bebokk brian1 17.04.03, 20:25 anschluss Autor: brian1@NOSPAM.gazeta.pl Data: 17-04-2003 11:33 + odpowiedz na list + odpowiedz cytując -------------------------------------------------------------------------------- O Unię Europejską i nasze weń wstąpienie można spierać się godzinami. Można udowodnić że żadnego deszczu złota z Brukseli nigdy nie będzie (wystarczy przejrzeć traktat); można wykazać, że nawet jeśli takowy spadłby na nadwiślański kraj, to przyniósłby więcej problemów niż pożytku (jak w Grecji); można wskazywać przykłady krajów, które od kilkunastu lat są w UE i klepią niemal taką samą biedę jak my (NRD); można pokazać kraje, które się rozwinęły tylko dzięki temu, że nie słuchały prikazów płynących z eurostolicy (Irlandia); można przywoływać kraje, które za nic mają idiotyczne unijne przepisy i nawet myślą o opuszczeniu tego towarzystwa (Wielka Brytania), można przypominać o państwach, które regularnie olewają swój „obowiązek” integracji i jakoś nie stały się jeszcze Białorusią (Szwajcaria, Norwegia). Można wykazywać absurdy wspólnej polityki rolnej, idiotyzmy brukselskiej biurokracji (do polskiego UKIE przychodzi dziennie 7 tyś stron dokumentów, a po anschlausie będzie ich kilka razy więcej), setki przykładów marnowania kolosalnych pieniędzy, dziesiątki ograniczeń w wolnym handlu. Można obalać mity konieczności zachowania bezpieczeństwa żywnościowego, regulacji rynku rolnego, poziomu fiskalizmu i świadczeń socjalnych. Można na wiele innych sposobów udowodnić, że całe to bełkotanie o konieczności, jedynym wyjściu, szansach, możliwościach i historycznym momencie jest jedną wielką bzdurą, efektem intensywnej działalności propagandowej i zwykłej ludzkiej wiary w to, że może wreszcie będzie lepiej. Nie będzie lepiej. CESARZ JEST NAGI!!! Zawsze był nagi. Głupcem jest nie ten, kto nie widzi szat (jak mówią), ale ten, kto udaje że je widzi. Wielokrotnie robiono badania na temat poziomu zaufania do poszczególnych grup zawodowych. Politycy zawsze wypadali kiepsko. Powszechnie uważamy ich za kłamców, aferzystów, ludzi skorumpowanych, dorabiających się na państwowych pieniądzach, nieudaczników, złodziei i oszustów. To generalnie słuszna opinia. Wystarczy popatrzeć na to, co dzieje się w związku z aferą Rywina. Albo poczytać o projektach, które nam szykują. I kiedy ta cała banda mówi, że Unia Europejska jest cool, to każdy uczciwy człowiek powinien stać się automatycznie przeciwnikiem integracji. Bo skoro namawia mnie oszust, złodziej i aferzysta, to znaczy że w bandzie do której chce on mnie zaciągnąć, są sami tacy jak on. Nie chcę mieć z tym nic wspólnego. Leszek Miller – nieudacznik, betonowy aparatczyk, broniący stołka jak niepodległości – jest na TAK; Aleksander Kwaśniewski – fałszywy magister, profanujący cmentarze jest na TAK; Marek Pol – szkodnik, autor najgłupszego pomysłu III RP (winiety) jest na TAK; Grzegorz Kołodko – ekonomiczny ignorant, błazen i człek zaiste szalony (sądząc po pomysłach) jest na TAK; Jarosław Kalinowski – szef partii PSL (Posady Swoim Ludziom), wielbiciel biopaliw opłacanych z naszych kieszeni jest na TAK; Jerzy Buzek – autor największej w III RP dziury budżetowej jest na TAK; Marian Krzaklewski – niespełniony duce jest na TAK; Lech Wałęsa – szalony elektryk o dyktatorskich zapędach jest na TAK; Jerzy Urban – goebels stanu wojennego jest na TAK; Większość z nich jest na TAK. (Lepper chwilowo nie, ale jego zdanie się nie liczy, bo ciągle je zmienia. Zresztą kto dziś słucha Leppera?) To wystarczający powód dla którego uczciwy człowiek powinien powiedzieć anschlaussowi NIE! NIE!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: erik BRvUngern-Sternber IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 18.04.03, 12:59 I jeszcze jedno.Chodzi o slowo eurofobi.Mnie tam nie zalezy ale jak bys zajrzal do slownika to bys zobaczyl ze fobia to obawa a euro- to obawa przed UE.Ja wsrod przeciwnikow nie widze ludzi bojacych sie.Bo niby czego.Za to wsrod zwolennikow widze nabozny strach przed UE ze jak nie wejdziemy to UE nas ukarze nie bedziemy mogli handlowac ze nie ma alternatywy.A wiec to euromaniacy boja sie UE i dlatego chca tam przystapic zeby UE nas nie bila.Ja sie nie boje.Zatem poprawnie by bylo.EUROMANIACY=EUROFOBI. Odpowiedz Link Zgłoś
bebokk Jan z Kilonii 18.04.03, 14:41 Autor: Gość: Jan z Kilonii IP: *.ipt.aol.com Data: 17-04-2003 17:54 + odpowiedz na list + odpowiedz cytując -------------------------------------------------------------------------------- trochę więcej zdrowego rozsądku - o tym czy znajdzie Pan pracę w jednym z krajów EU będzie i tak decydował pracodawca ( obecnie też jest to możliwe, oczywiście po spełnieniu pewnych warunków ), uczyć też się można - nauka w Niemczech jest bezpłatna, żadna Unia i tak nie wypłaci Panu stypendium, jedyne ułatwienie to brak obowiązku przedłużania wizy; zachodnie firmy raczej chronią swoje technologie - doświadczają tego i Niemcy w kontaktach z Japończykami, zresztą Unia jest w porównaniu z USA czy Japonię zacofaną strefą; polskim firmom będzie niezwykle trudno działać na zachodnich rynkach - na to trzeba mieć pieniądze i to znacznie większe niż w Polsce; pozdrawiam, życzę dobrego i rozsądnego wyboru Gość portalu: Jacek napisał(a): > Ja w referendum powiem "TAK" za prawem Polakow do pracy, nauki, > zycia na prawie calym kontynencie, na likwidacje cel, dostep do > zachodnich technologii, nauki, rowniez dostep polskich firm do > europejskich rynkow. Paru poslom wydaje sie, ze Polsce bedzie > lepiej w izolacji czyli Korea Polnocna, Birma, do niedawna > Albania. A moze pan Kotlinowski jest za Niepodleglych Panstw > Wspolnota??? Ja nie... Odpowiedz Link Zgłoś
bebokk przecinek o Kościele 18.04.03, 22:15 Autor: Gość: , IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net Data: 18-04-2003 18:25 + odpowiedz na list + odpowiedz cytując -------------------------------------------------------------------------------- Przeciez jezeli w tym popapranym kraju zabraknie kasy na skladke, to oni wezma sie za Kosciol. Po prostu zrobie kolejna nagonke propagandowa i zetna kosciolowi ze 30% dochodu. Mnie juz nic nie zdziwi, a Kosciol powinien bardziej postarac sie o obrone wlasnych interesow, bo to wejscie do unii to mu sie chyba nie oplaca. Odpowiedz Link Zgłoś
bebokk Marek W.J. 20.04.03, 11:48 Prymat polityki nad ekonomią Autor: Gość: Marek W.J. IP: *.cps.pl Data: 19-04-2003 18:46 + odpowiedz na list -------------------------------------------------------------------------------- Jeśli akceptujesz - podobnie jak R.Prodi - prymat polityki nad ekonomią to jesteś mentalnie przygotowany do egzystencji w bloku państw UE. Ta fundamentalna zasada jest tak stara i - okazuje się żywa - jak marksizm- leninizm. Polecam odkurzenie notatek z wykładów na WUML /Wieczorowy Uniwersytet Marksizmu i Leninizmu/. To piarwszorzędna PZPR-owska uczelnia! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nie dla UE O STRATACH wejścia do Unii IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 22.04.03, 17:11 • Re: CZYTAJCIE O STRATACH wejścia do Unii adres: 162.108.22.* Przeczytaj komentowany artykuł » Gość: nie dla UE 22-04-2003 16:05 odpowiedz na list odpowiedz cytując Gość portalu: Robal napisał(a): > Pierdu pierdu. Prognozy gospodarcze dla całej strefy euro są b. > złe, a zresztą trudno przypuszczać aby wejście do UE akurat > zwiększyło naszą konkurencyjność. Kłania się przykład NRD, gdzie > po wejściu padło wszystko. I proszę nie wyjeżdżać znowu z > Irlandią, bo to inna bajka. > > Nikt tak naprawdę nie wie, co będzie w przyszłości, a wszelkie > prognozy można sobie w dupe wsadzić. Warto jednak pewne fakty wziac pod uwage: OTO I SA: Czy wiesz ile razy wzrosna ceny zywnosci w Polsce po przystapieniu do UE? 2X Czy wiesz ile razy wzrosna ceny lekarstw i leczenia w Polsce po przystapieniu do UE? 6X Czy wiesz ile razy wzrosnie cena energii w Polsce po przystapieniu do UE? 1.5X - 2X Czy wiesz ile bedziesz placil za mieszkanie w Polsce po przystapieniu do UE? ???? Jak wszystko podrozeje, to ....... Czy wiesz ile bedziesz placil za nauke w Polsce (i w Unii) po przystapieniu do UE? ????? Jak wszystko podrozeje, to ..... CZY WIERZYSZ, ZE TWOJE DOCHODY WZROSNA ROWNIEZ PIRAMIDALNIE ????????????? Wygrasz na loterii? Jakie sa szanse? Jesli TAK, to wygraj dzis, nie czekaj. Jesli przyjmiemy, ze na podstawie TYLKO wstepnych umow akcesyjnych stracimy 1.5 MILIONA miejsc pracy dodatkowo, to nie bedzie zadnej nadzieji na jakikolwiek wzrost. Prosze rozumiec, ze teraz jest bardzo ciezko zyc Polakom, a co bedzie jesli to beztobocie wzrosnie jeszcze o polowe! W jakim stanie umyslu trzeba byc, zeby to nazwac sukcesem, poprawa, szansa na lepsza przyszlosc itp! To nie wszystko, Unia Europejska zastrzegla sobie w umowie akcesyjnej, ze Polska ZNISZCZY swe srodki produkcji w likwidowanych zakladach produkcyjnych, aby nie bylo mozliwosci jakiejkolwiek wiekszej produkcji niz ta na ktora zezwala UNIA. Czy ktos tu widzi szanse na poprawe sytuacji w Polsce? To jest ZAGWARANTOWANA nedza na nastepne pokolenia! UNIA EUROPEJSKA wymogla na naszych negocjatorach prawo ZMIAN w umowie akcesyjnej, ale TYLKO ze strony UNII. To sie tlumaczy, ze to co podpisalismy, to obowiazuje tylko Polske, a Unia moze dokonywac wszelkich zmian, ktore my- Polacy musimy realizowac. TO NIE UMOWA, TO NAJWIEKSZY PRZEKRET W HISTORII POLSKI, TO ZDRADA! TAK NISKO, TO NAWET NIEMCY PO PRZEGRANEJ II WOJNIE SWIATOWEJ NIE UPADLI - TO JEST PO PROSTU HANBA MOWIC NAWET O TYM JAKO O UMOWIE AKCESYJNEJ. Dzis juz mamy zalozone kajdany na rozwoj przemyslu, na rolnictwo, na przemysl spozywczy, na rybolostwo, na przemysl stoczniowy, i wiele innych dziedzin, a co bedzie jak zaczniemy wdrazac UNIJNE zobowiazania akcesyjne. Kto moze jeszcze mowic o jakichkolwiek szansach na lepsze. Mozna tylko prognozowac jak daleko bedzie do dna i kto to przezyje. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ZM Dlaczego klamiesz? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.12.06, 09:14 Dlaczego podajesz zanizone statsy? Nie wiem czy wiesz, ale za to, ze Polska jest czlonkiem UE, co minute placimy cene 356 tys. zlotych. CO MINUTE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Wedlug najbardziej ostroznych organizacji, ceny zywnosci wzrosly przez UE o kilkaset zlotych rocznie. A to tylko ceny zywnosci. Pamietajmy o Parlamencie Europejskim, unijnej biurokracji, unijnych oszustach i o unijnych prestizoprojektach. Odpowiedz Link Zgłoś
bebokk Sojusz z USA alternatywą dla UE? 22.04.03, 20:53 Właśnie minęły nam święta wielkanocne, w zasadzie dosyć radośnie – jeżeli chodzi o gospodarkę. Amerykanie zafundowali nam prawdziwy świąteczny prezent (częściowo tylko za nasze pieniądze) w postaci szerokiej oferty offsetowej. I wcale nie trzeba było szukać tego prezentu w ogrodzie. Okazuje się, że bycie sojusznikiem USA w dzisiejszych czasach jest dla nas najlepszym interesem ekonomicznym. Po raz pierwszy jesteśmy sojusznikiem zwycięzcy i nie minął miesiąc – a już podpisujemy umowy, w wyniku których napłyną do Polski miliardy dolarów. Ostatnie szacunki mówią już o 12 mld USD, inwestycjach technologicznych i umorzeniach kredytów. Ciągle aktualna pozostaje sprawa amerykańskich baz w Polsce. W tym samym czasie z niezwykłym trudem negocjacji ustaleń i targów po wielu, wielu latach podpisujemy jakże kontrowersyjny traktat akcesyjny z UE. Oczywiście rozmaici eksperci przekonują nas ekonomicznych korzyściach wynikających z akcesji. Wątpliwości mają jednak rolnicy, górnicy, hutnicy, coraz większe także podatnicy – którym z okazji akcesji szykowana jest największa w dziejach III Rzeczpospolitej podwyżka podatków. Te targi o procenty, kwoty, limity, okresy ochronne, normy, udziały własne – powodują dosyć niejasny obraz opłacalności ekonomicznej integracji nawet dla dość racjonalnie myślących obywateli. Propaganda pro-europejska wprowadza przy tym szarego obywatela w niejasności wmawiając mu, że akcesja do UE równa się traktatowi z Schengen i unii monetarnej, a przecież tak nie jest. Ostatnie sondaże badań OBW wieszczą wręcz klęskę akcesji (51% przeciw – 49% za), co pomijane jest milczeniem, a przecież po spektakularnej klęsce rządu i SLD w sondażach należało się tego spodziewać. Niepokojące jest również wystąpienie Romana Prodi w „La Republice”, który krytykuje nas za kupno amerykańskich myśliwców. Jesteśmy niepoprawni – powinniśmy kupować latające staruchy z UE. Pamiętacie państwo podobne w tonie wystąpienie prezydenta Francji? To nie jest przypadek, że jeszcze nie weszliśmy do UE, a już usiłują ustawić do pionu resztki naszej europejskiej „niepoprawności” politycznej. Skoro akcesja z UE jest tak kontrowersyjna politycznie i ekonomicznie, rodzi się w wielkich bólach, radykalizuje sflustrowane narastającym kryzysem społeczeństwo, a z drugiej strony sojusz z USA kosztujący niewiele, a dający już teraz wielkie wymierne korzyści finansowe, to może zmienić orientację polityczną i ekonomiczną. Przypomina mi się stare przysłowie, które dla potrzeb niniejszego tekstu sparafrazuję: „Jak USA obiecuje, że da, to da, a jak Europa obiecuje, że da, to obiecuje”. Już dzisiaj rachunek ekonomiczny i polityczny jednoznacznie wskazuje na konieczność zmiany opcji. W przeciwnym przypadku nastroje społeczne sięgną bruku i większość w jesiennych wyborach (a chyba nikt już nie ma wątpliwości że wybory nastąpią jesienią) władzę przejmie Samoobrona. I już jej nie odda pokojowo. Szansę na akcesję nie są tak znaczące jak się wydaje. Czesi są jeszcze bardziej sceptyczni niż my, w obliczu większego kryzysu coraz wyraźniej rysuje się rozłam w UE na blok centralny (Niemcy, Francja, Belgia) oraz pro-amerykański (Wielka Brytania, Hiszpania, Holandia). Podsumowując – w polskiej polityce strategicznej zaczyna rysować się alternatywa dla akcesji z UE. Jest nią strategiczny sojusz polityczno- gospodarczy z USA i wejście do NAFTA. Warto rozważyć taką alternatywę. Euro- zwolennikom przypominam, że to nie europejska integracja pomogła odbudować potęgę gospodarczą Niemiec i Francji po wojnie, lecz amerykański plan Marshalla. Być może warto wrócić do dobrych wzorców, a integrować się z UE już po naprawie gospodarki, na zupełnie innych warunkach przetargowych. Argumenty geograficzne są już chyba nieaktualne – Australia i Nowa Zelandia ma wszędzie daleko, ich związki z Wielką Brytanią są wręcz historyczne, a jednak współpracują przede wszystkim z USA, co wychodzi im jednoznacznie na zdrowie. Nie sądzę też, że grozi nam zamknięcie granic i izolacjonizm z UE, gdybyśmy zagłosowali na NIE. Przecież chronią nas ustalenia WTO, OECD, nie sądzę też że UE odważy się na konflikt z sojusznikiem USA. Czy słyszeli państwo o wojnie gospodarczej UE z Nową Zelandią