uzman
23.07.09, 12:37
Śmieszą mnie rozdygotane z oburzenia głosy mówiące o wiejskości KDT,
o tym, że zakupy robili tam tylko ludzie z (wstaw dowolną
miejscowość podwarszawską) i że w ogóle centrum Warszawy to nie
miejsce na "taki" handel.
Ludzie, którzy wygłaszają te opinie najprawdopodobniej nie mają
zielonego ani o kolorycie Warszawy, ani o historii i tradycji naszej
stolicy. Wszystkie Różyce, Kercelaki, bazarki i handle naręczne (o
targach zwierząt na Pradze nie wspominając) miały taki właśnie
charakter jak do niedawna KDT, a wcześniej szczęki spod PKiN-u. Na
tym polegał warszawski charakter - na cwaniactwie, obrotności i
dobrym zysku.
Wydaje mi się, że większość nazywających KDT wsiowym, ma mylne
wyobrażenie na temat Warszawy. Wiele osób, w szczególności tych
przyjezdnych, wyobrażało sobie Warszawę, jako taki europejski Nowy
Jork, w którym bogaci mieszczanie udają się na zakupy do przybytków
typu Złote Tarasy czy Arkadia. A prawda jest tak, że te drogie
centra i markowe sklepy nie mają nic wspólnego z
tradycyjnym "warsiawskim" handlem. Nawet obecnie stosunowo częściej
robią tam zakupy przyjezdni. Dlaczego? Ano dlatego, że zazwyczaj
przyjezdni są bogatsi od rdzennych mieszkańców Warszawy. Do Warszawy
przyjeżdżają najczęściej ci, którym się udało. Wyedukowani, mobilni
przedstawiciele lokalnych elit. Nieudacznicy zostają u siebie. A
rdzenni Warszawiacy? Ci też zostają u siebie.
Długi mi się post zrobił więc kończę. Tyle tytułem wyjaśnienia, że
to co z dzisiejszej perspektywy wydawać się może prowincjonalne, w
istocie bliższe jest tradycji Warszawy niż nowopowstałe galeria
handlowe. WIęc można się zżymać na działania kupców, ale lepiej nie
sięgać przy tym po argument prowincjonalności.
ps temat jest w całkowitym oderwaniu od wtorkowych zajść.