Gość: robi
IP: *.dialup.warszawa.pl
07.04.03, 22:16
Z dzisiejszej Rzepy: wywiad z Katarzyną Szymańską - Borgigną - korespondentką
RMF i Newsweeka b Brukseli:
"(...)Jeżeli przyjmie się założenie, że to jest kompromis, trzeba się też
przyznać, że z czegoś się zrezygnowało. Ale tego oczywiście żaden polityk nie
chce powiedzieć. Pamiętam: był początek negocjacji w sprawie liberalizacji
rolnictwa. Podsłuchiwaliśmy. Cała grupa dziennikarzy akredytowanych w
Brukseli siedziała pod drzwiami, które ktoś zostawił otwarte. Słyszeliśmy,
jak wiceminister prosił, żeby Unia na coś się zgodziła. Używał słów: "Bardzo
prosimy, zgódźcie się, zróbcie wyjątek dla nas". Potem zamknięto drzwi. Nikt
nie wiedział, że podsłuchiwaliśmy. Po zakończeniu rozmów wiceminister wyszedł
i powiedział do mikrofonów: "Twardo walczyłem, postawiłem nasze sprawy na
ostrzu noża... ".
Mimo wszystko nasze negocjacje były chyba spokojniejsze niż te, kiedy
przyjmowano Austrię, Finlandię i Szwecję. Ponieważ teraz chodziło aż o 10
krajów, więc nie było tak dramatycznego finału. Tamte negocjacje to był
kilkudniowy maraton non-stop. Negocjatorzy byli zamknięci w Radzie Ministrów,
nawet nie mogli się ogolić. Wychodzili z podkrążonymi oczami, zmęczeni,
zarośnięci - i to rzeczywiście sprawiało wrażenie wielkiego finału. Niektórzy
dyplomaci i politycy mówią, że taka batalia jest potrzebna ze względu na
opinię publiczną. Wówczas łatwiej zaakceptować wyniki, które nigdy nikogo do
końca nie satysfakcjonują."
Ot i cała tajemnica "sukcesu" Millera i jego negocjatorów.
www.rzeczpospolita.pl/dodatki/naszaeu_030407/naszaeu_a_9.html