich coś się stanie - ergo, u kobiet, które mają za sobą jedno cięcie jest mniej komplikacji niż u tych, które mają za sobą kilka cięć. 4. w badaniach amerykańskich pojawiają się kobiety nawet po ponad 10 cięciach, więc chyba da się przeżyć Możesz więc znajomą pocieszyć, że czwarta ciąża nie oznacza wcale, że umrze w męczarniach z pękniętą macicą Spoko będzie! Odpowiedz Link
marianna0077 Re: Wielocesarkowe? 15.10.09, 14:56 Muczjos gracjas senioritas. Coza forum pytasz, masz Zaraz po Jurka idę, moze rzeczoną mamę w przedszkolu spotkam, z radoscią przekażę. Odpowiedz Link
kropkaa pęknieta macica 10.11.09, 23:04 Wiecie co, nie chcę wyjść na totalną ignorantkę, ale czy pęknięcie macicy to jest jakaś rzecz do normalnego spotokania? Tzn. pękniętej macicy pewnie nie spotkam, ale kobietę po takim czymś? Bo co jakiś czas słyszę, że lekarze straszą kogoś pęknięciem macicy (moją koleżankę też starszyli) i mam takie podejrzenia, że jest to z cyklu słynnego "coś", czyli co się może zdarzyć przy porodzie w domu. W końcu dziewczyn po cc tabuny, a nikogo z pekniętą macicą na szczęscie nie spotkałam, jak i nawet nie słyszałam o żadnej koleżance koleżanki etc. Odpowiedz Link
juleg Re: pęknieta macica 11.11.09, 08:03 Kiedyś przeczytałam relację kobiety, poród szpitalny, lekarz jej wlazł na brzuch i dziecko wypychał, ona umierała z bólu, mówiła, żeby przestał, ale gdzie tam, no i pękła jej macica, musieli usunąć po porodzie- miło? Odpowiedz Link
kaakaa Re: pęknieta macica 11.11.09, 08:43 Kropkaa, odsyłam do wątku o "straszakach". Tam jest cała sekcja poświęcona pękaniu macicy Bo to jest właśnie jedno z tych słynnych "cosiów", co się może stać przy porodzie i wtedy to już tylko szpital może Cię i dziecko uratować. Wrrrrr... A prawda jest taka, że pęknięcie dotyczy prawie wyłącznie kobiet z bliznami na macicy (np. po cc) i sytuacji gdy podawana jest oksytocyna. A dodatkowy smaczek - zdarza się, że pęknięcie macicy diagnozuje się przy wykonywaniu w czasie porodu cesarki z całkiem innych przyczyn. Ostatnio zetknęłam się z takim przypadkiem. Pani rodziła bliźnięta. W końcu, ze względu na brak postępu, postanowili ją rozwiązać przez cc. Otwierają brzuch, patrzą, a tu macica pęknięta. Nie żeby tak na pół. Ale pęknięcie było, a kobieta nie miała jakiś gwałtownych objawów zagrożenia życia. W ogóle w literaturze można spotkać pogląd, że drobne okołoporodowe pęknięcia macicy bywają czasem niezdiagnozowane i kobieta nawet nie wie, że jej w czasie porodu macica trochę pękła. A przy rozległym pęknięciu, rzeczywiście najskuteczniejszą terapią jest usunięcie macicy Odpowiedz Link
monicus Re: pęknieta macica 11.11.09, 13:30 to jako pilna studentak tematu dodam, ze sa badania, ktore mowia, ze drobne pekniecia dzieja sie w trakcie ciazy. pekaja, zarastaja... ja mysle, ze nie wypasac pasozyta zbytnio coby nie rosl jak szalony i nie poganiac porodu. to najwazniejsze zapobiegawcze dzialania Odpowiedz Link
