bu-zia
04.11.16, 20:59
moj syn zostal dzis zaatakowany po szkole przez dwójkę "kolegów". Poszło o wczesniejsze zatargi w jakiejś grze ....nie znam szczególow, albo raczej mało je rozumiem, bo nie pojmuję jak mozna pobic kogos, bo cos zrobił nie tak w grze.
Efekt był taki, że po skonczonych zajeciach syn poszedł do pobliskiego sklepiku, a kiedy wyszedł podeszli do niego i zaczęli popychac, a potem, kiedy już leżał na ziemi to się wzieli za kopanie gdzie popadnie. Wszystko zauważyła sprzedawczyni i to ona zadzwonila na policje. Panowie przyjechali kiedy tamci juz uciekli, synem zajela sie sprzedawczyni. Kiedy przyjechalam z pracy, to sprawcy juz zostali odnalezieni (u nas to nie jest trudne bo to niewielka dzielnica-wszyscy sie znaja) i siedzieli wraz z rodzicami u dzielnicowego, probujac za wszelka cene zbagatelizowac to co sie stalo.
Chłopcy maja po 11 lat, znam ich i znam ich rodzicow, powiedzialabym że sa z dobrych domów, nie uwierzyłabym, że potrafia cos takiego zrobic koledze..a jednak!
Mam sie zastanowiec i dac znac, czy zglaszam oficjalnie napasc czy odpuszczam chłopakom. Rodzice obojga caly czas usprawiedliwiali swoje dzieci i zwalali na ich mlody wiek i glupote, a ja mam mieszane uczucia. Z jeden strony faktycznie, to niby zwykła bójka dzieciaków, ale z drugiej jakos nie mieli oporów zeby go kopac, kiedy juz leżał, a gdyby ich sprzedawczyni nie pogonila?
Syn ma stłuczoną głowę i siniaki na rekach i plecach, zniszczoną kurtkę (juz mi wręcz rodzice wpychali do kieszeni kase za nią i za zniszczony plecak).
On sam mówi zeby im odpuscic, że sie dogadają. Co wy byscie zrobily?