Wiecie, ze wczoraj normalnie swirowalam?
Mlody pierwszy rok gra na oboju. Cwiczy w sumie krotko, bo tylko po 15 min dziennie, lekcje ma zaledwie 20 minut w tygodniu, ale i tak idzie mu swietnie, pan go wychwala, a dzieci z tej samej klasy dawno zostawil w tyle. Nauczyciel kazal mu orkiestry szukac, zeby mogl zaczac chocby przed wakacjami.
Wczoraj mlodego nie bylo w domu. Pojechali z mezem na 2 dni do Niemiec focic samoloty (i wrocili obaj zachwyceni, bo w ostatniej chwili okazalo sie, ze wlasnie tam Obama mial miedzyladowanie i porobili zdjecia Air Force One

). wieczorem, gdy byla pora na codzienne cwiczenie normalnie tesknilam za mlodym koszmarnie. Nastawialam uszu, czy juz zaczyna grac. Od rana lazila za mna jedna piosenka, ktora jeszcze w piatek razem cwiczylismy. Chyba juz ze mna calkiem zle, bo az poszlam do pokoju syna wlaczyc plyte z akompaniamentem, zeby moc sie od cholerstwa uwolnic. Dzisiaj znowu dzien laby, bo wrocili za pozno, a ja juz sie jutrzejszego wieczoru doczekac nie moge.
Zwariowalam, czy brzmi znajomo?