miriam57
18.01.06, 11:57
Czytając rózne wypowiedzi na temat mężczyzn na porodówce, szczególnie te,
gdzie słychać tyle zachwytów, muszę przyznać, że nie bardzo chce mi sie
wierzyć, w te tak wspaniałe odczycia i uczucia mężczyzn. Rozumiem, że być
może dlaczęści z nich jkest to przeżycie wspaniałe i umacniające związek, ale
dla miażdżącej większości Panówe to raczej rodzaj "powinności małżeńskiej",
wymuszonej przez przerażone porodem zony i partnerki. Juz raz pisałam, że dla
mnie obecność męża przy porodzie byłaby krępująca i stresująca. Poród od
strony fizjologicznej jest tak obrzydliwy, że gdzybym mogła, to bym uciekła.
Oprócz układu rozrodczego w czasie bóli partych działał też u mnie układ
wydalniczy - przyjemne, co? Byłam spocona, a kżdy dotyk przyprawiał mnie o
ból fizyczny. Marzyłam, żeby wszyscy się ode mnie odczepili. To tylko część
doznań. Gdzie tu miejsce na mężczyznę. Natomiast przed ostatnią fazą porodu
(bo te wszystkie objawy pojawiły się rzy bólach partych) i po porodzie
przydałaby sie osoba, z która można by porozmawiać. Cuiekawe ile kobiet
podziela moje zdanie i ilu mężczyzn. Myslę, że mężczyzna na porodówce, to
bardziej kwestia mody niż rzeczywistych, przemyślanych decyzji. Jak świat
światem, poza kulturami bardzo prymitywnymi, poród był sprawą wyłącznie
kobiet i było dobrze. A zwyczaj tajski podoba mi się. Może upowszechnić u nas?