Dodaj do ulubionych

no to se poświętowałam

17.09.08, 13:12
Wczoraj miałam rocznicę ślubu. Ponieważ ostatnio mamy trochę
kłopotów (może ktoś pamięta moje wcześniejsze wątki), liczyłam chyba
na cuda-wianki ze strony męża. No i się przeliczyłam.
Z jednej strony naprawdę dobrze nam razem, dużo rozmawiamy i zawsze
uważałam, że jesteśmy udanym małżeństwem, a z drugiej rozwalają mnie
takie sytuacje jak wczorajsza: dostałam kwiaty (akurat to nie jest
nic specjalnego, bo kwiaty dostaję czesto bez okazji) i nic.
Liczyłam na wyjątkowy wieczór, a prawie się do siebie nie
odzywaliśmy. Dzień jak codzień, zero wyjątkowości.
Ten mój typ tak ma, że "zacina" się w sytuacjach, kiedy wie, że
dobrze byłoby się wykazać.
Wczoraj byłam zaskoczona, było mi przykro. Tak się chciałam wygadać,
że te chłopy to jednak głupie są.

PS. Do morgen_stern przy okazji: właściwa strona Wisły to oczywiście
praska. Od lat tam mieszkam smile
Obserwuj wątek
    • przeciwcialo Re: no to se poświętowałam 17.09.08, 13:18
      Mnie zawsze zastanawiało po kiego czorta obchodzic te wszystkie
      rocznice, imieniny, urodziny nie tylko swoje ale tez tesciowych itp.
      Szczesliwi nie powinni czasu liczyc, czyz nie?
      • coronella Re: no to se poświętowałam 17.09.08, 13:23
        przeciwciało,
        no dokładnie smile ja tez się nad tym zastanawiam smile
        i mało tego-
        oczekiwac od faceta czegoś szczególnego wiedząc, że facet w takich momentach się zacina. A potem żale na forum, jaki to on nieczuły.

        a juz najbardziej zastanawiające jest dla mnie kupowanie rodzicom prezentu z okazji ich rocznicy slubu.
      • luxure Re: no to se poświętowałam 17.09.08, 17:12

        > Mnie zawsze zastanawiało po kiego czorta obchodzic te wszystkie
        > rocznice, imieniny, urodziny nie tylko swoje ale tez tesciowych itp.

        Otóż to, dla mnie wszelkie imieniny, urodziny, rocznice i inne takie to koszmar
        nad koszmary. Jeszcze w gronie najbliższej rodziny to pół biedy chociaż ani ja
        ani mój mąż nie mamy głowy do dupereli. Dla mnie tematy pamiętał - nie pamiętał,
        wykazał się - nie wykazał to małostkowość i tyle.
    • dee.angel Re: no to se poświętowałam 17.09.08, 13:20
      Szczerze, nie czytalam nic o twojej sytuacji, moze to ma cos z tym wspolnego...
      Ale zastanawia mnie, dlaczego sama nie zrobilas NIC, zeby ten dzien byl
      wyjatkowy? Dostalas kwiaty, po czym posadzilas pupe i czekalas nie wiadomo na
      co... Nie rozumiem tego. Chcesz isc do restauracji, do kina - POWIEDZ. To takie
      trudne? To przeciez nie byly twoje urodziny, tylko WASZA rocznica. On chociaz
      przyniosl kwiaty, a ty?
      Tak mi sie wydaje, ze niektore kobitki to jednak gupie som smile
      • montechristo4 Re: no to se poświętowałam 17.09.08, 13:27
        Obchodzenie rocznic ślubu było i jest dla nas ważne. Dla niektórych
        nie ma znaczenia, ale dla nas tak. I dlatego liczyłam na coś
        specjalnego.
        Co roku albo upychaliśmy gdzieś dzieci, żeby wyjechać, albo szliśmy
        na kolację/spacer w wyjątkowe miejsce. Najczęściej kupowaliśmy sobie
        również prezenty.
        Tym razem ja odpuściłam, bo mam wielki żal do męża, że "dzięki"
        niemu nasze małżeństwo przeżywa kryzys. Liczyłam na to, że wyjątkowo
        się postara akurat teraz, skoro deklaruje, że tak strasznie mnie
        kocha i nie wyobraża sobie życia beze mnie.
        • przeciwcialo Re: no to se poświętowałam 17.09.08, 13:31
          Nie wiem jak jest w waszym małzeństwie ani jak długo jestescie razem
          ale wiekszości facetów to trzeba wprost powiedziec bo oni w myślach
          czytac nie umieją ani z fochów odczytywać tym bardziej.
          Trzebabyło 2-3 dni wczesniej zacząc rozmowe. Przynajmniej ja tak
          zrobiłabym .
        • dee.angel Re: no to se poświętowałam 17.09.08, 13:33
          Trudno mi wyrokowac na podstawie 2 zdan, ale najwyrazniej kryzys nie minal i
          same deklaracje nic nie zmienia. Wczoraj mieliscie dobra okazje, zeby o tym
          pogadac, bez fochow, ale ty odpuscilas, a jemu albo sie nie chcialo, albo
          podszedl jak pies do jeza i widzac twoja reakcje (a raczej jej brak) chyba mial
          racje... Za duzo niedomowien, za duzo niewypowiedzianego zalu z twojej strony -
          niezbyt to pasuje do swietowania rocznicy, nie uwazasz?
          • montechristo4 Re: no to se poświętowałam 17.09.08, 13:39
            kryzys trwa od kilku miesięcy i naprawdę dużo na ten temat
            rozmawialismy. Myślałam, że już jest lepiej. Może nie powinnam
            oczekiwać niczego, może wydawało mi się, że powinien stanąć na
            głowie? Nie wiem.
            Nie chciałam po raz kolejny wałkować tematu, tylko spędzić miło
            czas. Ale tak, żeby to on zorganizował, żebym wiedziała, że mu
            zależy. A tak? Z jednej strony deklaracje, czułe słówka, kwiaty a z
            drugiej olanie czegoś, co jest dla nas ważne.
        • baba06 Re: no to se poświętowałam 17.09.08, 13:35
          > Tym razem ja odpuściłam, bo mam wielki żal do męża, że "dzięki"
          > niemu nasze małżeństwo przeżywa kryzys.


