noga27
07.03.09, 20:16
Witam mam pytanie o spalone sprzęgło lub raczej o wady fabryczne sprzęgieł
itd. Prawo jazdy mam od lat 13 w tym czasie byłem właścicielem kilku aut.
Ostatniego 5 lat, przedostatniego 3 lata - nie były to nowe auta. Nigdy nie
miałem w nich problemów ze sprzęgłem. Ostatnie auto przeszło trochę - w zimie
mam kiepski podjazd pod dom i czasem zdarzy się zakopać i wyciągać go na różne
dziwne sposoby- też nie było problemów z tym autem. Ostatnio musiałem
przewieść trochę większych rzeczy i pożyczyłem od rodziny Kie Sorento zrobiłem
nią góra 60 km i też zakopałem się pod domem w śniegu- włączyłem napęd na 4
koła i auto po chwili bez problemów się wydostało. Tyle że później już był
problem ze zmienieniem biegu. Pierwsza diagnoza mechanika - spalone sprzęgło.
Gromy oczywiście poszły na mnie i teraz muszę zapłacić za naprawę. Auto dalej
jest u mechanika- rodzina się gniewa;) A ja trochę od wspólnych znajomych
dowiaduję się że sprzęgło nie było spalone tylko "zdarte" lub coś w tym stylu
- trochę to może zabawa w "głuchy telefon" więc nie wiem jak to dokładnie
wygląda. Trudno uwierzyć mi w to że spaliłem to sprzęgło, trudno uwierzyć mi
też w to że to auto teoretycznie terenowe mogłem uszkodzić zakopując się w
śniegu. 9 letni peugeot 206 którym teraz jeżdżę na pewno jest mniej terenowy
niż 3 letnia kija a nim pod dom z problemami w zimie dojeżdżam już od 4 lat i
nie ma z nim problemów. Ciekawi mnie to czy faktycznie ja mogłem uszkodzić czy
po prostu miałem pecha że zepsuła się na mnie jakaś wada fabryczna. Będę
wdzięczny za opinie.