Witajcie,
od jakiegoś czasu obserwuję to forum, czytam, staram się wprowadzać rady w życie. Teraz przyszedł czas na pierwszy post.
Choć już jakiś czas po ślubie, mam ogromny problem aby zmienić nawyki i przestać żyć po studencku. Mój M bardzo na mnie narzeka, śniadania od święta (nie mam pomysłu co można oprócz płatków; naleśniki czy jakieś fikuśne wynalazki rano nie wchodza w grę), duże sprzątanie raz na tydzień, pranie 1-2x na tydzień (z tym akurat nigdy nie było źle). Mam ogromny problem z przygotowywaniem posiłków, nie umiem zaplanować na dłuższą metę-albo kończy się wyrzuceniem psującego się nadmiaru produktów, albo zamawiamy pizzę lub jedziemy zjeść na mieście, ewentualnie zjadamy "gumowe żarcie", tylko że teraz to już nie wchodzi w grę-przynajmniej tak często jak dotychczas. Bardzo często w mojej kuchni gości rutyna, nie mogę już patrzeć na wciąż powtarzające się posiłki. Ale to było do czasu... ciąża. I postanowienie że tak dalej być nie może!
Czy mogę liczyć na Wasze rady? Jak Wy stawałyście się lepszymi gospodyniami? Od czego zacząć,szczegolnie jesli chodzi o planowanie posiłków...
Pracuję dużo, czasem kilkanaście godzin na dobę (w ciąży oczywiście staram się ograniczać) ale wierzę ze na wszystko mozna znalezc czas, po prostu lepiej nim zarządzać, sprawniej planować.
Podrzućcie pomysł, od czego zacząć. Jestem na etapie wprowadzania śniadań, staram się zjadać drugie śniadanie w pracy, a obiadokolację w domu (nie na mieście). Piję dużo wody i często zjadam malutkie porcje, a to jogurt, a to kefir, żeby wieczorem nie rzucić się na jedzenie. Staram się tez wprowadzać przegryzki w formie owoców, ale moja Połowica patrzy na mnie jak na kosmitę

Kupiłam pojemniki do kuchni i zrobiliśmy z M generalne porządki, również w szafach wnękowych. Teraz wszystko ma swoje miejsce i po prostu łatwiej jest utrzymać porządek. Pozbyłam się dawno nieużywanych rzeczy (ciuchy, przybory kuchenne, gary itp.), część oddałam, część wyrzuciłam. Mam zamiar zagospodarować balkon, na którym mamy teraz rupieciarnię. Próbowałam też zmagać się z kucharzeniem, ale kiepsko idzie. To naprawde najcięższe ze wszystkiego. Pomyslalam o zamrazaniu, ze to bedzie jakies rozwiazanie. Ale nie zamrazalam gotowych do odgrzania rzeczy tylko półprodukty do obiadków. Więc teraz zamrazarka pęka w szwach a gotowanie jak wczesniej, tak i teraz, leży i kwiczy. Nie wiem jak radzicie sobie z planowaniem obiadów na kilka dni w przód, może ja po prostu nie mam takiej wyobraźni ??
Czuje ze trace motywację. A czas leci, zaczął się 6ty miesiąc. Nie dążę do bycia perfekcyjną Panią Domu, chcę po prostu być lepszą Żoną, wiem że mój M ma wiele racji kiedy mówi mi że muszę się zmienić. Nie dla Niego, tylko przed narodzinami Naszego Dzidziusia. Być trochę bardziej uporządkowaną Mamą dla Mojego Maleństwa

Wiem tez ze moja prosba nie jest zbyt konkretna, ale mam nadzieje ze czujecie to co ja. Dlatego pytam Was WDPD:
Pomozecie???