albo Kanadą, albo z Izraelem? Rafał Wójcikowski Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: , link. Bebokk, znowu zapomniales podac link IP: *.dsl.anhm01.pacbell.net 24.04.03, 03:40 www.money.pl/gospodarka/felietony/40151/1/ 2003.04.22 10:00 Sojusz z USA alternatywą dla UE? część 1/1 W polskiej polityce strategicznej zaczyna rysować się alternatywa dla akcesji z UE. Jest nią strategiczny sojusz polityczno-gospodarczy z USA i wejście Polski do NAFTA. Warto rozważyć taką alternatywę. Euro-zwolennikom przypominam, że to nie europejska integracja pomogła odbudować potęgę gospodarczą Niemiec i Francji po wojnie, lecz amerykański plan Marshalla Właśnie minęły nam święta wielkanocne, w zasadzie dosyć radośnie – jeżeli chodzi o gospodarkę. Amerykanie zafundowali nam prawdziwy świąteczny prezent (częściowo tylko za nasze pieniądze) w postaci szerokiej oferty offsetowej. I wcale nie trzeba było szukać tego prezentu w ogrodzie. Okazuje się, że bycie sojusznikiem USA w dzisiejszych czasach jest dla nas najlepszym interesem ekonomicznym. Po raz pierwszy jesteśmy sojusznikiem zwycięzcy i nie minął miesiąc – a już podpisujemy umowy, w wyniku których napłyną do Polski miliardy dolarów. Ostatnie szacunki mówią już o 12 mld USD, inwestycjach technologicznych i umorzeniach kredytów. Ciągle aktualna pozostaje sprawa amerykańskich baz w Polsce. W tym samym czasie z niezwykłym trudem negocjacji ustaleń i targów po wielu, wielu latach podpisujemy jakże kontrowersyjny traktat akcesyjny z UE. Oczywiście rozmaici eksperci przekonują nas o ekonomicznych korzyściach wynikających z akcesji. Wątpliwości mają jednak rolnicy, górnicy, hutnicy, coraz większe także podatnicy – którym z okazji akcesji szykowana jest największa w dziejach III Rzeczpospolitej podwyżka podatków. Te targi o procenty, kwoty, limity, okresy ochronne, normy, udziały własne – powodują dosyć niejasny obraz opłacalności ekonomicznej integracji nawet dla dość racjonalnie myślących obywateli. Propaganda pro-europejska wprowadza przy tym szarego obywatela w niejasności wmawiając mu, że akcesja do UE równa się traktatowi z Schengen i unii monetarnej, a przecież tak nie jest. Ostatnie sondaże badań OBW wieszczą wręcz klęskę akcesji (51% przeciw – 49% za), co pomijane jest milczeniem, a przecież po spektakularnej klęsce rządu i SLD w sondażach należało się tego spodziewać. Niepokojące jest również wystąpienie Romana Prodi w „La Republice”, który krytykuje nas za kupno amerykańskich myśliwców. Jesteśmy niepoprawni – powinniśmy kupować latające staruchy z UE. Pamiętacie państwo podobne w tonie wystąpienie prezydenta Francji? To nie jest przypadek, że jeszcze nie weszliśmy do UE, a już usiłują ustawić do pionu resztki naszej europejskiej „niepoprawności” politycznej. Skoro akcesja z UE jest tak kontrowersyjna politycznie i ekonomicznie, rodzi się w wielkich bólach, radykalizuje sfrustrowane, narastającym kryzysem społeczeństwo, a z drugiej strony sojusz z USA kosztujący niewiele, a dający już teraz wielkie wymierne korzyści finansowe, to może zmienić orientację polityczną i ekonomiczną. Przypomina mi się stare przysłowie, które dla potrzeb niniejszego tekstu sparafrazuję: „Jak USA obiecuje, że da, to da, a jak Europa obiecuje, że da, to obiecuje”. Już dzisiaj rachunek ekonomiczny i polityczny jednoznacznie wskazuje na konieczność zmiany opcji. W przeciwnym przypadku nastroje społeczne sięgną bruku i większość w jesiennych wyborach (a chyba nikt już nie ma wątpliwości że wybory nastąpią jesienią) władzę przejmie Samoobrona. I już jej nie odda pokojowo. Szansę na akcesję nie są tak znaczące jak się wydaje. Czesi są jeszcze bardziej sceptyczni niż my, w obliczu większego kryzysu coraz wyraźniej rysuje się rozłam w UE na blok centralny (Niemcy, Francja, Belgia) oraz pro-amerykański (Wielka Brytania, Hiszpania, Holandia). Podsumowując – w polskiej polityce strategicznej zaczyna rysować się alternatywa dla akcesji z UE. Jest nią strategiczny sojusz polityczno- gospodarczy z USA i wejście do NAFTA. Warto rozważyć taką alternatywę. Euro- zwolennikom przypominam, że to nie europejska integracja pomogła odbudować potęgę gospodarczą Niemiec i Francji po wojnie, lecz amerykański plan Marshalla. Być może warto wrócić do dobrych wzorców, a integrować się z UE już po naprawie gospodarki, na zupełnie innych warunkach przetargowych. Argumenty geograficzne są już chyba nieaktualne – Australia i Nowa Zelandia ma wszędzie daleko, ich związki z Wielką Brytanią są wręcz historyczne, a jednak współpracują przede wszystkim z USA, co wychodzi im jednoznacznie na zdrowie. Nie sądzę też, że grozi nam zamknięcie granic i izolacjonizm z UE, gdybyśmy zagłosowali na NIE. Przecież chronią nas ustalenia WTO, OECD, nie sądzę też że UE odważy się na konflikt z sojusznikiem USA. Czy słyszeli państwo o wojnie gospodarczej UE z Nową Zelandią albo Kanadą, albo z Izraelem? Rafał Wójcikowski Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: erik Robert de Molesme IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 23.04.03, 14:45 Pamietacie wieczor wyborczy kiedy Mazowiecki padl w boju o prezydenture? przyznaje bez bicia ze wtedy sam bylem w szoku i zal mi bylo Pana Tadeusza) Radze i tym razem miec magnetowidy wlaczone. Nie ma lepszego ubawu niz politycy "zaskoczeni" sytuacja. Ciekawe kto teraz bedzie mowil o "przypadkowym spoleczenstwie"? Znowu Bronek? No i ta faza "porno na zywo" kiedy prawdziwy mezczyzna bedzie konczyl. Piekna jest tegoroczna wiosna! RdM Odpowiedz Link Zgłoś
dziejas Re: Hity eurosceptyków 24.04.03, 00:01 znalazlem to na onecie... info.onet.pl/1,15,11,1758470,5360789,forum.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: , no to jak znalazles to trzeba wkleic. IP: *.dsl.anhm01.pacbell.net 24.04.03, 00:22 Dlaczego jestem przeciw wejściu do Unii Europejskiej? Kilka osób zadało pytanie o poważne powody niechęci do przystąpienia w najbliższym czasie do UE. Oto one. Z góry uprzedzam, że poruszę trudną ekonomiczną problematykę. Osobiście jestem głęboko zaniepokojony negatywnymi skutkami przystąpienia Polski do UE w obecnym stadium naszego rozwoju gospodarczego. Nie będę ukrywał, zajmuję się statystyką gospodarczą, ekonomią normatywną i znam skutki przystąpienia do unii celno-handlowych słabo rozwiniętych państw. Problemów jest wiele. Napiszę tu tylko o kilku. 1. Teoria kosztów komparatywnych Ricardo. Powiada ona, że wzmożenie wymiany handlowej (np. przez niższe cła) sprawia, że obie strony wymiany czerpią dodatkowe korzyści. Niestety wiedza wielu studentów na tym się kończy. Nie wiedzą oni o skutkach społecznych w skali regionalej. Nie wiedzą także, że teoria ta jest obarczona kilkudziesięciom a jawnymi i ukrytymi warunkami, które muszą zostać spełnione, aby zaszły korzyści a nie straty. Jakie są więc te warunki? Otóż podstawowym warunkiem jest strukturalna (i często przestrzenna) zmiana produkcji (wytwórczości) w kierunku produkcji bardziej wydajnej w każdym z krajów uczestniczących w wymianie. Nazywa się to tzw. specjalizacją produkcji. Każdy kraj zaczyna produkować więcej tych dóbr, które są względnie najbardziej produktywne (wydajne). Tak więc, pewne fabryki (lub warsztaty) zostają zlikwidowane, a na ich miejsce (czasami w innym mieście) powstają nowe fabryki, produkujące nowe towary. I tu tkwi problem! Ponieważ wraz z likwidacją zakładów, likwidowane są miejsca pracy. Czy mamy dostatecznie dużo kapitału na takie szybkie zmiany strukturalne, by zbudować nowe fabryki i nowe miejsca pracy? Jak będzie wyglądało to w poszczególnych regionach. Oto garść danych. Wg opracowania GUS pt "Warunki powstania i działania przedsiębiorstw w 2002r", ok. 70% firm nie miało płynności I stopnia, a 60% płynności II stopnia. Tłumcząc to na ludzki język można powiedzieć, że polska gospodarka składa się w 60% z zbankrutowanych przedsiębiorstw, które nie mają kapitału nawet na bieżącą działalność, nie mówiąc już o zmianie profilu dzialności, wytwórczości, czy tworzeniu nowych miejsc pracy. Nie mają one także pokrycia, zabezpieczenia na kredyty. BCC szacuje, że po wstąpieniu do UE będzie musiało upaść ok. 80% mikroprzedsiębio rstw (zatrudniajacych do 9 osób) oraz małych firm (od 10 do 49 zatrudnionych). Drugie zagadnienie to geografia gospodarcza. Tak się składa, że ostatnie 14 lat, to gwałtwony rozwój głównie kilku wielkich miast w Polsce i stagnacja czy wręcz cofanie się w rozwoju reszty kraju. Dla porównania, w latach 1995-99, gdy na poziomie krajowym gospodarka rozwijała się w tempie 7% rocznie, w wymienionym okresie PKB wzrósł o 23%, ale w woj. opolskim tylko o ok. 6% (nie w ciągu roku, ale w ciągu tych 6 lat!), natomiast w woj. mazowieckim o 47%. Oznacza to, że w woj. opolskim średnie roczne tempo rozwoju ukształtowało się poniżej 1%! Jakie więc będą konsekwencje przystąpienia do UE? Otóż w biednych regionach kraju o niskim tempie rozwoju (blisko 3/4 ludności kraju), nastąpi nasilenie likwidacji zakładów pracy i wzrost bezrobocia, natomiast dzięki inwestycjom zagranicznym (i częściowo krajowym) nowe zakłady powstawać będą w kilku nielicznych miastach (W-wa, Trójmiasto, Wrocław, Poznań, Kraków, Łódź, Katowice). Rozpatrując sprawę na wielkościach zagregowanych wszystko będzie wyglądało dobrze, tj. kraj się będzie "rozwijał&q uot; we wskaźnikach tylko, że z tego rozwoju będzie wyłączone blisko 3/4 ludności! O wiele pełniej te problemy zostały opisane przez noblistów, którzy zajmowali się zagadnieniami rozwoju krajów zacofanych (G.Myrdal, W.A.Lewis, T.Schultz) a także inni, jak R.Frish, J.Tinbergen, B. Ohlin, J. Meade. Wszyscy oni, mimo że zwolennicy integracji (a niektórzy twórcy teorii integracji gospodarczej) przestrzegali jednocześnie przed wchodzeniem w duże struktury gospodarcze krajów zacofanych, ponieważ - jak dowodzili - korzyści gospodarcze są wielokrotnie niższe od zjawisk negatywnych, które dotykają większą część społeczeństwa nie tylko w warstwie ekonomicznej, ale kulturalnej, zdrowotnej, oświatowej i innych. 2. Praca na "Zachodzie& quot; Niemal wszyscy badacze (włącznie ze mną) są zgodni, iż w pierwszym okresie, tzn. w średnim horyzoncie czasowym (w pierwszej dekadzie po wstąpieniu do UE) bezrobocie w kraju może wzrosnąć o dalsze 2-3 miliony osób i osiągnąć stopę 50% ogółu pracowników najemnych. Niestety, informacje o tym są rozpowszechniane tylko na sympozjach, konferencjach i praktycznie wogóle nie dostają się do prasy powszechnej. Oto fragment dziennika Polskiej Agencji Prasowej: "Dziennik PAP nr 1079 06.09.2002 W pierwszych latach po wejściu Polski do Unii Europejskiej nastąpi prawdopodobnie osłabienie polskiego wzrostu gospodarczego, a gospodarka odczuje korzyści dopiero po kilku latach - uważa Jan Krzysztof Bielecki, dyrektor wykonawczy w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju." Stąd też magowie od propagandy pro unijnej wpadli na pomysł, by oczarować Polaków możliwością pracy w Unii. Niestety, nikt z nich jednocześnie nie raczył powiedzieć, jakich pracowników Unia potrzebuje i kto tam może zostać zatrudniony. Po pierwsze, UE od blisko 15 lat sama boryka się z wysokim bezrobociem. Chętnie widziałaby pracowników wysoko wykwalifikowanyc h, głównie kadrę naukową, techniczną. Wszyscy pamiętamy, jakie oferty pracy zaproponowali Niemcy (informatycy), Holandia (pielęgniarki z wyższym wykształceniem). Poszukiwani są specjaliści najwyższego stopnia bądź osoby do tymczasowych niskopłatnych prac fizycznych typu mycie okien, zamiatanie ulic zbieranie płodów rolnych w sadzie, które co prawda nam wydają się atrakcyjne pod względem płacy, lecz nie mogą stanowić sposobu na ustabilizowane życie osobiste i rodzinne. Wreszcie nie mniej ważny warunek, by wyjechać na Zachód pracować, trzeba oprócz wykształcenia mieć ku temu obiektywne możliwości rodzinne, finansowe. Tak się akurat składa, że nasza ludność (z przyczyn obiektywnych) jest niemobilna (vide pracownicy byłych PGR) i nie będzie mogła skorzystać z dobrodziejstw pracy w UE. Przynajmniej w swej większości. I jeszcze jeden wątek. Zarówno G.Myrdal jak i W.A.Lewis przestrzegali przed skutkami bezmyślnej integracji, otwarcia się gospodarek na nandel światowy i iwnestycje zagraniczne. Przestrzegają oni przed niekorzystnym terms of trade, nieproporocjonal nym do potrzeb napływ potrzebnej tym krajom i możliwej do adaptowania myśli technicznej, przy równoczesnym odpływie wysoko kwalifikowanej siły roboczej. W efekcie eksport krajów nierozwiniętych zaczyna się opierać na 1-3 grupach towarów, głównie surwocach lub półfabrykatach, co powodouje, że przy spadku koniunktury w krajach odbiorcach następuje gwałtowny spadek przychodów z eksprotu i minimalizacja importu, gwałtowny odpływ kapitału inwestycyjnego i spekulacyjnego, a w efekcie krach gospodarczy podobny do tego w Argentynie, a więc i dalsza utrata miejsc pracy i środków do życia. Jest to tzw. zjawisko importu kryzysów do krajów nierozwiniętych. 3. Fundusze strukturalne i "pomoc" ; unijna. Przykro mi to pisać, ale wiara, że jakieś pieniądze spadną nam z UE (czyt. z "nieba" ;) jest niezwykle naiwna. Pamiętajmy o tym, że olbrzymia większość tych środków fianansowych (i rzeczowych) jest przyznawana na zasadzie zwrotu poniesionych nakładów. A więc, najpierw SAMI musimy zrealizować inwestycję, znajdując na to WŁASNE pieniądze W PEŁNEJ WYSOKOŚCI, a dopiero po roku lub dwóch, gdy zostaną spełnione wszystkie wymogi proceduralne (zgodność z dyrektywami) i inwestycja będzie zgodna z polityką gospodarczą UE, wtedy MOŻEMY (ale nie musimy) otrzymać zwrot poniesionych nakładów do wysokości nawet 80%. Składka natomiast jest obligatoryjna. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: , dokonczenie. IP: *.dsl.anhm01.pacbell.net 24.04.03, 00:22 Jestem świadom, że nie każdy ma wiedzę z zakresu ekonomii i nie każdy ma czas na weryfikację danych, nawet gdy takową niezbędną wiedzę posiada. Chciałbym tym postem wszystkich uczulić na pewne zagadnienia oraz nakłonić do sięgnięcia do literatury z zakresu integracji gospodarczej, lecz nie tej pisanej z pozycji propagandy unijnej, ale tej prezentującej dorobek współczesnej myśli ekonomicznej. Nazwiska uczciwych i rzetelnych badaczy wymieniłem w tekście. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: , teraz przypominam swoja wypowiedz na ten temat.. IP: *.dsl.anhm01.pacbell.net 24.04.03, 01:13 "Skansen ten jednakze jest obecny powszechnie na naszym biednym rynku i jako ze zatrudnienie w nim znajduje zdecydowana wiekszosc spoleczenstwa aktywnego zawodowo wiec powinien podlegac ochronie ... Panstwa Polskiego. Dlaczego? Ano dlatego, ze o Panstwie stanowi Demokratyczna Wiekszosc, w tej chwili zas mowi sie o 1/3 osob zdolnych do pracy-bez pracy, jezeli zas w wyniku polaczenia zniknie z naszego zycia kolejne 30% przedsiebiorstw to nagle okaze sie, ze bezrobocie jest problemem juz nie tylko ekonomicznym lecz politycznym, zas likwidacja zlych, na granicy rentownosci, przedsiebiorstw byla bledem bolesnym i co gorsza nieodwracalnym.. Pytanie o kierunki reform w panstwie jest pytaniem jak najbardziej aktualnym, malo ma tez ono wspolnego z propaganda sukcesu SLD czy tez kunktatorstwem spiskowym Radia Maria. Bo : Czy wazniejszym zadaniem Polski jest aktualnie ochrona rynku pracy i spokoju publicznego nawet za cene odejscia od ogolnie zaakceptowanych norm rywalizacji konkurencyjnej czy tez otwarcia rynku; Czy tez dalsze uparte utrzymywanie kierunku politycznego "wejscia do unii" za cene dalszego utrzymywania polityki silnej zlotowki, wysokich podatkow (dostosowywanie sie do "NORM" europejskich) i placona przez to cene - likwidacje miejsc pracy. Co jest wazniejsze dla ogolu obywateli? Panstwo demokratyczne ze stosunkowo slaba gospodarka ale dajaca zatrudnienie wiekszosci, czy tez panstwo drapiezne, nie liczace sie ze slabymi, wystawiajace slabych na konkurencje bez zadnej mozliwosci ochrony ani mozliwosci wycofania sie w przypadku wystapienia sprzeciwow post- zjednoczeniowych. Panstwo oddajace procesy nadzoru i kontroli do innego osrodka wladzy, nie majacego ani zbieznych interesow z Polskimi ani nie majacych woli politycznej aby nasze interesy reprezentowac. Uwazam, ze jezeli polskie spoleczenstwo zrozumie jakim zagrozeniem dla ich codziennego bytu jest otwarcie granic i przejscie na euro to wystapi sprzeciw przeciwko akcesji. Wystapienie takiego sprzeciwu to tylko kwestia czasu. Niestety tego nam brakuje. Brakuje nam tez rozsadnej i rzetelnej polityki informacyjnej na ten temat. Jedynie co mamy to sucha statystyke przedsiebiorstw, ktore w ubieglym roku przyniosly zysk, strate lub balansuja na krawedzi zyskownosci. Te wlasnie "niezyskowne" - padna. A teraz moi drodzy czytelnicy siegnijcie sobie do zrodel i policzcie ile to jest podmiotow i ile jest tam zatrudnionych ludzi. Potem zas krytykujcie "karaluchy" i inne "oswiecone" stacje radiowe jak Radio Maria. Zycze milego dnia." To bylo tu: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=522&w=3802328&a=3802328 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: robi Autor - Tomasz Ciborowski (n/t) IP: *.dialup.warszawa.pl 17.05.03, 16:47 Odpowiedz Link Zgłoś
darr2 to napisal fritz 24.04.03, 22:05 Ala raport jest rzeczywiscie nie pelny. Pomija fakt,ze Polska po podpisaniu ukladu akcesyjnego chyba jeszcze w grudniu podpisala uklad o przystapieniu do EOG (Europejski Obszar Gospodarczy), ktory daje takie samo dojscie do rynku jak by sie bylo czlonkiem UE. Uklad ten zostal juz chyba ratyfikowany. Prznaleznosc do EOG jest niezalezne od przynaleznosci do UE; Norwegia jest czlonkiem tylko UE. Rowniez prawa przedsiebiorstw sa zagwarantowane prawem UE. Tak ze stwierdzenia "o niepewnosci prawnej" i "braku konkurencji dla firm polskich i wynikajacy z tad brak konkurencji " sa oczywistymi nieprawdami i manipulacja wyborcy. Do tego dochodzi stwierdzenie, ze koszta pobytu w UE sa rowne wysokosci skladki. I to jest juz naprawde nonsens. Przystepujac do UE Polska przyjmuje cale ustawodawstwo socjalne i regulacje rynku pracy. Przejmuje cala mase niewykle kosztownych (stale wydatki ) norm pracy, ktore prawdopodobnie wiele firm wpedza w bankructwo, a duza czesc stana sie malo konkurencyjne. Te dodatkowe wydatki szacuje sie na dziesiatki miliardow. Liczby te widzialem kiedys w prasie ( nie pamietam w jakim jezyku). I w ten sposob skonczy sie ofensywa exportowa. To tez zostalo w raporcie bardzo dokladnie przemilczane. Wiele z tych norm i przepisow sa tak idiotycznych, ze okresla je sie jako Euro Skleroze. One wlasnie hamuja dynamike rozwoju przemyslu w UE. Wlasnie ta brakujace dynamika, ktorej nie ma w UE cierpiacej na Euroskleroza, a ktora jest charakterystyczna dla gospodarki USA, jest przyczyna nastepnych strat wynikajacych z braku inowacji. Przeciez tylko z tego powodu b. duzo firm przenosi oddzialy badawcze wraz z wlasnymi naukowcami do USA. Te olbrzymie straty rowniez nie sa szacowane w raporcie, a mozna je bylo po prostu odpowiednio dopasowane przejac z fachowej prasy na zachodzie. Nie wspomniano rowniez o stratach polegajacych na ograniczonym wykorzystaniu fantastycznego geograficznego polozenia Polski. Wniosek 1: suma strat jest nieporownywalnie wyzsza niz raptem 30- 40 mld zl, jezeli sie ich nie zmarnuje, co jest niezwykle prawdopodobne. Dla porownania: w UE Hiszpanie ma najwyzsze wykorzystanie funduszy i wynosi ono okolo 70%. Zakladam sie, ze wykorzystanie w Polsce bedzie wynosilo w najlepszym przypadku okolo 50% tych teoretycznych miliardow. Wniosek 2: Zostac w EOG, zrezygnowac z UE. Obecnosc w UE jest co prawda politycznie bardzo atrakcyjne, tylko ze mozna sobie postawic pytanie co jest lepsze: bedac biednym, obdartym pyskowac o golym pysku w Brukseli, czy tez dobrze zarabiac i nie ponosic niepotrzebnych wydatkow. Przstepujac do UE teraz jest tak, jakby ktos zarabiajacy 2500 zl przystepowal do eksluzywnego klubu golfowego z roczna skladka 25'000 tys zl. Moze nawet sie nie umrze z glodu jedzac trawe na placu, ale czy to jest warto? Wedlug mnie. Majac dynamicznie rozwijajaca sie gospodarke, ma sie rowniez wplyw. Odpowiedz Link Zgłoś
darr2 znowu fritz 24.04.03, 23:15 Szwajacaria w 91 roku odrzucila w glosowaniu przystapienie do EOG. Teraz zawarto tzw. uklady dwustronne, ktore odpowiadaja w wielu punktach temu przystapieniu. Co jest ciekawe, to cala dyskusja, ktora odbyla sie przed glosowaniem. Zwolennicy argumentowali dokladnie w ten sam sposob, jak to sie robi w teraz w Polsce, a wiec izolacja, przemysl bedzie uciekac i itd. Cale spektrum. W zeszlym roku zrobiono porownanie. Okazalo sie, ze wrecz odwrotnie, wiele firm przyszlo do CH, pomimo wyzszych pensji, wlasnie dlatego ze nie ma tutaj Eurosklerozy ( sa za to inne choroby :)) A w tej chwili, duzy przemysl, ktory przed glosowaniem w 91 wachal sie, teraz nie ma najmniejszych watpliwosci, ze nie. Ale czesc elit politycznych chce do UE. Na szczescie nie maja w ciagu najblizszych 20 lat najmniejszej szansy. A potem, zobaczymy. A wiec jeszcze raz: tu naprawde chodzi o dynamike i mozliwosc rozwoju. Polska bedzie nawet duzo bardziej atrakcyjna bedac na zewnatrz wlasnie ze wzgledu na dojscie do UE nie bedac czlonkiem UE rowniez dla firm azjatyckich, rosyjskich i amerykanskich. Wiecej pieniedzy, ale nie w rekach panstwa, tylko przemyslu, przyspieszylo by rozwoj. Ale to wszystko. Rozstrzygajace sa warunki brzegowe: reforma podatkow, wysokosc podatkow i elastyczny rynek pracy. Te zmiany i tak musza byc zrobione przez Polske. UE tego nie zrobi. Tylko wraz z innymi faktorami przynosza one duzo wiecej pozostajac w EOG. Odpowiedz Link Zgłoś
darr2 el matador i nikt 24.04.03, 23:18 Odpowiadając, Maciejowi z angloamerykańskiego Verizonu, bestia leży w położeniu geopolitycznym Polski, na zachodzie mamy poetncjalnie najsilniejszą gospodarkę narodową na świecie , z rocznym eksportem sięgającym 800 milardów dolarów(dla porównania gospodarka amerykańska eksportuje za 950 miliardów dolarów)przy czym struktura to w przypadku hydry niemieckiej przede wszystkim high tech i eksport elektromaszynówki o najwyższych standardach światowych, na Wschodzie mamy największy rezerwuar surowcowo - energetyczny świata i potencjalnie najwiekszy potencjał naukowo- badwczy związany z działalnością byłego kompleksu militarno - przemysłowego ZSRR.Pośrodku tego unikalnego geoukładu jesteśmy MY - POLSKA, toteż najmniejszy błąd w naszej polityce gospodarczej może mieć reperkusje idące jak złowroga fala po całej gospodarce śiatowej.Niesłychaną rolę Polski docenia pierwsza gazeta gospodarcza moloch zjednoczonych Niemiec - HANDELSBLATT,która stale poświęca Polsce szczegółwe analizy finansowo - gospodarcze, Od Macieja dowiedziałbym się z przyjemnością jak to wygląda w obszarze anglojęzycznym, ale z tego co orientuję się Anglicy i Amerykanie już teraz wiedzą że nie wygrają z hydrą EUROLAND " u(vide NIEMIEC) poniewaz maja słabe rozeznanie właśnie w naszym ,najważniejszym z punktu widzenia strategicznego REJONIE od Warszawy po OMSK i NOWOSYBIRSKWIATA(tzw. według teorii Huntingtona). i dlatego wlasnie USA chce aby The Beast byla ich drugim znaczacym sojusznikiem w Europie po Wlk Brytanii Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Romana Giertycha Dyskusja o unii na f.Gospodarka.+ wypowiedz IP: *.dsl.anhm01.pacbell.net 25.04.03, 06:04 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=30&w=5702488 "Czy Polsce grozi wyłączenie ze wspólnego handlu w ramach UE? Roman Giertych Roman Giertych z Ligi Polskich Rodzin po raz kolejny wezwał premiera Leszka Millera, by wycofał polską delegację z udziału w szczycie w Atenach i nie podpisywał Traktatu Akcesyjnego. Giertych podkreślił na poniedziałkowej konferencji prasowej we Wrocławiu, że powodem takiego apelu są zapisy Traktatu. Traktat Akcesyjny ma zostać podpisany w środę w Atenach. Zdaniem polityka LPR, z treści 43 deklaracji Traktatu wynika, że Unia Europejska zastrzega sobie, iż może Polskę wyłączyć ze wspólnego handlu w ramach UE. "Może się okazać, że po wejściu do UE Polska będzie mogła eksportować towary wyłącznie do krajów, które do Unii nie należą" - uważa poseł LPR. Według niego, może się okazać, że "Polska wejdzie do UE w sensie politycznym, a w gospodarczym będzie z Unii wyłączona". "To jest pułapka kontraktowa, którą zwykle stosują duże firmy wobec małych przedsiębiorstw. Tę pułapkę zastosowano wobec nas w końcowych zapisach Traktatu Akcesyjnego. Towary wysyłane przez Polskę do krajów UE mogą być monitorowane. A to oznacza, że eksport może zostać powstrzymany lub nawet zakazany" - uważa Giertych. Zdaniem posła LPR, fakt, że nikt nie poinformował opinii publicznej o tym zapisie to "prawdziwy skandal". Deklaracja nr 43 znajduje się na końcu Traktatu Akcesyjnego. Nieujawnienie jej zapisów przez polskich negocjatorów Giertych nazwał "łajdactwem politycznym". PAP" Macie jeszcze jakies pytania? Bo ja nie mam zadnych. Jedyne co EWENTUALNIE mozna zrobic w przypadku prob zastosowania w/w przepisu przez UE, mozna probowac traktat z Maastricht zerwac lub probowac uniewaznic. Jednakze zasada pacta sunt servanda moze nam takie dzialanie uniemozliwiac, moglibysmy nawet probowac wdrazac argumentacje, ze Traktat byl jednostronnie podstepny, jednakze w swietle chociazby publicznych opinii w tym np. moich, (he he he) udowodnienie takiego podstepu nie bedzie sprawa prosta, wot podpisanie niekorzystnej umowy miedzynarodowej i jedynie czekanie na zmilowanie panskie lub nowa konstytucje z zapisami o wyjsciu z UE mogloby Polske uratowac. Tymczasem najwazniejszy w biznesie jest czas, a wedlug mnie 3 lata "pobytu" w Unii wystarcza w zupelnosci zeby wykonczyc 60% miejsc pracy, ktore jeszcze w Polsce sa. To tyle. Wiem, ze trudno jest przekonac Fizyka, znam to juz z dyskusji tutaj, ale czasem naprawde trzeba zmienic zdanie, bo mozna zbankrutowac. Pa. Odpowiedz Link Zgłoś
darr2 Kajetan o EOG 26.04.03, 06:28 Gość: Kajetan 25-04-2003 Myślę, że to pomoże. Układ o utworzeniu Europejskiego Obszaru Gospodarczego – Układ o EOG – wszedł w życie 1 stycznia 1994 roku. Obecnie obejmuje 15 państw członkowskich Unii Europejskiej oraz państwa członkowskie EFTA – Islandię, Liechtenstein i Norwegię. Szwajcaria, członek EFTA, nie uczestniczy we współpracy w ramach EOG. Układ o EOG wprowadza wspólne ustawodawstwo w zakresie handlu i gospodarki. Porozumienie obejmuje również inne dziedziny, będące przedmiotem wspólnego zainteresowania krajów członkowskich i pozostające w ścisłym związku z ustanowieniem Rynku Wewnętrznego, takie jak np. wykształcenie i ochrona środowiska. Dlatego Układ o EOG ma znaczenie w naszym życiu codziennym. Umowa obejmuje również kwestie warunków pracy i praw konsumenckich. Norweskie ustawy i rozporządzenia zostały zharmonizowane z ustawodawstwem EOG. Norwescy uczniowie i studenci aktywnie uczestniczą w programach wymiany, a Norwegowie mogą swobodnie osiedlać się i starać o pracę w innych państwach członkowskich EOG. Dla Norwegii istotne są jak najlepsze stosunki z krajami sąsiadującymi, z którymi Norwegia prowadzi również najbardziej ożywioną wymianę handlową. 80 procent norweskiego eksportu stanowi eksport do UE (ze Szwecją, Finlandią i Austrią włącznie), a z tych samych krajów pochodzi blisko 70 procent norweskiego importu. Układ o EOG wprowadza wspólne ustawodawstwo we wszystkich krajach stowarzyszonych. Niniejsza publikacja przedstawia krótko treść Układu o EOG. www.pai.pl/europa/gospodarka/2_2003_bez_cla.htm Nr 2 /2003 20-27 STYCZNIA 2003 Polska rozpoczęła negocjacje z Unią Europejską (UE) w sprawie przystąpienia do Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EOG). Negocjacje powinny zakończyć się w marcu. Polskiej delegacji przewodniczy podsekretarz stanu w Urzędzie Komitetu Integracji Europejskiej (UKIE) Jarosław Pietras. www.polskiejutro.com/art/n.php?p=370218.12.2002 Polska złożyła w środę formalny wniosek o przystąpienie do Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EOG). Oprócz państw Unii Europejskiej należą doń Islandia, Norwegia i Liechtenstein. Obszar pozwala im korzystać z dobrodziejstw uczestnictwa w unijnym jednolitym rynku, ale nie daje prawa do współdecydowania o rządzących nim regułach. Uczestnictwo w EOG jest obowiązkowe dla wszystkich członków UE. Negocjacje w sprawie przystąpienie 10 przyszłych państw członkowskich Unii także do EOG rozpoczną się 9 stycznia i powinny się zakończyć w marcu. Ich rezultaty mają być zatwierdzone przez kraje należące do EOG równolegle z ratyfikacją w obecnych i przyszłych państwach członkowskich Unii Traktatu Akcesyjnego o przystąpieniu do niej 10 nowych państw. W zamian za dostęp do jednolitego rynku Norwegia, Islandia i Liechtenstein udzielają pewnej niewielkiej pomocy uboższym państwom członkowskim Unii (120 mln euro w okresie 1998-2003). Zwiększenie tej pomocy w celu objęcia nią Polski i innych nowych członków będzie przedmiotem negocjacji, podobnie jak rozciągnięcie na nich umów łączących UE z pozostałymi państwami EOG w zakresie rolnictwa i rybołówstwa. www1.gazeta.pl/ue/1,44625,1258571.html Bruksela 09-01-2003 Norwegia nie skorzysta z wynegocjowanego przez Unię okresu przejściowego, dzięki któremu niektóre państwa UE nawet przez siedem lat mogą stosować u siebie ograniczenia wobec pracowników z Polski. W czwartek w Brukseli odbyła się pierwsza runda negocjacji w sprawie rozszerzenia Europejskiego Obszaru Gospodarczego, tworzonego dziś przez 15 krajów UE, Norwegię, Liechtenstein i Islandię. Dziesięć przyszłych państw członkowskich Unii - w tym Polska - musi też znaleźć się w EOG, bo wszyscy członkowie UE wchodzą w skład tej strefy wolnego handlu. Te swoiste "małe rokowania" rozszerzeniowe powinny skończyć się w kwietniu - przed podpisaniem traktatu o przystąpieniu Polski do UE. www.ojczyzna.pl/ARTYKULY/KAMYK__III-Polska-Konferencja-Uniosceptyczna.htm MIŁOSZ MARCZUK, publicysta Najwyższego Czasu!, który wyspecjalizował się w tematyce unijnej, mówił krótko i skupił się tylko na zagadnieniach gospodarczych. Tym którzy obawiają się izolacji gospodarczej Polski poza Unią pokazywał, że wcale nie musimy być członkiem UE. Wystarczy bowiem tak jak Norwegia, Islandia i Lichtenstein wejść do Europejskiego Obszaru Gospodarczego, co byłoby dla nas o tyle korzystne, że nie musielibyśmy uczestniczyć we wspólnych politykach unijnych, które są jedynie pompami ssąco-tłoczącymi. I byłoby to o wiele tańsze! Według obliczeń Marczuka, jeśli Norwegia płaci 30 mln euro składki na EOG, to nasza składka wyniosłaby około 20 mln Euro [jak to się ma do tych 2,5 mld euro naszej składki na UE, które musimy zapłacić w latach 2004-06!]. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Grażyna Kaczorowsk EUROPEJSKI OBSZAR GOSPODARCZY IP: *.dsl.anhm01.pacbell.net 27.04.03, 04:45 Wbrew temu co mówią euroforycy nie czeka nas los Białorusi, gdyby Polska nie zdecydowała się na wejście do Unii Europejskiej. Wszyscy straszący nas zapomnieli o innych niż Unia możliwościach integracji z Europą Zachodnią - strefą dobrobytu. Nie bez przyczyny niewiele mówi się o Europejskim Obszarze Gospodarczym, czy strefie z Schengen. Dla przeciętnego Polaka plusy wejścia do Unii Europejskiej to możliwość podjęcia pracy w krajach Unii, czy swobodne podróżowanie. Nieliczni z nas jednak wiedzą, że dla uzyskania takich możliwości nie jest konieczne wstępowanie naszego kraju do Unii Europejskiej. 9 stycznia Polska i inne państwa kandydujące do Unii Europejskiej rozpoczęli rokowania z krajami Piętnastki oraz Norwegią, Islandią i Lichtensteinem o wejściu do Europejskiego Obszaru Gospodarczego (European Economic Area). Pieniądze za udostępnienie rynku Niestety rząd Leszka Millera , a także media zredukowały negocjacje z EEA do możliwości otrzymania z państw EFTA pomocy w zamian za dostęp do polskiego rynku. To, że państwa biedniejsze w zamian za udostępnienie swego rynku w ramach EEA otrzymują bezzwrotne dotacje nie jest novum. W połowie lat 90-tych za dostęp do jednolitego rynku Norwegia, Islandia i Liechtenstein udzieliły i nadal udzielają pomocy uboższym państwom Unii (120 mln euro w okresie 1998- 2003). Fundusze jakie kraje EFTA przekazały do dyspozycji Grecji, Hiszpanii, Irlandii i Portugalii miały na celu zniwelowanie negatywnych skutków dla biedniejszych krajów Wspólnot, wynikających z faktu utworzenia EEA. Otrzymały one wówczas równowartość 0,5 mld euro do Funduszu Spójności Wspólnot Europejskich, z którego udziela się bezzwrotnych dotacji na finansowanie inwestycji we wspomnianych państwach. Dotacje te objęły takie dziedziny, jak: ochrona środowiska, transport, oświata oraz na wspomaganie rozwoju małych i średnich przedsiębiorstw. Ponadto państwa te korzystały z nieoprocentowanych pożyczek z Europejskiego Banku Inwestycji. Na jego konto kraje EFTA wpłaciły l,5 mld euro. Z tego to funduszu finansowane są odsetki pożyczek, udzielanych przez ten Bank na realizację przedsięwzięć służących rozwojowi zacofanych regionów Wspólnot. Negocjacje z EFTA Negocjacje, które rozpoczęły się 9 stycznia mają się składać z czterech rund i zakończyć w marcu. Na czele polskiej delegacji stoi podsekretarz stanu w UKIE Jarosław Pietras. Przedmiotem rokowań będzie zwiększenie tej pomocy - w celu objęcia nią Polski i innych nowych członków - oraz rozciągnięcie na nich umów łączących UE z pozostałymi państwami EEA w zakresie rolnictwa i rybołówstwa. Przedstawiciele stron przystępujących do rokowań nie chcą ujawnić, na jak duże kwoty może liczyć Polska. Eksperci Komisji Europejskiej uważają, że nowym członkom - ze względu na ich niski produkt krajowy brutto - należy się wielokrotnie więcej niż dotychczas Hiszpanii, Grecji i Portugalii. Niektórzy eksperci mówili nawet o zwiększeniu tego funduszu do pół miliarda euro rocznie (wówczas 200-250 mln przypadłoby Polsce), ale Norwegia, Islandia i Liechtenstein nie chcą o tym słyszeć. Oslo i Reykjavik dają jednak do zrozumienia, że byłyby skłonne "nieco szerzej" otworzyć portfele niż obecnie, gdyby zachowały korzystne warunki dostępu dla swoich produktów rybnych do rynków Polski i innych nowych członków Unii. Problem polega na tym, że Piętnastka ogranicza dostęp do swojego rynku - i oczekuje tego od nowych członków - w odpowiedzi na restrykcje w dostępie jej rybaków do łowisk norweskich i islandzkich. Polsce narzucono w trakcie negocjacji akcesyjnych nałożenie 20 procentowego cła na ryby z krajów spoza UE. Z polskiego punktu widzenia Niestety, rezultaty rokowań mają być zatwierdzone przez wszystkie kraje należące do EEA równolegle z ratyfikacją w obecnych i przyszłych państwach Unii Traktatu Akcesyjnego o przystąpieniu do niej 10 nowych krajów. A przecież z naszego narodowego punktu widzenia powinniśmy walczyć o to, aby naszego wejścia do EEA nie uzależniać od przystąpienia do Unii. Jeśli uzyskalibyśmy taką możliwość koniecznością byłoby, aby nasi negocjatorzy postulowali wpłacenie należnych nam kwot z tytułu udostępnienia własnego rynku bezpośrednio do budżetu, a nie do Unijnego funduszu spójności. A także uzupełnienie porozumienia o klauzule umożliwiające korzystanie Polski z nieoprocentowanych pożyczek z EBI Z drugiej strony może warto byłoby się zastanowić, dlaczego kraje Piętnastki nie płacą nam za nieograniczone udostępnienie im rynku, skoro państwa EFTA są w stanie zapłacić aż tyle za ograniczony dostęp do naszego rynku? Przyczyny powstania EEA Wracając do Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EEA) to u jego podstaw legł interes ekonomiczny ówczesnej Europy. Po utworzeniu Wspólnot Europejskich oraz Europejskiego Stowarzyszenia Wolnego Handlu (EFTA) stało się jasnym, że rynek europejski jest swego rodzaju całością i izolowanie się może doprowadzić do stagnacji. Wzajemne powiązanie gospodarek przekładało się między innymi na obroty handlowe poszczególnych państw, które w wielu przypadkach utrzymywały się na poziomie 50 procent. Dlatego już w 1977 roku państwa EFTA zawarły umowy z WE w sprawie zniesienia ceł w handlu artykułami przemysłowymi między nimi. Szeroka współpraca w zakresie gospodarczym, rozszerzona o transport i komunikację, badania naukowe i ochronę środowiska stworzyły możliwości dalszego rozwoju zarówno jednych, jak i drugich. Powstanie Europejskiego Obszaru Gospodarczego w dotychczasowym kształcie to koniec lat 80-tych. Główną zasadą miało być wspólne administrowanie europejskim obszarem gospodarczym. Propozycja ta wyszła z krajów Wspólnot Europejskich i EFTA podczas spotkania na szczycie w Oslo w marcu 1989 roku przystała na nią. W rezultacie 20 czerwca 1990 r. rozpoczęły się negocjacje w tej sprawie. Zakończyły się one wypracowaniem obszernego (ponad 1200 stron) Układu w sprawie utworzenia Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EEA). Układ EEA przewiduje też podjęcie przez jego państwa członkowskie współpracy w dziedzinach pozagospodarczych, a mianowicie: ochrony środowiska, polityki socjalnej, turystyki, audiowizualnej, oświaty, badań naukowych i rozwoju technologicznego, informatyki i statystyki.Mają być prowadzone też działania służące rozwojowi małych i średnich przedsiębiorstw. Wspólny rynek bez rolnictwa Wspólny rynek obejmuje niemalże wszystko poza handlem artykułami rolnymi. Co z punktu widzenia polskich interesów jest dużym plusem. Zezwala to bowiem na ochronę naszego rynku rolnego i przemysłu spożywczego, czyli najważniejszych dziedzin gospodarki w Polsce, które maja szansę na dynamiczny rozwój, jeśli nie zostanie im włożony unijny gorset limitów produkcji. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na to, że ewentualny brak akcesu do UE państw Europy Środkowej, podobnie, jak to miało miejsce w przypadku państw , które pozostawały poza Wspólnotami Europejskimi wymusi w krótszej lub dłuższej perspektywie konieczność integracji gospodarczej. Ktoś może zapytać: dlaczego? Wystarczy rozejrzeć się dokoła - miliony euro, które firmy z Unii zainwestowały w Polsce oraz miliardy jakie tu zarabiają. Wbrew temu co mówią różni propagandziści od Unii Europy Środkowej nikt na Zachodzie sobie "nie odpuści", bowiem to jedyny naprawdę opłacalny kierunek ekspansji towarowej. Oczywiście jest jeszcze Ameryka, ale na bogatej północy czeka Europejczyków wymagająca konkurencja, a biednego południa po prostu nie stać. Poza tym odległości dodatkowo podrażają i tak już drogi produkt "made in UE". Rozszerzenie EEA jest więc przesądzone bez względu na to czy państwa kandydujące zdecydują się czy też nie na wstąpienie do Unii. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: , Re: EUROPEJSKI OBSZAR GOSPODARCZY IP: *.dsl.anhm01.pacbell.net 27.04.03, 04:47 "Przystąpienie do Europejskiego Obszaru Gospodarczego pozwoli nam na ochronę naszego rynku rolnego i dalszy jego dynamiczny rozwój. Europejski Obszar Gospodarczy (EEA) powstał 1 stycznia 1994 roku. Układ w tej sprawie podpisano 2 maja 1992 roku. Członkami EEA zostały wszystkie państwa Unii Europejskiej, tj. Belgia, Dania, Francja, Grecja, Hiszpania, Holandia, Irlandia, Luksemburg, Portugalia, RFN, Wielka Brytania i Włochy oraz 5 państw EFTA, tj. Finlandia, Austria, Islandia, Norwegia i Szwecja. Szwajcaria i Liechtenstein również brały udział w negocjacjach nad układem założycielskim EEA. Ludność Szwajcarii w referendum w grudniu 1992 r. nie wyraziła jednak zgody na przystąpienie tego państwa do EEA. W rezultacie Szwajcaria posiada w tym ugrupowaniu status obserwatora. Natomiast Liechtenstein przystąpił do EEA dopiero l maja 1995 r. Ponieważ jest związany unią celną ze Szwajcarią, musiał bowiem uprzednio przeprowadzić stosowne rokowania z tym państwem w zakresie pogodzenia istnienia między nimi unii celnej z jego uczestnictwem w EEA. Naczelnym organem EEA jest Rada, składająca się z członków Rady i Komisji UE oraz przedstawicieli (po jednym) rządów państw EFTA na szczeblu ministrów. Nadzoruje ona realizację postanowień układu EEA oraz ustala kierunki działania Wspólnego Komitetu. Winna zbierać się nie rzadziej niż co 6 miesięcy. Funkcję organu wykonawczego pełni Wspólny Komitet. Podjęcie przez niego uchwały wymaga consensusu między przedstawicielami UE z jednej strony, a państwami EFTA z drugiej strony. Rozstrzyga on też spory między Unią Europejską a państwami EFTA na tle realizacji i interpretacji postanowień Układu w sprawie EEA. Wyjątek stanowią spory na tle przestrzegania zasad konkurencji, w przypadku których wyłączną jurysdykcję posiada Trybunał Sprawiedliwości Wspólnot Europejskich. Wspólny Komitet Parlamentarny pełni funkcję doradczą wobec Rady i Wspólnego Komitetu. Składa się z jednakowej liczby (po 33) członków Parlamentu Europejskiego i parlamentów narodowych państw EFTA. Rozpatruje coroczne sprawozdanie Wspólnego Komitetu. Komitet Doradczy składa się z jednakowej liczby przedstawicieli Komitetu Ekonomiczno - Społecznego UE i Komitetu Doradczego EFTA. Przekłada on opinie i raporty Radzie oraz Wspólnemu Komitetowi. Mogą być tworzone komitety ekspertów. Realizację postanowień Układu w sprawie EEA przez państwa UE nadzoruje jej Komisja, a przez państwa EFTA - Władza Nadzorcza. ZASADY EEA Swobodny przepływ towarów, osób, kapitałów usług oraz jednolite zasady konkurencji to zasady na jakich ustanowiono Europejski Obszar Gospodarczy. SWOBODNY PRZEPŁYW OSÓB oznacza, że obywatel jednego państwa EEA ma prawo do zamieszkania i pracy oraz oferowania swych usług lub zakładania przedsiębiorstwa w dowolnym innym państwie EEA, przy czym uznawane są bez żadnych ograniczeń wszelkie dyplomy i inne dokumenty, świadczące o posiadanym wykształceniu i kwalifikacjach zawodowych. Niedopuszczalne są jakiekolwiek formy dyskryminacji pracowników ze względu na posiadane obywatelstwo. SWOBODNY PRZEPŁYW USŁUG oparty jest na klauzuli narodowej. Oznacza to, że państwa EEA winny traktować firmy usługowe z innych państw EEA nie gorzej niż własne. Działalność instytucji kredytowych oparta jest na dwóch zasadach: zezwolenie na działalność w zakresie usług kredytowych, wydane w jednym państwie EEA, uprawnia do świadczenia analogicznych usług w pozostałych państwach EEA; - państwo, które wydało powyższe zezwolenie, jest odpowiedzialne za nadzorowanie działalności powyższych instytucji prowadzonej w innych krajach EEA. W przypadku SWOBODNEGO PRZEPŁYWU KAPITAŁÓW postanowiono, że i tu będzie stosowana klauzula narodowa, tzn. że kapitał zagraniczny będzie traktowany nie gorzej niż kapitał narodowy. Zniesiono bezpośrednią i pośrednią kontrolę transferu kapitału, inwestycji i pożyczek. USŁUGI w dziedzinie transportu (tak lądowego, jak morskiego i lotniczego) oparte są na zasadzie wzajemności i wolnego dostępu do rynku państw EEA. Mają być stosowane do siebie wymogi techniczne i pracy w tej dziedzinie poszczególnych państw. Państwa EFTA przyjęły wszystkie inne zasady w dziedzinie transportu, obowiązujące we Wspólnotach Europejskich. Układ EEA reguluje też usługi ubezpieczeniowe, telekomunikacyjne, audiowizualne i informacyjne. UKŁAD NIE OBEJMUJE SWOBODNEGO HANDLU ARTYKUŁAMI ROLNYMI Fot. CAL EC Państwa EFTA za dostęp do wspólnego rynku musiały wpłacić 1,5 miliarda euro do Europejskiego Banku Inwestycji ( na zdjęciu). Uboższe regiony Unii korzystały z nieoprocentowanych pożyczek na inwestycje. ARTYKUŁY ROLNE Układ EEA nie przewiduje ustanowienia swobodnego handlu artykułami rolnymi między jego państwami, ani rozciągnięcia na kraje EFTA wspólnej polityki rolnej istniejącej w WE. Zakłada on jednak pewną liberalizację handlu niektórymi artykułami rolnymi, jak też podejmowanie w przyszłości nowych kroków na rzecz liberalizacji tego handlu. Zajmuje się on handlem 56 produktów rolnych. Są to między innymi: produkty zbożowe, piwa, mocniejsze alkohole przemysłowe, przetworzone warzywa, dżemy, margaryny, lody, czekolady. Zakłada on możliwość stosowania tak zwanych środków wyrównujących różnice w kosztach podstawowych surowców rolnych w artykułach przetworzonych. Jednocześnie państwa EEA zobowiązały się nie nakładać wyższych opłat - cła, akcyzy o podobnym charakterze stosowane w dniu l I 1992 r. na powyższe produkty importowane z państw EEA. W przypadku zaś pozostałych 22 produktów (m.in. wód mineralnych, whisky, rumu herbaty i kawy, niektórych tłuszczów roślinnych i zwierzęcych, soków warzywnych) państwa EEA postanowiły nie stosować ceł w imporcie oraz opłat o podobnym skutku, w tym "elementu zmiennego" i refundacji w eksporcie. Ponadto