bonga_dax1 Re: pęknieta macica 12.11.09, 07:38 monicus napisała: > to jako pilna studentak tematu dodam, ze sa badania, ktore mowia, ze drobne > pekniecia dzieja sie w trakcie ciazy. pekaja, zarastaja... No właśnie moja koleżanka tak podobno miała. Myślałam, że się przesłyszała, że może coś się jej z szyjką działo w czasie ciąży, bo to nawet w 2 trymestrze było chyba, ale ona była pewna, że lekarka jej powiedziała, że ma małe pęknięcie macicy. Nic z tym generalnie nie robili, dostała chyba jakieś delikatne środki przeciwskurczowe i tyle. Koniec końców urodziła przez cc jak dla mnie dzięki lekarzowi, który chciał koniecznie, żeby urodziła na jego dyżurze, a więc oxy, jakieś ręczne masaże szyjki itp. Przy 7cm u dziecka zaczęły się zaburzenia rytmu serca no i na stół - wszystko w ramach dyżuru rzeczonego lekarza. A tłumaczyłam tej biednej owieczce, że jak nie ma wyraźnych wskazań, to niech się nie zgłasza na wywoływanie - nawet ją do mojej lekarki wysłałam na konsultację, ale ona jakoś tak bezkrytycznie zaufała lekarzowi, który straszył ją wszystkimi możliwymi komplikacjami... ech Odpowiedz Link
kropkaa Re: Wielocesarkowe? 16.10.09, 11:08 A jak koleżanka miała sobie te jajowody niby podwiązać??? Sznurkiem chyba. W Pl jest to praktycznie zabronione. Odpowiedz Link
marianna0077 Re: Wielocesarkowe? 16.10.09, 11:42 Nie wiem jaką techniką nie znam sprawy dokładnie, niedawno poznałam tę kobietę. Ale znając klimat polskiej "służby" zdrowia a zwłaszcza jej rejonów okołoreprodukcyjnych wszystko jest praktykowane, i ubezpłodnienie i aborcje. Kwestia tylko ceny. Kto wie, może ta pani doktor w taki sposób otwierała negocjacje na temat ceny zabiegu, który przecież absolutnie wykonać trzeba (wiemy doskonale jak to panowie w białych kitlach lubią nastraszyć żeby swoje przeprowadzić, udowodnić rację swoją a jak do tego zarobić conieco to już super). Kto wie, może się ktoś zlituje nad tą nieporadną i nieodpowiedzialną kobietą i ubezpłodni ją przy kolejnej cesarce... Odpowiedz Link
juleg Re: Wielocesarkowe? 16.10.09, 17:07 Chyba to indywidualna sprawa, moja znajoma miała pięć cięć i wszystko super a z kolei kuzynka miała jeden naturalny i trzy cc, po dwóch gin powiedział jej, że macica jest w fatalnym stanie i żeby zapomniała o czwartej ciąży, na szczęście się udało, ale było ponoć niebezpiecznie. Odpowiedz Link
marianna0077 Re: Wielocesarkowe? 16.10.09, 18:02 Ta wypowiedź powstała na fali poruszenia sprawą małej Róży oczywiście. Ale też nie chciałabym wszystkich lekarzy do jednego worka niedouczonych morderców wrzucać, bo tak to chyba trochę zabrzmiało . Jestem przekonana, że są też dobrzy ludzie, którzy lecząc przestrzegają zasady primum non nocere i pamiętają treść przysięgi Hipokratesa jak i to, że ją składali (o stosowaniu medycyny opartej na dowodach to już nie wspominam). Ja mam tylko strasznego pecha i raczej takich w życiu nie spotykam Odpowiedz Link
niebieski-migdal Re: Wielodzietne? 18.10.09, 18:59 hehe, miło poczytać ten wątek, przynajmniej nie czuję sie patologią U mnie na wieść o trzecim bobasie mama zrobiła minę jakby wdepła w psie g..., choć sama urodziła trójkę. tata pogratulował, teściowie tez, choć trochę pzrykeljone uśmiechy do twarzy mieli Siostra stwierdziła, że chyba się z teo dziecka nie cieszę (może dlatego, żeprzez poranne jazdy do rygi nie wyglądałam kwitnąco) i tyle z reakcji otoczenia. pozdrawiam Odpowiedz Link
kropkaa Re: Wielodzietne? 10.11.09, 00:45 Mam "złe" wieści - wielodzietne to pięć i więcej (tak wczoraj usłyszałam w Trójce) Odpowiedz Link
bonga_dax1 Re: Wielodzietne? 10.11.09, 08:32 kropkaa napisała: > Mam "złe" wieści - wielodzietne to pięć i więcej (tak wczoraj > usłyszałam w Trójce) No proszę, a ja się nad trzecim tak waham - toż to "pikuś". Odpowiedz Link