wzywa
27.08.13, 16:48
Syn ma 4 lata, jest ładnym, uśmiechniętym chłopce, wszędzie go pełno, ma dużo energii, chodzi do przedszkola i nie ma z nim większych problemów. W domu jest trochę za głośny, czasami wymusza. Syn na początku kariery w przedszkolu czesto bił inne dzieci, po rozmowach ze mną, że nie wolno, że pani się mówi jak Cię ktoś uderzy, przestał bić. Czesem ktoś go szarpnie np na placu zabaw, on nie oddaje, przylatuje do mnie i skarży się. Mąż uwaza, że powinnien oddac, a nie robić z siebie skarżypytę, że powinien sobie radzić, a nie z wszytskim przylatywać do mamy. Drażni go że snek jest uczuciowy, że często przytula się, jest taką przylepką, najczęście do mnie, ale czasem przytula się np do wychowawczni i pani spotkanej np w pociągu.
I sytucja z ubiegłego tygodnia. Zapisałam młodego za namową taty na piłkę nożną. Młody przez pierwsze 20min biega, cieszy się, ale później nudzi i chce iść do domu. Tata chcę żeby wrócił, nalega, mały nie chce i koniec. Przez drogę powrotną tata mówi że nie będzie już bajek za karę. Potem już do mnie stwierdza, że on jest jakiś dziwny , że nie chcę, bo on w jego wieku to ......... I generalnie jeśli chodzi o spotr tata jest synem rozczarowany. Mąż kocha sport, przez wiele lat intensywnie trenował. Młody jest żywy, dużo biega, ale nie chcę się podporzatkować trenerowi, albo tacie na boisku jak idą razem. On biega tam gdzie chce , rzuca piłkę gdzie chcę i szybko się nudzi.
Mąż twierdzi , że jestem za miękka do niego , że za często go przytulam (i dlatego on do obcych się przytula), że nie zmuszam go do uprawiania sportu (on ma 4 lata dopiero), a że jest rozpuszczony to dlatego trenera i jego na boisku nie słucha.
No i nie wiem czy to ja mam za małe oczekiwania względem syna, czy mąż za dużo?