ustalono harmonogram liberalizacji obrotów tymi produktami między państwami EEA. W przypadku jednych postanowiono znieść cła w obrocie nimi w ciągu 6 lat od wejścia układu w życie; w przypadku innych - zredukować cła o 50% do końca 1996 r. Co dwa lata mają być dokonywane przeglądy warunków handlu artykułami rolnymi między państwami EEA pod kątem dalszej liberalizacji tego handlu. Układ reguluje też wymagania weterynaryjne i fitosanitarne w handlu artykułami rolnymi, reguły pochodzenia towarów dla przetworzonych produktów rolnych oraz regulacje techniczne, standaryzacyjne, zasady testowania i wydawania certyfikatów. Postanowienia, zawarte w układzie EEA w odniesieniu do handlu artykułami rolnymi są uzupełnione dwustronnymi umowami w sprawie powyższego handlu między WE a państwami EFTA, które zostały zawarte jednocześnie z tym układem, tj. 2 V 1992 r. " Dalej oczywiscie autorka ta sama - Grażyna Kaczorowska www.polskiejutro.com/art/a.php?p=38raport Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: , postanowilem wpisac tutaj JANA z Krosna. IP: *.dsl.anhm01.pacbell.net 27.04.03, 04:41 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=522&w=5757298 Wg.UE w Polsce 80%gospogarstw do likwidacji!!! Autor: Gość: Jan IP: *.krosno.sdi.tpnet.pl Data: 23-04-2003 18:36 + odpowiedz na list -------------------------------------------------------------------------------- Komsja Europejska (wg.Carla Bedermana b. przedstawiciela UE d.s. Polski), założyła,że w pierwszych 5 latach w Polsce z 2mln. gospodarstw, ma zostać 200 do 300 tys. gospodarstw. Liczba krów ma spaść z 1,5mln. szt. do 453 tys. sztuk!Będzie wtedy katastrofa z bezrobociem grożna, nie tylko dla Polski, ale dla UE.Rząd na temat postulatów rolniczych popartych na Jasnej Górze przez 30 tys. rolników nadal milczy, tak jak milczały media. Brak dialogu z rządem i pochwała strzelania do rolników, nie rozwiązuje problemu. Potrzeba reform, a nie pochwały pałokracji. Telewizja musi być narodowa - nasza- Polska.Abyśmy my mogli brać bezpośredni udział przez rozmowy telefoniczne i to na najbardziej drażliwe tematy. ***************************************************************************** To dlatego Janie, poniewaz prezentujesz niezlomnosc pogladow, uparcie bronisz swojego zdania, starasz sie przekonywac swoich wspolrozmowcow i jestes kulturalnym czlowiekiem, ktory nie wyzywa nikogo, w przeciwienstwie do niektorych etatowych forumowiczow. Pozatym masz racje, ja sie z Toba zgadzam, NIE - UE. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
robisc Miłosz Marczuk o EOG 27.04.03, 09:16 Poza Unią też jest życie Miłosz Marczuk Odrzucenie członkostwa w Unii Europejskiej nie musi oznaczać zerwania gospodarczych więzów z krajami Europy Zachodniej, jak piszą kłamliwie prounijni publicyści, strasząc nas Białorusią. Po polskim "nie" w referendum na temat przystąpienia do wspólnot europejskich, zamiast w Unii znajdziemy się zapewne w Europejskim Obszarze Gospodarczym (EEA), który łączy wspólny rynek unijny z rynkiem krajów Europejskiego Stowarzyszenia Wolnego Handlu (EFTA). Taki wariant współpracy z Unią wybrały: Norwegia, Islandia oraz Liechtenstein. Jest on o tyle korzystny, że pozwala na wolny handel z krajami całej niemal Europy, osiedlanie się naszych obywateli w dowolnym państwie Unii oraz EFTA (poza Szwajcarią), przy równoczesnym odstąpieniu od uczestnictwa we Wspólnej Polityce Rolnej - najgłupszym systemie rolniczym świata - oraz od Wspólnej Europejskiej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony (CESDP), uczestnictwo w której może z kolei narazić nas na konflikt ze Stanami Zjednoczonymi. Byłaby to sytuacja wręcz komfortowa zarówno dla naszej gospodarki, jak i polityki zagranicznej. I tania - za udział w EEA zapłacilibyśmy około 30 milionów euro rocznie. Poza tym nasze uczestnictwo w EEA jest już właściwie wynegocjowane. Tydzień temu postawiłem tezę, że przy nadciągającym kryzysie finansów publicznych jedyną rozsądną rzeczą jest zafiksowanie obecności polskiej gospodarki w strukturach wymuszających otwarcie naszych granic celnych. Najlepiej gdyby była to NAFTA. Patrząc jednak realistycznie na pęd naszych polityków do Brukseli, skonstatowałem, że będzie to jednak zapewne unijny wspólny rynek. Wspólnotowe stawki celne ze Stanami Zjednoczonymi są zresztą o wiele niższe niż między Polską a Stanami, co byłoby niewątpliwie korzystne dla naszej gospodarki. Oczywiście nie wierzę w żadne dobrodziejstwa ze sztucznie, jakby wbrew regułom gospodarki tworzonych unijnych funduszy strukturalnych czy dopłat bezpośrednich dla chłopów, którymi obracają biurokraci. Wspólny rynek to przede wszystkim inwestycje, również amerykańskie, które pozwolą nam w krótszej perspektywie niż bez uczestnictwa w nim wyjść z nadciągającej już burzy. Ale we wspólnym rynku możemy znaleźć się i bez wstępowania do Unii. Bez Unii Będąc w Unii, automatycznie stajemy się sygnatariuszami traktatu o Europejskim Obszarze Gospodarczym (EEA). Został on podpisany przez kraje EWG i kraje EFTA w maju 1992 roku. Po odrzuceniu go przez obywateli Szwajcarii w marcu 1993 roku dodano do niego protokół usuwający Helwetów z wykazu stron traktatu. Porozumienie weszło ostatecznie w życie 1 stycznia 1994 roku. Przed wstąpieniem do UE w 1995 roku, do EEA należały też Austria, Finlandia i Szwecja. Artykuł 128 umowy o EEA stanowi, że musi w nim się znaleźć każdy nowy kraj UE. Postawmy pytanie: na ile realne jest znalezienie się Polski w EEA bez wstępowania do Unii (czyli de facto do Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej)? Tutaj należałoby przywołać dwa przykłady. Pierwszy to przypadek Turcji. Krajom tworzącym EWG nie zależy specjalnie na członkostwie Turcji w jej strukturach. Równocześnie rządy tych krajów nie proponują Turcji obecności w EEA. Ostatecznie Turcji zaproponowano jedynie ustanowienie zerowej stawki celnej na produkty nierolnicze. Na więcej wspólnoty europejskie i ich partnerzy z EFTA się nie zdobyły. A czym prócz unii celnej jest EEA? Przede wszystkim ustanawia swobodny przepływ kapitału i ludzi. Każdy Norweg osiedlający się na przykład we Francji jest traktowany tam jako pełnoprawny obywatel (oprócz biernego prawa wyborczego w wyborach samorządowych oraz wszelkiego prawa wyborczego w wyborach do parlamentu czy też prezydenckich). Może podjąć pracę, założyć własny biznes itd. Kraje EEA nie zgadzają się nadać takiego statusu obywatelom Turcji. Drugi przykład to Norwegia. Dziś mało kto pamięta, że gdyby nie prezydent Francji Karol de Gaulle i jego niechęć do Brytyjczyków, Norwegia dawno byłaby w EWG, Euroatomie i Wspólnocie Węgla i Stali, czyli właśnie we wspólnotach europejskich, które de iure tworzą Unię Europejską. Norwegowie aplikowali pierwszy raz o wejście do wspólnot w roku 1962, razem z rządem Wielkiej Brytanii i Danii (należącymi do EFTA od roku 1960, kiedy to powstała ta organizacja). Francja zawetowała decyzję o przyjęciu Brytyjczyków i przez to wniosek akcesyjny Norwegii też został wrzucony do kosza. Gdyby referendum w sprawie przystąpienia do EWG odbyło się w 1963 roku, większość Norwegów opowiedziałaby się za członkostwem. Norwegowie nie odpuścili. Razem z Wielką Brytanią i Danią ponownie złożyli podanie o przyjęcie w roku 1967. Znów Francja zawetowała Brytyjczyków, co równało się odrzuceniu papierów Norwegii. Trzeci raz ten sam wniosek trafił z Oslo do Brukseli w roku 1970, również wraz z brytyjskim i duńskim. I paradoksalnie, to właśnie te dwa kraje weszły wkrótce potem do EWG, a nie Norwegia. Urażeni dwukrotnym podaniem im czarnej polewki Norwegowie w referendum z 1972 roku opowiedzieli się przeciwko członkostwu we wspólnotach. 53,6 procenta biorących udział w głosowaniu powiedziało "nie". Trzeba było ponad dwudziestu lat, by rząd Norwegii znów aplikował o członkostwo we wspólnotach. 5 kwietnia, dwa miesiące po Austrii, Finlandii i Szwecji, Norwegowie rozpoczęli na nowo negocjacje z krajami "dwunastki". Referendum z roku 1994 znów zakończyło się zwycięstwem przeciwników: 52,3 procent biorących udział w głosowaniu powiedziało "nie". Było to jednak zupełnie inne głosowanie niż to w roku 1972. W tym czasie bowiem zmieniło się dużo i w obrębie samych wspólnot, jak też w stosunkach gospodarczych Norwegii ze wspólnotami. Od roku 1984 EWG zaczęła budować "wspólny rynek", czyli jednolity obszar gospodarczy - najwyższą formę współpracy gospodarczej. Ostatecznie sprawę wspólnego rynku przypieczętował Jednolity Akt Europejski podpisany w roku 1987. Zaś w praktyce wspólny rynek zaczął działać od 1993 roku. Kraje EFTA w trakcie tak zwanego procesu luksemburskiego uzgadniały wejście ich gospodarek do wspólnego rynku. Ostatecznym efektem tych uzgodnień było powstanie Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EEA). W październiku 1992 roku parlament Norwegii (Storting) zdecydował o ratyfikacji traktatu o EEA. Ponieważ traktat cedował część procesów decyzyjnych z instytucji norweskich na ponadnarodowe, potrzebne było trzy czwarte głosów do jego przyjęcia. W praktyce było potrzebne 128 głosów. Za traktatem zagłosowało 130 posłów. 35 było przeciwko. Głosowanie w referendum 1994 roku w sprawie przystąpienia do wspólnot odbywało się więc w specyficznej sytuacji. Norwegia ekonomicznie właściwie już w nich była. Bowiem jedynymi obszarami, które nie zostały objęte wspólnym obszarem celnym było rolnictwo oraz rybołówstwo. Norwegowie od lat dopłacają swoim rolnikom do ich dochodów z budżetu państwa. Robią to jednak w taki sposób, by za wszelka cenę podtrzymywać przy życiu małe gospodarstwa. Nie płacą też "pod produkcję", jak czyni to Unia, czego efektem są tony zboża i BSE, a "pod ekologię", czyli za samo uprawianie ziemi czy hodowlę zwierząt. Jeśli zaś chodzi o rybołówstwo, to Norwegia nie zgodziła się na przyjęcie unijnej wspólnej polityki rybnej ze względu na niechęć do wpuszczania na swe łowiska kutrów z krajów Unii. Przyjęcie pozostałych reguł ekonomicznych Unii uruchomiło wielkie możliwości norweskiemu przemysłowi wydobywczemu. Unijny wspólny rynek energetyczny zaowocował tym, że ponad 70 procent eksportu Norwegii trafia na rynek EWG. A 46 procent tego eksportu to gaz i ropa. Tak zwany Fundusz Petrolowy, na którym przezorni Norwegowie zbierają pieniądze dla przyszłych pokoleń, bo przecież złoża się kiedyś skończą, wynosił na koniec 2001 roku 73,5 miliarda euro. Nic więc dziwnego, że w roku 1991 norweskie Ministerstwo Ropy i Energii w szerokim studium konkludowało, że unijne dyre Odpowiedz Link Zgłoś
robisc Miłosz Marczuk o EOG -dokończenie 27.04.03, 09:19 Nic więc dziwnego, że w roku 1991 norweskie Ministerstwo Ropy i Energii w szerokim studium konkludowało, że unijne dyrektywy i rozporządzenia tworzące wspólny rynek energii są zgodne z narodowym interesem tego kraju i rekomendowało pozytywne zakończenie rozmów o wstąpieniu do EEA. Ostatecznie wszystkie akty prawne dotyczące wspólnego rynku energii w sekcji gazowej i ropy znalazły się w traktacie o EEA. Wolny rynek przesyłu gazu i ropy był wielką szansą dla przemysłu wydobywczego Norwegii. Co zaś się tyczy sektora elektrycznego, to Norwegia była wzorem dla całej Unii w wypracowaniu liberalnego modelu rynku energii. Norweski prąd wytwarzany jest przez 337 kompanii wykorzystujących siły natury, czyli wodę i wiatr. Norwegia jeszcze przed powołaniem EEA miała wspólny rynek energetyczny ze Szwecją, była więc i tutaj dobrze przygotowana na konkurencję unijną. Model wejścia Norwegii do wspólnego rynku jest oczywiście kuszący dla Polski. Myślę, że po pewnym okresie trudności w negocjacjach z krajami EEA w końcu znaleźlibyśmy się w Europejskim Obszarze Gospodarczym. Pewne problemy napotkalibyśmy pewnie w obszarach przesądzających o swobodnym przepływie osób i kapitału. Pamiętamy bowiem długie targi o okres przejściowy w obszarze "swobodny przepływ osób", dotyczącym karencji dla naszych obywateli w dostępie do unijnego rynku pracy. Skoro tak trudno rozmawiało się o tym w pakiecie spraw, gdzie mogliśmy w czymś w zamian ustąpić, gdzie pewne zapisy wynikają wprost z Traktatu Rzymskiego o EWG, to można założyć, że takie rozmowy w ramach EEA byłyby jeszcze trudniejsze, podobnie jak o swobodnym przepływie kapitału. Ale w końcu zakończyłyby się po naszej myśli. Bo taki jest też interes Europy Zachodniej. Bez tych dwóch rzeczy pozostawałaby właściwie unia celna, czyli powielenie przypadku Turcji. Takiego scenariusza kraje EEA nie chciałyby powielić, bo mają duże interesy gospodarcze w naszym kraju. Za dużo ich obywateli męczy się teraz w Polsce z niedogodnościami związanymi z legalizacją pracy i pobytu w Polsce, oczekując z wytęsknieniem zakończenia tych mąk po wejściu Polski do Unii (są to czasem całe managementy dużych konsorcjów europejskich), by odrzucić wniosek Polski o przyjęcie do EEA. Podrożeje łosoś Zresztą Polska i pozostałe nowe kraje Unii teraz właśnie negocjują warunki wejścia do EEA, przed planowanym na połowę kwietnia podpisaniem traktatu akcesyjnego do Unii. Z formalnego punktu widzenia pod koniec marca będą już znane warunki naszego przystąpienia do tej struktury. Wraz z podpisaniem traktatu o członkostwie we wspólnotach europejskich, podpiszemy też traktat o EEA. Referendum zaś ma przesądzić jedynie o członkostwie we wspólnotach. Odrzucając więc to członkostwo, nie odrzucamy EEA. Co więcej, mamy już wynegocjonowane warunki naszego w nim uczestnictwa. Oczywiście na te warunki składałyby się również wyniki negocjacji z Unią, niemniej jednak bez rozdziałów "rolnictwo", "polityka strukturalna" oraz "budżet i finanse", czyli najbardziej zbiurokratyzowanych i najdroższych obszarów działania Unii. Byłoby to więc uczestnictwo we wspólnym rynku jedynie w obszarach, które sama Unia stara się liberalizować, urynkawiać i przygotowywać na konkurencję wymuszoną globalizacją. Jak już pisałem, traktat o EEA znosi wszelkie bariery w przepływie ludzi, towarów, usług i kapitałów między Unią a jego pozostałymi członkami, ale nie dotyczy to rybołówstwa i rolnictwa. Płacą za wolny rynek Podczas negocjacji pojawiły się oczywiście problemy. Unia bowiem chce przy okazji wyszarpnąć od Norwegii, Islandii i Liechtensteinu wyższy haracz za możliwość uczestnictwa w unijnym wspólnym rynku. W zamian za dostęp do rynku wspólnotowego Norwegia, Islandia i Liechtenstein płacą na pomoc finansową dla uboższych państw Unii 120 mln euro w latach 1998-2003. Unia chce teraz zwiększyć wpisowe, bo twierdzi, że musi nim objąć Polskę i innych nowych członków. Mówi się nawet o zwiększeniu tego funduszu do pół miliarda euro rocznie (wówczas 200-250 mln przypadłoby Polsce), ale Norwegia, Islandia i Liechtenstein nie chcą się na to zgodzić. Unia obchodzi właśnie dziesięciolecie działania wspólnego rynku. Przy tej okazji Komisja wyliczyła, że dodatkowe bogactwo związane z istnieniem od 1 stycznia 1993 r. wspólnego rynku i jego swobód oszacować należy na 877 mld euro, czyli ok. 5,7 tys. euro na jedno gospodarstwo domowe. Dzięki integracji rynkowej unijny eksport do krajów trzecich wzrósł z 415 mld euro w 1992 r. do 985 mld w 2002 r., a unijne inwestycje bezpośrednie poszybowały w górę z 18 mld do 206 mld euro. Według szacunków Brukseli, bez istnienia jednolitego rynku unijne PKB w 2002 r. byłoby o 1,8 pkt. niższe. Wspólny rynek wymusił obniżkę taryf telekomunikacyjnych o 40- 50 proc. i cen biletów lotniczych o 41 proc. Przedstawiając te wyliczenia, kraje "15" stosują nacisk na nieunijnych członków EEA, pokazując im, ile skorzystali na integracji gospodarczej. Polskie negocjacje dotyczą rozciągnięcia na nas umów łączących UE z pozostałymi państwami EEA w zakresie rolnictwa i rybołówstwa. Norwegia i Islandia byłyby skłonne zapłacić nieco więcej Brukseli, gdyby zachowały korzystne warunki dostępu dla swoich produktów rybnych do rynków Polski i innych nowych członków Unii. Problem polega na tym, że "Piętnastka" ogranicza dostęp do swojego rynku - i oczekuje tego od nowych członków - w odpowiedzi na restrykcje w dostępie jej rybaków do łowisk norweskich i islandzkich. Do tej pory, dzięki umowie z krajami EFTA, polskie firmy mogą sprowadzać ryby z Norwegii bez ograniczeń, po zerowej stawce celnej. Bez dostaw z tego kraju dość prężnie działające polskie przetwórnie - które sprowadzają z Norwegii prawie tyle ryb do obróbki (głównie śledzi i makreli), ile wyławiają polscy rybacy - mogą mieć kłopoty. Samych tylko łososi importujemy z Norwegii ok. 10 tys. ton rocznie. Kraje UE, a wśród nich zwłaszcza producenci tej ryby, jak Francja czy Wielka Brytania, bronią się cłami przed importem norweskiego łososia. Wchodząc do EEA i UE, Polska będzie musiała dostosować się do unijnego reżimu i wprowadzić cła. Wprawdzie zgodnie z regułami Światowej Organizacji Handlu dostaniemy bezcłowy kontyngent na import ryb z Norwegii w wysokości średniej importu z ostatnich kilku lat. Kontyngentem tym Polska będzie jednak musiała się podzielić z 24 pozostałymi członkami UE. Dlatego też Polska będzie starać się o zwiększenie potencjalnego kontyngentu o 20 proc. i skierowanie go głównie do Polski. Ale to na pewno się nie uda. Miłosz Marczuk Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Fritz Wykorzystanie funduszy dla UE a nie Polski IP: *.dsl.anhm01.pacbell.net 27.04.03, 19:53 Komisja napisala "Eksperci ISP stawiają dość poważny zarzut, iż przedstawiciele Komisji Europejskiej mieli większy wpływ na redakcję NPR niż środowiska polskie." I wedlug maja calkowicie racje: "Głównym celem NPR-u jest "rozwijanie gospodarki opartej na wiedzy i przedsiębiorczości". Faktycznie jednak blisko 60 proc. wszystkich wydatków jest skierowanych na rozwój podstawowej infrastruktury - na drogi i ochronę środowiska." ............... Szczegolnie, jezeli sie uwzgledni, ze Polska zawarla b. specjalna umowe, jezeli chodzi o ochrone srodowiska: mianowicie zobowiazal sie do uzywania "najlepszej istniejacej technologi". A to w tej chwili jest niemiecka technologia. Idiotyzm tego zapisu polega na tym, ze w Polskich warunkach ta technologia moze byc ev. o 5% gorsza, i w pomimo tego te olbrzymie pieniadze pojda na finansowanie miejsc pracy na zachodzie. Polskie firmy nie beda mialy cienia szansy na rozwiniecie wlasnych technologi. To jest po prostu kradziez gigantycznych pieniedzy w bialy dzien. Do tego dochodzi, ze z tych 11 mld euro, Polska wplaca 3 x 2.4 mld euro. " Wspieranie przedsiębiorczości dostanie jedynie kilkanaście proc., w tym - 9 proc. nowoczesne technologie. - Takie proporcje są złe - uważają autorzy. Inwestycje np. w drogi owszem, ułatwiają wykorzystanie całej puli funduszy strukturalnych, ale w ograniczonym stopniu przyczyniają się do rozwoju gospodarczego." ..... Slusznie, technologiczne miejsca pracy wogole nie powstana, natomiast powstana infrastruktura na przewoz towarow i sprzedazy zachodnich towarow w Polsce. To jest klasyczny model kolonialny, znany z dziesiatek ksiazek. ... Tym bardziej, że przetargi na inwestycje infrastrukturalne wygrywać będą firmy zachodnie. To kolejna, kontrowersyjna teza. Ta teza wcale nie jest kontrowersyjna, tylko jest po prostu explocit zapisana w ukladzie akcesyjnym w wypadku infrastruktry w zakresie ekologi. A to sa te drogie roboty. A co ciekawsze, polskie firmy budowlane w Niemczech sa systematycznie dyskryminowane, a rzad zamiast im pomoc, np. przy skierowaniu sprawy do sadu, po prostu milczy. Przystapienie do UE teraz, na tych warunkach jest po prostu ekonomicznym nonsensem. Moze experci poleca glosowanie na NIE? . forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=522&w=5808732&a=5809531 www1.gazeta.pl/gospodarka/1,33405,1447126.html Odpowiedz Link Zgłoś
robisc W uzupełnieniu mój post - dyskusja z Gerardem 27.04.03, 20:29 kto skorzysta Autor: Gość: robi IP: *.dialup.warszawa.pl Data: 29-01-2003 23:34 + dodaj do ulubionych wątków Gość portalu: gerkad napisał(a): > Witaj robi,mam tylko chwilę.Oczywiście ,że sie z Toba zgadzam w poruszonych > kwestiach - prywatyzacja ostatnich dwóch banków to było zapotrzebowanie > budzetowe.Co do ostatniego pytania mnie nie trzeba sie pytac tylko naszych > decydentów, oczywista,ze to ruszy niektore gospodarki ale nie naszą , jedyny > zysk to to ,ze ta infrastruktura ( czy to autostrady , oczyszczalnie > scieków,inne uzyteczności natury publicznej czy związane z ochrona srodowiska ) > zostanie tu u nas, natomiast na pewno nie zmnieszy w znaczącym stopniu > bezrobocia , bo to będzie proces długofalowy co najmniej kilka lub powyzej 10 > lat. Oczywiście, że jak już te autostrady powstaną, to będą nam służyć, a wczasie inwestycji niektóre branże odczują poprawę. Ale właściwie moje ostatnie pytanie szło w innym kierunku. Chodziło mi raczej, kto będzie realizował te inwestycje: polskie czy zagraniczne firmy? Otóż z moich obecnych doświadczeń wynika, że wiele przetargów drogowych współfinansowanych z funduszy PHARE czy ISPY jest wygrywanych pzrez firmy zagraniczne. Schemat ich działania jest następujący: liczy się cena, więc pzrygotowują ofertę z sufitu, aby tylko przetarg wygrać; po wygraniu, nie posiadając oczywiście własnego zaplecza do wykonania inwestycji (wyobraź sobie że to akurat nie jest atutem w przetargu) zlecają wykonawstwo za nędzne pieniądze polskim podwykonawcom, sami spijając śmietankę, nic w zasadzie nie robiąc. Co sie dzieje wówczs, kiedy okazuje się że za zaoferowaną cenę inwestycji nie da się wykonać? Podpisuje się aneks zwiększający środki na inwestycje, powody zawsze się znajdą. To nie jest jeszcze zjawisko na dużą skalę, bo też inwestycje są na tyle male, że warunki przetargowe są wstanie spełnic także polskie spółki (chociaż czy DROMEX albo SKANSKą można nazwać polską firmą?). Natomiast do nieporównanie większych kwotowo przetargów na budowę autostrad przystąpią europejskie tuzy w tej branży, z którymi polskie firmy nie mają szans konkurować, bo są po prostu za małe, będą więc występowąć jedynie w charakterze podwykonawców. A więc to co UE da na dofinansowanie inwestycji wroci do niej w znacznej części z powrotem w postaci podatków od firm, które zarobily na kontraktach w Polsce. I tym optymistycznym akcentem kończę na dzisiaj. Dobranoc Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: erik oak IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 30.04.03, 15:42 Wybacz wielki Kim, że pytam ale od dłuższego czasu nurtuje mnie pytanie jaki (chociaż jeden) byłby twój argument "za" gdyby: Leper podczas jakiejś blokady wpadłby pod ciągnik i wyzionął ducha był. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: robi Rafał Wójcikowski -Sojusz z USA alternatywą dla UE IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 01.05.03, 15:29 W polskiej polityce strategicznej zaczyna rysować się alternatywa dla akcesji z UE. Jest nią strategiczny sojusz polityczno-gospodarczy z USA i wejście Polski do NAFTA. Warto rozważyć taką alternatywę. Euro-zwolennikom przypominam, że to nie europejska integracja pomogła odbudować potęgę gospodarczą Niemiec i Francji po wojnie, lecz amerykański plan Marshalla Właśnie minęły nam święta wielkanocne, w zasadzie dosyć radośnie – jeżeli chodzi o gospodarkę. Amerykanie zafundowali nam prawdziwy świąteczny prezent (częściowo tylko za nasze pieniądze) w postaci szerokiej oferty offsetowej. I wcale nie trzeba było szukać tego prezentu w ogrodzie. Okazuje się, że bycie sojusznikiem USA w dzisiejszych czasach jest dla nas najlepszym interesem ekonomicznym. Po raz pierwszy jesteśmy sojusznikiem zwycięzcy i nie minął miesiąc – a już podpisujemy umowy, w wyniku których napłyną do Polski miliardy dolarów. Ostatnie szacunki mówią już o 12 mld USD, inwestycjach technologicznych i umorzeniach kredytów. Ciągle aktualna pozostaje sprawa amerykańskich baz w Polsce. W tym samym czasie z niezwykłym trudem negocjacji ustaleń i targów po wielu, wielu latach podpisujemy jakże kontrowersyjny traktat akcesyjny z UE. Oczywiście rozmaici eksperci przekonują nas o ekonomicznych korzyściach wynikających z akcesji. Wątpliwości mają jednak rolnicy, górnicy, hutnicy, coraz większe także podatnicy – którym z okazji akcesji szykowana jest największa w dziejach III Rzeczpospolitej podwyżka podatków. Te targi o procenty, kwoty, limity, okresy ochronne, normy, udziały własne – powodują dosyć niejasny obraz opłacalności ekonomicznej integracji nawet dla dość racjonalnie myślących obywateli. Propaganda pro-europejska wprowadza przy tym szarego obywatela w niejasności wmawiając mu, że akcesja do UE równa się traktatowi z Schengen i unii monetarnej, a przecież tak nie jest. Ostatnie sondaże badań OBW wieszczą wręcz klęskę akcesji (51% przeciw – 49% za), co pomijane jest milczeniem, a przecież po spektakularnej klęsce rządu i SLD w sondażach należało się tego spodziewać. Niepokojące jest również wystąpienie Romana Prodi w „La Republice”, który krytykuje nas za kupno amerykańskich myśliwców. Jesteśmy niepoprawni – powinniśmy kupować latające staruchy z UE. Pamiętacie państwo podobne w tonie wystąpienie prezydenta Francji? To nie jest przypadek, że jeszcze nie weszliśmy do UE, a już usiłują ustawić do pionu resztki naszej europejskiej „niepoprawności” politycznej. Skoro akcesja z UE jest tak kontrowersyjna politycznie i ekonomicznie, rodzi się w wielkich bólach, radykalizuje sfrustrowane, narastającym kryzysem społeczeństwo, a z drugiej strony sojusz z USA kosztujący niewiele, a dający już teraz wielkie wymierne korzyści finansowe, to może zmienić orientację polityczną i ekonomiczną. Przypomina mi się stare przysłowie, które dla potrzeb niniejszego tekstu sparafrazuję: „Jak USA obiecuje, że da, to da, a jak Europa obiecuje, że da, to obiecuje”. Już dzisiaj rachunek ekonomiczny i polityczny jednoznacznie wskazuje na konieczność zmiany opcji. W przeciwnym przypadku nastroje społeczne sięgną bruku i większość w jesiennych wyborach (a chyba nikt już nie ma wątpliwości że wybory nastąpią jesienią) władzę przejmie Samoobrona. I już jej nie odda pokojowo. Szansę na akcesję nie są tak znaczące jak się wydaje. Czesi są jeszcze bardziej sceptyczni niż my, w obliczu większego kryzysu coraz wyraźniej rysuje się rozłam w UE na blok centralny (Niemcy, Francja, Belgia) oraz pro-amerykański (Wielka Brytania, Hiszpania, Holandia). Podsumowując – w polskiej polityce strategicznej zaczyna rysować się alternatywa dla akcesji z UE. Jest nią strategiczny sojusz polityczno- gospodarczy z USA i wejście do NAFTA. Warto rozważyć taką alternatywę. Euro- zwolennikom przypominam, że to nie europejska integracja pomogła odbudować potęgę gospodarczą Niemiec i Francji po wojnie, lecz amerykański plan Marshalla. Być może warto wrócić do dobrych wzorców, a integrować się z UE już po naprawie gospodarki, na zupełnie innych warunkach przetargowych. Argumenty geograficzne są już chyba nieaktualne – Australia i Nowa Zelandia ma wszędzie daleko, ich związki z Wielką Brytanią są wręcz historyczne, a jednak współpracują przede wszystkim z USA, co wychodzi im jednoznacznie na zdrowie. Nie sądzę też, że grozi nam zamknięcie granic i izolacjonizm z UE, gdybyśmy zagłosowali na NIE. Przecież chronią nas ustalenia WTO, OECD, nie sądzę też że UE odważy się na konflikt z sojusznikiem USA. Czy słyszeli państwo o wojnie gospodarczej UE z Nową Zelandią albo Kanadą, albo z Izraelem? Rafał Wójcikowski Sojusz z USA alternatywą dla UE? cz. 2 część 1/3 Mój ostatni artykuł, w którym przedstawiłem, realną moim zdaniem, alternatywę wobec akcesji z UE w postaci sojuszu polityczno – gospodarczego z USA i krajami NAFTA, wywołał spory szum na naszym portalu. Głosy były różne, od krańcowego potępienia ze strony UE-fanatyków, po pomruki zadowolenia od proamerykanskich ultraliberałów spod znaku partii republikańskiej. Postanowiłem więc jeszcze raz nawiązać do przedstawionej tydzień temu alternatywy dla Polski. Jeszcze raz chcę podkreślić, że stawiam jedynie do dyspozycji Państwa potencjalną alternatywę, proszę nie odbierać mojego głosu jako potępiającego w czambuł związki z UE. Wręcz przeciwnie – jestem zwolennikiem stowarzyszenia Polski z UE oraz jej wejścia w strukturę układu Schengen. Nie bardzo jednak widzę korzyści z samej akcesji politycznej, z unijnych norm i dyspozycji w zakresie podatków i ceł (zwłaszcza VAT i akcyza), a już w ogóle nie przekonuje mnie wspólna polityka rolna i system centralnych funduszy. Wspólna polityka rolna jest anty-rynkowa, wcześniej czy później musi doprowadzić do drożyzny i niskiej efektywności produkcji. System dopłat i limitów czyni rolnictwo nie elastycznym, nie odpornym na zjawiska losowe, rolnik staje się biurokratą i jego kwalifikacje nie koncentrują się na sprawach rolniczych lecz urzędniczych. Polityka funduszy europejskich, jest sprzeczna z zasadą efektywnej rynkowej alokacji kapitału. Pieniądze powinny zgodnie z tą zasadą płynąć swobodnie tam, gdzie będą najefektywniej inwestowane. Tymczasem w UE płyną tam, gdzie zarządzi urzędnik – np. do rolnictwa. W rezultacie ogromne środki inwestycyjne wydawane są nieefektywnie i spada tempo wzrostu gospodarczego, gdyż brakuje pieniędzy tam gdzie ich - z punktu widzenia rynku - potrzeba. W ten sposób można wpompować w byłą NRD drugie 600 mld EUR, a i tak kraj ten nie rozwinie się nawet kawałek. Podobnie będzie w Polsce – nam nie są potrzebne inwestycje w ekologię, rolnictwo, hutnictwo, czy nawet infrastrukturę. Nam potrzebne są inwestycję ... no właśnie, jakie – zdaje się, że powinien określić to rynek? UE to strefa wysokich podatków. I chociaż niektóre państwa usiłują tylnymi drzwiami ominąć europejskie normy w