Dodaj do ulubionych

symulowanie choroby POWAŻNEJ

16.09.10, 22:32
Nie wiem czy miałyście w swoim otoczeniu osoby, które z jakiś powodów, twierdzą, że są bardzo chore. Całe otoczenie ugania się wokół nich, a człowiekowi w duszy budzi się brzydki robaczek zwątpienia, który nie pozwala wierzyć w to coś, co powoli zaczyna nazywać mistyfikacją. Mam taką sytuację w najbliższym otoczeniu, ( wiem, że osobę chorą bardzo łatwo jest zranić, więc trzymam buzie w ciup, gdyby się okazało, że nie mam racji) i czuję się wykorzystywana, tak jak wykorzystywana jest reszta rodziny i znajomych. Sytuacja jest bardzo delikatna.
Macie podobne doświadczenia ?
Obserwuj wątek
    • marta_pl69 Re: symulowanie choroby POWAŻNEJ 16.09.10, 23:12
      Oj... tak... Sa tacy ludzie,robia to przewaznie z zazdroci. Krew mnie zalewa,jak widze takie postepowanie,ale z drugiej strony szkoda mi tej osoby. Jakich to uczuc musiala ta osoba doswiadczyc,zeby w taki sposob walczyc o uwage najblizszych,jednoczesnie nie bedac nigdy ignorowana... Czesto symulowanie kojarzy sie z osobami starszymi,ja natomiast mam do czynienia z takim zachowaniem u osoby mlodej... masakra
      • claratrueba Re: symulowanie choroby POWAŻNEJ 17.09.10, 08:53
        Mam w rodzinie hipochondryczkę. To troche inaczej niz "symulant" ale tylko trochę. Generalnie jest to sposób zwrócenia na siebie uwagi i wygodnictwo- "ja taka chora niech ktoś inny zrobi". Akurat w przypadku tej osoby z mojej rodziny nie jest to do końca swiadome działanie a "ucieczka w chorobę". Niestety, poradzic sobie jest trudno, bo taka osoba oczekuje ciągłego zainteresowania i analizowania swoich dolegliwości. Ale sposób jest- niezawodny. Za każdym razem kiedy temat sie pojawi czyli "chory" zaczyna mówic o swoich dolegliwościach trzeba zrobic minę przerażoną i pytać "a co na to lekarz". Nalezy sie spodziewac odpowiedzi "nie byłam". Wtedy "no koniecznie muzisz iść, tego nie wolno lekceważyć!" i mozliwie często pytać "czy byłaś juz u lekarza?". Ręczę Ci, że po 3-4 razach kiedy zadasz pytanie osoba nie podejmie tematu "jak jestem chora" a po nast. kilku w ogóle zacznie Cie unikać. Dobrze jest zadawac to pytanie w obecności innych osób co im uświadomi, że ta "powazna choroba" to ściema. A jednocześnie nikt nie może Ci zarzucić, że nie interesujesz sie i nie przejmujesz. Wręcz przeciwnie. Przerazona lub zatroskana mina konieczna.
        • k1234561 Re: symulowanie choroby POWAŻNEJ 17.09.10, 09:20
          Mam taką ciocię.Notorycznie wymyśla sobie przeróżne choroby i dolegliwości.Mało tego,na wymyślaniu się nie kończy,ona autentycznie biega z tym do lekarza.Ostatnio coś ją w boku bolało to poleciała do lekarza, bo to na pewno kamień na nerce.Zrobiono jej wszystkie możliwe badania,ale nic nie wykazało,że ma kamień na nerce.Ciotka rozczarowana wróciła do domu.Ostatnio wymyśliła sobie,że ma raka,bo znalazła jakąś narośl,na kolanie i poszła to usunąć,a lekarz wziął to rutynowo na sprawdzenie pod kątem nowotworu,oczywiście nic nie wykazało nowotworu,ale ciotka nie ustaje w poszukiwaniach u siebie śmiertelnej choroby.My jako rodzina po prostu już nie reagujemy na kolejne doniesienia o nowej chrobie cioci,zresztą ciocia uwielbia użalać się nad sobą i jęczeć jaka to ona chora.Ma córkę,która już widzę zaczyne też mieć podobne zapędy w wynajdywaniu sobie chorób.
          Tak więc u nas zdaje egzamin ignorowanie kolejnych doniesień cioci o jej chorobach.Zmieniamy zaraz temat.
