wolna_galicja
17.03.03, 12:08
Oto felieton JKM z piątkowego "Dziennika Polskiego":
"JANUSZ KORWIN MIKKE
Nie lękajcie się!
Ci, którzy na zmianę, pod różnymi nazwami, rządzą Polską od 50 lat, kłamią
jak najęci. Bo i są najęci - dawniej przez Moskwę, obecnie przez Brukselę.
Teraz kłamią, że nas "informują" o Unii Europejskiej. W rzeczywistości, czego
nie muszę chyba uzasadniać, namawiają nas do wstąpienia do UE. Stosują przy
tym znane, prymitywne metody. Grają na naszych uczuciach - zwłaszcza
wykorzystując lęk. W tym przypadku: lęk przed "zostaniem samemu".
Wyobraźmy sobie, że ktoś chce kobietę nie pierwszej już młodości skłonić
do wyjścia za mąż za nie całkiem sympatycznego faceta. Najpierw tłumaczy się
jej, że ma on dużo pieniędzy. Gdy okazuje się, że tych pieniędzy nie ma za
wiele i ona też będzie musiała do małżeństwa wnieść swój wkład (co zresztą
nie oznacza, że mariaż jest niekorzystny - gdyby jej życie miało się
poprawić, to warto do tego dołożyć; chodzi tylko o to, że argument jest
fałszywy!) - używa się argumentu: "Zostaniesz sama, jeśli nie on - to kto?".
Jeśli nie Unia - to co? I jest to teraz jedyny już ich "argument"...
Niedawno odwiedził Polskę J. Św. Jan Paweł II. Niezbyt lubię powoływać się
na hierarchów Kościoła rzymskokatolickiego, gdyż, jak powiedział
Chrystus, "Królestwo Boże nie jest z tego świata" i sam papież zabronił
księżom (zresztą bez większego efektu...) zajmowania się polityką. Jednak
eurofile liczyli, że papież podczas pobytu zachęci Polaków do przyłączenia
się do Unii - przecież Nosiciel Tiary nie jest bynajmniej "papieżem
Polakiem", lecz biskupem Rzymu, prymasem Włoch i zwierzchnikiem Kościoła
powszechnego. Tymczasem J. Św. Jan Paweł II okazał się bardziej Polakiem niż
eurodyplomatą, nie powiedział nic, jedynie na lotnisku zalecił, by "Polska
zajęła właściwe miejsce w strukturach europejskich".
Co eurofilitycy odtrąbili jako swój sukces.
Przyjrzyjmy się więc strukturom europejskim - i zastanówmy się, jakie w
nich miejsce jest dla Polski właściwe.
Rada Europy (CoE). Jest to ciało wydające rozmaite zalecenia. Zalecenia te
są często szkodliwe - np. zniesienia kary śmierci (niedawno nawet: "również
podczas wojny"!) - ale ponieważ stosowanie się do nich nie jest obowiązkowe,
da się to znieść. Pozostaje tylko pytanie, kto na uczestnictwie Polski w
Radzie Europy zyskuje - poza delegatami do RE, mającymi z tego diety?
Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OSCE). Nie mam
zielonego pojęcia, czym się OSCE zajmuje - poza wydawaniem pieniędzy na
kolejne sympozja, konferencje, narady, bankiety i kongresy dla delegatów
poszczególnych państw!
Europejski Obszar Gospodarczy (EEA). Obejmuje wszystkie państwa "15" plus
Republikę Islandii, Księstwo Liechtenstein i Królestwo Norwegii - i na
terenie tych 18 państw nie ma wewnętrznych granic celnych.
Mam do EEA dwa zasadnicze zastrzeżenia: narzuca bowiem na towary
przewożone przez granice standardy ustalane przez Unię Europejską - czyli np.
nie wolno góralom sprzedawać w Niemczech oscypków (ale w Polsce wolno!) oraz
stawia bariery celne i wymaga "uszczelnienia granic" na zewnątrz obszaru.
Jednak nie poddaje Polski politycznej kontroli z Brukseli, więc plusy z
wolnej wymiany wewnątrz obszaru jakoś równoważą się ze wspomnianymi minusami.
Tym bardziej że z EEA (w odróżnieniu od Unii Europejskiej!) w każdej chwili
wolno wystąpić. Można zaryzykować!
Niestety, III Rzeczpospolita nie złożyła nawet podania o przystąpienie do
EEA! Z powodów zrozumiałych: w EEA, w odróżnieniu od UE, nie ma dla NICH 1349
wysoko płatnych posad, więc nie warto się wysilać.
Układ z Schengen. Należy do niego tylko 13 państw UE (bez Republiki
Irlandii i Zjednoczonego Królestwa) plus Norwegia i Islandia. W odróżnieniu
od EEA nie dotyczy ruchu towarów, lecz ruchu osób, który jest wewnątrz krajów
układu nieograniczony.
Warto tu dodać, że jeżeli Polska przyłączy się do Unii Europejskiej, to na
granicy z krajami UE nadal trzeba będzie mieć paszporty! Wstąpienie do UE nic
by tu nie zmieniło - chyba że III RP przystąpiłaby do układu z Schengen, do
czego nie trzeba być w UE. Niestety, III Rzeczpospolita nie złożyła nawet
wniosku o przystąpienie do układu. Z powodów zrozumiałych: układ z Schengen,
w odróżnieniu od Układu Akcesyjnego z "15", nie daje 1349 wysoko płatnych
posad, więc nie warto IM się wysilać, gdyż ONI i tak jeżdżą bez paszportów.
Unia Europejska. Tu jest problem, gdyż UE... nie istnieje. Nie wiadomo,
czy zaistnieje i jaką będzie miała strukturę oraz konstytucję (obraduje nad
tym Konwent UE). Nie wiadomo też, kto nią rządzi - z uwagi na niejasne
kompetencje poszczególne ciała powoływane przez "15" nieustannie żrą się
między sobą (spory są rozstrzygane po cichu w Paryżu, przy rue de Cadet 16).
Gdyby Polska podpisała traktat akcesyjny, to oznaczałoby to tylko podpisanie
układu wielostronnego z 15 państwami, ale układu, który nie przewiduje
możliwości wystąpienia z niego! Co oznacza, że gdyby Polska chciała go
zerwać, każde z tych państw może dochodzić szkód, jakie w związku z tym
poniesie i dochodzić nawet zbrojnie.
Dlatego Polska nie powinna podpisywać tego traktatu - natomiast powinna
być może mieć z państwami "15" układ stowarzyszeniowy - podobnie jak mają go
np. Szwajcaria, Izrael i... Meksyk (co nb. dowodzi, że Polska może być w
NAFTA, podpisawszy taki sam układ z UE!).
Reasumując: nie ma co się lękać "pozostania samemu". Układ
stowarzyszeniowy w zasadzie już mamy (traktat ze Wspólnotami Europejskimi
został podpisany w grudniu 1991 r.), żadnych szczególnych działań nie
wymagałoby też przystąpienie do EEC (wymogi już spełniamy - trzeba tylko
złożyć wniosek!). O wiele gorzej jest z układem z Schengen.
Natomiast do UE wstępować nie należy - przynajmniej dopóki nie wyjaśni
się, czym właściwie UE jest. Bo w UE wiele się obecnie zmienia i, kto wie,
może zreformuje się na wzór NAFTA?
I tak to jest z właściwym miejscem w strukturach europejskich."
To dla odtrutki od wszechobecnej europropagandy :)