          Ty odpuściłaś, a on kupił kwiaty, to już z jego strony coś!, a może miał jeszcze
          coś w "zanadrzu", ale jak widział,że ty odpuściłaś to też mu odeszła ochota na
          świętowanie.


          A może należało przygotować jakąś suuuuper kolację, wino, świece, muzyka i
          zaskoczyć faceta!?
    • pieskuba Re: no to se poświętowałam 17.09.08, 13:28
      A jest jakaś inna :o)))?

      (ja też tam mieszkam)
      • morgen_stern Re: no to se poświętowałam 17.09.08, 13:35
        Ja mam nadzieję mieszkać jak najkrócej wink
    • sebaga Re: no to se poświętowałam 17.09.08, 13:50
      > Wczoraj byłam zaskoczona, było mi przykro. Tak się chciałam wygadać,
      > że te chłopy to jednak głupie są.

      no cóz, nie obraź się, ale głupio to Ty się zachowałaś. Spieprzyłaś wieczór na
      własne życzenie... I jeszcze facetów od głupich wyzywasz. Piszę na podstawie
      tego co w tym wątku powiedzialaś, bo innych nie znam. Wiesz, ze facet się zacina
      a mimo to, jesteś zaskoczona. No cóż, zacięta z Ciebie osóbka... Zamiast
      porozmawiać wcześniej, to cudów się spodziewasz..Ehh..
      • montechristo4 Re: sebaga 17.09.08, 13:56
        Nie sądze, że to ja powinnam zabiegać o dobry nastrój, skoro sprawcą
        kryzysu w naszym związku jest mąż.
        Przypuszczam, że gdybym czuła się winna, to wiedziałabym jak okazać
        uczucie. I tyle.
        Nie przeczytałaś chyba całego wątku, tylko pierwszą wypowiedź.
        • sebaga Re: sebaga 17.09.08, 14:12
          > Przypuszczam, że gdybym czuła się winna, to wiedziałabym jak okazać
          > uczucie. I tyle.

          No własnie! Gdybyś TY! Twój maz to nie Ty i funkcjonuje inaczej, o czym Ty wiesz
          doskonale. A Twoje wczorajsze zachowanie widzę tak: wiedzialaś, ze maż nic nie
          zrobi, czekałas na to i na to swoje "rozczarowanie". Masz doła o którego sama
          się prosiłas.

          Na Twoim miejscu, znając męża, jak krowie na miedzy wyjaśniłąbym czego pragnę i
          razem byśmy coś zaplanowali..
          A jeśli wina męża jest przeogromna (nie znam sytuacji), to mialabym głeboko w
          dupie gesty w stylu wyprawienia super wieczoru przez meża..
          Rozmawiajcie przede wszystkim, to podstawa i nie oczekując więcej niz możesz dostać.
          • sir.vimes Re: sebaga 18.09.08, 10:14
            > A jeśli wina męża jest przeogromna (nie znam sytuacji), to mialabym głeboko w
            > d...ie gesty w stylu wyprawienia super wieczoru przez meża..

            z tym się zgadzam
    • weronikarb Re: no to se poświętowałam 17.09.08, 13:57
      Oj to moj mąż nie może się nadziwić że nie pamiętam nigdy naszej
      daty slubu smile
    • mathiola Re: no to se poświętowałam 17.09.08, 13:59
      ja bym zrobiła fajną kolację z winkiem dla podkreślenia nastroju.
      • verdana Re: no to se poświętowałam 17.09.08, 14:46
        RSwietnie wyobrazam sobie post faceta "W naszym zwiazku ostatnio cos
        nie gra. W rocznicę slubu kupiłem żonie kwiaty i miałem nadzieje -
        ze tak jak co roku, bedzie miała jakis pomysl, aby mile spedzić ten
        dzień. Ale ona nie zrobila kompletnie nic, nie dostałem od niej
        prezentu, ani nie przygotowała, jak kiedyś, kolacji przy swiecach,
        ani nic. Miała taka mine, ze nie śmialem nawet zapytac, czy dzis
        świętujemy>"
        Prawde mówiac, nie tylko mąż się nie postarał, Ty też. Wymyslilaś
        sobie, ze rocznica będzie momentem pojednania, tylko zaomniałas o
        tym powiedzieć - a on, drań, nie domyslił sie.
    • montechristo4 Re: no to se poświętowałam 17.09.08, 15:11
      jestem zaskoczona. Naprawdę. Nie oczekiwałam głaskania po główce i
      czytania "jakaś Ty biedna", ale zrozumienia.
      Nie wiem naprawdę, dlaczego JA miałabym robić kolację i wymyślać
      atrakcje, skoro to mój facet koszmarnie nawalił i wywrócił nasze
      życie do góry nogami. Jeszcze dwa miesiące temu zastanawiałam się
      nad rozwodem. Staram się na codzień nie wracać do tego, co było, nie
      roztrząsać i nie bać się. I tylko ja wiem, ile mnie to kosztuje -
      ten spokój i ciepło.
      I obiecywał, że udowodni, jak bardzo mu zależy.
      Nie rowumiem Was dziewczyny, niech mi to ktoś wyjaśni, jak
      czterolatkowi.
      • sebaga Re: no to se poświętowałam 17.09.08, 15:21
        ale czego Ty nie rozumiesz? Ze mąż nie realizuje TWOICH pomysłow, zrodzonych w
        TWOJEJ głowie, o których nie raczyłaś go powiadomić?

        > I obiecywał, że udowodni, jak bardzo mu zależy.
        Moze on sobie inaczej wyobraża to udowadnianie? Porozmiawiaj z nim po prostu.

        Nas na forum rozumieć nie musisz, gorzej z męzem się nie rozumiemiesz i nawala
        to co najważniejsze, komunikacja..
        A teraz zamiast strzelać focha i po kątach się smucić, powiedz mu co czujesz,
        nie każ mu być wróżką.

        tak czy inaczej, powodzenia życzę.
        • montechristo4 Re: no to se poświętowałam 17.09.08, 15:29
          dziękuję, mam nadzieję, że będzie dobrze.

          Do głowy mi nie przyszło, żeby domyślał się, że chciało mi się nie-
          wiadomo-czego. Ale na standard rocznicowy, czyli kolacja, jakies
          wyjście itp. mógł się wysilić. Tylko o to chodzi. Jeżeli olał, to
          chyba aż tak bardzo mu nie zależy....
      • dee.angel Re: no to se poświętowałam 17.09.08, 15:46
        Kryzys jest z jego winy? Byc moze - choc nie slyszalam o przypadku kiedy wina
        lezy w 100% po jednej stronie (zreszta gdyby tak bylo i jest to beznadziejny
        dran to po cholere w ogole sobie glowe rocznicami zawracac? Spadaj stamtad i juz.)
        Oczekujesz jakiejs poprawy, ale twoim zdaniem tylko on ma cokolwiek uczynic, a
        ty sobie usiadziesz i laskawie przyjmiesz jego starania - nie obraz sie, to
        dziecinne podejscie. Jezeli naprawde OBOJGU wam zalezy na uratowaniu tego
        zwiazku to OBOJE musicie sie postarac. Jest w tobie wiele zalu i odnosze
        wrazenie, ze czego by nie zrobil w tej chwili bedzie ci malo, ale nie dasz mu
        wskazowek, bo powinien sie wykazac sam. Trudne zadanie. Mysle, ze czas na
        wspolna terapie... Zreszta tak naprawde ciezko cos doradzic, bo nie wiem nawet
        jaki jest kaliber tego kryzysu - zdrada? kryzys wartosci? odkrycie wad? czy fochy?
        • montechristo4 Re: no to se poświętowałam 17.09.08, 15:51
          zdrada. Beznadziejny, głupi wybryk po pijaku.
          Fantastyczne małżeństwo z jedną skazą.
          I tak, może to dziecinne, ale chcę się czuć jak księżniczka wokół
          której trzeba teraz skakać. I mam żal o to nieskakanie.
          Bo "przecież wiesz, że to nic nie znaczyło", "byłem pijany i
          niewiele pamiętam".
          • dee.angel Re: no to se poświętowałam 17.09.08, 15:53
            Dawno to bylo?
          • e.logan Re: no to se poświętowałam 17.09.08, 16:00
            > I tak, może to dziecinne, ale chcę się czuć jak księżniczka wokół
            > której trzeba teraz skakać. I mam żal o to nieskakanie.
            Tarasz sie wzbudzic w nim poczucie winy?Bo luisz gdy skacze wokol
            ciebie. Ok ale ile mozna tak grac w zwiasku.Szantaz emocjonalny nie
            buduje zwiasku on go rujnuje.

            Nie jestes 1 zdradzona tylko iedy trzeba przestac grac meczennice i
            zaczac zyc na wlasny rachunek.TAk go przy sobie nie zatrzymasz.
            • sir.vimes to chyba on chce ja przy sobie zatrzymać? 18.09.08, 10:30
              Łaski nie robi, ze "wrócił". To ona mu wybaczyła, prawda?

              > Nie jestes 1 zdradzona tylko iedy trzeba przestac grac meczennice i
              > zaczac zyc na wlasny rachunek.TAk go przy sobie nie zatrzymasz.
        • montechristo4 Re: no to se poświętowałam 17.09.08, 15:53
          I draniem nie jest. To fajny, czuły i ciepły facet. Tylko głupi
          momentami.
      • e.logan Re: no to se poświętowałam 17.09.08, 15:54
        No to prosze. Maz zawiodl Twoje zaufani, mial / nie mial jakas
        znajoma. Ty chcesz by udowdonil ze Ci kocha wyjatkowo i chcesz
        gruszek na wierzbie.Tak bo jak dla mnie bylas w takim stanie ze ni
        wazne co by zrobil byloby za malo.Chcesz by udowodnil miłośc kajał
        sie.A co jesli on ma juz dosc zdobywania ksiezniczki , vel krolowej
        lodu? Zroil zle , mieliscie zaczac od nowa ale tak naprawde Ty mu
        nie wybaczylas. I nie wazne co zrobi bedzie zbyt malo. Ty ciagle go
        karzesz za to co bylo, ciagle a ci udawadnac ze kocha a Ty laskawie
        przyjmiesz?.


        Pewnie po jego wpadce kajal sie bardzo i Ty liczylas ze on zawsze
        juz taki bedzie skulony, pokorny.JAk widac otrzasnal sie i zaczal
        zyc nomalnie , oczekujac tego od ciebe ale Ty nadal chcesz by nadal
        byl na etapie przepraszam ze zyje. Albo mu wybacz i zyjcie normalie
        w tym bez tych durnyc foch albo podaruj go sobie.
        • verdana Re: no to se poświętowałam 17.09.08, 16:16
          A, rozumiem. przez reszte zycia on ma się starac i odpokutowywać,
          pyl Ci odmiatac spod nog, a Ty nie zamierzasz sie dla niego starac,
          bo on jest winny.
          Mozna wyrzucic z domu faceta po zdradzie - czemu nie. Można zrobić
          dzikie pieklo, awanture z tluczeniem porcelany - czemu nie. Mozan
          zabrac dzieci i wyprowadzić się do matki.
          Ale uznac, ze reszte życia będzie czerpalo się profity z tego, ze
          facet jest winny i ze mu się nie pozwoli nigdy już być "dostatecznie
          dobrym" - to tak czy inaczej koniec małżenstwa. Żaden facet takiej
          atmosfery, takich wymagan nie wytrzyma.
          Więc zdecyduj się - albo skladasz o rzowód, albo przestajesz opierac
          dalszy związek na poczuciu winy u faceta i jego bezustannej pokucie.
          • sir.vimes Re: no to se poświętowałam 18.09.08, 10:43
            Verdana, ale gdzie tu mowa o reszcie życia? O dawaniu do zrozumienia , ze już na
            zawsze jest gorszy? Przecież minęły dopiero 2 miesiące?

            Jakbym wykręciła mężowi taki numer (zdrada po pijaku) to czułabym potrzebę
            udowodnienia mu, ze to on jest ważny, że się staram itd. Nie oczekiwałabym, że
            po miesiącu czy dwóch sprawa nie będzie miała żadnego znaczenia.

            Bo to problem zdradzającego jak odzyskać zaufanie i pokazać swoja miłość, nie
            zdradzonego. Zdradzony ma pewne prawo do fochów.
            • montechristo4 Re: sir.vimes 18.09.08, 10:53
              Dzieki za zrozumienie. Dokładnie o to mi chodzi.

              Sprawę wyjaśniliśmy sobie, przeprowadziliśmy naprawdę wiele rozmów;
              to mój mąż powiedział, że będzie się starał udowodnić, że warto dać
              szansę naszemu związkowi i że podjęłam dobrą decyzję zostając z nim.
              Też tak myślę, że dobrze zrobiłam.

              Chodzi mi tylko o rozczarowanie, oczekiwanie na coś specjalnego.
              I nie sądzę, żeby chodziło o to, że bał się "dnia dobroci dla
              zwierząt". Chyba teraz nasze małżeństwo wymaga specjalnej
              pielęgnacji. Nie mówię, że tylko z jego strony. Ale na razie tego
              oczekuję.
              Naprawdę, gdyby miał romans, to wiedziałabym, że coś nawaliło u nas
              i czas na zmiany - albo koniec albo zmiana w związku.
              Ale taki jednorazowy wybryk nie świadczy o tym, że w naszym
              małżeństwie źle się działo. Raczej o głupocie mojego męża.
        • sir.vimes Jasne, to jej wina , ze zdradził 18.09.08, 10:39
          i powinna przeprosić , zrobić kolację i przestać zgrywać księżniczkę - w końcu
          żona to nikt specjalny, wyjątkowy, ot, coś jakby kuchta.

          > No to prosze. Maz zawiodl Twoje zaufani, mial / nie mial jakas
          > znajoma. Ty chcesz by udowdonil ze Ci kocha wyjatkowo i chcesz
          > gruszek na wierzbie.Tak bo jak dla mnie bylas w takim stanie ze ni
          > wazne co by zrobil byloby za malo.Chcesz by udowodnil miłośc kajał
          > sie.A co jesli on ma juz dosc zdobywania ksiezniczki , vel krolowej
          > lodu?

          W zdrowym związku jest codziennie miejsce na jakąś tam dozę adoracji i
          "traktowania jak księżniczkę" (i jak księcia teżsmile)) Jeżeli książę zachował się
          jak ropucha - musi troszkę się postarać. Nie ma nic gorszego niż udawania,ze
          wszystko jest OK, jeżeli nie jest OK.

          Zdrada , nawet po pijaku, to wielka rana na związku i nie zagoi się od udawania,
          że przeszłość nie ma znaczenia.



      • sir.vimes To ja spróbuję 18.09.08, 10:28
        wyjaśnić.


        Wiekszość ludzi uważa, że mężczyźni sa niezdolni do zapamiętania dat , rocznic.
        Nie wiem skąd się to wzięło ale funkcjonuje - stąd porady tłumaczenia męzowi jak
        krowie na rowie.

        Ale z drugiej strony - niektórzy ludzie baliby się urządzać super kolacyjkę w
        takiej sytuacji (gdy zawinili) żebyś nie odebrała tego jako drwinę i "dzień
        dobroci dla zwierząt". Bo ja bym tak odebrała próbę zmazania winy i
        zadośćuczynienia za pomocą jednego fajnego wieczoru. Może Twój mąż wyszedł z
        takiego właśnie założenia?

        Myślę, ze jednak nie ma innej opcji jak porozmawiać - to znaczy spytać czy
        dlatego nie urządził nic,że bał się, ze się wściekniesz. Jasne, w ten sposób
        dajesz furtkę do niekoniecznie zgodnych z prawda wyjaśnień - ale jednocześnie
        komunikujesz, ze oczekiwałaś czegoś i zapobiegasz kłótni...

        Warto ustalić jakie macie oczekiwania w związku z tym kryzysem - tzn czego Ty
        oczekujesz od męża i czego on oczekuje od siebie smile Powiedz mu to co nam - że
        wiele cię kosztuje obecna sytuacja i ze chcesz ZOBACZYĆ jak on się stara a nie
        tylko wiedzieć , że myśli o tym. Pomyśl - jemu jest głupio i wstyd, może woli to
        wypierać i w ogole nie zastanawiać się nad tą kwestią? Albo rozważa sobie to
        wszystko samotnie i coś tam szykuje na przeprosiny- a Ty o tym nie wiesz i jest
        Ci przykro...

        Jeżeli jednak podejrzewasz, ze przeszedł nad wszystkim do porządku dziennego i
        olewa sprawę - to nie jest dobrze...
    • myelegans a ja Cie rozumiem 17.09.08, 16:14
      Facet spieprzyl i wypadaloby tak od siebie wykonac zwiekszony
      wysilek, bez mowienia, bez przypominania, tez bym oczekiwala
      dodatkowego wysilku.
      Zwlaszcza, ze macie w zwyczaju swietowac rocznice szczegolnie, a
      tymczasem, tu kiedy jestescie na zakrecie, nie bylo wysilku, nawet
      zeby bylo "jak zwykle".
      Rozumiem zal i rozgoryczenie

      facet poszedl po najmniejszej linii oporu, kupil wiechcia i juz...
      • verdana Re: a ja Cie rozumiem 17.09.08, 16:19
        Wiesz co?
        Nie jestem przekonana, czy dobrze przyjęłabym specjalne swiętowanie
        rocznicy przez faceta w takiej sytuacji. Bardzo niezreczne. Facet
        może słusznie oczekiwać, ze w tej sytuacji propozycja pojednania i
        swietowania, jak by nic nie zaszło, powinna wyjść od strony
        skrzywdzonej, a urzadzanie przez niego wystawnych kolacji bedzie xle
        przyjete, jako "pudrowanie syfa". W takim wypadku sporo kobiet wcale
        nie byloby zachwyconych.
        • myelegans Re: a ja Cie rozumiem 17.09.08, 17:40
          To wcale nie musi byc demonstracyjne swietowanie, tylko pretekst z
          okazji slubu do refleksji nad wlasnym zwiazkiem i nawiazania
          komunikacji.

          Ja bym napisala list i wyluszczyla. Zrobilam tak kilka razy w bardzo
          nieciekawych momentach i zyciowych zakretach.
    • mama_zulika Re: no to se poświętowałam 17.09.08, 16:18
      Nie kazdy czytal Twoje wczesniejsze watki, ja na przyklad tak sie zlozylo, ze
      nie. Piszesz, ze facet wywrocil do gory nogami wasze zycie, ze zastanawialas sie
      jeszcze niedawno nad rozwodem. To moze powiesz po krotce w czym rzecz? Inny
      ciezar ma np. zdrada a inny wiele innych rzeczy. Mysle, ze i m nie i innym
      dziewczynom byloby latwiej ustosunkowac sie gdyby mialy jasnosc sytuacji. Z tego
      co piszeszniewiele obiektywnie wynika.
      • e.logan Re: no to se poświętowałam 17.09.08, 16:20
        Przeciez pisze tutaj.

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=84778258&a=84786960
        • mama_zulika Re: no to se poświętowałam 17.09.08, 16:28
          e.logan,

          no teraz to wiem, bo mi pod nos podstawilas smile, ale tak nie mialabym przede
          wszystkim czasu szukac...
          • tosina Re: no to se poświętowałam 17.09.08, 16:31
            Odpowiadasz na posty bez czytania wypowidzi autorki w danym watku?
            Ciekawy sposob. smile
            • mama_zulika Re: no to se poświętowałam 17.09.08, 16:36
              Wypowiedz autorki w TYM watku przeczytalam, natomiast nie znam caloksztaltu
              sytuacji i o to sie wlasnie pytam. Nie czepiaj sie zatem prosze, PSM masz czy co?

              tosina napisała:

              > Odpowiadasz na posty bez czytania wypowidzi autorki w danym watku?
              > Ciekawy sposob. smile
              • jowita771 Re: no to se poświętowałam 18.09.08, 10:29
                post, który zalinkowała e.logan jest z TEGO wątku.
    • mama_zulika Re: no to se poświętowałam 17.09.08, 16:41
      Logan, przejrzalam watek do ktorego link mi podalas. Moge wypowiadac sie tu
      tylko osobiscie co i czynie. Gdyby facet zdradzil mni po pijaku, a raczej gdybym
      sie o tym dowiedziala, to musialby sie naprawde postarac, zeby ze mna byc. Dla
      mnie zdrada swiadoma wynika z tego, ze sa problemy w zwiazku, natomiast taka po
      pijaku jest nie do zaakceptowania.
      Gdybym byla na Twoim miejscu wcale bym sie nie starala. Gdyby to byla nasza
      rocznica slubu facet musialby obsypac mnie platkami roz i klejnotami. I jeszcze
      w inny sposob okazac, ze mu zalezy, bo materialne gesty sa najlatwiejsze do
      zrealizowania. Ja Cie rozumiem.
      • graue_zone Re: no to se poświętowałam 17.09.08, 16:44
        Ja też popieram autorkę wątku. Uważam, że ma prawo oczekiwać od męża zdwojonych
        starań i posypywania głowy popiołem. On jest winny i nie ma co zamykać na to
        oczu. I powinien swoją winę odpracować.
    • aska2000 Re: no to se poświętowałam 17.09.08, 17:05
      Ja też poniekąd rozumiem Twoje rozczarowanie..
      Nie wydaje mi się, żeby Twoja postawa miała wiele wspólnego ze 'zgrywaniem
      obrażonej księżniczki' , co niektóre panie sugerowały crying
      Zdradzona żona (rozumiem, że potwierdziły się Twoje wcześniejsze obawy,
      Montechristo ?) dążąca do ułożenia na nowo stosunków z mężem ma prawo MZ do
      oczekiwania pewnych starań z jego strony.
      A to, że 'szanowny' ma tendencję do 'zacinania się', kiedy od niego czegoś się
      spodziewają, no cóż..
      Tak ma, ale podobno baardzo mu zależy, nieprawdaż?
      Może mógłby jednak bardziej się przyłożyć?

      Nie daj się, M.!
      Pozdrawiam ciepło
      smile
      • montechristo4 Re: no to se poświętowałam 18.09.08, 07:59
        Dziękuję za wypowiedzi.

        Ja nie oczekuję wiecznego klęczenia przede mną i obsypywania mnie
        klejnotami, jak sugerują niektóre z Was.
        Miałam tylko nadzieję na "standard rocznicowy", ale w jego
        wykonaniu. I dlatego jestem rozżalona. Gdybym ja zdradziła mojego
        męża, na głowie bym stanęła, żeby mu okazać uczucie - choćby w taki
        sposób, ka przygotowanie kolacji albo zaproszenie do knajpy. Czy to
        naprawdę taki wielki wysiłek? Tym bardziej, że przez wiele lat
        małżeństwa w ten sposób obchodziliśmy rocznice?

        Wybaczyłam, chociaż nie zapomniałam i nadal to boli. Nawet nie to,
        że przeleciał pannę po pijaku i niewiele pamięta, ale to, że nie
        potrafił mi o tym powiedzieć, kiedy zaczęłam coś podejrzewać. Ona
        chciała kontynuacji, może romansu, on nie, ale mam żal o te wszystki
        kłamstwa. Łatwiej by mi było, gdyby od razu powiedział prawdę.
        • aguskin Re:nie dziwie Ci sie 18.09.08, 09:59
          też by mnie trafiło, zwłaszcze, ze wszyscy "mądrzy ", udowodnili nie
          raz, ze facetowi werbalnie trudno jest sie porozumieć i otworzyć,
          ze nie potrafi poszukać w swoich szufladkach tylu słów i ze
          najłatwiej udowodnić mu konkretnym zadaniem niż słowami, że łatwiej
          im się wykazać czynem niż dobrać odpowiednie słowa,
          Twój nie wiele zrobił,
          no co liczył, pewnie tez nie powie,
          przykro mi razem z Tobą,
          jak któraś napisała, powiedz mu ale w krótkich, prostych
          komunikatach, z czym nawalił, jak mu faktycznie zależy to poruszy
          niebo i ziemie, juz oni to potrafią, a jak nie.... sama wiesz
    • dee.angel Re: no to se poświętowałam 18.09.08, 13:14
      Jezeli faktycznie jestes w stanie mu wybaczyc i dac druga szanse, to musisz mu
      powiedziec wprost, czego oczekujesz. Nie czekaj, az sam sie domysli. Powiedz, ze
      nie chodzi tylko o odbudowe twojego zaufania, ze naruszyl tez powaznie twoje
      poczucie wartosci jako kobiety, co jest jak najbardziej zrozumiale, i same slowa
      i zapewnienia, ze nadal cie kocha tu nie wystarcza. Jesli rzeczywiscie chce cie
      przy sobie zatrzymac, to musi sie bardzo postarac - ale musi o tym wiedziec.
      Serio mysle, ze przydalaby wam sie terapia. To pewnie zadne pocieszenie, ale
      mysle, ze facet faktycznie zrobil straszna glupote i bardzo zaluje, jednoczesnie
      ma poczucie winy i nie wie czy w ogole ma szanse te wine odkupic. To moze nawet
      paralizowac, na zasadzie "co bym nie zrobil i tak nie wystarczy, wiec nic nie
      robie". Psycholog moglby wam pomoc, jezeli sie kochacie. I daj sobie czas. To
      troche tak jak z zaloba, bo zwiazku takiego jaki mialas juz nie ma, musicie cos
      zbudowac od nowa...
      Trzymam kciuki i pozdrawiam cieplo.
      • agatar-m Re: no to se poświętowałam 18.09.08, 13:22
        zapewne tylko nie o ta sytuacje chodzi, ale ja sie tylko do niej
        odniose. mój tez taki jest, ba..ja nawet czasem zapominam o naszych
        rocznicach...kwestia dobrania, nam to nieprzeszkadza, raczej sie
        smiejemy z tego później, ale oczywiscie jak sa sytuacje , które
        komus przeszkadzają nalezy szybko rozwiazywać ...we dwójke..
      • montechristo4 Re: dee.angel 18.09.08, 13:25
        Ale ja mu to wszystko, o czym piszesz, powiedziałam! Nie czekam, aż
        się domyśli. Nie mieliśmy problemów z komunikacją nigdy. Mam metodę
        wywalania wszystkiego od razu, żadnych fochów i obrażania się. Mówię
        wprost, że jestem zła, albo mi przykro itd.

        Już prościej nie umiem. Ewentualnie mogłabym: "kochanie, na rocznicę
        poproszę pierścionek z brylantem, chcę, żebyś zaprosił mnie na
        kolację, a wieczorem poproszę o masaż stóp". Ale chyba nie o to
        chodzi.
        • dee.angel Re: dee.angel 18.09.08, 13:34
          Mnie nie chodzi o mowienie PO fakcie, ze ci bylo przykro. Mnie chodzi o to, czy
          on wie czego ty teraz od niego, po tej zdradzie, oczekujesz, jakich dzialan. Bo
          jasne jest, ze nie wystarczy, ze on cie przeprosi i zapewni, ze dalej kocha. Ty
          musisz byc w stanie uwierzyc, ze to prawda. Nie jestem psychologiem, nie bylam w
          takiej sytuacji, ba... nie wiem nawet, czy umialabym wybaczyc... Powiedz mu
          jasno, ze kwiatki to za malo i umowcie sie na terapie. Wiecej nikt tu nic nie
          wymysli moim zdaniem sad
          • montechristo4 Re: dee.angel 18.09.08, 13:43
            źle mnie zrozumiałaś. Jak się dowioedziałam, to oczywiście najpierw
            był szok, łzy itd.
            A potem rozmawialiśmy i rozmawialiśmy i rozmawialiśmy.
            Ale może facetowi trzeba przypominać o tym wszystkim, skoro po dwóch
            miesiącach już nie skutkuje?
            O terapii myślałam, ale nie mam dobrego doświadczenia z
            psychologami. Uczestniczyliśmy jakiś czas w terapii rodzinnej ze
            względu na problemy z synem. Ale niestety - miałam poczucie
            wyciągnięcia sporych pieniędzy i bardzo mizernych efektów.
            • dee.angel Re: dee.angel 18.09.08, 14:18
              Niestety nie moge ci nikogo polecic, bo nie korzystalam. Ale mysle, ze nie
              powinnas sie zrazac do samej idei terapii na podstawie jednego zlego
              doswiadczenia. Gdyby bolal cie zab i jeden dentysta zle zalozylby ci plombe, to
              poszukalabys innego dentysty, a nie wyrwala zab sama, tak? Moze zapytaj na forum
              (tematycznym, o ile takie jest?) o dobrego specjaliste w miescie? Najwyrazniej
              twoj partner nie wie co zrobic, a twoj zal narasta i chyba tak naprawde wcale mu
              nie wybaczylas, chociaz bys chciala...
              • montechristo4 Re: dee.angel 18.09.08, 14:30
                może masz rację, siedzi to we mnie i jest trudno.

                W każdym razie dziękuję - za wszystkie ciepłe słowa, zrozumienie i
                wsparcie smile
                Pozdrawiam, m.
                • doral2 hmmmmm 18.09.08, 14:44
                  Re: no to se poświętowałam
                  montechristo4 17.09.08, 15:11 Odpowiedz
                  jestem zaskoczona. Naprawdę. Nie oczekiwałam głaskania po główce i
                  czytania "jakaś Ty biedna", ale zrozumienia.
                  Nie wiem naprawdę, dlaczego JA miałabym robić kolację i wymyślać
                  atrakcje, skoro to mój facet koszmarnie nawalił i wywrócił nasze
                  życie do góry nogami...."

                  no bo pojednanie wymaga dwóch stron, wzajemnie zaangażowanych w proces
                  pojednania, a nie jednej ciężko obrażonej, a drugiej pełzającej w prochu i
                  pyle...bo wtedy to nie pojednanie tylko korzenie się przed łaskawcą...
                  rozumiem twoje rozdrażnienie, ale zrozum też i chłopa swego..może i miał w
                  zanadrzu brylantowy pierścionek, ale gdy na wstępie odbił się od góry lodowej,
                  to go pewnie schował na lepsze czasy...
                • dee.angel Re: dee.angel 18.09.08, 14:47
                  Trzymaj sie cieplo i daj sobie (wam) czas. Jestem pewna, ze sie uda, bo gdyby
                  nie byl tego wart, to pewnie bys nawet o tym nie myslala... Jezeli masz taka
                  mozliwosc, to moze wyjedzcie gdzies we dwojke chociaz na 2-3 dni? I nie
                  rozmawiajcie wtedy o niczym waznym, o przeszlosci, tylko badzcie ze soba, po
                  prostu. Ja bym tak zrobila smile Pozdrawiam.
    • gku25 Re: no to se poświętowałam 18.09.08, 16:15
      Chyba przesadzasz. Dostałaś kwiaty, znaczy pamiętał. A jeżeli chciałaś
      fajerwerków, to trzeba je było sobie zorganizować, a nie dziś jęczeć. Według
      mnie-sztuczny problemuncertain
    • fioretti Re: no to se poświętowałam 18.09.08, 23:13
      Z tysiecy watkow na tym forum Twoje akurat utkwily mi w pamieci.Przykro mi,ze
      tak jednak wyszlo.Rozumiem Cię doskonale,bo ja tez z tych raczej ksiezniczek niz
      podkuchennych,i plamy na honorze kazalabym dlugo i na kleczkach szorowac,a
      wiadomo,ze slad i tak zostanie.NiestetysadMysle,ze jednak nie wybaczylas tej
      wpadki.Nie dziwie Ci sie,bo wybaczenie komus czegos to dla mnie cos strasznie
      trudnego,co nie bierze sie z powietrza,tylko ewentualnie,jesli juz to mega
      starania i mega proba udowodnienia,ze bladzic jest rzecza ludzka.Gdyby moj maz
      tak postapil to dalabym jednak wielkiego plusa,ze bylo "po pijaku",wtedy wiadomo
      kazdemu moze sie mozg odstrzelic,choc tego nie chwale,ale zdarza sie.Upilas sie
      kiedys? Gorzej by bylo z premedytacja cos knuc na boku.Ja w zadna terapie tez
      nie wierze.Uwazam ze malzenstwo,ludzie sa na tyle silni i zmotywowani,ze
      potrafia problem sami przerobic,a nie mieszac do tego osoby trzecie postepujace
      wg pewnych schematow i kompletnie nie znajace delikatnej struktury zwiazku.Moja
      rada to wsluchaj sie w siebie.Probuj rozmawiac z mezem po prostu milo,ale
      chlodno.Bez nadskakiwania.No jeszcze tego by brakowalo,zebys posypala glowe
      popiolem.Spier....to niech sie stara.Oby wszystko sie ulozylo.Czego zycze Ci z
      calego sercasmile
      • montechristo4 Re: fioretti 19.09.08, 07:46
        Dziękuję smile Za ciepłe słowa teraz i wtedy.
        Masz rację, że chyba nie wybaczyłam jeszcze tak naprawdę. Muszę dać
        sobie czas.
        Mam żal do niego, że zaryzykował nasze malżeństwo dla czegoś tak
        beznadziejnego.

        Pozdrawiam, m.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka