Dodaj do ulubionych

oczami ematki- adopcja

23.06.12, 20:30
Co myślicie o adopcji, czy macie jakies doświadczenia? czy stawiacie na środowisko czy na geny? co w większym stopniu determinuje zachowanie człowieka wg ematek?smile
Obserwuj wątek
    • muchomor26 Re: oczami ematki- adopcja 23.06.12, 20:33
      Czyli tzw trudne i kontrowersyjne tematy. zapraszam do dyskusji.
    • malgosiek2 Klika wątków niżej....... 23.06.12, 20:35
      forum.gazeta.pl/forum/w,567,136823869,136823869,Adopcja_nie_mowmy_na_ten_temat_.html
      • muchomor26 Re: Klika wątków niżej....... 23.06.12, 20:43
        Dziękuję zaraz całość przeczytam. W tym temacie chodzi mi o trochę inny aspektsmile
        • malgosiek2 Re: Klika wątków niżej....... 23.06.12, 20:50
          muchomor26 napisała:

          > W tym temacie chodzi mi o trochę inny aspekt

          Jakąś pracę piszesz, artykuł ?
          • malgosiek2 Re: Klika wątków niżej....... 23.06.12, 20:51
            Forum "Adopcja"
            forum.gazeta.pl/forum/f,581,Adopcja.html
          • muchomor26 Re: Klika wątków niżej....... 23.06.12, 20:55
            Nie. Sama rozpoczełam starania o dziecko, biologiczne dziecko. Dyskusja rozwineła się dzisiaj u mnie przy rodzinnym obiedzie geny czy srodowisko? Większość z mojej rodziny jest niestety za genami. Sama byc moze kiedyś dziecko zaadoptuję. Tak chciałam zapytać, bo to ciekawy i dość kontrowersyjny temat, a lubie dyskutowac i wymieniać swoje poglądy.
    • hellulah Re: oczami ematki- adopcja 23.06.12, 20:40
      O adopcji osobiście nie myślimy, ponieważ mamy właśnie tyle dzieci, ile chcemy mieć.

      Doświadczenia mam z drugiej ręki, moja mama za młodych blisko poznała pewną bardzo nieudaną adopcję (winni oczywiście rodzice adopcyjni, nawet mama, jako młoda dziewczyna i nieprofesjonalistka, zwykły wrażliwy człowiek, to widziała) - ale to było wieku temu.

      Nie znam rodzin z dziećmi zaadoptowanymi.