    • zetka50 Re: symulowanie choroby POWAŻNEJ 17.09.10, 09:53
      Też znam takie małżeństwosmile Jednego boli kręgosłup łazi pochylony jak dziadek 90 letni,ona narzeka na bóle nóg i rąk,oj jak wszystko boli i boli.Co tydzień wybierają się na festyny teraz dożynki, nie mogą doczekać się zabaw tanecznych.Na parkiecie tańczą jak nastolatki i dziwią się że młodzi nie tańcząsmile)
    • bursztyn9 Re: symulowanie choroby POWAŻNEJ 17.09.10, 10:40
      znam taką osobę i z racji bliskiego pokrewieństwa ,muszę być w to mocno zaanagażowana.
      Ta osoba miała już wszystkie choroby śmiertelne, o których po pewnym czasie przestaje mówić , bo już ma inne. Domaga sie wyjątkowego zainteresowania i opieki , do tego stopnie ,że zapisuje , kiedy i kto był u niej , kiedy dzwonił ile trwała rozmowa.Jest do tego specjalny zeszyt
      Kiedy próbuje się zmienić temat , natychmiast przywołuje rozmówcę do porządku.
      Dziś jest bardzo sędziwą osobą ,od kiedy pamiętam zawsze tak było
      • joanka-r Re: symulowanie choroby POWAŻNEJ 17.09.10, 11:39
        To sie nazywa ''rentoza''. Moja kuzynka tak miała. Gdy zblizał sie termin, kiedy musiała stawać na komisję lekarska miała zawsze bardzo poważne dolegliwosci i szpital. Guzy w mózgu, guzy w piersi, chory kręgosłup , dolegliwosci neurologiczne, zaburzenia osobowisci, do tego stopnia, ze potrafila załatwic sobie ''połozenie do szpitala na oddział psychiatryczny, aby wybębnic znowu rentę''. Oj bardzo chorutka była owa osoba, do czasu , az dobujała się do wieku emerytalnego i juz nie musi nic symulowac. Teraz jest zdrowa jak kobyła.
        • neptunka Re: symulowanie choroby POWAŻNEJ 17.09.10, 14:55
          > To sie nazywa ''rentoza''
          smile smile smile
    • kubeczka Re: symulowanie choroby POWAŻNEJ 17.09.10, 16:03
      Jest jeszcze jedna możliwość, o której nikt nie wspomniał. Depresja. Mam w rodzinie osobę, u której depresja objawia się w postaci poważnych dolegliwości. Robi najróżniejsze badania, chodzi do specjalistów wydająć masę pieniędzy i nie wierzy w żadne wyniki. Pomaga lecznie antydepresyjne. Jedyne co można robić to okazywać współczucie w możliwie delikatny sposób i w żadnym wypadku nie inicjować rozmowy na temat stanu zdrowia.
      • marta_pl69 Re: symulowanie choroby POWAŻNEJ 17.09.10, 21:28
        A co tam.. widze,ze Wy piszecie dokladniej,to i ja napisze. Jak sie kiedys natknie na ten post,to niech wie,ze ja wiem wink
        Za kazdym razem jak jedziemy do Polski na wakacje siostra mojego M jest smiertelnie chora. Wie,ze zatrzymujemy sie u ich rodzicow i wtedy cierpi strasznie. Jest mloda,ma male dzieci i robi tekie numery,ze az szkoda slow. Ostatnio nawet lezala w szpitalu i robili jej mozliwie wszystkie badania (maja znajomego lekarza) lacznie z tomografia calego ciala,bo jej "straszny bol wstapil". Tesciowie zamiast ten czas spedzac z nami i naszymi dziecmi,ktorych nie widza czesto,to jezdza po szpitalach,albo spedzaja u nich w domu, no bo jak przeciez powiedziec corce,ze nie przyjade,jak dzwoni zalana lzami,ze ma raka piersi (to bylo poprzednio),bo wlasnie guz znalazla...i leci do lekarza,wydaje nawet kase prywatnie na badania...a wyniki zawsze dobre wychodza.
        Ciekawa jestem co bedzie jak zjedziemy do Polski na stale w przyszlym roku,az strach pomyslec...
        • brunka21 Re: symulowanie choroby POWAŻNEJ 18.09.10, 23:33
          Doskonale sobie zdaję sprawę z trudności sytuacji, którą opisujesz. Moja bliska koleżanka wraz z mężem "dorabiali się " przez długie lata, i kiedy w końcu mogli zacząć korzystać z atrakcji lepszego statusu, zaczęła "szwankować zdrowotnie" jej matka. Nic jej nie było, gdyby nawet był jakiś problem miała do dyspozycji syna, synową i dorosłego wnuka ( którym oddawała całą emeryturę - znajomej się nie należało, bo przecież jej się dobrze powodzi ). Każda możliwość wyjazdu w atrakcyjne miejsce stawała pod znakiem zapytania, bo mamusia jest chora, fantastyczne wyjazdy służbowe, łączone ze zwiedzaniem pięknych miejsc odpadały, bo mamusia miała pogorszenie samopoczucia. W efekcie na wakacje nie jeździli a w podróże służbowe i wyjazdy tzw motywujące, facet jeździł sam. Nietrudno zgadnąć, że znalazł sobie w końcu towarzystwo na wyjazdy, młodsze i bezproblematyczne, a koleżanka męczy się z mamusią, która mieszka u niej - własne mieszkanie wynajęła i czynsz oddaje synkowi i jego rodzinie ( bo przecież im trudno ) To przykład jakich wiele i każdy powie -wredna starucha zniszczyła życie córce.
          Ja mam w najbliższym otoczeniu inny problem i nie wiem co o tym sądzić.
          Nie wiem czy spotkałyście się z takim przypadkiem - po długich diagnozach stwierdzony
          ( ponoć ) rak krwi, czyli białaczka.
          Wiele jeżdżenia po klinikach, lekarzach, badania krwi itp ....
          I zalecenie lekarza : odpoczywać, jeść witaminy, zgłosić się na kontrolę za 6 miesięcy -
          " to taki rak z którym można żyć i 20 i 30 lat, tylko trzeba być pod kontrolą raz na 6 miesięcy "
          I nie wiem, czy tak medycyna poszła do przodu, czy lekarze (kilku) są tak niefrasobliwi, czy ten rak to nie rak??? Znajoma nie dostała nawet witamin do łykania, a na każdą rozmowę w sprawie zweryfikowania diagnozy wpada w furię - bo przecież jest śmiertelnie chora...
          • pierwsze-wolne Re: symulowanie choroby POWAŻNEJ 19.09.10, 00:10
            O mamo... może ma w wynikach gdzieś "osłabienie" po łacinie wpisane... wink Taki czarny dowcip.
          • pierwszy_poruszyciel Re: symulowanie choroby POWAŻNEJ 19.09.10, 16:08
            www.kablohurt.pl/szpiczak/index.php - może ta "białaczka" to to?
            A co do tematu - ja mam ciocię, która jest najbardziej chora. Jak wujek mój miał zawał, to ona też, jak u drugiego wujka podejrzewano raka wątroby, to ona też. O chorobie cioci, która jest po masektomii też wie najwięcej - w końcu jej raz nawet biopsję robili. Ledwo chodzi. Cukrzyce ma taką, że hoho. Co nie przeszkadza jej wsuwać pożywienia jak odkurzacz. I stać codziennie godzinę z uniesionymi rękami coby sobie koka odpowiednio ułożyć- kiedyś się przyznała smile
            • kanga_roo Re: symulowanie choroby POWAŻNEJ 19.09.10, 21:14
              na pewno sa osoby, które symulują. natomiast co mnie uderzyło, to historia osoby chorej na boreliozę, której wszyscy odwiedzani lekarze kolejno sugerowali leczenie psychiczne, i tylko dzięki zaangażowaniu rodziny (związanej zresztą ze środowiskiem lekarskim) udało się dojść, że chodzi o choroby odkleszczowe, i zacząć leczenie. powtarzające się ataki bólu są jednym z objawów - trochę potem poszukałam informacji na temat, bo mojemu m tez cos było, i nikt nie wiedział, co.
              kiedy więc sobie pomyślę, ile osób może być nie zdjagnozowanych, traktowanych jak symulanci, robi mi się jakoś źle.
              • madzioreck Re: symulowanie choroby POWAŻNEJ 20.09.10, 00:55
                Ale wiesz, ja myślę, że choroba trudna do zdiagnozowania to jednak co innego, niż np. wyżej opisane "chorowanie" akurat wtedy, kiedy bliscy planują wyjazd, i tak 10, 15 razy... albo klasyczne branie niektórych matek/babć/teściowych na poczucie winy... "ja tu umrę i nikt się nie zainteresuje", "jak możecie, ja taka chora, a Wy sobie na wakacje jedziecie... " itp.
                • f.l.y Re: symulowanie choroby POWAŻNEJ 20.09.10, 14:07
                  wiesz co, pojedźcie do Polski w przyszłym roku sami, bez siostry M i najlepiej przed nią, tzn przed jej przyjazdem (żeby rodzice nie byli zmęczeni) to chyba najlepsze wyjście..
    • tmk123 Re: symulowanie choroby POWAŻNEJ 19.09.10, 22:47
      To ja napiszę z drugiej strony.To nie jest takie proste...
      kilka lat temu w długiiweekend złapałam grypę. Nagle wysoka gorączka ból gardła,mięsni. Półprzytomna przelezałam grzecznie weekend (chyba pierwszy raz zdarzyło mi sie leżec przy grypie) w poniedziałek zbudziłam się z oczani jak zalanymi keczupem i bólem koło nosa policzków. Poszłam do lekarza w ośrodku- dostałam biseptol którego nie byłam w stanie przełknać. Poszłam prywatnie do laryngologa- zapalenie wirusowe gardła i zatoki.
      No i tu zaczyna się opowieść. po kilku dniach czułam się tak, że nie byłam w stanie czekać i załatwiać w przychodni lekarza. Wracając zaszłam do pierwszej lepszej prywatnej spóldzielni pytając teatralnie czy jest jakiś lekarz teraz. Trafiłam na kardiologa. Dobrego.EKG i echo serca na miejscu. Wszysko ok. Tylko tachykardnia-tętno 120 w spoczytku. Zrobiłam wszyskie polecone badnia i wszystkie w miarę w normie.
      A tu po wejściu na pierwsze piętro cała zlana potemi zadyszka. pościel zdarzało mi się zmieniac w nocy bo kompletnie mokra- temperatura 37,5. Zaczeły sie bółe brzucha, takie lekkie ale cały dzień. Jakieś grzybice na ciele- coraz gorsze samopoczucie- Autentycznie byłam przerażona że umieram i to nie wiadomo na co-czy nie zarażę czymś męża,dziecka. Wyniki i badania lekarskie ok. Co do brzucha okazało się że nerwica i po ok roku wyleczyłam.
      Psychicznie dołek mi przeszedł, ale tętno nadal wysokie i temperatura też. Ale przynajmniej pocenie przeszło.
      A teraz wnioski. Jestem 40letnią ,dość inteligentną osobą i poczułam jak ludzie odbierają moje przekonanie że prawie umieram. Chęć podzielenia się z każdym ta wiadomością i uzalania jest OGROMNA. Jasne że synowi nie mogłam powiedzieć o odczuciach. Mężowi przedstawiłam fakty i widział co się działo. Ale taka chęć wypłakania, pozałowania i podzielenia strachem jest naprawdę silna. Dobrze że mogłam to zrobić u mojej pani doktor bo inaczej bym oszalała w sensie dosłownym.
    • marry-and-more Re: symulowanie choroby POWAŻNEJ 20.09.10, 14:23
      Oj znam to, miałam kiedyś znajomego, który był tak poważnie chory (śmiertelnie!!!) że wg. tego, co mówił, powinien bł nie żyć już od kilku ładnych lat - tymczasem żyje, ma się dobrze, i o chorobie od jakiegoś czasu (dłuższego) ani słowawink Też widziałam w tym mistyfikację, spowodowaną pragnieniem zwrócenia na siebie uwagi.....no cóż.
      • kafeterianka Re: symulowanie choroby POWAŻNEJ 20.09.10, 21:17
        Ja sie normalnie boje opowiedziec czasami mojej mamie, ze ktos na coc zachorowal... czy powaznie chory, typu wylew, cukrzyca, czy ostatnio kolezanka, miala guza na zastawce w sercu, jest operowana. Bo zaraz wypytywania, a jakie to objawy? I na 102% najpózniej mama takie same badz podobne objawy ma big_grin
        Denerwuje to i tyle!
        • smutas13 Re: symulowanie choroby POWAŻNEJ 21.09.10, 07:27
          Nie spotkałam się z takim zjawiskiem. Raczej, z odwrotnością. Poważne choroby, długo tajono.
    • alex_k Re: symulowanie choroby POWAŻNEJ 21.09.10, 09:30
      Miałam na studiach kolezankę, która na początku 5 roku wyjawiła, że choruję na białaczkę. W listopadzie oświadczyła promotorowi, że chciałaby się jak najszybciej bronić, ponieważ w lutym jedzie na operację do Ameryki, nie wie, czy ją przeżyje, ale ma marzenie, żeby do tego czasu skończyć studia. W międzyczasie zaczęła nosić na głowie chustkę mówiąc, ze już traci włosy po chemii. Wyznaczono jej termin obrony na styczeń. W grudniu koleżanka powiedziała, ze jej mąż zginął w wypadku (jeżdził tirami)
      Wszystkie egzaminy zdała bez problemu przed terminem. Jeśli chodzi o pracę magisterską, widziałam ją przypadkiem, ponieważ miałyśmy tego samego promotora i leżała u niego na biurku - wyglądało, jakby nic nie było między okładkami, praca nie mogla mieć więcej niż 20 stron (normalnie prace na tym kierunku to średnio 150str)
      Dziewczyna obronila się w styczniu, a pod koniec lutego zupełnie niechcący ktoś spotkał męża tej chorej koleżanki, który oczywiście powinien od dawna być martwy. Zaintrygowany przeprowadził małe śledztwo, i okazało się, że białaczka to też był w całości blef.
      • kafeterianka Re: symulowanie choroby POWAŻNEJ 21.09.10, 13:35
        alex_k napisała:

        >
        > Dziewczyna obronila się w styczniu, a pod koniec lutego zupełnie niechcący ktoś
        > spotkał męża tej chorej koleżanki, który oczywiście powinien od dawna być mart
        > wy. Zaintrygowany przeprowadził małe śledztwo, i okazało się, że białaczka to t
        > eż był w całości blef.


        To juz hardcore....
    • fruzia80 Re: symulowanie choroby POWAŻNEJ 21.09.10, 10:48
      Tak mam w swoim otoczeniu kilka takich osób. Według moich obserwacji ściemniają głównie po to, żeby się inni nad nimi litowali i zrozumieli, że nie mogli oni np. skończyć szkoły, zrobić kariery zawodowej, czegoś tam w życiu osiągnąć itp bo przecież choroba im nie pozwalała. Jest to ucieczka, albo alternatywa. Niektórzy ściemniają, bo po prostu nie chce im się pracować. Mimo wszystko jednak uważam, że osoby takie mają ogromny problem i można im tylko współczuć.
      Ja natomiast znam też problem też z drugiej strony - kiedy inni zarzucają ci, że symulujeszsad Sama byłam tego ofiarą i uwierzcie, że jest to bardzo trudne, szczególnie, kiedy zastanawia się człowiek "a może oni mają rację, może z moją głową coś nie tak" W zeszłym roku przez kilka m-cy męczył mnie ogromny ból podbrzusza po lewej stronie. Bywały dni, że bolało lekko, ale było też tak, że ledwo się poruszałam. Oprócz tego ciągle się pociłam, byłam słaba, seks mógł dla mnie nie istnieć i wogóle się do życia nie nadawałam. Oczywiście szukałam pomocy u lekarzy, od jednego z nich (który nawet robił mi usg i stwierdził, że to gazy mi się zbierają) usłyszałam, że on rozumie, że mam trudną pracę, napewno dużo na głowie i wogóle życie jest teraz takie stresujące, więc pewnie powinnam udać się do psychiatry bo być może przyczyną moich dolegliwości jest hipochondria. W końu jednak po wielu miesiącach okazało, że przyczyną moich cierpień jest babska przypadłość - endometrioza.
      No ale jak to w życiu bywa, żeby nie było za pięknie (endometrium mi wycieto i ból się skończył) po kilku tygodniach od operacji miałam wypadek samochodowy - uraz kręgosłupa i rehabilitacja, potem znowu pogorszenie samopoczucia, ciągłe zmęczenie itp. , kolejnych kilka badań, rezonans i kolejna diagnoza - gruczolak na przysadce mózgowej. No i jak się mną endokrynolog zajął to przy okazji wyszło jeszcze zapalenie tarczycy. A co tam, jak szaleć to szalećsmile
      A co do kilku osób z mojego otoczenia , które ciągle symulują choroby, to nie uwierzycie - ale dosłownie wkurzają się na mnie, że ja jestem faktycznie chora. Beka, niesmile Chociaż nigdy nikt nie usłyszał ode mnie, żebym narzekała na swoje zdrowie, przeciwnie, po tych wszystkich przykrych doświadczeniach tyle mam w sobie optymizmu co nigdy w życiu. Mam małe dzieci, trzydziechy na karku jeszcze nie mam i dużo mam jeszcze w życiu do zrobienia. A od znanych mi symulantów zdarzało mi się już usłyszeć teksty w stylu "no to ile tam doktorkowi musisz płacić, żeby ci te zwolnienia wypisywał" , albo lepiej "No wiadomo, twój mąż ma firmę, macie fajny samochód, to ty masz fajnie, nie musisz pracować. No i masz rację, ze kombinujesz choroby, żeby rentę jakąś w przyszłości dostać" (a ja wcale z życia zawodowego nie zrezygnowałam) I nie przekonuje ich to, że widzieli mnie w szpitalu, na rehabilitacji, widzieli wyniki moich badań. Takie osoby tylko sobie dają prawo do chorowania i nie przyjmują do wiadomości, że komuś naprawdę może coś dolegać. Uwierzcie mi, oni naprawdę nie wierzą, że ktoś inny może być chory.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka