narcyzpierwszy
02.03.08, 02:40
Uważam za skandal, że w tak wielu polskich szkołach, włącznie z uniwersytetami, zatrudnia się niemieckich nauczycieli/lektorów tylko dlatego, że są „Muttersprachlerami”. To tak, jakby każdy Polak miał automatycznie uprawnienia do nauczania polskiego z racji tego, że polski jest jego językiem ojczystym. Nauczyciel języka niemieckiego MUSI być wykwalifikowanym germanistą. Jeśli do tego jest „Muttersprachlerem”, to bardzo dobrze, ale – na miłość boską – zawsze lepszym nauczycielem będzie Polak-germanista niż Niemiec – niegermanista! Jeśli ktoś tego nie rozumie, to jego poziom świadomości językowej jest wysoce zatrważający.
Oto prosty przykład. Znany wszystkim Polakom Steffen Möller został zatrudniony w charakterze nauczyciela niemieckiego w pewnym warszawskim liceum, a nawet – o zgrozo – na Uniwersytecie Warszawskim. Przecież on jest z wykształcenia teologiem i filozofem, a nie germanistą! Odwrotna sytuacja absolutnie by nie przeszła. Steffen opowiadał kiedyś, że chciał się zatrudnić jako nauczyciel polskiego na niemieckim uniwersytecie. Oczywiście, jak łatwo się domyślić, nie przyjęto go na to stanowisko, ponieważ nie jest z wykształcenia polonistą. I bardzo słusznie. Owszem, jak na Niemca świetnie mówi po polsku; mało tego, włada polskim lepiej niż niejeden Polak, ale to nie wystarczy, żeby uczyć polskiego. Dlaczego Niemcy rozumieją takie oczywiste sprawy, a Polacy nie? Jeśli już jakiś Niemiec decyduje się uczyć niemieckiego w Polsce, nikt go nie pyta, czy jest germanistą, tylko dyrektorzy szkół i kursów „biorą” go z pocałowaniem ręki. To przerażające.