      I powiem tak, środowisko potrafi uczynić cuda z genami. Ta sama cecha charakterologiczna może skutkować innymi zachowaniami w zależności od wychowania (przykład pierwszy lepszy: hiperaktywny i mało bystry osobnik może zostać sportowcem albo chuliganem), dlatego nie ma co zwalać na geny. Faktycznie pewne predyspozycje można mieć lub nie, ale wierzę, że z każdego da się, przy odpowiednio włożonym wysiłku i w odpowiednim środowisku, wyciągnąć maksimum jego lub jej możliwości, takich czy innych. A jakich? "geny" to dziedzictwo - i fajnie jest, że ludzie są różni - trzeba to umieć docenić.
      • gazeta_mi_placi Re: oczami ematki- adopcja 23.06.12, 21:01
        Znałam dwie rodziny z dziećmi adoptowanymi.
        Normalni, spokojni ludzie.
        Pierwszy przypadek - dziewczyna mimo starać rodziców nie radziła sobie w zwykłej szkole (kilka razy zimowała) i ostatecznie skończyła w szkole specjalnej, wcześnie zaczęła palić, jako nastolatka zaszła w ciążę z recydywistą, z nim się też związała (ślub), ów lubił wypić i chyba nie tylko sad
        Rodzice adopcyjni w końcu zostawili jej mieszkanie, a sami przeprowadzili się gdzie indziej (jak dziecko było na świecie chyba już była pełnoletnia lub na granicy pełnoletności), przykra sprawa.
        Drugi przypadek dość podobny, mimo starań, zmian szkoły, angażowania psychologa, pedagoga szkolnego itp. dziewczyna musiała przenieść się do szkoły specjalnej, ewidentnie zresztą było coś nie tak u niej z deklem, bywała agresywna, dziwnie się zachowywała, nie dbała o higienę uncertain, problemów z deklem nie ukrywała, nawet dość chętnie opisywała gdzie chodzi do psychiatry big_grin
        • dziennik-niecodziennik Re: oczami ematki- adopcja 23.06.12, 21:17
          gazeta, Ty wiesz kto chodzi do szkoły specjalnej?...
          na pewno nie osoby ktore mają "problem z deklem" uncertain
          • gazeta_mi_placi Re: oczami ematki- adopcja 23.06.12, 21:37
            To gdzie chodzą dzieciaki faktycznie psychicznie chore i upośledzone umysłowo? Do zwykłej szkoły podstawowej? Za moich czasów nie było jeszcze szkolnictwa integracyjnego, dopiero wchodziło i to nie wszędzie.
            • dziennik-niecodziennik Re: oczami ematki- adopcja 23.06.12, 21:40
              uposledzone do specjalnej, ale ten drugi przypadek ktory opisujesz to raczej sie nie kwalifikuje. jak juz to do osrodka wychowawczo-opiekuńczego.
        • hellulah Re: oczami ematki- adopcja 23.06.12, 21:26
          Po pierwsze: nie bardzo wierzę w takie "znam" oraz "robili wszystko tak jak trzeba". Przy adopcji jeszcze łatwiej spartolić wychowanie niż przy rodzicielstwie biologicznym, a sorry większość rodziców partoli wychowanie aż miło. Przypadek o którym pisałam wyżej, tam moja mama byłą domownikiem i miała naprawdę głęboki wgląd w sytuację, a ty jak? mieszkałaś z tymi dziewczynami, jadłaś z nimi codziennie przy jednym stole, znałaś blisko tych rodziców? O wielu nawet bardzo nieciekawych rodzinach można powiedzieć, że och normalni i spokojni ludzie. Często jest to prawda. I znowu - bycie normalnym i spokojnym człowiekiem w oczach ludzi z zewnątrz, to może być za mało, aby być dobrym rodzicem.

          Po drugie: rozróżnijmy czy mowa o genach w ogólności czy np. o wadach wrodzonych, o uszkodzeniach typu FAS albo psychicznych skutkach maltretowania. Oczywiście że przy FAS albo zespołach wad wrodzonych dziecko jest na stracie obarczone i trudniejsze w wychowaniu niż dziecko zdrowe.

          Faktycznie, geny warunkują wiele - ale tak jak powiedziałam, te same cechy można obrócić w różne skutki (mój przykład sportowca).



          • gazeta_mi_placi Re: oczami ematki- adopcja 23.06.12, 21:43
            Hellulah, jedna (pierwszy przykład) to była dziewczyna z mojego osiedla, za czasów mojej młodości gdzie nie było takiej anonimowości jak teraz, każdy na osiedlu się znał, dzieciaki (ona też) wspólnie się ze sobą bawiły, nieraz paką kilkunastoosobową, jak byłam dzieckiem sama też się bawiłam z tą (wówczas) dziewczynką, to nie przypadek "znajomy znajomego mojej siostry stryjecznej kuzynki" albo usłyszałam w autobusie tylko przykład który miałam jak na talerzu (ten sam blok).
            Drugi przypadek to dziewczyna z mojej dawnej klasy.
            Nawet kilka razy zdarzało mi się z nią siedzieć w jednej ławce big_grin
        • atowlasnieja Re: oczami ematki- adopcja 23.06.12, 21:51
          znany mi adoptowany dorosły już facet skończył studia

          dziewuszki z innej rodziny przebierały w gimnazjach

          no w trzeciej sama matka przyznaje, że dziecko orłem nie będzie ale jak sobie przypominam co sobą przedstawiał na "dzień dobry" gdy go brali do siebie to jest kolosalna różnica.
        • mama303 Re: oczami ematki- adopcja 23.06.12, 22:40
          gazeta_mi_placi napisała:

          > Pierwszy przypadek - dziewczyna mimo starać rodziców nie radziła sobie w zwykłe
          > j szkole (kilka razy zimowała) i ostatecznie skończyła w szkole specjalnej, wcz
          > eśnie zaczęła palić, jako nastolatka zaszła w ciążę z recydywistą, z nim się te
          > ż związała (ślub), ów lubił wypić i chyba nie tylko sad

          Ja miałam takie dwie koleżanki z podobnymi historiami i nie były wcale adoptowane.