tym zakresie, to jednak mają wysoki VAT, cła, podatki dochodowe PIT i CIT. Wyjątkami w zakresie CIT są Irlandia oraz już niedługo Hiszpania. Chyba nie muszę przekonywać, że akcesja do UE oznacza wzrost podatków, wystarczy poobserwować obecne dyskusje na budżetem roku 2004. Polegają one prawie wyłącznie na szukaniu odpowiedzi na pytanie – skąd wziąć więcej pieniędzy. Gwarantuję państwu, że w 2005 roku problem ten jeszcze pogłębi się zamiast zmaleć. Znów czeka nas wzrost podatków. O skutkach wysokiego VAT i akcyzy nie chce mi się nawet pisać. Już teraz stacje benzynowe przypominają bardziej ekspozytury skarbówki ds. poboru podatków pośrednich niż punkty sprzedaży paliw. Tak samo zresztą jak sklepy monopolowe (sama nazwa!). Jako jedyne państwo w UE wchodzimy do niej z akcyzą na samochody, nie wiem jak z prądem – a Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: robi Rafał Wójcikowski -dokończenie IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 01.05.03, 15:32 O skutkach wysokiego VAT i akcyzy nie chce mi się nawet pisać. Już teraz stacje benzynowe przypominają bardziej ekspozytury skarbówki ds. poboru podatków pośrednich niż punkty sprzedaży paliw. Tak samo zresztą jak sklepy monopolowe (sama nazwa!). Jako jedyne państwo w UE wchodzimy do niej z akcyzą na samochody, nie wiem jak z prądem – ale chyba też. PKB w 1994 roku (w mld USD) PKB w 2002 roku (w mld USD) wzrost w % UE 7447,5 8132,7 +9,2% USA 6259,9 9780,8 +56,2% NAFTA 7206,9 11012,6 +52,8% Polska 92,5 163,6 +76,9% Chiny 630,2 1131,2 +79,5% Indie 278,7 477,4 +71,3 % Irlandia 52,1 87,7 +68,3% Niemcy 2075,5 1939,6 -6,5% Francja 1355,0 1380,7 +1,9% Wlk. Brytania 1017,3 1476,8 +45,2% Jak UE się rozwija w ostatnich latach każdy widzi, ale nie ma to jak liczby (których to tak domagali się UE-fanatycy po poprzednim artykule). Oto one. W 1994 roku (wybrałem ten rok z uwagi na fakt, iż w tym roku PKB NAFTA i UE były porównywalne). PKB UE był wyższy od PKB USA. W ciągu ośmiu lat PKB USA przyrastało 6 razy szybciej. Zapewne to przypadek. Także NAFTA zdystansowało UE pod względem rozwoju gospodarczego, chociaż w roku 1994 ich PKB były porównywalne. Polska rozwijała się bez pomocy UE w tempie ponad 8 razy szybszym od tempa UE. Czy to możliwe? Ba, rozwijaliśmy się szybciej niż europejski tygrys i wzór do naśladowania – Irlandia. Niestety, odkąd zaczęliśmy przyjmować europejskie normy, przepisy, podatki, a w konstytucji przyjęliśmy potworka pod nazwą społeczna gospodarka rynkowa – mamy to co mamy – wzrost spadł do zera, by po heroicznym zrywie przyśpieszyć do dwóch procent. Dwie największe potęgi UE – Niemcy i Francja zaprezentowały godny własnej polityki wzrost – tzn. Niemcy się cofnęły, a Francja odnotowała wzrost w granicach błędu statystycznego. Gdyby nie jedyny (z tych dużych) proamerykański członek UE – Wielka Brytania, to UE stałaby w miejscu. De facto bowiem, to co zyskują kraje małe UE – tracą duże molochy. Efekt końcowy jest zerowy. Tymczasem poza UE świat się rozwijał, pomijam kryzys w Azji i Ameryce Płd., ale nawet tam w większości krajów PKB wzrastało szybciej. Sztandarowymi przykładami są Chiny i Indie, które zaprzeczają argumentom, że tylko mały może szybko się rozwijać. Poniżej porównajmy obecny poziom życia obywateli mierzony PKB per capita. PKB 2002 per capita (w tys. USD na osobę) UE 21,5 USA 33,5 Kanada 21,5 Meksyk 5,4 Polska 4,2 Szwajcaria 37,6 Norwegia 35,3 Dania 30,4 Portugalia 10,5 NAFTA 25,9 Jak widać poziom życia w USA jest o 50% wyższy niż w UE. Kraje w Europie o najwyższym poziomie życia – Szwajcaria i Norwegia, jakoś przypadkowo do UE nie należą, mają za to specjalne umowy związane ze strefą Schengen. Kanada dogoniła swoim poziomem życia średnią UE. Najzamożniejszy kraj UE – Dania ma o 10% niższą stopę życiową niż USA. W tym miejscu uprzedzę ewentualne uwagi – nie brałem pod uwagę małych państw – stąd brak w zestawieniu: - Luxemburga po stronie UE; - Puerto Rico po stronie NAFTA; - Islandii po stronie państw europejskich nie należących do UE. Podsumowując tą część artykułu. To nieprawda, że UE jest jedyną szansą na rozwój, szansą nań jest rozwój gospodarczy oparty na liberalnej polityce podatkowej i gospodarczej. I chyba lepiej łączyć się z silnymi, sprawnymi i dynamicznymi – niż rachitycznymi, starzejącymi się i kulejącymi. Rafał Wójcikowski www.money.pl/gospodarka/felietony/40151/1/ www.money.pl/gospodarka/felietony/40494/1/ Odpowiedz Link Zgłoś
robisc Każda interpretacja niekorzystna 01.05.03, 16:42 O to chodziło!!! Autor: Gość: robi IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl Data: 15-02-2003 22:27 + dodaj do ulubionych wątków Dzięki klip. Nie wiem jak mogłem przeoczyć ten artykuł, ale jest świetny. Po pierwsze daje odpowiedź na moje pytanie odnośnie jurysdykcji jakiej się Polska poddaje przystępując do UE, a po drugie znajduje się tam fragment doskonale nwiązujący do tematu przewodniego tego wątku. Jest tak dobry, że aż go zacytuję: "Złożoność na własnej skórze Złożoność unijnych zapisów Polska poznaje na własnej skórze, w miarę jak posuwają się prace nad spisaniem ostatecznej wersji traktu akcesyjnego. Wersja angielska dokumentu, która będzie podstawą do dokonania 19 kolejnych przekładów (po angielsku były prowadzone rokowania członkowskie) ma być gotowa w pierwszych dniach lutego. To już ostatni dzwonek, aby Parlament Europejski mógł zatwierdzić dokument 9 kwietnia, a zebrani u stóp ateńskiego Akropolu przywódcy "25" podpisali go, rozpoczynając procedurę ratyfikacji w parlamentach swoich państw. Okazało się jednak, że to co w poszczególnych rozdziałach było dla polskich negocjatorów jasne, w chwili zakończenia rokowań jest zupełnie inaczej rozumiane w Brukseli. Co gorsza, zapisany język prawniczy daje przewagę Unii, która w przeciwieństwie do naszych ekspertów, od lat jest obyta z najtrudniejszymi bojami negocjacyjnymi. Wątpliwości dotyczą najważniejszych dla Polski ustaleń: poziomu dopłat bezpośrednich dla rolników, zasad dostosowania specjalnych stref ekonomicznych do unijnych zasad pomocy państwa, sprzedaży ziemi rolnej unijnym farmerom, utrzymania preferencyjnej stawki VAT na żywność, limitów produkcji mleka. Każda interpretacja niekorzystna Dosłownie w każdym przypadku interpretacja ekspertów Komisji Europejskiej jest dla Polski niekorzystna, choć nasz kraj już za nieco ponad rok będzie częścią wspólnoty, a powołaniem KE stanie się obrona także naszych interesów. Wymóg wypłacenia zasadniczej części dopłat bezpośrednich dla rolników wg skomplikowanego Systemu Zarządzania i Kontroli IACS oznacza, że około połowy rolników nie otrzyma więcej niż 25 procent unijnego poziomu wsparcia. To może niekorzystnie wpłynąć na wyniki referendum europejskiego w Polsce. Jednak Bruksela musi zagwarantować, że produkty, które nie są dotowane w krajach "15", nie otrzymają pomocy także w Polsce. To mogłoby zagrozić unijnym farmerom. Podobnie KE nie chce sprzeciwić się inwestorom unijnym obecnym w specjalnych strefach ekonomicznych, choć paradoksalnie to unijne regulacje pozbawią ich niektórych ulg fiskalnych. Dlatego Bruksela nie zamierza dołączyć do traktatu deklaracji precyzującej, że regulacje obowiązujące w SSE przed przystąpieniem Polski do UE nie były sprzeczne z zobowiązaniami podjętymi przez nasz kraj wobec Unii. Otwiera to drogę dla poszkodowanych koncernów do wystąpienia przed międzynarodowymi sądami arbitrażowymi przeciwko polskim władzom." arch.rzeczpospolita.pl/a/rz/2003/02/20030203/200302030013.html?k=on;t=2002011620030215 Odpowiedz Link Zgłoś
robisc KE prognozuje w tym roku 20% bezrobocie w Polsce 01.05.03, 16:54 KE prognozuje w tym roku 20% bezrobocie w Polsce Autor: Gość: robi IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl Data: 09-04-2003 23:11 + dodaj do ulubionych wątków Eh... ta niedobra Komisja Euorpejska. Czy tam nie wiedzą, że Polakom nie wolno mówić takich rzeczy? A jak uwierzą? To co wtedy - cały wielki wysiłek propagandowy pójdzie na marne. Matoły. "Wicepremier i minister finansów Grzegorz Kołodko powiedział w "Sygnałach Dnia" na antenie Pierwszego Programu Polskiego Radia, że oceny Komisji Europejskiej, według których bezrobocie w Polsce wyniesie pod koniec roku aż 20 procent, są błędne. "Komisja Europejska się myli. Wstydziliby się formułować tak nieprofesjonalne prognozy" - stwierdził wicepremier. Grzegorz Kołodko uważa, że bezrobocie pod koniec tego roku będzie niższe niż obecnie. Wicepremier podkreślił, że poziom bezrobocia już teraz spada i taka tendencja - jego zdaniem - powinna utrzymać się do końca roku. Minister Finansów uważa, że Komisja Europejska myli się również w swoich ocenach tempa wzrostu gospodadrczego w Polsce. Komisja twierdzi, że wyniesie on w tym roku 2 i pół procent. " Całość tu: http:/www.bankier.pl/wiadomosci/article.html?article_id=696614 riposta Brukseli Autor: Gość: robi IP: *.dialup.warszawa.pl Data: 10-04-2003 19:04 + dodaj do ulubionych wątków Zdaje się,że Kołodce mało wrogów w kraju. Terez jest "głupcem" nawet w oczach brukselskich eurokratów. "Kto się upiera przy swoich prognozach, jest głupcem" - powiedział gazecie zastrzegający sobie anonimowość wysoki rangą urzędnik związany z procesem integracji z Unią. - "Prognozy są tylko prognozami i nie należy ich traktować jako pewnik" - dodał rozmówca "PB". http:/euro.pap.com.pl/cgi-bin/europap.pl?grupa=1&dzien=0&ID=42910 dziejas 10-04-2003 19:11 odpowiedz na list odpowiedz cytując biedny kolodko. zapomnial, ze co roku o tej porze bezrobocie spada. az do czerwca. a pozniej znowu w gore. wzrost bezrobocia powodowany jest najpierw pojawieniem sie nowych ludzi na rynku pracy (absolwenci), a pozniej spadkiem zatrudnienia w "budowlance", ze wzgledu na zawieszanie czesci robot na zime. Bardzo trafna uwaga robisc 10-04-2003 21:27 odpowiedz na list odpowiedz cytując Sytacja branży budowlanej jest tragiczna. Dla instytucji finansowych to "zadżumiona" branża, a jescze dwa lata temu banki prześcigały się w ofertach kredytowania. W ciągu niespełna 2 lat rząd Millera zarżnął "motor" gospodarki. "Polska/ Niepewna przyszłość polskich firm budowlanych 10.04.2003 Warszawa (PAP) - W tym roku może zbankrutować kilka dużych firm budowlanych, poza tym polski sektor budowlany nie jest dobrze przygotowany do uczestnictwa w jednolitym rynku europejskim - uważają eksperci, przedstawiciele władz i przedsiębiorcy budowlani. (...) W ciągu ostatnich dwóch lat spadek produkcji budowlano-montażowej wyniósł 20 proc., w tym czasie zlikwidowano 200 tys. miejsc pracy w tej branży." reszta tu: http:/euro.pap.com.pl/cgi-bin/europap.pl?grupa=1&dzien=0&ID=42932 Odpowiedz Link Zgłoś
robisc Nadchodzi Królestwo Urzędników 01.05.03, 16:59 Nadchodzi Królestwo Urzędników Autor: Gość: robi IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl Data: 27-01-2003 23:20 + dodaj do ulubionych wątków Jak zwykle w Rzepie znalazłem ciekawy artykuł. Fragment zacytuję: "...Nie budzi natomiast rozterek dotychczasowy rozwój kadrowy ARiMR. W 1994 r., kiedy Agencja rozpoczynała swoją działalność, zatrudniała 16 osób. W 1999 roku pracowało tu około 200 osób, w końcu roku 2001 liczba zatrudnionych zwiększyła się do 650 osób, a w końcu ub.r. już do 3150 osób. Agencja, która jeszcze w 1999 r. na rozwój rolnictwa i obszarów wiejskich przeznaczała 70 proc. swoich środków, w tym roku przeznaczy ich na ten cel tylko 36 proc. Reszta skierowana zostanie na dalszy rozwój kadr (docelowo ARiMR ma zatrudniać około 5,5 tys. osób) oraz na przygotowanie się do pełnienia funkcji agencji płatniczej (po wejściu Polski do UE)." Cały artyku dostępny pod linkiem. www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_030127/ekonomia/ekonomia_a_2.html Treść nie wymaga większego komentarza, bo jest wystarczająco wymowna. A to tylko jedna agencja. JA NIE CHCĘ UTRZYMYWAĆ TAKIEJ ARMII URZĘDNIKÓW!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
sportowa29 Re: Nadchodzi Królestwo Urzędników 01.05.03, 21:29 Zajmujecie sie panstwo roznymi impoderabiliami, które nie mogą ważyc przy podejmowaniu decyzji o przyłączeniu sie do Unii. Większość tych spraw zależy od nas samych, a nie od urzędników unijnych z Brukseli (poza Polakami). Nawet sformułowania naszych zobowiązań, to też może być nasz sukces lub błąd. Takich mamy własnych reprezentantów, jakich wybraliśmy spośród sobie podobnych. Realizacja zmian w gospodarce i innych dziedzinach naszego życia należeć będzie do nas i co sobie spieprzymy, to będzie spieprzone. Faktem jest, że nie bardzo do tej Unii pasujemy. Jak wiadomo "Polska nierządem stoi" a Unia wymaga porządku i praworządności. Logicznie więc, gdy nierządu zabraknie, Polska się wywróci. Jeżeli zostaną wprowadzone szczegółowe procedury działania urzędów, to co się uda załatwić przez szwagra lub brata? Małe grupy lokalnych związków rodzinno-biznesowych poczują się zagrożone. Nie będą miały żadnych przywilejów. A nasze sądy? Jak nawet nie będzie można zgubić dokumentów? To jak sobie posądzić swobodnie? A lekarze? Co zrobią jak wszyscy pacjenci będą musieli być jednakowo traktowani? A nasi rolnicy? Jak się oduczyć rzucania petów dookoła siebie, nawozić ziemię własnym kałem i cedzić mleko przez pieluchy? Podobno na naszej wsi nadmierna czystość szkodzi. Jak rolnik zwalczy w sobie pokusę sprzedania ziemi cudzoziemcowi, który zapłaci dobrze gotówką? Jak się skończą pieniądze, będzie żałował i powie, że obcy kupił od niego podstępnie, więc powinien oddać. To czym żyjemy od tylu lat, z czego jesteśmy dumni i co nam daje satysfakcję, stracimy w tej Unii. Nie chcemy do Unii. A może sprobowalibyśmy dać tym z Brukseli łapówkę, żeby nas nie wzięli. Jak wezmą łapówkę, to przyłączmy się do Unii, bo i tam uda nam się po naszemu niejedno załatwić, a jak będą nieprzekupni, to się tam nie pchajmy. Mamy prawo do odrębności narodowej. I pamiętajmy, że od wieków Polska nierządem stoi. I oby stała jak najdłużej. Odpowiedz Link Zgłoś
robisc UE to żadne lekarstwo na nasze przypadłości 01.05.03, 22:51 Lubię ironię i doceniam Twój głos. Niestety UE nie wykorzeni żadnej z Polskich wad. Przynajmniej nie za mojego życia, a ja chciałbym jeszcze trochę z tego, tak wspaniałomyślnie mi darowanego życia, mieć coś dla siebie. Ponadto nie mam żadnej gwarancji, że moje wyrzeczenia przyniosą poprawę życia mojemu synowi. Tak naprawdę to chciałby sam zadbać o jego przyszłość, zamiast liczyć na państwo. Wystarczy, żeby nie zabierało mi moich dochodów, coraz bardziej i bardziej łapczywie. Bez opamiętania. Bo są niby szczytne cele, dla których musze się poświęcić. Sam jestem gorącym zwolennikiem tych wszystkich zmian, które muszą nastąpić, ale nie wierzę że w UE nam się to uda, bo sama UE to obecnie twór schyłkowy i przegrywający w globalistycznej gospodarce, Dlatego jeżeli już mamy robić rewolucje w tym kraju, to róbmy ją na lepszych wzorcach. Jeżeli się nie da z USA, to przystąpmy w końcu do tej Unii. Czemu nie? Tylko zróbmy to w momencie, kiedy będziemy mieli pewność, że wyjdzie nam to na dobre. Niestety na obecnych warunkach akcesji, przy obecnym stanie gospodarki i finansów publicznych, wchodzenie do UE to samobójstwo ekonomiczne. Utrata ekonomicznej suwerenności. Gówno mnie obchodzą obawy LPR-owców o ziemię, tradycje itp. Ja zbyt dużo wiem, żeby podać się tej niesamowitej propagandzie prounijnej, która zewsząd nas otacza. Pewnie gdybym był sam to bym zwątpił w swą wiedze, umiejętność wyciągania wniosków doświadczenie zawodowe. Ale nie jestem sam. Wielu mądrzejszych ode mnie ludzi też widzi katastrofę, która nas czeka, jeżeli teraz zrobimy ten nierozważny krok. Dlatego założyłem ten wątek, którego popularność przeszła już dawno moje oczekiwania. To jest moja opinia nt. akcesji. Ale szanuję ludzi, którzy mają odmienne zdanie, szczególnie wówczas, kiedy sensownie i inteligentnie, potrafią je uzasadnić. Pozdrawiam robi Odpowiedz Link Zgłoś
robisc W uzupełnieniu - tym razem o UKIE 02.05.03, 13:46 UKIE: 22 mln zł na tłumaczenia, a przedsiębiorcy nie znają programów Za ekspertyzy, tłumaczenia, druk materiałów reklamowych i wynajem budynku Urząd Komitetu Integracji Europejskiej zapłacił w zeszłym roku 22 mln zł. Łączny budżet UKIE z wynagrodzeniami dla prawie 400 urzędników wyniósł w 2002 r. 78 mln zł. Tymczasem przedsiębiorcy, ankietowani przez PARKIET, gubią się w programach pomocowych. Dla polskich firm najważniejsze znaczenie ma Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości, która zajmuje się rozdzielaniem unijnych dotacji. Koszt jej utrzymania w 2002 roku sięgnął 23 mln zł. - Agencja w bieżącym roku będzie dysponowała funduszami pochodzącymi zarówno z Unii Europejskiej, jak i z krajowego budżetu w wysokości 652 mln zł. Większość tych środków - 410 mln zł, pochodzi z programu PHARE - mówi Bogusław Grabowski z PARP. Polscy przedsiębiorcy nie muszą się kontaktować bezpośrednio z PARP. Formularze wniosków o dotacje i pomoc w ich wypełnieniu mogą uzyskać w jednej z 16, działających na terenie Polski, Regionalnych Instytucji Finansujących. PARKIET wspólnie z Polską Konfederacją Pracodawców Prywatnych i Business Centre Club opracował ankietę, która trafiła do około 5 tysięcy firm. Chcieliśmy dowiedzieć się, czy dociera do nich pomoc unijna. Odpowiedzi ankietowanych firm wskazują, że wiele z nich jest przerażonych biurokracją, towarzyszącą przyznawanym dotacjom. Poza tym przedsiębiorcy nie wiedzą, od kogo, na jakich zasadach i ile mogą otrzymać. Ewa Bałdyga www.bankier.pl/wiadomosci/article.html?article_id=669275&pub_id=5 Odpowiedz Link Zgłoś
robisc Ewa Bałdyga - o prawdziwych kosztach akcesji 02.05.03, 13:48 Przystąpienie Polski do UE będzie kosztowało nie 31, ale 72 miliardy zł 72 mld zł sięgną wydatki Polski w latach 2004-2006 w związku z przystąpieniem do Unii Europejskiej - wynika z Programu Naprawy Finansów Rzeczypospolitej. Minister finansów Grzegorz Kołodko informował wcześniej, że będzie to 31 mln zł. Skąd się wzięła ta rozbieżność? W Programie Naprawy Finansów Rzeczypospolitej, przedstawionym tydzień temu przez Ministerstwo Finansów, wyszczególniono, ile pieniędzy będzie musiał wydać nasz kraj w związku z wejściem do Unii Europejskiej. Aby skorzystać ze środków unijnych, które będą do naszej dyspozycji po wejściu do UE, potrzeba nam w latach 2004-2006 aż 41 mld zł. 22,5 mld zł wyłoży budżet państwa, 13,8 mld zł - samorządy, a 4,5 mld zł - inne instytucje. Te kwoty zostaną w większości przeznaczone na dofinansowanie różnego rodzaju inwestycji. Do tego dochodzi jeszcze 31 mld zł składek członkowskich, które Polska będzie musiała wpłacić do kasy UE oraz kas instytucji unijnych. Po zsumowaniu otrzymujemy kwotę 72 mld zł. Analitycy, z którymi rozmawialiśmy, potwierdzili wielkość wyliczonych przez PARKIET kwot, które Polska będzie musiała zgromadzić w związku z przystąpieniem do UE. Łącznie więc w najbliższych trzech latach tylko w budżecie państwa trzeba będzie znale�ć prawie 54 mld zł - po ok. 18 mld zł rocznie - na wydatki związane z Unią Europejską. Tymczasem minister finansów Grzegorz Kołodko twierdził wcześniej, że aby otrzymać 62 mld zł unijnych dotacji, musimy wnieść 31 mld zł wkładu własnego. Prosiliśmy resort finansów o wytłumaczenie różnicy. Jarosław Skowroński, rzecznik MF, nie potrafił tego wytłumaczyć. - Proszę dokładnie przeczytać Program Naprawy Finansów, który wkrótce zaprezentujemy na stronach internetowych Ministerstwa Finansów - stwierdził. Rzeczywiście, wczoraj po południu opublikowano rozszerzoną prezentację Programu. Niestety, niczego nie wyjaśniła. Problemy z wytłumaczeniem 41 mld zł różnicy ma również Urząd Komitetu Integracji Europejskiej. - Nie mamy tak szczegółowych wyliczeń - powiedziała PARKIETOWI Ewa Haczyk, rzecznik prasowy UKIE. Podkreśliła, że Program Naprawy Finansów będzie jeszcze konsultowany. Dyskusje nad nim będą odbywały się w ministerialnym gronie. - Może on zostać jeszcze znacząco zmodyfikowany - stwierdziła E. Haczyk. Na dodatek, nie wiadomo, czy owe 72 mld zł to całość środków, jakie będziemy musieli wydać w związku z przystąpieniem do Unii Europejskiej. Do tej pory nie wiadomo bowiem, ile pieniędzy budżet wyda na bezpośrednie dopłaty do rolnictwa. Minister Kołodko planował przeznaczyć na ten cel 1,5 mld zł rocznie, tymczasem PSL domaga się co najmniej 2 mld zł. Jeśli wyliczenia resortu finansów są prawdziwe, to oznacza, że na wykorzystanie 62 mld zł potrzeba nam łącznie 72 mld zł. Część z tego - owe 41 mld zł - zostanie w kraju, o ile się uda je zgromadzić. Ewa Bałdyga www.bankier.pl/wiadomosci/article.html?article_id=680557 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: robi Carl Beddermann - Unia bez tajemnic IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 03.05.03, 22:58 Artykuł jest długi, więc zacytuję tylko niewielki fragment. Warto jednak przeczytać całość. www.antyk.org.pl/ojczyzna/unia/beddermann.htm "Stracone pieniadze Zakonczmy teraz ten bilans. Zobaczmy, jak wygladaja wplywy w rachunku przystapienia Polski do Unii, ktore maja skompensowac wydatki wynoszace 5 miliardow euro rocznie. Za podstawe tych obliczen sluzyc maja roczne liczby przecietne w latach 2004- 2006. Najpierw tzw. sztywne sumy, ktore nie potrzebuja lub prawie nie potrzebuja dofinansowania ze strony polskiej, bo nie opieraja sie na funduszach. Sa to: doplaty bezposrednie dla rolnictwa - 0,60 mld euro rynkowa polityka rolna - 0,33 mld euro resorty polityki wewnetrznej - 0,35 mld euro zarzadzanie - 0,28 mld euro razem - 1,56 mld euro. Ta suma 1,5 miliarda euro rocznie dla Polski jest mniej wiecej pewna. Reszta, jak mowilem, stoi pod znakiem zapytania, bo opiera sie na funduszach. Sa to: fundusze na te dwa lub trzy przedsiewziecia strukturalno-polityczne - 3,80 mld euro fundusz rolniczy na rozwoj terenow wiejskich - 0,83 mld euro, razem - 4,63 mld euro. Te 4,5 mld euro ma byc wielkim prezentem Zachodu dla Polski, nowym planem Marshalla. Wszyscy euroentuzjasci wiwatuja: patrzcie, prawie 5 mld euro rocznie dla Polski! Ale podobnie jak w przedakcesyjnym funduszu SAPARD cyfry te znajduja sie tylko na papierze. Unia sama uwaza, ze w pierwszych latach tylko 10 proc., w najlepszym przypadku 20 proc., z tych 4,6 mld euro dotrze do Polski. Bedzie to skutkiem, zdaniem Unii, braku mozliwosci dofinansowywania i braku mozliwosci wypelnienia skomplikowanych procedur administracyjnych. To znaczy zamiast 4,6 mld euro rocznie Polska ma dostac tylko pol miliarda, w najlepszym przypadku 0,9 mld euro. Przy tym ogromna czesc tych pieniedzy poplynie do kieszeni obcego kapitalu w Polsce, bo tylko on jest w stanie dofinansowac fundusze. Ale nawet jesli nie wezmiemy pod uwage tego szokujacego i skandalicznego faktu, bilans koncowy po przystapieniu Polski do Unii wyglada nastepujaco: roczne wydatki - 5 mld euro wplywy - 2-2,5 mld euro. To oznacza, ze do kazdego euro, ktore poplynie z Brukseli do Polski, Polska musi przedtem wylozyc prawie 2 euro na stol brukselski w formie skladek czlonkowskich i odprowadzonych cel zewnetrznych oraz dodatkowo jeszcze 75 centow na budowe instytucji sluzacych realizacji wymogow unijnych." Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: robi Carl Beddermann- Skorzystają jedynie urzędnicy IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 03.05.03, 23:02 SKORZYSTAJĄ JEDYNIE URZĘDNICY! Carl Beddermann w zeszłym roku został powołany na stanowisko eksperta unijnego jako doradca do spraw integracji z Unią Europejską w Polsce. Jego zadaniem miała być pomoc władzom polskim we wdrażaniu unijnego(niemiecki ego) projektu "Twinning Projekt", który dotyczy ochrony środowiska. Po załatwieniu wszelkich formalności w Brukseli i Berlinie Carl Beddermann pełen zapału i szczerych chęci do pracy przyjechał do Polski. Wybór właśnie jego osoby na to stanowisko nie był przypadkowy, ponieważ- oprócz niemieckiego - zna język angielski i polski. Często przebywał w naszym kraju i to zarówno służbowo, jak i prywatnie. Bardzo dobrze zna Polskę, tutejsze zwyczaje, a co najważniejsze zawsze (o czym z dumą mówi do dzisiaj) wyrażał się o Polsce z wielkim sentymentem. Za jego nominacją przemawiał także fakt, iż jest wybitnym fachowcem i wieloletnim pracownikiem ministerstwa rolnictwa w Hanowerze. Prace nad projektem prowadzonym przez Beddermanna przebiegały bardzo sprawnie, zadowoleni byli zarówno jego pracodawcy z Brukseli, jak i władze polskie. Tylko sam doradca przedakcesyjny z tygodnia na tydzień nabierał coraz więcej wątpliwości co do sensu i celu swej misji. Coraz częściej zaczęły trapić go pytania - czy jego praca i praca jego unijnych kolegów rzeczywiście przynosi (lub przyniesie w przyszłości) korzyści Polsce. Zaczął wątpić. Zorientował się, że olbrzymie sumy pieniędzy wydawane są na zbędne cele: liczne bankiety, przyjęcia i niepotrzebne konferencje. Ponadto przekonał się, że unijni pracownicy zarabiają ogromne sumy pieniędzy za... często nieproporcjonalną do ich zarobków pracę. Swoimi wątpliwościami podzielił się z jednym z polskich dzienników. Reakcja Brukseli była natychmiastowa. W ciągu kilku dni dostał wymówienie z pracy. Waldemar Maszewski, Hamgurg Nasz Dziennik 14-15.09.2002 WARUNKI NIE DO PRZYJĘCIA O efektach dotychczasowych negocjacji Polski z Unią Europejską z Carlem Beddermannem rozmawia Waldemar Maszewski W wywiadzie dla polskiej gazety ujawnił Pan ogromne marnotrawienie pieniędzy w Unii Europejskiej. Czy to było oficjalnym powodem zdymisjonowania Pana? - Nie przedstawiono mi do dziś oficjalnego powodu. Jedno jest pewne: polska opinia publiczna nie ma prawa dowiedzieć się o gigantycznych zarobkach unijnych ekspertów w porównaniu z wynagrodzeniem polskich specjalistów tej samej klasy ani o zagrożeniach dla Polski, jakie płyną z Brukseli. Wystarczy porównać zarobki szefa unijnej delegacji w Polsce. Bruno Dethomas zarabia kilka razy tyle, co prezydent waszego kraju. Unijny ekspert w czasie pobytu w Polsce pobiera cały czas swoją krajową pensję - ok. 18 tys. zł netto, ponadto dostaje wynagrodzenie eksperta - przeciętnie około 840 zł dziennie, i zwrot kosztów podróży plus diety - 1.500 zł dziennie. W sumie codziennie zarabia ponad 3.100 złotych. Polski ekspert z tym samym doświadczeniem i wykształceniem za miesiąc pracy dostaje przeciętnie 3 tyś. złotych. Jak w takim razie można mówić o sprawiedliwości czy równości? Co wzbudziło Pana sceptycyzm wobec postępowania UE? - Zaproponowali wam warunki nie do przyjęcia, jakich nie wolno wam zaakceptować. Lepiej byłoby dla was poczekać kilka lat, aby uzyskać sprawiedliwe porozumienia, o których dzisiaj nawet nie możecie marzyć. Co się stanie z waszym rolnictwem? Na to, aby osiągnęło ono standardy zachodnie, trzeba by poczekać 15 lat, a do tego czasu polscy rolnicy przestaną egzystować. Musicie zachować swój własny rynek i przede wszystkim zamknąć granicę dla zalewającego was towaru - często wątpliwej jakości - produkcji zachodniej. Władze w Warszawie przekonują, że po wstąpieniu do UE otworzy ona granice dla naszego eksportu. - Nie liczcie na wzrost eksportu. Już teraz kraje Unii nie mają gdzie sprzedawać swoich towarów. Więc co by zrobiły jeszcze z importem z Polski? Owszem, zwiększy się import, ale towarów zachodnich na wasz rynek. Społeczeństwo musi nareszcie uwierzyć, że na obecnych warunkach wejście do struktur unijnych nie jest dla was żadnym interesem. Jedyna wasza nadzieja to powiedzieć w referendum wyraźnie: NIE. Na takich warunkach - NIE, dziękujemy. A warunki już teraz się nie zmienią, jest już za późno. Nie chcę przez to powiedzieć, że za wszelką cenę należy odrzucić wizję wspólnej Europy. Ale na obecnych zasadach należy powiedzieć tej "integracji" zdecydowanie NIE! Polska nie powinna wejść do struktur unijnych na zasadach kolonialnych i niewolniczych, lecz na zasadach partnerskich, a przy obecnie prowadzonych negocjacjach jest to nie możliwe. Brukseli bardziej zależy na waszym wejściu, niż wam się zdaje. A wy nie potrwficie tego wykorzystać. Ja nie mam żadnego interesu, aby was zrażać do UE. Lubię wasz kraj i życzę mu jak najlepiej. Dlatego nie nogę się pogodzić z jawną niesprawiedliwości ą i wykorzystywaniem was przez urzędników brukselskich. Będziecie całkowicie uzależnieni od władz Unii. Nie liczcie na wielkie inwestycje w waszym kraju. Unia przede wszystkim zamierza rozbudować w Europie Wschodniej i Środkowej swoje rynki zbytu. Jak wytłumaczy Pan fakt usilnego wciągania naszego kraju do Unii przez tzw. elity polityczne? - Właśnie one skorzystają najbardziej,szczeg ólnie ci, którzy znajdą się w grupie oddelegowanej do pracy w Brukseli. Otrzymają wynagrodzenie miesięczna po około 10 tyś. euro (ok. 40 tyś. zł) i będą zachwyceni, a reszta? Co na tym zyska reszta społeczeństwa? Nic! Podczas referendum będziecie mieli ostatnią szansę sami zadecydować o swoim losie, później będzie rządzić Bruksela. Dzisiejsza Unia to już nie raj - niski wzrost gospodarczy, duże bezrobocie i niesprawiedliwość społeczna. Straszą was, że jak nie Unia, to zacofanie, brak kompetencji i korupcja. Tak naprawdę, to korupcja w krajach unijnych nie jest mniejsza od tej w Polsce, tylko o tym u was się nie mówi. Nie ufajcie bezgranicznie politykom unijnym. Oni mają w przyjęciu was do Unii wielki interes. Co zamierza Pan robić obecnie? - Najchętniej wziąbym bezpłatny urlop w ministerstwie i pojechałbym do Polski, by spotkać się z rolnikami i innymi grupami społecznymi i otwierać im oczy na wiele rzeczy, o których nie mają pojęcia i o których tendencyjnie milczą zarówno wasz rząd, jak i w Brukseli. Dziękuję za rozmowę. Nasz Dziennik 14-15.09.2002 Odpowiedz Link Zgłoś