Dodaj do ulubionych

Hity eurosceptyków

    • bebokk brian1 17.04.03, 20:25
      anschluss
      Autor: brian1@NOSPAM.gazeta.pl
      Data: 17-04-2003 11:33 + odpowiedz na list

      + odpowiedz cytując


      --------------------------------------------------------------------------------
      O Unię Europejską i nasze weń wstąpienie można spierać się godzinami. Można
      udowodnić że żadnego deszczu złota z Brukseli nigdy nie będzie (wystarczy
      przejrzeć traktat); można wykazać, że nawet jeśli takowy spadłby na
      nadwiślański kraj, to przyniósłby więcej problemów niż pożytku (jak w
      Grecji); można wskazywać przykłady krajów, które od kilkunastu lat są w UE i
      klepią niemal taką samą biedę jak my (NRD); można pokazać kraje, które się
      rozwinęły tylko dzięki temu, że nie słuchały prikazów płynących z eurostolicy
      (Irlandia); można przywoływać kraje, które za nic mają idiotyczne unijne
      przepisy i nawet myślą o opuszczeniu tego towarzystwa (Wielka Brytania),
      można przypominać o państwach, które regularnie olewają swój „obowiązek”
      integracji i jakoś nie stały się jeszcze Białorusią (Szwajcaria, Norwegia).
      Można wykazywać absurdy wspólnej polityki rolnej, idiotyzmy brukselskiej
      biurokracji (do polskiego UKIE przychodzi dziennie 7 tyś stron dokumentów, a
      po anschlausie będzie ich kilka razy więcej), setki przykładów marnowania
      kolosalnych pieniędzy, dziesiątki ograniczeń w wolnym handlu. Można obalać
      mity konieczności zachowania bezpieczeństwa żywnościowego, regulacji rynku
      rolnego, poziomu fiskalizmu i świadczeń socjalnych.

      Można na wiele innych sposobów udowodnić, że całe to bełkotanie o
      konieczności, jedynym wyjściu, szansach, możliwościach i historycznym
      momencie jest jedną wielką bzdurą, efektem intensywnej działalności
      propagandowej i zwykłej ludzkiej wiary w to, że może wreszcie będzie lepiej.
      Nie będzie lepiej. CESARZ JEST NAGI!!! Zawsze był nagi. Głupcem jest nie ten,
      kto nie widzi szat (jak mówią), ale ten, kto udaje że je widzi.

      Wielokrotnie robiono badania na temat poziomu zaufania do poszczególnych grup
      zawodowych. Politycy zawsze wypadali kiepsko. Powszechnie uważamy ich za
      kłamców, aferzystów, ludzi skorumpowanych, dorabiających się na państwowych
      pieniądzach, nieudaczników, złodziei i oszustów. To generalnie słuszna
      opinia. Wystarczy popatrzeć na to, co dzieje się w związku z aferą Rywina.
      Albo poczytać o projektach, które nam szykują. I kiedy ta cała banda mówi, że
      Unia Europejska jest cool, to każdy uczciwy człowiek powinien stać się
      automatycznie przeciwnikiem integracji. Bo skoro namawia mnie oszust,
      złodziej i aferzysta, to znaczy że w bandzie do której chce on mnie
      zaciągnąć, są sami tacy jak on. Nie chcę mieć z tym nic wspólnego.

      Leszek Miller – nieudacznik, betonowy aparatczyk, broniący stołka jak
      niepodległości – jest na TAK;
      Aleksander Kwaśniewski – fałszywy magister, profanujący cmentarze jest na
      TAK;
      Marek Pol – szkodnik, autor najgłupszego pomysłu III RP (winiety) jest na
      TAK;
      Grzegorz Kołodko – ekonomiczny ignorant, błazen i człek zaiste szalony
      (sądząc po pomysłach) jest na TAK;
      Jarosław Kalinowski – szef partii PSL (Posady Swoim Ludziom), wielbiciel
      biopaliw opłacanych z naszych kieszeni jest na TAK;
      Jerzy Buzek – autor największej w III RP dziury budżetowej jest na TAK;
      Marian Krzaklewski – niespełniony duce jest na TAK;
      Lech Wałęsa – szalony elektryk o dyktatorskich zapędach jest na TAK;
      Jerzy Urban – goebels stanu wojennego jest na TAK;

      Większość z nich jest na TAK. (Lepper chwilowo nie, ale jego zdanie się nie
      liczy, bo ciągle je zmienia. Zresztą kto dziś słucha Leppera?)
      To wystarczający powód dla którego uczciwy człowiek powinien powiedzieć
      anschlaussowi NIE!

      NIE!!!
    • Gość: erik BRvUngern-Sternber IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 18.04.03, 12:59
      I jeszcze jedno.Chodzi o slowo eurofobi.Mnie tam nie zalezy ale jak bys
      zajrzal do slownika to bys zobaczyl ze fobia to obawa a euro- to obawa przed
      UE.Ja wsrod przeciwnikow nie widze ludzi bojacych sie.Bo niby czego.Za to wsrod
      zwolennikow widze nabozny strach przed UE ze jak nie wejdziemy to UE nas ukarze
      nie bedziemy mogli handlowac ze nie ma alternatywy.A wiec to euromaniacy boja
      sie UE i dlatego chca tam przystapic zeby UE nas nie bila.Ja sie nie boje.Zatem
      poprawnie by bylo.EUROMANIACY=EUROFOBI.
    • bebokk Jan z Kilonii 18.04.03, 14:41
      Autor: Gość: Jan z Kilonii IP: *.ipt.aol.com
      Data: 17-04-2003 17:54 + odpowiedz na list

      + odpowiedz cytując


      --------------------------------------------------------------------------------
      trochę więcej zdrowego rozsądku - o tym czy znajdzie Pan pracę w
      jednym z krajów EU będzie i tak decydował pracodawca ( obecnie
      też jest to możliwe, oczywiście po spełnieniu pewnych
      warunków ), uczyć też się można - nauka w Niemczech jest
      bezpłatna, żadna Unia i tak nie wypłaci Panu stypendium, jedyne
      ułatwienie to brak obowiązku przedłużania wizy; zachodnie firmy
      raczej chronią swoje technologie - doświadczają tego i Niemcy w
      kontaktach z Japończykami, zresztą Unia jest w porównaniu z USA
      czy Japonię zacofaną strefą; polskim firmom będzie niezwykle
      trudno działać na zachodnich rynkach - na to trzeba mieć
      pieniądze i to znacznie większe niż w Polsce; pozdrawiam, życzę
      dobrego i rozsądnego wyboru Gość portalu: Jacek napisał(a):

      > Ja w referendum powiem "TAK" za prawem Polakow do pracy,
      nauki,
      > zycia na prawie calym kontynencie, na likwidacje cel, dostep
      do
      > zachodnich technologii, nauki, rowniez dostep polskich firm do
      > europejskich rynkow. Paru poslom wydaje sie, ze Polsce bedzie
      > lepiej w izolacji czyli Korea Polnocna, Birma, do niedawna
      > Albania. A moze pan Kotlinowski jest za Niepodleglych Panstw
      > Wspolnota??? Ja nie...

    • bebokk przecinek o Kościele 18.04.03, 22:15
      Autor: Gość: , IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net
      Data: 18-04-2003 18:25 + odpowiedz na list

      + odpowiedz cytując
      --------------------------------------------------------------------------------
      Przeciez jezeli w tym popapranym kraju zabraknie kasy na skladke, to oni wezma
      sie za Kosciol. Po prostu zrobie kolejna nagonke propagandowa i zetna
      kosciolowi ze 30% dochodu. Mnie juz nic nie zdziwi, a Kosciol powinien bardziej
      postarac sie o obrone wlasnych interesow, bo to wejscie do unii to mu sie chyba
      nie oplaca.
    • bebokk Marek W.J. 20.04.03, 11:48
      Prymat polityki nad ekonomią
      Autor: Gość: Marek W.J. IP: *.cps.pl
      Data: 19-04-2003 18:46 + odpowiedz na list
      --------------------------------------------------------------------------------
      Jeśli akceptujesz - podobnie jak R.Prodi - prymat polityki nad ekonomią to
      jesteś mentalnie przygotowany do egzystencji w bloku państw UE. Ta
      fundamentalna zasada jest tak stara i - okazuje się żywa - jak marksizm-
      leninizm. Polecam odkurzenie notatek z wykładów na WUML /Wieczorowy Uniwersytet
      Marksizmu i Leninizmu/. To piarwszorzędna PZPR-owska uczelnia!
    • Gość: nie dla UE O STRATACH wejścia do Unii IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 22.04.03, 17:11

      • Re: CZYTAJCIE O STRATACH wejścia do Unii adres: 162.108.22.*

      Przeczytaj komentowany artykuł »
      Gość: nie dla UE 22-04-2003 16:05 odpowiedz na list odpowiedz cytując

      Gość portalu: Robal napisał(a):

      > Pierdu pierdu. Prognozy gospodarcze dla całej strefy euro są b.
      > złe, a zresztą trudno przypuszczać aby wejście do UE akurat
      > zwiększyło naszą konkurencyjność. Kłania się przykład NRD, gdzie
      > po wejściu padło wszystko. I proszę nie wyjeżdżać znowu z
      > Irlandią, bo to inna bajka.
      >
      > Nikt tak naprawdę nie wie, co będzie w przyszłości, a wszelkie
      > prognozy można sobie w dupe wsadzić.

      Warto jednak pewne fakty wziac pod uwage:

      OTO I SA:

      Czy wiesz ile razy wzrosna ceny zywnosci w Polsce po przystapieniu do UE?
      2X

      Czy wiesz ile razy wzrosna ceny lekarstw i leczenia w Polsce po
      przystapieniu do UE?
      6X

      Czy wiesz ile razy wzrosnie cena energii w Polsce po przystapieniu do UE?
      1.5X - 2X

      Czy wiesz ile bedziesz placil za mieszkanie w Polsce po przystapieniu do
      UE?
      ???? Jak wszystko podrozeje, to .......

      Czy wiesz ile bedziesz placil za nauke w Polsce (i w Unii) po
      przystapieniu do UE?
      ????? Jak wszystko podrozeje, to .....

      CZY WIERZYSZ, ZE TWOJE DOCHODY WZROSNA ROWNIEZ PIRAMIDALNIE ?????????????
      Wygrasz na loterii? Jakie sa szanse? Jesli TAK, to wygraj dzis, nie
      czekaj.

      Jesli przyjmiemy, ze na podstawie TYLKO wstepnych umow akcesyjnych
      stracimy 1.5 MILIONA miejsc pracy dodatkowo, to nie bedzie zadnej
      nadzieji na jakikolwiek wzrost. Prosze rozumiec, ze teraz jest bardzo
      ciezko zyc Polakom, a co bedzie jesli to beztobocie wzrosnie jeszcze o
      polowe! W jakim stanie umyslu trzeba byc, zeby to nazwac sukcesem,
      poprawa, szansa na lepsza przyszlosc itp!

      To nie wszystko, Unia Europejska zastrzegla sobie w umowie akcesyjnej,
      ze Polska ZNISZCZY swe srodki produkcji w likwidowanych zakladach
      produkcyjnych, aby nie bylo mozliwosci jakiejkolwiek wiekszej produkcji
      niz ta na ktora zezwala UNIA. Czy ktos tu widzi szanse na poprawe
      sytuacji w Polsce? To jest ZAGWARANTOWANA nedza na nastepne pokolenia!

      UNIA EUROPEJSKA wymogla na naszych negocjatorach prawo ZMIAN w umowie
      akcesyjnej, ale TYLKO ze strony UNII. To sie tlumaczy, ze to co
      podpisalismy, to obowiazuje tylko Polske, a Unia moze dokonywac wszelkich
      zmian, ktore my- Polacy musimy realizowac.

      TO NIE UMOWA, TO NAJWIEKSZY PRZEKRET W HISTORII POLSKI, TO ZDRADA!

      TAK NISKO, TO NAWET NIEMCY PO PRZEGRANEJ II WOJNIE SWIATOWEJ NIE UPADLI
      - TO JEST PO PROSTU HANBA MOWIC NAWET O TYM JAKO O UMOWIE AKCESYJNEJ.

      Dzis juz mamy zalozone kajdany na rozwoj przemyslu, na rolnictwo, na
      przemysl spozywczy, na rybolostwo, na przemysl stoczniowy, i wiele innych
      dziedzin, a co bedzie jak zaczniemy wdrazac UNIJNE zobowiazania akcesyjne.
      Kto moze jeszcze mowic o jakichkolwiek szansach na lepsze. Mozna tylko
      prognozowac jak daleko bedzie do dna i kto to przezyje.





      • Gość: ZM Dlaczego klamiesz? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.12.06, 09:14
        Dlaczego podajesz zanizone statsy?

        Nie wiem czy wiesz, ale za to, ze Polska jest czlonkiem UE, co minute placimy
        cene 356 tys. zlotych. CO MINUTE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

        Wedlug najbardziej ostroznych organizacji, ceny zywnosci wzrosly przez UE o
        kilkaset zlotych rocznie. A to tylko ceny zywnosci. Pamietajmy o Parlamencie
        Europejskim, unijnej biurokracji, unijnych oszustach i o unijnych
        prestizoprojektach.
    • bebokk Sojusz z USA alternatywą dla UE? 22.04.03, 20:53
      Właśnie minęły nam święta wielkanocne, w zasadzie dosyć radośnie – jeżeli
      chodzi o gospodarkę. Amerykanie zafundowali nam prawdziwy świąteczny prezent
      (częściowo tylko za nasze pieniądze) w postaci szerokiej oferty offsetowej. I
      wcale nie trzeba było szukać tego prezentu w ogrodzie. Okazuje się, że bycie
      sojusznikiem USA w dzisiejszych czasach jest dla nas najlepszym interesem
      ekonomicznym.
      Po raz pierwszy jesteśmy sojusznikiem zwycięzcy i nie minął miesiąc – a już
      podpisujemy umowy, w wyniku których napłyną do Polski miliardy dolarów.
      Ostatnie szacunki mówią już o 12 mld USD, inwestycjach technologicznych i
      umorzeniach kredytów. Ciągle aktualna pozostaje sprawa amerykańskich baz w
      Polsce.
      W tym samym czasie z niezwykłym trudem negocjacji ustaleń i targów po wielu,
      wielu latach podpisujemy jakże kontrowersyjny traktat akcesyjny z UE.
      Oczywiście rozmaici eksperci przekonują nas ekonomicznych korzyściach
      wynikających z akcesji. Wątpliwości mają jednak rolnicy, górnicy, hutnicy,
      coraz większe także podatnicy – którym z okazji akcesji szykowana jest
      największa w dziejach III Rzeczpospolitej podwyżka podatków. Te targi o
      procenty, kwoty, limity, okresy ochronne, normy, udziały własne – powodują
      dosyć niejasny obraz opłacalności ekonomicznej integracji nawet dla dość
      racjonalnie myślących obywateli.

      Propaganda pro-europejska wprowadza przy tym szarego obywatela w niejasności
      wmawiając mu, że akcesja do UE równa się traktatowi z Schengen i unii
      monetarnej, a przecież tak nie jest. Ostatnie sondaże badań OBW wieszczą wręcz
      klęskę akcesji (51% przeciw – 49% za), co pomijane jest milczeniem, a przecież
      po spektakularnej klęsce rządu i SLD w sondażach należało się tego spodziewać.

      Niepokojące jest również wystąpienie Romana Prodi w „La Republice”, który
      krytykuje nas za kupno amerykańskich myśliwców. Jesteśmy niepoprawni –
      powinniśmy kupować latające staruchy z UE. Pamiętacie państwo podobne w tonie
      wystąpienie prezydenta Francji? To nie jest przypadek, że jeszcze nie weszliśmy
      do UE, a już usiłują ustawić do pionu resztki naszej
      europejskiej „niepoprawności” politycznej.
      Skoro akcesja z UE jest tak kontrowersyjna politycznie i ekonomicznie, rodzi
      się w wielkich bólach, radykalizuje sflustrowane narastającym kryzysem
      społeczeństwo, a z drugiej strony sojusz z USA kosztujący niewiele, a dający
      już teraz wielkie wymierne korzyści finansowe, to może zmienić orientację
      polityczną i ekonomiczną. Przypomina mi się stare przysłowie, które dla potrzeb
      niniejszego tekstu sparafrazuję: „Jak USA obiecuje, że da, to da, a jak Europa
      obiecuje, że da, to obiecuje”.
      Już dzisiaj rachunek ekonomiczny i polityczny jednoznacznie wskazuje na
      konieczność zmiany opcji. W przeciwnym przypadku nastroje społeczne sięgną
      bruku i większość w jesiennych wyborach (a chyba nikt już nie ma wątpliwości że
      wybory nastąpią jesienią) władzę przejmie Samoobrona. I już jej nie odda
      pokojowo.
      Szansę na akcesję nie są tak znaczące jak się wydaje. Czesi są jeszcze bardziej
      sceptyczni niż my, w obliczu większego kryzysu coraz wyraźniej rysuje się
      rozłam w UE na blok centralny (Niemcy, Francja, Belgia) oraz pro-amerykański
      (Wielka Brytania, Hiszpania, Holandia).
      Podsumowując – w polskiej polityce strategicznej zaczyna rysować się
      alternatywa dla akcesji z UE. Jest nią strategiczny sojusz polityczno-
      gospodarczy z USA i wejście do NAFTA. Warto rozważyć taką alternatywę. Euro-
      zwolennikom przypominam, że to nie europejska integracja pomogła odbudować
      potęgę gospodarczą Niemiec i Francji po wojnie, lecz amerykański plan
      Marshalla. Być może warto wrócić do dobrych wzorców, a integrować się z UE już
      po naprawie gospodarki, na zupełnie innych warunkach przetargowych.
      Argumenty geograficzne są już chyba nieaktualne – Australia i Nowa Zelandia ma
      wszędzie daleko, ich związki z Wielką Brytanią są wręcz historyczne, a jednak
      współpracują przede wszystkim z USA, co wychodzi im jednoznacznie na zdrowie.
      Nie sądzę też, że grozi nam zamknięcie granic i izolacjonizm z UE, gdybyśmy
      zagłosowali na NIE. Przecież chronią nas ustalenia WTO, OECD, nie sądzę też że
      UE odważy się na konflikt z sojusznikiem USA. Czy słyszeli państwo o wojnie
      gospodarczej UE z Nową Zelandią albo Kanadą, albo z Izraelem?
      Rafał Wójcikowski
      • Gość: , link. Bebokk, znowu zapomniales podac link IP: *.dsl.anhm01.pacbell.net 24.04.03, 03:40
        www.money.pl/gospodarka/felietony/40151/1/

        2003.04.22 10:00
        Sojusz z USA alternatywą dla UE?
        część 1/1
        W polskiej polityce strategicznej zaczyna rysować się alternatywa dla akcesji
        z UE. Jest nią strategiczny sojusz polityczno-gospodarczy z USA i wejście
        Polski do NAFTA. Warto rozważyć taką alternatywę. Euro-zwolennikom przypominam,
        że to nie europejska integracja pomogła odbudować potęgę gospodarczą Niemiec i
        Francji po wojnie, lecz amerykański plan Marshalla

        Właśnie minęły nam święta wielkanocne, w zasadzie dosyć radośnie – jeżeli
        chodzi o gospodarkę. Amerykanie zafundowali nam prawdziwy świąteczny prezent
        (częściowo tylko za nasze pieniądze) w postaci szerokiej oferty offsetowej. I
        wcale nie trzeba było szukać tego prezentu w ogrodzie. Okazuje się, że bycie
        sojusznikiem USA w dzisiejszych czasach jest dla nas najlepszym interesem
        ekonomicznym.