          Natomiast mam w rodzinie adoptowanego kuzyna. To juz nastolatek. Jest bardzo zdolny, ponad przeciętną, pewnie ma to w genach smile
    • olena.s Re: oczami ematki- adopcja 23.06.12, 21:02
      Geny decydują o inteligencji, wyglądzie... Gorsze są zaniedbania, alkohol w ciąży, krzywdzenie dziecka, przez które maluch w samoobronie otorbia się i traci możliwość nawiązywania więzi.
      Mam dwie pary znajomych z adoptowanymi dziećmi. Jedna z nich to biali Amerykanie. Kobieta opowiadała mi, że kiedy szykowali się do adopcji zagranicznej, rozważali Ukrainę, ale zdecydowali się na Chiny. Na Ukrainie za wysokie było ryzyko adopcji dziecka mocno uszkodzonego psychicznie. Natomiast w Chinach dzieci przeznaczone do adopcji to najczęściej zdrowe dziewczynki, z upragnionych ciąż, oddawane tylko ze względu na płeć. Dziewczynki udane, miłe, zdrowe. Starsza prochu nie wymyśli, ale fajna, młodsza bardzo zdolna. Wydają sie szczęśliwą rodziną.
      • best_bej Re: oczami ematki- adopcja 23.06.12, 21:22
        w mojej rodzinie było kilka adopcji. wszystkie dzieciaki są udane i mądre, mimo ze pochodziły z rodzin dysfunkcyjnych. Żadne z nich nie miało problemów psychicznych, problemów z nauką itd. To może zdarzyć się i w tzw. normalnych rodzinach.
        Dlatego też jeśli i mnie dotknie problem bezpłodności- nie będę miała dylematu- adoptuję.
      • aandzia43 Re: oczami ematki- adopcja 23.06.12, 22:52
        adopcji zagranicznej, rozwa
        > żali Ukrainę, ale zdecydowali się na Chiny. Na Ukrainie za wysokie było ryzyko
        > adopcji dziecka mocno uszkodzonego psychicznie. Natomiast w Chinach dzieci prze
        > znaczone do adopcji to najczęściej zdrowe dziewczynki, z upragnionych ciąż, odd
        > awane tylko ze względu na płeć.

        Rozsądne posunięcie.
    • chyba.ze Re: oczami ematki- adopcja 23.06.12, 21:22
      Poczytaj tu:

      prawiejakmama.bloog.pl/kat,705394,index.html
      Nie zawsze jak widać bywa różowo.
      • azjaodkuchni Re: oczami ematki- adopcja 23.06.12, 21:37
        Nasi znajomi z Polski mieli synka adoptowanego. Gdyby mi nie powiedzieli, że syn jest adoptowany nigdy bym nie powiedziała, że dziecko nie jest ich dzieckiem biologicznym, bo chłopiec wyglądał jak mała kopia ojca. Nie wiem czy nadal jest tak podobny, ale podobno nie lubią tych samych potraw.
        W Singapurze poznałam świetną babeczkę która adoptowała dzieci ulicy z Indii. Dziewczyny są śliczne, zdolne i pracowite. Tak więc różnie bywa.
        • xika_da_selva Re: oczami ematki- adopcja 23.06.12, 22:04
          moja kolezanka jest dzieckiem adoptowanym- jej rodzice sa Wlochami, ona urodzila sie w Brazylii w bardzo dysfunkcyjnej rodzinie.
          Roznice sa w kolorze, w figurze, itp.
          Zostala adoptowana razem ze swoja siostra. Jest swietna dziewczyna, kochajaca swoich rodzicow (biologicznych nie zna), nie sprawiajaca wiekszych problemow w dziecinswie. Oczywiscie, ze nie zawsze jest kolorowo, ale wg mnie bardzo duzo zalezy od wychowania (no i czy dziecko zostalo adoptowane w wieku niemowlecym czy nie).
        • heca7 Re: oczami ematki- adopcja 23.06.12, 22:05
          Znam blisko 4 rodziny które zaadoptowały dzieci ( 3 z nich dwójkę). Jedno z dzieci skończyło studia, zrobiło doktorat, samo się utrzymuje, ożeniło się i z rodzicami ma doskonałe relacje. Nigdy nie sprawiał im większych kłopotów ale i oni wiele mu dali i baaardzo kochali. Reszta ma w tej chwili od 7 do 14 lat. Nie odróżniają się od innych - może trochę jedna dziewczynka adoptowana dopiero w wieku 6 lat. Ona po pobycie w DD ma jeszcze "rany". Ale widzę jak wychodzi na prostą bo ma super fajnych rodziców. Wszyscy uczą się dobrze.
        • olena.s Re: oczami ematki- adopcja 23.06.12, 22:22
          U dzieci adoptowanych szczególnie trudny jest okres dojrzewania - wyłazi z nich wtedy wszystko, co skrajne. Zresztą w przypadku rodzonych dzieci też.... Tylko adoptowane dziecko ma z sobą dodatkowy, często bardzo ciężki bagaż.
          Gdyby do adopcji trafiały sieroty biologiczne, a nie społeczne, nieudanych adopcji byłoby mniej. Ja mogę sobie wyobrazić dobrą adopcję, mimo że dziecko jest chore czy niepełnosprawne, mimo że w najmniejszym stopniu nie przypomina rodziców adopcyjnych ani aspiracjami, ani upodobaniami i tak dalej. Ale myśl o adopcji, w której dziecko nie jest w stanie przywiązać się do kochającego opiekuna bo łajdaccy rodzice za bardzo je skrzywdzili stawia mi włosy dęba.
    • mood_indigo Re: oczami ematki- adopcja 23.06.12, 22:04
      Nie wykluczam, że kiedyś adoptujemy dzieciaka. Nie noworodka, kilkulatka, nie musi być słodką blondyneczką o niebieskich oczach. To dość odległe plany ale jedno wiem na pewno: od początku przed nikim nie będę ukrywać faktu, że dziecko jest adoptowane. Nie rozumiem takiego ukrywania, albo inaczej: rozumiem pobudki rodziców adopcyjnych, ale powinno to być w jakiś sposób zakazane, dziecko powinno znać swoją historię od najmłodszych lat.

      Geny czy środowisko? Geny 30%, środowisko 70%, takie jest moje przekonanie, z takim podejściem rozpoczniemy proces - kiedyś.
    • vocativa Re: oczami ematki- adopcja 23.06.12, 23:31
      Myślę,że to super sprawa-jesteśmy z mężem w trakcie procesu adopcyjnegosmile
      Tak intuicyjnie wydaje mi się,że geny i środowisko wpływają tak po połowie. Osobiście najbardziej boję się jak czysto fizycznie wpłynie środowisko rodziny biologicznej na nasze adoptowane dziecko. Mam na myśli głownie picie alkoholu, czy branie narkotyków przez matkę w ciąży bo to niestety ogromnie częsty problemsad
      • gazeta_mi_placi Re: oczami ematki- adopcja 23.06.12, 23:34
        Trudno w sumie wymagać aby taka osoba dbała o siebie w ciąży, zwłaszcza niechcianej.
        • vocativa Re: oczami ematki- adopcja 23.06.12, 23:41
          No trudno bo niestety rzadko są to odpowiedzialne, dojrzałe osoby w bardzo trudnej sytuacji życiowej. Częściej niestety osoby ze środowiska silnie patologicznego, gdzie regularne upijanie się jest nawykiemsadAle naprawdę nie oceniam, bo nie wiem jak wyglądałoby moje życie jakbym sama wychowała się w takim środowisku...
        • olena.s Re: oczami ematki- adopcja 23.06.12, 23:53
          Czymś innym jest niebieganie na USG i niejedzenie owoców, a czym innym walenie gorzały czy dragów.
          • gazeta_mi_placi Re: oczami ematki- adopcja 24.06.12, 10:47
            Nie powinno się nadużywać alkoholu (nie piszę tu o jednym piwie czy kieliszku wina, ale sporej ilości) i brać narkotyków w ciąży, ale trudno też oczekiwać, że osoba uzależniona (często też z patologicznego środowiska) na czas niechcianej ciąży rzuciła dragi którymi np. szprycuje się od 14 roku życia czy alkohol.
            Tak byłoby najlepiej rzecz jasna, jednak ciężko mi sobie wyobrazić taką uzależnioną, nieszczęsną w gruncie rzeczy istotę, często z patologicznego środowiska która w niechcianej ciąży dobrowolnie i bez większych problemów odstawia alkohol (pity wcześniej regularnie i w dużych ilościach) czy narkotyki.
            • mama303 Re: oczami ematki- adopcja 24.06.12, 12:17
              gazeta_mi_placi napisała:

              > Tak byłoby najlepiej rzecz jasna, jednak ciężko mi sobie wyobrazić taką uzależn
              > ioną, nieszczęsną w gruncie rzeczy istotę, często z patologicznego środowiska k
              > tóra w niechcianej ciąży dobrowolnie i bez większych problemów odstawia alkohol
              > (pity wcześniej regularnie i w dużych ilościach) czy narkotyki.

              Ale to nie jest tak, że rodzina adopcyjna nic nie wie o matce i dziecku, jest przeprowadzany wywiad, takie matki często trafiają do ośrodków adopcyjnych przed porodem. Poza tym kobiety świadomie oddajace dziecko do adopcji nie zawsze sa ćpunkami i alkoholiczkami, powody bywaja rózne. Niestety dośc często to sa wzgledy finansowe.

              Taka prawdziwa patologia sobie adopcją, zrzekaniem praw do dziecka i całą procedurą głowy nie zaprząta. Albo porzuca dziecko, albo zaniedbuje.

    • lola211 Re: oczami ematki- adopcja 23.06.12, 23:42
      Balabym sie adoptowac dziecko, bo uwazam, ze geny maja ogromne znaczenie i predzej czy pozniej z czlowieka wyjdzie spadek po przodkach w postaci sklonnosci do nalogów i patologicznych zachowań.
      • gazeta_mi_placi Re: oczami ematki- adopcja 23.06.12, 23:44
        To bój się Kochana o swoje rodzone potomstwo, brat bezrobotny pijak, mąż też nie za ciekawy, Ty sądząc po postach średnio bystra sad
        • lola211 Re: oczami ematki- adopcja 24.06.12, 07:17
          Cale szczescie najwiecej dziedziczy sie po rodzicach.Oboje wykształceni, bez nalogów, dajacy sobie rade w zyciu.Córka zapowiada sie na jednostkę nie zbaczającą z wyznaczonego kursu.
          • gazeta_mi_placi Re: oczami ematki- adopcja 24.06.12, 10:50
            No, ale ten brat adoptowany czy choćby z innego ojca? Bo skora geny takie ważne to czemu on pijaczek, głównie bezrobotny lub imający się od czasu do czasu prostych prac fizycznych a Ty taka wielka dama?
            Nie macie wspólnych genów?
      • mama303 Re: oczami ematki- adopcja 24.06.12, 07:34
        lola211 napisała:

        > Balabym sie adoptowac dziecko, bo uwazam, ze geny maja ogromne znaczenie i pred
        > zej czy pozniej z czlowieka wyjdzie spadek po przodkach w postaci sklonnosci do
        > nalogów i patologicznych zachowań.

        w sumie to jak sie dobrze rozejrzeć w prawie każdej rodzinie bliższej czy dalszej jest ktos z nałogami. Człowiek jest mieszanką genów rozmaitych smile
        • lola211 Re: oczami ematki- adopcja 24.06.12, 08:01
          Jednakze jak zycie pokazuje patologia rodzi patologie duzo czesciej niz sie to zdarza w normalnych rodzinach.
          To,ze wujek jest pijakiem ma duzo mniejsze znaczenie niz to, ze pijaczka jest matka.Po pierwsze geny, po drugie tryb zycia bedac w ciazy.
          • mood_indigo Geny to wyrok? 24.06.12, 10:53
            lola211 napisała:
            > Jednakze jak zycie pokazuje patologia rodzi patologie duzo czesciej niz sie to
            > zdarza w normalnych rodzinach.
            > To,ze wujek jest pijakiem ma duzo mniejsze znaczenie niz to, ze pijaczka jest m
            > atka.Po pierwsze geny, po drugie tryb zycia bedac w ciazy.


