Dodaj do ulubionych

... a dziecko nie chce!

07.10.16, 19:37
Moja córka nie chce jeździć do ojca.

Zostałyśmy same, gdy mała miała 9 miesięcy. Myślę, że początkowo zauważała jego brak, ale szybko się przyzwyczaiła. Przez lata stworzyłyśmy sobie nasz świat. Ojciec przyjeżdżał do niej 3, później 2 razy w roku, na kilka dni. Wynajmował ze swoją matką mieszkanie na mieście, brał małą, początkowo na dni, potem też na noce. Córeczce taki system od biedy pasował. Kiedy miała 4 lata pojechała do niego pierwszy raz na wakacje, na 2 tygodnie. Była już 3 razy, za każdym razem na ok. 2 tygodnie, za każdym razem tęskniąc mocno za domem. Woli wizyty ojca w Polsce.
W tym roku (6 lat) poleciała pierwszy raz sama ze stewardessą i ojciec nabrał wiatru w żagle. On już nie przyjedzie. Ona ma latać. Na wakacje, ferie, święta.

A mała nie chce.

Idzie nie tylko o te zabawki, których po ostatniej wizycie nie pozwolił jej zabrać (pisałam w innym wątku). Idzie też o to, że tam jest inaczej niż w domu. To prawda, w domu jest większy leseferyzmwink Córeczka mówi, że tam to tylko je, kąpie się i śpi; nie ma czasu na zabawę; jest traktowana jak "lew w klatce", wożona na wizyty do znajomych i rodziny. Odnoszę wrażenie, że ojciec w dużej mierze zamiast budować bliskość z dzieckiem, w sumie trochę mu obcym, zajmuje się stricte wychowaniem. Negocjacje zasad nie odnoszą żadnego rezultatu (mój dom, moje zasady).

Jestem między młotem a kowadłem. Na razie nie mamy ustalonych kontaktów, ale może się tym skończyć, jeśli ugnę się i nie wyślę małej, a wolałabym uniknąć większej interwencji Państwa w nasze życie. Na razie córka na każdą wzmiankę o wyjeździe do ojca (czasem trzeba pogadać) płacze, dziś napadło ją to samo z siebie, bo pomyślała o Świętach. Niestety, nie mogę cofnąć zgody na uznanie dziecka, za późno. Tak, tak, znam teorię, spotkanie to prawa i obowiązki i po stronie ojca, i po stronie dziecka, i po stronie matki...

Kurczę, ale kto normalny utrzymuje kontakty z osobami, z którymi kontaktować się nie lubi. A dziecko musi?
Obserwuj wątek
    • taki-sobie-nick Re: ... a dziecko nie chce! 07.10.16, 19:46
      Nie musi chyba? Dobro dziecka ważniejsze? Tylko tatuś może się zaprzeć i też nie przylatywać.
      • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 07.10.16, 19:53
        O! Zapomniałam o dobru dziecka;D
        • taki-sobie-nick Re: ... a dziecko nie chce! 07.10.16, 20:37
          Dokładniej pisze poniżej vaikiria.
    • vaikiria Re: ... a dziecko nie chce! 07.10.16, 19:49
      Dziecko nie musi. My kiedyś zaliczyliśmy interwencję policji, bo dzieci nie chciały spotkać się z matką mimo zasądzonych kontaktów. Policja przyjechała, pogadała z dziećmi, żeby sprawdzić,czy istotnie nie chcą, czy są pod jakąś presją po czym poinformowała, że mają do tego prawo.
      Poza tym możesz wnieść o spotkania z dzieckiem w kraju, bo jak rozumiem córka chce się widywać z ojcem tylko nie chce do niego latać?
    • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 07.10.16, 20:04
      Jakby co, to napisz ładnie do sądu, że nie uchylasz się absolutnie od organizowania spotkań, ale ze względu na Twoją np. sytuację finansową (ceny przelotów!) i zaliczany przez dziecko szok kulturowy wnosisz o spotkania w miejscowości zamieszkania dziecka.
      BTW, w życiu nie posłałabym 4-latki na wakacje z ojcem, z którym nie ma codziennej więzi już od 9 m-ca życia, dla niej ten ojciec jest bardziej jak sporadycznie widywany wujek. Sama bym nie chciała, żeby mnie kto na wakacje jako przedszkolaka posłał aż na 2 tygodnie do obcego kraju, do z rzadka widywanych osób z rodziny. Podłożyłaś się już na starcie, teraz zostaje Ci odkręcanie.
      • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 07.10.16, 20:46
        A co się miałam nie podkładać? Dziecku żałujesz? ;D
        Nie wiem, podłożyłam czy nie. Jestem kompletnie sama. Przez długi czas nie wiedziałam gdzie sufit gdzie podłoga.

        Koszty spotkań zawsze były po stronie ojca, zresztą był to jeden z argumentów w sprawie o alimenty. Mała widywała też ojca przez Internet, raz w tygodniu. Więc to nie jest tak, że od spotkania do spotkania zapominała kto zacz. Ale bliskość to jednak inna bajka. A co do obcego kraju - szeroko pojęta kultura judeochrześcijańska w wersji laickiej, a kraj ograniczony do domu babci czy ojca, ogródka, kotka, pieska i jakiegoś sklepu z zabawkami, więc powiedziałabym, że szok kulturowy w wersji light.
        • aankaa Re: ... a dziecko nie chce! 07.10.16, 20:58
          możesz sprzeciwić się samotnym lotom dziecka. Jak ojciec chce mieć córkę "u siebie" niech po nią przyleci i na zakończenie wizyty dostarczy na lotnisko docelowe = wasze

          nikt Cię nie zmusi żebyś pozwoliła dziecku na podróż bez opieki (stewardessa nią nie jest)
          • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 07.10.16, 21:19
            Raz leciałam ja, raz on, teraz stewardessa. I tak, to jest formuła opieki nad dzieckiem, formuła płatna, ale tańsza niż inne opcje. Dziecko jest pod opieką pracowników lotniska i stewardess od odebrania od rodzica do zdania drugiemu. Akurat lot córeczka całkiem dobrze wspominała, choć każdy lot to i dla niej i dla mnie stres. Jej ojca na latanie w tę i nazad nie stać, na hotele w Polsce także (w końcu kredyt na mieszkanie to też dobry argument w sprawie o alimenty), a mi wycieczek nie będzie fundowałwink

            Inna sprawa, że ja nie chcę się ot tak, z powodu własnego widzimisię, sprzeciwiać. Ale łzy małej, że w Święta jej tu nie będzie, to nie jest moje widzimisię.
            • kaz_nodzieja Re: ... a dziecko nie chce! 07.10.16, 22:11
              Jak paczka sad Psa bym tak nie wysłała.
              • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 07.10.16, 22:24
                bez przesady, wiele dzieci tak podrozuje!
                • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 08:53
                  6-latki kilka razy do roku?
                  Bo nawet na BN jaśnie pan chce mieć dziecko u siebie, z tego, co pisze danaide, nie tylko w wakacje. Fajnie jest podróżować przed świętami ze stewardessą, nie ma co.
                  • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 14:54
                    tak, jest cale mnostwo dzieci majacych rodziny w roznych krajach i czesto sa wysylane nawet na inny kontynent a my tu dyskutujemy o krotkim locie po europie. To konkretne dziecko generalnie ma problem z pobytem u ojca, z ktorym nie jest zzyte, wiec sie zzyma juz na sama podroz. Mozna dyskutowac, czy to dziecko powinno spedzac z ojcem i jego rodzina swieta, ale sama podroz to tu nie jest zadnym problemem.
                    Dzieci, ktore ja znam, sa wysylane np. z innych krajow do Polski do dziadkow na wakacje/swieta i te dzieci akurat sa bardzo dumne z tego, ze lecialy bez rodzicow. Nie wazne czy przed swietami czy po czy na wakacje (i tak, w innych krajach wakacji jest kilka w roku, wiec jest wiecej okazji). Sama latam bardzo duzo i w okolicach ferii widok dzieci podrozujacych bez rodzicow jest bardzo czesty.
                    • nika1228 Re: ... a dziecko nie chce! 11.10.16, 18:56
                      Właściwie to ja nie ogarniam o co Tobie chodzi? Z jednej strony nie chcesz wysyłać dziecka a z drugiej zmusza córkę do tego wypychajac ja z gniazda jak kukulcze jajo. Jak tylko ktoś Ci podpowiada co zrobic to znajdujesz sto powodów przeciw co to znaczy ze wiele dzieci lata ze stewardessa? Mnie nikt by nie zmusił żeby swoje dzieci wysłać same samolotem zwłaszcza gdy tego nie chca
                      • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 09:44
                        Ja również słabo ogarniam o co chodzi Tobie.
                        Chcę wysyłać. Ona nie chce. Nie wypycham. Namawiam. Wcześniej się udawało. Teraz nie.

                        To nie ja pisałam, że wiele dzieci lata ze stewardessą, ale chyba się z tym zgadzam. Czekałam z mała w strefie LOTu i później do czasu odlotu. Przyszła kolejna rodzina z dzieckiem "do wysyłki". Wiem. Dwie jaskółki nie czynią wiosny. Pomnóż to przez linie i lotniska. Sama czytałam córce książkę biograficzną, której autorka też opisywała swoje loty ze stewardessą będąc dzieckiem (lata 70te, USA - podróże międzystanowe - moja też miała lot 2godzinny - normalka).

                        Co do podpowiedzi - każdy ma prawo podpowiadać, ja mam prawo wybrać z podpowiedzi to, co do mnie przemawia.
                • kaz_nodzieja Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 09:51
                  To nie znaczy, że jest to dla nich fajna sprawa.
            • aankaa Re: ... a dziecko nie chce! 07.10.16, 22:23
              ...stewardessa. I tak, to jest formuła opieki nad dzieckiem...Dziecko jest pod opieką pracowników lotniska i stewardess od odebrania od rodzica do zdania drugiemu...
              ===
              no ja Cię przepraszam
              kotom lepsze warunki zapewniam

              a jak, tfu ! na psa urok, coś się stanie to kto jest "prawnym opiekunem na czas od odebrania do zdania" ??
              • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 07.10.16, 22:57
                Cieszę się, że ojciec Twoich kotów tak ładnie z Tobą współpracuje.
                • aankaa Re: ... a dziecko nie chce! 07.10.16, 23:34
                  sama na to pozwoliłaś a teraz masz pretensje ?

                  jak ojciec chce się spotkać z dzieckiem to do niego przyjeżdża a nie oczekuje, że personel lotniska/pokładowy dostarczy mu je pod bramkę
                  • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 07.10.16, 23:40
                    Powiem jaśniej: nie da się porównać traktowania dziecka i traktowania kotów...
                    • aankaa Re: ... a dziecko nie chce! 07.10.16, 23:50
                      pozwól, że skopiuję

                      jak ojciec chce się spotkać z dzieckiem to do niego przyjeżdża a nie oczekuje, że personel lotniska/pokładowy dostarczy mu je pod bramkę
                      ...
                      a jak, tfu ! na psa urok, coś się stanie to kto jest "prawnym opiekunem na czas od odebrania do zdania" ??
                      • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 07.10.16, 23:57
                        ad. 1 - nie obiecuję, że przekażę
                        ad. 2 - pomyślę o tym jutro
                        (Jak jest się samemu z dzieckiem, to trzeba wierzyć w szczęśliwą gwiazdę. Dziecka, oczywiście.)
                        • aankaa Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 00:11
                          danaide napisała:

                          > (Jak jest się samemu z dzieckiem, to trzeba wierzyć w szczęśliwą gwiazdę. Dziec
                          > ka, oczywiście.)

                          wierzyć to można w boga/duchy/...
                          jak jesteś jedynym opiekunem (tata daleko) to masz zadbać o jego bezpieczeństwo/komfort - psychiczny i fizyczny
                          • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 00:23
                            Yes, sir!
                        • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 08:56
                          Co do tej wiary, to jak z tą przypowieścią o Allahu i wielbłądach, jak to było: "najpierw uwiąż, potem się módl".
                          NIE MUSISZ nigdzie wysyłać dziecka i nie musiałaś wysyłać 4-latki. Najwyraźniej Tobie to pasuje, a teraz zbierasz tego owoce, bo dziecko dorosło do tego, żeby wyrazić swoje zdanie. Przy takiej odległości i sporadycznym kontakcie jest tak, jakbyś je wysyłała samopas do dalekiego wujostwa, a nie do taty, no niestety.
                    • kaz_nodzieja Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 09:54
                      Obydwa żywe istoty. Mi to się kojarzy z odbiorem paczki od kuriera.
              • ichi51e Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 09:07
                No to jak twoje koty lataja? Ludzie podroz pod opieka lini lotniczych to w cywilizowanym swiecie norma.
                • kaz_nodzieja Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 09:56
                  Rodzice coraz mniej mają czasu dla własnych dzieci i nawet kilkulatki wysyłają w podróż samolotem z obcymi ludźmi. To nie znaczy jednak, że nie jest to patologia. Jest, tylko w białych, zamożnych rękawiczkach. Pomijam sytuacje nagłe, niezaplanowane gdy dziecko naprawdę musi polecieć, a jego rodzic lub ktoś inny z rodziny absolutnie nie może i nie jest w stanie.
                  • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 10:47
                    Myśmy w ogóle chciały jechać autokarem... 20hwink Jechałyśmy jeszcze dalej na ferie zimowe i małej się spodobało! Ale on się sprzeciwił. Ostatecznie i tak wyszło, że jego plan był lepszy, bo ja całe lato miałam nogę w gipsie i tym podobnych więc nie byłabym w stanie cokolwiek zrobić poza odstawieniem dziecka na lotnisko. I w sumie cieszyłam się, że całych wakacji nie przesiedzi ze mną w domu. (Morze było w czerwcuwink)
                  • ichi51e Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 14:59
                    Jesli opcja jest "dziecko zobaczy ojca dwa razy w roku" albo "dziecko zobaczy ojca 4 razy" to kazdy komu zalezy wysle ze stewardesa. No chyba ze mu wszystko jedno finansowo.
                    • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 15:02
                      Pytanie, na czym zależy - bo chyba nie na tym dziecku, które jest posyłane samopas w daleką podróż (a dziecko z wątku ma 6 lat chyba).
                      Większość dzieci w tym wieku bez rodzica/starszego rodzeństwa ledwo ledwo na plac zabaw wychodzi albo i nie, jak nie jest przed domem.
                      • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 19:20
                        No widzisz, moja jest nieco bardziej samodzielna.

                        Spoko, stewardessy wygrywają z ojcem: mają więcej batoników i sadzają koło dziewczynek z tabletem, a ojciec to nawet nie pozwala sięgnąć po papierową torebkę na wymioty, żeby sobie w trakcie startu i lądowania do niej buzię zbliżyć w celach asekuracji.
        • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 08:48
          Nie, wcale nie żałuję - tylko sobie wyobrażam np. moje dziecko 4-letnie wiezione do innego kraju, gdzie większość otoczenia mówi dziwnym językiem, beze mnie-matki, żeby spędziło 2 tygodnie u kogoś, kto ma w sumie status kilka razy do roku widywanego wujcia (i niczyja to pewnie wina, takie macie realia, facet pracuje, jak przyjedzie do PL, to musi gdzieś zamieszkać, a to znowu koszty, organizacja - trudne są takie relacje).
          Sama jako dziecko w tym wieku chyba źle bym zniosła taką "przygodę".
          • kaz_nodzieja Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 09:57
            Podróż samolotem nawet dla dorosłego to mniejszy lub większy stres, a co dopiero dla kilkulatka. Pod opieką przypadkowej Pańci czy też Pana z lotniska.
    • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 07.10.16, 22:30
      ja byma takim dzieckiem, co w pewnym momencie odmowilam wyjazdow z ojcem. Jakby nie bylo, to byla dla mnie obca osoba, kontakt marny, choc krzywda mi sie nie dziala. Malam jakies 10 lat, kiedy sie postawilam i wiecej nie pojechalam. Wolalam spedzic wakacje sama na miejskim podworku niz z ojcem. Twoja corka jest jeszcze mala, dzieci sa dosyc elastyczne w dostosowywaniu sie do zasad panujacych w roznych domach. Ale bliskosci nic nie zastapi. I to jest najwiekszym problemem.
      Na twoim miejscu bym nie zmuszala dziecka do wyjazdow argumentujac wlasnie placzem, tesknota. tatusiowi moze to byc na reke a jak mu zalezy to niech przyjezdza do was.
      • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 07.10.16, 23:04
        Dzięki mikams. Moja córka wkrótce kończy 7, ale z pewnych względów już daję jej duże pole manewru i prawo do decyzji (w ramach, w ramach!). Nie chcę konfliktów, ale na wakacje też jechała na 2 tygodnie, bo na tyle się zgodziła, choć jej ojciec optował za 4.
        • aankaa Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 00:15
          a jakież to konflikty możesz mieć z ojcem dziecka, do którego trzeba samolotem latać ?
          alimentów na czas nie prześle ?
          • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 00:25
            Przyjdzie do sądu z tym paskudnym babsztylem w todze, który będzie wykrzykiwać, że wnioskuje o karę dla mniewink Ledwom się wywinęła...
            • aankaa Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 00:34
              wyluzuj kobieto smile

              na początek - musiałabyś odmówić kilku "wydań via personel pokładowo-lotniskowy" (patrz wskazówki wyżej), później musiałby przylecieć złożyć wniosek do sądu (macie ustalone sądownie widzenia ?) o utrudnianie kontaktów z dzieckiem, trochę to trwa...
              rozprawa też nie odbędzie się za godzinę/dwie i na jednym posiedzeniu

              może się okazać, że tata nie taki skory do wojowania

              no, chyba, że masz nieźle za uszami i tylko "kawałek prawdy" tu przedstawiłaś
              • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 00:56
                Jestem kryształowo czysta!!!tongue_out

                W ogóle nie mamy ustalonych kontaktów. Przyjeżdżał, brał małą. Przez kilka lat była powoli wdrażana, by na coraz dłużej zostawać, by zostawać na noc. Przez te kilka lat zaakceptowała te spotkania w swoim mieście. I nagle, proszę, jedna jaskółka uczyniła wiosnę, raz w wakacje się udało to wiśto wio. A koń wziął i stanął dęba.

                Pożyjemy, zobaczymy czy skory.
                • aankaa Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 01:01
                  ok, jesteś finansowo zależna od humorów ojca córki ?
                  jeśli nie, postaw na swoim i dziecka - chce się spotykać niech przyfrunie smile
                  • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 01:23
                    I tak i nie. Powiedzmy, że bez alimentów wpływy nie zrównoważą wydatków i lukę będę musiała pokryć ja. Z alimentami prawie mi się udaje.
                    • aankaa Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 01:26
                      no, to pora rozejrzeć się za pracą, która przyniesie większy dochód
                    • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 08:58
                      Idź do pracy tongue_out.
                      • kaz_nodzieja Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 09:58
                        Przebadaj tarczycę (wystawione walizki pomijam bo zdaje się ten etap już za nią).
    • julita165 Re: ... a dziecko nie chce! 07.10.16, 23:56
      No trochę w szoku jestem. Nie z powodu postępowania ojca czy nastawienia dziecka tylko Twojego podejścia. Ja rozstalam się z mężem jak synek miał 2.5 roku. Teraz ma 5 lat W ogóle nie pamięta czasów kiefy z ex miedzkalismyrazem. Całe jego świadome życie to tata zawierający go raz (absolutnie sporadycznie częściej ) w tygodniu. Bez nocowania. W ostatnie wakacje ex zaproponował ze pojedzie gdzies z synkiem. ZByligodnie uznalismy ze to dobry pomysl ale ma to byc dobry czas dla dziecka. Maja spedzic sami tyle czssu ile synkowi będzie odpowiadać żeby czuł się komfortowo. Nic na siłę. Po 5 dniach było już tylko jedno hasło "mama". Wrócili. Moim zdaniem najważniejsze hest dzieckoi jego komfort. Nie dziwię się ze 6 latka rzucona na tak głęboka wodę powiedziała " dosc" . Wasz problem jak to rozwiązać żeby miała dobry kontakt z ojcem, to wy jesteście dorośli a nie ona..
      • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 00:05
        Julita, Twoja historia jest inna, moja inna, warunki topograficzne są inne - wszystko jest inne. Więc i podejście jest inne. A co Cię aż tak szokuje? Zapraszam z konkretami.
        • julita165 Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 00:10
          Szokuje mnie to że takie małe dziecko wysłałaś z właściwie obcym człowiekiem na dwa tygodnie ! Bo co to za realacja 2 -3 razy w roku po kilka dni. Wg mnie jeśli ojcu zakezy na relacji z dzieckiem to powinien przyjeżdżać znacznie częściej. Sorry ale nawet z drugiego końca świata podróż to 2-3 dni. Ale najłatwiej to sibie znaleźć wyniwke a od małego dziecka oczekiwać ze się dostosuje. Córka nie chce ? Podejrzewam przede wszystkim brak poczucia bezpieczentwa. No więc niech jest tatuś zbuduje , wątpię żeby to dało radę zrobić na odległość czy raz na rok.
          • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 00:21
            Plus Skype. Sugestie co do ojca proszę kierować do ojca. Ja sobie mogę pisać na Berdyczów.
            No więc?
            Nie wiem czym to się skończy, patem czy sądem.
            • julita165 Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 00:28
              Ja bym nic nie robiła wbrew dziecku. Szczególnie tak małemu. Jeżeli dziecko nie chce latać do ojca a ten się upiera poszkabym do sądu. Jestem więcej niż na 100 % pewna że w opisanej sytuacji sąd nie zmuszalby do wysyłania dziecka zagranicę na siłę. Chce mieć ojciec kontakt ? To niech sam się postara i wysili
              • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 00:32
                Też chciałabym mieć tę pewność.
              • bi_scotti Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 00:48
                A corka sie nie chce spotykac z tata, bo u niego jest wieksza dyscyplina i cos jeszcze? Ja bym podrazyla te powody, dla ktorych ona sie nie pali do wizyt u taty. Rozumiem, ze gdy tata przylatywal w Wasza okolice, mieszkala z nim w hotelu no problem, tak? Ten tata jest jakos kompletnie nieprzemakalny na argumenty odnosnie budowania wiezi czy daloby sie z nim cos jednak ustalic na spokojnie? Oczywistym jest, ze gdy kazde z rodzicow mieszka w odleglosci wymagajacej lotu samolotem, budowanie bliskosci jest trudne. Ale pewnie warto. Z tego co piszesz nie wynika, ze on jest jakis beznadziejny ojciec i ze lepiej dla dziecka by takiego ojca w ogole nie bylo. Jesli to jest OK facet, to zapewne warto i jego, i Twoja corke wspomoc w budowaniu lepszych kontaktow. Ale do tego on musi byc chetny. On pewnie nawet ma i racje z tym, ze jego dom=jego decyzje wychowawcze ale taki uklad dziala wylacznie wtedy gdy dziecko ma czas i okolicznosci zaprzyjaznic sie z rodzicem i zaczac dostrzegac nie tylko te inna dyscypline ale i benefity z kontaktow. To nie jest dobrze, ze dziewczynka nie chce, ale to jest tzw. "teachable moment", ktory akurat mozna calkiem madrze wykorzystac ... znow pod warunkiem, ze tata bedzie chetny do choc minimalnej wspolpracy. Dzieci generalnie od urodzenia przymuszamy do wielu roznych rzeczy, ktore uwazamy za stosowne. Kwestia w tym jak to robimy tudziez co z musu ma wyniknac. W tym przypadku, jesli z musu moze ultimately wyniknac blizsza relacja miedzy ojcem a corka to pewnie zmuszac warto, pod warunkiem, ze tata tez jest sklonny do negocjacji i kompromisow. Naginanie sie musi byc obustronne a wlasciwie trojstronne, w Waszym przypadku. Brzmisz jak madra, rozsadna, spokojna kobieta - zycze Ci serdecznie cierpliwosci i dyplomacji; dla dzieci dobrze jest miec dwoje dbajacych, zaangazowanych rodzicow nawet jesli ci rodzice wzajemnie zniesc sie nie moga. Life.
                • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 01:21
                  Dzięki bi_scotti, bardzo cenię Twoje uwagi w tematach wszelkich.

                  Niestety, ja jestem wg niego kobieta samo zuo, absolutnie i jedynie winna rozpadu związku i zmuszenia go do odejścia. Więc cokolwiek powiem, będzie tak samo zue.

                  Mała od kilku lat ma te same argumenty. Przekazuję je, ale trafiam na ścianę. Drażnią ją mycie mydłem w płynie, zmuszanie do jedzenia, popędzanie przy jedzeniu, wczesne kładzenie spać. W sumie drobiazgi do zmiany, ale ściana nie do przebicia. Doszły jakieś zarzuty niedotrzymywania słowa i słynne już zabieranie zabawek. Urasta to wszystko do walki o władzę. Mi tam bynajmniej nie zależy, żeby ona nie chciała do niego jeździć. Jak się jest kompletnie samemu z dzieckiem, to chwile oddalenia są wręcz wskazane. Dodatkowo mała ma szanse opanować drugi język, no i mieć jakąś odmianę od codzienności (choć dla niej to ostatnie to słaby argumentwink).
                  Ale - ściana.
                  • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 09:03
                    O Geeeez, Twoje dziecko jest już w wieku, że niedługo, jak nie w te wakacje, to następne, będzie mogło pojechać na jakąś mini kolonię czy coś, więc nie bójże się, wypoczniesz, a jakby co, to możesz odwiedzić albo nawet odebrać wcześniej. Tak naprawdę to Ty chcesz tych wyjazdów, a nie mała, no i co się dziwisz.
                  • ichi51e Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 09:11
                    Tez bym posluchala bi bo madrze pisze - uswiadom dziecku ze coraz mniej kontaktu teraz oznacza ze ojciec bedzie sie oddalal coraz bardziej. Rozumiem ze forumki ktore za eksow maja kompletne odpady atomowe odciely dzieci i sa mega zadowolone ze maja spokoj. Al ewydaje mi sie ze o dobrze dziecka nalezy myslec dlugofalowo - jak czlowiek w porzadku to oboje musza pracowac.
                    • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 18:57
                      Uświadomiłam. Szeroki uśmiech na buzi.
                      Moja córka wie, kiedy kogoś lubi, kiedy nie. Mam kolegę, po prostu kolegę, często do nas wpada, czasem chodzimy razem na lody, na pizzę. Jego uwielbia (i nawet posłucha, jak jej zwróci uwagę!). Ojca nie.

                      Jest coś, co dla mnie jest teraz oczywiste. Stając się rodzicem wracamy do rodzinnego domu, stosujemy wobec dziecka metody, jakie stosowano wobec nas. Sama pracuję nad tym, by nie powielać błędów, ale prawda jest taka, że działam po omacku. Nie wchodząc w szczegóły, wiem, że ojciec mojego dziecka nie miał oczywistego dzieciństwa.
                      • kotradykcja Re: ... a dziecko nie chce! 10.10.16, 09:35
                        "Mam kolegę, po prostu kolegę, często do nas wpada, czasem chodzimy razem na lody, na pizzę. Jego uwielbia (i nawet posłucha, jak jej zwróci uwagę!). Ojca nie."

                        No cóż, ojciec nie wpada często, nie chodzicie razem na lody i pizze, to co się dziwisz?
                        Generalnie moje zdanie jest takie, że to, które podjęło decyzję o wyprowadzeniu się w pi.du daleko powinno brać na siebie ciężar podtrzymywania kontaktów.
                        Daleka jestem od gloryfikacji więzi biologicznych, ale jeśli ojciec kocha dziecko, chce mieć z nim kontakt, nie robi mu krzywdy (mydło w płynie? jedzenie? wczesne godziny spania? nooo to na pewno nie jest robienie dziecku krzywdy), to jednak, moim zdaniem, trzeba dążyć do tego, żeby możliwość miał być z dzieckiem jak najczęściej.
                  • berdebul Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 10:41
                    To zapakuj jej ulubione mydło, ojcu przekaż że po innym ma wysypkę, a w ogóle to wszystkie dziewczynki w przedszkolu używają mydła XY bo jest z Elzą, czy inną księżniczką. Lub podeprzyj się literaturą, jakie poczucie bezpieczeństwa daje takie samo mydło jak w domu bo Niunia jest daleko.
                    Jedzenie - wiesz, Ziutku ostatnio byłyśmy u lekarza(!) i mała ma podejrzenie refluksu (no przeciez jej nie przebada), zalecał aby jadła powoli i tylko tyle ile chce.
                    Podejrzewam, że pan jest wychowany w innej kulturze i tam dzieci jedzą tyle ile dostaną, od małego są przyzwyczajone do jedzenia razem z dorosłymi i braku grymasów. Pan nie wygląda na odpad atomowy, ale kontakty warto podtrzymywać i wzmacniać.
                  • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 15:04
                    czyli w sumie chodzi o pierdoly... jak radzi sobie corka z jzykiem? Jest w stanie negocjowac z ojcem? Mydlo niech wezmie jakie chce, jedzenia jak odmowi to przeciez w nia nie wcisnie, wczesne kladzenie spac - no tez do spania nie zmusi, moze sobie w lozku ksiazke poczytac. Mysle, ze dziecko moze wynegocjowac wiecej niz ty w takich sytuacjach.
                    Martw sie raczej o to jak ona sie czuje przy nim, czy potrafia porozmawiac, czy relacja jest jest ok, bo cala reszta to pierdoly, pomysl ile na co dzien bywa roznych malych konfliktow z dzieckiem, ale jak sie nie ma wyboru to sie negocjuje.
                    • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 19:12
                      Ona z nim nie negocjuje. Wiele rozumie, umie powiedzieć proste rzeczy, ale chyba nie czuje się tam na tyle pewnie.
                      • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 20:38
                        hmm a czy to nie jest tak, ze ona sie tam wlasnie nie moze dogadac, wyslowic jak po polsku, czuje sie ograniczona przez slaba znajomosc jezyka? Ciezko u dziecka w tym wieku wzbudzic zaufanie czy budowac te wiez jesli ciezko sie dogaduja. Szczegolnie jesli tatus nie ma talentu do zabawiania dziecka.
                        • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 21:05
                          Nieznajomość języka na pewno odgrywa jakąś rolę. Jej znajomość jest na poziomie Kali ukraść krowa, z każdym razem coraz lepiej. Z tym że nie to nie - to chyba jest czytelny komunikat.
                          • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 21:35
                            u dzieci nie jest zawsze w komplecie dlaczego; samym nie ciezko sie dogadac.
                • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 09:01
                  Bosz, no nie chce się spotykać, bo tata z racji odległości i realiów to nie jak tata, ale jak odległa rodzina. W takich układach więzi są czysto fikcyjne i nie czarujmy się - matce fajnie jest pozbyć się przedszkolaka na 2 tygodnie wakacji, a tu panna wyrosła i staje okoniem.
                  Ja bym tam nie chciała się tułać w wakacje u z rzadka widzianych krewnych.
            • aankaa Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 01:25
              zaraz, zaraz

              córka ma 6-7 lat, ojca widuje 2-3 razy w roku + skype
              teraz ma latać (pod opieką personelu pokładowego) do niego z wizytami

              Sugestie co do ojca proszę kierować do ojca. Ja sobie mogę pisać na Berdyczów.

              a o co chodzi w stwierdzeniu "Niestety, nie mogę cofnąć zgody na uznanie dziecka, za późno" ?

              o, chyba, że masz nieźle za uszami i tylko "kawałek prawdy" tu przedstawiłaś
              Cytuj
              danaide 08.10.16, 00:56
              Jestem kryształowo czysta!!!

              • bi_scotti Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 01:54
                Szkoda, ze ten polski sad to pewnie jest sklonny wylacznie wydawac decyzje "yeah or nay" a nie np. zaaplikowac mediacje, negocjacje przy pomocy wykfalifikowanego mediatora plus kogos kto by reprezentowal interesy Waszego dziecka. Bo wyglada na to, ze czekaja Was lata przepychanek, ktore nikomu nie przyniosa nic dobrego. Lawyers maja przykra sklonnosc do antagonizowania stron a decydujacy sedziowie do wydawania wyrokow bez faktycznego wsparcia tak dla skonfliktowanych doroslych, jak i dla dziecka/dzieci pomiedzy nimi. A nie macie jakichs (ciagle) wspolnych znajomych, ktorych by sie dalo wykorzystac jako zyczliwych go-between? Moze jemu byloby latwiej wysluchac opinii na temat budowania wiezi z corka od jakiegos Michala czy od jakiejs Elki niz od Ciebie? Bo czasem trzeba pokombinowac zeby zadzialalo smile Pisze tak, bo wciaz uwazam, ze jesli jemu jednak na corce zalezy i kontakty chce utrzymywac to gra jest wciaz warta swieczki, no moze chociaz ogarka ... Przy okazji, Twoja corka to w ogole to go lubi, tego swojego tate? Tak np. gdyby mieszkal blizej to bylaby OK zeby sie z nim spotykac w weekends czy cos w tym rodzaju?
              • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 09:05
                Pewnie o to, że składany był do sądu wniosek o uznanie ojcostwa - albo rodzice musieli się umówić i razem iść do polskiego USC, żeby ojciec uznał dziecko, bo taka po prostu jest procedura.
                Też poszłam z ojcem dziecka i też dziś żałuję, obecnie mógłby mi naskoczyć, nawet alimenty nie są warte tego, żeby znosić niefajne relacje z kimś takim. A o samodzielne złożenie do sądu wniosku, że wnosi o uznanie go ojcem mojego dziecka to go nie podejrzewam, za leniwy, żeby w tym celu ruszyć du... i sprawa by się w końcu rozmyła.
                • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 18:46
                  Dokładnie tak jak pisze lokitty. Uznał dziecko w USC przed narodzeniem. Zgodę po uznaniu można cofnąć przez rok. Miałabym spokój. Miałabym mniej kasy i może inne podejście do całej tej sprawy. Może mniejszą traumę.

                  Mała mnie rozwaliławink Mówi: Kiedyś byłam mała. Ale teraz mam sześć lat, pojechałam i jak wszystko zakumałam, to się załamałam!
      • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 08:52
        Ale z drugiej strony jak mają spędzać ten czas raz w tygodniu, jak gość mieszka w innym kraju i nie jest Polakiem, więc nie ma opcji, że tu "wróci".
        Niemniej - przy takim układzie absolutnie bym się nie zgodziła na wyjazdy dziecka samego tak daleko, w sumie do obcych ludzi, aż na 2 tygodnie. Dla moje 10-latki pewnie to by była teraz atrakcja, zwłaszcza, jakby taka jeszcze choć raz zabrał ją do tamtejszych sklepów z różnymi pierdołami dla dzieciaków czy młodzieży wink.
        Dla 4-latki czy 6-latki to by była cicha trauma - być zmuszoną do spędzenia całych 2 tygodni w dziwnym kraju, bez najbliższych, z osobami, z którymi relacja jest sporadyczna.
        • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 10:44
          Nie mam na razie czasu na odp, bo muszę się szykować do wyjścia z dzieciem, ale dodam, że największą podłością było to, że facet uznał, że skoro on ma Skype raz w tygodniu to moje dziecko i ja też będziemy tak mieli. Ja to bym jeszcze dała radę, ale dla niej to była ciężka przeprawa.
          • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 13:41
            Toż napisano Ci - nic się nie stanie, naprawdę nic się nie stanie prawnie, jak będziesz oczekiwała kontaktów w kraju zamieszkania córki (mam nadzieję, że polskiej obywatelki?). Tata mógłby np. wykupić nawet jakieś wczasy w Polsce i zabrać córkę powiedzmy na tydzień, nawet te dwa, ale w znajomych realiach, żeby miała świadomość, że możesz po nią przyjechać.
            Mam wrażenie, że Tobie po pierwsze chodzi o:
            - raczej bezpodstawny strach przed konsekwencjami sądowymi;
            - wstrzymanie alimentów lub opóźnianie w drodze odwetu (o tym drugim już Ci napisałam w wątku o wegetacji, z rozwinięciem, jak to się dla Was może skończyć).
            BTW, jeśli dziecko do ojca jeździć nie chce, to na taką ważną rodzinną imprezę jak Boże Narodzenie pojechałoby do obcego kraju, do ludzi, z którymi nie ma więzi dosłownie po moim trupie.
            I wreszcie - piszesz o stosunku exa do Ciebie, a tymczasem, o ile nie jesteś hazardzistką, narkomanką, prostytutką zarabiającą z dzieckiem za ścianą, to sobie nie wyobrażam, żeby chłop mi tyle lat na odległość wmawiał, że jestem ta zła, okropna itp. Też mój mi próbował, sama się z tego wydźwignęłam, robię, co tylko mogę dla swojej córki - i w tym widzę swoją wartość jako rodzica (bo on nie robi za wiele, choć ma o wiele łatwiej w życiu niż ja). Nie daj się straszyć i gnoić, i zacznij się usamodzielniać finansowo - bo ten problem w końcu się pojawi w takich układach, może nawet szybciej niż Ci się to wydaje.
            • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 18:32
              OK, chciałabym, żeby tam jeździła, uczyła się języka, rozwijała. Ale do tego trzeba tam jej życzliwych ludzi. Lubi siostrę babci, lubi nową kobietę ojca, jej synowie oblecą, ale ojciec, babcia - czuje się wśród nich obco.

              Dla niego podróże tutaj są za drogie. Kiedyś rzuciłam, że może będę miała robotę na wakacje nad morzem i może byśmy tam coś zorganizowali. Zareagował histerycznie - od razu zaczął grozić sądem. Tak się nie da rozmawiać. Zresztą głównie z nim koresponduję, szkoda strzępić języka, a tu mam przynajmniej czarno na białym. Nadziei brak.

              Wystarczy, że jestem wariatką. I wystarczy, że samodzielna finansowo jestem, jakim prawem zresztą? Alimentów nie odpuściłam, bo jak się dziecka chce, to potem płacić trzeba.
              • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 19:06
                moze se nie znam.... ale co uzyska w sadzie? Sad nakarze dostarczenie zwiazanego dziecka na lotnisko? Jak dziecko nie chce, to sila zmuszac? Przeciez zadna stewardessa nie bedzie sie szarpac z dzieckiem, zeby dowlec do samolotu.
                Propozycja jego czestszych przyjazdow do Polski jest jak najbardziej na miejscu i pomoze zbudowac relacje a pozniej moze dziecko sie przekona do wyjazdow. Niech facet nie przesadza z tak ogromnymi kosztami... gdzie on zazwyczaj spedza wakacje? Nie moze po prostu zabrac gdzies dziecka na wakacje? Nie do siebie do domu, po prostu z nim wyjechac i spedzic np. tydzien na spacerach, zabawach? Polskie morze czy mazury bylyby akurat. Na takim wyjezdzie mialby szanse na lepsze relacje niz wsrod otaczajacej ich jego rodziny.
                • triss_merigold6 Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 19:09
                  Dokładnie. Ja bym uznała, że pan mi może skoczyć, jak chce to niech występuje o ustalenie kontaktów do polskiego sądu, a autorka wniesie o badanie w RODK i facet ma pozamiatane.
                  • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 19:14
                    Dokładnie tak mu ostatnio napisałamwink Trochę kozaczyłam, no, ale skoro triss potwierdza...
                    • triss_merigold6 Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 19:21
                      Niech próbuje. W każdym razie, jeśli tylko złoży pozew o ustalenie kontaktów, to wystąp do sądu o badanie w RODK i z odpowiedzią na pozew z własną wersją kontaktów. Podnosisz różnice kulturowe, brak poczucia bezpieczeństwa u dziecka, poczucie bycia nieakceptowaną prze ojca, stres, wrażliwość, objawy psychosomatyczne po wizytach u ojca połączonych z podróżami, lęk separacyjny i inne.
                      Musisz się natomiast liczyć z tym, że sąd obciązyłby Ciebie przynajmniej w połowie kosztami dojazdów ojca do dziecka.
                      • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 19:40
                        Cóż, powołam się na sprzeczność z zasadami życia społecznego. Jeśli ktoś porzuca kobietę z małym dzieckiem, jest wolny, dyspozycyjny i ma pracę, czego za bardzo nie można powiedzieć o matce dziecka, a odwiedzanie córki było argumentem w sprawie alimentacyjnej to na mnie nie ma co liczyć.
                    • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 21:07
                      A gdzie mu się będzie chciało jeździć na badania więzi w Polsce, w jakichś dziwnych terminach. Tym razem to on będzie miał pozamiatane, bo z tymi babami w RODK się nie dogada big_grin big_grin big_grin.
                      • kotradykcja Re: ... a dziecko nie chce! 10.10.16, 09:40
                        Nawet gdyby się dogadał, miałby pozamiatane smile W RODK nikt matce nie podskoczy wink
    • ichi51e Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 09:05
      Coz moje dziecko tez wyje ilekroc musi do pkola. I ja tez swietnie pamietam ze wakacje u babci (co roku miesiac) zawsze oblewalam tona lez. Czasem w zyciu tak jest.
      • agata_abbott Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 23:06
        Zostanie w przedszkolu na kilka godzin to jednak nie to samo co wyjazd na dwa tygodnie do obcego kraju, do człowieka, którego się widzi raz na pół roku, nie to samo co podróż w obie strony z widzianą pierwszy raz w życiu sterwardessą... Nie wiem, jak możesz porównywać.
    • kaz_nodzieja Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 09:51
      A jakiej narodowości jest ojciec?
      • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 13:42
        Belg (niepoprawnie napiszę, że miejmy nadzieję, że biały, bo jak wyznawca "religii miłości", to dziewczynka ma w tej rodzinie z klucza pozamiatane).
        • kaz_nodzieja Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 19:02
          Ja w takiej sytuacji w ogóle bym odizolował dziecko, w sumie niezależnie jakiej płci. Ta religia to zło.
        • peonka Re: ... a dziecko nie chce! 10.10.16, 20:42
          Belg? Nie stać go na przyjazd z Belgii do Polski dwa razy w roku?
          Wiem, że ludzie mają różna sytuację finansową, ale ma na zabawki, to może niech nie kupuje, a przyjedzie choćby autokarem z tej Belgii?
          Myślałam, że z Australii ma latać albo coś...
          • kaz_nodzieja Re: ... a dziecko nie chce! 10.10.16, 21:02
            Jakiś dziad albo nowa Pani nim steruje.
            • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 10.10.16, 22:06
              Nie, la vieille maman nim steruje wink.
    • estelka1 Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 14:32
      W tym wszystkim najbardziej rusza mnie to, że "stworzyłyście sobie Wasz świat", że ojciec jest dla niej prawie obcym człowiekiem. Jak mało co, irytuje mnie taka postawa. Ten człowiek jest jej ojcem. Uświadom sobie, że gdyby nie daj Boże coś się Tobie stało, Twoje dziecko trafi pod jego opiekę. Gdyby jeszcze ojciec Twojej córki unikał kontaktów z nią, a on chce się z nią widywać ... Jak dla mnie, to powinnaś z tym swoim ex pogadać o tym, jak zorganizować kontakty z dzieckiem, jak wzmocnić jego więź z córką, żeby dziewczynka wizyt u ojca nie traktowała jako zło konieczne. I uważam, że ona powinna jeździć do ojca, poznawać jego i swoją rodzinę, ludzi, którzy dla niego ważni. Nie dziw się, że dziecko które jest u ojca tylko 2 tygodnie dużo czasu spędza z nim u różnych ciotek, wujków, kuzynów i babć. Powtarzam, to jest też jej rodzina, którą powinna znać i fajnie, gdyby czuła się z nią związana. Spapraliście jako rodzice sporo w kwestii relacji dziecka z ojcem. Ale mała jest jeszcze na tyle mała, że można to mądrze poukładać. Tylko Tobie to jakoś chyba nie na rękę
      • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 15:08
        zauwaz, ze mieszkaja daleko a relacje z dzieckiem trudno budowac spedzajac z nim czas 2 razy do roku. Nie dziwne, ze stworzyl sie ich swiat a ojciec stal sie obcy. Mowimy o maluchu, ktory potrzebuje czestych kontaktow zeby nawiazac z kims wiez.
      • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 18:21
        Nie jestem w stanie rozmawiać. Piszę. Ostatnio odpisał, żebym zachowała swoje "uniwersalne rady samotnej matki w domu" dla siebie. On wie lepiej.
      • koronka2012 Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 19:18
        estelka1 napisała:

        > Jak dla mnie, to powinnaś z tym swoim ex pogadać o tym, jak zorganizować kontakty z dzieckiem, jak wzmocnić jego więź z córką, żeby dziewczynka wizyt u ojca nie traktow
        > ała jako zło konieczne.

        czytasz czasem zanim napiszesz? Eks nie ma ochoty na jakiekolwiek rozmowy czy ustępstwa dla dobra dziecka. Bo nie. I to nie matka jest odpowiedzialna za to, żeby wzmacniać jego więź z córką.

        > I uważam, że ona powinna jeździć do ojca, poznawać jego
        > i swoją rodzinę, ludzi, którzy dla niego ważni.

        Bo...? co dziecko obchodzą obcy ludzie ważni dla ojca? DLA DZIECKA najwyraźniej NIE SĄ ważni. Mała lubi partnerkę ojca - mimo tego, że jest tak samo albo i bardziej obca, a własnego ojca nie. Ciekawe czemu?

        Spapraliście jako rodzice sporo w kwestii re
        > lacji dziecka z ojcem. Ale mała jest jeszcze na tyle mała, że można to mądrze p
        > oukładać. Tylko Tobie to jakoś chyba nie na rękę

        Przepraszam - kto spaprał? matka jest wg ciebie odpowiedzialna za to, że ojciec jest drętwy i nie potrafi się zbliżyć czy okazać ciepła własnej córce? helloł...?
        • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 19:58
          Dzięki, koronka. Też tak czułam, ale dobrze to przeczytać czarno na białym napisane przez kogoś innegowink
          • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 21:09
            Estelka zapewne młoda macocha, broniąca samczyka przed złą eksią i jej matactwami odnośnie kontaktów z dziećmi big_grin.
    • ana119 Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 15:30
      A ty wiesz cos o kulturze tamtego kraju? Może gdybyś była przekonana ze tam inaczej się zachowuje przy stole czy kładzie dzieci spać to byłabyś w stanie przekazać córce ze to tak wygląda w tym kraju. Inaczej się wychowuje dzieci w Belgii niż w Europie wschodniej. U was są za duże różnice kulturowe
      • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 15:34
        i nawet w jednej rodzinie bywaja rozne wzorce i przyzwyczajenia, ale dzieci maja niesamowita zdolnosc dostosowywania sie i szybko zalapuja na co moga sobie pozwolic u kazdego.
        • ana119 Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 17:50
          Tego jak mama reaguje na skargi córki np na mydlo czy czas spożywania posiłków nie wiemy. Moze problem polega na tym ze matka nie rozumie postępowania ojca? Zapewne inaczej postępuje ze swoim dzieckiem, inne mają zasady lub ich brak. Generalnie państwa w modelu francuskim mają odmienny wzorzec wychowywania dzieci. Nic nie wiemy o tamtej rodzinie, ich klasie spolecznej. Po rozwodzie dziecko ma swój pokój u rodzica i zabawki tam pozostają nawet jesli dziecko mieszka na stałe u matki. Oni sa praktyczni. Ja o tym wiem choć nigdy nie mieszkałam w tamtym kraju.
          • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 18:13
            Moja córka urodziła się w Polsce. Ma jakiś kącik u taty, u nowej rodziny taty w te wakacje miała "swój" pokój.
            • ichi51e Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 18:19
              Z tego co pamietam "zabieranie zabawek" znaczylo ze miala tam tez zostawic zabawki ktore dostala podczas pobytu. Wiec ma tam swoje zabawki.
              • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 19:33
                To była pierwsza akcja tego typu, w te wakacje. Wcześniej też coś było kupowane i coś zostawało, coś u babci, cioci, nie wiadomo gdzie, ale creme de la creme zabierała.

                W sumie to jest rozsądne, ale powoli, a nie huzia na Józia. I niech kupuje dziecku sam, a nie zabiera prezenty od obcych! Jednak z tęsknoty za tabletem tak się któregoś dnia rozpłakała, że znalazłam starszą wersję, outletową, lekko uszkodzoną i niedrogą, ale całkowicie funkcjonalną i po załadowaniu podstawowych, darmowych pierdółek jak najbardziej zastępującą tę utraconą. Ematka potrafi;P
                • aankaa Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 23:07
                  z tęsknoty za tabletem tak się któregoś dnia rozpłakała, że znalazłam starszą wersję, outletową, lekko uszkodzoną i niedrogą, ale całkowicie funkcjonalną i po załadowaniu podstawowych, darmowych pierdółek jak najbardziej zastępującą tę utraconą. Ematka potrafi;P
                  ===
                  za tabletem się stęskniła ?
                  • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 23:11
                    a no wlasnie... takie uzaleznienie by mnie zmartwilo w tym wieku.
                    • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 23:43
                      Raczej z żalu za odebraniem czegoś, co niby to dostała.
                      Jak to mówią: kto daje i odbiera.... itd.
                      Tak, w prezentach (nawet drobnych i na miarę skromnych możliwości) też wyraża się nasz stosunek do dzieci własnych i cudzych. Nie muszę dawać oszałamiających, drogich rzeczy, jeśli nie mogę sobie na to pozwolić, ale daję z sercem, przemyślane i nie żałuję, że kupiłam (i wydałam). Co tyczy się też rozmaitych zaproszeń urodzinowych, nie tylko mojego dziecka.
                      • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 23:49
                        juz tu byla dyskusja na ten temat i nie bronie tatusia, bo kto daje i odbiera...
                        dziecko moglo byc wkurzone i rozzalone, ze nie moglo wziac czegos ale placz u sporego juz dziecka na dlugo po fakcie i zapewne po omowieniu problemu jakos mi zgrzyta.
                        • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 23:57
                          Mi nie zgrzyta. Rozum jedno. Serce drugie. Jakby nie patrzeć 6/7latka.
                          A jeśli ktoś zawsze budował sobie relację z dzieckiem głównie kupując, to niech teraz odkręca.

                          Ona naprawdę wróciła wyjątkowo sfrustrowana tym razem. Była bardzo rozżalona opowiadając np. o wizycie w zoo. Szybko, szybko, wszystko "potem", "potem" albo "co zrobimy z wózkiem?" (2 dorosłych i 3 dzieci - to chyba da się ogarnąć?). Szybki powrót do domu, obiad, siedzenie w domu. Ale zoo zaliczone.
                          Aankaa, tylko nie rób mi wymówek, że dziecko zoo lubi. No, niestety, lubi.
                          • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 00:01
                            Pamiętam, jak z naszym pojechałyśmy do zoo w Ueckermunde. Nosz kur... jaśnie pan się znudził już w drodze tam, bo dojazd jest jaki jest, czyli lokalne drogi po obu stronach granicy. Później w zoo też było szybko, szybko, bo on by już chciał wracać do domu. A zoo jest przyjemniusie i naprawdę nie jakieś wielkie, na spokojnie to max 2 godziny.
                            • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 00:10
                              crying
                              • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 00:13
                                Jedno, czym wyrównał - to, że poszliśmy na parkingu do sklepów i obdarzył dziecko słodyczami big_grin. I nawet nic sam nie rozpakowywał, i nie wyżerał. Ale podejrzewam, że poszedł głównie dlatego, że sam chciał sobie jakieś zakupy zrobić big_grin big_grin big_grin.
              • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 20:29
                Dzieci w tym wieku na tyle szybko się zmieniają, że np. w następne wakacje albo nawet w ferie może już w ogóle nie być tymi zabawkami zainteresowana.
        • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 18:04
          To nie jest "zdolność" dostosowania się, tylko konieczność, bo dziecko jest zależne od opieki dorosłych i w końcu ulega ich presji, choćby ich postępowanie wcale nie było dla niego dobre.
          Do życia w melinie (przykładowo) też się dostosuje, nie bój się.
      • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 18:10
        Lata świetlne temu Alina Dragan, korespondentka z Holandii, w Liście Przebojów Trójki opowiedziała kawał: co jest na granicy holendersko-francuskiej? Stoisko z frytkami. Tego jak mój eks kwituje Belgię nie zacytuję, bo nie wiem czy uniosłabym ewentualny, skądinąd może i uzasadniony atak. Ale w młodości poznałam całą grupę dzieciaków z Belgii i miałam tam koleżanki. Poznałam bardzo miłych ludzi i poznałam szokującą historię.

        Myślę, że akurat różnice kulturowe to jedno, a problemy jakie są w samej rodzinie to drugie. A o problemach tej rodziny akurat trochę wiem. Tyle że dowiadywałam się tego, gdy nie potrafiłam jeszcze odpowiednio interpretować faktów i nie wiedziałam, że to, co mi się wydawało fajne (zadbany dom, taki na tip top) może być też oznaką pewnych problemów (osobowości kontrolującej matki). Zgadzam się, że Wallonia jest mocno sfrancurzona i generalnie nie przeszkadza mi to, że ktoś poza mną wpaja córce jakieś wartości typu ordung&system. Że pójdzie spać wcześniej czy zje coś innego (krewetki są bleeewink). Ale... dziecko przyswaja wyznawane przez kogoś wartości albo siłą/strachem albo przez więź. Przynajmniej tak mi się wydaje. Osobiście preferuję model więzi. Tam po prostu tej więzi brak.
        • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 20:32
          No i właśnie o to mi chodziło, kiedy ktoś napisał wyżej, że dzieci fenomenalnie łatwo adaptują się do zmian, więc Twoja córka też się przystosuje. Można się adaptować, bo jest inaczej, ale fajnie i serdecznie, atrakcyjnie, a można się adaptować ze strachu, bo dziecko w końcu ustąpi przed naciskami dorosłego, który ma nad nim przewagę. Nie chciałabym, żeby dziecko przystosowywało się do reguł ze strachu i żyło kierowane głównie systemem nakazów i zakazów, a nie przywiązaniem emocjonalnym czy empatią. Tak więc tu Cię rozumiem i popieram.
          • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 20:48
            to ja pisalam i nie mialam na mysli adoptowania sie przez strach. Tatus z tego watku moze nie ma talentu pedagogicznego ale na swira i sadyste mi nie wyglada.
            Ja po prostu obserwuje swoje dziecko, wychowywane tez w roznych kulturach i widze, ze juz jako kilkulatka swietnie wyczuwala co moze u kogo i u kogo jakie zasady obowiazuja. Co mozna u babci, nie mozna w domu, co mozna u jednej babci, nie mozna u drugiej. I nikt jej tego nie tlumaczyl, ona sama nawet nigdy nie uzywala argumentu - a bo u babci to moge to czy tamto. Nawet pomiedzy rodzicami widac, jak roznie sie potrafi zachowywac male dziecko przebywajac z kazdym z rodzicow oddzielnie.

            Dziecko autorki watku ma poza tym problem z komunikacja i z wiekiem ta roznica pomiedzy jezykami bedzie rosla.
            • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 21:05
              Ale zapewne Twoja córka w każdym z tych środowisk czuła się ważna, akceptowana dla samej siebie, respektowana, nawet jeśli tu i tam obowiązywały inne zasady. Dziecko autorki wątku chyba nie, skoro samo z siebie nie chce jeździć. Matka je wysyłała, nie broniła.
              Co do komunikacji - francuski jest naprawdę trudny. I dlatego nie wyobrażam sobie wysłania dziecka na 2 tygodnie w zupełnie obce, dziwaczne otoczenie językowe, toż ono tam się czuje, jak na bezludnej wyspie.
              • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 21:47
                to jasne, ze dziecko zle sie tam czuje z jakiegos powodu, byc moze przez slaba znajomosc jezyka i brak podejscia do dziecka tatusia, no bywa, ze nie kazdy potrafi sie z dzieckiem bawic odpowiednio a tu jeszcze dochodzi bariera jezykowa i rzadki kontakt, wiec to obcy ludzie.Ale trzeba sie zastanowic jak to zmienic.
                Nie zarzucalabym im jednak, ze dziewczynka jest dla nich niewazna, nieakceptowana itd. Gdyby tak bylo to by juz dawno olali kontakty.

                Czy francuski jest trudny? Nie wiem, nie uczylam sie, ale nie porownywalabym nauki dziecka z nauka doroslych, szczegolnie dziecka, ktore ma choc nikle szanse na kontakty rodzinne w innym jezyku. Dzieci sa w stanie w warunkach rodzinnych przyswoic kilka jezykow i to wcale nie tych uwazanych przez doroslych za latwe.

                Tak przy okazji to sobie pomyslalam, ze moze tatus by zechcial oplacac dziecku w Polsce prywatne konwersacje po francusku? Byloby z korzyscia dla ich relacji i na przyszlosc dla dziecka.
                • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 22:11
                  Tak, takie zajęcia na pewno przyniosłyby dużo pożytku.
                  Francuski oprócz specyficznej wymowy, połączeń i grup fonetycznych, ma jeszcze pierdylion nieregularności, 93 wzory odmiany czasowników, nieregularne formy przymiotników itp. Nie jest łatwo się go nauczyć, co mówię Ci jako romanistka wink.
                  • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 22:26
                    domyslam sie tylko, ze uczylas sie juz jako dorosla badz niemal dorosla.
                    Dzieci w domach francuskich nie podliczaja wzorow odmian itp. a mowia poprawnie.
                    • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 23:36
                      W liceum.
                      Co do tej poprawności, dziewczyna będąca au pair w bardzo wytwornym paryskim domu opowiadała mi historyjkę, jak z satysfakcją poprawiła dziecko, które nazwało ją "wariatem", że powinno "wariatką" - i tu odmiana nie jest taka prosta, bo zazwyczaj przymiotnik żeński tworzymy dodając "e", więc powinno być" Tu es fou - Tu es foue. A jest: Tu es folle wink.
                  • beverly1985 Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 06:11
                    Wbrew powszechnemu przekonaniu, dla wiekszosci Belgow pierwszym jezykiem jest flamandzki (holenderski) a nie francuski.
                    • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 08:00
                      Ale to są frankofońscy Belgowie z Brukseli...
                • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 22:56
                  Nie sądzę, by zechciał. Proponowałam już w przeszłości.
                  Dobra, nie jestem kryształowa.
                  Ja też nie zechciałam.
                  • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 23:00
                    czy on jest swiadomy problemow jakie ma w kontaktach z corka? co proponuje?
                    ty proponujesz czestrze a krotsze kontakty i poprawe komunikacji, moze jak corka byla mlodsza lekcje nie mialy sensu, ale teraz jest w odpowiednim wieku i teraz widac, ze bariera jezykowa rosnie.
                    • koronka2012 Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 23:06
                      Wiesz, nawet bez żadnej znajomości języka można okazać dziecku czułość... i nie będzie się czuło wyobcowane.

                      To nie jest przede wszystkim kwestia bariery językowej. Z tego co czytam wynika jasno, ze ojciec traktuje dziecko przedmiotowo, w najmniejszym stopniu nie interesuje go co jest dobre dla niej i jak poprawić ich relacje. Oczekuje, że dziecko ma go kochać, słuchać i szanować. Bo tak.
                      • aankaa Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 23:17
                        ojciec traktuje dziecko przedmiotowo

                        6-7 latka bywa z ojcem 2-3 razy w roku, nie zna języka, matka opisuje "dramat" : z tęsknoty za tabletem tak się któregoś dnia rozpłakała, że znalazłam starszą wersję, outletową, lekko uszkodzoną i niedrogą, ale całkowicie funkcjonalną i po załadowaniu podstawowych, darmowych pierdółek jak najbardziej zastępującą tę utraconą. Ematka potrafi;P
                        • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 23:26
                          Teraz Ty wyluzuj. Ile lat ma Twoje dziecko? Dziewczynki w klasie robiły całą paczką tablety na dużych kartkach, ostatnio papierowe smartfony. Tak, moja córka lubi funkcję "kreatywność", bo lubi wszystkie prace kreatywne, coś jak PaintBrush, uruchomiłam dla niej mój stary laptop, który leżał nietknięty ostatnie 10 lat, ale PaintBursha nie było, a laptop padł. Masz jakiś problem z tym, że próbuję odpowiedzieć na jej potrzeby, bez ich oceniania i ze świadomością, że nie uciekniemy przed technologią? Dla mnie zresztą tablet to dużo powiedziane, to jakaś tabletopodobna zabawka francuskiej firmy VTech. Piosenki dla maluchów gratis.

                          Tak, dostała fajną zabawkę i płakała. Życie jest wystarczająco paskudne, więc małe dramaty można rozwiązywać, po co je pogłębiać.
                        • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 23:39
                          Łomatko, Twoje dziecko by nie płakało, jakby niby to dostało od kogoś tablet, po czym tablet zostałby zatrzymany w tamtym domu, na zasadzie, że "jak przyjdziesz, to się pobawisz"? To ma sens, jeśli dziecko np. spędza weekendy u taty i wtedy super, że ma tam komplet zabawek, jakieś ciuchy itp. Ale jak ma pobawić się czymś znowu za rok czy pół? Sknerus jak nic. Też znam takiego, co jak nawet kupi dziecku coś słodkiego, to musi swoje z tego natychmiast odeżreć. Żal.
                          • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 23:56
                            moje dziecko w takiej sytuacji urzadziloby dzika scene tatusiowi i by wymusilo big_grin
                            gdyby jednak sie nie udalo to po ochlonieciu i wyjasnieniu problemu na pewno by nie plakalo dlugo po tym.

                            Poza tym to moje dziecko tez dostawalo mnostwo rzeczy, ktorych nie moglismy przewiezc, bo niestety nie kazdy mysli o rozmiarze walizki obdarowujac malucha. Wiec sporo rzeczy zostawalo do odbioru za rok albo i wcale. Tak, wiem, tablet mozna spakowac, ale nie chodzi mi o konkretna rzecz a o fakt pozostawiania rzeczy.
                            • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 00:03
                              Widzisz, ona dała sobie różne rzeczy wytłumaczyć. W tym wielki zestaw Lego Friends z najnowszych kolekcji, ten z rollercoasteremwink
                              A tego akurat nie.
                              • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 00:04
                                Natomiast też czasem pytam - czemu się nie zbuntujesz? Czemu nie mówisz: nienienienienie?
                                Wie, że nie przejdzie żaden opór?
                                • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 00:11
                                  Nie ma śmiałości, bo jest za duży dystans, zbyt słaba relacja, to dla niej bardziej oschły wujek niż ojciec.
                                  Plus trudno się dogadać na bieżąco.
                                  I nie mów tak, ja wręcz cierpłam wewnętrznie, jak matka zaczynała: a czemu nie powiesz swojemu ojcu...
                                  U mnie od robienia staremu jatki jestem ja big_grin. Robię ją dyskretnie, np. telefonicznie, zdecydowanie pod nieobecność córki wink.
                                  • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 00:16
                                    Czyli nie namawiać na bunt na pokładzie?
                                    Pytałam dziś: powiedziała, że nie wie jak by zareagował. Tylko tyle i aż tyle.
                                    • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 00:19
                                      Jest chyba trochę za mała, żeby brać się za łby z kimś, wobec kogo czuje dystans i podejrzewam, że onieśmielenie. W momencie, gdy poczuje się z ojcem pewnie, sama mu powie, czego chce, a czego nie chce,
                                    • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 00:24
                                      ja bym nie namawiala na bunt na pokladzie wprost ani pretensjami jak lokitty pisze w stylu czemu nie powiedzialas ojcu. Ale bym kladla do glowy, ze jak na czyms nam zalezy bardzo, to warto o to zawalczyc i nie odpuszczac zbyt predko.
                            • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 00:09
                              Wiesz, jak dziecko sporadycznie widuje ojca, to prawdopodobnie nie ma śmiałości urządzać scen, co mówi ci osoba widująca w dzieciństwie własnego średnio raz na miesiąc (a powodem wizyt było wręczenie matce kasy wink). Nauczyłam się ostro dyskutować z ojcem dopiero niedawno, kiedy mnie totalnie wkrówił wink - i po latach wreszcie mi się ulało.
                              A tu dziecko nie może ojca przewalczyć, to sobie później w domu ulewa, bo tam na miejscu czuje się w ogóle nie słuchane.
                              BTW, nie wiem, jakie mogłoby być wyjaśnienie nie dania tabletu, czy tam tabletu-zabawki, bo to małe rzeczy są. Zostawienie lego do zabawy dla innych, nie swoich dzieci, bo pan sobie przygruchał nową wielodzietną panią, już litościwie zmilczę, bo mnie żałość bierze.
                              • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 00:15
                                Decyzja babci - fundatorki. A po co uzasadniać?
                                Jest jakaś buźka na... ulewanie?
                                • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 00:22
                                  Aha, tak zwane g...wnojady big_grin.
                                  A ulej sobie porządnie, możesz se tu nawet rzygnąć, żebyś nie musiała się żółcią dławić (znam to).
                                  • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 01:03
                                    Wiesz, na szczęście ten najgorszy etap mam już za sobąwink
                              • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 00:19
                                moje dziecko sporadycznie widuje babcie i mu nie przeszkadza wymuszac scenami big_grin

                                ja ze swoim ojcem nie mialam nawet co miesiac kontaktu i w dosc mlodym wieku sie zbuntowalam i odmowilam spedzania z nim wakacji czy sporadycznych weekendow. Teraz tez z nim nie dyskutuje bo nie mam o czym a nie dlatego, ze nie potrafie.
                                • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 00:21
                                  Toteż i córka danaide w końcu się zbuntowała, i też nie chce tych wakacji tam spędzać... Dziwisz się, w momencie, kiedy przeszłaś taką samą drogę?
                                  • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 00:26
                                    a czy ja sie gdzies dziwie? pisalam o sobie na samym poczatku watku.
                                    • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 00:40
                                      No to może nie dziwisz się, ale nalegasz, żeby dawać mu szansę. Z opisu sytuacji zaś wynika, że ta szansa jednak będzie kosztem dziecka, które będzie musiało "dostosować się"do tamtejszych zasad, które najwyraźniej budzą w nim sprzeciw.
                                      Ojciec rzadko widujący dziecko wcale nie musi być słabo kontaktowym sztywniakiem, znajoma ma męża pracującego od lat w hotelach w UK, w dodatku to nie Polak, więc też polski kaleczy - ale z córą ma kontakt. Dziewczynka tęskni, kocha tatę, mimo, że on tu przyjeżdża ze 2-3 razy do roku i wtedy robią sobie jakieś wspólne wakacje. Ale on jest kontaktowy, miły i serdeczny dla dziecka nawet przez skype.
                                      Jak mam dziecko spokojne, aż za spokojne i "grzeczne" - to w życiu nie wdrożyłabym tzw. francuskiego modelu wychowania.
                                      • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 01:27
                                        Tak, uwazam, ze trzeba dac szanse, ale nie kosztem dziecka, rzucilam kilka pomyslow jak moznaby pomoc polepszyc kontakt.
                                        Sytuacje oceniam poniekad z wlasnej perspektywy - wlasna niechec do wyjazdow z ojcem plus wychowywanie wlasnego dziecka pomiedzy roznymi kulturami.
                                        Mnie sie krzywda przy ojcu nie dziala, bylo tylko tak nijak, wlasnie bez jakiejs specjalnej wiezi. Do pewnego momentu wystarczalo zagrac w warcaby czy badmingtona ale jak bylam coraz starsza to zmienialy sie potrzeby, zainteresowania, ojciec nie wiedzial co ze mna poczac, ja oczywiscie nie umialam podejmowac prob i szukac wspolnych tematow. Natomiast z perspekrywy czasu uwazam, ze moi rodzice powinni sie wtedy postarac zbudowac sensowne relacje, a oni z latwoscia przystali na moj bunt i skupili sie na szarpaniu o kase. A przeciez on nie byl zlym czlowiekiem, tylko stalismy sie sobie obcy i tak juz zostalo na lata i tylko czasem mi przez mysl przechodzi, ze teraz moja corka przez to nie zna dziadka.
                                        Widze duze podobienstwo pomiedzy opisywana w tym watku sytuacja a moja historia.
                                        • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 01:48
                                          Jednak to działa, gdy obie osoby postanawiają się wznieść ponad, dla dobra dziecka. Ja widzę jedno - ja mam odwalić robotę, mała ma odwalić robotę, a tatuś jest dobry taki jaki jest.

                                          Za każdym razem gdy mała przyjeżdżała dawałam mu kartkę z instrukcją obsługi: jakie słowa mała poznała i co znaczą (póki to się dało ogarnąć), co lubi jeść, gdzie można pójść i miło spędzić czas. Kurczę, nawet będąc w Brukseli 24h po zawiezieniu małej po raz pierwszy wysłałam esa z 3ma pozycjami, które uznałam że interesujące dla niej - bo np. wyczaiłam w BOZAR jakąś kolorową, darmową, afrykańską przestrzeń kreatywną dla dzieci czy na mapce dla turystów labirynt luster czy drzew, nie wiem, nie dotarłam, ale fajnie brzmiało. Po każdej wizycie robiłam listę błędów do niepopełniania podczas kolejnych (np. dwulatka stwierdziła, że tata słabo huśta - ja w kubełku na maksa, a on tak z 30centymetrowym wychyłemwink). Tylko ile można. Problem kąpania (mydłem + rano) to problem, który od dwóch lat jest wałkowany? Link na Jespera Juula (jakiś wywiad po francusku) wysłałam lata temu.

                                          Czasem jak ktoś się uprze przy detalach to traci szerszy ogląd. Oni (także jego matka) się uparli. I po im to było?
                                          No, bo nie pomijajmy roli matki ojca mojego dzieckawink
                                          • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 13:29
                                            on nie ma obowiazku spedzac czasu z dzieckiem pod twoje dyktando, on ma ten czas spedzic milo i fajnie i moga razem szukac zwierzatek w chmurach, piec ciasteczka i nie korzystac z przestrzeni kreatywnych i twoich propozycji. To nie ma znaczenia, slowem kluczowym jest razem.

                                            I nie bardzo to sobie wyobrazam - dziecko wraca, przepytujesz ze wszystkiego i tworzysz liste "bledow" a na tej liscie pierdoly typu sposob bujania sugerujac dziecku, ze tylo twoje schematy zachowan sa tymi wlasciwymi? Nie zapedzilas sie troche? Co sie dziwic niecheci dziecka jesli tatus robi wszystko zle. Zle, bo inaczej niz mama.
                                            Wiesz, mieszkajac pod jednym dachem tez byscie mieli rozne pomysly, rozne zachowania i dziecko szybko zauwaza, ze mama buja inaczej niz tata i omlet zrobiony przez tate smakuje inaczej niz ten zrobiony przez mame. I co z tego? A no nic, mama i tata nie sa kopiami, sa rozni. Bo ludzie w ogole sa rozni. Pomysl, czy zyjac z ojcem dziecka pod jednym dachem robilabys mu liste bledow, jakie popelnil na placu zabaw, bo dziecko wspomnialo, ze tatus slabo buja albo jeszcze cos tam robi inaczej? Pomysl teraz jakas bys scene urzadzila jakby jednak bujnal mocniej i dziecko by spadlo.
                                            Mydlo urasta do ogromnego problemu? Jak to dla dziecka takie wazne, to niech sobie wezmie ulubione ze soba. Nie mozesz dziecku powiedziec - skarbie, u nas w domu jest takie mydlo i sie do niego przyzwyczailas. U taty jest inne mydlo, jest tez dobre, generalnie w roznych domach sa rozne mydla. Albo korzystasz z mydla taty albo wez swoje ze soba. Szczerze mowiac, to by mi do glowy nie przyszlo, zeby pouczac ojca dziecka w temacie mydla.
                                            Szarpiecie sie o pierdoly a dziecko jest tego swiadkiem i robi sie stronnicze.
                                            • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 14:01
                                              Wszystko to fajnie, tyle, że tam nikt z dziewczynką nie spędza czasu na żadnych zabawach, ani takich, ani siakich. Sama bym oszalała mając w wakacje rytm dnia typu śniadanie, kąpiel, pierdylion nudnych obowiązkowych spotkań i lulu. BTW huśtawka mnie rozbawiła. U mnie akurat ostrożne zabawy faceta z dzieckiem, a nie wariactwa, byłyby na plus, nawet zbyt ostrożne wink.
                                              • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 16:06
                                                Miałam taki okres w życiu, że nie byłam w stanie siedzieć sama z małą w domu. Codziennie wstawałam, brałam kąpiel i wychodziłam. Wracałam jak robiło się ciemno, szczęśliwa, że kolejny dzień tego koszmaru minął.
                                                I nagle córka zaczęła stawać okoniem. Robiła problemy przy ubieraniu, wychodzeniu. Po jakimś czasie zrozumiałam, że ona po prostu chce zostać w domu. Że lubi swój dom, swoje zabawki, chce w spokoju się nimi pobawić. Zaczęłyśmy częściej przebywać w domu. Były dni wychodzące i niewychodzące. Problem się rozwiązał.

                                                Myślę, że to nie jest tak, że ona nie ma się kiedy pobawić. Tylko jest przyzwyczajona do tego, że może pobawić się kilka godzin ciągiem, robić jakąś pracę plastyczną, układanki, coś budować, oddać się zabawie w całości i w spokoju. Tam zwyczajnie nie ma na to czasu. Trzeba przejść się po kolędzie.

                                                Najgorsze jest to, że jej ojciec jest oporny na wszelkie tego typu wskazówki. On wie lepiej. Bez uwzględnienia tego, że mała jest mała, ale jest też w jakiś sposób uformowanym człowiekiem?

                                                To w tej Belgii tak sobie radzą z integracją?
                                            • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 14:01
                                              Wiem, że nie ma obowiązku. Ale jeśli jedziesz do miasta, którego w sumie nie znasz to chyba fajnie mieć jakieś opcje, jakieś podpowiedzi i wskazówki? Nie musisz z nich korzystać. Moja córka lubi te wszystkie kreatywne rzeczy, potem mówi, że tata się z nią bawi tylko w jakieś łaskotki. A to jest propozycja zabawy, która może zbliżyć - bo dotyczy rzeczy, którą dziecko lubi. Gdyby nawet pozwolił jej wieczorem jakiś film ze sobą obejrzeć, to też by pomogło - raz wysłał ją do łóżka akurat gdy dawali film JJ Annaud o dwóch braciach-tygrysach (widziała go tylko raz i bardzo chciała zobaczyć drugi). No - ale zasady.

                                              Najlepiej sobie nie wyobrażaj, bo wyobraźnia podpowie Ci sceny z gestapo. Ty z dziećmi nie rozmawiasz? Nie opowiadają o problemach, nie skarżą się? Tak, córka miała dwa latka i wtedy po wizycie ojca miała tylko jedno zastrzeżenie - że słabo buja. Mogę mu nie mówić, wtedy jej frustracja będzie narastała, a ojciec przyczyny nie pozna. Tak lepiej dla budowania bliskości? Ty nie podpowiadasz mężowi tego co wiesz o dzieciach? A nie, on przecież je widzi codziennie.

                                              Nie zastanawiam się co by było gdyby. Wystarczy mi to, co widziałam, nie upierałam się przy kontynuacji. Nie wiem jak dyskutują ludzie, którzy są w związku i mają różne zdania - wierzę tylko, że im zależy i że nie potępia się w czambuł tego co mówi druga osoba, a wszelkie uwagi traktuje się jako życzliwa pomoc, a nie złośliwe przepierdzielanki. Bo jeśli jako przypierdzielanki, to rzeczywiście - wolna droga. Małe dziecko zmienia się bardzo szybko, coś robię jednego dnia, a innego już nie działa. Można się pogubić. Ojciec widzi dziecko co kilka miesięcy - w pewnym sensie, za każdym razem widzi nowego człowieka. Przepraszam, że chciałam coś im ułatwić.

                                              Powiedz, jak kupujesz sobie kosmetyki, to bierzesz z półki w sklepie jak leci czy jednak masz jakiś klucz? Bo coś lepiej pachnie, ma lepszą konsystencję, lepiej się zmywa albo nie podrażnia Ci skóry? A stoi ktoś nad Tobą i mówi Ci: "Maluj się! Maluj się!"?

                                              Fakt, dawałam jej szampon i pastę. Nie pamiętam czy dawałam mydło, córka twierdzi, że tak, a ojciec i tak mył swoim. A wiesz jakie daję? Mydło z Aleppo, bo tylko takie używam. Nieforemne kostki w kolorze brunatnozielonym. A fuj. Nie to co pachnąca, higieniczna chemia. On twierdzi, że myje Sanexem. Sanex to marka całej gamy. Moja córka po prostu nie lubi mydeł w płynie, to się nigdy dobrze nie zmywa. Mydła w szkole/u znajomych itp. po prostu omija - tam nikt nad nią nie stoi i nie mówi: namydl się, namydl się.

                                              Ja z dzieckiem o pierdoły się nie szarpię. On się szarpie. Z nią, nie ze mną. Ja robię za tłumacza i ułatwiacza. A jak się robi po swojemu to jest bunt. Jej. Nie mój. Ja po prostu zawsze będę po jej stronie.
                                              • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 14:47
                                                przede wszystkim to ja nie krytykuje ojca dziecka za odmiennosc w kwestii roznych pie... Stwierdzenie dziecka (przykladowo), ze tatus slabo buja przyjmuje jako stwierdzenie faktu, nie czuje przymusu pouczania o odpowiednim sposobie bujania. Ty sie nie szarpiesz z dzieckiem o pierdoly, a z tatusiem (pod pretekstem ulatwiacza tlumacza) utwierdzajac dziecko w przekonaniu, ze jest tylko jedna wlasciwa wersja zachowan, mydel i innych rzeczy. To nie ulatwia dziecku akceptowania innosci u innych osob.
                                                Mozna miec swoje ulubione kosmetyki, mydla ale mozna sie bez nich obyc bez robienia dramatu.

                                                Ta fobia mydlana to widze, ze jakis wiekszy problem. To nie jest juz dwulatka, ktora musi tu i teraz i wg wlasnego widzimisie. Jak jest caly dzien poza domem, to je brudnymi rekoma czy nosi ze soba wszedzie wlasna mydelniczke?
                                                • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 15:19
                                                  Ty masz swoja interpretację. Ja pozostanę przy swojej.
                                                  Nie wiem ile jest wersji zachowań. Wszystko zależy chyba od tego jak bardzo dotykają mnie osobiście.

                                                  Pisałam już o tym. Moja córka ma problem z mydłem na buzi (boi się, że wejdzie jej do oczu) i mydłem w częściach intymnych. Ojciec zawsze jest obecny w łazience i każe jej podmywać się mydłem, ona myje się sama, ale ma problem z wypłukaniem dokładnie mydła i potem ją szczypie. Gdy w łazience pilnuje jej partnerka ojca, córeczka może się podmywać samą wodą i w ten sposób partnerka zdobywa punkt do sprawności "Nasi ulubieńcy"!

                                                  Tak więc Twoje dywagacje na temat mycia rąk to jednak inna bajka. Pisałam o rękach, tak? Głównym problemem są buzia i części intymne. Ręce moja córka myje wodą. W miejscach publicznych np. jak czasem jest fajna konsystencja czy zapach, chętnie umyje. A czasem ja się upieram przy mydle, nawet takim domowym, bo łapska wyjątkowo brudne - i źle. To chyba taki model - im bardziej niedomyty tym szczęśliwszy. Nie wiem czemu w przypadku ojca sprawa mydła urosła do rangi takiej tragedii. Może jest inny problem, a to są dla niej tematy zastępcze? Nie wiem.
                                                  • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 15:38
                                                    jest cale mnostwo roznych zachowan i wiekszosc jest akceptowana spolecznie. Nie dyskutujemy tu o jakis patologicznych zachowaniach.

                                                    Nie, nie pisalas o rekach, pisalas o mydle w szkole i u znajomych. Domyslilam sie wiec, ze chodzi o mycie rak a nie tylka.
                                                    A zreszta wg mnie problem mydla za moment zrobi sie nieaktualny, wystarczy, ze corka wyprosi towarzystwo z lazienki.

                                                    Czy to temat zastepczy? Mysle, ze to jeden z wielu drobiazgow o ktore sie nie mozecie dogadac. Drobiazgow, o ktorych w ogole nie trzeba dyskutowac.

                                                  • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 16:17
                                                    A co, jak towarzystwo nie da się wyprosić? Prawdę mówiąc, nie za bardzo rozumiem obecność dorosłych podczas kąpieli I-klasistki w łazience i komentowanie, jak i czym ma podmywać części intymne. Jeśli ktoś boi się, że dziecko wywali się w kabinie/na posadzce, to i tak dzieciak powinien mieć prawo do zamknięcia kabiny.
                                                  • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 17:54
                                                    najpierw trzeba stanowczo wyprosic a nie gdybac.
                                                  • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 20:32
                                                    Moja 6-latka nie za bardzo byłaby w stanie "stanowczo" wyprosić.
                                                    Wiem, jak wyglądały jej utarczki z własnym ojcem (innego rodzaju), kiedy jej chęci i zdanie były olane, bo on wie lepiej, co będzie fajne. Co w tej sytuacji? Ja umiem drzeć gębę, dziecko nie wink.
                                                  • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 20:45
                                                    Dokładnie. Tu dochodzi jeszcze to, że ojciec, który nie przebywa na co dzień z dzieckiem nie zna go dobrze i wtedy trudniej o porozumienie. A brak porozumienia to jakieś świadectwo nieudolności, jakaś rysa na ego. Więc dokręcamy śrubę, żeby wszystko ładnie wyszło.

                                                    Mała przyjechała w tym roku i trafiła na nową sytuację, patchwork pełną gębą. I jest traktowana tak samo jak tamte dzieci, synowie partnerki, francuskojęzyczne, obcykane z kulturą, przebywające często z ojcem mojej córki. Nie znam się na sprawach integracji, nie ma w takich wypadkach jakiejś karencji czy taryfy ulgowej?
                                                  • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 15:43
                                                    Natomiast chyba wiem co jest moim problemem. Niezastępczym.
                                                    Przemoc. Patriarchat . Ego.

                                                    Czemu, no czemu służy zmuszanie dziecka, by zjadło wszystko co jest na talerzu łącznie ze spalonymi skórkami kiełbasek z grilla? To jakiś bonus niezbędny dla ego ojca? Namęczyłem się z tym grillem/patelnią więc jeśli dziecko nie zje tych spalonych skórek to znaczy, że jestem nic nie wart jako niedzielny operator grilla / sobotni operator patelni?
                                                  • ichi51e Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 15:57
                                                    Coraz bardziej wyglada ze to nie dziecko chce tylko ty nie mozesz sie pogodzic ze ojciec ma swoje metody
                                                  • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 16:19
                                                    Na przemoc jako metodę nie zgodzę się nigdy.
                                                  • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 18:01
                                                    no wiec co zrobi jak nie zje spalonych skorek? wpakuje rura jak gesi?

                                                    bylas? widzialas te skorki? czy to interpretacja dziecka? Bo jesli dziecka, to ja podchodze z przymruzeniem oka na niektore interpretacje. Moja corka np. potrafi opowiadac, ze mama zmusila ja do zjedzenia wielkiego kawala obrzydliwego miesa. Fakt - kazalam sprobowac 3-milimetrowy kawaleczek zanim sie obrazi, ze niedobre. Potrafi opowiadac, ze ryba byla twarda jak kamien i niezjadliwa. Fakt - brzeg byl chrupki. Skarga, ze nikt sie z nia nie chcial bawic przez caly dzien a fakt - pol godziny miala sie sama czyms zajac.
                                                  • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 21:06
                                                    No tak. Co prawda to prawdasmile
                                                    Spytałam jakiego koloru były. Pokazała na czarną sukienkę.
                                                    Nie wiem, wielokrotnie jeździła czy szła z nim, czasem zrezygnowana, czasem ucieszona. Wracała z ulgą, ale poza tym co jej się nie podobało, nie była nastawiona wrogo. Ale tym razem... Jakaś miarka się przebrała, była naprawdę zła.
                                                  • ichi51e Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 15:59
                                                    O to bym zawalczyla wyposazajac dziecko w plyn do higieny intymnej. Moze tam nie znaja? Pamietam z dziecinstwa mycie mydlem i to faktycznie szczypie nie do zniesienia.
                                                  • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 16:08
                                                    A co, woda zła?
                                                  • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 16:15
                                                    Generalnie chodzi o to, żeby się tam myć, a nie płukać wink. Są fajne płyny Ziaji dla małych dziewuszek, nie szczypią.
                                        • ichi51e Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 07:36
                                          No wreszcie ktos to napisal. Oczywiscie ze latwiej jest ucinac kontakt niz nad nim pracowac.
                                          A dziecko to jest dziecko jakby nie lubilo warzyw albo chodzic do szkoly to tez nie ma co walczyc?
                                          • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 14:03
                                            Walczysz wpychając warzywa do ust czy walczysz pracując nad menu i wymyślając takie potrawy, w których warzywa przejdą bardziej niż w innych?

                                            Sama sobie odpowiedz.
                                      • ichi51e Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 07:41
                                        zycie dziecka to dostosowywanie sie do zasad ktore budza jego sprzeciw. To dziecko ma juz 6lat wiec chyba bez przesady.
                                        • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 07:57
                                          Ale są zasady i zasady. Jedne ważne i istotne, bez których dziecko będzie dzikusem albo chamem. Inne z kolei są typowo dla trucia du..., bo starsza Madame ma jakąś swoją wizję , tak wytresowała syna, a teraz on tresuje córkę. Dziecko nie ma czasu tam się pobawić, nie ma dla niego żadnych przyjemności, więc nie dziwię się, że te 2 tygodnie to dla niej jak wyrok. U mnie jest podobnie, jak pojadę z mamą na wczasy - ciężka obraza, że córka nie chce spędzać dnia pod je dyktando, a moja mama lubi wyłącznie spacerki, po co na plażę, po co na plac zabaw, po co na lody itp. I są fochy, bo ona sama nie będzie spędzała czasu, a do nikogo się nie dostosuje. Jak ja się cieszę, że w tym roku prawdopodobnie nigdzie nie będę mogła pojechać, bo kicia tak się stresuje, że nie odważę się na powtórkę z rozrywki pt. zatrzymanie picia i sikania. Córce tylko szkolne kolonie zostają w tej sytuacji tongue_out.
                                          • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 13:32
                                            macie w rodzinie jedna wspolna ceche - trudnosci w szukaniu kompromisow. Sorry, musialam to napisac.
                                            • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 14:08
                                              Mój kompromis polega na tym, że muszę znosić obecność człowieka, który uważa mnie za leniwą kurą domową, bo nie chodzę do pracy, tylko zajmuję się sama dzieckiem, którego chciał. Jego chcenie dziecka spowodowało rewolucję - rozwaliło mi wszystkie, ale to wszystkie sfery życia. Nie poukładałam tego do dziś. Mimo tego nie odcięłam go od dziecka.

                                              Mało?
                                              • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 14:23
                                                Z Twojej perspektywy emocjonalnej to bardzo dużo. Z perspektywy praktycznej, finansowej, ewentualnych wyroków dotyczących podniesienia alimentów - niewiele.
                                              • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 14:55
                                                ja to pisalam akurat do lokitty, bo juz nie raz zauwazylam u niej i jej corki taki charakterystyczny brak elastycznosci, a jak jeszcze opisala wlasna matke, to stwirdzilam, ze wszystkie trzy maja ten sam gen.

                                                a co do Ciebie - to nie jest zdrowe, ze poswiecasz sie calkowiecie dziecku rezygnujac ze wszystkiego. To nie jest juz niemowle przyssane do piersi. Wiekszosc kobiet powraca na stare tory po paru latach od porodu i sobie uklada na nowe swoje sfery zycia. Teraz zrozumialam co mialas na mysli piszac o stworzeniu wlasnego swiata z corka. Naprawde najwyzsza pora wyjsc z tego swiata.
                                                • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 15:51
                                                  Ja nie poświęcam się dziecku.
                                                  Ja po prostu nie mam dokąd wrócić.
                                                  • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 16:07
                                                    Ale liczysz na to, że tak będzie już zawsze? Że zawsze będzie Ci ktoś pomagał finansowo, że zawsze alimenty będą hojne?
                                                    To, że nie masz dokąd wrócić, to może być Twoja szansa. Jeśli masz zabezpieczony byt, spróbuj zacząć zajmować się czymś, co lubisz, w czym jesteś dobra, nawet jeśli wynagrodzenie będzie słabe. Ja z perspektywy czasu wcale nie żałuję, że jak byłam w zagrożonej ciąży, to szefowa mnie szykanowała - gdyby nie to, odwalałabym jakąś pseudobiurową robótkę u jakiegoś janusza biznesu za marny grosz, a tak przynajmniej robię od paru lat coś, co naprawdę lubię i co zgadza się z moim wykształceniem, notabene bardzo niepraktycznym poza oświatą itp. humanistycznymi michałkami.
                                                  • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 16:34
                                                    Powiedzmy, że jak zostałam sama, to nie wiedziałam co będzie dalej i ile dam radę, ale miałam oszczędności. Jak ojciec mojego dziecka na początku pytał co zrobię z pieniędzmi jakie zarobiłam za granicą, gdzie się poznaliśmy, odpowiedziałam: pojadę w podróż dookoła świata. No, to sobie pojechałam... Fakt, po drodze pojawiły się nowe okoliczności.

                                                    1000 zł alimentów na Warszawę, żeby uciąć wszelkie spekulacje, to aż tak hojnie? Na szczęście, są kraje, które dają 500+ na pierwsze dziecko, a granica, od której zasiłek nie jest wypłacany to nie różnica między czarną nędzą a skrajną biedą.
                                                  • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 18:09
                                                    ale nie musisz wracac, mozesz isc do przodu. Zreszta na rynku pracy to dosyc czeste, ze kobieta nie ma dokad wracac po wychowawczym.
                                            • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 16:03
                                              Ależ nie obrażasz mnie, ani trochę.
                                              Tyle, że ja już na tyle zmądrzałam, że jak mnie coś nie podchodzi, to szukam sobie sama takiego miejsca/sytuacji, które będą mi odpowiadać, a nie próbuję naginać otoczenie do siebie. Tak było np. z pracą - w tej chwili nie umiałabym chyba pracować u kogoś, ale też pracując, nie oczekiwałabym, że to szef ma skakać nade mną i wdrażać tylko korzystne dla mnie rozwiązania.
                                              Moja córka, która w tej chwili ewidentnie przeżywa duży dyskomfort w klasie bez swojej psiapsiółeczki, którą zabrano do "lepszej" szkoły, JESZCZE się tego nie nauczyła - ale podejrzewam, że życie ją nauczy, że nie jest tak, że tylko takie i takie rozwiązanie jest dobre, a w dodatku, że można je narzucać innym, bo tak.
                                              Natomiast, co do mojej mamy, to już zdecydowanie za późno na taką edukację, nie widzę cienia szans wink. To podobnie autorytarny typ osobowości, jak ojciec małej danaide - dodajmy takie samo nastawienie, że z talerzy należy sprzątnąć wszystko, bo ktoś np. zrobił/zapłacił. A największy zarzut mojej mamy wobec mnie, to że za bardzo ustępuję dziecku wink.
                      • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 23:19
                        o tym pisalam wyzej - tatus nie ma podejscia do dzieci, tak bywa i nie mial zbytnio okazji zeby sie nauczyc spedzac czas z dzeickiem, bo za malo zna wlasne dziecko. Znajomosc jezyka by ulatwila im to poznanie i co sie nie da pokazac (nie kazdy umie) to da sie wyrazic slowami. Dziecko jest przyzwyczajone, ze sie dogaduje, ze umie sie wyslowic, wynegocjowac cos co nie pasuje a tu klapa, bo tatus jest jaki jest, nieidealny (jak wielu rodzicow) a tu jeszcze sie nie mozna wyslowic czy znowu jej nie zrozumieli.
                        Wiesz, ja nie upieram sie, ze znajomosc jezyka rozwiazalaby wszystkie problemy, ale by ulatwila dziecku funkcjonowanie w tamtej rodzinie. I nauka jezyka, to cos od czego mozna zaczac z korzysciami na przyszlosc. Moze byc tak, ze facet nie umie zajmowac malych dzieci a za pare lat okaze sie, ze sie super dogaduja. ALbo i nie, ale trzeba dac szanse.
                    • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 23:19
                      Nie, ta bariera zanika, widzę, że ona jakieś tam zdanka konstruuje, jak przyjeżdża to liczy po francusku albo wydaje sobie komendy do zabawwink
                      Zrozum - nie ma komunikacji między nim a mną. Ja piszę swoje, on swoje.
                      Mi się nawet pisać już nie chce.
                      • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 08.10.16, 23:39
                        niezupelnie... ona robi postepy w nauce jezyka ale po polsku robi duzo wieksze postepy, ta roznica rosnie, roznica pomiedzy jej rozwojem a mozliwosciami wyslowienia sie po francusku. Dziecko 2-3 letnie generalnie slabo sie wyslawia i po polsku i w innym jezyku, bywa tym sfrustrowane jak rozwoj mowy nie nadarza za rozwojem umyslowym. I z francuskim to jest wlasnie podobnie. ona nie moze sie wyslowic tak jakby chciala, tak jak umie po polsku, probuje, jakos sie dogaduje, czasem jej nie zrozumieja, ale ona dojrzala umyslowo do bardziej zaawansowanej konwersacji niz liczenie i te zdanka.

    • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 00:56
      Uwaga dziewczynki (dziewczynki zerżnęłam z Bargielskiej, cudowna, cudoooowna).
      Będę tłumaczyć (z grubsza).
      Mejla dostałam.

      "Myślę, że dobrze byłoby, z wielu powodów, gdyby (córeczka) przyjechała. Nawet jeśli nie zdaje sobie z tego sprawy (jest mała).

      Rozumiem twoją trudność opanowania małych kryzysów, ale myślę, że jeśli pozwolimy jej nie przyjechać na Święta, nie będzie chciała już nigdy przyjechać. A to nie będzie dobre dla nikogo. To tak jak z pójściem do szkoły pierwszy raz: płaczemy, potem to mija, mamy przyjaciół i chcemy tam wracać.
      Myślę, że to dlatego, że nie przyjeżdża zbyt często i jest jej trudno. W Belgii nie żyjemy tak jak w Polsce. Tatuś ma swój sposób wychowywania, który może być różny od tego stosowanego przez mamę. Bariera językowa i zasady - tu odmienne - sprawiają, że integracja staje się bardziej złożona. Ale jeśli nie przyjedzie, to się nie poprawi.

      Wiem, że to skomplikowane, ale postaw się na moim miejscu. Mam nadzieję, że gdy wyrobi w sobie nawyk doceni fakt przyjeżdżania tutaj. Pozwoli jej to zobaczyć rodzinę i zachować więzi, co jest bardzo ważne. (Dwóch synków nowej partnerki) również o nią pyta.

      Spróbuj nad nią popracować i zachęcić do przyjazdu. Pozwoliłoby Ci to również odpocząć co nieco."

      Czy tylko ja mam taką reakcję... hahahahahahhahaaaaaahaha?
      • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 01:03
        Dzięki, że tu jeszcze jesteście i się nad nami pochylacie
        ;*
        • yvona73pol Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 06:10
          Mikams(z cyferkami) piszesz, ze tata nie ma wprawy w kontaktach z corka. Troche blednie. Teraz troche bede ekstrapolowac, ale Belgowie z Francuzami maja sporo po drodze, mimo, ze sie odzegnuja jedni od drugich wink
          We Francji zaobserwowalam podejscie do dzieci takie: nie ty tu decydujesz, my dorosli jestesmy madrzejsi, my decydujemy I tak ma byc bo tak. Wszelkie negocjacje = fanaberie, ucinane od razu. Ewentualnie dziecko znow slyszy "nie ty tu decydujesz". Ja mialam troche tego bedac babysitterka, rodzina calkiem spoko, wtedy bylam mloda, bezdzietna nie mialam pojecia o tym jakie to przegiecie. Duzo rzeczy maja fajnych, ale rygor jest I to ho ho. Czterolatek nie mogl w weekendy wyjsc z pokoju wczesniej niz o osmej (specjalnie nauczyli go zegara) bo dorosli spia. Mial tez opieprz od mamy, ze do mnie przychodzil z rana I zawracal gitare (bo weekendy mialam wolne zasadniczo), ale tez wtedy mial zmyta glowe jak serio potrzebowal pomocy bo sie zlal z rana. Jakos bardziej rozumialam, ze trzeba jednak sie zwlec I ogarnac temat.
          Slynna ksiazka, w Paryzu dzieci nie grymasza. Ma swoje dobre strony - dziecko probuje wielu nowych rzeczy, to in plus; zle - musi zjesc bezdyskusyjnie wszystko ze swojego talerza. I tu mamy problem bo co jak rodzic nalozy bardziej podlug swojego uznania pojemnosci dzieciecego zoladka? No I co z dniami, kiedy dziecku, jak kazdemu czlowiekowi, moze sie po prostu nie chciec jesc? Nie az tyle? Z powodow roznych.

          Widze duzo dobrego w kontynuacji jednak wizyt, ale. No wlasnie duze ale, tata musi ruszyc z pozycji "ja wiem lepiej" I "dziecko ma sie dostosowac do nas bo: tu cala rozsadna litania, inna kultura, moj dom I tak dalej. Ta droga raczej sie nie zajdzie daleko.
          Nie zazdroszcze bo widze duzo walenia glowa w sciane jesli nadal chcesz kontynuowac wspolny parenting. To jaka jestes (w oczach eksa) zupelnie jest bez znaczenia. Powinniscie dyskutowac o relacjach z dzieckiem odrebnie - wiem, ze to wiesz wink
          • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 07:26
            U mnie dziewczyny na studiach, jeżdżące jako au pair w wakacje czy nawet robiące roczną przerwę na taki wyjazd, miały podobne obserwacje. Plus jeszcze coś, co mnie dziwiło - dzieci jadły gorzej niż rodzice, mniej wartościowe posiłki. I generalnie, im bardziej rodzinka ę/ą, tym gorsze i bardziej sztywne traktowanie dzieci. Jedna dziewczyna, która trafiła do zdecydowanie prostych ludzi, była sama traktowana jak takie większe dziecko, kupowali jej słodyczy do wypuku, w weekendy ciągle były jakieś rozrywki dla dzieci, i dla niej.
            • kaz_nodzieja Re: ... a dziecko nie chce! 10.10.16, 09:17
              To logiczne z tym jedzeniem, dorosły ma więcej pracy i potrzebuje wartościowszych i większych posiłków niż dziecko. Z szanowaniem odpoczynku rodziców (nie przychodzi w weekend wcześniej niż 8.00 rano) też bardzo dobra sprawa. Rodzice też mają swoje potrzeby i też mają prawo do jako takiego odpoczynku, chociaż w weekend.
          • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 11:58
            Dzięki yvona. Właśnie dlatego się obśmiałam. Nie ma propozycji żadnego kompromisu. Nagiąć się mam ja, co czyniłam i dziecko, które odmówiło, tym razem z całą siłą. Często przed Skypem pojawiało się "łeeee, nie chcę", przy okazji jej wyjazdów/jego przyjazdów też pojawiały się łzy, smutek, czasem coś trzeba było odwlec w czasie, skrócić albo zmienić plan, ale dopiero po tych wakacjach zaczęła reagować właściwie agresywnie, a na wzmiankę o wyjazdach zaczyna histeryzować, dusić się, płakać, jakiś total.

            Sama byłam au pair we Francji lata temu, ale niestety, gdy przyjechałam mój francuski był tak słaby, że żadna francuska rodzina mnie nie chciała, więc z pocałowaniem ręki zgarnęli mnie Amerykanie i do dziś uważam, że byli to chyba najprzyjemniejsi pracodawcy jacy mi się trafili. Książkę "W Paryżu dzieci..." przeczytałam po łebkach (zmęczył mnie styl), za to tę drugą szczegółowo, bo miała formę konspektuwink i cóż, teoretycznie też wydawało mi się, ze wychowuję dziecko na francuską modłę, jest cadre, rama, i jest wolność w ramach ramy, ale zdaję sobie sprawę, że będąc tym, kim jestem, nie tylko samotną matką, ale i kimś idącym pod prąd, ta rama niekoniecznie pokrywa się z tamtą, a wolność chyba też ma inny smakwink

            Z tym jedzeniem... Kiedy córka mówi, że znów musiała zjeść krewetki nie mogę się powstrzymać od uśmiechu. Sama proszę ją o spróbowanie absolutnie wszystkiego co nadaje się do jedzenia (no, może poza owocami morza, grzybami, tatarem i takie tam), ale pozwalam jej ograniczyć się do jednej łyżeczki. Ale w przypadku ojca chodzi czasem o zasadę dla zasady. Został z nią kiedyś w naszym domu, przynieśli tort, bo były jej urodziny. Mieli się pobawić, a potem mieliśmy zjeść wspólnie tort. Wybyłam na dwie godziny, wracam, a mała zaryczana - przez dwie godziny ojciec próbował wmusić w nią suchą bułkę, bo jak to tak, tort na pusty żołądek...
            • ana119 Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 12:11
              A jakie relacje ma córka z dziadkami krewnymi? Może problem tkwi w braku treningu w relacjach z różnymi ludzmi
              • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 13:16
                W Polsce z rzadka widuje babcię, lubi ją najbardziej z całej naszej i tamtej rodziny. Poza tym moja rodzina trochę słabo się nadaje. Trenuje z moimi znajomymi (ma swojego ulubieńcawink), ale także z różnymi poznanymi osobami. A to pani z klubiku, a to pani zegarmistrz na ulicy obok, a to pan jubiler z naszej ulicy, a to obsługa pensjonatu na wakacjach...

                Tam - poznaje mnóstwo ludzi, min. 2 znajomych ojca z rodzinami, rodzinę (dziadków, ciotki), znajomych rodziny. Trochę jej się ludzie mylą. Jednak czy częste i liczne, ale powierzchowne kontakty to dobry trening? Na pewno są tam osoby, które spotkała więcej niż raz i lubi bardziej niż inne. Sama babcia jest więcej zajęta domem i obejściem - mała mówiła, że nawet nie usiądzie i nie pokolorują razem. Czasem córeczka gra w gry na jej tablecie - ale czy razem, nie wiem. Dziadek jest po wylewie, więc głównie leży i patrzy w telewizor, ale nie jest nieżyczliwy. Na pewno córka lubi nową partnerkę ojca i siostrę babci.
                • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 13:46
                  wychodzi na to, ze dziecko ma przetrenowane tylko powierzchowne kontakty typu liczna rodzina z rzadka widziana, gdzie jej sie myla osoby lub przypadkowe kontakty typu zegarmistrz. Ona moze byc bardzo kontaktowa i nadal nie wiedziec, jak to jest miec relacje blizsza z kims poza mama.
                  • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 16:46
                    W sumie myślałam, że kontakty i relacje bliższe to się ćwiczy wśród równolatków. A paczkę w klasie ma, częściowo taką jeszcze przedszkolną.
                • ana119 Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 16:59
                  Z bliska rodzina są innego typu kontakty niż ze obsługa pensjonaty czy panią z zajęć. Bo to co opisujesz jako problem to mydło posiłki czy godziny spania to są kwestie rozwiązywane kiedy dziecko nocuje poza domem i ma się dostosować do zasad panujących w tym domu. Tu jest zaskoczenie bo dopiero u taty wychodzi ze nie można po swojemu. Brak jej doświadczenia społecznego.

                  Wg mnie sprawa z tabletem jest wyolbrzymiona. Macie jakieś oczekiwania. Zawsze stram się być samodzielna i nie oczekuje podarków, jeśli dostane to miło i kropka. Nie dopuszczasz ze dziecko w tym wieku chce mieć swój (nawet prosty) tablet i go po prostu kupić? Nie ma imienin czy urodzin żeby z uzbieranych pieniędzy kupić to o czym marzy? Zmiana podejścia upraszcza życie
                  • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 17:20
                    Ona ma 6, prawie 7 lat. Ile powinna już mieć tego doświadczenia społecznego?

                    Nie wiem czy mam jakieś oczekiwania. Może mam takie, że choć trochę zabawek dostanie jako dodatek do alimentów. Meble ja, wyprawka szkolna ja, jak sprzęt się posypie w domu to ja. Nie widzę też sensu dawania, skoro się zabiera. Marzeń jest wiele. Ja spełniam inne, ojciec inne. Od niego często dostawała zabawki interaktywne w języku francuskim, co pomagało jej w oswojeniu się z językiem. Widać, nauczyła się już dość.
                    • sasanka4321 Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 17:29
                      >Meble ja, wyprawka szkolna ja, jak sprzęt się posypie w domu to ja.<

                      Ze tak nieladnie zapytam: Z czego? Bo z tego watku wynika, ze od dawna nie pracujesz, dostajesz 1000 zl alimentow na mala od jej ojca, belgijski zasilek na dziecko, pewnie tez kolo 1000 zl od belgijskiego podatnika, i polskie 500+ na dziecko od polskiego podatnika. Nie bardzo wiem, z czego utrzymujesz sama siebie...
                      • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 17:57
                        Bardzo nieładnie. Ponad to co napisałam nie udzielam informacji. Ale wszystko lege artis, nawet podatki płacę, choć większość wraca.
                        Na pewno nie biorę polskiego 500+. Koordynacja świadczeń socjalnych w UE - nie można brać takiego samego zasiłku w dwóch krajach.
                      • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 20:20
                        A mało to rodzin, gdzie samotny rodzic z dzieckiem utrzymuje się za 2500? W świetle polskich realiów samotnego macierzyństwa to i tak porządny kawałek kasy. Znajoma za tyle utrzymuje się z córką, fakt, że dziecku mało co nowego kupuje, ale mieszkanie zadbane, ładny pokój małej, zajęcia dodatkowe, wakacje w normalnym standardzie, nie jakieś namioty wink. Ja to się aż dziwię, bo mnie kasa wciąż przez palce ucieka big_grin.
                    • ana119 Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 19:01
                      Żartujesz stawiając to pytanie? Dzieci przyjmują nawyki dorosłych. Czytaj i przyglądać się jak inni wychowuja

                      W kwestii dochodów z pracy to wprowadzasz fałsz dziecku bo nie pracujesz zawodowo i to się może obrócić sie przeciwko tobie kiedy dziecko będzie starsze. Jak wytłumaczyć starszemu dziecku kiedy będzie potrzebować nowych rzeczy - mama nie pracuje bo...? Znam rodzinę gdzie powstał orromny bunt dziecka bo matka unikalna pracy na etacie a z czasem syn widział jak wygląda życie innych dzieci a co jemu mówiono kiedy chciał tel dotykowy. Doszło do tego ze syn jest pełen gniewu w stosunku do rodziców
                      • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 20:27
                        Pozostawmy kwestie konsumpcji na boku. Żeby w takim tempie jak przybywa wybywało z tego domu...
                      • kaz_nodzieja Re: ... a dziecko nie chce! 10.10.16, 09:19
                        Syn ma też ojca. Poza tym w wielu rodzinach gdzie pracują oboje rodzice na niskich stanowiskach też by nie miał na ten telefon.
                        • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 10.10.16, 19:36
                          No właśnie, wszystko zależy od wynagrodzeń, a nie formy zatrudnienia.
                          Od w sumie 10 lat unikam, z pełną świadomością unikam pracy "na etacie".
                          Może nie zarabiam jakoś rewelacyjnie więcej, ale i nie mniej - nie jest gorzej w każdym razie.
                          Niemniej namawiałabym autorkę na jakiś kierunek zawodowego rozwoju na JEJ warunkach, bo skoro ma byt jakoś tam zapewniony, to ma w sumie komfortową sytuację, żeby powolutku i spokojnie robić coś, co lubi, czy w czym jest dobra.
          • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 13:42
            a ma wprawe w kontaktach? a no nie ma.
            Znam dwie francuskie mamy i jednego belgijskiego tate. Fakt, zyja w innym kraju, wiec moze to nie to samo. Ale tylko u jednej mamy zauwazylam duzy rygor przy stole. Tylko przy stole. Dwuletnie dziecko ma trzymac odpowiednio lokcie, jest szkolone co jak i czym jesc itd. Przy czym jeden syn byl bardzo podatny na te nauki a drugi jest malym rewolucjonista i sobie nic z tego nie robi. Poza tym fisiem na zachowanie przy stole nie zauwazylam jakis innych roznic w wychowaniu czy zachowaniu dzieci. Ok, nie mieszkam z nimi, ale mamy czeste kontakty.

            I to taka trauma jak sie czteroletnie dziecko uczy, kiedy jest dzien a kiedy noc? Mlodsze dziecko uczylam i tez dawalam zegarek, zeby wyznaczyc pory na sen i zabawe. Bo to, ze widno za oknem nie znaczy, ze trzeba sie zrywac a pozniej pol dnia marudzic z niewyspania. Gorzej, bo ja dziecku mowilam, ze jak jeszcze nie jest dzien wg zegarka, to ma lezec w lozku. Czesto bylo, ze zasypiala dalej znudzona gapieniem sie na zegarek. Nie wiedzialam, ze to taka zla francuska metoda big_grin
            • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 15:53
              Moja akurat jest typem nocnego marka. Jak ojciec Genetyki nie przeskoczyszbig_grin
              • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 16:11
                No to powiem Ci, że w tym przypadku trochę tego ojca rozumiem - mnie obecnie do szału doprowadza, jak córka się specjalnie grzeboli, zaśnie o 22 lub później, a później ma wstać ok. 7 i stęka, i się ślimaczy. A jak chce iść na jakieś kółko na 8 rano, bo ambitnie zapisała się na 3, to już w ogóle jest sajgon.
                Jakby mi 6-latka po domu latała do tak późnej godziny i nie mogłabym zostać sama ze sobą wieczorem, to bym się pochlastała. Wolę, jak wcześnie pójdzie spać i niech robi pobudkę nawet o 5.30 big_grin.
                • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 16:42
                  Ja właściwie też. Mi lata, a ja po 22giej przechodzę metamorfozę na kształt Dr Jekyll / Mr Hyde więc latanie może mieć dalekosiężne konsekwencje. Dlatego negocjujemy: 21 w swoim pokoiku gotowa do snu (u nowej partnerki ma swój pokoik), ale jeśli nie może zasnąć i się nudzi - coś poczytać, porysować, już sama, bez schodzenia na dół i zawracania gitary. Nie że ojciec wchodzi i gasi światło.

                  Tam jest jakiś problem kontroli, nieufności. Ze stewardessami może latać, ale sama wykąpać się nie może. WTF?
                  • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 20:26
                    Tu już pisałam, że to mnie dziwi. 6-latki chyba spokojnie same się kąpią?
                    • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 20:46
                      No wiesz, pańskie oko konia tuczywink
                      • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 21:30
                        Pilnuje, czy zużyła odpowiednią porcję mydła big_grin.
      • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 07:31
        Ostatnie zdanie z deka przekreśla cały zdrowy rozsądek bijący z pierwszej części wypowiedzi. Ty masz popracować, on nie musi się już wysilać wink. Jestem pewna, ze gdyby umiał zbliżyć się do własnej córki to nawet i ta odmienność kulturowa, i te sztywne zasady nie byłyby tak uciążliwe.
        • yvona73pol Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 07:55
          O nie, nie mowilam, ze ona ma pracowac. Po prostu widzac sytuacje oczywiste jest kto wykona chcac nie chcac orke na ugorze. Owszem, do doopy to jest, ale skoro mamie zalezy bardziej na dobru dziecka... Tak, uwazam, ze jej bardziej zalezy, skoro chce sie naginac, byc elastyczna, dyskutowac, ulatwiac, piszac plany, sugestie rozrywek I tak dalej. Ja jestem przekonana, ze gdyby tata wykazal choc odrobine woli do dyskusji I wspolnego frontu, nie poswiecajac przeciez wcale swojej cennej kultury (przekas) to sytuacja bylaby o niebo lepsza I z duzymi widokami na poprawe.
          • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 08:56
            A nie, to nie do Ciebie - o treść tego maila mi chodzi, na pewno ojciec ma rację, że warto, żeby mała przyjeżdżała, zawiązywała jakieś więzi z całą rodziną, też i dalszą, no i sam dostrzega, że to trudne z powodu różnic językowych i odmiennych zasad. Ale zwala całą robotę na matkę wink.
            BTW, mam wrażenie, że to jakieś potworne, sztywne snoby i w oczach la vieille Madame synuś zadał się z jakąś prostą dziewuchą ze Wschodniej Europy (sorry, danaide, to nie jest żadna złośliwość - uczyłam kiedyś Francuza polskiego, chłopak był bardzo komunikatywny, ale do konieczności pracy w tym "dzikim" kraju i naszych realiów odnosił się z totalną pogardą, ja mam wrażenie, że część z nich tak nas postrzega, nie mając bladego pojęcia o rzeczywistości). No i teraz trzeba "wyprostować" dziecko synusia, uczyć zasad, żeby na dzikuskę nie wyrosło, voila!
            • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 12:13
              Luzik, luzik;D

              Tak, z tym zwalaniem roboty to klasyka gatunku. U niego w domu była dość specyficzna sytuacja. Jego ojciec od lat chorował na depresję, jakieś 10 lat temu miał wylew - mózgiem oraz obiema rękami i nogami jest matka ojca mojego dziecka. Rewelacyjnie gotuje, domek jak spod igiełki, ogródek takoż, ale... wszystko ma swoją cenę. Nawet mała mówi, że babcia prawie nigdy się z nią nie bawi, bo ciągle coś robi.

              W sumie to przeciętna belgijska rodzina, ojciec był nauczycielem historii w gimnazjum czy liceum w jednym z miasteczek w Walonii, matka sekretarką w tej szkole (za to jej ojciec był jakimś uznanym pedagogiem, którego imieniem nawet nazwano uliczkę czy szkołę... ale na dobre zdecydowanie to jej nie wyszło). U mnie było podobnie, tylko że u mnie to matka była lepiej wykształcona. Tym niemniej... Nasza córka urodziła się w Polsce i tu mieszkaliśmy razem przez 9 miesięcy (dysponuję mieszkaniem, "dysponuję" lepiej pasuje niż "mam"), jej rodzice przyjeżdżali (ojciec raz, matka częściej, zwłaszcza po naszym rozstaniu), ale Polska Polską, a ja to... ja;P
      • ana119 Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 09:22
        Wg mnie to normalny tekst. Co uderza to to że masz z nim dziecko a faceta nie poznałaś. Kto jak nie matka w tej stacji ma rozmawiać o tym jak ważne są odwiedziny? Sąsiadka, twoja mama czyli babcia? Ma ciągle wynajmować hotel w PL i tak ma poznawać życie codzienne?

        Nie ma na forum zasymilowanych kobiet żyjących w tamtym kraju? Nie nianie do dzieci czy majace za meza polaka bo to żaden przykład na poznanie wszelako pojętej kultury kraju
        • aqua48 Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 09:40
          Też mnie jakoś nic nie dziwi w tekście maila ojca, Uważam że jest rozsądny i nie powinien być powodem do oburzenia. Z dzieckiem należy rozmawiać i tłumaczyć, czasami nakazać dla jego dobra, a nie ulegać mu bo nie chce. I to matka powinna ZACHĘCAĆ sześciolatkę do wizyt u ojca i kontaktów z jego rodziną. Natomiast jeśli dziecko nie chce jechać na święta (święta też może spędzać naprzemiennie raz w kraju raz u ojca) to może niech jedzie na ferie poświąteczne? Ojciec ma prawo do wprowadzania swoich zasad. A dziecko bez szkody dla siebie szybko ogarnie co wolno mu u ojca a co u matki.
          • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 12:32
            Cóż, ja patrzę na ten tekst inaczej. Po grożeniu sądem jest zmianą taktyki. Jak nie kij to marchewka.

            Co mnie uderza to niechęć do ponoszenia jakichkolwiek konsekwencji swoich działań i brak kompromisu - cały wysiłek ponieść ma przede wszystkim dziecko, przy mojej pomocy.

            To, co jej ojciec określa "małym kryzysem" jest kryzysem wielkim. To nie jest tak, że ona wcześniej zawsze chciała. Ale dawała się przekonać. Pamiętam, że kiedyś gdy po nią przyszedł będąc w Polsce ryczała tak, że musiał wyjść i wrócić za jakiś czas, dopiero wtedy poszła. Na stewardessę też raz była chętna, raz nie. Teraz, gdy pojawiła się perspektywa częstych wyjazdów do Belgii, chętnie widziałaby ojca tutaj.

            I nie jest tak, że to jak z pójściem do szkoły. To raczej jak z chodzeniem do szkoły, gdy ty się zmieniasz, a szkoła nie, gdzie Twoje potrzeby permanentnie i pomimo sygnalizowania nie są respektowane.

            Wysłałyśmy listę warunków małej: o godzinach spania (żeby w swoim pokoju mogła sobie między 9 a 10 coś cichutko porobić), o jedzeniu (bez zmuszania, popędzania, wysiadywania przy stole), o kąpieli (bez mydła w płynie, wieczorem nie rano) - czy to są aż TAK nienegocjowalne warunki? Zwrot tabletu sama negocjuję z małą - ma teraz ten drugi, ubożuchny, bez tych wszystkich wgranych przez ojca gier, ale tu akurat gram również do swojej bramki - na kij jej te gry?

            Pierwsza reakcja - straszenie sądem. Potwierdziłam warunki i odmowę. Teraz to.
        • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 12:17
          Mieszkaliśmy w Polsce razem. "Jasne pełne" i "Marlboro czerwone" opanowane do perfekcji.
    • ichi51e Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 07:47
      Dopisze jeszcze ze decydowanie przez 6latke czy bedzie utrzymywac kontakt z ojcem jeat de facto zepchnieciem calej odpowiedzialnosci na dziecko. Matka czysta "bo ty nie chcialas" ojciec czysty "bo nie wysylali" tylko dziecko za to placi.
      • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 11:38
        Widzisz, tylko ja naprawdę nie wiem jak to rozwiązać, bo sytuacja zrobiła się z lekka patowa. Kiedy tłumaczę jej, że może to grozić de facto utratą ojca, ona jest za - jej nie zależy. Jej rodzina to mama, ona i kotka.
        • ichi51e Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 12:26
          Sprobuj "jak pojedziesz teraz i okaze sie ze nie dajesz rady to wiecej nie musisz. Pojedz zeby podjac decyzje"
          • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 12:34
            Osobiście wolę opcję: w takiej sytuacji na razie nie musisz. Może później zechcesz.
            Myślę, że naginała się dość.
            Jak teraz nie wynegocjujemy zmiany, to kiedy?
            • ichi51e Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 13:08
              Mozesz sprobowac ale mysle ze bedzie jeszcze trudniej. Moze za jakis czas zateskni (dla pocieszenia napisze ze mi z pkolem mowili ze nie mozna sie uginac odpuscilam po histerii nie na moje to nerwy i dziecko (zachecane codziennie z mojej strony zeby nie bylo temat lezal odlogiem) po pewnym czasie wyrazilo jednak wole kontaktu z dziecmi i atrakcjami pkolnymi. wink
        • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 13:56
          6latce tlumaczysz, ze jak nie pojedzie, to straci ojca? To ject to co ichi pisze - zepchniecie odpowiedzialnosci na dziecko. Pewnie, ze jej nie zalezy. u ojca jest mydlo nie takie i ogolnie jest wszystko zle, bo jest inaczej i oczywiscie, ze bedzie sie pozniej na wszystko skarzyc.

          na twoim miejscu sprzeciwilabym sie wysylaniu dziecka na swieta, po swietach tez sa jakies ferie jeszcze, moze wtedy.W miedzyczasie tatus powinien sie poswiecic i przyjechac ze 2 razy spedzic z dzieckiem jakis dluzszy weekend i samemu porozmawiac na temat kolejnych ferii u niego.
          • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 14:18
            A wg mnie to jest informowanie o realnych konsekwencjach.
            No żeż, co jest złego w odpowiedzialności za własne czyny i wybory? Z perspektywy wiem, że najgorszy wybór, o ile był moim własnym, boli mniej, niż wybór wmuszony we mnie przez innych.
            • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 14:22
              Mikams, nie utrzymujesz kontaktu z ojcem, prawda? Ja też nie, choć nigdy się z moją matką nie rozstał. Jeśli nasze matki kogoś tam sobie wybrały to jest to ich sprawa. Czy ja muszę się zgadzać z tym wyborem? Czy każdy mężczyzna każdej kobiecie musi pasować?
              Tak, chciałabym mieć dla córki ojca, który będzie ją traktował jak małą księżniczkę. Podejrzewam, że dla dziewczynki taki ojciec więcej jest wart niż najlepszy treser.
              i nie zwalam całej odpowiedzialności na córkę. Mam też swój udział. Odpowiadam za wybór go na ojca mojego dziecka. Nie widzę powodu, by musiała się męczyć z konsekwencjami mojego wyboru.
              • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 14:30
                po wielu latach mam bardzo sporadyczny kontakt z ojcem i uwazam, ze to wina rodzicow, ze sie w odpowiednim wieku nie postarali o lepszy uklad. Mowie o normalnych rodzicach, nie o patologii.
                Zarowno w moim jak i w przypadku twojego dziecka - wazne jest to, dlaczego dziecko sie meczy i co mozna zmienic. Bez robienia z niej ksiezniczki.
                Niewazne czy rodzice sa razem czy nie - to nie dzieci wybieraja rodzicow.
              • aqua48 Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 17:21
                danaide napisała:


                > Odpowiadam za wybór go na ojca mojego dziecka. Nie widzę powodu, by musiała się męczyć z konsekwencjami mojego wyboru.

                KAŻDE dziecko musi się borykać z konsekwencjami wyboru rodziców...i zazwyczaj KAŻDE w pewnym wieku uważa, że wyjątkowo źle trafiło...a zwłaszcza wtedy kiedy rodzice przedstawiają jakieś wymagania czy zasady. Wychowywanie księżniczki nijak się ma do normalnego życia, no chyba, że oczekujesz od ojca swego dziecka żeby coś TOBIE przez dziecko rekompensował, bo tak to wygląda..
                • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 17:45
                  Kiedy mówię księżniczka, chciałabym, aby się czuła jako człowiek i mała kobieta akceptowana. Nie chodzi o żadne wartości materialne. Jest to raczej moje wyobrażenie o ojcu, wyobrażenie dorosłej kobiety, która jako dziecko i dziewczyna byłam bita i poniżana, a jako dorosła akceptowana tylko za sukcesy. Jak widzę ojca, który moje dziecko tresuje, wymusza coś na nim, bo tak mu pasuje do jego francuskiej ramki, to jakoś mam słabą motywację by to wspierać.
                  • aqua48 Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 18:08
                    danaide napisała:

                    >moje wyobrażenie o ojcu, wyobrażenie dorosłej kobiety, która jako dziecko i dziewczyna by
                    > łam bita i poniżana, a jako dorosła akceptowana tylko za sukcesy. Jak widzę ojc
                    > a, który moje dziecko tresuje, wymusza coś na nim, bo tak mu pasuje do jego fra
                    > ncuskiej ramki, to jakoś mam słabą motywację by to wspierać.

                    No ale takiego ojca (z francuską ramką) jej zafundowałaś. Z tego co piszesz o odległe niebo lepszego niż Twój własny. I to jest jej dzieciństwo i jej ojciec, nie Twój. Dlatego powinnaś go wspierać w wychowywaniu córki. Zasady panujące u ojca nie poniżają jej, ani jej nie szkodzą. Mogą być niewygodne. Jak będzie nieco starsza i lepiej opanuje francuski to pewnie będzie mogła z ojcem sama je przedyskutować i poznać jego punkt widzenia. A babcię wyciągać na opowieści, rozmowy, czy wspólne spędzanie czasu. I to powinna być dla niej motywacja do opanowania języka. A dla Ciebie argument w rozmowach z córką.
                    • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 18:18
                      Sorry, pomyliłam się, byłam przed terapią, na którą zresztą uparcie mnie wysyłał twierdząc, żem wariatka i w ogóle byłam w przemocowym kociokwiku zafundowanym przez rodzinę i pracodawcę, Przepraszam, pomyłka!!!

                      Nie będę wspierać kogoś, kto poniża mnie podobnie jak mój ojciec. I żadne wbijanie mnie w poczucie winy nic tu nie da! Plan minimum napisałam. Albo rozsądny kompromis albo czekaj tatka latka. Czyli jak małej się zrobi tęskno.

                      Ha, czas na Skype. Na razie, bez odbioru!
                  • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 18:18
                    z jego punktu widzenia to pewnie ty jestes matka niewychowujaca, pozwalajaca na wszystko rozbestwionej ksiezniczce nieznajacej zadnych granic ani zasad.

                    • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 19:45
                      Owszem. I to boli. Bo u mnie też są ramy. Może inne, nie tak formalne, nie z gatunku: co ludzie powiedzą. Ale są.
            • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 14:25
              bo to nie jest temat, jaki 6letnie dziecko rozumie a konsekwencje moze rozumie za 30 lat jak bedzie miec wlasne dzieci.
              Nie ma wiec nic zlego w podejmowaniu decyzji i ponoszeniu konsekwencji, ale na miare wieku dziecka. Jest cale mnostwo sytuacji, gdzie rodzice podejmuja decyzje wbrew woli dziecka.
        • aqua48 Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 17:15
          danaide napisała:

          > Widzisz, tylko ja naprawdę nie wiem jak to rozwiązać, bo sytuacja zrobiła się z
          > lekka patowa. Kiedy tłumaczę jej, że może to grozić de facto utratą ojca, ona
          > jest za - jej nie zależy. Jej rodzina to mama, ona i kotka.

          Nie możesz obarczać na sześciolatki problemem utraty ojca jako konsekwencji jej odmowy. To nie jest problem dla dziecka nie ona ma o tym decydować, czy rozwiązywać, na litość!!
          • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 17:41
            Dla niej to nie jest problem. Dla niej to ulga. Jej rodzina to ja i kotka. Tak, czasem coś napisała lub narysowała z ojcem w tle, ale na zasadzie wyjątku od zasady. Teraz postawiła warunki. Z drugiej strony nie ma woli negocjacji czy kompromisu. Ja jestem od tłumaczenia maili, pakowania walizek i zawożenia na lotnisko. Jak się dogadają to spakuję i zawiozę, jak nie to nie. Nie utrudniam przecież.

            Jednej rzeczy nie rozumiem, poruszamy się w jakiejś triadzie, ojciec, matka, dzieci. I w jakich tradycyjnym rozumieniu pojęć. 'A tu wszystko stoi na głowie. Dziecko ma 9 miesięcy, a facet bez wyjaśnienia pakuje manatki i w dwie godziny go nie ma. Przez kolejne lata więcej do powiedzenia ma jego matka niż ktokolwiek inny. Czy ja mam dziecko z tą starszą panią? No mniejsza. Gość odpala tysiaka i wpadnie raz na kilka miesięcy patrzeć, czy się jego dobytek dobrze chowa. Dziecko kończy określony wiek, dobra, to teraz my tatuś pełną gębą i nasze zasady.

            Co ma dziecko z tego rozumieć? Ja sama nie rozumiem co jest podstawą takiego układu? Jedno oświadczenie woli w USC i jeden plemnik? Nie jesteśmy rodziną, nigdy nie będziemy. Ze wszystkimi problemami od lat jesteśmy same. Z radościami też. Czy jakieś więzy krwi i szczątkowe więzy prawne są podstawą wchodzenia w inny świat i akceptowania go per se? Co to jest za relikt?

            Ależ ja bardzo chętnie wezmę na siebie konsekwencje utraty kontaktu z ojcem. Tak jak biorę na siebie konsekwencje utraty kontaktu z dziadkiem - moim ojcem. Dlaczego mamy się całe życie godzić na to co nas niszczy, co nie jest dla nas dobre, co nas nie wzmacnia? W rodzinie trzeba być? W rodzinie dorośli nie muszą się starać? Jak dzieciom jest niefajnie to trudno, to jest ich rodzina, co z tego że czują się obce, to rodzina?
            • aqua48 Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 18:25
              danaide napisała:

              > Ależ ja bardzo chętnie wezmę na siebie konsekwencje utraty kontaktu z ojcem. Ta
              > k jak biorę na siebie konsekwencje utraty kontaktu z dziadkiem - moim ojcem. Dl
              > aczego mamy się całe życie godzić na to co nas niszczy, co nie jest dla nas dob
              > re, co nas nie wzmacnia? W rodzinie trzeba być? W rodzinie dorośli nie muszą si
              > ę starać? Jak dzieciom jest niefajnie to trudno, to jest ich rodzina, co z tego
              > że czują się obce, to rodzina?

              Jesteś taka pewna, że kontakt z ojcem twą córkę aż niszczy? Czy zasłania Ci widzenie problem TWOJEGO ojca i TWOJA z nim relacja? Bo to są dwie zupełnie różne sprawy. Problemy relacji Twojej córki z jej tatą nie są nie do rozwiązania, i nie wymagają zerwania więzi. Tak naprawdę i obiektywnie to w sumie drobiazgi, które w pełnej rodzinie regularnie pojawiają się również i są rozwiązywane na bieżąco albo rozchodzą się po kościach. Opisujesz jak zbrodnię, że ojciec doprowadził dwulatkę do łez, bo kazał jej przed tortem urodzinowym zjeść coś konkretniejszego. Wystarczyło w tej sytuacji utulić i wytłumaczyć córce, że ojciec chciał dobrze, bo zjedzenie dużej porcji słodyczy na pusty żołądek u niego powodowało zawsze torsje, a drugiej stronie konfliktu na boku, że to starodawny przesąd i że nie warto malucha doprowadzać do płaczu z tego powodu. A Waszemu dziecku nic złego od kawałka ciasta się nie stanie. Ja mojej Mamie jak moje dzieci były małe co chwila musiałam tłumaczyć, że jakieś opinie sprzed 30 lat są już przeżytkiem, a moim dzieciom rozmaite rzeczy nie szkodzą. Nie chciała źle dla dzieci, tylko powielała dawne przekonania jak zapewne i ojciec Twego dziecka.
              • pade Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 18:34
                Się podpiszę.
                I dodam jeszcze od siebie, że metoda 180 stopni jest kiepska w wychowywaniu dziecka. Tzn. zrobię dokładnie odwrotnie niż mój ojciec/matka. A Ty z tego co piszesz, taką metodę stosujesz. Nie tylko w wychowaniu zresztą. Przemyśl to sobie Danaide.
                • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 20:19
                  Tak, podobno. To już 180 stopni?
                  Nie mogę powiedzieć, że z pewnością wiem, na którym stopniu jestem i jaką metodę stosuję.
              • ana119 Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 19:08
                Również się podpiszę. To są prawie co dzień występujące drobiazgi przez które nikt nie zrywa wiezi w rodzinie
                • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 19:37
                  i ja sie podpisuje, to sa normalne codzienne drobiazgi, ktore sie omawia na biezaco albo olewa a nie zrywa wiezi.
                  • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 20:39
                    Te codzienne drobiazgi sygnalizuję od kilku lat.
                    Obu nam się ulało.
                    • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 21:17
                      wiele z tych drobiazgow nie jest wartych nawet sygnalizowania.
                      • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 21:22
                        A może jednak ja sama ocenię co warto jeśli chodzi o moje dziecko?
                        • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 21:34
                          no przeciez to ty i tak ocieniasz, ale zalozylas ten watek, wiec masz okazje sie dowiedziec jak to wyglada z boku.

                          Ludzie zyjacy razem nie szarpia sobie nerwow nawzajem drobiazgami i nie przeciagaja liny, ktory metoda jest lepsza jesli maja rozne podejscie do drobiazgow. Zamiast wkladac dziecko miedzy mlot a kowadlo trzeba mu wytlumaczyc te roznice miedzy rodzicami.

                          • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 22:20
                            Nie potrafię tego wytłumaczyć. Czym mam tłumaczyć zmuszanie dziecka do jedzenia spalonej parówki czy wymuszaniem mycia drażniącym środkiem? Różnicami kulturowymi? Problemem z ego? Brakiem wyobraźni? Zemstą na mamusi? Dbaniem o dobro dziecka przy wykorzystaniu jednego neuronu?

                            Ja nie potrafię takich rzeczy wytłumaczyć, ja potrafię tylko z tym walczyć;D
                            • pade Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 22:54
                              Daj córce mydło, które toleruje i dołącz zaświadczenie lekarskie, z pieczątką, że córka ma alergię na to, na to i na tamto oraz problemy żołądkowe i nie można jej zmuszać do jedzenia spalonych parówek.
                              • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 10.10.16, 06:13
                                Pade, ale to chyba nie jest normalne, że matka ojcu musi przedstawiać zaświadczenie lekarskie, żeby pozwolił myć się dziecku własnym, lepszym mydłem?
                                Ja rozumiem, że facet od zawsze jakieś tam mydło kupuje i jest na tyle leniwy czy bez wyobraźni, że nie chce mu się specjalnie dla córki biegać po sklepach i szukać czego innego. No są tacy ludzie, którzy uważają, że jak oni mają coś, to inni mogą też z tego korzystać bez problemu (i w tym momencie moja mamcia na przykład jest wielce zdziwiona, że gotuję dla kota, bo powinnam dawać resztki z mojego obiadu big_grin).
                                Ale normalny człowiek tym chętniej zaakceptuje kogoś, kto go wyręczył w robocie i kupił dziecku to, co trzeba, no i sam jeszcze zapłacił za to wink.
                                Z drugiej strony - ja bym dziecko od razu z mydłem posłała, ale u nas to wynika z konkretnego rodzaju kosmetyków, które moje dziecko powinno stosować.
                                • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 10.10.16, 12:02
                                  On to nawet mówił o jakimś Sanexie i jakimś pH. To nie jest tak, że to co zaoferował nie jest ok. Nie wiem czy dla dziecka czy dla dorosłej kobiety, ale mała nie chce.

                                  Ja trochę nie rozumiem. Rozumiem, codzienna mama wymagająca i niedzielny tatuś niewymagający. A tu mamy jakąś codzienną mamę w porywach bardzo średnio wymagającą i niedzielnego tatusia mega wymagającego. Podejrzewam, że tu jest problem. Nie wiem czemu on tyle wymaga, czemu tyle próbuje naprawić moich błędówwink Samemu sobie i swojej relacji z dzieckiem szkodzi. Chyba że rzeczywiście nie potrafi być innym rodzicem, a patrząc na rodzinę z jakiej wyszedł - szczególnie się nie dziwię.
                              • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 10.10.16, 11:44
                                No, ematki, dałyście do piecawink

                                Nie ukrywam, że kwestia tzw. zaświadczeń lekarskich, żeby wyprosić jakąś zmianę była już kiedyś na tapecie - mała miała problemy z uszami, próbowałam coś zdziałać dietą, ograniczyć też słodkie... bez zaświadczenia ani rusz. Odpuściłam.
                                • pade Re: ... a dziecko nie chce! 10.10.16, 12:09
                                  No to nie odpuszczaj. To są w sumie pierdoły, problem z mydłem czy parówką zniknie, pojawi się następny, zwłaszcza jak młoda zacznie dojrzewać.
                                  Ucz ją języka. Nie dla jej ojca.
                                  Dla niej.
                                  Żeby potrafiła ojcu grzecznie odmówic, wytłumaczyć sie czy zaproponowac kompromis. No i z dalszą rodziną lepiej się dogada.
                                  • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 10.10.16, 12:20
                                    Najgorsze jest to, że ona podstawowe sformułowania zna. Nauczyłam ją gdzie ją boli. Potrafi powiedzieć, że jedzenie jest dobre czy niedobre. Dobra, rozszerzę co nieco. Tyle, że jej się... trochę nie chce uczyćcrying Wzięłam kiedyś na tapetę bajeczkę o osiołku Trotro, z językowego punktu widzenia bardzo fajna, wiele przydatnych krótkich zdanek. Nie. Trotro jest nudny.

                                    W niej jest jakiś lęk, lęk przed sprzeciwieniem się. Przecież małe dziecko wiele nie umie, ale NIE umie. Ona umie więcej - a się coraz rzadziej sprzeciwia. On rzadko krzyczy, nie bije, ale podnosi palec, patrzy groźnie. Dla małej starczy.
                                    • pade Re: ... a dziecko nie chce! 10.10.16, 12:28
                                      I próbujesz tak pokierować ojcem młodej, żeby jak najrzadziej musiała się sprzeciwiać.
                                      On jest dla niej w sumie obcy, do tego dochodzi jego kultura, schemat jego rodziny. Twój ex się nie zmieni.
                                      Pozostaje Ci wzmocnić na tyle córę, żeby nie bała się sprzeciwiać. Aha, i naucz ją zdania: tato, boję się jak tak na mnie patrzysz.
                                    • pade Re: ... a dziecko nie chce! 10.10.16, 12:30
                                      Aha, jedzenie dobre czy niedobre to ocena. Różnie to może być odebrane.
                                      Lepiej ją naucz: nie mogę tego jeść bo mnie brzuszek boli. Albo, dziękuję, nie lubię .. wstaw dowolne...wolałabym zjeść...wstaw dowolne.
                                      • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 10.10.16, 22:04
                                        jedzenie dobre/niedobre to baaardzo subiektywna ocena... zalezy od dziecka, moje dziecko w wiekszosc przypadkow powie, ze jedzenie jest niedobre big_grin Dobra to jesz czekolada i lody, lepiej wiec nie pytac o zdanie co do jedzenia big_grin
                                        I szczerze mowiac, to ja sie nie przejmuje szczegolnie, ze dziecku sie wlasnie odwidzialo nie smakuje, a tydzien temu smakowalo itp.

                                        Co do bajek - musisz znalezc odpowiednia. jest swina pepa po francusku? Tam sa wlasnie takie rozne proste zdania z zycia codziennego. Choc nie wiem czy prawie 7latka da jeszcze rade to obejrzec. Bo wlasnie to jest to o czym pisalam wczesniej - jej rozwoj umyslowy jest dalej niz jezykowy i ja to ograniczenie zapewne irytuje w komunikacji.
                                        • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 11.10.16, 13:34
                                          O dobre/niedobre rozmawiać nie ma co, jak dziecko słabo się komunikuje, to dobre/niedobre znaczy wiele rzeczy. Tak jak gdy maluch mówi, że nie kocha mamywink Najważniejsze, żeby nie zmuszać do niedobrego.

                                          Peppa? To ten samo poziom co Trotro, a z dwojga złego wolę Trotro.
                                          Pytanie - czy muszę?
                                          • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 11.10.16, 13:37
                                            Może nie musisz, ale chyba powinnaś, żeby w kontakcie z rodziną ojca nie wpierano ciągle dziecku czegoś, czego nie akceptuje.
                                            • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 11.10.16, 14:02
                                              Ale to, że ona się tam nie buntuje nie wynika z braku umiejętności werbalnych, tak jak mówiłam, "nie" każdy niemowlak szybko opanuje. To jest problem z tym, że jej "nie" nie jest respektowane. Dziewczyny oburzają się kiedy mówię o traktowaniu dziewczynki przez ojca jak księżniczkę, ale ja nie wymagam od niego sadzania jej na tronie. Piszę, że nie akceptuję tego, że "nie" mojego dziecka nie jest respektowane - że w jakiś sposób się do tego nie odnosi. Tak, chciałabym żeby była akceptowana przez niego, albo raczej - żeby się tak czuła. Nie mam na to wpływu. Chciałabym, bo wiem jak brak akceptacji ze strony ojca niszczy.

                                              Jeśli Twoje "nie", małej kobiety, nic nie znaczy wobec ojca, co będzie znaczyło wobec kolejnych mężczyzn? Nic nie mówić? Na wszystko się godzić?
                                              • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 11.10.16, 14:17
                                                A nie sądzisz, że znajomość języka podniosłaby jej poziom asertywności i umożliwiła bardziej serdeczne więzi z innymi, sensownymi osobami? Nawet z tą nową panią i jej dziećmi. Toż to dziecko ma dodatkowy stres wynikający ze słabej komunikacji. Nauka języka to coś, co się nie zmarnuje, nawet jeśli ona już nigdy tam nie pojedzie.
                                                • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 11.10.16, 14:23
                                                  Ona mówi, że tata mówi, że dobrze sobie radzi z językiem (nie zdziwiłabym się, gdyby uważał, że to znaczy, że ona wszystko powinna rozumiećwink. Ja naprawdę nie wiem co ona wie/umie/rozumie.
                                                  • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 11.10.16, 15:01
                                                    Kotuś, tata uważa, że ona sobie dobrze radzi, bo nie musi dzięki temu wydawać kasy na zajęcia, nawet na te głupie kursy letnie po parę eurasów dziennie.
                                                    Tata mojej córki uważał, że ona genialnie radzi sobie w przedszkolu i jest niedocenianym geniuszkiem w szkole - młoda miała spore zaburzenia SI, m.in. nadwrażliwość dotykową, ha hałas, na bezpośredni kontakt fizyczny w kotłującej się grupie, była (jest?) z tzw, ryzyka dysleksji, czytać nauczyłam ją ja, tak jak się uczy dzieci dyslektyczne, a na pewno nie szkoła.
                                                    A generalnie chodziło o to, żeby nie zmieniać kiepskiego przedszkola za darmochę na szkołę prywatną big_grin - bo wiedział, że w tym momencie będę z nim rozmawiała o jakimś większym wkładzie z jego strony z uwagi na większe koszty.
                                                    To nie jest tak, że jak jesteś gdzieś ze 2 razy w roku w krótkim okresie czasu, to mówisz super komunikatywnie nawet na dziecięcym poziomie. To po prostu fajna baza, na której można coś budować - ale Ty nie chcesz i zastanawiam się, dlaczego.
                                                    I choćby dlatego wzięłabym się do jakiejś niespecjalnie obciążającej robótki na zlecenie, żeby dziecko mogło uczyć się tego języka, wreszcie, żeby mogło ze mną podróżować, nie z ojcem i poznawać np. kulturę krajów frankofońskich w nie obciążający, bardziej atrakcyjny sposób.
                                                  • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 11.10.16, 15:14
                                                    Nienawidzę uczyć. Zawsze świetnie się uczyłam - sama z siebie. A moja siostra źle. I miałam z nią odrabiać lekcje. Nawet jeśli ona była dla mnie nieprzyjemna. Dyktować jej wypracowania, przygotować do egzaminu z matematyki do liceum.
                                                    Chyba dlatego.
                                                    Gdyby moja córka chciała - no problem. Ale to trzpiot, żywy ogień, tysiące powodów, dla których nie zrobi tego czy tamtego. Czytywałyśmy elementarz Falskiego - no, jakoś szło. Ale lepiej zostawić jej fajne książki. Weźmie sobie ukochany Bestiariusz Słowiański i przepisze imiona bestii. Na zdrowie.
                                                  • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 11.10.16, 15:45
                                                    No to zarób, żeby ktoś ją uczył i ten ktoś będzie miał na to fajne sposoby. Rodzice z reguły nie są dobrymi nauczycielami dzieci. U nas w klasie jest rodzic - pan doktor informatyk. Od zerówki syn jest regularnie nauczany matmy ponad poziom, żeby brać udział w różnych konkursach itp. Nie przez niego, przychodzi młoda osoba, która umie pracować z dziećmi i ma kupę pomysłów-fajerwerków.
                                                  • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 11.10.16, 16:02
                                                    ok, dziewczynka probuje, wiec tata ja chwali. Niby co mialby jej powiedziec? Ze nic nie umie, nie radzi sobie i ma sie lepiej przykladac?

                                                    Jak rozmawiaja na skypie to nie slyszysz, zeby ocenic jej poziom i stopien dogadywania sie pomiedzy nimi?
                                                  • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 12:16
                                                    Pisałam już. Dla niego Skype często był jak TV. Patrzył i milczał. Albo zagadywał do niej, gdy miała 3 lata: Picasso, Picasso (bo pokazywała obrazki).
                                                    Na Skypie najchętniej wychodzę do innego pomieszczenia. Czasem córka przybiega by jakieś słowo jej przetłumaczyć.
                                                  • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 17:58
                                                    to nie wychodz tylko poprowadz rozmowe. mam tu doswiadczenie, bo mamy babcie na skypie i tez nie zawsze sie rozmowa klei z dzieckiem i czasem trzeba umiejetnie poprowadzic, podrzucic tematy, zadac pytanie. Tak, wiem, nie musisz.
                                                  • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 19:55
                                                    Znaczy co: wywiad z dzieckiem dla oglądającego Skype TV ojca?
                                                    big_grin big_grin big_grin
                                                    Moje poświęcenie ma swoje granice.
                                                  • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 13.10.16, 00:09
                                                    ??? serio nie wiem o czym piszesz jesli to mialo byc do mnie.
                                              • aqua48 Re: ... a dziecko nie chce! 11.10.16, 15:47
                                                danaide napisała:

                                                > Ale to, że ona się tam nie buntuje nie wynika z braku umiejętności werbalnych,
                                                > To jest problem z tym, że jej "nie" nie jest respektowane.

                                                Ale może nie jest respektowane właśnie dlatego, że mała nie potrafi go uzasadnić po francusku, albo wręcz namówić macochę lub babcię aby tam na miejscu stanęły po jej stronie i ją wsparły - vide problem nieodpowiedniego szczypiącego mydła, a zaraz będzie problem w ogóle obecności ojca w łazience podczas jej mycia.


                                                > Tak, chciałabym żeby była akceptowana przez niego, albo raczej - żeby się tak czuła. Nie mam na to wpływu. Chciałabym, bo wiem jak brak akceptacji ze strony ojca niszczy.

                                                No i znowu przelewasz swoje doświadczenia na życie córki
                                                >
                                                > Jeśli Twoje "nie", małej kobiety, nic nie znaczy wobec ojca, co będzie znaczyło
                                                > wobec kolejnych mężczyzn? Nic nie mówić? Na wszystko się godzić?

                                                Uczyć jak ma się porozumiewać, czym argumentować i mówić to NIE skutecznie oraz walczyć o bycie wysłuchaną. A nie mówić nie za nią czy w jej imieniu.
                                                • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 11.10.16, 15:58
                                                  Dokładnie o tym samym pomyślałam i wcześniej napisałam. Jak ojciec twardogłowy, to trzeba mieć w otoczeniu inne, bardziej ciepłe i elastyczne osoby. Czyli np. next. A rozmowa z babcią na zaawansowanym poziomie komunikacji też nie zawadzi.
                                          • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 11.10.16, 15:58
                                            nie no, oczywiscie, ze nie musisz puszczac dziecku bajek po francusku, nic nie musisz w zasadzie. Mozesz jednak dziecku pomoc.
                                            Myslalam, ze ten watek powstal po to, zeby przedyskutowac, jak rozwiazac problem, jak pomoc dziecku.
                                            • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 12:09
                                              Ależ puszczałam, jak była mała. Ale woli te po polsku. Dziwisz się?
                                              No i jak puszczałam maluchowi bajkę, to tez po to żeby móc w wannie zebrać myśli, a nie po to by stała obok, bo bajka nudna.

                                              Proponowałam na fali wątku puszczanie Disney'a po francusku. Zna niektóre tak dobrze, że może nie zauważy różnicysmile
                                    • ichi51e Re: ... a dziecko nie chce! 10.10.16, 12:37
                                      m.youtube.com/watch?v=B1W0o5vvVyw
                                      wink
              • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 20:03
                Jeśli przyłożysz ten wywód, który dotyczy relacji rodzinnych jako takich, do konkretnego przypadku mojej córki to rzeczywiście wyjdzie Ci z nadmiarem.

                Nie. Jej nie niszczy, dla niej jest co najwyżej upierdliwy, niewygodny, niekomfortowy, zbędny. Prędzej niszczy mnie, bo nie dość, że ktoś mnie zawiódł to jeszcze pozwala sobie na przykre uwagi pod moim adresem, krytykę, przytyki, pomówienia, groźby. Niemniej nie uważam, że wymaga to zerwania więzi z ojcem. Czyż on sam nie napisał w ostatnim mejlu, że "jeśli nie przyjedzie w te Święta, to nie będzie chciała nigdy"? Ja nie piszę o zrywaniu. Ja piszę o nieprzyjeżdżaniu dopóki sytuacja się nie wyklaruje. Piszę o twardych negocjacjach i konieczności kompromisu z jego strony. Bo tak, to są drobiazgi - więc niech, jako starszy, będzie mądrzejszy i choć trochę ustąpi dziecku, które zdobywa się naprawdę na wielki wysiłek. Samiuteńkie (co tam stewardessy z czekoladkami) leci na drugi Europy do obcych ludzi...crying (ironia!!!).

                Co nie zmienia faktu, że opinię na temat instytucji rodziny mam jaką mam - nienajlepszą. To prawda, na własnym przykładzie.

                Historii z tortem nie opisuję jak zbrodni. Opisuję jak opisuję. Jest to frustrujące, a zbrodnie przecież nie są frustrujące, tylko o wiele gorsze. Kajzerka - coś konkretniejszego? Taaa, to dobre określenie, taki miły eufemizm. Co zmieni biała kajzerka? NIC. Jak wszama jedną trzecią tortu to nawet po najlepszej zupie brzuch będzie ją tak samo bolał (i bolałwink Ale tort pyszny był!). Miał się z dzieckiem pobawić, a nie męczyć ją bułką (którą notabene mała upchnęła w końcu gdzieś w koszu na śmieci). Nie tłumaczę głupich działań. Jakbym umiała świecić oczami za facetów to i męża bym miała i może jaką pracę. Jakoś... nie umiem;D
            • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 18:27
              ale z tego co rozumiem ojciec dziecka nie narzuca ci zasad jakie panuja w twoim domu. On ma swoje zasady w swoim domu, odmienne od twoich. Ma tez swoje mydlo, jak juz drazymy ten temat wink I zapewne jest mamisynkiem, to tez nie takie rzadkie w dzisiejszych czasach.

              W waszym przypadku nie widze powodow zrywania kontaktow. Ojciec jednak sie interesuje, zaprasza do siebie na wakacje. On nie olewa dziecka. Moze sie nieudolnie zajmuje dzieckiem a jego matka to widzac leci z odsiecza. Ale im dziecko bedzie starsze tym bedzie mniej zgrzytow, bo to juz nie maluszek specjalnej troski a duza komunikatywna dziewczynka.
              I naprawde nie musicie ty i on miec takich samych zasad panujacych w roznych domach.
              • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 20:07
                Ja nie zrywam, na Boga!
                Ja nie wysyłam dziecka na Święta!
                (I to będzie też dobra nauczka dla niego i może lekcja kompromisu)
                I negocjuję z małą tydzień ferii (dwa wykluczyła w przedbiegach).

                Tak się zastanawiam czy moja córka nie wyrasta na niezłą manipulatorkę, ale w sumie to mnie cieszy, bo ja jestem zbyt transparentna i ludzie to wykorzystywali. Może się przy niej powoli wyrabiam?
            • berdebul Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 19:23
              Nie weźmiesz na siebie konsekwencji, bo tak naprawdę nie wysyłając teraz do ojca i nie dbając o więź odcinasz ją od połowy rodziny. Znasz francuski? Masz możliwość zapisania córki na kurs? Jeżeli podszkoli język (a wyjazdy i kontakt z dziećmi nowej partnerki w tym mogą pomóc), to będzie sama negocjować ze swoim ojcem.
              "Godzić się na to co nas niszczy" brzmi bardzo dramacznie w odniesieniu do krewetek, tabletu, mydła i chodzenia wczesniej spać.
              • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 20:34
                I to tej większej połowy!

                Pisałam - nie odcinamy. Po prostu mała nie pojedzie na Święta, a tatuś ma przemyśleć swoje ramki. To nazywasz zerwaniem więzi?

                Tak, znam francuski.
                Nie, nie uczę dziecka języka.
                Przez dwa lata po rozstaniu nie bardzo miałam siłę mówić, nawet po polsku.
                Później kilka razy próbowałam.
                Coś mnie blokujewink
                Ojciec córki też się tego spodziewał - że odwalę za niego całą robotę, łącznie z nauką języka francuskiego.
                Nie.

                Nie chcę, żeby moje dziecko bało się wyrażać własne zdanie, sprzeciwić, walczyć o siebie. A już ma to miejsce.
                • berdebul Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 20:45
                  Nie dajesz jej narzędzi, bo jeżeli mówi po francusku słabiej niż po polsku to wielu rzeczy nie powie. I nie ma jak powiedzieć, że nie będzie się myła mydłem, bo nie lubi/piecze, a w ogóle tatuś odpimpaj się i daj mi się umyć w spokoju. Ustawiasz się w opozycji do ojca dziecka, zamiast dać dziecku narzędzia do budowania relacji (język). Potraktuj to jako inwestycję w przyszłość, znajomość języka obcego to zawsze plus.

                  Święta z rodziną, z własnym ojcem to aż taka trauma, że musisz ją chronić?
                  • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 20:52
                    Nauka języka to chyba praca.
                    Wg jej ojca, ja nie pracuję.
                    • ichi51e Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 21:03
                      Niech zasponsoruje korepetytora koniecznie umiesc te pozycje w swoim mailu.
                      "Dla korzysci was obojga uwazam ze powinna miec nauczyciela francuskiego regularnie cena taka i taka. Do tego godziny z nativem (najlepiej dziecmi w jej wieku)
                      • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 21:13
                        Ale ja już kiedyś podniosłam sprawę nauki francuskiego. I nie będę do tego wracać. Jeśli o cokolwiek wniosę dodatkowo (np. meble dla małej gdy szła do szkoły) to słyszę: "Jak nie masz pieniędzy to idź do pracy."
                        Co do dzieci w jej wieku - teraz ma patchworkowe rodzeństwo - 3 i 6 lat więc idealnie. Prosiłam w zeszłe lato, by zapisali ją na letnią szkołę z lokalnymi dziećmi (koszt dzienny: parę euro, bo impreza dofinansowywana). Też nie.
                        • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 22:17
                          kiedys... kiedys dziecko bylo male i z lekcji by malo skorzystalo, teraz, jak dziecko juz cos podlapalo jezyka, korzysci by byly ogromne.

                        • ichi51e Re: ... a dziecko nie chce! 10.10.16, 08:13
                          moze ma aspergera taki nieelastyczny ze az boli sad mydlo bym naprawde wyslala w prezencie nexi (naprawde w wielu krajach tego cudownego produktu nie znaja! z komentarzem ze ph i kwasowosc i ze nie szczypie. Lekcje francuskiego naprwde sa w jego interesie - co za debil ze nie rozumie ze masa rodzicow nie jest najlepszym nauczycielem dla dziecka (a niestety mysle ze wlasnie brak jezyka jest tu faktycznie osia problemu dziecko sie dogadac nie moze wiec jak ma rozumiec co sie w okolo dzieje?) skad ty masz wiedziec jak uczyc dziecko jezyka? rece tu faktycznie opadaja.
                      • beverly1985 Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 22:09
                        Przeciez juz daje 1000 zl, plus zasilki, plus dojazdy/doloty. Jeszcze ma wiecej placic? Autorka w ogole nie pracuje...
                    • berdebul Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 22:15
                      Jeżeli znasz język, to mówienie raz w tym, raz w tym to nie jest praca. Nie musisz prowadzić lektoratu, rozpisywać jej odmian. Ostatecznie naucz ją kilku zdań - zostaw mnie proszę w łazience bo się wstydzę, dziękuję już się najadłam/niedobrze mi, zaraz zwymiotuję.
                      Rodzenstwo to językowy plus, tym bardziej nie odcinałabym dziecka. Nie możecie spędzić świąt razem? Z pachworkowym rodzeństwem, next (która z opisów wydaje się normalna), nawet na jakimś neutralnym gruncie?
                    • pade Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 22:59
                      danaide napisała:

                      > Nauka języka to chyba praca.
                      > Wg jej ojca, ja nie pracuję.

                      A komu na złość robisz jak nie córce?
                      Jak ma wyrażać własne zdanie skoro nie potrafi go powiedzieć w takim języku, żeby być zrozumiana?
                      Wiesz, w pewnych kwestach masz rację, w innych Cię ponosi. Musisz nauczyć się to rozróżniać, właśnie dla dobra córki. A dla własnego dobra zajmij czymś głowę przez kilka godzin dziennie. Czymś innym niż dobro córki.
                  • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 10.10.16, 06:17
                    Jeżeli widuje się tego ojca sporadycznie, a rodzinę ledwo pamięta - to tak, święta z niemal obcymi ludźmi będą jak trauma dla małego dziecka. Przy takiej sytuacji, która jest tutaj, rozpoczynanie przyjazdów od BN w tym roku to nie jest dobry pomysł, zwłaszcza, że niedługo potem ferie zimowe. Jeśli zaczynać wytwarzanie tej więzi, to na pewno nie takimi drastycznymi metodami - czyli zdecydowanie prędzej ferie niż święto, które w Polsce ma bardzo szczególny wymiar.
                    • sasanka4321 Re: ... a dziecko nie chce! 10.10.16, 08:00
                      Zadne dziecko Swiat nie odczuwa tak, jak dorosly. To jest mily czas, cos jak urodziny, tylko jeszcze milszy, bo dostaje sie prezenty i jest fajna choinka a nie "czas, ktory nalezy koniecznie spedzic z najblizsza rodzina, bo w przeciwnym razie cos jest nie tak i olaboga". Dla dziecka to w zasadzie lepiej, kiedy taki fajny czas spedzi u ojca, niz taki zwykly, bez prezentow i choinki. Dla matki tego dziecka bedzie to problem i to jest zrozumiale, ale nie dla dziecka - dziecko poprostu dostanie czas u ojca z wartoscia dodana i tyle. I ta trauma z powodu wyjazdu do ojca, bo wiez jest slabsza niz z matka... Dziecko spotyka sie z ojcem kilka razy w roku osobiscie, conajmniej na kilka dni, i co tydzien, regularnie, ma z nim kontakt na skype. Coz, z dziadkami dzieci maja najczesciej sporo rzadszy kontakt, wystarczy, ze ci mieszkaja w miescie oddalonym o kilkaset kilometrow. Raczej nieczesto sie zdarza babcia, ktora, poza osobistymi spotkaniami, co tydzien siedzi na skypie z wnuczkiem - a chyba nie znam zadnej rodziny, w ktorej wyjazd pierwszoklasisty do babci i dziadka traktowany bylby jako trauma. Pomijam rodziny patologiczne albo jakies powazne zaburzenia u dzieci. Wiez miedzy wnukiem a dziadkami zazwyczaj istnieje a przyjazd wnuka do dziadkow ja tylko poglebia. Tak samo to widze u autorki - wiez miedzy dzieckiem i ojcem istnieje i po to sa te wyjazdy, zeby ja poglebiac.
                      • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 10.10.16, 12:09
                        Też myślę, że więź jest - czasem jak przychodził w Polsce widać było, że mała się cieszy i bezproblemowo idzie. Ale po tym ostatnim wyjeździe... Zastanawiam się na ile rolę gra patchwork, w jakim mała wylądowała dopiero w te wakacje. Myśmy nie były uprzedzone! Szykowałyśmy się na domek babci, ogródek, kotka i pieska. Jej ojciec jest wtedy trochę ojcem, a trochę synem. Tu robił za... głowę rodziny? Kobita od roboty, on od telewizora i dzieci ustawiania. Wszystkie atrakcje razem i uwzględniające zapewne także gusta i potrzeby tamtych dzieci - a moja przecież to jedynaczkawink Nie mogę rozkminić.
                        • ana119 Re: ... a dziecko nie chce! 10.10.16, 13:52
                          Nie mów za córkę "szykowalysmy" dziecko to byt odrębny. Jeśli chcesz separacji to nie używaj tej formy. Poczytaj jak to szkodzi dziecku w podejmowaniu wyborów
                          Druga sprawa na którą zwracam uwagę to to że córka mówi o rodzinie: ja mama i kot. To też świadczy ze czuje się za ciebie odpowiedzialna. To nie jej rola. Ona jest córką. Może ktoś inny to tutaj rozwinie o konsekwencjach
                • kaz_nodzieja Re: ... a dziecko nie chce! 10.10.16, 08:52
                  Długo się znaliście przed poczęciem dziecka? Bo coś mi się wydaje, że jak większość tego typu pechów w życiu kobiety raczej dość krótko.
                  • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 10.10.16, 12:15
                    Kaz, weź ty mnie powiedz jak chłop babie - jak można poznać mężczyznę, mieszkając razem w kraju, w którym NIE MA pubu na każdym rogu i Żabki na co drugiej ulicy?

                    Ale fakt, jak się zalogowałam na życie rodzinne, jakieś dwa lata po naszym rozstaniu i zaczęłam czytać pierwszy wątek zaliczyłam opad szczęki. To był wątek o finansach w związkuwink Robiłam wszystko na opak - grzecznie płaciłam i bardzo sporadycznie się domagałam. A on chwalił się potem w Belgii, że Polska tania i można zaoszczędzić...big_grin
    • eliszka25 Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 10:35
      po pierwsze, nie przesadzajmy z tym straszliwym stresem podczas lotu. Dzieci odbierają świat inaczej i dla tych, które znam, z moimi włącznie, lot samolotem, to wielka przygoda. Samodzielny lot, to tym bardziej przygoda, która można sie chwalić i jest sie z niej dumnym. Oczywiście zdarzają sie dzieci wrażliwe, ale o ile dobrze zrozumiałam, dla córeczki autorki wątku sam lot tez nie jest jakimś wielkim problemem. Na świecie to jest całkiem popularna forma podróżowania dzieci i taki maluch ma przydzielona konkretna osobę do opieki, a sama opieka jest zapewniona od momentu przekazania na jednym lotnisku do momentu odebrania na docelowym. Dziecko nigdzie nie jest zostawiane samo sobie. Syn męża tak do nas latał, wiec wiem, jak to wyglada.

      glownym problemem jest brak relacji z ojcem. Jako osoba z drugiej strony "barykady" (przylatywał do nas syn męża) powiem, ze to jest duży problem i jesli dziecko więzi z ojcem nie czuje, to takie wakacje nie sa fajne. U nas sytuacja była nieco inna, bo syn męża był kilkulatkiem, gdy jego rodzice sie rozstali, a maż zawsze miał z nim dobry kontakt, ale póki był mały, to tata jeździł do niego. Pierwszy raz przyleciał do nas w wieku 8 lat na ferie, bo chciał na narty. Wtedy przyleciał z dziadkiem i co ważne, to on powiedział, ze tym razem woli przyjechać do taty. Od tamtej pory bywa u nas regularnie, ale sam leciał pierwszy raz w wieku 10 lat. To on zdecydował, ze chce widywać sie z tata jeszcze cześciej. Maż jeździł do niego zwykle 4 razy w roku, ale nasze wakacje i polskie cześciowo sie rozmijają, wiec dzięki temu, ze on tez przyjeżdża do nas, może spędzić z ojcem dużo więcej czasu. Oczywiście wszystkie koszty pokrywamy my.

      Znam sytuacje od drugiej strony i rozumiem twoje obawy. Jako matka nie posłałbym dziecka do ojca na sile, jesli dziecko nie chce. I jeszcze jedno - syn męża jest juz dorosły, ale do tej pory na święta to my jeździmy do polski, bo nawet teraz konieczność wybierania czy podzieli sie opłatkiem z mama czy tata jest dla młodego ogromnym stresem.
      • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 11:30
        Cieszę się, że Ty i Twój mąż stanęliście na wysokości zadaniawink
        • eliszka25 Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 23:21
          Nie zrozum tego zle, nie chodziło mi o to, żeby sie pochwalić. Chciałam tylko pokazać, ze to może całkiem niezle działać, ale pod warunkiem, ze najpierw jest wiez miedzy ojcem i dzieckiem i dopiero potem powoli wakacje u taty. Zwłaszcza, jesli sa to takie odległości i nie ma mowy o odwiezieniu, gdy maluch popłacze sie z tęsknoty w środku nocy. Twoja córeczka jest jeszcze mała, do tej pory jesteście głownie we dwie i naprawdę nie dziwie sie jej, ze buntuje sie, gdy nagle musi pojechać na 2 tygodnie czy dłużej do ojca, którego prawie nie zna. Moj mlodszak właśnie skończył 7 lat, ale jestem pewna, ze byłby ogromny bunt i płacz w analogicznej sytuacji. Zwłaszcza, ze z twojego opisu wynika, iż tatuś nagle zapragnął córkę wychowac niemalże po żołniersku. Naprawdę absolutnie mnie ten bunt nie dziwi.
          • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 10.10.16, 06:28
            Ale jesteś tu w mniejszości wink.
            Pomimo, że jako jedna z nielicznych tak naprawdę możesz napisać coś o tym, jak tego typu sytuacja wygląda w praktyce.
            • ichi51e Re: ... a dziecko nie chce! 10.10.16, 08:04
              nie jest. Glownie ty sie produkujesz i nie dziwne ze wspierasz autorke - sama uwazasz ze wykopanie ojca to najlepsze wyjscie i na pewno masz to rozkminione sto razy bo u siebie to przetrenowalas. Tyle ze wasze sytuacje sa inne.
              • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 10.10.16, 13:01
                No jest. Nie ma tu nadmiernej podaży macoch wink. Zwłaszcza tych główkujących, żeby dziecko z eks zintegrowało się z nową rodzinką. Kotradycja, vaikiria - ok. Fajne, rozsądne kobiety. Ale tu nie ma czynnika zamieszkania w innych krajach.
          • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 10.10.16, 11:53
            Zanim mała pojechała tam, były testy na miejscu. Gdy miała chyba 2,5 roku została pierwszy raz na noc - ja tu kawa na mieście i podobne atrakcje - a tu dziecko z powrotem. Przy kolejnych wizytach, kolejne próby. Jedna noc. Dwie, co drugą. Dwie pod rząd. Całe 4 noce.

            Jest tęsknota. Mała zawsze płacze jak tylko zobaczy mnie na Skypie i jak się kończy Skype. Ponieważ płacze - dla jej dobra ojciec decyduje, że kolejny Skype należy się jej za tydzień. Powiedziała mi, że płacze też sobie cichutko, żeby jej nie słyszeli, każdej nocy przed zaśnięciem. W domu przed snem często ją łaskoczę&miziam. Ojciec, poinstruowany też - minutkę i ucieka przed telewizor. Mała negocjuje, ale bezskutecznie.
            • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 10.10.16, 18:22
              Zaraz Ci napiszą, że to jest zupełnie normalne, że DZIECKO NIE MOŻE SIĘ SKONTAKTOWAĆ Z TOBĄ PRZEZ TYDZIEŃ.
              K..wa, ja odpadam z tego wątku. Za dużo nerwów mnie on kosztuje i za dużo widzę tu wmawiania Tobie, że tylko Ty robisz źle.
              Jakby moje dziecko miało kontakt ze mną uniemożliwiony przez cały tydzień albo więcej, to chyba bym wsiadła w autobus i pojechała tam, przekonana, że coś złego jest przede mną ukrywane. To podłość i faszyzm. Jak można zrobić coś takiego dziecku??????
              • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 10.10.16, 20:17
                Nie, tu chyba nie ma takich desperatekwink
                Nie odpadaj, nie jest źle.
                Jak kicia?
                • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 11.10.16, 13:23
                  Kicia ma się dobrze. Wczoraj mnie potężnie uje... Eeee udrapała w łydkę big_grin. Zaczyna z lekka rozrabiać, co jest oznaką zdrowia jak sądzę.
              • berdebul Re: ... a dziecko nie chce! 11.10.16, 13:46
                Bo źle robi. Dziecko może mieć różne rytuały zasypiania, tata nie musi łaskotać i miziać żeby być dobrym ojcem. I wiedząc, że ojciec nie zamierza mieszkać blisko, należy dziecko przygotować na wyjazdy - telefon, przytulanka pachnąca domem (i na przykład perfumami mamy), wisiorek ze zdjęciem z mamą, a w walizce to nieszczęsne mydło.
                Jeżeli po Skypie z mamą dzieciak pół nocy wyje, a bez skypa jest ok, bawi się z pachworkowym rodzeństwem i rozmawia z babcią, to jesteś pewna że lepiej codziennie fundować mu przypominajkę i tęsknotę? Właśnie z tego powodu na wielu obozach i koloniach nie ma dostępu do komórek, bo za chwile cały obóz smarcze za mamą.
                • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 11.10.16, 13:57
                  Jasne. Tym bardziej, że oficjalny dyskurs jest taki, że łzy są be.
                  Nie wiem co jest lepsze. Jak się nie spróbuje obu to nie da się porównać w ciemno, tak myślę (trawa zawsze jest zieleńsza po drugiej stronie itp.).
            • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 11.10.16, 11:53
              to jest wlasnie to o czym pisze - ty ja laskoczesz przed snem 6 minut, wiec tatus tez musi. Dokladnie tak samo. Bo ani ty ani corka (dzieki tobie) nie wyobrazacie sobie inaczej. A tatus zeby na glowie stanal to i tak bedzie laskotal za krotko albo inaczej niz mama. On w ogole nie powinien powielac tego co ty robisz, bo i tak zawsze to zrobi nieudolnie (czyli inaczej).
              Ale rozumiem twoje niezadowolenie - dziecko nie powinno plakac i miec odciety kontakt z matka. Tylko z tego cichego plakania nic nie wynika. Oni na miejscu powini wypracowac sobie swoj rytual, ale tu szwankuje wlasnie komunikacja. Tatus jest niedomyslny a corka nic nie powie. A ty w imieniu corki narzucasz mu konkretne twoje metody, ktore w jego wykonaniu sa nieskuteczne.
              • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 11.10.16, 13:53
                Nie musi. Niech wymyśli swoje metody. Ja mu podpowiadam moje, ale wybór należy do niego. Jeśli wyborem ojca jest telewizor to ja nie mam więcej pytań. Wczoraj przed zaśnięciem bawiłam się z moją córką, że obłazi ją szarańcza, pająki, węże, komary, pasikoniki... Była zachwycona. Ktoś mu broni? Sky is the limit!

                Wybacz, ale jak się rozwija komunikacja i bliskość między niemowlakiem a rodzicem? Po tym jak niemowlak opanuje małego larousse'a niemowlaków i zda jakiegoś niemowlęcego DELFa, czy jak?

                Do wytworzenia bliskości w ogóle nie trzeba słów. Trzeba tylko chcieć tej bliskości, umieć się na nią odważyć i otworzyć. Jak ludzie mają deficyty emocjonalne to i 100 języków im nie pomoże.
                • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 11.10.16, 16:10
                  pewnie, ze ludzie maja rozne deficyty i zostaja rodzicami i nawet udaje sie im je sensownie wychowac. Nie znam rodzicow idealnych.

                  Pomysl jednak, ze jakby tatus ja nastraszyl pajakami przed snem, to dopiero bylby dramat wink
                • berdebul Re: ... a dziecko nie chce! 11.10.16, 19:11
                  On ma swoje metody, pochodzące z jego kultury. On jako dziecko nie był łaskotany, tylko miał iść spać, jak pewnie spora część ludzi wychowanych w tamtej kulturze. Zamiast robić dżihad i ustawiać dziecko że jej rodzina to kotek i mama, zastanów się jak im pomóc zbudować więź. Miej w pamięci, że ojciec to tak samo bliska rodzina jak matka, jeżeli coś Ci się stanie to córka nie trafi pod opiekę Waszego kota, tylko ojca.
                  • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 09:48
                    Nie ustawiam dziecka. Nie rysuję za nią rysunków.
                    Nie można mieć ciastka i zjeść ciastka - zwinąć się i być częścią.

                    Bliska - z prawnego punktu widzenia - owszem.
                    Ja za niego nie stworzę bliskości między nimi.
      • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 15:12
        dokladnie, tez wyzej pisalam, ze dzieci, ktore znam, ktore lecialy bez rodzicow sa bardzo dumne z tego faktu.
        Jakis czas temu tez mialam okazje obserwowac mame z chlopcem i byly tez dzieci lecace bez rodzicow. I ta mama tlumaczyla chlopcu, ze nastepnym razem tez tak poleci. Obserwowali te dzieci, tlumaczyla mu co bedzie mial, jak to wyglada, jak dziecko chcialo do toalety to stewardessa z nim poszla itd. Dobry sposob na przygotowanie dziecka na samodzielny lot.

        My za to kiedys w ramach roznych terminow i zawirowan zrobilismy rodzinna wigilie tydzien wczesniej big_grin Ale dziecko bylo jeszcze na tyle male, ze sie w datach nie orientowalo big_grin
    • anorektycznazdzira Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 11:08
      Zdaje mi się, że dziecko nie musi w tym sensie, że top nie jest obowiązek dziecka wyprawić się do innego kraju samolotem, bo ojciec chce się spotkać.
      Ojciec musi mieć możliwość spotkać się z dzieckiem, i tyle. Niech mnie ematki biegłe w prawie skorygują, kontakty nie muszą polegać na tym, że dziecko jedzie i to jeszcze samo. Nie wysłałabym córki 6-letniej samej (tak, wiem, z obsługą- czyli samej) samolotem do innego kraju, czy gdzie on tam mieszka. I tak jesteś dzielna i pełna dobrych chęci.
      Ojcu wygodnie, tanio i łatwiej, więc będzie napierał, ale dziecka zmuszać nie można.
      Co on mówi na info, że ona nie chce? Wie już?
      • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 11:29
        Owszem, wie. Ten list jest kolejnym w tej sprawie. Najpierw jakieś straszenie sądami, teraz zmiana taktyki i wysłał nam marchewkę.
        • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 12:19
          Bo trochę racji to on i ma w tym mailu, ale po pierwsze - jak to wcześniej napisałam i podtrzymuję - Twoja córka jest jeszcze bardzo mała na takie odległe wypady do dalekiej w sumie rodziny (dalekiej w sumie słabych więzi). Eliszka bardzo fajnie napisała, jak to u nich wyglądało, goszczenie i opieka nad synem męża, stopniowo, komfortowo dla dziecka. Po drugie - nie może być tak, że ty się będziesz gimnastykować i wpierać dziecku, jak to tam fajnie, czyli że czarne nie jest czarne, a białe nie jest białe, parafrazując prezesa wink. A tymczasem będzie jak będzie, czyli wszystko na komendę bez uwzględnienia jakichkolwiek potrzeb i zainteresowań dziecka. Można być zasadniczym, wymagać jakiegoś tam rozkładu dnia, chodzenia wcześnie spać, ale rozumieć, że dziecko to dziecko i chce się też pobawić czy coś fajnego dla siebie zobaczyć. Dla siebie fajnego, a nie wyłącznie dla dorosłych.
          Może spróbuj to wszystko spisać w jakimś porządku, i Twoje spostrzeżenia i jakieś sensowne rady forumowe z tego wątku, jak to powinno wyglądać, i wyślij mu ostatecznego maila. Jak wy się w ogóle komunikujecie? Piszecie po francusku? Radzisz sobie z tym? Może Ci to bym przetłumaczyła, tak wiesz ą ę przez bibułkę, ze wszystkimi subjonctivami i veuillez accepter itp. sratatata - jeśli potrzebujesz big_grin.
          • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 12:49
            Lokitty, dziękuję bardzo. Radzić, sobie radzę, choć wiem, że moja pisanina bynajmniej nie przypomina not dyplomatycznych, końcówką tą i ową też nie zawracam sobie głowy, istota i sens zachowanewink Po jego propozycji wysłania małej na Święta i mojej rozmowie z małą (zdecydowane NIET) uzgodniłyśmy i wysłałyśmy listę jej warunków. Odpowiedź: grożenie sądem i wstrzymaniem alimentów. Potwierdziłam: proszę bardzo, RODK czeka. Teraz to. Część z nich możemy negocjować (np. zwrot tabletu - ja się nie upieramwink). Ale jak negocjacje to negocjacje. Każda strona musi zrobić jakiś krok. A nie, że nasze warunki do kosza, a my mamy zrozumieć jakie to istotne są te więzi rodzinne.
            • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 12:56
              Czekaj na następny ruch wink. Obstawiam, że teraz będzie nękanie mailowo-telefoniczne lub przez Skype. Sądzę, że dość szybko pojawią się obietnice. BTW zabieranie małego dziecka od matki na Boże Narodzenie do ludzi, z którymi ono nie ma więzi, to cios poniżej pasa. A Tobie powtórzę jeszcze raz - rozglądaj się za robotą, bo alimentów może nie odetnie, ale może złośliwie opóźniać. A nawet komornik wstrzymuje egzekucję, jak ktoś spłaca długi w ratach. I to nie muszą być duże raty.
              • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 13:27
                Telefonicznie? Żartujesz? Za drogo!
                Przeczytam na spokojnie cały wątek i wysmażę koncyliacyjny tekst, z podkreśleniem niezbędności kompromisu i powtórzeniem nienegocjowalnych warunków. Na razie sprawdzę konto przed dzisiejszą sesją Skypewink

                Z pracą jak raz naprawdę mi nie po drodze. Latem rozwaliłam ścięgno, teraz jestem w trakcie rehabilitacji. Nie ukrywam, przynajmniej po raz pierwszy w życiu nie mam wyrzutów sumienia z powodu niepracowania!
                • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 13:56
                  A jakoś dorabiać w domu możesz? Tu nie idzie o kult pracy, ale o to, że realnie możesz mieć opóźnione lub zmniejszone wpływy na konto i co wtedy? Masz chociaż zasądzone t alimenty czy to tak na piękne oczy?
                  • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 14:13
                    Zasądzone. Tak naprawdę boję się pisać tu o swojej sytuacji finansowo-zawodowej, bo wiem, jakie jest podejście ematek. Ale naprawdę, daję radę, dziękuję za troskę kiss
    • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 18:12
      No dobrze, siedzę nad tym wątkiem bite dwa dni z okładem i tyle wysiedziałam, że muszę przejrzeć całość na spokojnie i wysmażyć maila z propozycja nienegocjowalnego, rozsądnego kompromisu. Nie wiem co z tą francuską ramką, może niech się mała wynudzi przy stole, ale żadnego wpychania w dziecko resztek i czego tam nie lubi, lepiej przegłodzić i wmuszania chemii w części intymne. Z uwagi na niejasną politykę własnościową podarków - BN odpada, bo Święty coś zostawi i co będzie? Proponować ferie, które w tym roku wypadają - do sprawdzenia.

      Tak to ma być? Ta rodzina z musu? Na psa urok...
      • aqua48 Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 18:27
        danaide napisała:

        > Tak to ma być? Ta rodzina z musu?

        No raczej rodzin sobie nie wybieramy.. smile Kompromis dobra rzecz.
        • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 20:09
          Trochę wybieramy. Wiesz, te rodziny XXI wieku, kiedy przyjaciele stają się jakby częścią rodzinywink
          • ichi51e Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 20:52
            Z braku laku dobry klej wink
            • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 09.10.16, 21:31
              Szczerze? Wolę jedną taką dobrą koleżankę niż moje ciotki na przykład big_grin.
              • yvona73pol Re: ... a dziecko nie chce! 10.10.16, 02:11
                Powiem, ze podoba mi sie watek, z obu stron duzo pozytecznych rad. Jak przykladowo ta, ze dziecku nie powinno sie tlumaczyc teraz akurat, ze bedzie brak wiezi z ojcem pozniej. To zbyt skomplikowana material ktorej reperkusje dotra ewentualnie wiele lat pozniej/zostana zrozumiane szerzej.
                A myslalas o psychologu, ktory przyjrzy sie waszym relacjom I poradzi ci jak prowadzic przykladowo rozmowy z corka, jak z bylym? Nie , ze nie umiesz czy ogolnie masz jakies braki, ale fachowiec (sensowny) z boku potrafi wskazac cos bardzo prostego, co nam umyka, czasami zwykly dobor slow I konstrukcja zdania potrafia zdzialac niesamowita roznice.
                • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 10.10.16, 11:57
                  Jeszcze jak byliśmy razem zaproponował psychologa dla nas obu - usłyszałam, że on nie ma problemu. Wariatką w tym układzie byłam ja.

                  Ja komunikacyjnie i emocjonalnie cieniutka jestem. Troszkę się podszkoliłam przez ostatnie lata, ale najlepiej zrobiłoby mi, gdyby mój psycholog zechciał przyznać, że jestem Aspergerem - niestety! W każdym razie trudno jest się doszkalać wiedząc, że druga strona i tak bierze mnie za wariatkę, a wszystko co mówię i piszę za bezwartościowe - cytuję: "uniwersalne rady samotnej matki siedzącej w domu" (mere celibataire au foyer).
                  • aqua48 Re: ... a dziecko nie chce! 10.10.16, 15:52
                    danaide napisała:

                    > Jeszcze jak byliśmy razem zaproponował psychologa dla nas obu - usłyszałam, że
                    > on nie ma problemu. Wariatką w tym układzie byłam ja.

                    A szkoda że wtedy zrezygnowałaś z chodzenia samej, psycholog pomógłby Ci się uporać z takimi określeniami ze strony faceta i reagować na nie we właściwy sposób.

                    > trudno jest się doszkalać
                    > wiedząc, że druga strona i tak bierze mnie za wariatkę, a wszystko co mówię i
                    > piszę za bezwartościowe

                    Ależ daj już spokój facetowi, TY już nie jesteś z nim w związku, może brać Cię za cokolwiek, nawet stół z powyłamywanymi nogami jeśli tylko potrafiłby to powiedzieć, teraz drugą stroną jest Twoja relacja z córką oraz jej relacja z ojcem i problem jak ją nauczyć asertywności. Jak słusznie piszą dziewczyny kluczem jest nauka języka, żeby mogła się SAMODZIELNIE porozumiewać, a nie za Twoim pośrednictwem. To, że Ty zrobisz jej ojcu siwy dym w jej imieniu w niczym, ale to w niczym jej nie pomoże.
                    • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 10.10.16, 20:11
                      Nie zrezygnowałam.
                      Poszłam w lutym. W maju mój psy, który zazwyczaj siedzi cicho jak mysz pod miotłą, zasugerował mi beznadziejność tego związku. Poleciałam do faceta i mówię, że psy mówi, że mamy się rozstać. Facet mówi: Zmień psy! Wróciłam do psy i pytam o co chodzi, a on że to taka jakby mobilizacja. Dwa miesiące potem idę do psy i mówię: Facet mnie rzucił. Psy przetarł czoło lub okularywink

                      Tyle że chyba nie potrafię inaczej się uwolnić od człowieka niż przez całkowite wykorzenienie z mojego życia. A tu nie bardzo mogę sobie na ten luksus pozwolić.

                      Chyba wiem co mnie jeszcze zblokowało w kwestii edukacji. Na procesie o alimenty czy sprawie o prawa, facet okazuje maile jakie pisze do dziecka (ok. półtorarocznego) na utworzony przez siebie adres dziecka i informuje, że to jego sposób na kontakt z dzieckiem, że jak dziecko podrośnie to dostanie hasło do konta i poczyta sobie te maile co to on do dziecka pisze...
                      • kotradykcja Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 10:21
                        "Na procesie o alimenty czy sprawie o prawa, facet okazuje maile jakie pisze do dziecka (ok. półtorarocznego) na utworzony przez siebie adres dziecka i informuje, że to jego sposób na kontakt z dzieckiem, że jak dziecko podrośnie to dostanie hasło do konta i poczyta sobie te maile co to on do dziecka pisze... "
                        A widzisz w tym coś złego???? Jak do licha, facet mieszkający w innym kraju, ma przekazać dziecku swoje przemyślenia i uczucia? Owszem, może jeszcze pisać pamiętnik.
                        Moim zdaniem to był BARDZO dobry pomysł, bo umożliwiłby dziecku naoczne przekonanie się, że było obecne w życiu, w myślach, w uczuciach ojca cały czas, że to wcale nie tak, że ojciec gdzieś tam daleko miał je w odwłoku, tylko kochał, myślał, itd.
                        To źle? Co miał robić skoro nie mógł być fizycznie blisko?
                        • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 10:32
                          Kupić kartkę kolorową (2 EUR), kopertę (25 eurocentów), nakleić znaczek (2 EUR) i przysłać!

                          Cholera, ale to paczka papierosów jest!
                          • kotradykcja Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 10:37
                            Ale Ty się czego czepiasz? Bo nie rozumiem. Że półtoraroczne dziecko przeczytałoby list w formie papierowej? Wiesz, jak chcesz uderzyć psa to kij się znajdzie.
                            • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 10:40
                              Te czego mnie nim walisz?
                              Ty się czepiasz pisząc, że maile do niemowlaka na skrzynkę pocztową, do której nikt nie ma hasła to forma jak najbardziej poprawna.
                              Dziecku wysyła się kartkę, paczuszkę z drobiazgiem, coś namacalnego, kolorowego, miękkiego. Niekoniecznie drogiego, dzieci nie znają się na cenach. A nie mejla (nie do odczytania, notabene).
                              Facet skąpiradło i zimny, a Ty go bronisz. A broń sobie.
                              • kotradykcja Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 10:58
                                Danaide, piszę, że każdy sposób przelania swoich myśli i uczuć do dziecka jest dobry, nawet jeśli dziecko dostanie o za jakiś czas.
                                Nie wiem jaki jest Twój ex i nie bronię jego, jedynie czytam co piszesz, a z tego pisania wyłania się obraz osoby kompletnie na sobie skoncentrowanej.
                                Ludzie nie działają i nigdy nie będą działać tak, jak TY sobie tego życzysz. Twój ex nie jest wyjątkiem.
                                Może (nie wiem, Ty też nie wiesz) dla niego to pisanie właśnie było formą jego przeżywania bycia ojcem na odległość? Może w tym sens był taki żeby przelewać swoje przemyślenia, wyjaśnić co się w nim dzieje żeby córka kiedyś mogła to przeczytać? Może w jego mniemaniu wysłanie kolorowej przytulanki nie oddawało tego, co się w nim działo?
                                Nie bronię, jedynie nie widzę w takim sposobie niczego złego.
                                Ty od razu o cenach, o przedmiotach. A może jemu chodziło i przekazanie MYŚLI?
                                Poza tym, wybacz, nie wiem co się wysyła dziecku z założenia. Moje dziecko nie bawiło się niczym poza przedmiotami codziennego użytku. Miał multum przytulanek (bo każdy czuł się w obowiązku przynieść, osobiście nie wiem po jaką cholerę, skoro to potem wala się po domu i gromadzi kurz), ale bawił się miską, pokrywką, itd.
                                Są bardzo różne spojrzenia na to, co się "dziecku powinno".
                                Ja też nie pamiętam ze swojego dzieciństwa pierdyliarda przedmiotów, które dostałam, za to wielkim skarbem był dla mnie pamiętnik mojej prababci, który pisany był w czasie jej podróży za granicę. Dzięki temu pamiętnikowi poznałam moją prababcię, która mnie tak naprawdę wychowywała przez pierwsze 10 lat mojego życia.
                                Zastanów się więc, czy Twoje widzenie tej sytuacji jest jedynym właściwym.
                                • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 11:16
                                  Cóż, maile były dołączone do odpowiedzi na pozew, stąd się o nich dowiedziałam. Szczerze - jakoś nie dałam rady ich przeczytać. W jednym z nich napisane było coś w tę mańkę: kiedyś Ci opowiem, jaka Twoja matka niedobra była, że musiałem ją zostawić.

                                  No tak, bardzo niedobra byłam. Facet nie pracował, bo oboje pokończyliśmy kontrakty za granicą, spał do minimum 13stej, na basen pójdzie, na papierosa wyjdzie, główne obowiązki: zrobić obiad na 19stą (w porywach do 21) i wykąpać małą (za chwilę, zmęczył się robieniem obiadu), raz w tygodniu wyjazd do supermarketu (główna atrakcja tygodnia), pól dnia i wieczorem siedzenie na kompie pt. "szukam pracy", oczywiście wieczorne piwno, o 2 rano zwali się do łóżka i ja, po całym dniu z dzieckiem, mam być zwarta i gotowa, bo on ma napięcia.
                                  Krzyż na drogę.
                  • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 10.10.16, 16:56
                    Hm ciesz się, że nie mere poule big_grin.
                    BTW, mycie się mydłem antybakteryjnym jest niezdrowe, o ile nie musisz zachować reżimu sanitarnego. Zabija się naturalną florę bakteryjną skóry.
                    • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 10.10.16, 20:14
                      Uff, co za ulga!!!
                      No wiem, te co zabijają 99% bakterii to niemal broń biologiczna. Jego wiedza o niebezpieczeństwach zaczyna się i kończy na Monsanto.
                    • peonka Re: ... a dziecko nie chce! 10.10.16, 22:12
                      Sanex to nie jest mydło antybakteryjne. A w każdym razie - nie każde. Przeciwnie, często są to łagodne "mydla bez mydła", nawilzajace i natluszczajace.
                      • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 10.10.16, 22:54
                        danaide pisze cały czas o mydle antybakteryjnym, które w dodatku szczypie (a one szczypią, pamiętam, jak kiedyś takowe kupowałam, przekonana, że moja trądzikowa skóra od tego wypięknieje po 1 kąpieli big_grin) - założyłam więc, że to jedno i to samo. Zresztą z ciekawości znalazłam, bo na hasło nawilżające i natłuszczające już mi się oczki zaświeciły wink.
                        Jeżeli to jest mydło w płynie, a nie żel pod prysznic, to oba mydła są niestety antybakteryjne.
                        I do jasnej anielki - kto sobie szoruje twarz i tyłek co rano mydłem w płynie, w dodatku przeznaczonym do rąk??? Mnie by gęba płatami odchodziła wink. Facet musi mieć jakąś kompulsywną osobowość, czy co...
                        • peonka Re: ... a dziecko nie chce! 11.10.16, 09:10
                          Sanex może być taki:
                          www.sanex.co.uk/sanex-zero-mild
                          Albo taki:
                          www.sanex.co.uk/sanex-hygiene-moisturising
                          Albo taki:
                          www.ocado.com/webshop/product/Sanex-Dermo-Moisturising-Liquid-Hand-Wash/92179011?sku=92179011&parentContainer=&voucherCode=&dnr=y
                          Nie znam się za bardzo na składach, ale wszędzie ma napis, że zawiera naturalny składnik antybakteryjny, w UK wiele mydel jest tak opisanych, zawierają jakiś cynk, wyciąg z rozmarynu czy innego rumianku. W każdym razie nie jest to mydło ze smiercionosnym triklosanem.

                          Jasne, całej prawdy nie poznamy, bo każdy tu ma swoją i ona jest "najmojsza". Czuję jednak, że mydło u taty może być całkiem ok, tylko jest inne niz w domu, i dziecko na swój sposób stara się okazać lojalność wobec mamy. A Danaide sprawia na mnie wrażenie osoby, która dziecko do siebie przywiązuje i uzależnia, w dobrej wierze, ale jednak. Pisanie "wysłalysmy maila", niepracowanie i spędzanie 100% czasu z dzieckiem, i inne takie.
                          Z drugiej strony, 6 lat to jeszcze maluch, moze jeszcze długo nie chciec spędzać czasu poza domem bez Mamy. To jasne.

                          Chyba dla dobra córki zasiegnelabym porady w jakiejś poradni rodzinnej, ale nie po to, aby usłyszeć, jak przekonać tatę, że córka ma do niego nie jeździć, ale jak rozmawiać i postępować z dzieckiem, aby dobrze czuło się poza domem "maminym".

                          • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 11.10.16, 09:29
                            Być może. Niemniej jednak uważam, że dziecko jest wciąż za małe, żeby jeździć do taty, z którym nie ma więzi i który bawi się w złego sierżanta wink. To jest stopniowy proces mimo wszystko, zwłaszcza że spotkania są jedynie ze 2 razy do roku. Dziecko nie powinno być rzucane na głęboką wodę i ojciec też powinien tu się wysilić, przyjechać, wziąć dzieciaka na wczasy itp. Dlaczego on nie może też integrować się w jakiś sposób z kulturą i językiem kraju własnej córki?
                            • peonka Re: ... a dziecko nie chce! 11.10.16, 10:09
                              Ależ oczywiście, że powinien. Tylko wydaje się, że jego będzie ciężej przekonać...
                              Na moje oko to sytuacja nie jest tak zła, żeby zrywać kontakty córki z ojcem, ktoś powinien ustąpić. Jeśli nie on, to może Danaide mogłaby pojechać z córką? Bez licytowania sie, dlaczego to ja mam się zmuszać, placic itd. Po prostu - żeby dziecko znalo ojca i jego rodzinę. Za kilka lat samo podejmie decyzję czy chce utrzymywać z tatą kontakt, czy nie.

                              Swoją drogą wciąż jestem w szoku, że dla pracującego człowieka (ojca) wyjazd do Polski jest niemożliwy że względów finansowych...
                              • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 11.10.16, 13:09
                                Może ją nie stać na taki wyjazd? Bo z innego punktu widzenia, pomijając finanse, byłby to ideał dla małego jeszcze dziecka, które miałoby szansę zżyć się z rodziną ojca na bezpiecznych dla siebie warunkach.
                                • peonka Re: ... a dziecko nie chce! 11.10.16, 14:26
                                  No to patowa sytuacja. Jej nie stać na wyjazd, jego na przyjazd. Impas. Kto na tym traci? Dziecko. Albo będzie latać do ojca sama i cierpieć, albo nie będzie miała z nim kontaktu. Cudne po prostu.
                                  • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 11.10.16, 14:42
                                    On sobie obniżał alimenty twierdząc w sądzie, że jeździ do dziecka 4 razy w roku: przeloty, hotele, restauracje. Szczegółowe wyliczenia jego kosztów obejmowały te przyjazdy. Słowo się rzekło, kobyłka u płota.
                                    • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 11.10.16, 15:33
                                      Pon prostu mały cwaniaczek. Wychowaj sama jak najtańszym kosztem z jego strony, a on potem będzie mógł się popisać. Przypomnij mu o tym. Albo wystąp o podwyższenie alimentów.
                          • aqua48 Re: ... a dziecko nie chce! 11.10.16, 10:37
                            peonka napisała:

                            >Danaide sprawia na mnie wrażenie osoby, która dziecko do siebie przywiązuje i uzależnia, w d obrej wierze, ale jednak. dla dobra córki zasiegnelabym porady w jakiejś poradni rodzinnej, ale nie po to, aby usłyszeć, jak przekonać tatę, że córka ma do niego nie jeździć, ale
                            jak rozmawiać i postępować z dzieckiem, aby dobrze czuło się poza domem "maminym".

                            Tak ja też mam takie wrażenie. Danaide która podkreśla, że nie znosi narzucania cudzych praw, zasad, przekonań, sama bardzo kontroluje sytuację i stara się narzucać swoje innym. I ma żal, że tatuś nie traktuje córki jak małej księżniczki (uderzyło mnie stwierdzenie, że skoro córka wśród innych dzieci w rodzinie ojca jest na równych prawach to źle, bo powinna mieć specjalne). A po pierwsze takie oczekiwania dla dziecka nie są dobre, a po drugie wydaje mi się to kompensacją Danaide braków z dzieciństwa i niespełnionych oczekiwań wobec jej ojca, i powtórzę - dla jej córki to absolutnie nie jest dobre.
                            W tym aby nie przelewać swoich żalów na córkę i nie utożsamiać swojego życia z jej życiem oraz pozwalać dziecku na przeżywanie problemów i porażek i przede wszystkim samodzielne radzenie sobie z nimi mógłby Danaide właśnie wspierać psycholog.. Dobrze dla obu pań byłoby gdyby Danaide zaczęła żyć własnym życiem, a nie życiem 6-7 latki.
                            • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 11.10.16, 11:57
                              tez tak uwazam.
                              Poczatkowo napisala o budowaniu z corka wlasnego swiata i na poczatku watku nie wzielam tego az tak doslownie ale jak sie watek rozwinal, to zrozumialam o co chodzi z tym zamknietym swiatem.
                              • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 11.10.16, 13:43
                                Wiesz dlaczego świat samotnych matek i ich dzieci jest tak często światem zamkniętym?
                                Bo nawet gdybyś chciała, to nie ma z kim go dzielić. I nie chodzi o faceta. Znajome rodziny? Zapomnij, przecież zajumam cudzego męża. Ludzie pracują, patrzę na matki wokół, są różne, ale często widzę kobiety padające na pysk. Marzenie: spać przez tydzień. Samotne koleżanki mają czasem kawałek weekendu. Chętną rodzinę własną też trzeba mieć. Moja córka lubi moją matką, a moja matka lubi moją córkę - ale woli podróże.

                                Jeśli nie wychowywałyście dziecka od maleńkości same to nie wiecie jak to jest. To nie jest tak, że mając wybór, wybieram dziecko. Choćbyście nie wiem jak bardzo chciały odejść - nie ma gdzie, nie ma jak. Moje dziecko jest przylepą, bumerangiem, im dalej odrzucę tym szybciej wróci. Kiedy jestem w pobliżu czuje się bezpieczne, a potrafi się oddalić, gdy wie, że wieczorem się przytuli.

                                Więc pytanie o zamknięcie świata to raczej pytanie do was - z której strony drzwi jest klamka?
                                • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 11.10.16, 14:01
                                  Trochę tak, trochę nie. Twoje dziecko ma już szkołę, koleżanki, może niedługo zechce na jakieś kolonie. To dla Ciebie czas, żeby zacząć wychodzić z kokonu. Masz parę godzin tylko dla siebie, znajdź sobie jakieś zajęcie tylko dla siebie... Albo rób po cichu jakieś zlecenia i nic nie mówiąc skąpemu Belgowi zarób trochę kasy na fanaberie wink.
                                  • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 11.10.16, 14:07
                                    Ale ja nie mam fanaberii! Na kino mam (no i są tanie dni), na książki też (no i są biblioteki), na kawę czasem mam, na ciuchy i buty też mam (outlets&lumpex rule!). Fanaberie to podróże - a bez małej i tak nie pojadę. Raz ją odwiozłam do ojca i pojechałam sama, jak dawniej, w podróż. Ale czułam się dziwnie. Z wielu powodów.
                                    • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 11.10.16, 14:13
                                      I tylko dlatego, że nie masz fanaberii nie chcesz nic robić w wolnym czasie? To zajmij się wolontariatem, oderwiesz myśli od domu wink. Schroniska dla zwierząt czekają big_grin.
                                      • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 11.10.16, 14:20
                                        Zawsze dostawałam w łeb za odmienność. Dziękuję, posiedzę w domu/kawiarni.
                                        • kotradykcja Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 10:17
                                          "Zawsze dostawałam w łeb za odmienność. Dziękuję, posiedzę w domu/kawiarni. "
                                          Ty to chyba lubisz... W sensie takie poczucie "jestem taka inna, och, jaka inna i przez to niezrozumiana, och najeżdżacie na mnie, bo niczego nie rozumiecie"
                                          Sorry, strasznie to jest niedojrzałe. Miałam takie stany w wieku 14-17. Potem dorosłam.
                                          Widzisz, swoim zachowaniem dajesz córce przykład. Ona chłonie styl życia od Ciebie. Nie musisz jej nic mówić, tłumaczyć, ona WIDZI. A co widzi?
                                          Ano matkę, która nie ma pracy, własnych pasji, własnego życia, tworzy z dzieckiem jakiś zamknięty układ. To nie jest dobre ani zdrowe. Można to zrozumieć w przypadku niemowlaka. Ale kilkulatka?
                                          Jeśli dziecko kilkuletnie histerycznie reaguje na nieobecność matki, coś nie gra w modelu przywiązania. Naturalna jest tęsknota, chęć kontakt (skype, telefon), natomiast całkowita negacja rozdzielenia z matką wskazuje na nieprawidłowości.
                                          Może być to uzależnienie wzajemne, może być poczucie odpowiedzialności za matkę. Obie opcje równie złe.
                                          Wiem, że matki cenią sobie taką postawę dziecka, bo je to dowartościowuje - "jestem taaaak suuuuper, że dziecko nie chce się ode mnie oderwać nawet na chwilę".
                                          Tylko nie widzą, że robią w ten sposób krzywdę i sobie, i dziecku. Dziecku, bo je ograniczają, sobie, bo za kilka lat zostaną totalnie same. No, chyba, że będą dziecku wyrzygiwać "poświęcenie" i skutecznie je zniechęcą do własnego życia. Mam kilka takich koleżanek, które "odwdzięczając się" porypanym mamuśkom zrezygnowały ze studiów w innym mieście, z założenia rodziny. Jedna w wieku 45 lat po prostu uciekła za granicę. Powiedziała matce, że jedzie na tydzień na wycieczkę, gdy tymczasem w tajemnicy przed nią korespondowała z jakimś facetem i tam z nim została, ocalając w ten sposób resztkę swojego życia. Oczywiście, mamusia drze koparę, że córka niewdzięczna, itd.
                                          Zastanów się nad sobą, Danaide, bo z Twoich wypowiedzi wyłania się dość nieciekawy obrazek... niestety.
                                          • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 11:08
                                            Kontradykcja, ale to jest Twój obrazek. Ja nie rozumiem, jak ktoś kto przekłada papiery w pracy - nie bój się, też przekładałam papiery w pracy - może być postrzegany jako ktoś kto ma pasje, a ktoś, kto się "pracy" (bo przecież nie chwalimy się szczegółami, prawda?) nie ma, to ktoś bez pasji.

                                            Tak, jestem niedojrzała, może już nie dojrzeję. No i? Przynajmniej jedyny moment, kiedy ktoś na mnie wsiądzie to wtedy, gdy sama się podłożę. Jak w tym wątku.

                                            Przecież dziewczyny pisały, że na koloniach zabiera się komórki i daje raz na jakiś czas, żeby cała kolonia nie beczała. Czyli co - wyjątek czy norma? Dla części nienormalne wysłanie 6latki na 2 tygodnie, dla innych normalne i jeszcze płakać nie powinny. Więc jak jest?

                                            To jest Twoje postrzeganie sytuacji. Ja nie ograniczam dziecka. Może jechać. Nie chce.
                                            Co do bycia samą - też mi nowina!

                                            Kontradykcja, mylisz mnie z kimś. Ja nie jestem kimś, kto całe życie spędził w jednym miejscu i miał wbite do głowy, że urodzenie dziecka to sens jego życia. Ale możesz sobie tak uważać.
                                            • kotradykcja Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 11:24
                                              Danaide, może nie jesteś, ale z tego co piszesz taki właśnie obraz się wyłania. I nie chodzi o spędzenie życia w jednym miejscu. Chodzi o wypełnienie sobie życia dzieckiem i jemu sobą.
                                              Ja nie wiem kto na koloniach zbiorowo beczy, bo nie pamiętam takich akcji ani z własnych wyjazdów - wtedy były 21-dniowe kolonie, jeździłam od 7go roku życia - nikt nie beczał, telefony do rodziców były sporadyczne (nie było komórek), w wieku 6 lat byłam 4 miesiące w sanatorium i też nie pamiętam zbiorowej histerii, ani z wyjazdów naszych chłopaków - telefony mieli pod ręką, dzwonili od przypadku do przypadku, bo mieli ważniejsze sprawy na głowie. Moje dziecko w wieku 4 lat pojechało na 3 tygodnie z babcią (widzi ją raz w miesiącu) na wakacje, gorzej ja to zniosłam niż syn wink On dzwonił, pogadał, opowiedział co słychać, co robił, przesłał całuski i tyle.
                                              Może żyję w matrixie...
                                              • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 11:39
                                                No ja właściwie też nie pamiętam. I nie wiem czemu to dla niej takie ciężkie.
                                                • kotradykcja Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 11:56
                                                  Danaide... może właśnie na tym powinniście się oboje z jej ojcem skoncentrować? Na zdiagnozowaniu o co NAPRAWDĘ chodzi? Tak wiesz, na spokojnie, zadaniowo, bez wyrzygiwania sobie wzajemnych niechęci.
                                                  Powodzenia.
                                                  • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 12:40
                                                    Niestety, prędzej zdiagnozuję o co córce chodzi tutaj, z Wami - niż z nim. On ma też kupę pretensji, na czele z tą, że musiał opuścić dziecko przez moją okropność.
                                    • peonka Re: ... a dziecko nie chce! 11.10.16, 14:31
                                      To odwiez ja do ojca i zostań tam zwiedzać Brukselę. Albo umowcie się w Holandii/Niemczech/Francji. Będziesz w pobliżu, może możesz spędzić trochę czasu ze wszystkimi razem?
                                • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 11.10.16, 15:40
                                  ja sie za to wychowywalam tylko z matka, wiec poniekad wiem jak to jest.
                                  Ty natomiast nie wiesz jak to jest wychowywac dziecko z inna osoba pod jednym dachem. Kiedy kazdy ma swoje przyzwyczajenia, inaczej podchodzi do dziecka, inaczej buja, inaczej drapie po pleckach i inaczej robi wiele rzeczy.
                            • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 11.10.16, 14:17
                              Spoko, aqua, gdyby facet był oblatany w integracji multi kulti byłby dziś wonskim specjalistą z wysokopłatną robotą w całej Europie. Widać za wiele oczekuję...* *hmm, czy ja jeszcze czegoś oczekuję?

                              Czy Wy uważacie, że żyjecie własnym życiem, bo ktoś Wam za to płaci? Jak moje dziecko jest w szkole to ja też sobie żyję swoim życiem. Przykro mi, że nie ma nikogo poza mną, kto żyłby z moją córką jej życiem gdy wraca po szkole do domu.
                              • aqua48 Re: ... a dziecko nie chce! 11.10.16, 16:05
                                danaide napisała:

                                > Spoko, aqua, gdyby facet był oblatany w integracji multi kulti byłby dziś wonsk
                                > im specjalistą z wysokopłatną robotą w całej Europie. Widać za wiele oczekuję..

                                Mało który facet jest oblatany w multi-kulti, dodam, że mało który również tak sam z siebie na trzy cztery bawi się z własnymi dziećmi w taki sposób jaki matce przychodzi instynktownie. Facet nie jest empatyczny i bliskości z dzieckiem musi się nauczyć (z wzajemnością - dziecko też go uczy właśnie kolejnymi odmowami współpracy, czy prośbami o jakąś konkretną zabawę, czy sposób spędzania czasu jaki odpowiadałby obojgu) i zazwyczaj zajmuje mu to bardzo dużo czasu. Nawet jeśli z tym dzieckiem mieszka od urodzenia. To po prostu inny rodzaj więzi. Narzucając (wskazując) ojcu swego dziecka co ma/mógłby z nim robić nie pozwalasz mu na dopracowanie własnych metod. Mój Ojciec był z epoki w której mężczyźni dziećmi się nie zajmowali, ale świetnie się razem bawiliśmy - on lubił majsterkowanie, a ja jako mały, paroletni szkrab dostawałam śrubokręt, jakiś stary kontakt i odkręcałam w nim śrubki u boku mojego taty, jak byłam starsza namiętnie chodziliśmy razem do kina, to były takie tylko "nasze" zajęcia, bez udziału mojej Mamy. Ja czułam się przez mojego Tatę bardzo kochana, mimo, że oczywiście też mieliśmy okresy kiedy byłam na niego obrażona, czy kompletnie się z nim nie zgadzałam w jakiejś kwestii. To normalne.

                                > Czy Wy uważacie, że żyjecie własnym życiem, bo ktoś Wam za to płaci?

                                Nie rozumiem, wydaje mi się, że to normalne, że ma się swoje życie i zainteresowania POZA dziećmi.

                                > Przykro mi, że nie ma nikogo poza mną, kto żyłby z moją córką jej życiem gdy wraca po szkole do domu.

                                A to córka nie ma koleżanek, zajęć pozaszkolnych, zainteresowań, których Ty nie podzielasz? Dlaczego?
                                • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 12:33
                                  Sama miałam problemy z bliskością, wobec ludzi i wobec dziecka, ale wobec dziecka powoli się uczyłam. Fakt, ona mi nie odpuszczaławink. To prawda, że skoro lubię filmy, książki i kawę to obejrzę z małą film, zabiorę ją do kina, poczytam jej książki i zabiorę na kawę do kawiarni. Jak była mała to kupowałam czasem śliczne zabawki, żeby bawić się z nią - ale i tak nie mogłam początkowo. Przyszło z czasem, choć na teatrzyk cieni patrzę z żalem - byłam tak skołowana, że to raczej ona robiła teatrzyk dla mnie niż ja dla niej. Kupiłam też książeczkę o zabawach paluszkowych i prostych zabawach dla 2-3 latków (pomidor, 1,2,3 baba jaga patrzy itp.). Tyle że ja chciałam się uczyć - dla niej.

                                  Napisałam - nie zrównujcie kobiet, które nie mają pracy, z kobietami, które nie mają własnego życia.

                                  To ostatnie zdanie dotyczy życia córki PO szkole. Nie ma innych dorosłych. Dzieci są. W szkole, one wpadają, ona wpada. Ale na razie jest za mała, by zostawić ją i je samopas.
                                  • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 13:02
                                    Tak a propos bliskości. Gdy moja córka była mała miałam wyrzuty sumienia, że tak mało czasu spędza na placu zabaw. Chodziłyśmy - ale nie codziennie (a takie miałam wyobrażenie o innych dzieciach - codziennie plac zabaw z babcią czy opiekunką, o 13stej do domu na obiadek; my lądowałyśmy - tu liczba mnoga uprawniona - ok. 14stej na pustawym placu). Bo trzeba zrobić zakupy, pójść do lekarza, naprawić samochód... Jak w Afryce, dziecko jest z mamą, ale to niekoniecznie jest zabawa. Potem, gdy mała poszła do przedszkola, ja mogłam te niefajne pozycje ogarnąć sama i mieć jeszcze chwilę dla siebie, a czas po przedszkolu poświęcić dziecku.

                                    I okazało się, że moja córka tęskni za tymi niefajnymi pozycjami programu. Za codziennościąwink
                          • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 11.10.16, 14:39
                            To nie jest tak, że Sanex to jakiś totalny shit czy coś mega szkodliwego. Ale dziecko nie lubi.
                            Kiedyś na jednym z forum przeczytałam radę jednego z rodziców: gdy się konfrontuje z dzieckiem zadaje sobie pytanie czy ta rzecz będzie miała jakieś znaczenie dla dziecka za 10 lat.
                            Jakie to ma znaczenie czym co sobie moje dziecko umyje przez dwa tygodnie wakacji? Był ktoś na obozie zuchowym?/harcerskim Czy coś nam odpadło po tych dwóch tygodniach niemycia (bo jak to inaczej nazwać!)? Jakie to ma znaczenie.

                            Jak ja ją przywiązuję? Co ja mogę, że dziecko to jest taki mały plagiator?

                            Na szczęście dziecko pracuje. Tę akurat pracę mam już za sobą. Więc nie 100%.

                            Ale w sensie sformatować, żeby się czuło dobrze nawet jak się nie czuje?
                            • ana119 Re: ... a dziecko nie chce! 11.10.16, 15:18
                              Wcoraz lub orzedwszoraj pisałam tez o szkodliwości liczby mnogiej. Ty dziecko w ten sposób do siebie przywiązujesz. Ona ma być oddzielnym bytem. Ale jestex uparta i zaraz powiesz ze nie da sie. Nie obserwujesz innych tylko chcesz żeby ktoś do ciebie się dostosowal, zrozumiał twije podejście. Mize praca zawodowa bylaby pomocna zeby obserwowac jak inni codzień walczą o swoje cele ale potrafią mówić tak żeby osiągnąć kompromis. Zapisz się na terapię, czytaj może nauczysz się większego luzu w kontaktach społecznych. Niech w twojej rodzinie zawziecie nie będzie dziedziczne
                              • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 11.10.16, 15:30
                                Dobrze - ale jak? Wyrugować liczbę mnogą i co jeszcze? Zresztą: jak mówię innym o nas, to przecież to jest my. Jak mówią nam o nas to jest też my. Ale nie pytam: co tam sobie rysujemy tylko: co narysowałaś?
                                A facet jak Was pyta: idziesz do restauracji a ja z tobą?

                                Ale kogo mam obserwować i po co?

                                Wiesz, jak robiłam na etacie to raz zamarzyło mi się siedzieć a Karmie na Zbawicielu w samym środku dnia z kawą i książką. Nie powiem, nie powiem... Cel, celem, ale ja po trupach czyichś nie chcę, a i żeby ktoś po moim - tym bardziej. W imię czego? Wpisania się w wątku o torebkach czy zdjęć na insta?
                                Zresztą - co wy z tą pracą? Kobieta 40+, niedyspozycyjna, z małym dzieckiem. Idealny narybek dla psycjopatycznego szefa. Lub szefowej.
                                Jestem na terapii. A może byłam. Żeby nauczyć się tego co umiem teraz - zrobić coś dla siebie.
                                Luzu w kontaktach społecznych uczą kontakty społeczne, nie terapia czy czytanie. Posiedź z moją małą, a ja pójdę nawiązywać kontakty społeczne. Choć, bogiem a prawdą - wiem, że już nie pójdę. Posiedzę w sieci, obejrzę film, poczytam.
                                • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 11.10.16, 15:33
                                  Na razie pa. Idę na rehab. Mała idzie ze mną. Ale na miejscu każda ma swoje atrakcjewink
                                  (Liczba mnoga... liczba mnoga... Nie ma. Ufffwink)
                                  • pade Re: ... a dziecko nie chce! 11.10.16, 17:00
                                    Zrobiłaś już pierwszy krok, udzielasz się na ematcebig_grin
                                    Jak tu się wyszkolisz to real będzie łatwiznąsmile
                                    • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 12:05
                                      Pade, ja się na "życiu rodzinnym" szkoliłam. Paris, vilez... Nawet z matkami w szkole idzie mi coraz lepiejbig_grin
                                • peonka Re: ... a dziecko nie chce! 11.10.16, 17:11
                                  Używaj liczby mnogiej, jeśli robicie cos razem. Ale maila do jej taty razem pisalyscie i wysyłalyscie?
                                  Sprowadzasz sprawę do absurdu, po co?
                                  • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 09:59
                                    Ona stawiała warunki, ja tłumaczyłam na francuski, pisałam, wysyłałam.
                                    Razem czy osobno?

                                    Sprowadzam, bo naczytałyście się teorii, że jak mówi się w liczbie mnogiej o matce i dziecku to jest to problem jakiegoś uwiązania emocjonalnego. Ale wy nie jesteście świadkiem moich rozmów z dzieckiem tylko czytacie moją relację ze zdarzeń, które nas dotyczą. Próbowałam się przysłuchać wczoraj moim rozmowom z dzieckiem. Obawiam się, że to nie liczba mnoga jest elementem dominującym. Również gdy mała była mała mówienie o nas w liczbie mnogiej nie było najważniejszym problemem. Najważniejszym problemem było to, że ja w ogóle nie bardzo byłam w stanie rozmawiać.
                                    • peonka Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 10:05
                                      Razem. I moim zdaniem źle, że razem pisalyscie, i ze małe dziecko stawia tacie warunki. Dziecko może tacie napisać "Tęsknilam za mamą i mydło mnie szczypalo, i nie dokonczylam gry na laptopie", a nie negocjować warunki na przyszłość. Może tata też byłby bardziej skłonny ustąpić jej, a nie tobie.
                                      Wciągasz dziecko w przepychanki dorosłych, moim zdaniem bardzo, bardzo źle robisz.
                                      • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 10:17
                                        Może i wciągam. Myślałam, że po prostu napiszę mu jej warunki, bo może jej posłucha. Mnie nie chce.
                                        No i trudno nie wciągać, jeśli cały czas robisz za pośrednika i tłumacza.
                                        On wie, że ona tęskni. On wie, że nie lubi mydła. I wie, że było jej ciężko z powodu zabawek.
                                        A jeśli tego nie wie - to co za człowiek?
                                        • peonka Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 13:15
                                          Jesteś inteligentną osobą, to widać. Wiec albo masz jakąś blokadę na rozumienie tego jednego, albo z jakiegos powodu udajesz, że nie rozumiesz.
                                          Dziecko musi się z tatą komunikować samo. Jeśli nie zna języka, to niech napisze po polsku, a tata sobie znajdzie tłumacza albo zwróci się do ciebie sam. Ty pisz maile od siebie, nie z nią i nie za nią. Twoje będą podpisane Danaide, a jej - Ola czy Kasia.
                                          Sytuacja, w której razem siadać i piszecie do taty, co w tym wyjeździe się córce nie podobało, i co tata ma zrobić, żeby ona jeszcze do niego przyjechała, jest CHORA. Wciągasz dziecko w swoje rozgrywki i obarczasz ja odpowiedzialnością za jakość kontaktów z tatą. A przede wszystkim przenosisz na nią swoje oczekiwania co do niego.

                                          Rozmowa z Tobą zaczyna mi przypominać dyskusje z Ad.a6, która też na wszystko miała odpowiedź "tak, ale on".
                                          • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 19:43
                                            Nie, w sumie konkrety to rozumiem.
                                            Fakt, dziecko szybko wzięte w cugle szkolne, jest już w drugiej klasie, może pisać, co mi tam. Napisze po polsku, a jak on sobie przetłumaczy to mnie rybka. Jak powiedziałam, że napisze na moim kompie, to aż jej się oczy zaświeciły.

                                            W sumie wiem też czemu to robię. Byłam trochę niewidzialnym dzieckiem - radziłam sobie dobrze w szkole to miałam sobie poradzić ze wszystkim. Rodzice interweniowali w moje kłótnie z siostrą - reszta ich nie obchodziła. Takie czasy - jak dziecko ma piątki to nie ma problemu.

                                            Nie wiem jak jest z tym przenoszeniem oczekiwań. Nie wiem. Która nie chciałaby mieć dobrego ojca dla swojego dziecka - palec do góry albo dać lajka. Która jako człowiek nie chce mieć do czynienia z fajnym człowiekiem (lub chce z niefajnym) - jak wyżej.
                                            • aqua48 Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 20:33
                                              danaide napisała:

                                              > Która nie chciałaby
                                              > mieć dobrego ojca dla swojego dziecka - palec do góry albo dać lajka. Która jak
                                              > o człowiek nie chce mieć do czynienia z fajnym człowiekiem (lub chce z niefajny
                                              > m) - jak wyżej.

                                              Ale ojców dla naszych dzieci nie dostałyśmy z przydziału, ani nie wybierałyśmy resztek na promocji. Po co w ogóle wiązać się z niefajnym człowiekiem, a dodatkowo mieć z takim dziecko?
                                              Może Cię to też zdziwi ale żaden ojciec nie jest idealny. Zdarza się im być niesprawiedliwymi, znudzonymi, zapominalskimi (mój np. nigdy nie wiedział w której klasie aktualnie jestem smile). Lepiej lub gorzej dogadują się z dziećmi z dziećmi. Normalne. Matkom też się zdarza. Ale z tego co tu napisałaś wcale nie wynika, że ociec Twej córki jest niefajnym ojcem. Jest inny niż Twoje oczekiwania wobec ojca.
                                              • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 20:51
                                                Czekałam na kukizopodobne stwierdzenie, nie ukrywam, czekałam!
                                                Mogłabym się bronić, "a po co kłamał?" albo "a co, miałam wziąć fajnego, ale żonatego?"
                                                Moja wina moja wina moja bardzo wielka wina.
                                                I mojej rodzinywink
                                                Tak, jest inny niż moje oczekiwania.
                                                Ale dzieckowych też nie spełnia. A o tym, że moje dziecko stać na lubienie kogoś z kim mam trudne relacje świadczy relacja z moją matką.
                                                • aqua48 Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 21:20
                                                  danaide napisała:

                                                  > Tak, jest inny niż moje oczekiwania.
                                                  > Ale dzieckowych też nie spełnia..

                                                  Nikt nie jest idealny...
                                        • aqua48 Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 13:19
                                          danaide napisała:

                                          > No i trudno nie wciągać, jeśli cały czas robisz za pośrednika i tłumacza.

                                          To przestań. Może dlatego właśnie ojciec dziecka nie reaguje na te skargi bo uważa że są przez Ciebie inspirowane. Naucz córkę jak ma SAMA upominać się o swoje. Bez Twego pośrednictwa.
                                        • sasanka4321 Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 15:14
                                          >Może i wciągam. Myślałam, że po prostu napiszę mu jej warunki, bo może jej posłucha.<

                                          Wyobrazilam sobie, jak moje dzieci pewnego dnia wracaja do domu i oglaszaja mi swoje "warunki" pod ktorymi beda dalej u nas mieszkac. I albo je przyjmujemy, albo wyprowadzaja sie do babci, domu dziecka, cioci Kazi...
                                          • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 17:51
                                            nooo albo oswiadczaja, ze na wakacje pojada z nami pod warunkiem....

                                            komus sie w tym watku role odwrocily i udaje, ze nie wie o co chodzi. Sam fakt omawiania z dzieckiem tych warunkow jest juz porabany i wlasnie wyglada na inpisowany przez mamusie i malo wiarygodny.

                                            danaide - ty nie slyszyc co i jak jest komunikowane via skype?
                                            • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 20:05
                                              Coś tam słyszę. Na koniec zawsze jest "kochamcie".

                                              Nie wiem, może się odwróciły. Może po prostu są rzeczy, które są ważne dla mnie i przestałam się eksploatować na rzeczy, które są nieważne.
                                              Zresztą ciągle nie mam odpowiedzi - rodzina, rozumiem, to jednak to coś z czym trzeba utrzymywać kontakty, nawet jeśli się nie chce. To od kiedy dziecku wolno nie chcieć efektywnie?

                                              Tym niemniej nie wiem, po co miałabym inspirować dziecko do stawiania warunków ojcu. Myślisz, że mi tak strasznie nie na rękę samotne Święta? Może wyłania się z wątku obraz kobiety, która już zagniotła ciasto na pierniczki, by przez dwa miesiące jej urosło?
                                              Wątpię.
                                              • sasanka4321 Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 20:32
                                                Eh, cala swoja postawa, calym swoim zachowaniem uniemozliwiasz rozwiniecie sie wiezi miedzy ojcem a corka. Czesc emam to wyraznie widzi, czesc nie do konca rozumie jak to sie dzieje, ale wyraznie to czuje. Z tym ze to jest tak gleboko zakodowane w Tobie, ze nie wierze, zebys byla w stanie sie zmusic do jakiejs refleksji i popatrzenie na siebie z zewnatrz. W kazdym razie nie bez pomocy jakiegos dobrego psychologa. Albo poprostu nie teraz. I swietnie sobie zdaje sprawe z tego, ze Ty nie chcesz dziecku zaszkodzic... Na miejscu ojca tego dziecka pewnie bym sie wycofala na ile to mozliwe. Moze kiedys, jak dziecko dorosnie i sie usamodzielni, beda mieli jakies szanse. Dopoki Ty bedziesz przy tym, nic z tego nie bedzie, oprocz nerwow i napiecia.
                                                • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 21:14
                                                  Bo starałam się "nie przeszkadzać" zamiast "ułatwiać"?
                                                  Choć nie, pisząc te przewodniki po dziecku i maile to już starałam się "ułatwiać".
                                                  Tylko kobiety, które wydzwaniają do eksów pilnując terminów spotkania i kupując dziecku prezenty tłumacząc, że to eks dał pomagają rozwinąć więź?

                                                  Widzicie, nie rozumiecie, czujecie - to mi wytłumaczcie. Bo ja na to tak nie patrzę, bo patrzę przez pryzmat mojego domu.

                                                  Całe to gadanie o postępowaniu dzieci i konsekwencjach ich postępowania. A co z postępowaniem dorosłych i konsekwencjach ich postępowania? Może eks nie zasługuje na odrzucenie przez dziecko z powodu tabletu i mydła. Ale czymś podpadł. Mam udać, że nie ma sprawy? Albo wręcz nie udawać - uznać, że dziecko robi z igły widły i jazda na święta/ferie?
                                                  • sasanka4321 Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 21:25
                                                    > Widzicie, nie rozumiecie, czujecie - to mi wytłumaczcie.

                                                    Nie jestesmy w stanie. To juz piata strona watku. Mozemy go pociagnac nastepne piec stron, a Ty dalej bedziesz grac w "tak, ale", to gra bez zakonczenia. Nie kazdy, nie wszystko i nie w kazdej chwili jest w stanie zrozumiec. Siebie nie przeskoczymy. Tu juz wszystko zostalo powiedziane. Moze kiedys do tego watku wrocisz i zrozumiesz. Dobre byloby takie cwiczenie dla umyslu - przeczytaj jakis post i uznaj, tak eksperymentalnie, na pol godziny, ze ten ktos ma racje. Sprobuj na te glupie pol godziny zrezygowac ze swojej racji. Pomyslec, jak moglabys zyc, zachowywac sie, w tej innej rzeczywistosci, w ktorej okazuje sie, ze sie mylilas... Za pol godziny wrocisz do swojej prawdy, wiec to nie jest bardzo niebezpieczne. A moze cos tam sie zmieni. Eh, znikam z tego watku.

                                                  • aqua48 Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 21:30
                                                    danaide napisała:

                                                    > Widzicie, nie rozumiecie, czujecie - to mi wytłumaczcie. Bo ja na to tak nie pa
                                                    > trzę, bo patrzę przez pryzmat mojego domu.

                                                    Próbujemy Ci wytłumaczyć jak to wygląda z boku, ale ty odrzucasz. Piszemy, że może przydałaby się pomoc psychologa, który pomógłby poukładać relacje z najmniejszą szkodą dla dziecka odrzucasz.
                                                    >
                                                    > Może eks nie zasług
                                                    > uje na odrzucenie przez dziecko z powodu tabletu i mydła. Ale czymś podpadł.

                                                    No to podpadł. To się zdarza.

                                                    >Mam udać, że nie ma sprawy? Albo wręcz nie udawać - uznać, że dziecko robi z igły
                                                    > widły i jazda na święta/ferie?

                                                    Sprawa nie jest tak wielkiej rangi aby od razu ulegać dziecku i nie puszczać go do ojca. Natomiast powinnaś i możesz nauczyć dziecko jak ma samo sobie poradzić w takiej sytuacji, jak negocjować, powiedzieć dorosłym że coś jej nie odpowiada z tego i tego powodu, ale w zamian może to i to. I wytłumaczyć, że nie jest w domu ojca księżniczką na specjalnych ulgowych zasadach tylko jednym z kilkorga dzieci. I powinna się do zasad tam panujących dostosować w czasie pobytu, zwłaszcza, że nie są to jakieś dziwaczne czy opresyjne zasady. Jak inaczej ojciec i jego partnerka mają wymagać od tych pozostałych dzieci posłuszeństwa skoro przyjeżdża księżniczka i jej wszystko wolno bo tak.
                                                  • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 13.10.16, 00:21
                                                    tak odnosnie podpadania dziecku - ja tam ciagle czyms podpadam np. kazalam umyc zeby a dziecko wlasnie ma focha. No i slynne fazy na mamusie albo na tatusia. I notoryczne sprawdzanie granic - raz u mamusi, raz u tatusia. To jest dziecko, dzieci tak funkcjonuja.
                                                    Ja bym oszalala jakbym miala analizowac czemu w poniedzialek tatus byl najukochanszy a we wtorek mama. Zapewne ktores z nas kupilo nieodpowiednie mydlo, palmolive bez rybki wink
                                                  • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 13.10.16, 04:47
                                                    Opisujesz inną sytuację. Ja też nie analizuję czemu mała wczoraj się do mnie lepiła, a dziś nie ma dla mnie czasu.

                                                    Ale jak dziecko nagle na wzmianki o wakacje u ojca reaguje nie nazwijmy to średnim entuzjazmem typu skrzywieniem się - jak i na SKype'a - ale histerią i bezdechem, to zaczynasz się jednak zastanawiać co zaszło?
                                                  • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 13.10.16, 04:44
                                                    Pomoc psychologa - do poukładania JAKICH relacji? Moich i dziecka czy moich, eksa i dziecka. Bo jeśli tych drugich - no wybacz, negocjacje trójstronne nie wchodzą w grę, dlaczego więc ewentualne ustalenia miały by być brane pod uwagę?

                                                    Sprawa mydła nie. Sprawa dziecka, które od lat szło z eksem, raz chętniej, raz nie, a teraz stanęło okoniem - jest. Bo jest jakiś problem. Oficjalne tłumaczenie może być wątpliwe. Ale problem jest realny i nie jestem pewna czego dotyczący.

                                                    Moja córka, jak pisałam, ze mną i np. moją matką negocjuje, a ojcu i systemowi się poddaje - choć akurat system ostatnimi czasy ma bardzo sympatyczną twarzwink. Wśród koleżanek potrafi być asertywna, władcza albo ulegać - zależy na kogo trafi.

                                                    Uparłyście się na słowie "księżniczka" i widzicie rozkapryszonego bachora, który nie wie czy na Święta jechać na lodowiec czy Mauritius. A ja pisałam o małej dziewczynce, która ma czuć akceptację i odrobinę uwielbienia ze strony pierwszego w jej życiu mężczyzny. Zatem tu sobie nie pogadamy.

                                                    Natomiast co do zasad ulgowych - nie wiem, naprawdę uważasz, że dziecko wrzucone w nową sytuację ma obowiązek dostosować się do niej bez szemrania, bo tak jest, bo nie możemy tolerować rozprężenia dyscypliny, ot, tak, dostosować bez uprzedzenia i żadnego okresu przejściowego na oswojenie się z sytuacją?
                                                    No, wybacz, ale się nie zgodzę. Starszemu urodziło się młodsze i co - nic się nie stało, tak? Rodzic ma nowe dzieci, i to dwójkę od razu, i to całkiem wyrośnięte - i no problem, luzik?
                                                    Chyba za dużo od dziecka wymagasz.
                                • ana119 Re: ... a dziecko nie chce! 11.10.16, 21:49
                                  Teksty o pracodawcy psychopacie mają udowodnić że dobrze robisz nie podejmując pracy. Za pracę dostaje się wynagrodzenie które można przeznaczyć na coś czego potrzebujemy, żeby być niezależnym. Ty odwracasz słowa tak by było po twojemu. Raz piszesz ze swietnie miec znajomych którzy zastępują rodzine a innym razem ze wszyscy pochlonieci swoimi sprawami. O mówieniu za dziecko pisała Peonka. Kończę pisać w tym wątku bo szkoda czasu
                                  • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 09:36
                                    To już nawet lęków nie wolno mieć?
                                    Jak już gdzieś pisałam: pracujemy dłużej wśród ludzi, których nie lubimy, żeby kupować więcej rzeczy, których nie potrzebujemy.

                                    We wpisach o znajomych nie ma sprzeczności. Mam jednego - jednego - znajomego, który myśli podobnie, jest trochę jak rodzina i ma dla nas czas.

                                    Za długo siedzę na forach. Nie jestem jedną z tych osób, które sądzą, że mają monopol na słuszność i rację i jeśli komuś doradzam to nie biorę do siebie tego, że ktoś nie chce mnie słuchać. Rozumiem, niuanse, lęki, sprzeczności, pracę jaka jest do wykonania zanim postawi się pierwszy krok. Ty wchodzisz na wątek. Masz jakąś wizję tego kim jestem, stawiasz tezę, diagnozę i zalecenia do wykonania.
                                    Ale najłatwiej wystawia się cudze walizki.
                                    • aqua48 Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 09:55
                                      danaide napisała:

                                      > Mam jednego - jednego - znajomego,
                                      > który myśli podobnie, jest trochę jak rodzina i ma dla nas czas.

                                      Wiesz warto postarać się o rozmaitych znajomych (również takich, którzy będą Cię postrzegali jako odrębną jednostkę, a nie jako WY), a już zwłaszcza Ci którzy myślą inaczej niż Ty są cenni, bo pozwalają na spojrzenie z boku na rozmaite sprawy i wyciągnięcie wniosków zamiast okopywania się na pozycji - jestem mądra i postępuję słusznie. Jak to mawiają - jeśli trzy osoby mówią Ci, że masz ogon odwróć się do tyłu i sprawdź.
                                      >
                                      >wchodzisz na wątek. Masz jakąś wizję tego kim jestem, stawiasz tezę, diagnozę i zalecenia do wykonania. Ale najłatwiej wystawia się cudze walizki.

                                      Oczywiste jest, że jeśli zakładasz wątek, w którym opisujesz osobiste problemy to udzielający się w nim będą mieli jakąś wizję Ciebie oraz podsuwali możliwe tych problemów rozwiązania. A czego oczekiwałaś? Potwierdzenia słuszności tego co robisz? Gdyby to było słuszne nie byłoby problemu, albo Ty nie miałabyś żadnych wątpliwości, że robisz dobrze i nie zakładałabyś wątku.
                                      Zalecenia do wykonania? Sporo osób podsuwa tu jedynie rozmaite sugestie postępowania, może warto je choćby przemyśleć? Czy je wykonasz zależy tylko od Ciebie.
                                      • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 10:13
                                        Aqua - przecież czytasz forum. Ludzie zaprzyjaźniają się z ludźmi jeśli wyznają jakieś wspólne wartościwink Właściwie powiedziałabym coś, co powiedział mój znajomy spoza Warszawy, ale pewnie uznacie, że to kolejne "niewidzenie winy w sobie". Niech tak: Warszawa to nie miasto. To stan umysłu.

                                        (Innymi słowy również: nie, nie ma tabunów chętnych do zaznajamiania się ze mną, czy to w komplecie z dzieckiem czy osobno.)

                                        To nie jest tak, że jestem mądra i postępuję słusznie.
                                        Raczej: jestem z dzieckiem kompletnie sama i postępuję tak, żeby nie dać się zarżnąć, bo musi mi jeszcze na parę lat starczyć sił. I chcę żyć. Po prosto żyć.

                                        Rady co do dziecka, pisałam, przejrzę. Za rady co do tego jak ja mam żyć serdecznie dziękuję, postoję.
                                      • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 13.10.16, 12:01
                                        BTW, dodajmy, że ten wątek mimo tylu spłodzonych postów wciąż utrzymuje jakieś standardy kultury wink.
                                        Nie zleciały się żadne hieny, żeby jeździć po autorce i sobie nawzajem wink.
                                        Ja się dziwię big_grin.
                            • peonka Re: ... a dziecko nie chce! 11.10.16, 17:08
                              Ja niestety znowu nie rozumiem, co masz na myśli pisząc, czy ktoś nam płaci za życie własnym życiem, oraz to, że dziecko pracuje, a ty na szczescie te pracę masz za sobą. O co chodzi?

                              Moim zdaniem niestety dajesz córce zły przykład, siedząc w domu i żyjąc za pieniądze ojca, plus finansowo stapasz po kruchym lodzie. Nie myślisz o pracy na część etatu czy jakimś zleceniu? Wiem, teraz masz chorą nogę, ale tak w ogóle?
                              • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 10:24
                                1. Tak nie pisałam. Pytałam czemu dlaczego pisząc o "życiu własnym (czyli niedzieciowym) życiem" zawsze piszecie potem o "pracy".
                                2. Pisano mi, że mam chodzić do pracy, żeby nie spędzać z dzieckiem 100% czasu. Wysłałam dziecko do przedszkola/szkoły i nie spędzam. Ja swoją szkołę już odrobiłam. W tym sensie moje dziecko teraz pracujewink
                                Nie żyję "za pieniądze ojca". Przeżyjesz w Wawie z dzieckiem za 1000 zł?
                                Myślę o pracy. Parę razy nawet wysłałam CV. Cisza absolutna.
                                Czemu parę a nie paręset?
                                • peonka Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 22:29
                                  Praca jest najpopularniejszym sposobem spędzania czasu wolnego poza domem, tak po prostu wink

                                  Zapytam inaczej: czy ty jesteś dla swojego dziecka wzorem, przykładem? Czy możesz w razie W zabezpieczyć jej byt? Czy sama sobie możesz powiedzieć, że nie musisz liczyć na alimenty od jej ojca, bo i tak sobie dacie radę? Napisałaś wcześniej, że dysponujesz mieszkaniem, czyli jak rozumiem, nie jest twoje. Może źle rozumiem. Wiem tylko, że samotna niepracujaca z wyboru matka, o ile nie żyje z procentów od fortuny, nie jest dobrym wzorem dla dziecka. Jesli w dodatku jest zależna finansowo od ojca dziecka, to już całkiem źle. Musisz się dostosowywać, bo inaczej odezwie cię od kasy. Walczysz więc dzieckiem jak tarczą. Tak to widzę.

                                  Co do tego, że chciałabyś, żeby córka miała dobrego ojca - jasne, to normalne. Ale wyobraź sobie, że i w pełnych rodzinach zdarza się, że ojciec (lub matka) wychowują dziecko niezgodnie z oczekiwaniami drugiego rodzica i samego dziecka. Co wtedy? Czy jeśli nieszkalibyscie razem, a twój mąż nalegalby na mycie się mydłem, wystawiłabys mu walizki za drzwi? Czy jeśli mąż wysyłalby dziecko spać o 20, też usiadłabys z córką spisywac warunki, jakie ma spełnić, żeby z wami mieszkac?
                                  Tworzysz z córką zwarty front przeciwko jej ojcu. Ty tak chcesz, a ona nie ma wyjścia, bo z Toba mieszka i Cie kocha. Namieszalas jej w głowie nieźle.
                                  • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 13.10.16, 05:33
                                    Tak, mogę zabezpieczyć byt. Zresztą - ja zabezpieczam byt.
                                    Tyle że nie chcę zabezpieczać sama, bo uważam, że trzeba ponosić konsekwencje swoich wyborów, a nie spychać je tylko na innych.
                                    Mieszkanie nie jest moje. Jest moich rodziców.

                                    A matka żyjąca z procentów od fortuny to jest dobry przykład? Nawet jeśli to nie ona zarobiła na tę fortunę? Naprawdę?

                                    Nie, moje dziecko nie jest tarczą. Ale traktuję trochę alimenty jako abonament pay per view.
                                    Dzięki nim dopinam budżet, ale jakby ich nie było, to dopięłabym inaczej. Pierwszy rok po odejściu faceta jedyny dochód mój i mojego dziecko to 150 EUR jakie nam posyłał. Dałam radę.

                                    Uczciwie, nie wiem co bym zrobiła, gdybyśmy mieszkali razem i byłyby tarcia o pierdoły. Godzinę 20stą powitałabym z radością, niestety, to że mała chodzi późno spać było też związane z tym, że nie ogarniałam sama wszystkiego, tych spacerów, zakupów, zupek i reszty i to w stanie postępującego rozwalenia psychicznego - i tak się utarło. Wiele razy myślałam o tym, o jego odejściu i nie wykluczam, że w jakiś sposób sprowokowałam samotne rodzicielstwo. Dla mnie sytuacja była wystarczająco nieznośna - opisałam tu gdzieś po drodzewink

                                    Nie chciałam tworzyć zwartego frontu. Nie potrafiłam udawać, że nie ma we mnie tego, co było. A generalnie - odechciało mi się żyć. Sztuka wzniesienia się ponad i cudownej gry aktorskiej? Obca mi, niestety.
                                    • sasanka4321 Re: ... a dziecko nie chce! 13.10.16, 08:07
                                      > Tak, mogę zabezpieczyć byt. Zresztą - ja zabezpieczam byt.

                                      A tak. Od ojca dziecka dostajesz na dziecko 1.000 miesiecznie. Od jego wspolziomkow, podatnikow, prawie drugie tyle. Twoi rodzice zabezpieczaja i Tobie i dziecku mieszkanie. To w sumie daje na dziecko, 7-letnie, ponad dwa tysiace zl. miesiecznie. I to jest wedlug Ciebie taki dodatek, byt dziecku zabezpieczasz glownie TY??? Do tego nie pracujac... To ile ta siedmiolatka miesiecznie kosztuje? 10 tys?
                                      Moze czas dorosnac, przestac bujac w chmurach i popatrzec na fakty.
                                      • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 13.10.16, 09:37
                                        Wiesz co - miałam Ci szczegółowiej wyjaśniać, ale puknęłam się w głowę.
                                        Ty to jak ojciec mojego dziecka - skoro mieszkanie rodziców, to pewnie NIC nie kosztuje.
                                        Wszystko kosztuje.
                                        Patrzę na fakty. Przede wszystkim, widzę więcej faktów.
                                        Dokładam nie tylko pieniądze, a dokładam minimum drugie tyle co Belgowie wszyscy wzięci, ale i czas. Swój czas. A czas to pieniądz. Witamy od ćwierćwiecza w kapitaliźmie.
                                        • sasanka4321 Re: ... a dziecko nie chce! 13.10.16, 10:34
                                          >Dokładam nie tylko pieniądze, a dokładam minimum drugie tyle co Belgowie wszyscy wzięci,<

                                          Super. Wydajesz na dziecko minimum 4.000 zl miesiecznie. Swietnie. To jest spokojnie do zrobienia i fajnie, ze dzieciak tak ma. Kup jej moze te CD do nauki francuskiego i tablet? Przeciez to drobiazgi - stac Cie na dwa tablety miesiecznie dla dziecka, bez jakiegos uszczerbku dla jej poziomu zycia.
                                          Moze to nie jest odjazd peronu, ale schizofrenia?
                                          • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 13.10.16, 19:45
                                            Fajnie dysponować cudzą kasę, co? Fajnie, fajniebig_grin
                                            O ludzie, ludzie...
                                    • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 13.10.16, 08:28
                                      Nie, to nie Ty zabezpieczasz byt. Stresujesz się odmową wydania dziecka na święta, bo pojawia się groźba wstrzymania alimentów między innymi. Piszesz sama, że bez nich budżet się nie zepnie. Zrozum jedno, im lepiej Ty stoisz finansowo, tym bardziej facet może Ci jedynie nagwizdać i tym mniej masz stresów. Ja mam wrażenie, że Twoje wycofanie się z jakichkolwiek inicjatyw w kierunku pracy to też wycofanie się z życia, którego się boisz, bo Cię boleśnie skopało. Pomyśl, że zamiast wegetacji za 2000 możesz żyć przyzwoicie choćby za 3500. A masz ten luksus, że nie musisz brać czegokolwiek, bo masz nóż na gardle. 6 lat Twoje życie kręci się wokół dziecka, domu i kawki z koleżanką czy wydarzeń kulturalnych. Szczerze, za mądra jesteś, żeby marnować swoje możliwości na taki tryb życia.
                                      • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 13.10.16, 09:42
                                        Ale ja nie mam stresu, ze mi się budżet nie dopnie, tylko nie lubię być wykorzystywana bardziej niż jestem. Jak on odetnie alimenty, to ja poczuję się wykorzystywana ponad miarę i odcinam Skype TV i resztę - a tego nie chcę. Bo wiem, że małej ten ojciec może się kiedyś przyda - a może nie, ale niech ma wybór.
                                        Dzięki, Lokitty. Niby to wiem, że szkoda życia. Ale też wiem, że nie ma ludzi niezastąpionych. Przynajmniej dla świata.
                                        • kotradykcja Re: ... a dziecko nie chce! 13.10.16, 11:29
                                          Czekaj czekaj, Ty się poczujesz wykorzystywana, bo ewentualnie będziesz musiała utrzymać SWOJE dziecko??? OMFG sad
                                          • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 13.10.16, 19:58
                                            Nie lubię pasożytów. Tatusiów, którzy mają problem z zaspokojeniem potrzeb dziecka, ale nie mają problemu z zaspokojeniem własnego ego poprzez pochwalenie się dzieckiem/ojcostwem czy krytykowanie matki. I nie jestem odosobniona w tych odczuciach.
                                        • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 13.10.16, 11:52
                                          To nie ma być dla świata.
                                          To ma być dla Ciebie, żebyś wyszła z tego... czegoś i żebyś znalazła sobie relacje z dorosłymi, których jednak Ci brakuje. Ja do dzisiaj utrzymuję relacje z częścią dorosłych, których uczyłam kiedyś francuskiego, jak moja córka się urodziła, to jedna taka pani Jola umówiła się z nami na spacerek sama z siebie, przyniosła prezent, później nieraz bywała towarzysko (aż żałuję, że Hiszpanie lepiej płacą lekarzom, bo to była super znajoma). Praca to nie wróg, zwłaszcza taka, którą lubisz (i masz ten komfort, że możesz to nadal robić nawet jak słabo płacą).
                                          Po drugie - rezygnacja z "umilaczy czasu", bo budżet się nie dopina, zostanie kiepsko odebrana przez dziecko, skoro potrafi płakać za takim np. tabletem. Poczucie biedy, wegetacji, marazmu, rodzi się też z takich drobiazgów - bo coś było, było fajne, a nie ma tego, np. nawet TV czy jakieś zajęcia sportowe. Tak, zaraz napiszesz, że konsumujemy wszyscy ponad miarę, ale to naprawdę nie chodzi o to, żeby żyć jak Diogenes w beczce. Dla dorosłych to może być fajne wyzwanie, dla dzieci to naprawdę nieprzyjemne, że nie ma tego, śmego i tamtego, co bez problemu ma 90% rówieśników.
                                          BTW, jeżeli wykorzystujesz oszczędności z pracy, żeby miło sobie w domu siedzieć - lepiej weź tę kasę i jedź z małą w podróż po Europie, naładujesz się pozytywną energią i chęcią do robienia CZEGOŚ wink.
                                          Ja już przerabiałam i ten marazm, i poczucie krzywdy, i przekonanie, że ojciec musi dawać więcej, bo tak i siak się ze mną, a i z dzieckiem obszedł. I też w pewnym momencie miałam kasę z zaległych urlopów, potem odprawy, odszkodowania za wypowiedzenie itp. itd. Szybko się niestety rozeszło wink. Namawiam więc po raz ostatni - zrób coś dla siebie, wyjdź do świata na własnych warunkach, połącz pracę z zamiłowaniami, bo masz luksusową sytuację ku temu. Dla Ciebie, a dla córki pośrednio też. Bo jak na razie jesteś tylko dla niej, dla niej, sama piszesz, że jest niemal do Ciebie przylepiona - ona nawet nie ma szansy zrozumieć, że rodzice muszą się też zajmować innymi sprawami poza dzieckiem.
                                          Co do nowej pani i dzieci, pisałaś, że rozsądna kobieta, i że z małymi córka się dogaduje. To jak w końcu? BTW, powinna zostać na to wcześniej przygotowana - jak nie przez ojca, to niestety przez Ciebie. Bo skoro już zgodziłaś się ją puścić w wakacje i puszczałaś też jako malucha, to trzeba było niestety myśleć, jak łagodzić różne dyskomforty. Ojciec nie potrafi - Ty musisz to robić, w momencie, kiedy podejmujesz decyzję o puszczeniu dziecka na 2 tygodnie tak daleko.
                                          • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 13.10.16, 11:58
                                            BTW, czytałaś może kiedyś "W co grają ludzie" Erica Berne'a?
                                            Polecam Ci fragment o "tak, ale" wink.
                                            • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 13.10.16, 19:59
                                              Wiele słyszałam o tej książce i teoriach. Dopiszę do listy, bo ciągle mi się ta pozycja odbija czkawką, dziękiwink
                                          • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 13.10.16, 20:36
                                            Lokitty, ale on mi nic nie mówił o tym patchworku! Może uznał, że jak powie, to się wścieknę i dziecka nie przyślę z zawiści, że mu tak cudownie się życie ułożyłobig_grin A mi to tito, co komu pisane. Zawsze mam taką fantazję, że jak się czymś rodzinnym zajmie, to mniej czepiać się będzie. Nawet mi maila współczująco-pochwalnego posłał...

                                            Mała tę panią lubi, ale pani przy posiłkach, jak taty nie ma, to "jedz" "jedz"... Przynajmniej tak mała dziś powiedziała. Mówię, że ja przecież ją też zmuszam - a ona, że ja zmuszam inaczej. I weź, bądź mądry i pisz wiersze. Na pytanie to jak w końcu - no, nie wiemwink

                                            Nie mogę obiecać wyjścia. Na razie to mam rehab, noga mi puchnie i boli, wszystko robię powoli, chodzę powoli, nawet na czarny protest nie doszłam, tylko galopu mi do szczęścia brakuje. Nie wegetujemy - no, może ja usycham bez koncertów czy teatrów; podróż fajna była w zeszłe ferie zimowe, a w te to ja maks kilo ziemniaków powinnam nosić, ale
                                            ponownie
                                            dziękuję za troskę! ;*

                                            Tak, mam pewne skrzywienia myślenia, jak te o tym, by nie dać się wykorzystywać. Myślę że wykształciły się we mnie na samym początku i zostały. Nie wiem czy zwykłe wyjście, wolontariat czy drobna praca zmieniłyby. Tu trzeba kolejnej hekatomby;D
                                            • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 14.10.16, 03:00
                                              Oj zmieniłyby, bo zajęłabyś się czymś, co by było fajne dla Ciebie, a nie z przymusu.
                                              Człowiek robiąc coś, co ludzi, nie czuje się wykorzystywany.
                                              Co mówi Ci osoba, która właśnie dopiero skończyła układać 30 slajdów z komentarzami dla dzieci na lekcję o Francji wink. A tu jeszcze jedna robótka mnie czeka, chyba nie pośpię. Ale co się naczytałam i odświeżyłam różnych rzeczy, to moje.
                                              • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 14.10.16, 03:01
                                                *lubi
                                                Aaaaaa ślepnę
                                    • peonka Re: ... a dziecko nie chce! 13.10.16, 09:21
                                      Ale zrozum Danaide, Twojej córki nie obchodzi, co chciałaś. Ją obchodzi, co robisz. A grasz nią przeciwko jej ojcu równo.
                                      Zresztą, ja odpadam, pisanie w tym wątku dalej nie ma sensu. Żyjesz w poczuciu, że ponieważ zostałaś porzucona i skrzywdzona, masz monopol na wychowywanie dziecka. Upajasz się swoją i córki niedolą z jednej strony, a zaradnoscia i samowystarczalnoscia z drugiej. Peron ci niestety odjechał.
                                      • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 13.10.16, 09:49
                                        Nie wiem, może odjechał.
                                        Bogiem a prawdą - z tego żyjębig_grin

                                        Nie wiem jaką niedolą - wybór mydła i dwa tablety to nie znów taka niedola dla siedmiolatki. Ale mała dziś powiedziała, że ona by pojechała, ale żeby była babcia i tata, a nie tamta pani i tamte dzieci. I ja teraz nie wiem - czy ja w nią to wszystko już wmawiam pytając (a może problemem jest to, a może tamto?) - czy może po prostu Wy ignorujecie ten element. Przecież urodzenie się nowego dziecka w kochającej rodzinie może być problemem. A pojawienie się trzech osób od razu, z którymi ojciec żyje i kontakt z którymi przedkłada, a dziecko ma się dostosować w trymiga - to nie jest problem?

                                        No weźcie...
                                        Idę do macoch, dam im namiar na wątek. Jeśli jakaś jeszcze tu nie zawitała, to może pomoże.
                                        • aqua48 Re: ... a dziecko nie chce! 13.10.16, 10:48
                                          danaide napisała:

                                          > mała dziś powiedziała, że ona by pojechała, ale żeby była bab
                                          > cia i tata, a nie tamta pani i tamte dzieci. I ja teraz nie wiem - czy ja w nią
                                          > to wszystko już wmawiam pytając (a może problemem jest to, a może tamto?)

                                          Wmawiasz, na 100% - co z resztą sama dostrzegasz. A jeśli mala nauczyła się już że histerią i bezdechem może na Tobie wymóc pewne rzeczy to tym bardziej powinnaś iść do psychologa, żeby NAUCZYĆ się układać sobie relacje z najbliższymi.

                                          >urodzenie się nowego dzie
                                          > cka w kochającej rodzinie może być problemem.

                                          Nie może tylko jest. Zawsze. Ale w kochającej rodzinie rodzice PRZYGOTOWUJĄ starsze dziecko na ten problem i uczą jak sobie z nim radzić. A nie odseparowują noworodka bo starsze sobie nie radzi.

                                          • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 13.10.16, 19:50
                                            Tak - a jakie? Bo to pierwsza tego typu sytuacja, ale może byłaś świadkiem innych (typu supermarket i dziecko na środku głównej alejki) - tyle że ani mojej córki, ani mnie tam nie byłowink
                                            Chętnie przygotowałabym dziecko, gdybym tylko była świadoma rozwoju wypadków. Kuli nie mam, fusy wywalam.
                                        • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 13.10.16, 12:54
                                          nie daje ci to do myslenie, ze ta macocha dopiero co byla fajna i przestala byc fajna w oczach dziecka?
                                        • kotradykcja Re: ... a dziecko nie chce! 13.10.16, 17:17
                                          No ślicznie, jeszcze wątku z macochą brakowało big_grin
                                          Otóż jestem macochą.
                                          Z dzieckiem.
                                          Dzieci męża nigdy nie miały problemu ze mną, tym bardziej z moim dzieckiem.
                                          Uważam, że co najmniej 50% tej sytuacji to zasługa bardzo normalnej matki. Która nie wypowiadała się nigdy negatywnie o nowej rodzinie ojca, wręcz przeciwnie, zawsze utrzymywała wspólną z nami linię wychowawczą i nie raz mówiła dzieciom, że my (moje dziecko i ja) to teraz ich rodzina.
                                          Mam nadzieję, że pomogłam,
                                          • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 13.10.16, 20:58
                                            Tak, pomogłaś, choć a rebours.
                                            Bo my chyba mamy zupełnie inną linię wychowawczą. Wiesz, jak jeszcze mieliśmy kota, to on tego kociaka za głupoty potrafił włożyć pod kran z wodą, bo skoro on miewał już koty to wie lepiej. A ja głupia... nic.
                                            A teraz... coś. I jest problem.
                                            • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 14.10.16, 03:05
                                              OJP. Sorry sorrry, ale się przyczepię - po *uj żeś mu dziecko posyłała od maleńkości? Niestety stosunek do zwierząt to miara stosunku do wszelkich istot słabszych i zależnych, w tym dzieci. Dla mnie to psychol, dziękuję za uwagę (u mnie kocica to królowa, a człeki jej służą smile).
                                              Przyzwyczaiłaś dziada do wygody wink.
                                              A mogłaś być s.u.k.ą. big_grin.
              • kotradykcja Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 10:25
                " Wolę jedną taką dobrą koleżankę niż moje ciotki na przykład"

                Super, tylko, że to Twój świadomy, dorosły wybór.
                Żeby Twoja córka mogła kiedyś (!) takiego wyboru dokonać, musi mieć możliwość. A taką możliwość dostanie jedynie regularnie przebywając z rodziną. Może kiedyś się na nią wypnie i będzie wolała spędzać Wigilię wyłącznie z Tobą, a może wypnie się kiedyś i na Ciebie żeby spędzić Wigilię z przyjaciółmi. A może za kilka lat wypnie się na Ciebie i poleci do ojca, bo będzie nadawać z nim na jednej fali jako dorosły człowiek. Nie wiesz. I nie musisz, bo to nie jest Twój wybór, to nie jest Twoje życie.
                • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 10:37
                  To do lokitty, ale odpowiem.
                  Moja córka miała możliwość i ojciec miał możliwość. Dałam możliwość siostrze, kuzynce, ojcu, matce (moja rodzina) i ojcu mojego dziecka (a przez to jego rodzinie).

                  Moja córka poznała wszystkich i najbardziej zależy jej na mnie, mojej matce, paru naszych znajomych. Ale jak ktoś Cię wyrzuca z domu (i poprzednie wyrzucenie uznaje za ratio legis swojego wyrzucenia) czy wrzeszczy to co się dziwić.
                  Może jej się kiedyś odwidzi.

                  Ktoś tutaj napisał, że trzeba pozwolić ludziom za sobą zatęsknić. Ojciec mojego dziecka też przyzwyczaił się, że bez względu na to co zrobi i jak zrobi dziecko zawsze zostanie mu dostarczone.
                  No, i tym razem - Święta Bożego Narodzenia - nie zostanie.
                  Kolejna szansa - ferie zimowe.
                  • kotradykcja Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 10:46
                    Danaide, z całym szacunkiem, poczytaj to, co piszesz. Oczywiście, że Twoja córka najbardziej jest związana z rodziną, z którą jest na codzień. Przecież to logiczne.
                    I po raz kolejny - rozpatrujesz relacje córki z ojcem przez pryzmat swoich z nim zatargów i własnych doznanych krzywd. A przecież chodzi o zupełnie innego człowieka, którego Twoje problemy z exem nie dotyczą, bo ma z nim totalnie inne relacje.
                    • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 11:29
                      Inne relacje z ojcem - ale jakie?

                      Rzuciłam hasło patchworka, jedynaczki w nowej sytuacji - nie wiem, na ile to gra rolę.
                      Nie wiem na ile rolę gra to, że tuż przed wakacjami rozwaliłam nogę, miałam operację - byłam zależna od różnych ludzi, także od córeczki. Rozumiem, że patola, chwalić Pana, przejściowa. Wiem, że dla niej to było ciężkie przejście, spisała się bardzo dobrze, mówiłam jej, że bardzo mi pomogła. Widzę, że dużą ulgą dla niej była każda zmiana na lepsze - cały czas się cieszy, że coraz lepiej chodzę, chwali się koleżankom, że mamie lepiej.
                      • kotradykcja Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 12:02
                        Inne relacje ojcem, to znaczy, że inne niż Ty masz z jej ojcem. Ty patrzysz na niego przez pryzmat swoich oczekiwań co do jego bycia partnerem, jego skuchy w tym temacie, swoich oczekiwań jakiego TY byś chciała ojca dla swojego dziecka, jak TY byś chciała żeby on się zachowywał.
                        Relacje Waszej (!) córki z jej ojcem są totalnie odmienną jakością. Ona nie myśli, nie powinna myśleć Twoimi kategoriami, a jeśli myśli, to źle.
                        Jeśli chodzi o Twój wypadek - córka 6 letnia czuje się odpowiedzialna za mamę... Hmmmmm.... No właśnie. Rozumiem jak to mogło wyglądać - w sensie podania czegoś, itd.
                        Ale budowanie w niej takiego poczucia odpowiedzialności już chyba nie jest dobrym pomysłem?
                        • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 12:46
                          Wiesz, chyba największe oczekiwaniu jakie mam wobec niego obecnie, to takie, że nie zniszczy dziecka psychiczną przemocą. Byłam osobą formatowaną, wobec której stosowano przemoc fizyczną i psychiczną - czemu się poddałam. Nie chcę tego dla niej. Jej "nie" ma być szanowane, bo to jest "nie" małej kobiety wobec teoretycznie pierwszego mężczyzny jej życia. Bez konieczności uzasadniania.

                          Za duże przeniesienie?
                          • aqua48 Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 13:27
                            danaide napisała:

                            > Byłam osobą formatowaną, wobec które
                            > j stosowano przemoc fizyczną i psychiczną - czemu się poddałam. Nie chcę tego d
                            > la niej. Jej "nie" ma być szanowane, bo to jest "nie" małej kobiety wobec teore
                            > tycznie pierwszego mężczyzny jej życia. Bez konieczności uzasadniania.
                            > Za duże przeniesienie?

                            Zdecydowanie za duże przeniesienie. Ojciec nie jest jej mężczyzną, był TWOIM mężczyzną, a to zupełnie inna relacja. I tak, jako dziecko powinna nauczyć się uzasadniać, żeby jako kobieta mogła z całą stanowczością mówić NIE w ważnych sytuacjach, a w pierdołach umieć znaleźć konsensus z innymi ludźmi.
                            Jak sobie wyobrażasz, że np. w szkole będzie mówiła nie, bo nie jak jej się coś nie spodoba i wszyscy będą jej ulegać?
                            • kotradykcja Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 14:15
                              "Zdecydowanie za duże przeniesienie. Ojciec nie jest jej mężczyzną, był TWOIM mężczyzną, a to zupełnie inna relacja."

                              Nooo właśnie...

                              "Jak sobie wyobrażasz, że np. w szkole będzie mówiła nie, bo nie jak jej się coś nie spodoba i wszyscy będą jej ulegać?"

                              Też mnie to zastanawia. Dzieci mają prawo testować gdzie są granice. Mają prawo walczyć o ich przesuwanie. Ale rolą dorosłego jest stawianie tych granic i pilnowanie, by były adekwatne do wieku.
                              Umiejętność podejmowania decyzji to proces, który powinien być moderowany przez rodzica.
                              Brak granic, permisywizm często obraca się przeciwko dziecku, które wzrasta w przekonaniu, że jego/jej zdanie jest najważniejsze. No więc nie jest.
                            • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 19:53
                              Wiesz, jeśli chodzi o różne zajęcia dodatkowe to owszem, na niektóre powiedziała nie: właśnie dlatego, że ludzie lub metody się jej nie podobają. A na niektóre tak, bo jak lubi jakąś panią to poszłaby nawet na haft krzyżykowy na czas.

                              Wiem, że szkoła w jakiś sposób ją sformatuje i o wielu nie/tak nawet mi nie wspomni. Po prostu sama odnajdzie swoją drogę. Na razie nie miałam z nią problemów, nie stawała okoniem w instytucjach i jest chyba przez kadrę lubiana. W domu negocjuje co może. Widać na więcej pozwalam. Jak pisałam - mam swoje ramki, ale niekoniecznie pokrywające się z systemowymi czy ojcowskimi.

                              Ale rozmawiając o szkole dochodzimy do jednego z zasadniczych problemów: władzy. Tak bo tak. Dziecko musi swoje "nie" uzasadnić. Rodzic/szkoła swojego "tak" nie musi.
                              • aqua48 Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 20:41
                                danaide napisała:

                                > Ale rozmawiając o szkole dochodzimy do jednego z zasadniczych problemów: władzy
                                > . Tak bo tak. Dziecko musi swoje "nie" uzasadnić. Rodzic/szkoła swojego "tak" n
                                > ie musi.

                                Ależ oczywiście, bo to dorosły człowiek narzuca dziecku zasady i on za dziecko odpowiada. Dlaczego? Bo dziecko ma za mało wiedzy i doświadczenia, nie potrafi przewidywać konsekwencji swoich zachowań. A poza tym psychicznie nie jest w stanie podołać takiej roli. To oczywiste.
                                • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 20:52
                                  No sorry, to ja narzucam dziecku zasadę mówienia "nie" jeśli tak czuje. Guess why?
                              • sasanka4321 Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 20:51
                                > Ale rozmawiając o szkole dochodzimy do jednego z zasadniczych problemów: władzy
                                > . Tak bo tak. Dziecko musi swoje "nie" uzasadnić. Rodzic/szkoła swojego "tak" n
                                > ie musi.

                                Uzasadnic moze i powinien. Jesli ma czas, to moze nawet podyskutowac. Ale to rodzic podejmuje decyzje. Owszem, to jest brak wolnosci. Jednoczesnie jest to poczucie bezpieczenstwa. Dorastajac, zyskujemy powoli coraz wiecej wolnosci i coraz wiecej tego bezpieczenstwa tracimy. Siedmiolatek moze sobie wybrac kolor skarpetek. Natomiast gdzie spedzi ferie decyduja rodzice.
                                • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 20:59
                                  Nieee, no, skarpetki były w przedszkolu... Jakaś ewolucja musi być. Ferie od gimnazjum, przepraszam, dwa lata w plecy, ferie teraz od liceum?
                                  • peonka Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 22:36
                                    Ale znowu nie odnosisz się do meritum. Skarpetki były przykładem.
                                    Jeśli 10-latka powie Ci, że idzie z kolezanka na dyskotekę i wróci rano, to co powiesz?
                                    Albo jesli twoja córka od dziś przestanie myć zęby, bo podobają jej się czarne pienki, będziesz z nią dyskutować czy wygonisz do łazienki?
                                    Szacunek dla dziecka nie polega na akceptowaniu każdego jego wyboru. Coś ci się pomerdalo.
                  • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 10:47
                    Wiesz, ja nie dziwię się Twojemu tokowi rozumowania, ale wciąż uważam, że powinnaś córkę wyposażyć w takie narzędzia, które umożliwią jej i ułatwią kontakty z tamtą rodziną. Po pierwsze język. Po drugie - własne kosmetyki, miłe osobiste drobiażdżki na ten wyjazd. Po trzecie - skoro zabawki tam zostają, to podobne zabawki w domu, jak u ojca (w miarę możliwości). I po czwarte - Twoje wyjście na zewnątrz, które wcale nie musi odbywać się na hurra, bo masz wszelkie warunki, żeby np. podjąć się jakichś odpowiadających Ci zleceń. Piszesz w taki sposób, że widać, że jesteś łebska kobita, więc nie uwierzę, że wcześniej np. siedziałaś na kasie w Biedrze wink. Fajnie jest mieć nawet takie sobie środki, ale NA WŁASNYCH WARUNKACH, własną fajną pracę i czas dla dziecka w pakiecie. A jednocześnie - masz głowę zajętą czym innym i różne dziecka problemy widzisz jednak w innej perspektywie, nie przejmujesz się aż tak.
                    • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 11:59
                      1 - negocjuję Trotro. Fakt. Za dużo negocjacji. 2 - ma. Plus mydło. Zawsze ma plecaczek na zabawki, przekładam do walizki to co podejrzane dla służb porządkowych. 3 - ma. Zawsze sporo miała (parę tych zbędnych od ojca przy okazji odwiezie). Problemem był tablet, chyba od jakiegoś czasu chciała mieć, ale ja te technologiczne marzenia trochę spycham na zaśwink Ale już ma. 4 - no, w tym tygodniu to chciałam pochodzić na Warszawski Festiwal Filmowy, ale wątek mnie zeżarł.

                      Ale jak Wy macie potem czas dla dziecka w pakiecie? Znam matkę, która też nie wie jak pogodzić dziecko i pracę przy regularnej pracy 8H i taką, która pracuje, a czasu dla dziecka jest mało, dla siebie też - chyba że konsekwentnie i pomimo niechęci dziecka zacznie dziecko upychać u ojca na weekend. A nie każda może.

                      No właśnie. Mam koleżankę, ma córkę 10+ i ta córka też do ojca średnio chętnie chodzi. I to upychanie u ojca - zresztą za moją namową - to też takie trochę dla dobra przyszłości dziecka (bo teraźniejszości niekoniecznie), trochę dla zdrowia psychicznego matki.

                      Ale z dziećmi i rodzicami to się rzeczywiście porobiło...
                      W filmie Koneser, bohater, Virgil Oldman, pyta swojego pracownika, żonatego od 30 lat jak to jest żyć z kobietą. Lambert odpowiada: To jak branie udziału w licytacji. Nigdy nie wiesz, czy Twoja oferta będzie najlepsza.
                      Z małą kobietą podobniewink
                      Ale żeby wygrać, trzeba licytować. A nie, buch, telewizor - mała mówi, że akurat telewizji to tam sporo oglądają.
                      • berdebul Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 22:50
                        To teraz nic nie rozumiem. Dziecko wiezie swoje mydło, a ojciec każe jej się myć (i pilnuje czy tak jest?) innym?
                        Negocjacje są ok, ale pamiętaj o różnicach kulturowych. To co dla Ciebie są negocjacje, to pewnie dla niego szczyt podważania autorytetu rodzica. wink Jeżeli córka umie powiedzieć "nie będę jadła krewetek bo mi nie smakują" a ojciec w nią wciska "jedz są pyszne", to tak należy dziecka bronić, ale jeżeli jest "zjedz krewetki" a na to "NIE!!!" bo więcej nie umie powiedziec, to jest to bardzo trudne dla obydwu stron. Jeżeli nie chcesz uczyc języka bezpośrednio, to przestaw tablet na francuski, puszczaj bajki po francusku itd, złapie trochę słówek, będzie miała stały kontakt z językiem, naciskałabym też ex o regularnego skype'a i przysyłanie filmów dostosowanych do wieku, książek/komiksów.
                        • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 13.10.16, 05:15
                          Myślę, że tak, to jest jeden z problemów - podważanie autorytetu przeze mnie czy ewentualny sprzeciw dziecka, niepewność w roli rodzica z braku kontaktu z dzieckiem - i przez to usztywnianie postaw.

                          Jedzenie w ogóle może być problematyczne, bo akurat w jedzeniu różnice kulturowe są bardzo widocznewink Mała jest jednak produktem ubocznym kuchni polskiej (przedszkole/szkoła) i prostej kuchni domowej z elementami różnymi.

                          Ona jest jakoś osłuchana. Dostała wcześniej jakieś zabawki interaktywne gadające po francusku, tablet ma francuski. Filmy nie bardzo wchodzą, książki, poza słowniczkami, raczej nieobecne. Prosiłam o jakiś kurs francuskiego na dvd dla dzieciaków, bez odzewu.
                          • berdebul Re: ... a dziecko nie chce! 13.10.16, 16:06
                            Po tym wątku podejrzewam, że obydwoje podchodzicie do spraw bycia rodzicem na sztywno. wink Tylko każde z Was w inny sposob. Zastanów się, co możesz odpuścić, pokaż córce jak negocjować, jak uzasadnić "wiesz tato, ja wolę to mydło bo nie szczypie", czy "krewetki mi nie smakują, ale wczoraj była pyszna zupa". Im więcej będzie umiała powiedzieć, tym będzie im łatwiej.

                            Tu bym zrobiła ukłon w stronę rodziny męża i czasami gotowała z tamtejszych przepisów. To nie muszą być małże (dla mnie niejadalne wink ), ale coś pewnie da się wybrać.

                            Audiobooki? Na przykład z yt? Prosiłaś o jego ulubione bajki z dzieciństwa? Większość ludzi ma jednak sentyment do takich rzeczy, "moje dziecko uczy się czytać z tego samego elementarza". Upychalabym ten francuski gdzie się da, znajomość języka zawsze zaprocentuje, a lepszy kontakt z ojcem czy babcią potraktuj jako skutek uboczny.
                            • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 13.10.16, 20:05
                              Jak pisałam, ja emocjonalnie słabiutka jestem. Moja córka jest lepsza i chyba nawet lepiej manipulujewink Niby znam podstawy porozumienia bez przemocy, komunikowanie potrzeb/odczuć w formie JA, unikanie TY, obiektywny opis rzeczywistości - ale zakłada to jednak, że druga osoba ma jakiś wzgląd na Twoje odczucia.

                              Co do tamtej kuchni, a weź, ja nie gotuję!!! To znaczy gotuję, ale takie tam... Ale on to wiedział! Godził się! Miał gotować! Więc tu jestem kryta, a nie potem pretensje do garbatego, że dzieci ma proste. No dobra, na fali niemożności chodzenia zaczęłyśmy jeść na mieście, lunch na spółę jakoś upchniemy w budżet, szefowa kuchni szkolona we Francji... trochę nowych smaków przemycam. Ale ja akceptuję pierwsze "nie", mała ma spróbować wszystkiego, a z talerza wybrać to, co chce.

                              Komiksywink
                      • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 13.10.16, 00:18
                        Danaide, ale Ty sądzisz, że istnieje gdzieś cudowna, mityczna enklawa kobiet, które nie muszą pracować, bo urodziły dziecko?
                        Zarobić na siebie muszą wszyscy. Dodatkowo rodzice zarabiają na dzieci.
                        Co do pracy 8 godzin, nie wiem, co robiłaś, co umiesz, na ile byłabyś w stanie wykonywać pracę zdalną.
                        Ja nie pracuję 8 godzin, co najwyżej nocami nadrabiam, jak np. dzisiaj. Moje dziecko nigdy nie musiało wysiadywać w świetlicy, a ja pędzić do "psychopatycznego szefa", jak to określiłaś. Sama stworzyłam sobie źródło utrzymania. Dzisiaj przy takich możliwościach komunikacji, jakie mamy, wykonywanie zleceń, szukanie zleceniodawców na odległość nie jest już problemem. To nie jest tak, że masz albo-albo: odbieranie dziecka o 12 i warowanie pod szkołą albo 9 godzin w świetlicy. Masz teraz czas, żeby zająć się sobą i swoją przyszłością, łagodnie, spokojnie (ja tego nie miałam, nagle zostałam bez kasy od ojca młodej, niedługo potem skończyła się kasa z zaległych urlopów i zasiłek chorobowy, na sprawę o alimenty czekałam 2 m-ce. A mój wniosek o zabezpieczenie tymczasowe odrzucono, bo "nie udokumentowałam źródła dochodu ojca" - choć jasno i wyraźnie napisałam, co robi w życiu i na czym zarabia).
                        • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 13.10.16, 04:54
                          Lokitty - wiem, że nie istnieje i nie jestem pewna czy chciałabym być jej częścią gdyby przypadkiem istniała big_grin

                          No, i nie miałam nigdy noża na gardle. Czasem żałuję.
                      • mikams75 Re: ... a dziecko nie chce! 13.10.16, 00:29
                        to mnie utwierdza w przekonaniu, ze nie powinnas ich zostawiac samych przy skypie. Corka pyta - bede miec swoje mydlo, to co ty masz mnie szczypie. Czy moge uzywac swojego mydla? Czy moge sie myc sama?
                        I co odpowie facet w tym momencie? Bedzie sie uzeral z dzieckiem o mydlo?
                • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 10:43
                  Ale to ja napisałam, a nie danaide wink.
                  Ojciec mojej córki mieszka w tym samym mieście, więc jakby chciała, droga wolna, pewnie byłoby mi smutno, ale przeboleję. Albo odwrotnie - zrobię sobie święta polegające wyłącznie na wylegiwaniu się, odsypianiu, wyżeraniu smakołyków i oglądaniu komedii familijnych o świątecznej tematyce, no i nareszcie totalnie, totalnie odpocznę big_grin.
                  Chodziło mi tylko o to, że nie zawsze rodzina w sensie urodzenia, pochodzenia, prawa, to są ci najlepsi dla nas ludzie. Ja np. jako samotna matka z bękartem tongue_out zostałam opuszczona praktycznie przez wszystkich poza matką - a i tak muszę słuchać wypominania, że mi w czymś pomagała.
                  Szczególnego serca do własnej rodziny nie mam. Niemniej na I Komunię zaprosiłam, składam życzenia, jak czasem jest okazja kogoś odwiedzić, wpaść w jakimś celu, generalnie staram się zabrać córkę, żeby tych ludzi znała.
                  Ale prawdą jest, że od 2-3 koleżanek doznałam o wiele więcej życzliwości, zainteresowania, zrozumienia, także w momencie, kiedy ojciec mojej 2-letniej córki nie chciał płacić alimentów i groził odebraniem dziecka, jeśli po nie wystąpię do sądu. Oczywiście wystąpiłam, wystąpiłam też o ustalenie miejsca pobytu przy matce, a po wizycie pani kurator, która panu tatusiowi niemal szperała w garach przez dobrą godzinę jakoś dziwnie stracił zapał do tego odbierania big_grin. W tym czasie wsparcie koleżanek było nieocenione - moja matka tylko biadoliła.
                  • kotradykcja Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 10:48
                    "Ale to ja napisałam, a nie danaide wink."
                    A to przepraszam za pomyłkę smile
                    Natomiast co do sedna - zgadzam się. Dla mnie też najbliżsi są ludzie kompletnie ze mną więzami krwi nie związani, od mojego syna poczynając wink
      • kotradykcja Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 10:23
        "Tak to ma być? Ta rodzina z musu? Na psa urok... "

        I Ty się dziwisz, że mała ma takie a nie inne podejście do wyjazdów? Przecież ona chłonie Twoją niechęć jak gąbka.
        • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 10:28
          Przykro mi, że mam niechęć do kogoś, kto miał kaprys mieć dziecko, miał kaprys mnie zostawić nie płacąc niemal na jego utrzymanie (zaoferował mi 150EUR miesięcznie) i postawić w sytuacji przymusowej. Poukładałam sobie życie jak umiałam. Ale i tak muszę wysłuchiwać, że źle.
          Cóż, na szczęście dzięki terapii takie opinie już mnie nie krzywdzą.
          • kotradykcja Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 10:38
            Ja, ja, ja, ja.
            Na problem patrzysz przez "ja". A przecież nie o Ciebie chodzi w tym wszystkim.
            • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 11:33
              Ale to nie jest też tak, że jeśli o mnie nie chodzi to mnie w tym nie ma.
              • kotradykcja Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 11:57
                Jasne, tylko że patrząc przez filtr "JA" masz zniekształcony obraz sytuacji.
                • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 12:00
                  Bez filtru "ja" to dopiero matrixsmile
              • aqua48 Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 13:31
                danaide napisała:

                > Ale to nie jest też tak, że jeśli o mnie nie chodzi to mnie w tym nie ma.

                Jesteś, ale nie gwiazdą na pierwszym planie, jak tu. Tylko w roli wykonawczej mając na celu dobro córki, nie swoje zemsty, żale, pretensje i fobie. Jeśli potrafisz.
    • bei Re: ... a dziecko nie chce! 10.10.16, 09:37
      Zazwyczaj spotkania z niedzielnym tata sa bardzo atrakcyjne, tu tata skutecznie wypracowal sobie zle relacje z dzieckiem. Ja bym ulegla dziecku, ulegalam czasami w blahych sprawach, gdy byly wazne to bezdyskusyjnie patrzylam na dobro dziecka.
      Pozwol corce jak i ojcu zatesknic za soba. Dziewczynka za jakis czas ( moze byc dlugii, do nastolectwa albo nawet do doroslosci) moze poznac ojca na nowo. Abstynencja spotkan teraz nie wyklucza poprawnych relacji pozniej. Znam cztery kobiety, ktore nie chcialy kontakow z ojcem gdy byly dziecmi ( dwa rodzenstwa)
      Kazda z nich ma teraz bardzo dobre relacje z rodzicielem. To co bylo przesialy przez sito zdarzen, nie chca nic nadrabiac tylko biora zycie na biezaco.
      Sama bylam w podobnej sytuacji, tylko odleglosc mniejsza. Mimo rzadkich spotkan synow z ojcem kontakt pozostal bardzo dobry.
      Musisz wytlumaczyc eksowi, ze nie jest wazna ilosc spotkan tylko intensywnosc tych kontaktow. Musi popracowac nad jakosciasmile
      Wiem......latwiej przekonac dziecko, ze ma jechac niz eksa , ze spotkania nie bedzie.
      Ale Corka jest WAZNIEJSZAsmile!
      Szybkiego dobregosmile
    • 21mada Re: ... a dziecko nie chce! 12.10.16, 23:04
      A w jakim jezyku oni rozmawiaja (ojciec z corka)?
      • lokitty Re: ... a dziecko nie chce! 13.10.16, 00:21
        Frenglish? smile
        • danaide Re: ... a dziecko nie chce! 13.10.16, 04:48
          Raczej frolskiwink

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka