otta5
26.02.11, 22:07
Cześć Dziewczyny. Bardzo prosze o Wasze zdanie w mojej sprawie. Przedstawię ja po krótce. Pobraliśmy gdy po roku znajomości gdy okazało sie, ze jestemw w ciąży. I od ślubu zaczął sie cały koszmar... mąż zaczął mieć wyimaginowane problemy i z ich powodu serwował mi w ciąży ciche dni, karał mnie milczeniem za coś, co nie miało miejsca... nie odzywał sie, nie jadał w domu, a jak już to paczkę ciastek zamiast obiadu... całymi dnaimi siedziałam i zastanawiałam się jak przerwać jego milczenie, gdy wychodził do pracy płakałam... ciąża była zagrożona, leżałam dużo. teściowa kilka razy była pomóc mężowi w mini remoncie. rozwiązanie ciąży przez cesarkę. dziecko miało straszne kolki. słuchałam, ze jestem nierobem, bo juz w ciąży jego matka musiała przyjeżdżać i szorować mi (!!!) podłogi, bo mi się nie chciało... że wymalowanie szarych, brudnych ścian to był mój chory i niepotrzebny wymysł (po co dziecko ma mieć schludnie...?). Ledwo żyłam po cesarce, nocnych płaczach dziecka i karmieniach, dniach noszenia bąbla na rękach bo strasznie płakało... codziennie rano, póki małe spało, ja leciałam i robiłam mu śniadanko + drugie do pracy i szybko sie myłam. potem juz maluszek sie budził i czasu dla siebie nie miałam. same wiecie jak to jest po porodzie, po cesarce. Ale mimo to codziennie starałam sie żeby był obiad na stole jak wróci. to usłyszałam, ze robię na odwał i każę mu samemu doprawiać (z powodu karmienia nie próbowałam dań, doprawiał sobie sam). i samemu CZASEM podgrzać sobie. bo ja leń jestem... a w tym czasie dziecko mi na piersi spało albo jadło (dodam tylko, ze przed ciążą chwalił mnie jak to ma super, bo dobrze gotuję, zawsze ma dobre śniadanko itp). Standartowo, ze nic w domu nie robię, bo jestem leń, a okna trzeba by umyć (4 tyg. po cesarce...). Zmywanie, czy kurze, albo czysta łazienka - o to dbałam każdego dnia. mimo ze stać nas na mój wychowawczy usłyszałam, ze mam wracać do pracy konkretnego dnia (wyznaczył mi datę...) bo nie będę sie bawiła w macierzyństwo... Sam dzieckiem ledwo sie zajmował. Spacery - moze był na 3. Któregoś dnia nie wytrzymałam już, spakowałam siebie i dziecko i pojechałam do rodziców. do dziś u nich jestem. przez ten czas nasłuchałam sie steku obelg od męża. jakiś bzdur i zarzutów wyssanych z palca, nie wiem nawet skąd on bierze takie pomysły. mówił, że jestem złą matką (dbam o dziecko b.dobrze, o wszystko -od karmienia, ubrania, mycia, leków, lekarzy, bujania...) i żoną. od kąd tu jestem (4 mies.) w ogóle nie odwiedza dziecka. w soboty wpada tylko (i to nie zawsze) do parku, na ok.25 minut. (dzieli nas w tym momencie zaledwie 15 km...) kiedy dziecko śpi. mnie to w ogóle olewa. nie dzwoni. nic. ALE... cały czas twierdzi, ze chce naszego powrotu do domu. że jak wrócę to będzie inaczej... tylko zebym wróciła. ale jak mam zaufać mu po tym wszystkim? zranił mnie i poniżył jako kobietę w okresie kiedy byłam najdelikatniejsza, kiedy potrzebowałam ciepła, bezpieczeństwa... a nie ciągłego płaczu w poduszkę. bo mogłabym tu dodać jeszcze kilka innych rzeczy.... zaufać komuś takiemu na nowo? nasze dziecko ma teraz 6,5 miesiąca. nie zna ojca... bo i jak. Dałybyście szansę komuś takiemu...? pozdrawiam...