pippin
07.08.02, 14:16
Otóż jest tak. Pianka być musi.
Normalnie - np. w Pradze u Kocoura - po każdym łyku zostają na ściankach
takie obręcze. Wytrawny pijący robi je w takiej samej odległości i to nie
celowo. Pianka się kończy gdy kończy się piwo.
W dowolnym miejscu po naszej stronie granicy: pianka raz jest, raz jej nie
ma. Czasem z dwóch równolegle nalanych szklanek/kufli jeden ma, a drugi nie
bardzo. I co gorsza, w żadnym wypadku ta pianka nie urzyma się do samego dna.
Kończy się gdzieś, gdy zostaje 1/3 kufla. Potem zostaje coś, czego bez pianki
nie można nazwać resztą piwa.
Ale dlaczego czasem wogóle nie ma? A jak jest, to dlaczego?
Podobnie, jak nalewam sobie w domu. Raz jest a raz nie ma. W domu oczywiście
nie mam kegu i nalewaka (zwanego też kijem), ale gdyby wogóle nie było, to
bym nie pytał. Ale czasem jest!
Bo nie ma to jak wąsa w piance zamoczyć. Ech!