        Po raz pierwszy jesteśmy sojusznikiem zwycięzcy i nie minął miesiąc – a już
        podpisujemy umowy, w wyniku których napłyną do Polski miliardy dolarów.
        Ostatnie szacunki mówią już o 12 mld USD, inwestycjach technologicznych i
        umorzeniach kredytów. Ciągle aktualna pozostaje sprawa amerykańskich baz w
        Polsce.

        W tym samym czasie z niezwykłym trudem negocjacji ustaleń i targów po wielu,
        wielu latach podpisujemy jakże kontrowersyjny traktat akcesyjny z UE.
        Oczywiście rozmaici eksperci przekonują nas o ekonomicznych korzyściach
        wynikających z akcesji. Wątpliwości mają jednak rolnicy, górnicy, hutnicy,
        coraz większe także podatnicy – którym z okazji akcesji szykowana jest
        największa w dziejach III Rzeczpospolitej podwyżka podatków. Te targi o
        procenty, kwoty, limity, okresy ochronne, normy, udziały własne – powodują
        dosyć niejasny obraz opłacalności ekonomicznej integracji nawet dla dość
        racjonalnie myślących obywateli.

        Propaganda pro-europejska wprowadza przy tym szarego obywatela w niejasności
        wmawiając mu, że akcesja do UE równa się traktatowi z Schengen i unii
        monetarnej, a przecież tak nie jest. Ostatnie sondaże badań OBW wieszczą wręcz
        klęskę akcesji (51% przeciw – 49% za), co pomijane jest milczeniem, a przecież
        po spektakularnej klęsce rządu i SLD w sondażach należało się tego spodziewać.

        Niepokojące jest również wystąpienie Romana Prodi w „La Republice”, który
        krytykuje nas za kupno amerykańskich myśliwców. Jesteśmy niepoprawni –
        powinniśmy kupować latające staruchy z UE. Pamiętacie państwo podobne w tonie
        wystąpienie prezydenta Francji? To nie jest przypadek, że jeszcze nie weszliśmy
        do UE, a już usiłują ustawić do pionu resztki naszej
        europejskiej „niepoprawności” politycznej.

        Skoro akcesja z UE jest tak kontrowersyjna politycznie i ekonomicznie, rodzi
        się w wielkich bólach, radykalizuje sfrustrowane, narastającym kryzysem
        społeczeństwo, a z drugiej strony sojusz z USA kosztujący niewiele, a dający
        już teraz wielkie wymierne korzyści finansowe, to może zmienić orientację
        polityczną i ekonomiczną. Przypomina mi się stare przysłowie, które dla potrzeb
        niniejszego tekstu sparafrazuję: „Jak USA obiecuje, że da, to da, a jak Europa
        obiecuje, że da, to obiecuje”.

        Już dzisiaj rachunek ekonomiczny i polityczny jednoznacznie wskazuje na
        konieczność zmiany opcji. W przeciwnym przypadku nastroje społeczne sięgną
        bruku i większość w jesiennych wyborach (a chyba nikt już nie ma wątpliwości że
        wybory nastąpią jesienią) władzę przejmie Samoobrona. I już jej nie odda
        pokojowo.

        Szansę na akcesję nie są tak znaczące jak się wydaje. Czesi są jeszcze bardziej
        sceptyczni niż my, w obliczu większego kryzysu coraz wyraźniej rysuje się
        rozłam w UE na blok centralny (Niemcy, Francja, Belgia) oraz pro-amerykański
        (Wielka Brytania, Hiszpania, Holandia).

        Podsumowując – w polskiej polityce strategicznej zaczyna rysować się
        alternatywa dla akcesji z UE. Jest nią strategiczny sojusz polityczno-
        gospodarczy z USA i wejście do NAFTA. Warto rozważyć taką alternatywę. Euro-
        zwolennikom przypominam, że to nie europejska integracja pomogła odbudować
        potęgę gospodarczą Niemiec i Francji po wojnie, lecz amerykański plan
        Marshalla. Być może warto wrócić do dobrych wzorców, a integrować się z UE już
        po naprawie gospodarki, na zupełnie innych warunkach przetargowych.
        Argumenty geograficzne są już chyba nieaktualne – Australia i Nowa Zelandia ma
        wszędzie daleko, ich związki z Wielką Brytanią są wręcz historyczne, a jednak
        współpracują przede wszystkim z USA, co wychodzi im jednoznacznie na zdrowie.
        Nie sądzę też, że grozi nam zamknięcie granic i izolacjonizm z UE, gdybyśmy
        zagłosowali na NIE. Przecież chronią nas ustalenia WTO, OECD, nie sądzę też że
        UE odważy się na konflikt z sojusznikiem USA. Czy słyszeli państwo o wojnie
        gospodarczej UE z Nową Zelandią albo Kanadą, albo z Izraelem?



        Rafał Wójcikowski
    • Gość: erik Robert de Molesme IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 23.04.03, 14:45
      Pamietacie wieczor wyborczy kiedy Mazowiecki padl w boju o prezydenture?
      przyznaje bez bicia ze wtedy sam bylem w szoku i zal mi bylo Pana Tadeusza)
      Radze i tym razem miec magnetowidy wlaczone. Nie ma lepszego ubawu niz
      politycy "zaskoczeni" sytuacja.

      Ciekawe kto teraz bedzie mowil o "przypadkowym spoleczenstwie"? Znowu Bronek?

      No i ta faza "porno na zywo" kiedy prawdziwy mezczyzna bedzie konczyl.

      Piekna jest tegoroczna wiosna!

      RdM
    • dziejas Re: Hity eurosceptyków 24.04.03, 00:01
      znalazlem to na onecie...
      info.onet.pl/1,15,11,1758470,5360789,forum.html
      • Gość: , no to jak znalazles to trzeba wkleic. IP: *.dsl.anhm01.pacbell.net 24.04.03, 00:22
        Dlaczego jestem przeciw wejściu do Unii Europejskiej?

        Kilka osób zadało pytanie o poważne powody niechęci do przystąpienia w
        najbliższym czasie do UE. Oto one. Z góry uprzedzam, że poruszę trudną
        ekonomiczną problematykę.

        Osobiście jestem głęboko zaniepokojony negatywnymi skutkami przystąpienia
        Polski do UE w obecnym stadium naszego rozwoju gospodarczego. Nie będę ukrywał,
        zajmuję się statystyką gospodarczą, ekonomią normatywną i znam skutki
        przystąpienia do unii celno-handlowych słabo rozwiniętych państw. Problemów
        jest wiele. Napiszę tu tylko o kilku.

        1. Teoria kosztów komparatywnych Ricardo. Powiada ona, że wzmożenie wymiany
        handlowej (np. przez niższe cła) sprawia, że obie strony wymiany czerpią
        dodatkowe korzyści. Niestety wiedza wielu studentów na tym się kończy. Nie
        wiedzą oni o skutkach społecznych w skali regionalej. Nie wiedzą także, że
        teoria ta jest obarczona kilkudziesięciom a jawnymi i ukrytymi warunkami,
        które muszą zostać spełnione, aby zaszły korzyści a nie straty. Jakie są więc
        te warunki? Otóż podstawowym warunkiem jest strukturalna (i często
        przestrzenna) zmiana produkcji (wytwórczości) w kierunku produkcji bardziej
        wydajnej w każdym z krajów uczestniczących w wymianie. Nazywa się to tzw.
        specjalizacją produkcji. Każdy kraj zaczyna produkować więcej tych dóbr, które
        są względnie najbardziej produktywne (wydajne).
        Tak więc, pewne fabryki (lub warsztaty) zostają zlikwidowane, a na ich miejsce
        (czasami w innym mieście) powstają nowe fabryki, produkujące nowe towary. I tu
        tkwi problem! Ponieważ wraz z likwidacją zakładów, likwidowane są miejsca
        pracy. Czy mamy dostatecznie dużo kapitału na takie szybkie zmiany
        strukturalne, by zbudować nowe fabryki i nowe miejsca pracy? Jak będzie
        wyglądało to w poszczególnych regionach. Oto garść danych. Wg opracowania GUS
        pt "Warunki powstania i działania przedsiębiorstw w 2002r", ok. 70% firm nie
        miało płynności I stopnia, a 60% płynności II stopnia. Tłumcząc to na ludzki
        język można powiedzieć, że polska gospodarka składa się w 60% z zbankrutowanych
        przedsiębiorstw, które nie mają kapitału nawet na bieżącą działalność, nie
        mówiąc już o zmianie profilu dzialności, wytwórczości, czy tworzeniu nowych
        miejsc pracy. Nie mają one także pokrycia, zabezpieczenia na kredyty. BCC
        szacuje, że po wstąpieniu do UE będzie musiało upaść ok. 80% mikroprzedsiębio
        rstw (zatrudniajacych do 9 osób) oraz małych firm (od 10 do 49
        zatrudnionych). Drugie zagadnienie to geografia gospodarcza. Tak się składa, że
        ostatnie 14 lat, to gwałtwony rozwój głównie kilku wielkich miast w Polsce i
        stagnacja czy wręcz cofanie się w rozwoju reszty kraju. Dla porównania, w
        latach 1995-99, gdy na poziomie krajowym gospodarka rozwijała się w tempie 7%
        rocznie, w wymienionym okresie PKB wzrósł o 23%, ale w woj. opolskim tylko o
        ok. 6% (nie w ciągu roku, ale w ciągu tych 6 lat!), natomiast w woj.
        mazowieckim o 47%. Oznacza to, że w woj. opolskim średnie roczne tempo rozwoju
        ukształtowało się poniżej 1%! Jakie więc będą konsekwencje przystąpienia do UE?
        Otóż w biednych regionach kraju o niskim tempie rozwoju (blisko 3/4 ludności
        kraju), nastąpi nasilenie likwidacji zakładów pracy i wzrost bezrobocia,
        natomiast dzięki inwestycjom zagranicznym (i częściowo krajowym) nowe zakłady
        powstawać będą w kilku nielicznych miastach (W-wa, Trójmiasto, Wrocław, Poznań,
        Kraków, Łódź, Katowice). Rozpatrując sprawę na wielkościach zagregowanych
        wszystko będzie wyglądało dobrze, tj. kraj się będzie "rozwijał&q uot; we
        wskaźnikach tylko, że z tego rozwoju będzie wyłączone blisko 3/4 ludności!
        O wiele pełniej te problemy zostały opisane przez noblistów, którzy zajmowali
        się zagadnieniami rozwoju krajów zacofanych (G.Myrdal, W.A.Lewis, T.Schultz) a
        także inni, jak R.Frish, J.Tinbergen, B. Ohlin, J. Meade. Wszyscy oni, mimo że
        zwolennicy integracji (a niektórzy twórcy teorii integracji gospodarczej)
        przestrzegali jednocześnie przed wchodzeniem w duże struktury gospodarcze
        krajów zacofanych, ponieważ - jak dowodzili - korzyści gospodarcze są
        wielokrotnie niższe od zjawisk negatywnych, które dotykają większą część
        społeczeństwa nie tylko w warstwie ekonomicznej, ale kulturalnej, zdrowotnej,
        oświatowej i innych.

        2. Praca na "Zachodzie& quot;

        Niemal wszyscy badacze (włącznie ze mną) są zgodni, iż w pierwszym okresie,
        tzn. w średnim horyzoncie czasowym (w pierwszej dekadzie po wstąpieniu do UE)
        bezrobocie w kraju może wzrosnąć o dalsze 2-3 miliony osób i osiągnąć stopę 50%
        ogółu pracowników najemnych. Niestety, informacje o tym są rozpowszechniane
        tylko na sympozjach, konferencjach i praktycznie wogóle nie dostają się do
        prasy powszechnej. Oto fragment dziennika Polskiej Agencji Prasowej: "Dziennik
        PAP nr 1079 06.09.2002
        W pierwszych latach po wejściu Polski do Unii Europejskiej nastąpi
        prawdopodobnie osłabienie polskiego wzrostu gospodarczego, a gospodarka odczuje
        korzyści dopiero po kilku latach - uważa Jan Krzysztof Bielecki, dyrektor
        wykonawczy w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju."
        Stąd też magowie od propagandy pro unijnej wpadli na pomysł, by oczarować
        Polaków możliwością pracy w Unii. Niestety, nikt z nich jednocześnie nie raczył
        powiedzieć, jakich pracowników Unia potrzebuje i kto tam może zostać
        zatrudniony.
        Po pierwsze, UE od blisko 15 lat sama boryka się z wysokim bezrobociem. Chętnie
        widziałaby pracowników wysoko wykwalifikowanyc h, głównie kadrę naukową,
        techniczną. Wszyscy pamiętamy, jakie oferty pracy zaproponowali Niemcy
        (informatycy), Holandia (pielęgniarki z wyższym wykształceniem). Poszukiwani
        są specjaliści najwyższego stopnia bądź osoby do tymczasowych niskopłatnych
        prac fizycznych typu mycie okien, zamiatanie ulic zbieranie płodów rolnych w
        sadzie, które co prawda nam wydają się atrakcyjne pod względem płacy, lecz nie
        mogą stanowić sposobu na ustabilizowane życie osobiste i rodzinne. Wreszcie nie
        mniej ważny warunek, by wyjechać na Zachód pracować, trzeba oprócz
        wykształcenia mieć ku temu obiektywne możliwości rodzinne, finansowe. Tak się
        akurat składa, że nasza ludność (z przyczyn obiektywnych) jest niemobilna (vide
        pracownicy byłych PGR) i nie będzie mogła skorzystać z dobrodziejstw pracy w
        UE. Przynajmniej w swej większości.

        I jeszcze jeden wątek. Zarówno G.Myrdal jak i W.A.Lewis przestrzegali przed
        skutkami bezmyślnej integracji, otwarcia się gospodarek na nandel światowy i
        iwnestycje zagraniczne. Przestrzegają oni przed niekorzystnym terms of trade,
        nieproporocjonal nym do potrzeb napływ potrzebnej tym krajom i możliwej do
        adaptowania myśli technicznej, przy równoczesnym odpływie wysoko kwalifikowanej
        siły roboczej. W efekcie eksport krajów nierozwiniętych zaczyna się opierać na
        1-3 grupach towarów, głównie surwocach lub półfabrykatach, co powodouje, że
        przy spadku koniunktury w krajach odbiorcach następuje gwałtowny spadek
        przychodów z eksprotu i minimalizacja importu, gwałtowny odpływ kapitału
        inwestycyjnego i spekulacyjnego, a w efekcie krach gospodarczy podobny do tego
        w Argentynie, a więc i dalsza utrata miejsc pracy i środków do życia. Jest to
        tzw. zjawisko importu kryzysów do krajów nierozwiniętych.

        3. Fundusze strukturalne i "pomoc" ; unijna.
        Przykro mi to pisać, ale wiara, że jakieś pieniądze spadną nam z UE (czyt.
        z "nieba" ;) jest niezwykle naiwna. Pamiętajmy o tym, że olbrzymia większość
        tych środków fianansowych (i rzeczowych) jest przyznawana na zasadzie zwrotu
        poniesionych nakładów. A więc, najpierw SAMI musimy zrealizować inwestycję,
        znajdując na to WŁASNE pieniądze W PEŁNEJ WYSOKOŚCI, a dopiero po roku lub
        dwóch, gdy zostaną spełnione wszystkie wymogi proceduralne (zgodność z
        dyrektywami) i inwestycja będzie zgodna z polityką gospodarczą UE, wtedy MOŻEMY
        (ale nie musimy) otrzymać zwrot poniesionych nakładów do wysokości nawet 80%.
        Składka natomiast jest obligatoryjna.
        • Gość: , dokonczenie. IP: *.dsl.anhm01.pacbell.net 24.04.03, 00:22
          Jestem świadom, że nie każdy ma wiedzę z zakresu ekonomii i nie każdy ma czas
          na weryfikację danych, nawet gdy takową niezbędną wiedzę posiada. Chciałbym tym
          postem wszystkich uczulić na pewne zagadnienia oraz nakłonić do sięgnięcia do
          literatury z zakresu integracji gospodarczej, lecz nie tej pisanej z pozycji
          propagandy unijnej, ale tej prezentującej dorobek współczesnej myśli
          ekonomicznej. Nazwiska uczciwych i rzetelnych badaczy wymieniłem w tekście.
          • Gość: , teraz przypominam swoja wypowiedz na ten temat.. IP: *.dsl.anhm01.pacbell.net 24.04.03, 01:13
            "Skansen ten jednakze jest obecny powszechnie na naszym biednym rynku i jako ze
            zatrudnienie w nim znajduje zdecydowana wiekszosc spoleczenstwa aktywnego
            zawodowo wiec powinien podlegac ochronie ... Panstwa Polskiego.
            Dlaczego?
            Ano dlatego, ze o Panstwie stanowi Demokratyczna Wiekszosc, w tej chwili zas
            mowi sie o 1/3 osob zdolnych do pracy-bez pracy, jezeli zas w wyniku
            polaczenia zniknie z naszego zycia kolejne 30% przedsiebiorstw to nagle okaze
            sie, ze bezrobocie jest problemem juz nie tylko ekonomicznym lecz
            politycznym, zas likwidacja zlych, na granicy rentownosci, przedsiebiorstw
            byla bledem bolesnym i co gorsza nieodwracalnym..

            Pytanie o kierunki reform w panstwie jest pytaniem jak najbardziej aktualnym,
            malo ma tez ono wspolnego z propaganda sukcesu SLD czy tez kunktatorstwem
            spiskowym Radia Maria.

            Bo :

            Czy wazniejszym zadaniem Polski jest aktualnie ochrona rynku pracy i spokoju
            publicznego nawet za cene odejscia od ogolnie zaakceptowanych norm rywalizacji
            konkurencyjnej czy tez otwarcia rynku;
            Czy tez dalsze uparte utrzymywanie kierunku politycznego "wejscia do unii"
            za cene dalszego utrzymywania polityki silnej zlotowki, wysokich podatkow
            (dostosowywanie sie do "NORM" europejskich) i placona przez to cene -
            likwidacje miejsc pracy.

            Co jest wazniejsze dla ogolu obywateli?
            Panstwo demokratyczne ze stosunkowo slaba gospodarka ale dajaca zatrudnienie
            wiekszosci, czy tez panstwo drapiezne, nie liczace sie ze slabymi,
            wystawiajace slabych na konkurencje bez zadnej mozliwosci ochrony ani
            mozliwosci wycofania sie w przypadku wystapienia sprzeciwow post-
            zjednoczeniowych. Panstwo oddajace procesy nadzoru i kontroli do innego
            osrodka wladzy, nie majacego ani zbieznych interesow z Polskimi ani nie
            majacych woli politycznej aby nasze interesy reprezentowac.

            Uwazam, ze jezeli polskie spoleczenstwo zrozumie jakim zagrozeniem dla ich
            codziennego bytu jest otwarcie granic i przejscie na euro to wystapi sprzeciw
            przeciwko akcesji. Wystapienie takiego sprzeciwu to tylko kwestia czasu.
            Niestety tego nam brakuje. Brakuje nam tez rozsadnej i rzetelnej polityki
            informacyjnej na ten temat.
            Jedynie co mamy to sucha statystyke przedsiebiorstw, ktore w ubieglym roku
            przyniosly zysk, strate lub balansuja na krawedzi zyskownosci.
            Te wlasnie "niezyskowne" - padna.
            A teraz moi drodzy czytelnicy siegnijcie sobie do zrodel i policzcie ile to
            jest podmiotow i ile jest tam zatrudnionych ludzi.
            Potem zas krytykujcie "karaluchy" i inne "oswiecone" stacje radiowe jak Radio
            Maria.

            Zycze milego dnia."

            To bylo tu:

            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=522&w=3802328&a=3802328

      • Gość: robi Autor - Tomasz Ciborowski (n/t) IP: *.dialup.warszawa.pl 17.05.03, 16:47
    • darr2 to napisal fritz 24.04.03, 22:05
      Ala raport jest rzeczywiscie nie pelny. Pomija fakt,ze Polska
      po podpisaniu ukladu akcesyjnego chyba jeszcze w grudniu
      podpisala uklad o przystapieniu do EOG (Europejski Obszar
      Gospodarczy), ktory daje takie samo dojscie do rynku jak by sie
      bylo czlonkiem UE. Uklad ten zostal juz chyba ratyfikowany.
      Prznaleznosc do EOG jest niezalezne od przynaleznosci do UE;
      Norwegia jest czlonkiem tylko UE. Rowniez prawa przedsiebiorstw
      sa zagwarantowane prawem UE. Tak ze stwierdzenia "o niepewnosci
      prawnej" i "braku konkurencji dla firm polskich i wynikajacy z
      tad brak konkurencji " sa oczywistymi nieprawdami i manipulacja
      wyborcy.
      Do tego dochodzi stwierdzenie, ze koszta pobytu w UE sa rowne
      wysokosci skladki. I to jest juz naprawde nonsens. Przystepujac
      do UE Polska przyjmuje cale ustawodawstwo socjalne i regulacje
      rynku pracy. Przejmuje cala mase niewykle kosztownych (stale
      wydatki ) norm pracy, ktore prawdopodobnie wiele firm wpedza w
      bankructwo, a duza czesc stana sie malo konkurencyjne. Te
      dodatkowe wydatki szacuje sie na dziesiatki miliardow. Liczby te
      widzialem kiedys w prasie ( nie pamietam w jakim jezyku). I w
      ten sposob skonczy sie ofensywa exportowa. To tez zostalo w
      raporcie bardzo dokladnie przemilczane.

      Wiele z tych norm i przepisow sa tak idiotycznych, ze okresla je
      sie jako Euro Skleroze. One wlasnie hamuja dynamike rozwoju
      przemyslu w UE. Wlasnie ta brakujace dynamika, ktorej nie ma w
      UE cierpiacej na Euroskleroza, a ktora jest charakterystyczna
      dla gospodarki USA, jest przyczyna nastepnych strat wynikajacych
      z braku inowacji. Przeciez tylko z tego powodu b. duzo firm
      przenosi oddzialy badawcze wraz z wlasnymi naukowcami do USA.
      Te olbrzymie straty rowniez nie sa szacowane w raporcie, a mozna
      je bylo po prostu odpowiednio dopasowane przejac z fachowej
      prasy na zachodzie.

      Nie wspomniano rowniez o stratach polegajacych na ograniczonym
      wykorzystaniu fantastycznego geograficznego polozenia Polski.

      Wniosek 1: suma strat jest nieporownywalnie wyzsza niz raptem 30-
      40 mld zl, jezeli sie ich nie zmarnuje, co jest niezwykle
      prawdopodobne. Dla porownania: w UE Hiszpanie ma najwyzsze
      wykorzystanie funduszy i wynosi ono okolo 70%. Zakladam sie, ze
      wykorzystanie w Polsce bedzie wynosilo w najlepszym przypadku
      okolo 50% tych teoretycznych miliardow.

      Wniosek 2: Zostac w EOG, zrezygnowac z UE. Obecnosc w UE jest co
      prawda politycznie bardzo atrakcyjne, tylko ze mozna sobie
      postawic pytanie co jest lepsze: bedac biednym, obdartym
      pyskowac o golym pysku w Brukseli, czy tez dobrze zarabiac i
      nie ponosic niepotrzebnych wydatkow. Przstepujac do UE teraz
      jest tak, jakby ktos zarabiajacy 2500 zl przystepowal do
      eksluzywnego klubu golfowego z roczna skladka 25'000 tys zl.
      Moze nawet sie nie umrze z glodu jedzac trawe na placu, ale czy
      to jest warto? Wedlug mnie. Majac dynamicznie rozwijajaca sie
      gospodarke, ma sie rowniez wplyw.
    • darr2 znowu fritz 24.04.03, 23:15
      Szwajacaria w 91 roku odrzucila w glosowaniu przystapienie do EOG. Teraz
      zawarto tzw. uklady dwustronne, ktore odpowiadaja w wielu punktach temu
      przystapieniu. Co jest ciekawe, to cala dyskusja, ktora odbyla sie przed
      glosowaniem. Zwolennicy argumentowali dokladnie w ten sam sposob, jak to sie
      robi w teraz w Polsce, a wiec izolacja, przemysl bedzie uciekac i itd. Cale
      spektrum. W zeszlym roku zrobiono porownanie. Okazalo sie, ze wrecz odwrotnie,
      wiele firm przyszlo do CH, pomimo wyzszych pensji, wlasnie dlatego ze nie ma
      tutaj Eurosklerozy ( sa za to inne choroby :))

      A w tej chwili, duzy przemysl, ktory przed glosowaniem w 91 wachal sie, teraz
      nie ma najmniejszych watpliwosci, ze nie.
      Ale czesc elit politycznych chce do UE. Na szczescie nie maja w ciagu
      najblizszych 20 lat najmniejszej szansy. A potem, zobaczymy.

      A wiec jeszcze raz: tu naprawde chodzi o dynamike i mozliwosc rozwoju. Polska
      bedzie nawet duzo bardziej atrakcyjna bedac na zewnatrz wlasnie ze wzgledu na
      dojscie do UE nie bedac czlonkiem UE rowniez dla firm azjatyckich, rosyjskich i
      amerykanskich. Wiecej pieniedzy, ale nie w rekach panstwa, tylko przemyslu,
      przyspieszylo by rozwoj. Ale to wszystko. Rozstrzygajace sa warunki brzegowe:
      reforma podatkow, wysokosc podatkow i elastyczny rynek pracy. Te zmiany i tak
      musza byc zrobione przez Polske. UE tego nie zrobi. Tylko wraz z innymi
      faktorami przynosza one duzo wiecej pozostajac w EOG.
    • darr2 el matador i nikt 24.04.03, 23:18
      Odpowiadając, Maciejowi z angloamerykańskiego Verizonu, bestia leży w
      położeniu geopolitycznym Polski, na zachodzie mamy poetncjalnie
      najsilniejszą gospodarkę narodową na świecie , z rocznym eksportem
      sięgającym 800 milardów dolarów(dla porównania gospodarka amerykańska
      eksportuje za 950 miliardów dolarów)przy czym struktura to w przypadku hydry
      niemieckiej przede wszystkim high tech i eksport elektromaszynówki o
      najwyższych standardach światowych, na Wschodzie mamy największy rezerwuar
      surowcowo - energetyczny świata i potencjalnie najwiekszy potencjał naukowo-
      badwczy związany z działalnością byłego kompleksu militarno - przemysłowego
      ZSRR.Pośrodku tego unikalnego geoukładu jesteśmy MY - POLSKA, toteż
      najmniejszy błąd w naszej polityce gospodarczej może mieć reperkusje idące
      jak złowroga fala po całej gospodarce śiatowej.Niesłychaną rolę Polski docenia
      pierwsza gazeta gospodarcza moloch zjednoczonych Niemiec - HANDELSBLATT,która
      stale poświęca Polsce szczegółwe analizy finansowo - gospodarcze,
      Od Macieja dowiedziałbym się z przyjemnością jak to wygląda w obszarze
      anglojęzycznym, ale z tego co orientuję się Anglicy i Amerykanie już teraz
      wiedzą że nie wygrają z hydrą EUROLAND " u(vide NIEMIEC) poniewaz maja słabe
      rozeznanie właśnie w naszym ,najważniejszym z punktu widzenia strategicznego
      REJONIE od Warszawy po OMSK i NOWOSYBIRSKWIATA(tzw. według teorii
      Huntingtona).

      i dlatego wlasnie USA chce aby The Beast byla ich drugim znaczacym
      sojusznikiem w Europie po Wlk Brytanii

    • Gość: Romana Giertycha Dyskusja o unii na f.Gospodarka.+ wypowiedz IP: *.dsl.anhm01.pacbell.net 25.04.03, 06:04
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=30&w=5702488
      "Czy Polsce grozi wyłączenie ze wspólnego handlu w ramach UE?

      Roman Giertych

      Roman Giertych z Ligi Polskich Rodzin po raz kolejny wezwał premiera Leszka
      Millera, by wycofał polską delegację z udziału w szczycie w Atenach i nie
      podpisywał Traktatu Akcesyjnego. Giertych podkreślił na poniedziałkowej
      konferencji prasowej we Wrocławiu, że powodem takiego apelu są zapisy Traktatu.

      Traktat Akcesyjny ma zostać podpisany w środę w Atenach.

      Zdaniem polityka LPR, z treści 43 deklaracji Traktatu wynika, że Unia
      Europejska zastrzega sobie, iż może Polskę wyłączyć ze wspólnego handlu w
      ramach UE.

      "Może się okazać, że po wejściu do UE Polska będzie mogła eksportować towary
      wyłącznie do krajów, które do Unii nie należą" - uważa poseł LPR.

      Według niego, może się okazać, że "Polska wejdzie do UE w sensie politycznym, a
      w gospodarczym będzie z Unii wyłączona".

      "To jest pułapka kontraktowa, którą zwykle stosują duże firmy wobec małych
      przedsiębiorstw. Tę pułapkę zastosowano wobec nas w końcowych zapisach Traktatu
      Akcesyjnego. Towary wysyłane przez Polskę do krajów UE mogą być monitorowane. A
      to oznacza, że eksport może zostać powstrzymany lub nawet zakazany" - uważa
      Giertych.

      Zdaniem posła LPR, fakt, że nikt nie poinformował opinii publicznej o tym
      zapisie to "prawdziwy skandal".

      Deklaracja nr 43 znajduje się na końcu Traktatu Akcesyjnego.

      Nieujawnienie jej zapisów przez polskich negocjatorów Giertych
      nazwał "łajdactwem politycznym".

      PAP"


      Macie jeszcze jakies pytania?
      Bo ja nie mam zadnych.
      Jedyne co EWENTUALNIE mozna zrobic w przypadku prob zastosowania w/w przepisu
      przez UE, mozna probowac traktat z Maastricht zerwac lub probowac uniewaznic.
      Jednakze zasada pacta sunt servanda moze nam takie dzialanie uniemozliwiac,
      moglibysmy nawet probowac wdrazac argumentacje, ze Traktat byl jednostronnie
      podstepny, jednakze w swietle chociazby publicznych opinii w tym np. moich,
      (he he he) udowodnienie takiego podstepu nie bedzie sprawa prosta, wot
      podpisanie niekorzystnej umowy miedzynarodowej i jedynie czekanie na zmilowanie
      panskie lub nowa konstytucje z zapisami o wyjsciu z UE mogloby Polske uratowac.
      Tymczasem najwazniejszy w biznesie jest czas, a wedlug mnie 3 lata "pobytu"
      w Unii wystarcza w zupelnosci zeby wykonczyc 60% miejsc pracy, ktore jeszcze w
      Polsce sa. To tyle.

      Wiem, ze trudno jest przekonac Fizyka, znam to juz z dyskusji tutaj,
      ale czasem naprawde trzeba zmienic zdanie, bo mozna zbankrutowac.

      Pa.

    • darr2 Kajetan o EOG 26.04.03, 06:28
      Gość: Kajetan 25-04-2003

      Myślę, że to pomoże.

      Układ o utworzeniu Europejskiego Obszaru Gospodarczego – Układ o
      EOG – wszedł w życie 1 stycznia 1994 roku. Obecnie obejmuje 15
      państw członkowskich Unii Europejskiej oraz państwa członkowskie
      EFTA – Islandię, Liechtenstein i Norwegię. Szwajcaria, członek
      EFTA, nie uczestniczy we współpracy w ramach EOG.

      Układ o EOG wprowadza wspólne ustawodawstwo w zakresie handlu i gospodarki.
      Porozumienie obejmuje również inne dziedziny, będące przedmiotem wspólnego
      zainteresowania krajów członkowskich i pozostające w ścisłym związku z
      ustanowieniem Rynku Wewnętrznego, takie jak np. wykształcenie i ochrona
      środowiska. Dlatego Układ o EOG ma znaczenie w naszym życiu codziennym.
      Umowa obejmuje również kwestie warunków pracy i praw konsumenckich. Norweskie
      ustawy i rozporządzenia zostały zharmonizowane z ustawodawstwem EOG. Norwescy
      uczniowie i studenci aktywnie uczestniczą w programach wymiany, a Norwegowie
      mogą swobodnie osiedlać się i starać o pracę w innych państwach
      członkowskich EOG. Dla Norwegii istotne są jak najlepsze stosunki z krajami
      sąsiadującymi, z którymi Norwegia prowadzi również najbardziej ożywioną
      wymianę handlową. 80 procent norweskiego eksportu stanowi eksport do UE (ze
      Szwecją, Finlandią i Austrią włącznie), a z tych samych krajów pochodzi
      blisko 70 procent norweskiego importu. Układ o EOG wprowadza wspólne
      ustawodawstwo we wszystkich krajach stowarzyszonych. Niniejsza publikacja
      przedstawia krótko treść Układu o EOG.

      www.pai.pl/europa/gospodarka/2_2003_bez_cla.htm

      Nr 2 /2003 20-27 STYCZNIA 2003
      Polska rozpoczęła negocjacje z Unią Europejską (UE) w sprawie przystąpienia do
      Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EOG). Negocjacje powinny zakończyć się w
      marcu. Polskiej delegacji przewodniczy podsekretarz stanu w Urzędzie Komitetu
      Integracji Europejskiej (UKIE) Jarosław Pietras.

      www.polskiejutro.com/art/n.php?p=370218.12.2002

      Polska złożyła w środę formalny wniosek o przystąpienie do Europejskiego
      Obszaru Gospodarczego (EOG). Oprócz państw Unii Europejskiej należą doń
      Islandia, Norwegia i Liechtenstein. Obszar pozwala im korzystać z dobrodziejstw
      uczestnictwa w unijnym jednolitym rynku, ale nie daje prawa do współdecydowania
      o rządzących nim regułach. Uczestnictwo w EOG jest obowiązkowe dla wszystkich
      członków UE. Negocjacje w sprawie przystąpienie 10 przyszłych państw
      członkowskich Unii także do EOG rozpoczną się 9 stycznia i powinny się
      zakończyć w marcu. Ich rezultaty mają być zatwierdzone przez kraje należące do
      EOG równolegle z ratyfikacją w obecnych i przyszłych państwach członkowskich
      Unii Traktatu Akcesyjnego o przystąpieniu do niej 10 nowych państw. W zamian za
      dostęp do jednolitego rynku Norwegia, Islandia i Liechtenstein udzielają pewnej
      niewielkiej pomocy uboższym państwom członkowskim Unii (120 mln euro w okresie
      1998-2003). Zwiększenie tej pomocy w celu objęcia nią Polski i innych nowych
      członków będzie przedmiotem negocjacji, podobnie jak rozciągnięcie na nich umów
      łączących UE z pozostałymi państwami EOG w zakresie rolnictwa i rybołówstwa.


      www1.gazeta.pl/ue/1,44625,1258571.html

      Bruksela 09-01-2003
      Norwegia nie skorzysta z wynegocjowanego przez Unię okresu przejściowego,
      dzięki któremu niektóre państwa UE nawet przez siedem lat mogą stosować u
      siebie ograniczenia wobec pracowników z Polski.
      W czwartek w Brukseli odbyła się pierwsza runda negocjacji w sprawie
      rozszerzenia Europejskiego Obszaru Gospodarczego, tworzonego dziś przez 15
      krajów UE, Norwegię, Liechtenstein i Islandię. Dziesięć przyszłych państw
      członkowskich Unii - w tym Polska - musi też znaleźć się w EOG, bo wszyscy
      członkowie UE wchodzą w skład tej strefy wolnego handlu. Te swoiste "małe
      rokowania" rozszerzeniowe powinny skończyć się w kwietniu - przed podpisaniem
      traktatu o przystąpieniu Polski do UE.

      www.ojczyzna.pl/ARTYKULY/KAMYK__III-Polska-Konferencja-Uniosceptyczna.htm

      MIŁOSZ MARCZUK, publicysta Najwyższego Czasu!, który wyspecjalizował się w
      tematyce unijnej, mówił krótko i skupił się tylko na zagadnieniach
      gospodarczych. Tym którzy obawiają się izolacji gospodarczej Polski poza Unią
      pokazywał, że wcale nie musimy być członkiem UE. Wystarczy bowiem tak jak
      Norwegia, Islandia i Lichtenstein wejść do Europejskiego Obszaru Gospodarczego,
      co byłoby dla nas o tyle korzystne, że nie musielibyśmy uczestniczyć we
      wspólnych politykach unijnych, które są jedynie pompami ssąco-tłoczącymi. I
      byłoby to o wiele tańsze! Według obliczeń Marczuka, jeśli Norwegia płaci 30 mln
      euro składki na EOG, to nasza składka wyniosłaby około 20 mln Euro [jak to się
      ma do tych 2,5 mld euro naszej składki na UE, które musimy zapłacić w latach
      2004-06!].


      • Gość: Grażyna Kaczorowsk EUROPEJSKI OBSZAR GOSPODARCZY IP: *.dsl.anhm01.pacbell.net 27.04.03, 04:45
        Wbrew temu co mówią euroforycy nie czeka nas los Białorusi, gdyby Polska nie
        zdecydowała się na wejście do Unii Europejskiej. Wszyscy straszący nas
        zapomnieli o innych niż Unia możliwościach integracji z Europą Zachodnią -
        strefą dobrobytu. Nie bez przyczyny niewiele mówi się o Europejskim Obszarze
        Gospodarczym, czy strefie z Schengen.

        Dla przeciętnego Polaka plusy wejścia do Unii Europejskiej to możliwość
        podjęcia pracy w krajach Unii, czy swobodne podróżowanie. Nieliczni z nas
        jednak wiedzą, że dla uzyskania takich możliwości nie jest konieczne
        wstępowanie naszego kraju do Unii Europejskiej.
        9 stycznia Polska i inne państwa kandydujące do Unii Europejskiej rozpoczęli
        rokowania z krajami Piętnastki oraz Norwegią, Islandią i Lichtensteinem o
        wejściu do Europejskiego Obszaru Gospodarczego (European Economic Area).

        Pieniądze za udostępnienie rynku

        Niestety rząd Leszka Millera , a także media zredukowały negocjacje z EEA do
        możliwości otrzymania z państw EFTA pomocy w zamian za dostęp do polskiego
        rynku. To, że państwa biedniejsze w zamian za udostępnienie swego rynku w
        ramach EEA otrzymują bezzwrotne dotacje nie jest novum. W połowie lat 90-tych
        za dostęp do jednolitego rynku Norwegia, Islandia i Liechtenstein udzieliły i
        nadal udzielają pomocy uboższym państwom Unii (120 mln euro w okresie 1998-
        2003).
        Fundusze jakie kraje EFTA przekazały do dyspozycji Grecji, Hiszpanii, Irlandii
        i Portugalii miały na celu zniwelowanie negatywnych skutków dla biedniejszych
        krajów Wspólnot, wynikających z faktu utworzenia EEA. Otrzymały one wówczas
        równowartość 0,5 mld euro do Funduszu Spójności Wspólnot Europejskich, z
        którego udziela się bezzwrotnych dotacji na finansowanie inwestycji we
        wspomnianych państwach. Dotacje te objęły takie dziedziny, jak: ochrona
        środowiska, transport, oświata oraz na wspomaganie rozwoju małych i średnich
        przedsiębiorstw.
        Ponadto państwa te korzystały z nieoprocentowanych pożyczek z Europejskiego
        Banku Inwestycji. Na jego konto kraje EFTA wpłaciły l,5 mld euro. Z tego to
        funduszu finansowane są odsetki pożyczek, udzielanych przez ten Bank na
        realizację przedsięwzięć służących rozwojowi zacofanych regionów Wspólnot.

        Negocjacje z EFTA

        Negocjacje, które rozpoczęły się 9 stycznia mają się składać z czterech rund i
        zakończyć w marcu. Na czele polskiej delegacji stoi podsekretarz stanu w UKIE
        Jarosław Pietras. Przedmiotem rokowań będzie zwiększenie tej pomocy - w celu
        objęcia nią Polski i innych nowych członków - oraz rozciągnięcie na nich umów
        łączących UE z pozostałymi państwami EEA w zakresie rolnictwa i rybołówstwa.
        Przedstawiciele stron przystępujących do rokowań nie chcą ujawnić, na jak duże
        kwoty może liczyć Polska. Eksperci Komisji Europejskiej uważają, że nowym
        członkom - ze względu na ich niski produkt krajowy brutto - należy się
        wielokrotnie więcej niż dotychczas Hiszpanii, Grecji i Portugalii.
        Niektórzy eksperci mówili nawet o zwiększeniu tego funduszu do pół miliarda
        euro rocznie (wówczas 200-250 mln przypadłoby Polsce), ale Norwegia, Islandia i
        Liechtenstein nie chcą o tym słyszeć. Oslo i Reykjavik dają jednak do
        zrozumienia, że byłyby skłonne "nieco szerzej" otworzyć portfele niż obecnie,
        gdyby zachowały korzystne warunki dostępu dla swoich produktów rybnych do
        rynków Polski i innych nowych członków Unii. Problem polega na tym, że
        Piętnastka ogranicza dostęp do swojego rynku - i oczekuje tego od nowych
        członków - w odpowiedzi na restrykcje w dostępie jej rybaków do łowisk
        norweskich i islandzkich. Polsce narzucono w trakcie negocjacji akcesyjnych
        nałożenie 20 procentowego cła na ryby z krajów spoza UE.

        Z polskiego punktu widzenia

        Niestety, rezultaty rokowań mają być zatwierdzone przez wszystkie kraje
        należące do EEA równolegle z ratyfikacją w obecnych i przyszłych państwach Unii
        Traktatu Akcesyjnego o przystąpieniu do niej 10 nowych krajów. A przecież z
        naszego narodowego punktu widzenia powinniśmy walczyć o to, aby naszego wejścia
        do EEA nie uzależniać od przystąpienia do Unii.
        Jeśli uzyskalibyśmy taką możliwość koniecznością byłoby, aby nasi negocjatorzy
        postulowali wpłacenie należnych nam kwot z tytułu udostępnienia własnego rynku
        bezpośrednio do budżetu, a nie do Unijnego funduszu spójności. A także
        uzupełnienie porozumienia o klauzule umożliwiające korzystanie Polski z
        nieoprocentowanych pożyczek z EBI
        Z drugiej strony może warto byłoby się zastanowić, dlaczego kraje Piętnastki
        nie płacą nam za nieograniczone udostępnienie im rynku, skoro państwa EFTA są w
        stanie zapłacić aż tyle za ograniczony dostęp do naszego rynku?

        Przyczyny powstania EEA

        Wracając do Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EEA) to u jego podstaw legł
        interes ekonomiczny ówczesnej Europy. Po utworzeniu Wspólnot Europejskich oraz
        Europejskiego Stowarzyszenia Wolnego Handlu (EFTA) stało się jasnym, że rynek
        europejski jest swego rodzaju całością i izolowanie się może doprowadzić do
        stagnacji. Wzajemne powiązanie gospodarek przekładało się między innymi na
        obroty handlowe poszczególnych państw, które w wielu przypadkach utrzymywały
        się na poziomie 50 procent. Dlatego już w 1977 roku państwa EFTA zawarły umowy
        z WE w sprawie zniesienia ceł w handlu artykułami przemysłowymi między nimi.
        Szeroka współpraca w zakresie gospodarczym, rozszerzona o transport i
        komunikację, badania naukowe i ochronę środowiska stworzyły możliwości dalszego
        rozwoju zarówno jednych, jak i drugich.
        Powstanie Europejskiego Obszaru Gospodarczego w dotychczasowym kształcie to
        koniec lat 80-tych. Główną zasadą miało być wspólne administrowanie europejskim
        obszarem gospodarczym. Propozycja ta wyszła z krajów Wspólnot Europejskich i
        EFTA podczas spotkania na szczycie w Oslo w marcu 1989 roku przystała na nią. W
        rezultacie 20 czerwca 1990 r. rozpoczęły się negocjacje w tej sprawie.
        Zakończyły się one wypracowaniem obszernego (ponad 1200 stron) Układu w sprawie
        utworzenia Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EEA).
        Układ EEA przewiduje też podjęcie przez jego państwa członkowskie współpracy w
        dziedzinach pozagospodarczych, a mianowicie: ochrony środowiska, polityki
        socjalnej, turystyki, audiowizualnej, oświaty, badań naukowych i rozwoju
        technologicznego, informatyki i statystyki.Mają być prowadzone też działania
        służące rozwojowi małych i średnich przedsiębiorstw.

        Wspólny rynek bez rolnictwa

        Wspólny rynek obejmuje niemalże wszystko poza handlem artykułami rolnymi. Co z
        punktu widzenia polskich interesów jest dużym plusem. Zezwala to bowiem na
        ochronę naszego rynku rolnego i przemysłu spożywczego, czyli najważniejszych
        dziedzin gospodarki w Polsce, które maja szansę na dynamiczny rozwój, jeśli nie
        zostanie im włożony unijny gorset limitów produkcji.
        Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na to, że ewentualny brak akcesu do UE państw
        Europy Środkowej, podobnie, jak to miało miejsce w przypadku państw , które
        pozostawały poza Wspólnotami Europejskimi wymusi w krótszej lub dłuższej
        perspektywie konieczność integracji gospodarczej. Ktoś może zapytać: dlaczego?
        Wystarczy rozejrzeć się dokoła - miliony euro, które firmy z Unii zainwestowały
        w Polsce oraz miliardy jakie tu zarabiają. Wbrew temu co mówią różni
        propagandziści od Unii Europy Środkowej nikt na Zachodzie sobie "nie odpuści",
        bowiem to jedyny naprawdę opłacalny kierunek ekspansji towarowej. Oczywiście
        jest jeszcze Ameryka, ale na bogatej północy czeka Europejczyków wymagająca
        konkurencja, a biednego południa po prostu nie stać. Poza tym odległości
        dodatkowo podrażają i tak już drogi produkt "made in UE".
        Rozszerzenie EEA jest więc przesądzone bez względu na to czy państwa
        kandydujące zdecydują się czy też nie na wstąpienie do Unii.
        • Gość: , Re: EUROPEJSKI OBSZAR GOSPODARCZY IP: *.dsl.anhm01.pacbell.net 27.04.03, 04:47
          "Przystąpienie do Europejskiego Obszaru Gospodarczego pozwoli nam na ochronę
          naszego rynku rolnego i dalszy jego dynamiczny rozwój.


          Europejski Obszar Gospodarczy (EEA) powstał 1 stycznia 1994 roku. Układ w tej
          sprawie podpisano 2 maja 1992 roku. Członkami EEA zostały wszystkie państwa
          Unii Europejskiej, tj. Belgia, Dania, Francja, Grecja, Hiszpania, Holandia,
          Irlandia, Luksemburg, Portugalia, RFN, Wielka Brytania i Włochy oraz 5 państw
          EFTA, tj. Finlandia, Austria, Islandia, Norwegia i Szwecja. Szwajcaria i
          Liechtenstein również brały udział w negocjacjach nad układem założycielskim
          EEA. Ludność Szwajcarii w referendum w grudniu 1992 r. nie wyraziła jednak
          zgody na przystąpienie tego państwa do EEA.
          W rezultacie Szwajcaria posiada w tym ugrupowaniu status obserwatora. Natomiast
          Liechtenstein przystąpił do EEA dopiero l maja 1995 r. Ponieważ jest związany
          unią celną ze Szwajcarią, musiał bowiem uprzednio przeprowadzić stosowne
          rokowania z tym państwem w zakresie pogodzenia istnienia między nimi unii
          celnej z jego uczestnictwem w EEA.
          Naczelnym organem EEA jest Rada, składająca się z członków Rady i Komisji UE
          oraz przedstawicieli (po jednym) rządów państw EFTA na szczeblu ministrów.
          Nadzoruje ona realizację postanowień układu EEA oraz ustala kierunki działania
          Wspólnego Komitetu. Winna zbierać się nie rzadziej niż co 6 miesięcy.
          Funkcję organu wykonawczego pełni Wspólny Komitet. Podjęcie przez niego uchwały
          wymaga consensusu między przedstawicielami UE z jednej strony, a państwami EFTA
          z drugiej strony. Rozstrzyga on też spory między Unią Europejską a państwami
          EFTA na tle realizacji i interpretacji postanowień Układu w sprawie EEA.
          Wyjątek stanowią spory na tle przestrzegania zasad konkurencji, w przypadku
          których wyłączną jurysdykcję posiada Trybunał Sprawiedliwości Wspólnot
          Europejskich.
          Wspólny Komitet Parlamentarny pełni funkcję doradczą wobec Rady i Wspólnego
          Komitetu. Składa się z jednakowej liczby (po 33) członków Parlamentu
          Europejskiego i parlamentów narodowych państw EFTA. Rozpatruje coroczne
          sprawozdanie Wspólnego Komitetu.
          Komitet Doradczy składa się z jednakowej liczby przedstawicieli Komitetu
          Ekonomiczno - Społecznego UE i Komitetu Doradczego EFTA. Przekłada on opinie i
          raporty Radzie oraz Wspólnemu Komitetowi. Mogą być tworzone komitety ekspertów.
          Realizację postanowień Układu w sprawie EEA przez państwa UE nadzoruje jej
          Komisja, a przez państwa EFTA - Władza Nadzorcza.



          ZASADY EEA
          Swobodny przepływ towarów, osób, kapitałów usług oraz jednolite zasady
          konkurencji to zasady na jakich ustanowiono Europejski Obszar Gospodarczy.
          SWOBODNY PRZEPŁYW OSÓB oznacza, że obywatel jednego państwa EEA ma prawo do
          zamieszkania i pracy oraz oferowania swych usług lub zakładania
          przedsiębiorstwa w dowolnym innym państwie EEA, przy czym uznawane są bez
          żadnych ograniczeń wszelkie dyplomy i inne dokumenty, świadczące o posiadanym
          wykształceniu i kwalifikacjach zawodowych. Niedopuszczalne są jakiekolwiek
          formy dyskryminacji pracowników ze względu na posiadane obywatelstwo.
          SWOBODNY PRZEPŁYW USŁUG oparty jest na klauzuli narodowej. Oznacza to, że
          państwa EEA winny traktować firmy usługowe z innych państw EEA nie gorzej niż
          własne. Działalność instytucji kredytowych oparta jest na dwóch zasadach:
          zezwolenie na działalność w zakresie usług kredytowych, wydane w jednym
          państwie EEA, uprawnia do świadczenia analogicznych usług w pozostałych
          państwach EEA;
          - państwo, które wydało powyższe zezwolenie, jest odpowiedzialne za
          nadzorowanie działalności powyższych instytucji prowadzonej w innych krajach
          EEA. W przypadku SWOBODNEGO PRZEPŁYWU KAPITAŁÓW postanowiono, że i tu będzie
          stosowana klauzula narodowa, tzn. że kapitał zagraniczny będzie traktowany nie
          gorzej niż kapitał narodowy. Zniesiono bezpośrednią i pośrednią kontrolę
          transferu kapitału, inwestycji i pożyczek.
          USŁUGI w dziedzinie transportu (tak lądowego, jak morskiego i lotniczego)
          oparte są na zasadzie wzajemności i wolnego dostępu do rynku państw EEA. Mają
          być stosowane do siebie wymogi techniczne i pracy w tej dziedzinie
          poszczególnych państw. Państwa EFTA przyjęły wszystkie inne zasady w dziedzinie
          transportu, obowiązujące we Wspólnotach Europejskich.
          Układ EEA reguluje też usługi ubezpieczeniowe, telekomunikacyjne, audiowizualne
          i informacyjne.
          UKŁAD NIE OBEJMUJE SWOBODNEGO HANDLU ARTYKUŁAMI ROLNYMI



          Fot. CAL EC
          Państwa EFTA za dostęp do wspólnego rynku musiały wpłacić 1,5 miliarda euro do
          Europejskiego Banku Inwestycji ( na zdjęciu). Uboższe regiony Unii korzystały z
          nieoprocentowanych pożyczek na inwestycje.


          ARTYKUŁY ROLNE
          Układ EEA nie przewiduje ustanowienia swobodnego handlu artykułami rolnymi
          między jego państwami, ani rozciągnięcia na kraje EFTA wspólnej polityki rolnej
          istniejącej w WE. Zakłada on jednak pewną liberalizację handlu niektórymi
          artykułami rolnymi, jak też podejmowanie w przyszłości nowych kroków na rzecz
          liberalizacji tego handlu. Zajmuje się on handlem 56 produktów rolnych. Są to
          między innymi: produkty zbożowe, piwa, mocniejsze alkohole przemysłowe,
          przetworzone warzywa, dżemy, margaryny, lody, czekolady.
          Zakłada on możliwość stosowania tak zwanych środków wyrównujących różnice w
          kosztach podstawowych surowców rolnych w artykułach przetworzonych.
          Jednocześnie państwa EEA zobowiązały się nie nakładać wyższych opłat - cła,
          akcyzy o podobnym charakterze stosowane w dniu l I 1992 r. na powyższe produkty
          importowane z państw EEA.
          W przypadku zaś pozostałych 22 produktów (m.in. wód mineralnych, whisky, rumu
          herbaty i kawy, niektórych tłuszczów roślinnych i zwierzęcych, soków
          warzywnych) państwa EEA postanowiły nie stosować ceł w imporcie oraz opłat o
          podobnym skutku, w tym "elementu zmiennego" i refundacji w eksporcie.
          Ponadto ustalono harmonogram liberalizacji obrotów tymi produktami między
          państwami EEA. W przypadku jednych postanowiono znieść cła w obrocie nimi w
          ciągu 6 lat od wejścia układu w życie; w przypadku innych - zredukować cła o
          50% do końca 1996 r. Co dwa lata mają być dokonywane przeglądy warunków handlu
          artykułami rolnymi między państwami EEA pod kątem dalszej liberalizacji tego
          handlu.
          Układ reguluje też wymagania weterynaryjne i fitosanitarne w handlu artykułami
          rolnymi, reguły pochodzenia towarów dla przetworzonych produktów rolnych oraz
          regulacje techniczne, standaryzacyjne, zasady testowania i wydawania
          certyfikatów.
          Postanowienia, zawarte w układzie EEA w odniesieniu do handlu artykułami
          rolnymi są uzupełnione dwustronnymi umowami w sprawie powyższego handlu między
          WE a państwami EFTA, które zostały zawarte jednocześnie z tym układem, tj. 2 V
          1992 r. "


          Dalej oczywiscie autorka ta sama - Grażyna Kaczorowska

          www.polskiejutro.com/art/a.php?p=38raport
    • Gość: , postanowilem wpisac tutaj JANA z Krosna. IP: *.dsl.anhm01.pacbell.net 27.04.03, 04:41
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=522&w=5757298
      Wg.UE w Polsce 80%gospogarstw do likwidacji!!!
      Autor: Gość: Jan IP: *.krosno.sdi.tpnet.pl
      Data: 23-04-2003 18:36 + odpowiedz na list

      --------------------------------------------------------------------------------
      Komsja Europejska (wg.Carla Bedermana b. przedstawiciela UE d.s. Polski),
      założyła,że w pierwszych 5 latach w Polsce z 2mln. gospodarstw, ma zostać 200
      do 300 tys. gospodarstw. Liczba krów ma spaść z 1,5mln. szt. do 453 tys.
      sztuk!Będzie wtedy katastrofa z bezrobociem grożna, nie tylko dla Polski,
      ale dla UE.Rząd na temat postulatów rolniczych popartych na Jasnej Górze
      przez 30 tys. rolników nadal milczy, tak jak milczały media. Brak dialogu z
      rządem i pochwała strzelania do rolników, nie rozwiązuje problemu.
      Potrzeba reform, a nie pochwały pałokracji.
      Telewizja musi być narodowa - nasza- Polska.Abyśmy my mogli brać bezpośredni
      udział przez rozmowy telefoniczne i to na najbardziej drażliwe tematy.

      *****************************************************************************

      To dlatego Janie, poniewaz prezentujesz niezlomnosc pogladow, uparcie bronisz
      swojego zdania, starasz sie przekonywac swoich wspolrozmowcow i jestes
      kulturalnym czlowiekiem, ktory nie wyzywa nikogo, w przeciwienstwie do
      niektorych etatowych forumowiczow.


      Pozatym masz racje, ja sie z Toba zgadzam, NIE - UE.
      Pozdrawiam.
    • robisc Miłosz Marczuk o EOG 27.04.03, 09:16
      Poza Unią też jest życie

      Miłosz Marczuk

      Odrzucenie członkostwa w Unii Europejskiej nie musi oznaczać zerwania
      gospodarczych więzów z krajami Europy Zachodniej, jak piszą kłamliwie prounijni
      publicyści, strasząc nas Białorusią. Po polskim "nie" w referendum na temat
      przystąpienia do wspólnot europejskich, zamiast w Unii znajdziemy się zapewne w
      Europejskim Obszarze Gospodarczym (EEA), który łączy wspólny rynek unijny z
      rynkiem krajów Europejskiego Stowarzyszenia Wolnego Handlu (EFTA).

      Taki wariant współpracy z Unią wybrały: Norwegia, Islandia oraz Liechtenstein.
      Jest on o tyle korzystny, że pozwala na wolny handel z krajami całej niemal
      Europy, osiedlanie się naszych obywateli w dowolnym państwie Unii oraz EFTA
      (poza Szwajcarią), przy równoczesnym odstąpieniu od uczestnictwa we Wspólnej
      Polityce Rolnej - najgłupszym systemie rolniczym świata - oraz od Wspólnej
      Europejskiej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony (CESDP), uczestnictwo w której
      może z kolei narazić nas na konflikt ze Stanami Zjednoczonymi. Byłaby to
      sytuacja wręcz komfortowa zarówno dla naszej gospodarki, jak i polityki
      zagranicznej. I tania - za udział w EEA zapłacilibyśmy około 30 milionów euro
      rocznie. Poza tym nasze uczestnictwo w EEA jest już właściwie wynegocjowane.

      Tydzień temu postawiłem tezę, że przy nadciągającym kryzysie finansów
      publicznych jedyną rozsądną rzeczą jest zafiksowanie obecności polskiej
      gospodarki w strukturach wymuszających otwarcie naszych granic celnych.
      Najlepiej gdyby była to NAFTA. Patrząc jednak realistycznie na pęd naszych
      polityków do Brukseli, skonstatowałem, że będzie to jednak zapewne unijny
      wspólny rynek. Wspólnotowe stawki celne ze Stanami Zjednoczonymi są zresztą o
      wiele niższe niż między Polską a Stanami, co byłoby niewątpliwie korzystne dla
      naszej gospodarki. Oczywiście nie wierzę w żadne dobrodziejstwa ze sztucznie,
      jakby wbrew regułom gospodarki tworzonych unijnych funduszy strukturalnych czy
      dopłat bezpośrednich dla chłopów, którymi obracają biurokraci. Wspólny rynek to
      przede wszystkim inwestycje, również amerykańskie, które pozwolą nam w krótszej
      perspektywie niż bez uczestnictwa w nim wyjść z nadciągającej już burzy. Ale we
      wspólnym rynku możemy znaleźć się i bez wstępowania do Unii.

      Bez Unii

      Będąc w Unii, automatycznie stajemy się sygnatariuszami traktatu o Europejskim
      Obszarze Gospodarczym (EEA). Został on podpisany przez kraje EWG i kraje EFTA w
      maju 1992 roku. Po odrzuceniu go przez obywateli Szwajcarii w marcu 1993 roku
      dodano do niego protokół usuwający Helwetów z wykazu stron traktatu.
      Porozumienie weszło ostatecznie w życie 1 stycznia 1994 roku. Przed wstąpieniem
      do UE w 1995 roku, do EEA należały też Austria, Finlandia i Szwecja.

      Artykuł 128 umowy o EEA stanowi, że musi w nim się znaleźć każdy nowy kraj UE.
      Postawmy pytanie: na ile realne jest znalezienie się Polski w EEA bez
      wstępowania do Unii (czyli de facto do Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej)?
      Tutaj należałoby przywołać dwa przykłady. Pierwszy to przypadek Turcji. Krajom
      tworzącym EWG nie zależy specjalnie na członkostwie Turcji w jej strukturach.
      Równocześnie rządy tych krajów nie proponują Turcji obecności w EEA.
      Ostatecznie Turcji zaproponowano jedynie ustanowienie zerowej stawki celnej na
      produkty nierolnicze. Na więcej wspólnoty europejskie i ich partnerzy z EFTA
      się nie zdobyły. A czym prócz unii celnej jest EEA? Przede wszystkim ustanawia
      swobodny przepływ kapitału i ludzi. Każdy Norweg osiedlający się na przykład we
      Francji jest traktowany tam jako pełnoprawny obywatel (oprócz biernego prawa
      wyborczego w wyborach samorządowych oraz wszelkiego prawa wyborczego w wyborach
      do parlamentu czy też prezydenckich). Może podjąć pracę, założyć własny biznes
      itd. Kraje EEA nie zgadzają się nadać takiego statusu obywatelom Turcji.

      Drugi przykład to Norwegia. Dziś mało kto pamięta, że gdyby nie prezydent
      Francji Karol de Gaulle i jego niechęć do Brytyjczyków, Norwegia dawno byłaby w
      EWG, Euroatomie i Wspólnocie Węgla i Stali, czyli właśnie we wspólnotach
      europejskich, które de iure tworzą Unię Europejską. Norwegowie aplikowali
      pierwszy raz o wejście do wspólnot w roku 1962, razem z rządem Wielkiej
      Brytanii i Danii (należącymi do EFTA od roku 1960, kiedy to powstała ta
      organizacja). Francja zawetowała decyzję o przyjęciu Brytyjczyków i przez to
      wniosek akcesyjny Norwegii też został wrzucony do kosza. Gdyby referendum w
      sprawie przystąpienia do EWG odbyło się w 1963 roku, większość Norwegów
      opowiedziałaby się za członkostwem. Norwegowie nie odpuścili. Razem z Wielką
      Brytanią i Danią ponownie złożyli podanie o przyjęcie w roku 1967. Znów Francja
      zawetowała Brytyjczyków, co równało się odrzuceniu papierów Norwegii. Trzeci
      raz ten sam wniosek trafił z Oslo do Brukseli w roku 1970, również wraz z
      brytyjskim i duńskim.

      I paradoksalnie, to właśnie te dwa kraje weszły wkrótce potem do EWG, a nie
      Norwegia. Urażeni dwukrotnym podaniem im czarnej polewki Norwegowie w
      referendum z 1972 roku opowiedzieli się przeciwko członkostwu we wspólnotach.
      53,6 procenta biorących udział w głosowaniu powiedziało "nie". Trzeba było
      ponad dwudziestu lat, by rząd Norwegii znów aplikował o członkostwo we
      wspólnotach. 5 kwietnia, dwa miesiące po Austrii, Finlandii i Szwecji,
      Norwegowie rozpoczęli na nowo negocjacje z krajami "dwunastki". Referendum z
      roku 1994 znów zakończyło się zwycięstwem przeciwników: 52,3 procent biorących
      udział w głosowaniu powiedziało "nie".

      Było to jednak zupełnie inne głosowanie niż to w roku 1972. W tym czasie bowiem
      zmieniło się dużo i w obrębie samych wspólnot, jak też w stosunkach
      gospodarczych Norwegii ze wspólnotami. Od roku 1984 EWG zaczęła
      budować "wspólny rynek", czyli jednolity obszar gospodarczy - najwyższą formę
      współpracy gospodarczej. Ostatecznie sprawę wspólnego rynku przypieczętował
      Jednolity Akt Europejski podpisany w roku 1987. Zaś w praktyce wspólny rynek
      zaczął działać od 1993 roku. Kraje EFTA w trakcie tak zwanego procesu
      luksemburskiego uzgadniały wejście ich gospodarek do wspólnego rynku.
      Ostatecznym efektem tych uzgodnień było powstanie Europejskiego Obszaru
      Gospodarczego (EEA). W październiku 1992 roku parlament Norwegii (Storting)
      zdecydował o ratyfikacji traktatu o EEA. Ponieważ traktat cedował część
      procesów decyzyjnych z instytucji norweskich na ponadnarodowe, potrzebne było
      trzy czwarte głosów do jego przyjęcia. W praktyce było potrzebne 128 głosów. Za
      traktatem zagłosowało 130 posłów. 35 było przeciwko. Głosowanie w referendum
      1994 roku w sprawie przystąpienia do wspólnot odbywało się więc w specyficznej
      sytuacji. Norwegia ekonomicznie właściwie już w nich była. Bowiem jedynymi
      obszarami, które nie zostały objęte wspólnym obszarem celnym było rolnictwo
      oraz rybołówstwo. Norwegowie od lat dopłacają swoim rolnikom do ich dochodów z
      budżetu państwa. Robią to jednak w taki sposób, by za wszelka cenę podtrzymywać
      przy życiu małe gospodarstwa. Nie płacą też "pod produkcję", jak czyni to Unia,
      czego efektem są tony zboża i BSE, a "pod ekologię", czyli za samo uprawianie
      ziemi czy hodowlę zwierząt. Jeśli zaś chodzi o rybołówstwo, to Norwegia nie
      zgodziła się na przyjęcie unijnej wspólnej polityki rybnej ze względu na
      niechęć do wpuszczania na swe łowiska kutrów z krajów Unii.

      Przyjęcie pozostałych reguł ekonomicznych Unii uruchomiło wielkie możliwości
      norweskiemu przemysłowi wydobywczemu. Unijny wspólny rynek energetyczny
      zaowocował tym, że ponad 70 procent eksportu Norwegii trafia na rynek EWG. A 46
      procent tego eksportu to gaz i ropa. Tak zwany Fundusz Petrolowy, na którym
      przezorni Norwegowie zbierają pieniądze dla przyszłych pokoleń, bo przecież
      złoża się kiedyś skończą, wynosił na koniec 2001 roku 73,5 miliarda euro.

      Nic więc dziwnego, że w roku 1991 norweskie Ministerstwo Ropy i Energii w
      szerokim studium konkludowało, że unijne dyre
      • robisc Miłosz Marczuk o EOG -dokończenie 27.04.03, 09:19
        Nic więc dziwnego, że w roku 1991 norweskie Ministerstwo Ropy i Energii w
        szerokim studium konkludowało, że unijne dyrektywy i rozporządzenia tworzące
        wspólny rynek energii są zgodne z narodowym interesem tego kraju i
        rekomendowało pozytywne zakończenie rozmów o wstąpieniu do EEA. Ostatecznie
        wszystkie akty prawne dotyczące wspólnego rynku energii w sekcji gazowej i ropy
        znalazły się w traktacie o EEA. Wolny rynek przesyłu gazu i ropy był wielką
        szansą dla przemysłu wydobywczego Norwegii. Co zaś się tyczy sektora
        elektrycznego, to Norwegia była wzorem dla całej Unii w wypracowaniu
        liberalnego modelu rynku energii. Norweski prąd wytwarzany jest przez 337
        kompanii wykorzystujących siły natury, czyli wodę i wiatr. Norwegia jeszcze
        przed powołaniem EEA miała wspólny rynek energetyczny ze Szwecją, była więc i
        tutaj dobrze przygotowana na konkurencję unijną.

        Model wejścia Norwegii do wspólnego rynku jest oczywiście kuszący dla Polski.
        Myślę, że po pewnym okresie trudności w negocjacjach z krajami EEA w końcu
        znaleźlibyśmy się w Europejskim Obszarze Gospodarczym. Pewne problemy
        napotkalibyśmy pewnie w obszarach przesądzających o swobodnym przepływie osób i
        kapitału. Pamiętamy bowiem długie targi o okres przejściowy w
        obszarze "swobodny przepływ osób", dotyczącym karencji dla naszych obywateli w
        dostępie do unijnego rynku pracy. Skoro tak trudno rozmawiało się o tym w
        pakiecie spraw, gdzie mogliśmy w czymś w zamian ustąpić, gdzie pewne zapisy
        wynikają wprost z Traktatu Rzymskiego o EWG, to można założyć, że takie rozmowy
        w ramach EEA byłyby jeszcze trudniejsze, podobnie jak o swobodnym przepływie
        kapitału. Ale w końcu zakończyłyby się po naszej myśli. Bo taki jest też
        interes Europy Zachodniej. Bez tych dwóch rzeczy pozostawałaby właściwie unia
        celna, czyli powielenie przypadku Turcji. Takiego scenariusza kraje EEA nie
        chciałyby powielić, bo mają duże interesy gospodarcze w naszym kraju. Za dużo
        ich obywateli męczy się teraz w Polsce z niedogodnościami związanymi z
        legalizacją pracy i pobytu w Polsce, oczekując z wytęsknieniem zakończenia tych
        mąk po wejściu Polski do Unii (są to czasem całe managementy dużych konsorcjów
        europejskich), by odrzucić wniosek Polski o przyjęcie do EEA.

        Podrożeje łosoś

        Zresztą Polska i pozostałe nowe kraje Unii teraz właśnie negocjują warunki
        wejścia do EEA, przed planowanym na połowę kwietnia podpisaniem traktatu
        akcesyjnego do Unii. Z formalnego punktu widzenia pod koniec marca będą już
        znane warunki naszego przystąpienia do tej struktury. Wraz z podpisaniem
        traktatu o członkostwie we wspólnotach europejskich, podpiszemy też traktat o
        EEA. Referendum zaś ma przesądzić jedynie o członkostwie we wspólnotach.
        Odrzucając więc to członkostwo, nie odrzucamy EEA. Co więcej, mamy już
        wynegocjonowane warunki naszego w nim uczestnictwa. Oczywiście na te warunki
        składałyby się również wyniki negocjacji z Unią, niemniej jednak bez
        rozdziałów "rolnictwo", "polityka strukturalna" oraz "budżet i finanse", czyli
        najbardziej zbiurokratyzowanych i najdroższych obszarów działania Unii. Byłoby
        to więc uczestnictwo we wspólnym rynku jedynie w obszarach, które sama Unia
        stara się liberalizować, urynkawiać i przygotowywać na konkurencję wymuszoną
        globalizacją. Jak już pisałem, traktat o EEA znosi wszelkie bariery w
        przepływie ludzi, towarów, usług i kapitałów między Unią a jego pozostałymi
        członkami, ale nie dotyczy to rybołówstwa i rolnictwa.

        Płacą za wolny rynek

        Podczas negocjacji pojawiły się oczywiście problemy. Unia bowiem chce przy
        okazji wyszarpnąć od Norwegii, Islandii i Liechtensteinu wyższy haracz za
        możliwość uczestnictwa w unijnym wspólnym rynku. W zamian za dostęp do rynku
        wspólnotowego Norwegia, Islandia i Liechtenstein płacą na pomoc finansową dla
        uboższych państw Unii 120 mln euro w latach 1998-2003. Unia chce teraz
        zwiększyć wpisowe, bo twierdzi, że musi nim objąć Polskę i innych nowych
        członków. Mówi się nawet o zwiększeniu tego funduszu do pół miliarda euro
        rocznie (wówczas 200-250 mln przypadłoby Polsce), ale Norwegia, Islandia i
        Liechtenstein nie chcą się na to zgodzić. Unia obchodzi właśnie dziesięciolecie
        działania wspólnego rynku. Przy tej okazji Komisja wyliczyła, że dodatkowe
        bogactwo związane z istnieniem od 1 stycznia 1993 r. wspólnego rynku i jego
        swobód oszacować należy na 877 mld euro, czyli ok. 5,7 tys. euro na jedno
        gospodarstwo domowe. Dzięki integracji rynkowej unijny eksport do krajów
        trzecich wzrósł z 415 mld euro w 1992 r. do 985 mld w 2002 r., a unijne
        inwestycje bezpośrednie poszybowały w górę z 18 mld do 206 mld euro. Według
        szacunków Brukseli, bez istnienia jednolitego rynku unijne PKB w 2002 r. byłoby
        o 1,8 pkt. niższe. Wspólny rynek wymusił obniżkę taryf telekomunikacyjnych o 40-
        50 proc. i cen biletów lotniczych o 41 proc. Przedstawiając te wyliczenia,
        kraje "15" stosują nacisk na nieunijnych członków EEA, pokazując im, ile
        skorzystali na integracji gospodarczej.

        Polskie negocjacje dotyczą rozciągnięcia na nas umów łączących UE z pozostałymi
        państwami EEA w zakresie rolnictwa i rybołówstwa. Norwegia i Islandia byłyby
        skłonne zapłacić nieco więcej Brukseli, gdyby zachowały korzystne warunki
        dostępu dla swoich produktów rybnych do rynków Polski i innych nowych członków
        Unii. Problem polega na tym, że "Piętnastka" ogranicza dostęp do swojego rynku -
        i oczekuje tego od nowych członków - w odpowiedzi na restrykcje w dostępie jej
        rybaków do łowisk norweskich i islandzkich.

        Do tej pory, dzięki umowie z krajami EFTA, polskie firmy mogą sprowadzać ryby z
        Norwegii bez ograniczeń, po zerowej stawce celnej. Bez dostaw z tego kraju dość
        prężnie działające polskie przetwórnie - które sprowadzają z Norwegii prawie
        tyle ryb do obróbki (głównie śledzi i makreli), ile wyławiają polscy rybacy -
        mogą mieć kłopoty. Samych tylko łososi importujemy z Norwegii ok. 10 tys. ton
        rocznie. Kraje UE, a wśród nich zwłaszcza producenci tej ryby, jak Francja czy
        Wielka Brytania, bronią się cłami przed importem norweskiego łososia. Wchodząc
        do EEA i UE, Polska będzie musiała dostosować się do unijnego reżimu i
        wprowadzić cła. Wprawdzie zgodnie z regułami Światowej Organizacji Handlu
        dostaniemy bezcłowy kontyngent na import ryb z Norwegii w wysokości średniej
        importu z ostatnich kilku lat. Kontyngentem tym Polska będzie jednak musiała
        się podzielić z 24 pozostałymi członkami UE. Dlatego też Polska będzie starać
        się o zwiększenie potencjalnego kontyngentu o 20 proc. i skierowanie go głównie
        do Polski. Ale to na pewno się nie uda.

        Miłosz Marczuk


    • Gość: Fritz Wykorzystanie funduszy dla UE a nie Polski IP: *.dsl.anhm01.pacbell.net 27.04.03, 19:53
      Komisja napisala
      "Eksperci ISP stawiają dość poważny zarzut, iż przedstawiciele
      Komisji Europejskiej mieli większy wpływ na redakcję NPR niż
      środowiska polskie."

      I wedlug maja calkowicie racje:

      "Głównym celem NPR-u jest "rozwijanie gospodarki opartej na
      wiedzy i przedsiębiorczości". Faktycznie jednak blisko 60 proc.
      wszystkich wydatków jest skierowanych na rozwój podstawowej
      infrastruktury - na drogi i ochronę środowiska."

      ...............
      Szczegolnie, jezeli sie uwzgledni, ze Polska zawarla b.
      specjalna umowe, jezeli chodzi o ochrone srodowiska: mianowicie
      zobowiazal sie do uzywania "najlepszej istniejacej technologi".
      A to w tej chwili jest niemiecka technologia. Idiotyzm tego
      zapisu polega na tym, ze w Polskich warunkach ta technologia
      moze byc ev. o 5% gorsza, i w pomimo tego te olbrzymie
      pieniadze pojda na finansowanie miejsc pracy na zachodzie.
      Polskie firmy nie beda mialy cienia szansy na rozwiniecie
      wlasnych technologi. To jest po prostu kradziez gigantycznych
      pieniedzy w bialy dzien. Do tego dochodzi, ze z tych 11 mld
      euro, Polska wplaca 3 x 2.4 mld euro.

      " Wspieranie przedsiębiorczości dostanie jedynie kilkanaście
      proc., w tym - 9 proc. nowoczesne technologie. - Takie proporcje
      są złe - uważają autorzy. Inwestycje np. w drogi owszem,
      ułatwiają wykorzystanie całej puli funduszy strukturalnych, ale
      w ograniczonym stopniu przyczyniają się do rozwoju
      gospodarczego."

      .....
      Slusznie, technologiczne miejsca pracy wogole nie powstana,
      natomiast powstana infrastruktura na przewoz towarow i sprzedazy
      zachodnich towarow w Polsce. To jest klasyczny model kolonialny,
      znany z dziesiatek ksiazek.

      ...
      Tym bardziej, że przetargi na inwestycje infrastrukturalne
      wygrywać będą firmy zachodnie. To kolejna, kontrowersyjna teza.

      Ta teza wcale nie jest kontrowersyjna, tylko jest po prostu
      explocit zapisana w ukladzie akcesyjnym w wypadku infrastruktry
      w zakresie ekologi. A to sa te drogie roboty. A co ciekawsze,
      polskie firmy budowlane w Niemczech sa systematycznie
      dyskryminowane, a rzad zamiast im pomoc, np. przy skierowaniu
      sprawy do sadu, po prostu milczy. Przystapienie do UE teraz, na
      tych warunkach jest po prostu ekonomicznym nonsensem. Moze
      experci poleca glosowanie na NIE?
      .
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=522&w=5808732&a=5809531

      www1.gazeta.pl/gospodarka/1,33405,1447126.html
      • robisc W uzupełnieniu mój post - dyskusja z Gerardem 27.04.03, 20:29
        kto skorzysta
        Autor: Gość: robi IP: *.dialup.warszawa.pl
        Data: 29-01-2003 23:34 + dodaj do ulubionych wątków

        Gość portalu: gerkad napisał(a):

        > Witaj robi,mam tylko chwilę.Oczywiście ,że sie z Toba zgadzam w poruszonych
        > kwestiach - prywatyzacja ostatnich dwóch banków to było zapotrzebowanie
        > budzetowe.Co do ostatniego pytania mnie nie trzeba sie pytac tylko naszych
        > decydentów, oczywista,ze to ruszy niektore gospodarki ale nie naszą , jedyny
        > zysk to to ,ze ta infrastruktura ( czy to autostrady , oczyszczalnie
        > scieków,inne uzyteczności natury publicznej czy związane z ochrona
        srodowiska )
        > zostanie tu u nas, natomiast na pewno nie zmnieszy w znaczącym stopniu
        > bezrobocia , bo to będzie proces długofalowy co najmniej kilka lub powyzej 10
        > lat.

        Oczywiście, że jak już te autostrady powstaną, to będą nam służyć, a wczasie
        inwestycji niektóre branże odczują poprawę. Ale właściwie moje ostatnie pytanie
        szło w innym kierunku. Chodziło mi raczej, kto będzie realizował te inwestycje:
        polskie czy zagraniczne firmy? Otóż z moich obecnych doświadczeń wynika, że
        wiele przetargów drogowych współfinansowanych z funduszy PHARE czy ISPY jest
        wygrywanych pzrez firmy zagraniczne. Schemat ich działania jest następujący:
        liczy się cena, więc pzrygotowują ofertę z sufitu, aby tylko przetarg wygrać;
        po wygraniu, nie posiadając oczywiście własnego zaplecza do wykonania
        inwestycji (wyobraź sobie że to akurat nie jest atutem w przetargu) zlecają
        wykonawstwo za nędzne pieniądze polskim podwykonawcom, sami spijając śmietankę,
        nic w zasadzie nie robiąc. Co sie dzieje wówczs, kiedy okazuje się że za
        zaoferowaną cenę inwestycji nie da się wykonać? Podpisuje się aneks
        zwiększający środki na inwestycje, powody zawsze się znajdą. To nie jest
        jeszcze zjawisko na dużą skalę, bo też inwestycje są na tyle male, że warunki
        przetargowe są wstanie spełnic także polskie spółki (chociaż czy DROMEX albo
        SKANSKą można nazwać polską firmą?). Natomiast do nieporównanie większych
        kwotowo przetargów na budowę autostrad przystąpią europejskie tuzy w tej
        branży, z którymi polskie firmy nie mają szans konkurować, bo są po prostu za
        małe, będą więc występowąć jedynie w charakterze podwykonawców. A więc to co UE
        da na dofinansowanie inwestycji wroci do niej w znacznej części z powrotem w
        postaci podatków od firm, które zarobily na kontraktach w Polsce.
        I tym optymistycznym akcentem kończę na dzisiaj.

        Dobranoc

    • Gość: erik oak IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 30.04.03, 15:42
      Wybacz wielki Kim, że pytam ale od dłuższego czasu nurtuje mnie pytanie jaki
      (chociaż jeden) byłby twój argument "za" gdyby: Leper podczas jakiejś blokady
      wpadłby pod ciągnik i wyzionął ducha był.
    • Gość: robi Rafał Wójcikowski -Sojusz z USA alternatywą dla UE IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 01.05.03, 15:29
      W polskiej polityce strategicznej zaczyna rysować się alternatywa dla akcesji z
      UE. Jest nią strategiczny sojusz polityczno-gospodarczy z USA i wejście Polski
      do NAFTA. Warto rozważyć taką alternatywę. Euro-zwolennikom przypominam, że to
      nie europejska integracja pomogła odbudować potęgę gospodarczą Niemiec i
      Francji po wojnie, lecz amerykański plan Marshalla

      Właśnie minęły nam święta wielkanocne, w zasadzie dosyć radośnie – jeżeli
      chodzi o gospodarkę. Amerykanie zafundowali nam prawdziwy świąteczny prezent
      (częściowo tylko za nasze pieniądze) w postaci szerokiej oferty offsetowej. I
      wcale nie trzeba było szukać tego prezentu w ogrodzie. Okazuje się, że bycie
      sojusznikiem USA w dzisiejszych czasach jest dla nas najlepszym interesem
      ekonomicznym.

      Po raz pierwszy jesteśmy sojusznikiem zwycięzcy i nie minął miesiąc – a już
      podpisujemy umowy, w wyniku których napłyną do Polski miliardy dolarów.
      Ostatnie szacunki mówią już o 12 mld USD, inwestycjach technologicznych i
      umorzeniach kredytów. Ciągle aktualna pozostaje sprawa amerykańskich baz w
      Polsce.

      W tym samym czasie z niezwykłym trudem negocjacji ustaleń i targów po wielu,
      wielu latach podpisujemy jakże kontrowersyjny traktat akcesyjny z UE.
      Oczywiście rozmaici eksperci przekonują nas o ekonomicznych korzyściach
      wynikających z akcesji. Wątpliwości mają jednak rolnicy, górnicy, hutnicy,
      coraz większe także podatnicy – którym z okazji akcesji szykowana jest
      największa w dziejach III Rzeczpospolitej podwyżka podatków. Te targi o
      procenty, kwoty, limity, okresy ochronne, normy, udziały własne – powodują
      dosyć niejasny obraz opłacalności ekonomicznej integracji nawet dla dość
      racjonalnie myślących obywateli.

      Propaganda pro-europejska wprowadza przy tym szarego obywatela w niejasności
      wmawiając mu, że akcesja do UE równa się traktatowi z Schengen i unii
      monetarnej, a przecież tak nie jest. Ostatnie sondaże badań OBW wieszczą wręcz
      klęskę akcesji (51% przeciw – 49% za), co pomijane jest milczeniem, a przecież
      po spektakularnej klęsce rządu i SLD w sondażach należało się tego spodziewać.

      Niepokojące jest również wystąpienie Romana Prodi w „La Republice”, który
      krytykuje nas za kupno amerykańskich myśliwców. Jesteśmy niepoprawni –
      powinniśmy kupować latające staruchy z UE. Pamiętacie państwo podobne w tonie
      wystąpienie prezydenta Francji? To nie jest przypadek, że jeszcze nie weszliśmy
      do UE, a już usiłują ustawić do pionu resztki naszej
      europejskiej „niepoprawności” politycznej.

      Skoro akcesja z UE jest tak kontrowersyjna politycznie i ekonomicznie, rodzi
      się w wielkich bólach, radykalizuje sfrustrowane, narastającym kryzysem
      społeczeństwo, a z drugiej strony sojusz z USA kosztujący niewiele, a dający
      już teraz wielkie wymierne korzyści finansowe, to może zmienić orientację
      polityczną i ekonomiczną. Przypomina mi się stare przysłowie, które dla potrzeb
      niniejszego tekstu sparafrazuję: „Jak USA obiecuje, że da, to da, a jak Europa
      obiecuje, że da, to obiecuje”.

      Już dzisiaj rachunek ekonomiczny i polityczny jednoznacznie wskazuje na
      konieczność zmiany opcji. W przeciwnym przypadku nastroje społeczne sięgną
      bruku i większość w jesiennych wyborach (a chyba nikt już nie ma wątpliwości że
      wybory nastąpią jesienią) władzę przejmie Samoobrona. I już jej nie odda
      pokojowo.

      Szansę na akcesję nie są tak znaczące jak się wydaje. Czesi są jeszcze bardziej
      sceptyczni niż my, w obliczu większego kryzysu coraz wyraźniej rysuje się
      rozłam w UE na blok centralny (Niemcy, Francja, Belgia) oraz pro-amerykański
      (Wielka Brytania, Hiszpania, Holandia).

      Podsumowując – w polskiej polityce strategicznej zaczyna rysować się
      alternatywa dla akcesji z UE. Jest nią strategiczny sojusz polityczno-
      gospodarczy z USA i wejście do NAFTA. Warto rozważyć taką alternatywę. Euro-
      zwolennikom przypominam, że to nie europejska integracja pomogła odbudować
      potęgę gospodarczą Niemiec i Francji po wojnie, lecz amerykański plan
      Marshalla. Być może warto wrócić do dobrych wzorców, a integrować się z UE już
      po naprawie gospodarki, na zupełnie innych warunkach przetargowych.
      Argumenty geograficzne są już chyba nieaktualne – Australia i Nowa Zelandia ma
      wszędzie daleko, ich związki z Wielką Brytanią są wręcz historyczne, a jednak
      współpracują przede wszystkim z USA, co wychodzi im jednoznacznie na zdrowie.
      Nie sądzę też, że grozi nam zamknięcie granic i izolacjonizm z UE, gdybyśmy
      zagłosowali na NIE. Przecież chronią nas ustalenia WTO, OECD, nie sądzę też że
      UE odważy się na konflikt z sojusznikiem USA. Czy słyszeli państwo o wojnie
      gospodarczej UE z Nową Zelandią albo Kanadą, albo z Izraelem?



      Rafał Wójcikowski





      Sojusz z USA alternatywą dla UE? cz. 2
      część 1/3
      Mój ostatni artykuł, w którym przedstawiłem, realną moim zdaniem, alternatywę
      wobec akcesji z UE w postaci sojuszu polityczno – gospodarczego z USA i krajami
      NAFTA, wywołał spory szum na naszym portalu. Głosy były różne, od krańcowego
      potępienia ze strony UE-fanatyków, po pomruki zadowolenia od proamerykanskich
      ultraliberałów spod znaku partii republikańskiej. Postanowiłem więc jeszcze raz
      nawiązać do przedstawionej tydzień temu alternatywy dla Polski.

      Jeszcze raz chcę podkreślić, że stawiam jedynie do dyspozycji Państwa
      potencjalną alternatywę, proszę nie odbierać mojego głosu jako potępiającego w
      czambuł związki z UE. Wręcz przeciwnie – jestem zwolennikiem stowarzyszenia
      Polski z UE oraz jej wejścia w strukturę układu Schengen. Nie bardzo jednak
      widzę korzyści z samej akcesji politycznej, z unijnych norm i dyspozycji w
      zakresie podatków i ceł (zwłaszcza VAT i akcyza), a już w ogóle nie przekonuje
      mnie wspólna polityka rolna i system centralnych funduszy. Wspólna polityka
      rolna jest anty-rynkowa, wcześniej czy później musi doprowadzić do drożyzny i
      niskiej efektywności produkcji. System dopłat i limitów czyni rolnictwo nie
      elastycznym, nie odpornym na zjawiska losowe, rolnik staje się biurokratą i
      jego kwalifikacje nie koncentrują się na sprawach rolniczych lecz urzędniczych.

      Polityka funduszy europejskich, jest sprzeczna z zasadą efektywnej rynkowej
      alokacji kapitału. Pieniądze powinny zgodnie z tą zasadą płynąć swobodnie tam,
      gdzie będą najefektywniej inwestowane. Tymczasem w UE płyną tam, gdzie zarządzi
      urzędnik – np. do rolnictwa. W rezultacie ogromne środki inwestycyjne wydawane
      są nieefektywnie i spada tempo wzrostu gospodarczego, gdyż brakuje pieniędzy
      tam gdzie ich - z punktu widzenia rynku - potrzeba. W ten sposób można
      wpompować w byłą NRD drugie 600 mld EUR, a i tak kraj ten nie rozwinie się
      nawet kawałek. Podobnie będzie w Polsce – nam nie są potrzebne inwestycje w
      ekologię, rolnictwo, hutnictwo, czy nawet infrastrukturę. Nam potrzebne są
      inwestycję ... no właśnie, jakie – zdaje się, że powinien określić to rynek?

      UE to strefa wysokich podatków. I chociaż niektóre państwa usiłują tylnymi
      drzwiami ominąć europejskie normy w tym zakresie, to jednak mają wysoki VAT,
      cła, podatki dochodowe PIT i CIT. Wyjątkami w zakresie CIT są Irlandia oraz już
      niedługo Hiszpania. Chyba nie muszę przekonywać, że akcesja do UE oznacza
      wzrost podatków, wystarczy poobserwować obecne dyskusje na budżetem roku 2004.
      Polegają one prawie wyłącznie na szukaniu odpowiedzi na pytanie – skąd wziąć
      więcej pieniędzy. Gwarantuję państwu, że w 2005 roku problem ten jeszcze
      pogłębi się zamiast zmaleć. Znów czeka nas wzrost podatków.

      O skutkach wysokiego VAT i akcyzy nie chce mi się nawet pisać. Już teraz stacje
      benzynowe przypominają bardziej ekspozytury skarbówki ds. poboru podatków
      pośrednich niż punkty sprzedaży paliw. Tak samo zresztą jak sklepy monopolowe
      (sama nazwa!). Jako jedyne państwo w UE wchodzimy do niej z akcyzą na
      samochody, nie wiem jak z prądem – a
      • Gość: robi Rafał Wójcikowski -dokończenie IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 01.05.03, 15:32
        O skutkach wysokiego VAT i akcyzy nie chce mi się nawet pisać. Już teraz stacje
        benzynowe przypominają bardziej ekspozytury skarbówki ds. poboru podatków
        pośrednich niż punkty sprzedaży paliw. Tak samo zresztą jak sklepy monopolowe
        (sama nazwa!). Jako jedyne państwo w UE wchodzimy do niej z akcyzą na
        samochody, nie wiem jak z prądem – ale chyba też.

        PKB w 1994 roku (w mld USD) PKB w 2002 roku (w mld USD) wzrost w %
        UE 7447,5 8132,7 +9,2%
        USA 6259,9 9780,8 +56,2%
        NAFTA 7206,9 11012,6 +52,8%
        Polska 92,5 163,6 +76,9%
        Chiny 630,2 1131,2 +79,5%
        Indie 278,7 477,4 +71,3 %
        Irlandia 52,1 87,7 +68,3%
        Niemcy 2075,5 1939,6 -6,5%
        Francja 1355,0 1380,7 +1,9%
        Wlk. Brytania 1017,3 1476,8 +45,2%


        Jak UE się rozwija w ostatnich latach każdy widzi, ale nie ma to jak liczby
        (których to tak domagali się UE-fanatycy po poprzednim artykule). Oto one. W
        1994 roku (wybrałem ten rok z uwagi na fakt, iż w tym roku PKB NAFTA i UE były
        porównywalne). PKB UE był wyższy od PKB USA. W ciągu ośmiu lat PKB USA
        przyrastało 6 razy szybciej. Zapewne to przypadek. Także NAFTA zdystansowało UE
        pod względem rozwoju gospodarczego, chociaż w roku 1994 ich PKB były
        porównywalne.

        Polska rozwijała się bez pomocy UE w tempie ponad 8 razy szybszym od tempa UE.
        Czy to możliwe? Ba, rozwijaliśmy się szybciej niż europejski tygrys i wzór do
        naśladowania – Irlandia. Niestety, odkąd zaczęliśmy przyjmować europejskie
        normy, przepisy, podatki, a w konstytucji przyjęliśmy potworka pod nazwą
        społeczna gospodarka rynkowa – mamy to co mamy – wzrost spadł do zera, by po
        heroicznym zrywie przyśpieszyć do dwóch procent.

        Dwie największe potęgi UE – Niemcy i Francja zaprezentowały godny własnej
        polityki wzrost – tzn. Niemcy się cofnęły, a Francja odnotowała wzrost w
        granicach błędu statystycznego. Gdyby nie jedyny (z tych dużych) proamerykański
        członek UE – Wielka Brytania, to UE stałaby w miejscu. De facto bowiem, to co
        zyskują kraje małe UE – tracą duże molochy. Efekt końcowy jest zerowy.
        Tymczasem poza UE świat się rozwijał, pomijam kryzys w Azji i Ameryce Płd., ale
        nawet tam w większości krajów PKB wzrastało szybciej. Sztandarowymi przykładami
        są Chiny i Indie, które zaprzeczają argumentom, że tylko mały może szybko się
        rozwijać.

        Poniżej porównajmy obecny poziom życia obywateli mierzony PKB per capita.
        PKB 2002 per capita (w tys. USD na osobę)
        UE 21,5
        USA 33,5
        Kanada 21,5
        Meksyk 5,4
        Polska 4,2
        Szwajcaria 37,6
        Norwegia 35,3
        Dania 30,4
        Portugalia 10,5
        NAFTA 25,9


        Jak widać poziom życia w USA jest o 50% wyższy niż w UE. Kraje w Europie o
        najwyższym poziomie życia – Szwajcaria i Norwegia, jakoś przypadkowo do UE nie
        należą, mają za to specjalne umowy związane ze strefą Schengen. Kanada dogoniła
        swoim poziomem życia średnią UE. Najzamożniejszy kraj UE – Dania ma o 10%
        niższą stopę życiową niż USA.

        W tym miejscu uprzedzę ewentualne uwagi – nie brałem pod uwagę małych państw –
        stąd brak w zestawieniu:
        - Luxemburga po stronie UE;
        - Puerto Rico po stronie NAFTA;
        - Islandii po stronie państw europejskich nie należących do UE.

        Podsumowując tą część artykułu. To nieprawda, że UE jest jedyną szansą na
        rozwój, szansą nań jest rozwój gospodarczy oparty na liberalnej polityce
        podatkowej i gospodarczej. I chyba lepiej łączyć się z silnymi, sprawnymi i
        dynamicznymi – niż rachitycznymi, starzejącymi się i kulejącymi.



        Rafał Wójcikowski

        www.money.pl/gospodarka/felietony/40151/1/
        www.money.pl/gospodarka/felietony/40494/1/
    • robisc Każda interpretacja niekorzystna 01.05.03, 16:42
      O to chodziło!!!
      Autor: Gość: robi IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl
      Data: 15-02-2003 22:27 + dodaj do ulubionych wątków

      Dzięki klip. Nie wiem jak mogłem przeoczyć ten artykuł, ale jest świetny. Po
      pierwsze daje odpowiedź na moje pytanie odnośnie jurysdykcji jakiej się Polska
      poddaje przystępując do UE, a po drugie znajduje się tam fragment doskonale
      nwiązujący do tematu przewodniego tego wątku. Jest tak dobry, że aż go zacytuję:

      "Złożoność na własnej skórze

      Złożoność unijnych zapisów Polska poznaje na własnej skórze, w miarę jak
      posuwają się prace nad spisaniem ostatecznej wersji traktu akcesyjnego. Wersja
      angielska dokumentu, która będzie podstawą do dokonania 19 kolejnych przekładów
      (po angielsku były prowadzone rokowania członkowskie) ma być gotowa w
      pierwszych dniach lutego. To już ostatni dzwonek, aby Parlament Europejski mógł
      zatwierdzić dokument 9 kwietnia, a zebrani u stóp ateńskiego Akropolu
      przywódcy "25" podpisali go, rozpoczynając procedurę ratyfikacji w parlamentach
      swoich państw.

      Okazało się jednak, że to co w poszczególnych rozdziałach było dla polskich
      negocjatorów jasne, w chwili zakończenia rokowań jest zupełnie inaczej
      rozumiane w Brukseli. Co gorsza, zapisany język prawniczy daje przewagę Unii,
      która w przeciwieństwie do naszych ekspertów, od lat jest obyta z
      najtrudniejszymi bojami negocjacyjnymi.

      Wątpliwości dotyczą najważniejszych dla Polski ustaleń: poziomu dopłat
      bezpośrednich dla rolników, zasad dostosowania specjalnych stref ekonomicznych
      do unijnych zasad pomocy państwa, sprzedaży ziemi rolnej unijnym farmerom,
      utrzymania preferencyjnej stawki VAT na żywność, limitów produkcji mleka.

      Każda interpretacja niekorzystna

      Dosłownie w każdym przypadku interpretacja ekspertów Komisji Europejskiej jest
      dla Polski niekorzystna, choć nasz kraj już za nieco ponad rok będzie częścią
      wspólnoty, a powołaniem KE stanie się obrona także naszych interesów. Wymóg
      wypłacenia zasadniczej części dopłat bezpośrednich dla rolników wg
      skomplikowanego Systemu Zarządzania i Kontroli IACS oznacza, że około połowy
      rolników nie otrzyma więcej niż 25 procent unijnego poziomu wsparcia. To może
      niekorzystnie wpłynąć na wyniki referendum europejskiego w Polsce. Jednak
      Bruksela musi zagwarantować, że produkty, które nie są dotowane w krajach "15",
      nie otrzymają pomocy także w Polsce. To mogłoby zagrozić unijnym farmerom.

      Podobnie KE nie chce sprzeciwić się inwestorom unijnym obecnym w specjalnych
      strefach ekonomicznych, choć paradoksalnie to unijne regulacje pozbawią ich
      niektórych ulg fiskalnych. Dlatego Bruksela nie zamierza dołączyć do traktatu
      deklaracji precyzującej, że regulacje obowiązujące w SSE przed przystąpieniem
      Polski do UE nie były sprzeczne z zobowiązaniami podjętymi przez nasz kraj
      wobec Unii. Otwiera to drogę dla poszkodowanych koncernów do wystąpienia przed
      międzynarodowymi sądami arbitrażowymi przeciwko polskim władzom."


      arch.rzeczpospolita.pl/a/rz/2003/02/20030203/200302030013.html?k=on;t=2002011620030215
    • robisc KE prognozuje w tym roku 20% bezrobocie w Polsce 01.05.03, 16:54
      KE prognozuje w tym roku 20% bezrobocie w Polsce
      Autor: Gość: robi IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl
      Data: 09-04-2003 23:11 + dodaj do ulubionych wątków

      Eh... ta niedobra Komisja Euorpejska. Czy tam nie wiedzą, że Polakom nie
      wolno mówić takich rzeczy? A jak uwierzą? To co wtedy - cały wielki wysiłek
      propagandowy pójdzie na marne. Matoły.

      "Wicepremier i minister finansów Grzegorz Kołodko powiedział w "Sygnałach
      Dnia" na antenie Pierwszego Programu Polskiego Radia, że oceny Komisji
      Europejskiej, według których bezrobocie w Polsce wyniesie pod koniec roku aż
      20 procent, są błędne. "Komisja Europejska się myli. Wstydziliby się
      formułować tak nieprofesjonalne prognozy" - stwierdził wicepremier.

      Grzegorz Kołodko uważa, że bezrobocie pod koniec tego roku będzie niższe niż
      obecnie. Wicepremier podkreślił, że poziom bezrobocia już teraz spada i taka
      tendencja - jego zdaniem - powinna utrzymać się do końca roku.

      Minister Finansów uważa, że Komisja Europejska myli się również w swoich
      ocenach tempa wzrostu gospodadrczego w Polsce. Komisja twierdzi, że wyniesie
      on w tym roku 2 i pół procent. "

      Całość tu:

      http:/www.bankier.pl/wiadomosci/article.html?article_id=696614

      riposta Brukseli
      Autor: Gość: robi IP: *.dialup.warszawa.pl
      Data: 10-04-2003 19:04 + dodaj do ulubionych wątków

      Zdaje się,że Kołodce mało wrogów w kraju. Terez jest "głupcem" nawet w oczach
      brukselskich eurokratów.


      "Kto się upiera przy swoich prognozach, jest głupcem" - powiedział gazecie
      zastrzegający sobie anonimowość wysoki rangą urzędnik związany z procesem
      integracji z Unią. - "Prognozy są tylko prognozami i nie należy ich traktować
      jako pewnik" - dodał rozmówca "PB".

      http:/euro.pap.com.pl/cgi-bin/europap.pl?grupa=1&dzien=0&ID=42910


      dziejas 10-04-2003 19:11 odpowiedz na list odpowiedz cytując

      biedny kolodko. zapomnial, ze co roku o tej porze bezrobocie spada. az do
      czerwca. a pozniej znowu w gore. wzrost bezrobocia powodowany jest najpierw
      pojawieniem sie nowych ludzi na rynku pracy (absolwenci), a pozniej spadkiem
      zatrudnienia w "budowlance", ze wzgledu na zawieszanie czesci robot na zime.


      Bardzo trafna uwaga
      robisc 10-04-2003 21:27 odpowiedz na list odpowiedz cytując

      Sytacja branży budowlanej jest tragiczna. Dla instytucji finansowych
      to "zadżumiona" branża, a jescze dwa lata temu banki prześcigały się w ofertach
      kredytowania. W ciągu niespełna 2 lat rząd Millera zarżnął "motor" gospodarki.

      "Polska/ Niepewna przyszłość polskich firm budowlanych

      10.04.2003 Warszawa (PAP) - W tym roku może zbankrutować kilka dużych firm
      budowlanych, poza tym polski sektor budowlany nie jest dobrze przygotowany do
      uczestnictwa w jednolitym rynku europejskim - uważają eksperci, przedstawiciele
      władz i przedsiębiorcy budowlani. (...) W ciągu ostatnich dwóch lat spadek
      produkcji budowlano-montażowej wyniósł 20 proc., w tym czasie zlikwidowano 200
      tys. miejsc pracy w tej branży."


      reszta tu:

      http:/euro.pap.com.pl/cgi-bin/europap.pl?grupa=1&dzien=0&ID=42932

    • robisc Nadchodzi Królestwo Urzędników 01.05.03, 16:59
      Nadchodzi Królestwo Urzędników
      Autor: Gość: robi IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl
      Data: 27-01-2003 23:20 + dodaj do ulubionych wątków

      Jak zwykle w Rzepie znalazłem ciekawy artykuł. Fragment zacytuję:

      "...Nie budzi natomiast rozterek dotychczasowy rozwój kadrowy ARiMR. W 1994
      r., kiedy Agencja rozpoczynała swoją działalność, zatrudniała 16 osób. W 1999
      roku pracowało tu około 200 osób, w końcu roku 2001 liczba zatrudnionych
      zwiększyła się do 650 osób, a w końcu ub.r. już do 3150 osób. Agencja, która
      jeszcze w 1999 r. na rozwój rolnictwa i obszarów wiejskich przeznaczała 70
      proc. swoich środków, w tym roku przeznaczy ich na ten cel tylko 36 proc.
      Reszta skierowana zostanie na dalszy rozwój kadr (docelowo ARiMR ma
      zatrudniać około 5,5 tys. osób) oraz na przygotowanie się do pełnienia
      funkcji agencji płatniczej (po wejściu Polski do UE)."

      Cały artyku dostępny pod linkiem.

      www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_030127/ekonomia/ekonomia_a_2.html

      Treść nie wymaga większego komentarza, bo jest wystarczająco wymowna. A to
      tylko jedna agencja.

      JA NIE CHCĘ UTRZYMYWAĆ TAKIEJ ARMII URZĘDNIKÓW!!!!!


      • sportowa29 Re: Nadchodzi Królestwo Urzędników 01.05.03, 21:29
        Zajmujecie sie panstwo roznymi impoderabiliami, które nie mogą ważyc przy
        podejmowaniu decyzji o przyłączeniu sie do Unii. Większość tych spraw zależy od
        nas samych, a nie od urzędników unijnych z Brukseli (poza Polakami). Nawet
        sformułowania naszych zobowiązań, to też może być nasz sukces lub błąd. Takich
        mamy własnych reprezentantów, jakich wybraliśmy spośród sobie podobnych.
        Realizacja zmian w gospodarce i innych dziedzinach naszego życia należeć będzie
        do nas i co sobie spieprzymy, to będzie spieprzone.
        Faktem jest, że nie bardzo do tej Unii pasujemy. Jak wiadomo "Polska nierządem
        stoi" a Unia wymaga porządku i praworządności. Logicznie więc, gdy nierządu
        zabraknie, Polska się wywróci. Jeżeli zostaną wprowadzone szczegółowe procedury
        działania urzędów, to co się uda załatwić przez szwagra lub brata? Małe grupy
        lokalnych związków rodzinno-biznesowych poczują się zagrożone. Nie będą miały
        żadnych przywilejów. A nasze sądy? Jak nawet nie będzie można zgubić
        dokumentów? To jak sobie posądzić swobodnie? A lekarze? Co zrobią jak wszyscy
        pacjenci będą musieli być jednakowo traktowani? A nasi rolnicy? Jak się oduczyć
        rzucania petów dookoła siebie, nawozić ziemię własnym kałem i cedzić mleko
        przez pieluchy? Podobno na naszej wsi nadmierna czystość szkodzi. Jak rolnik
        zwalczy w sobie pokusę sprzedania ziemi cudzoziemcowi, który zapłaci dobrze
        gotówką? Jak się skończą pieniądze, będzie żałował i powie, że obcy kupił od
        niego podstępnie, więc powinien oddać.
        To czym żyjemy od tylu lat, z czego jesteśmy dumni i co nam daje satysfakcję,
        stracimy w tej Unii. Nie chcemy do Unii.
        A może sprobowalibyśmy dać tym z Brukseli łapówkę, żeby nas nie wzięli. Jak
        wezmą łapówkę, to przyłączmy się do Unii, bo i tam uda nam się po naszemu
        niejedno załatwić, a jak będą nieprzekupni, to się tam nie pchajmy. Mamy prawo
        do odrębności narodowej. I pamiętajmy, że od wieków Polska nierządem stoi. I
        oby stała jak najdłużej.
        • robisc UE to żadne lekarstwo na nasze przypadłości 01.05.03, 22:51
          Lubię ironię i doceniam Twój głos. Niestety UE nie wykorzeni żadnej z Polskich
          wad. Przynajmniej nie za mojego życia, a ja chciałbym jeszcze trochę z tego,
          tak wspaniałomyślnie mi darowanego życia, mieć coś dla siebie. Ponadto nie mam
          żadnej gwarancji, że moje wyrzeczenia przyniosą poprawę życia mojemu synowi.
          Tak naprawdę to chciałby sam zadbać o jego przyszłość, zamiast liczyć na
          państwo. Wystarczy, żeby nie zabierało mi moich dochodów, coraz bardziej i
          bardziej łapczywie. Bez opamiętania. Bo są niby szczytne cele, dla których
          musze się poświęcić.

          Sam jestem gorącym zwolennikiem tych wszystkich zmian, które muszą nastąpić,
          ale nie wierzę że w UE nam się to uda, bo sama UE to obecnie twór schyłkowy i
          przegrywający w globalistycznej gospodarce, Dlatego jeżeli już mamy robić
          rewolucje w tym kraju, to róbmy ją na lepszych wzorcach. Jeżeli się nie da z
          USA, to przystąpmy w końcu do tej Unii. Czemu nie? Tylko zróbmy to w momencie,
          kiedy będziemy mieli pewność, że wyjdzie nam to na dobre. Niestety na obecnych
          warunkach akcesji, przy obecnym stanie gospodarki i finansów publicznych,
          wchodzenie do UE to samobójstwo ekonomiczne. Utrata ekonomicznej suwerenności.
          Gówno mnie obchodzą obawy LPR-owców o ziemię, tradycje itp. Ja zbyt dużo wiem,
          żeby podać się tej niesamowitej propagandzie prounijnej, która zewsząd nas
          otacza. Pewnie gdybym był sam to bym zwątpił w swą wiedze, umiejętność
          wyciągania wniosków doświadczenie zawodowe. Ale nie jestem sam. Wielu
          mądrzejszych ode mnie ludzi też widzi katastrofę, która nas czeka, jeżeli teraz
          zrobimy ten nierozważny krok.
          Dlatego założyłem ten wątek, którego popularność przeszła już dawno moje
          oczekiwania.

          To jest moja opinia nt. akcesji. Ale szanuję ludzi, którzy mają odmienne
          zdanie, szczególnie wówczas, kiedy sensownie i inteligentnie, potrafią je
          uzasadnić.

          Pozdrawiam
          robi
      • robisc W uzupełnieniu - tym razem o UKIE 02.05.03, 13:46
        UKIE: 22 mln zł na tłumaczenia, a przedsiębiorcy nie znają programów

        Za ekspertyzy, tłumaczenia, druk materiałów reklamowych i wynajem budynku Urząd
        Komitetu Integracji Europejskiej zapłacił w zeszłym roku 22 mln zł. Łączny
        budżet UKIE z wynagrodzeniami dla prawie 400 urzędników wyniósł w 2002 r. 78
        mln zł. Tymczasem przedsiębiorcy, ankietowani przez PARKIET, gubią się w
        programach pomocowych.
        Dla polskich firm najważniejsze znaczenie ma Polska Agencja Rozwoju
        Przedsiębiorczości, która zajmuje się rozdzielaniem unijnych dotacji. Koszt jej
        utrzymania w 2002 roku sięgnął 23 mln zł.
        - Agencja w bieżącym roku będzie dysponowała funduszami pochodzącymi zarówno z
        Unii Europejskiej, jak i z krajowego budżetu w wysokości 652 mln zł. Większość
        tych środków - 410 mln zł, pochodzi z programu PHARE - mówi Bogusław Grabowski
        z PARP. Polscy przedsiębiorcy nie muszą się kontaktować bezpośrednio z PARP.
        Formularze wniosków o dotacje i pomoc w ich wypełnieniu mogą uzyskać w jednej z
        16, działających na terenie Polski, Regionalnych Instytucji Finansujących.
        PARKIET wspólnie z Polską Konfederacją Pracodawców Prywatnych i Business Centre
        Club opracował ankietę, która trafiła do około 5 tysięcy firm. Chcieliśmy
        dowiedzieć się, czy dociera do nich pomoc unijna. Odpowiedzi ankietowanych firm
        wskazują, że wiele z nich jest przerażonych biurokracją, towarzyszącą
        przyznawanym dotacjom. Poza tym przedsiębiorcy nie wiedzą, od kogo, na jakich
        zasadach i ile mogą otrzymać.
        Ewa Bałdyga

        www.bankier.pl/wiadomosci/article.html?article_id=669275&pub_id=5


    • robisc Ewa Bałdyga - o prawdziwych kosztach akcesji 02.05.03, 13:48
      Przystąpienie Polski do UE będzie kosztowało nie 31, ale 72 miliardy zł

      72 mld zł sięgną wydatki Polski w latach 2004-2006 w związku z przystąpieniem
      do Unii Europejskiej - wynika z Programu Naprawy Finansów Rzeczypospolitej.
      Minister finansów Grzegorz Kołodko informował wcześniej, że będzie to 31 mln
      zł. Skąd się wzięła ta rozbieżność?
      W Programie Naprawy Finansów Rzeczypospolitej, przedstawionym tydzień temu
      przez Ministerstwo Finansów, wyszczególniono, ile pieniędzy będzie musiał wydać
      nasz kraj w związku z wejściem do Unii Europejskiej. Aby skorzystać ze środków
      unijnych, które będą do naszej dyspozycji po wejściu do UE, potrzeba nam w
      latach 2004-2006 aż 41 mld zł. 22,5 mld zł wyłoży budżet państwa, 13,8 mld zł -
      samorządy, a 4,5 mld zł - inne instytucje. Te kwoty zostaną w większości
      przeznaczone na dofinansowanie różnego rodzaju inwestycji. Do tego dochodzi
      jeszcze 31 mld zł składek członkowskich, które Polska będzie musiała wpłacić do
      kasy UE oraz kas instytucji unijnych. Po zsumowaniu otrzymujemy kwotę 72 mld
      zł. Analitycy, z którymi rozmawialiśmy, potwierdzili wielkość wyliczonych przez
      PARKIET kwot, które Polska będzie musiała zgromadzić w związku z przystąpieniem
      do UE.
      Łącznie więc w najbliższych trzech latach tylko w budżecie państwa trzeba
      będzie znale�ć prawie 54 mld zł - po ok. 18 mld zł rocznie - na wydatki
      związane z Unią Europejską. Tymczasem minister finansów Grzegorz Kołodko
      twierdził wcześniej, że aby otrzymać 62 mld zł unijnych dotacji, musimy wnieść
      31 mld zł wkładu własnego. Prosiliśmy resort finansów o wytłumaczenie różnicy.
      Jarosław Skowroński, rzecznik MF, nie potrafił tego wytłumaczyć. - Proszę
      dokładnie przeczytać Program Naprawy Finansów, który wkrótce zaprezentujemy na
      stronach internetowych Ministerstwa Finansów - stwierdził.
      Rzeczywiście, wczoraj po południu opublikowano rozszerzoną prezentację
      Programu. Niestety, niczego nie wyjaśniła. Problemy z wytłumaczeniem 41 mld zł
      różnicy ma również Urząd Komitetu Integracji Europejskiej. - Nie mamy tak
      szczegółowych wyliczeń - powiedziała PARKIETOWI Ewa Haczyk, rzecznik prasowy
      UKIE. Podkreśliła, że Program Naprawy Finansów będzie jeszcze konsultowany.
      Dyskusje nad nim będą odbywały się w ministerialnym gronie. - Może on zostać
      jeszcze znacząco zmodyfikowany - stwierdziła E. Haczyk.
      Na dodatek, nie wiadomo, czy owe 72 mld zł to całość środków, jakie będziemy
      musieli wydać w związku z przystąpieniem do Unii Europejskiej. Do tej pory nie
      wiadomo bowiem, ile pieniędzy budżet wyda na bezpośrednie dopłaty do rolnictwa.
      Minister Kołodko planował przeznaczyć na ten cel 1,5 mld zł rocznie, tymczasem
      PSL domaga się co najmniej 2 mld zł.
      Jeśli wyliczenia resortu finansów są prawdziwe, to oznacza, że na wykorzystanie
      62 mld zł potrzeba nam łącznie 72 mld zł. Część z tego - owe 41 mld zł -
      zostanie w kraju, o ile się uda je zgromadzić.
      Ewa Bałdyga

      www.bankier.pl/wiadomosci/article.html?article_id=680557

    • Gość: robi Carl Beddermann - Unia bez tajemnic IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 03.05.03, 22:58
      Artykuł jest długi, więc zacytuję tylko niewielki fragment. Warto jednak
      przeczytać całość.

      www.antyk.org.pl/ojczyzna/unia/beddermann.htm
      "Stracone pieniadze

      Zakonczmy teraz ten bilans. Zobaczmy, jak wygladaja wplywy w rachunku
      przystapienia Polski do Unii, ktore maja skompensowac wydatki wynoszace 5
      miliardow euro rocznie.
      Za podstawe tych obliczen sluzyc maja roczne liczby przecietne w latach 2004-
      2006. Najpierw tzw. sztywne sumy, ktore nie potrzebuja lub prawie nie
      potrzebuja dofinansowania ze strony polskiej, bo nie opieraja sie na funduszach.
      Sa to:
      doplaty bezposrednie dla rolnictwa - 0,60 mld euro
      rynkowa polityka rolna - 0,33 mld euro
      resorty polityki wewnetrznej - 0,35 mld euro
      zarzadzanie - 0,28 mld euro
      razem - 1,56 mld euro.

      Ta suma 1,5 miliarda euro rocznie dla Polski jest mniej wiecej pewna. Reszta,
      jak mowilem, stoi pod znakiem zapytania, bo opiera sie na funduszach. Sa to:
      fundusze na te dwa lub trzy przedsiewziecia strukturalno-polityczne - 3,80 mld
      euro fundusz rolniczy na rozwoj terenow wiejskich - 0,83 mld euro, razem - 4,63
      mld euro. Te 4,5 mld euro ma byc wielkim prezentem Zachodu dla Polski, nowym
      planem Marshalla. Wszyscy euroentuzjasci wiwatuja: patrzcie, prawie 5 mld euro
      rocznie dla Polski!
      Ale podobnie jak w przedakcesyjnym funduszu SAPARD cyfry te znajduja sie tylko
      na papierze.
      Unia sama uwaza, ze w pierwszych latach tylko 10 proc., w najlepszym przypadku
      20 proc., z tych 4,6 mld euro dotrze do Polski. Bedzie to skutkiem, zdaniem
      Unii, braku mozliwosci dofinansowywania i braku mozliwosci wypelnienia
      skomplikowanych procedur administracyjnych. To znaczy zamiast 4,6 mld euro
      rocznie Polska ma dostac tylko pol miliarda, w najlepszym przypadku 0,9 mld
      euro. Przy tym ogromna czesc tych pieniedzy poplynie do kieszeni obcego
      kapitalu w Polsce, bo tylko on jest w stanie dofinansowac fundusze.
      Ale nawet jesli nie wezmiemy pod uwage tego szokujacego i skandalicznego faktu,
      bilans koncowy po przystapieniu Polski do Unii wyglada nastepujaco:
      roczne wydatki - 5 mld euro
      wplywy - 2-2,5 mld euro.

      To oznacza, ze do kazdego euro, ktore poplynie z Brukseli do Polski, Polska
      musi przedtem wylozyc prawie 2 euro na stol brukselski w formie skladek
      czlonkowskich i odprowadzonych cel zewnetrznych oraz dodatkowo jeszcze 75
      centow na budowe instytucji sluzacych realizacji wymogow unijnych."





    • Gość: robi Carl Beddermann- Skorzystają jedynie urzędnicy IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 03.05.03, 23:02
      SKORZYSTAJĄ JEDYNIE URZĘDNICY!

      Carl Beddermann w zeszłym roku został powołany na stanowisko eksperta unijnego
      jako doradca do spraw integracji z Unią Europejską w Polsce. Jego zadaniem
      miała być pomoc władzom polskim we wdrażaniu unijnego(niemiecki ego)
      projektu "Twinning Projekt", który dotyczy ochrony środowiska. Po załatwieniu
      wszelkich formalności w Brukseli i Berlinie Carl Beddermann pełen zapału i
      szczerych chęci do pracy przyjechał do Polski. Wybór właśnie jego osoby na to
      stanowisko nie był przypadkowy, ponieważ- oprócz niemieckiego - zna język
      angielski i polski. Często przebywał w naszym kraju i to zarówno służbowo, jak
      i prywatnie. Bardzo dobrze zna Polskę, tutejsze zwyczaje, a co najważniejsze
      zawsze (o czym z dumą mówi do dzisiaj) wyrażał się o Polsce z wielkim
      sentymentem. Za jego nominacją przemawiał także fakt, iż jest wybitnym
      fachowcem i wieloletnim pracownikiem ministerstwa rolnictwa w Hanowerze. Prace
      nad projektem prowadzonym przez Beddermanna przebiegały bardzo sprawnie,
      zadowoleni byli zarówno jego pracodawcy z Brukseli, jak i władze polskie. Tylko
      sam doradca przedakcesyjny z tygodnia na tydzień nabierał coraz więcej
      wątpliwości co do sensu i celu swej misji. Coraz częściej zaczęły trapić go
      pytania - czy jego praca i praca jego unijnych kolegów rzeczywiście przynosi
      (lub przyniesie w przyszłości) korzyści Polsce. Zaczął wątpić. Zorientował się,
      że olbrzymie sumy pieniędzy wydawane są na zbędne cele: liczne bankiety,
      przyjęcia i niepotrzebne konferencje. Ponadto przekonał się, że unijni
      pracownicy zarabiają ogromne sumy pieniędzy za... często nieproporcjonalną do
      ich zarobków pracę. Swoimi wątpliwościami podzielił się z jednym z polskich
      dzienników. Reakcja Brukseli była natychmiastowa. W ciągu kilku dni dostał
      wymówienie z pracy. Waldemar Maszewski, Hamgurg Nasz Dziennik 14-15.09.2002
      WARUNKI NIE DO PRZYJĘCIA O efektach dotychczasowych negocjacji Polski z Unią
      Europejską z Carlem Beddermannem rozmawia Waldemar Maszewski W wywiadzie dla
      polskiej gazety ujawnił Pan ogromne marnotrawienie pieniędzy w Unii
      Europejskiej. Czy to było oficjalnym powodem zdymisjonowania Pana? - Nie
      przedstawiono mi do dziś oficjalnego powodu. Jedno jest pewne: polska opinia
      publiczna nie ma prawa dowiedzieć się o gigantycznych zarobkach unijnych
      ekspertów w porównaniu z wynagrodzeniem polskich specjalistów tej samej klasy
      ani o zagrożeniach dla Polski, jakie płyną z Brukseli. Wystarczy porównać
      zarobki szefa unijnej delegacji w Polsce. Bruno Dethomas zarabia kilka razy
      tyle, co prezydent waszego kraju. Unijny ekspert w czasie pobytu w Polsce
      pobiera cały czas swoją krajową pensję - ok. 18 tys. zł netto, ponadto dostaje
      wynagrodzenie eksperta - przeciętnie około 840 zł dziennie, i zwrot kosztów
      podróży plus diety - 1.500 zł dziennie. W sumie codziennie zarabia ponad 3.100
      złotych. Polski ekspert z tym samym doświadczeniem i wykształceniem za miesiąc
      pracy dostaje przeciętnie 3 tyś. złotych. Jak w takim razie można mówić o
      sprawiedliwości czy równości? Co wzbudziło Pana sceptycyzm wobec postępowania
      UE? - Zaproponowali wam warunki nie do przyjęcia, jakich nie wolno wam
      zaakceptować. Lepiej byłoby dla was poczekać kilka lat, aby uzyskać
      sprawiedliwe porozumienia, o których dzisiaj nawet nie możecie marzyć. Co się
      stanie z waszym rolnictwem? Na to, aby osiągnęło ono standardy zachodnie,
      trzeba by poczekać 15 lat, a do tego czasu polscy rolnicy przestaną egzystować.
      Musicie zachować swój własny rynek i przede wszystkim zamknąć granicę dla
      zalewającego was towaru - często wątpliwej jakości - produkcji zachodniej.
      Władze w Warszawie przekonują, że po wstąpieniu do UE otworzy ona granice dla
      naszego eksportu. - Nie liczcie na wzrost eksportu. Już teraz kraje Unii nie
      mają gdzie sprzedawać swoich towarów. Więc co by zrobiły jeszcze z importem z
      Polski? Owszem, zwiększy się import, ale towarów zachodnich na wasz rynek.
      Społeczeństwo musi nareszcie uwierzyć, że na obecnych warunkach wejście do
      struktur unijnych nie jest dla was żadnym interesem. Jedyna wasza nadzieja to
      powiedzieć w referendum wyraźnie: NIE. Na takich warunkach - NIE, dziękujemy. A
      warunki już teraz się nie zmienią, jest już za późno. Nie chcę przez to
      powiedzieć, że za wszelką cenę należy odrzucić wizję wspólnej Europy. Ale na
      obecnych zasadach należy powiedzieć tej "integracji" zdecydowanie NIE! Polska
      nie powinna wejść do struktur unijnych na zasadach kolonialnych i
      niewolniczych, lecz na zasadach partnerskich, a przy obecnie prowadzonych
      negocjacjach jest to nie możliwe. Brukseli bardziej zależy na waszym wejściu,
      niż wam się zdaje. A wy nie potrwficie tego wykorzystać. Ja nie mam żadnego
      interesu, aby was zrażać do UE. Lubię wasz kraj i życzę mu jak najlepiej.
      Dlatego nie nogę się pogodzić z jawną niesprawiedliwości ą i wykorzystywaniem
      was przez urzędników brukselskich. Będziecie całkowicie uzależnieni od władz
      Unii. Nie liczcie na wielkie inwestycje w waszym kraju. Unia przede wszystkim
      zamierza rozbudować w Europie Wschodniej i Środkowej swoje rynki zbytu. Jak
      wytłumaczy Pan fakt usilnego wciągania naszego kraju do Unii przez tzw. elity
      polityczne? - Właśnie one skorzystają najbardziej,szczeg ólnie ci, którzy
      znajdą się w grupie oddelegowanej do pracy w Brukseli. Otrzymają wynagrodzenie
      miesięczna po około 10 tyś. euro (ok. 40 tyś. zł) i będą zachwyceni, a reszta?
      Co na tym zyska reszta społeczeństwa? Nic! Podczas referendum będziecie mieli
      ostatnią szansę sami zadecydować o swoim losie, później będzie rządzić
      Bruksela. Dzisiejsza Unia to już nie raj - niski wzrost gospodarczy, duże
      bezrobocie i niesprawiedliwość społeczna. Straszą was, że jak nie Unia, to
      zacofanie, brak kompetencji i korupcja. Tak naprawdę, to korupcja w krajach
      unijnych nie jest mniejsza od tej w Polsce, tylko o tym u was się nie mówi. Nie
      ufajcie bezgranicznie politykom unijnym. Oni mają w przyjęciu was do Unii
      wielki interes. Co zamierza Pan robić obecnie? - Najchętniej wziąbym bezpłatny
      urlop w ministerstwie i pojechałbym do Polski, by spotkać się z rolnikami i
      innymi grupami społecznymi i otwierać im oczy na wiele rzeczy, o których nie
      mają pojęcia i o których tendencyjnie milczą zarówno wasz rząd, jak i w
      Brukseli. Dziękuję za rozmowę. Nasz Dziennik 14-15.09.2002

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka