Wczoraj miałam rocznicę ślubu. Ponieważ ostatnio mamy trochę
kłopotów (może ktoś pamięta moje wcześniejsze wątki), liczyłam chyba
na cuda-wianki ze strony męża. No i się przeliczyłam.
Z jednej strony naprawdę dobrze nam razem, dużo rozmawiamy i zawsze
uważałam, że jesteśmy udanym małżeństwem, a z drugiej rozwalają mnie
takie sytuacje jak wczorajsza: dostałam kwiaty (akurat to nie jest
nic specjalnego, bo kwiaty dostaję czesto bez okazji) i nic.
Liczyłam na wyjątkowy wieczór, a prawie się do siebie nie
odzywaliśmy. Dzień jak codzień, zero wyjątkowości.
Ten mój typ tak ma, że "zacina" się w sytuacjach, kiedy wie, że
dobrze byłoby się wykazać.
Wczoraj byłam zaskoczona, było mi przykro. Tak się chciałam wygadać,
że te chłopy to jednak głupie są.
PS. Do morgen_stern przy okazji: właściwa strona Wisły to oczywiście
praska. Od lat tam mieszkam