            Jesteś nieobiektywna i jeszcze wymieszałaś wszystko razem.. To prawda, że dziecko urodzone i wychowane w rodzinie patologicznej częściej samo przejmuje takie zachowania niż dziecko urodzone w, nazwijmy to, "normalnej". Tyle tylko, że dowodzi to teorii, której zdaje się jesteś przeciwniczką - a mianowicie tej, że to środowisko ma większy wpływ niż "geny".
          • mama303 Re: oczami ematki- adopcja 24.06.12, 12:09
            lola211 napisała:

            > To,ze wujek jest pijakiem ma duzo mniejsze znaczenie niz to, ze pijaczka jest m
            > atka.Po pierwsze geny, po drugie tryb zycia bedac w ciazy.

            Ale nie mieszajmy dwóch problemów. Geny to jedno /przeciez nie zawsze złe, zwłaszcza że to mieszanka/ a to, że matka w ciąży pije, pali czy ćpa to zupełnie co innego tu geny dobre czy złe nie mają znaczenie i to rzeczywiscie jest poważny problem i zagrożenie dla dziecka.
            >
          • kropkacom Re: oczami ematki- adopcja 24.06.12, 12:25
            Każdy ma jakieś trefne geny. Patologia rodzi patologię, bo po prostu nie ma szansy się wyrwać. Fizycznie wyrwać.
    • pibelle Re: oczami ematki- adopcja 24.06.12, 00:58
      Kwestia geny czy srodowisko nie jest raczej kwestią tego w co kto wierzy bardziej. Są publikacje, są materiały, można sobie poczytać jak to faktycznie jest.
      A wiedza powszechna na temat adopcji i problemów z nią związanych jest w społeczeństwie żadna. Zresztą nie ma się co dziwić, bo rzetelna wiedza na temat rodzicielstwa jako takiego również ma się słabo.
      Patrzę i słucham sobie w moim otoczeniu jak rodzice przedstawiają swoim dzieciom świat, co do nich mówią, jak reagują - rzadko spotykam się ze szczerym, świadomym rodzicielstwem, takim mądrym i rozumiejącym perspektywę dziecka. A co tu mówić o adopcji, która jest dziedziną z wyżej postawioną poprzeczką, wymagającą naprawdę wiedzy i konkretnych narzędzi do pracy z dzieckiem.
      • paliwodaj Re: oczami ematki- adopcja 24.06.12, 05:53
        znam, znam.
        jedna osoba to pediatra moich dzieci. Adoptowala dziewczynke z Ukrainy w wieku mojego syna. Jeszcze nie miala dziewczynki fizycznie w domu juz nosila jej zdjecie przy kluczach i pokazwala, jak mniemam wszem i wobec ze to jej coreczka.
        Inny chlopczyk adoptowany jest jednym z blizszych kolegow mojego syna w szkole. Adoptowali go rodzice Amerykanie . Chlopiec pochodzi z Chin, adoptowali go tuz po 5-tych urodzinach. Maja tez rok starsza corke adoptowana rowniez z Chin i kilka lat starsza corke Chinke ( chyba 13 lat) Dodatkowo maja 27 letnia corke biologiczna.
        Rodzina jest wspaniala, mieszkaja na naszym osiedlu, wiele razy z nimi rozmawiala i widzialam osobiscie jak bardzo ciesza sie ze swoich dzieci.
        Kolega syna , dzis 7 latek wie rzecz jasna ze jest dzieckiem adpotowanym, rodzice chca zeby wiedzial skad pochodzi i woza wszystkie swoje adoptowane dzieci do sobotniej szkoly jezyka chinskiego.
        Chlopczyk jest bardzo grzeczny, spokojny, wiem od matki ze mial jakies problemy z nauka w szkole, ale matka bardzo sie starala aby mu pomoc.

        Jezeli chodzi o mnie i moje nastawienie to chetnie adoptowalalbym dziecko gdybym nie miala swoich sztuk 3. Podziwiam rodziny adopcyjne, chyba nie mozna bardziej uszczesliwic malego czlowieczka jak tym ze da sie mu milosc i bezpieczny dom. Wielki, wielki mam szacunek dla takich rodzin.
    • zofijkamyjka Re: oczami ematki- adopcja 24.06.12, 07:43
      Mam dobre doświadczenia. Moja córka adoptowana jest kombinacją niesamowitych genów. Jest piękna, inteligentna, ma mocny charakter, jest bardzo kontaktowa, śmiała.
    • kropkacom Re: oczami ematki- adopcja 24.06.12, 07:45
      Nie mam doświadczeń. Nie wiem więc czy powinnam coś napisać, a jeśli tak to czy to będzie miało jakieś przełożenie na stan faktyczny. Nie chciałam tez nigdy adoptować małego różowego bejbika. Znam takie panie co to całkiem poważnie mówiły, że fajnie byłoby mieć adoptowanego murzynka, bo ładny. Opad rąk.

      Osobiście byłabym szczęśliwa gdyby wszystkie dzieci miały dobry dom i dobrych rodziców.
      • guderianka Re: oczami ematki- adopcja 24.06.12, 09:58
        Geny mają ogromne znaczenie ale jeszcze większe środowisko i wychowanie. Niewłaściwe ukierunkowanie pewnych cech może skończyc sie pozytywnie lub negatywnie-tutaj przeważająca rola rodzica i rodziny. Skłonności do niektórych zachowań można wzmocnić lub osłabić-w zależności od spobu traktowania dziecka. Nie można zapomnieć równiez o 'doświadczenich własnych" dziecka, czyli tego co jest bezpośrednio związane z jego osobą, co w sytuacji wychowywania w różnych środowiskach inaczej by się przejawiało. Generalnie-ciężka praca nad wychowaniem każdego dziecka, a pewnych skłonności i tak sie nie zwalczy wink
        • verdana Re: oczami ematki- adopcja 24.06.12, 10:40
          Problem obecnie leży nie w genach i nie w wychowaniu. Największy problem to problemy, które powstały w czasie ciąży i wcale nie mniejszy - te, które wynikają z pobytu dziecka bardzo zaburzonej rodzinie lub w DD na poczatku zycia. Fas czy zaburzenia wiezi to nie jest coś, co można zlikwidować nawet najlepszym wychowaniem. Przy adopcji zupełnie małego dziecka często trudno stwierdzić, czy jest zdrowe, przy adopcji starszego - trzeba liczyć sie z tym, ze nigdy w pełni nie przywiąże sie do nikogo. Jeśli to bierze sie pod uwagę - to adopcja moze byc udana. Jesli nie - często zamiast rodzinnego życia jest dramat.
          Mam bardzo fajnego, adoptowanego wujka. Ale on był sierotą wojennym, trzochę inna sytuacja.
          • mama303 Re: oczami ematki- adopcja 24.06.12, 12:25
            verdana napisała:

            > Przy adopcji zupełnie małego dziecka często trudno stwierdzić, czy jest
            > zdrowe, przy adopcji starszego - trzeba liczyć sie z tym, ze nigdy w pełni nie
            > przywiąże sie do nikogo. Jeśli to bierze sie pod uwagę - to adopcja moze byc ud
            > ana. Jesli nie - często zamiast rodzinnego życia jest dramat.

            Myśle że dotknęłaś sedna wszelakich ew. problemów, które moga się pojawić. A sporym błędem w całym procesie adopcyjnym i póżniejszym jest słabe przygotowanie kandydatów na rodziców i potem w zasadzie zerowa pomoc przy mogących pojawić sie problemach.
    • kkalipso Re: oczami ematki- adopcja 24.06.12, 12:06
      Dla mnie to tak pół na pół,nigdy nie wiadomo na jakiego" kota w worku trafisz".

      Bardzo ważne jest to,czy rodzice decydują się na powiedzienie o adopcji czy ukrywają ,no i na ile silne psychicznie jest dziecko,żeby sobie z tym poradzić...

      Znam bardzo dobrze adoptowaną 25-latkę,która jako 5-latka dowiedziała się o sprawie.Żyje w bardzo bogatej rodzinie rodzice lekarze,tak bardzo kocha pieniądze i ciuszki i buciki Prady ,że nie sądzę by sobie zaprzątała głowę swoją egzystencją...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka