Dodaj do ulubionych

zostać samodzielną mamą...?

26.02.11, 22:07
Cześć Dziewczyny. Bardzo prosze o Wasze zdanie w mojej sprawie. Przedstawię ja po krótce. Pobraliśmy gdy po roku znajomości gdy okazało sie, ze jestemw w ciąży. I od ślubu zaczął sie cały koszmar... mąż zaczął mieć wyimaginowane problemy i z ich powodu serwował mi w ciąży ciche dni, karał mnie milczeniem za coś, co nie miało miejsca... nie odzywał sie, nie jadał w domu, a jak już to paczkę ciastek zamiast obiadu... całymi dnaimi siedziałam i zastanawiałam się jak przerwać jego milczenie, gdy wychodził do pracy płakałam... ciąża była zagrożona, leżałam dużo. teściowa kilka razy była pomóc mężowi w mini remoncie. rozwiązanie ciąży przez cesarkę. dziecko miało straszne kolki. słuchałam, ze jestem nierobem, bo juz w ciąży jego matka musiała przyjeżdżać i szorować mi (!!!) podłogi, bo mi się nie chciało... że wymalowanie szarych, brudnych ścian to był mój chory i niepotrzebny wymysł (po co dziecko ma mieć schludnie...?). Ledwo żyłam po cesarce, nocnych płaczach dziecka i karmieniach, dniach noszenia bąbla na rękach bo strasznie płakało... codziennie rano, póki małe spało, ja leciałam i robiłam mu śniadanko + drugie do pracy i szybko sie myłam. potem juz maluszek sie budził i czasu dla siebie nie miałam. same wiecie jak to jest po porodzie, po cesarce. Ale mimo to codziennie starałam sie żeby był obiad na stole jak wróci. to usłyszałam, ze robię na odwał i każę mu samemu doprawiać (z powodu karmienia nie próbowałam dań, doprawiał sobie sam). i samemu CZASEM podgrzać sobie. bo ja leń jestem... a w tym czasie dziecko mi na piersi spało albo jadło (dodam tylko, ze przed ciążą chwalił mnie jak to ma super, bo dobrze gotuję, zawsze ma dobre śniadanko itp). Standartowo, ze nic w domu nie robię, bo jestem leń, a okna trzeba by umyć (4 tyg. po cesarce...). Zmywanie, czy kurze, albo czysta łazienka - o to dbałam każdego dnia. mimo ze stać nas na mój wychowawczy usłyszałam, ze mam wracać do pracy konkretnego dnia (wyznaczył mi datę...) bo nie będę sie bawiła w macierzyństwo... Sam dzieckiem ledwo sie zajmował. Spacery - moze był na 3. Któregoś dnia nie wytrzymałam już, spakowałam siebie i dziecko i pojechałam do rodziców. do dziś u nich jestem. przez ten czas nasłuchałam sie steku obelg od męża. jakiś bzdur i zarzutów wyssanych z palca, nie wiem nawet skąd on bierze takie pomysły. mówił, że jestem złą matką (dbam o dziecko b.dobrze, o wszystko -od karmienia, ubrania, mycia, leków, lekarzy, bujania...) i żoną. od kąd tu jestem (4 mies.) w ogóle nie odwiedza dziecka. w soboty wpada tylko (i to nie zawsze) do parku, na ok.25 minut. (dzieli nas w tym momencie zaledwie 15 km...) kiedy dziecko śpi. mnie to w ogóle olewa. nie dzwoni. nic. ALE... cały czas twierdzi, ze chce naszego powrotu do domu. że jak wrócę to będzie inaczej... tylko zebym wróciła. ale jak mam zaufać mu po tym wszystkim? zranił mnie i poniżył jako kobietę w okresie kiedy byłam najdelikatniejsza, kiedy potrzebowałam ciepła, bezpieczeństwa... a nie ciągłego płaczu w poduszkę. bo mogłabym tu dodać jeszcze kilka innych rzeczy.... zaufać komuś takiemu na nowo? nasze dziecko ma teraz 6,5 miesiąca. nie zna ojca... bo i jak. Dałybyście szansę komuś takiemu...? pozdrawiam...
Obserwuj wątek
    • mmggz Re: zostać samodzielną mamą...? 26.02.11, 23:55
      Nawet o powrocie nie myśl!!!!!! Aż mnie krew zalała. U mnie było powiedzmy podobnie. Ja wróciłam ale na krótko. Scenariusz się powtórzył i to gorszy. Nawet nie chce mi się pisac o tym, ale jesli potrzebujesz się upewnic to napisz do mnie na priva.
      Składaj pozew o rozwód.
      • simimi Re: zostać samodzielną mamą...? 27.02.11, 00:10
        Też mam dziecko w wieku Twojego, mój synek ojca widział może z 5 razy, ale ojciec nie był u niego dla dziecka, ale aby dręczyć mnie.... To już inna historia.
        Na Twoim miejscu nie wracałabym, bo jeśli pojawienie się dziecka w jego życiu nic nie zmieniło, to już nic innego nie może tego sprawić. Wrócisz i pewnie będzie lepiej, ha, na pewno będzie lepiej, ale najwyżej miesiąc, a potem zgotuje większe piekło, niż to jakie już miałaś. Wierz mi, wiem co mówię. Sama coś podobnego przeżyłam.
        • evi85 Re: zostać samodzielną mamą...? 27.02.11, 07:16
          zaproponujmu terapie
          wydaje mi sie ze spojrzeznie przez kogos innego na Wasze malzenstwo mogloby pomoc
          dobry doradca powie tez czy maz jest gotowy zebys wrocila
          jezeli odmowi terapi to nie ma po co wracac,przynajmniej teraz
        • czarna-renia Re: zostać samodzielną mamą...? 27.02.11, 14:33
          Ja odeszłam ale mam podobna sytuację ,przychodzi na ustalone kontakty do syna ale dręczy mnie sad Nie wracaj nie ma sensu chyba ze bardzo kochasz i jesteś gotowa wybaczyć i spróbować
      • oliwija Re: zostać samodzielną mamą...? 27.02.11, 09:01
        ja bym nie wróciła. Mialam podbnie odeszlam a własciwie jego wywaliłam z mojego domu. Teraz jestem sama z córką . Tatuś sie nie interesuje- bo ze tak powiem urazilam jego godnośc meżczyzny... No cóż jego problem. Wydawalo mu sie ze jak nie bedzie placił na mala to na kolanach bede go blagac o powrót... pomylił sie.
        • dmk_a Re: zostać samodzielną mamą...? 27.02.11, 14:00
          nie wracaj.. ja nie wrocilam i nigdy bym nie wrocila, przezyjesz koszmar kolejny raz i bedziez zalowac zloz pozew o alimenty, rozwod i olej dziada..
          ja tez w podobnej sytuacji jestem wiec wiem czym to "pachnie"
      • abc12.2 Re: zostać samodzielną mamą...? 21.07.11, 17:31
        Cześć wszystkim . Ja tak wracałam do męża przez 16 lat. Było coraz gorzej. Dziś mam 3 dzieci głodową pensje zero alimentów. Zaległości w rachunkach itp.Ale wiem że rano gdy się obudzę to będzie mój szczęśliwy dzień.Pozdrawiam
    • baltycki Re: zostać samodzielną mamą...? 27.02.11, 09:45
      otta5 napisała:

      > zaufać komuś takiemu na nowo? nasze dziecko ma teraz
      > 6,5 miesiąca. nie zna ojca... bo i jak. Dałybyście szansę komuś takiemu...? poz
      > drawiam...

      Zawsze zdazysz zostac "samodzielna mama" a sprobowac warto, chocby po to, aby przekonac sie czy bylo/nie bylo warto...
      Lepiej sprobowac niz zalowac, ze sie nie sprobowalo.
      (zakladam, ze jeszcze kochasz)
      • miaowi Re: zostać samodzielną mamą...? 27.02.11, 20:50
        A do kiedy ma dawać szansę? Dopóki nie stłucze dziecka albo jej?
        A wtedy ktoś życzliwy powie : "przecież na pewno były sygnały wcześniej"

        Dziecko to nie eksperyment na żywym organiźmie, żeby dawać szansę i sprawdzać, ile wystarczy żeby komuś podziękować.
    • iin-ess Re: zostać samodzielną mamą...? 27.02.11, 09:50
      wspólczuję Ci, ale dobrze że masz rodzicow i wsparcie w nich. odetnij się od drania jak najszybciej zanim Cię tak zgnębi, że nie będziesz miała juz siły odejć ani nic zrobić, a Twój syn będzie się uczył takiego stosunku do kobiet i do matki...
      Im szybciej podejmiesz decyzje tym szybciej to przebolejesz i wrócisz do normalnego życia i dasz sobie szanse na szczęście.. bo naperwno gdzies czeka męzczyna, który będzie nosił na rękach za śniadanka i obiadkismile Nie pozwól na to, ze go przegapiszsmile
      pozdrawiam
    • agnieszka_i_dzieci Re: zostać samodzielną mamą...? 27.02.11, 10:10
      Nie dałabym szansy.
      Złożyłabym pozew o alimenty przede wszystkim (na Ciebie i dziecko) i w dalszej kolejności o rozwód
    • ciociacesia o daniu drugiej szansy 27.02.11, 12:10
      moglabym mylec gdyby pokazal ze zmienil podejsci, a tego chyba nie ma skoro nadal sluchasz obelg
      pozew o alimenty na siebie i dziecko, potem rozwód
    • he_xe Re: zostać samodzielną mamą...? 27.02.11, 13:27
      Gdybym była nadal zakochana, pewnie bym wróciła, ale UWIERZ, LUDZIE SIĘ NIE ZMIENIAJĄ, tylko udają żeby uzyskać to czego chcą. A ile można udawać, to już zależy od konkretnego osobnika.
      • iin-ess Re: zostać samodzielną mamą...? 27.02.11, 18:24
        on nawet nie udaje..
        • otta5 Re: zostać samodzielną mamą...? 27.02.11, 20:40
          Dzięki wszystkim za opnie. powiem Wam szczerze, ze ja po tym wszystkim co od niego słyszałam boje się powiedzieć "dość". On jest tak bardzo przekonany o swoich racjach i o mojej nizszości, ze ciężko mi powiedzieć jak by zareagował... nie mówię o przemocy fizycznej. powiedzcie mi, bo widzę, ze dużo z Was ma niestety podobne doswiadczenie, kiedy Wy powiedziałyscie mu STOP? kiedy coś w Was pękło. I czy też towarzyszył Wam ten wewnętrzny strach? No i jak zareagowali Wasi byli partnerzy?
          Co do terapii - byliśmy na 3 spotkaniach i na wszystkich 3 usłyszelismy, ze powinniśmy sie jak najszybciej rozwieść. Ale mąż nie godził sie z tym i ciągle nalegał zebym wróciła, zebysmy spróbowali...
          Mam wrażenie, że powinnam pójść do psychologa żeby pomógł mi przygotować sie ewentualnie do takiej rozmowy z nim.
          • otta5 Re: zostać samodzielną mamą...? 27.02.11, 20:53
            jeszcze jedno - jak pozbyć się poczucia winy, że przekreślamy również te dobre chwile? Jak o nich myślę to jestem skłonna spróbować raz jeszcze. ale na mysl o tych wszystkich przykrych słowach, o sposobie traktowania mnie, nie wyobrażam sobie tego w ogóle..
            • e.s.p.a.n.a Re: zostać samodzielną mamą...? 28.02.11, 16:49
              Chyba nie można kierować sie poczuciem winy, tylko myśleć o sobie. Ja spróbowałam wrócić po 2 miesiącach rozstania i było gorzej. Dręczyło mnie, że dziecko nigdy nie będzie miało matki i ojca w jednym domu, po powrocie wszystkie złe chwile wróciły i nie dało się po prostu razem być. Dalej mi żal najbardziej maluszka, bo nie jest niczemu winne, a juz na starcie ma popapraną sytuację, ale innego wyjścia nie ma. Teraz przynajmniej ma spokój w domu i nie słucha awantur, a to chyba lepsze.
            • ciociacesia moj sposób 01.03.11, 10:37
              moze nie na poczucie winy ale na poczucie straty po dobrych chwilach to przelanie tych dobrych i troche gorszych ktore pamietam na papier.
              na poczucie winy rewelacyjnie zadzialalo obserwowanie jak porzuca kolejna dziewczyne w ciazy wmawiajac jej przy okazji ze to jej wina.
    • kimoss Re: zostać samodzielną mamą...? 28.02.11, 20:28
      Ja jestem w trakcie odchodzenia. Mam 2 dzieci i postanowilam przerwac ten toksyczny zwiazek. Bede bezposrednia: Jezeli myslisz ze on sie zmieni to jestes naiwna. Po pierwsze to on potrzebuje pomocy specjalisty bo ma problemy z przekazywaniem we wlasciwy sposob swoich emocji. Jezeli boisz sie o to ze ci cos zrobi, musisz zglosic to na policjie zanim cokolwiek sie wydarzy. Ja nie mieszkam w Polsce i nie wiem jakie prawo obowiazuje, ale ja zanim powiadomilam mojego meza o rozstaniu, najpierw poinformowlam policjie iz w domu istnieje przemoc psychiczna i ze boje sie o swoje zycie i dzieci. Oczywiscie doszlo do swojego rodzaju konfrontacji zn posterunku z moim mezem, ale akurat u nas wyszlo to na dobre gdyz sposcil z tonu, przynajmniej na razie.
      Kazdego dnia walcze ze soba kiedy nadchodza mnie te mile wspomnienia, ale staram sie nie zapominac ile krzywdy mi wyrzadzil. u mnie skonczylo sie to nerwica i dziwnymi objawami nad ktorymi nie bylam w stanie zapanowac. Teraz maz blaga o przebaczenie, mowi ze zrozumial, blaga zebym go nie skazywala na cierpienie, tylko czy jak on mnie skazywal na meki to czy choc raz mnie pozalaowal? Nie sadze. Dlatego trzymaj sie z dala i zalatwiaj swoje sprawy jak najszybciej, najwazniejsza jestes ty i dziecko. Jezeli ktos cie niszczy to na pewno nie jest to objawem milosci. trzymaj sie i wierze ze znajdziesz tyle sily w sobie by zawalczyc o swoje szczesciesmile
      • otta5 będzie rozwód! 01.03.11, 08:19
        Dzięki Dziewczyny. Wczoraj dowiedziałam się, że mój mąż do tego wszystkiego spotyka sie z kimś... Nie będę nawet pisać jak się teraz czuję. Nie potrafię sobie odpowiedzieć na pytanie jak można być takim draniem, tak mnie potraktować, poniżać, potem prosić o drugą szansę, a w międzyczasie... On nie jest świadom że ja wiem i jeszcze długo tak zostanie, zebym mogła to wykorzystać w czasie. Muszę jakimś sposobem znaleźć dowody na to. No i przygotować się psychicznie na konfrontację... Jak macie jakieś wskazówki, jak radzić sobie w takiej sytuacji, to piszcie! Może pomogą mi w którymś momencie tej ciężkiej i trudnej walki... Oko za oko...? pozdrawiam!
        • dmakcb Re: będzie rozwód! 01.03.11, 10:23
          szczerze powiem nie zazdroszczę sytuacji...
          sama jestem 5 lat po decyzji odejścia i do tej pory smród za gaciami się niestety ciągnie i do tej pory ex potrafi mnie tak zaskoczyć, że się zastanawiam z jakiej bajki się ten człek urwał...
          jedyną poradą jaką mogę dać to nie dać się zastraszyć, zgnoić ani wejść na głowę, musisz być silna i wytrwała w dążeniu do realizacji decyzji jaką podjełaś... bardzo silna i bardzo wytrwała, dla siebie i swojego dziecka!!

          a i jeszcze jedno... nigdy przenigdy nie myśl... że to Twoja wina!! wina za zaistniałą syuację zawsze leży gdzieś po środku a kobiety niestety mają tendecję do obarczania się winą za wszystko, facet nigdy tak nie zrobi (oni są przecież idealni smile)

          oko za oko to nie jest dobra walka... wszystko na spokojnie, chociaż łatwo sie mówi gorzej robi... musisz byc poprostu mądrzejsza

          pozdrawiam i wytrwałości życzę
    • braktalentu Re: zostać samodzielną mamą...? 01.03.11, 12:36
      Nie dałabym szansy. Jeżeli komuś zależy na zmianie, to przynajmniej stara się ją wprowadzić (mniej lub bardziej udolnie). To, że nie widzisz zmiany najczęściej oznacza, że jej nie ma. Jeżeli nie ufasz sobie, zapytaj kogoś bliskiego, kto zna sytuację.
      Zakładanie, że "po powrocie on się zmieni" kończy się na ogół tym samym co "po ślubie przestanie pić". Warunek "przestanę być sku...synem jak wrócisz do domu" świadczy o tym, że bez Twojego powrotu do domu, On sku...synem pozostanie - chcesz żyć ze sku...synem?
      Postawiłabym twarde warunki. Szczególnie te dotyczące form kontaktów z Tobą, spotkań i zajmowania się dzieckiem. Jeżeli faktycznie ruszy ku lepszemu, to będziesz miała jakiekolwiek podstawy do zmiany zdania. Jak na razie podstaw nie ma.
    • basia181 Re: zostać samodzielną mamą...? 02.03.11, 00:51
      Nie wracaj do niego. Faceci się nie zmieniają, a jeśli już, to na gorsze.
      • otta5 rozwód z orzeczeniem...? 05.03.11, 10:51
        Dziewczyny, a czy któraś z Was składała pozew z orzeczeniem o winie męża? mając takiego tyrana...?
    • tautschinsky Re: zostać samodzielną mamą...? 21.07.11, 18:21
      otta5 napisała:

      >Dałybyście szansę komuś takiemu...?



      Po przeczytaniu tego co napisałaś wiem jedno:

      tobie NIE DAŁBYM szansy.

      Nie ma nic gorszego niż leniwa baba wymigująca
      się od pracy dzieckiem.

      I na jego miejscu zrobiłbym wszystko, byś nie
      mogła się byczyć w domu za moje pieniądze
      płacone jako alimenty na dziecko.
      • altz Re: zostać samodzielną mamą...? 21.07.11, 19:07
        Skoro pani chce być samodzielna, to nie potrzebuje alimentów, ani pomocy przy dzieciach, noclegu, wyżywienia itd. Samodzielni z definicji wszystko robią sami.
        Chce, to tak ma.
        • guderianka altz 21.07.11, 20:28
          Skoro już mówisz o defincji -to ją podaj. Za chwilę wkleję Ci definicję-mam nadzieję, że zrozumiesz jaką głupotę walnąłeś pisząc swój post , że zrozumiesz swój błąd :

          'Niezależność, autonomia, możliwość lub realna zdolność decydowania o sobie, postępowanie indywidualne i niezależne od czynników zewnętrznych pływających na zachowanie.

          Samodzielność ma swej definicji kilka kategorii wyznaczających wolność. Autonomia, indywidualizm, niezależność. Ściśle wiąże się też z rozumem, który posiada każda jednostka. Jest to naturalne odwołanie do oświeceniowej myśli I. Kanta, który nawoływał do posługiwania się własnym rozumem. Posługiwanie się rozumem implikuje samodzielność, której przeciwieństwem jest poddaństwo i zależność. Samodzielność potwierdza nową tożsamość – jest efektem emancypacji, wyjściem poza krępujące schematy.

          Samodzielność to niezależność woli i działania jednostki od „obcego kierownictwa”, jak pisze Kant. Stanowi więc zerwanie z uzależnieniem od czyichś decyzji. Ostatecznie samodzielność ma na celu urealnienie wrodzonej wolności jednostki – działania podług własnych pragnień, aspiracji, planów.

          "
          Paniał? Czy nadal nie rozumiesz?
          • altz Re: Samodzielność 21.07.11, 21:16
            Samodzielność to nie tylko autonomia, ale również samodzielność finansowa.
            A samodzielność finansowa, to pokrywanie kosztów z własnych przychodów.
            • real.gejsza Re: Samodzielność 21.07.11, 21:47
              altz napisał:

              > Samodzielność to nie tylko autonomia, ale również samodzielność finansowa.
              > A samodzielność finansowa, to pokrywanie kosztów z własnych przychodów.
              No jasne, żeby pan przemocowiec miał w życiu wygodnie i dostatnio... Za takie zachowanie powinien w kamieniołomach pracować.
              Do autorki- zadbaj o alimenty, masz do tego prawo i z niego skorzystaj. Dużym plusem przed czekającymi Cię trudnymi momentami jest to, że masz wsparcie w rodzinie- to duży plus. Zyczę powodzenia.
              • tautschinsky Re: Samodzielność 22.07.11, 14:05
                real.gejsza napisała:


                > Do autorki- zadbaj o alimenty, masz do tego prawo i z niego skorzystaj.



                Ze złego prawa, chorego prawa, niesprawiedliwego nie należy korzystać.
                Zgodnie z prawem można było kogoś zabić albo ukamienować na przykład
                żonę albo bić ją, żeby "wychowywać" - też byś wtedy doradzała mężowi
                korzystać "ze swojego prawa"?!!!!!


                Samodzielność to właśnie samodzielne czyli we własnym zakresie i przy
                własnej pracy utrzymywanie się. Kobiety, które pobierają alimenty na
                dziecko z samej tej definicji NIE SĄ samodzielne, ponieważ nie utrzymują
                tego dziecka samodzielnie. Kumajet? Tak po chłopsku? Bo inaczej to się
                chyba nie da. Do tego takie "samodzielne" matki często żerują na pieniądzach z opieki społecznej, mieszkają kątem u rodziców i są de facto
                i one i ich dzieci współfinansowane przez dziadków.

                "Samodzielność" takich matek można przyrównać do samodzielności
                studenta studiującego w trybie dziennym, mieszkającego w akademiku
                lub na stancji, którego utrzymują rodzice, opłacając naukę i życie codzienne.

                Za taką samodzielność to ja dziękuję!
                • real.gejsza Re:tautschinsky 22.07.11, 22:27
                  Mylisz kompletnie pojęcia. Jezeli czegoś nie wiesz to najlepiej najpierw się dowiedz. Zdobywanie wiedzy naprawdę nie boli.
                  1. Rodzice są zobowiązani do świadczeń alimentacyjnych względem dziecka, które nie jest w stanie utrzymac się SAMODZIELNIE ( dziecko a nie matka)
                  2. Kwestię rozmiaru świadczeń alimentacyjnych uregulowano w art 135 k.r.i.o, który stanowi, że zakres świadczeń alimentacyjnych zalezy usprawiedliwionych potrzeb uprawnionego oraz od zarobkowych i majątkowych mozliwości zobowiazanego. Wykonanie obowiązku alimentacyjnego względem dziecka moze polegać takjże, w całości lub w cześci na osobistych staraniach o jego utzrymanie lub wychowanie.

                  Kobieta która zajmuje się dzieckiem na co dzień moze ten obowiązek wypełniac opiekując się, dbając, gotując, dbając o dziecko. Męzczyzna jezeli nie zajmuje się na co dzień dzieckiem obowiązek ten wypełnia w formie finansowej. To jest jego obowiązek. Jezeli dziecko wychowuje ojciec taki obowiązek ciązy na kobiecie. Kumajet? Tak po chłopsku?
                  • altz Re:tautschinsky 23.07.11, 07:57
                    > Kobieta która zajmuje się dzieckiem na co dzień moze ten obowiązek wypełniac op
                    > iekując się, dbając, gotując, dbając o dziecko.
                    I nie odda dziecka mężczyźnie, nawet na jakiś czas w miesiącu. Dlaczego? Bo nie musi, bo ma lepszą sytuację przed sądem i nikt jej za to nic nie zrobi, że nie pozwala dziecku na spotykanie ojca.

                    > Jezeli dziecko wychowuje ojciec taki obowiązek ciązy na kobiecie.
                    > Kumajet? Tak po chłopsku?
                    Jeśli ojciec się zajmuje cały czas dzieckiem, to wysokość alimentów matki wyniesie 50-100 zł, słyszałem o 200 zł i to była maksymalna kwota, jaką znam. Bo ona jest taka biedna misia! big_grin
                    Ja to też kumam, bo znam ten system.
                    • calineczka.1 Re:tautschinsky 23.07.11, 15:46
                      altz napisał:

                      > > Kobieta która zajmuje się dzieckiem na co dzień moze ten obowiązek wypełn
                      > iac op
                      > > iekując się, dbając, gotując, dbając o dziecko.
                      > I nie odda dziecka mężczyźnie, nawet na jakiś czas w miesiącu. Dlaczego? Bo nie
                      > musi, bo ma lepszą sytuację przed sądem i nikt jej za to nic nie zrobi, że nie
                      > pozwala dziecku na spotykanie ojca.

                      Altz to,że może tobie ex nie pozwala na kontakty z dziećmi nie oznacza, że wszystkie kobiety tak robią. Ja osobiscie nie znam w swoim otoczeniu takich przypadków.
                      >
                      > > Jezeli dziecko wychowuje ojciec taki obowiązek ciązy na kobiecie.
                      > > Kumajet? Tak po chłopsku?
                      > Jeśli ojciec się zajmuje cały czas dzieckiem, to wysokość alimentów matki wynie
                      > sie 50-100 zł, słyszałem o 200 zł i to była maksymalna kwota, jaką znam. Bo ona
                      > jest taka biedna misia! big_grin
                      > Ja to też kumam, bo znam ten system.
            • guderianka Re: Samodzielność 22.07.11, 18:07
              Również-nie oznacza - "tylko"
              Poza tym- w nawiązaniu również do pana niżej- utrzymanie dziecka to nie tylko finanse ale cala masa gama innych rzeczy. No tak, ale co o tym może wiedzieć ktoś, kto z dzieckiem na codzien nie przybywa, dzieckiem się nie opiekuje i dziecka nie utrzymuje ?
              • tautschinsky Re: Samodzielność 22.07.11, 18:19
                guderianka napisała:

                > Również-nie oznacza - "tylko"
                > Poza tym- w nawiązaniu również do pana niżej- utrzymanie dziecka to nie tylko f
                > inanse ale cala masa gama innych rzeczy. No tak, ale co o tym może wiedzieć kto
                > ś, kto z dzieckiem na codzien nie przybywa, dzieckiem się nie opiekuje i dzieck
                > a nie utrzymuje ?


                Jeśli to do mnie, to wiem, ile kosztuje utrzymanie dzieci, bo od lat się
                nimi zajmuję w pełnym wymiarze i między innymi dlatego widzę na
                30 kilometrów smród, kiedy kolejne paniusie zarabiające jako robotnice
                czy pracownice sklepów około tysiaka na rękę miesięcznie, twierdzą, że utrzymanie ich dziecka kosztuje je od łba od tysiąca w górę. A podstawą jest fakt, że nieszczęśnik - tatuś zarabia wielokrotnie więcej niż one. One chcą żyć z pieniędzy na dzieci i tyle. W łapę taka dostanie pensji (lub często nie) tego tysiaka a dwa razy tyle miałby jej płacić jakiś frajer, który ma na swoje nieszczęście z nią dziecko? Tu możecie sobie głupoty opowiadać o tym, że tyle wszystko kosztuje i dziecko umrze, jeśli nie przeznaczy się na jego utrzymanie 2-3 tysięcy (pod warunkiem oczywiście, że te pieniądze będą pochodzić z cudzej kieszeni a nie takiej matuli).

                Na forum "Oszczędzamy", na którym nie rozpatrywano pieniędzy na utrzymanie dziecka w kontekście "na ile można by wydoić alimentacyjnie ojca dziecka na jego rzecz" "dziwnym" trafem wiele pań podawało, że utrzymanie ich dziecka miesięcznie wynosi od 300 do 500 zł licząc ze wszystkim.
                • guderianka Re: Samodzielność 22.07.11, 20:15
                  To chyba źle wyczuwasz te paniusie bo mam wrażenie ,że na tym forum wszystkie kobiety wrzucasz do jednego wora. To, że takowe paniusie istnieją wiedzą wszyscy, ale nie musisz od razu każdej, która mówi, że sama wychowuje dziecko uznawać za naciągaczkę. Zejdź na ziemię i pisz adekwatnie do sytuacji zamiast włączać wciąż tę samą płytę, co jest już męczące.
                • virtual_moth Re: Samodzielność 23.07.11, 00:07

                  Watek dziwine odgrzany i podgrzewany przez pana T., ale

                  > Jeśli to do mnie, to wiem, ile kosztuje utrzymanie dzieci, bo od lat się
                  > nimi zajmuję w pełnym wymiarze i między innymi dlatego widzę na
                  > 30 kilometrów smród, kiedy kolejne paniusie zarabiające jako robotnice
                  > czy pracownice sklepów około tysiaka na rękę miesięcznie, twierdzą, że utrzyman
                  > ie ich dziecka kosztuje je od łba od tysiąca w górę

                  Nie wiedzialam, ze pan jest samodzielnym ojcem. Przypuszczam, ze to albo kłamstwo na potrzebę chwili, albo nadintepretacja (zabranie dziecka na lody w weekend + raz na tydzien wieczor przed tv nazwane pełnym wymiarem). Jesli jednak to prawda, ze pan jest walonym w pupę alimenciarzem, bo mamusia zapewne nie płaci, to zaczyna byc interesującowink
                  Jakkolwiek by nie było pan ma rację - widuję na forach panie żądające od swoich wybranków rzeczy, których oni od początku nie mogli spełnć ze względu na wrodzone "predyspozycje". Począwszy od przyznania się do ojcostwa na jakichkolwiek alimentach skonczywszy.

                  Co do samodzielnosci, tez chłop ma rację. Zdecydowana większosc kobiet, nie tylko samotnych, jest zależna od kogos - najczęściej faceta, męża. Pomijam zależnosc emocjonalną, kóra jest wręcz konieczna by w ogóle prawidłowo funkcjonowac. Finansowo kobiety wypadają bardzo słabo. "Samodzielna" matka to przede wszystkim matka mająca kasę poza alimentami, które mają w Polsce nikłą ściągalność. Mało która jest samodzielna finansowo. Niemniej jednak samodzielnosc w przypadku matek to także 100% odpowiedzialnosci za dziecko. To cały lifestyle, podporządkowany całkowicie dziecku.
                  • altz Re: Samodzielność 23.07.11, 07:48
                    > Finansowo kobiety wypadają bardzo słabo. "Samodzielna" matka to przede wszystkim
                    > matka mająca kasę poza alimentami, które mają w Polsce nikłą ściągalność. Mało
                    > która jest samodzielna finansowo. Niemniej jednak samodzielnosc w przypadku ma
                    > tek to także 100% odpowiedzialnosci za dziecko. To cały lifestyle, podporządkow
                    > any całkowicie dziecku.
                    Specjalnie znalazłem wskaźnik ściągalności długów alimentacyjnych. Faktycznie tak jest, jak piszesz, ściągalność alimentów wynosiła 3,5% w 2008 roku do kilkunastu procent obecnie.
                    Ja osobiście nie znam ani jednego przypadku ojca nie płacącego alimentów. Słyszałem o jednym, ale go nie poznałem, ale może to jest inne środowisko i jeszcze mało widziałem, skoro takie są wskaźniki.
                    Znam za to jednego, który nie jest w stanie płacić całych alimentów, ponieważ ich wysokość jest wyższa, niż jego wszystkie zarobki big_grin To jest fizycznie niemożliwe.
                    Znam też przypadki, gdy matki podobno dokładają, chociaż fizycznie nie mają z czego, więc to jest taki matczyny bajer na poprawienie własnego wizerunku.

                    Te 3,5%, jakoś jest bliskie tym 6% sytuacji, gdzie ojcowie otrzymują opiekę nad dzieckiem. Póki się to nie zmieni i ojcowie nie będą traktowani w sądach po ludzku, to nie ma co liczyć na większą ściągalność alimentów. Będzie opieka naprzemienna, wtedy będzie wyższa ściągalność alimentów.
                    Jeśli teraz żona rozstaje się z mężem i chce, żeby po rozwodzie nie pojawiał się w jej życiu, ustawia dzieci przeciwko ojcu, organizuje atrakcyjne zajęcia specjalnie po to, żeby odciągnąć dzieci od ojca, to tak się dzieje, jak jest. Nikt nie chce być tylko bankomatem.
                • maja.london888 Re: Samodzielność 24.07.11, 22:17
                  ja przed urodzeniem dziecka zarabiałam 4000 zł neto (a tatuś 3500); po urodzeniu, to ja zrezygnowałam z pracy, a teraz dostaję jedynie 1200 zł stypendium doktoranckiego; po rozstaniu z mężem ile według ciebie powinnam dostawać na dziecko?
                  • tautschinsky Re: Samodzielność 25.07.11, 11:30
                    maja.london888 napisała:

                    > ja przed urodzeniem dziecka zarabiałam 4000 zł neto (a tatuś 3500); po urodzeni
                    > u, to ja zrezygnowałam z pracy, a teraz dostaję jedynie 1200 zł stypendium dokt
                    > oranckiego; po rozstaniu z mężem ile według ciebie powinnam dostawać na dziecko
                    > ?

                    Przede wszystkim zrezygnowałaś z wyższych zarobków, kiedy miało pojawić się dziecko. To nieodpowiedzialność. Jak można być taką osobą, żeby to robić? Postawiłaś na samorozwój, który miałby tobie ktoś teraz finansować?

                    Odwróćmy sytuację, która podobno często ma miejsce, że gdy dochodzi do rozejścia się pary, ojciec dziecka nagle traci dobrze płatną pracę.

                    Gdyby on, zarabiając przed ciążą i później, zrezygnował z 3.500 zł pensji,
                    i teraz otrzymywał stypendium w wysokości 1200 zł - ILE CHCIAŁABYŚ OD NIEGO ALIMENTÓW NA DZIECKO?
                    • otta5 Re: Samodzielność 25.07.11, 18:58
                      tautschinsky napisał:

                      > Przede wszystkim zrezygnowałaś z wyższych zarobków, kiedy miało pojawić się dzi
                      > ecko. To nieodpowiedzialność. Jak można być taką osobą, żeby to robić? Postawił
                      > aś na samorozwój, który miałby tobie ktoś teraz finansować?
                      >
                      > Odwróćmy sytuację, która podobno często ma miejsce, że gdy dochodzi do rozejści
                      > a się pary, ojciec dziecka nagle traci dobrze płatną pracę.
                      >
                      > Gdyby on, zarabiając przed ciążą i później, zrezygnował z 3.500 zł pensji,
                      > i teraz otrzymywał stypendium w wysokości 1200 zł - ILE CHCIAŁABYŚ OD NIEGO ALI
                      > MENTÓW NA DZIECKO?
                      >

                      Wiesz co, mr perfect, opisz nam tu ze szczegółami swoją sytuację, swoje nad wyraz inteligentne podejście do sprawy, swoją filozofię, wiedzę prawniczą, i generalnie życiową, chętnie wszystkie skorzystamy z takiego geniuszu... albo wiesz co, lepiej książkę napisz! taki talent marnuje się na takim prostackim forum, gdzie niesamodzielne głupie baby udają samodzielne mamy...
                      • tautschinsky Re: Samodzielność 25.07.11, 19:58
                        otta5 napisała:

                        > taki talent marnuje się na takim prostackim forum, gd
                        > zie niesamodzielne głupie baby udają samodzielne mamy...



                        Tu nie macie czego ani kogo udawać. Co najwyżej bezmyślnie
                        lub rozmyślnie używacie określenia "samodzielna", żeby w swoim
                        sosie się pogmerać po stroskanych główkach, które zachodzą, jak
                        tu skubnąć ojca dziecka na wyższą kasę.

                        Ale jakoś nie otrzymałem odpowiedzi na odwrócone pytanie:

                        ile od ojca alimentów na dziecko, kiedy ów ojciec w trakcie ustalania
                        alimentów rezygnuje z pracy dającej dochody 3.500 na rzecz (sic!)
                        stypendium w wysokości 1200 zł?

                        Ciągle tu piejecie, że skoro zapłodnił, to niech płaci według możliwości
                        zarobkowych. A one były co najmniej w wysokości 3,500, a teraz dochód
                        wynosi 1200 zł.

                        TO ILE?
                        • altz Re: Samodzielność 25.07.11, 20:29
                          > Ciągle tu piejecie, że skoro zapłodnił, to niech płaci według możliwości
                          > zarobkowych. A one były co najmniej w wysokości 3,500, a teraz dochód
                          > wynosi 1200 zł.
                          >
                          > TO ILE?

                          Możliwości zarobkowe matki to 3500 zł, więc powinna płacić co najmniej 2100 zł (60%).
                          Może nawet więcej, niech weźmie dodatkową pracę w sobotę i niedzielę.
                          Nawet gdyby płaciła 3000 zł, to i tak ojciec będzie musiał dołożyć ze swoich 1500 zł, jakieś 3000 zł, żeby zapewnić dziecku godne życie! Biedaczek, musiałby się jeszcze sam zajmować dzieckiem, aż mi się płakać chce, gdy sobie pomyślę o tym biedaku sad
                        • maja.london888 Re: Samodzielność 26.07.11, 13:29
                          Moim zdaniem bardzo łatwo wyliczyć koszt utrzymania i zajmowania się dzieckiem. Ja na utrzymanie swojej 1,5 rocznej córki wydaję ok. 500 zł miesięcznie (nie licząc zabawek i innych atrakcji typu ZOO). Podkreślam na UTRZYMANIE. Jeśli miałabym wrócić do pracy na cały etat, to za nianię zapłaciłabym min. 1500 zł miesięcznie. Tyle bierze niania za siedzenie z dzieckiem, które przecież zdaniem wielu osób (i chyba tautschinskiego też) nie jest żadną pracą. I tyle moim zdaniem kosztuje dziecko miesięcznie - 2000 zł.
                    • maja.london888 Re: Samodzielność 26.07.11, 11:44
                      Nie zrezygnowałam z wyższych zarobków, tylko nie mogłam pracować będąc w ostatnim trymestrze ciąży i po urodzeniu dziecka (to chyba normalne), a studia doktoranckie zaczęłam 2 lata przed urodzeniem dziecka; nikt mi studiów nie finansuje, bo za stypendium muszę prowadzić zajęcia dydaktyczne dla studentów. Gdybym miała stare dochody w wysokości 4000 zł, a on 1200 zł, to od męża nie chciałabym NIC. Chcę ci tylko wytłumaczyć, że kobieta po urodzeniu dziecka często traci lub rezygnuje z pracy DLA DOBRA DZIECKA, a nie dla własnego widzimisię. Jeśli w takiej sytuacji rozstaje się z mężem, to jest on zobowiązany płacić na dziecko i żonę. Jeśli sytuacja jest odwrotna, to żona płaci mężowi zajmującemu się dzieckiem. Jest to dla mnie logiczne, a dla ciebie nie?
              • altz Re: Samodzielność 22.07.11, 21:14
                guderianka napisała:

                > Również-nie oznacza - "tylko"
                Mnie to specjalnie nie boli, tylko mnie śmieszy taka dumna samodzielność z wyciągniętą wszędzie ręką i kobieta, która sama niewiele może i potrafi. Nie jest to najważniejszy temat, tylko taki nadmuchany, a mnie męczą takie gesty na pokaz.

                Tutaj matka nie ma lekko, wierzę, nawet pomimo braku drugiego źródła informacji, takiego faceta brała na partnera, wychowanie w domu nawaliło, ale to w końcu kobiety wychowują partnerów młodszym panom.
                Mężczyźni wielokrotnie nie wyobrażają sobie wielu spraw, kobiety nie wiedzą, że panowie nie mają umiejętności czytania w myślach i lepiej z nimi porozmawiać oraz, że mężczyźni też mogą być zmęczeni czy potrzebować empatii i odrobinę czułości, choćby się do tego nigdy nie przyznali na torturach. I tak to są potem pretensje po obu stronach i niezrozumienie, nawet niekoniecznie trzeba być chamem z jednej czy drugiej strony.
                Pierwszy raz mam kobietę, która potrafi się zapytać, co mnie trapi, dziwi się, że ja też zauważam u niej nastroje. Jakoś się dogadujemy, mamy skromne pieniądze, ale nie jest to najważniejsze. Śmiejemy się z tych wydumanych potrzeb oboje, bo wiemy, jak wygląda prawdziwe życie w Polsce. Fajnie jest, gdy kobieta traktuje mężczyznę, jak człowieka, a rzadkie to jest, niestety. Mi się w końcu udało, szkoda że tak późno.
                • altz Re: Samodzielność 22.07.11, 21:15
                  *młodszym paniom
                • guderianka Re: Samodzielność 22.07.11, 21:37
                  No patrz, czyli jednak istnieją takie normalne fajne kobiety. Bo sądząc po tym co piszesz i jak piszesz, po generalizowaniu można sądzić, że wszystkie sa takie same.
                  • altz Re: Samodzielność 22.07.11, 22:07
                    > No patrz, czyli jednak istnieją takie normalne fajne kobiety.
                    Zdarzają się, ale wszystkie są zajęte. big_grin
                    A nawet te fajne mają jakieś swoje tajemnice, gdy nikt nikt ich nie widzi, wyciągają schowane ogony i kopyta. big_grin
            • otta5 Re: Samodzielność 23.07.11, 19:01
              Zgadza sie - samodzielna mama zarobi sama na siebie, ale dziecko nie... alimenty są na dzieci, nie na mamusie. Chyba, że kobieta wnosi o alimenty również na siebie. ale to już co innego.
              • tautschinsky Re: Samodzielność 23.07.11, 21:17
                otta5 napisała:

                > Zgadza sie - samodzielna mama zarobi sama na siebie, ale dziecko nie... aliment
                > y są na dzieci, nie na mamusie. Chyba, że kobieta wnosi o alimenty również na s
                > iebie. ale to już co innego.


                Wydawałoby się, że zestawienie "samotna mama" jest bardzo prostym,
                prostackim wręcz określeniem NIE kobiety w pojedynkę sobie żyjącej
                (np. starej panny nie mieszkającej już wszak z rodzicami), lecz pełniącej
                określoną rolę - tutaj: mamy jakiegoś dziecka. A więc jest to kobieta,
                która samodzielnie - tak wynikałoby z definicji utrzymuje dziecko, a siebie
                to chyba oczywiste, że również, jako dorosły człowiek. A więc - raz jeszcze - albo samodzielnie utrzymuje to dziecko bez wsparcia kogokolwiek ALBO nie
                utrzymuje i wtedy NIE JEST samodzielną mamą!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

                Osobną kwestią jest to, czy ktoś inny powinien łożyć na jej dziecko.
                Jeśli jednak łoży, z chęci czy z przymusu lub taka kobieta korzysta
                ze wsparcia innych osób czy instytucji, samodzielną mamą nie jest.
                • evi85 Re: Samodzielność 23.07.11, 21:49
                  jezeli terapeuta radzi rozwod to jak najszybciej zmien terapeute na lepszego
                  dobry terapeuta NIGDY nie doradzi rozwodu glosno

                  a uwierz znam malzenstwa ktore po dobrej i dlugiej terapii wyszly na prosta majac jeszcze gorsza sytuacja niz Twoja
                  nikt nie jest bez winy, to praca glownie nad soba
                  ale z efektow mozna korzystac do konca zycia smile
                  jednak na to potrzeba czasu, wysilku i stosowania sie do rad terapeuty
                  mysle ze warto, nie ma sensu wracac do meza teraz kiedy jestescie oboje w hustawce emocjonalnej
                  jednak jezeli on rowniez chce isc na terapie to szybko zmien terapeute i chodzcie razem lub osobno/ zaleznie jak terapeuta doradzi
                  • miaowi Re: Samodzielność 23.07.11, 22:35
                    Terapeuta przede wszystkim nie powinien wprowadzać w błąd i sugerować, że jest szansa poprawy, jeśli jej nie ma.
                    Owszem, można pracować nad zwiążkiem długo i żmudnie - pytanie, kiedy jest sens, a kiedy już trzeba odpuścic, bo to też trzeba umieć rozpoznać.
                • real.gejsza Re: Samodzielność 24.07.11, 11:49
                  tautschinsky powtarzaj sobie to kilka razy dziennie to moze sam uwierzysz w te głupoty, które wypisujesz. Nikt przy zdrowych zmysłach nie wpadł by na taką interpretacje.
      • real.gejsza Re: zostać samodzielną mamą...? 21.07.11, 21:43
        tautchinsky, again...Temu Panu juz podziękujemy. Juz nie mozna czytac takiego bełkotu. Zrób sobie Pan urlop- od udzielania się na forum....długi urlop.
      • zoska7373 tautschinsky!!!!!!!!!!!!!!! 21.07.11, 23:06
        prywatnie do Pana!-tautschinsky Pan z pewnością pogonił żonę do mycia podłogi 3 dni po cesarce-porodzie naturanlym
        wszystkim nam obecnym to takie naturalne sie wydaję ,że Tylko Pan szanowny musiał to wypunktować.
        ma Pan świętą rację mąż autorki wątku to cudowny ,empatyczny i dojrzały mężczyzna tylko wredna rozchwiana emocjonalnie jego żona jakoś to przeoczyła-
        pozdrawiam
        ps. jakie szczęście ,ze nie da sie nikogo zabić wzrokiem ;P;P;P;P;P
        • tautschinsky Re: tautschinsky!!!!!!!!!!!!!!! 22.07.11, 14:08
          zoska7373 napisała:

          > jakie szczęście ,ze nie da sie nikogo zabić wzrokiem ;P;P;P;P;P


          Tak, to duże szczęście, bo z połowa tego forum dawno by już
          była martwa, gdybym mógł zabijać wzrokiem czy myślą.

          Najbardziej nie lubię pasożytnictwa i siedzenia czyjegoś w cudzej
          kieszeni.
          • otta5 Re: tautschinsky!!!!!!!!!!!!!!! 22.07.11, 18:29
            ale mi Ciebie żal... dobrze, ze większość kobiet (i facetów) na tym forum ma Ciebie i Twoje zdanie w "poważaniu"... ale pisz dalej. jeśli tylko masz taką ochotę.
          • lisdene Re: tautschinsky!!!!!!!!!!!!!!! 22.07.11, 20:54
            Czyżby twoja Ex była pasożytem i siedziała w Twojej kieszeni i zabierała na każde dziecki po 2 tys złotych?
            moim zdaniem ojciec ma obowiązek utrzymywać swoje dziecko, a 300 czy 500 zł alimentów na miesiąc to śmiech na sali w dzisiejszych czasach i przy dziesiejszych cenach.
            >
            > Najbardziej nie lubię pasożytnictwa i siedzenia czyjegoś w cudzej
            > kieszeni.
            >
            >
            • otta5 Re: tautschinsky!!!!!!!!!!!!!!! 22.07.11, 21:55
              Uznać wszystkie panie za leniwe naciągaczki to jak stwierdzić, ze wszyscy panowie to ch... A tak nie jest. bywa różnie. zanim wyszłam za mąż od lat byłam niezależna finansowo, miałam już swoje mieszkanie, samochód. Za mąż wyszłam z miłości a nie dla "zysku". A że partnerowi puściły wszystkie hamulce po przysłowiowym "tak" to inna historia... Miałam do wyboru albo tkwić w związku, w którym nie było mowy o dialogu, bo mąż nie miał na to ochoty, wolał tyranię i faszyzm, albo odejść i starać się odzyskać godność i spokój. Dziś uważam, że to była bardzo dobra decyzja.
              Ciekawe który z panów byłby taki dziarski i tkwiłby w takim układzie mimo wszystko... I szukał rozmów waląc głową w mur i dostając na zmianę raz w jeden policzek, raz w drugi. Nawet jeśli to "tylko" słowny policzek i poniżanie zachowaniem.
              • altz Re: tautschinsky!!!!!!!!!!!!!!! 22.07.11, 22:03
                Faszyzm, układ, czyli brednie.
                Tak się nie rozmawia i nie opisuje rzeczywistości, nawet tej bolesnej.
                W taki sposób nie można się porozumieć z drugą osobą.
                Chyba to jest jednak za świeża sprawa, żeby o tym pisać z sensem. :-\
                • otta5 Re: tautschinsky!!!!!!!!!!!!!!! 22.07.11, 22:33
                  Oczywiście, że jest swieża... gdyby był to już rozdział zamknięty, z którym do końca już sobie poradziłam, pewnie nie byłoby mnie na tym forum... Człowiek, z którym jestem w trakcie rozwodu, mimo wszystko nie jest mi całkowicie obojętny. Moje uczucia względem jego osoby były szczere. Mamy razem dziecko. Odeszłam od niego bo po prostu byłam od pewnego momentu z nim nieszczęśliwa. Ranił mnie, czasem nieświadomie, czasem z pełną premedytacją. Chciałam rozwodu bez orzekania o winie, rozstać się po ludzku. Ale na to też nie mam szans. Do tej pory jestem oskarżana o rzeczy, które nawet mi przez myśl nie przeszły. Ale to temat rzeka. Tak czy inaczej na to forum trafiłam nie po to, by obrażać człowieka tylko po to, żeby dowiedzieć się kilku rzeczy, skorzystać z doświadczenia osób, które już przeszły przez ten niełatwy okres w swoim życiu, które mogły by coś podpowiedzieć. Nerwy będą jeszcze czasem puszczać. Nie ma siły. Chociaż tu faktycznie nie ma sensu się denerwować na pewne wpisy. Skupię się po prostu na tym, czego tu szukam.
                  • altz Rozstania 23.07.11, 07:25
                    Tak to jest przy rozstaniach, że poznajemy prawdziwą stronę tej drugiej osoby.
                    Ja też się bardzo zdziwiłem, okazało się, że że oprócz uporu (to wiedziałem) Partnerka okazała się egoistką, zupełnie się nie liczyła ze mną, żadnego wsparcia, chociaż ona wyszła na tym dobrze. Tylko fałszywe oskarżenia, nie robiłem żadnej sprawy z tego powodu, bo to i tak jest przykra sprawa. Podobno mam się nie denerwować i nie dziwić, bo tak się robi i przecież coś musiała wymyślić, żeby otrzymać rozwód, tak mówiła i nie ma żadnych skrupułów. Ożeniłem się z mamutem, ale głupio. sad
    • mama_moni tautschinsky, altz 22.07.11, 23:36
      buhahahahahaha
      ...i tyle na wasze wypociny
    • bunia9971 Re: zostać samodzielną mamą...? 23.07.11, 23:10
      czesc powiem ci jak czytalam twoja wypowiedz to mialam tak samo maz nie obdarzal mnie zbyt wielka opieka jak bylam w ciazy calymi dniami siedzialam sama w domu czekajac z obiadkiem a on nie raczyl nawet poinformowac ze po pracy jedzie na dodatkowa fuche po porodzie bylo to samo ciagle z malym dzieckiem w domu czysto obiad podany i codziennie jedna wielka loteria czy on zje czy nie a on nie jadl narzekal ze moja kuchnia sie pogorszyla kanapki wyrzucal psu ktoregos dnia przestalam jamu robic kanapki tez narzekal mowil ze nic nie robie tylko piore i sprzatam zostawial nas same na cale dnie od pon do niedzieli wieczorami przychodzil pil piwo i kladl sie spac a mniw wyzywal ze jestem gruba oblesna ze jestem jebanym nierobem jak pytalam gdzie wychodzi mowil ze nie przesluchanie grozil wyprowadzka i ze nie da grosza i ze moge wracac do pracy tylko mi sie nie chce a byloby nas stac na to zebym zostala w domu ja chcialam wracac do pracy tylko nie byloby komu z dzieckiem zostac ktoregos dnia nie wytrzymalam i wyrzucilam go z domu przy pomocy policji i zostalam z 6 miesiecznym dzieckiem sama bez srodkow do zycia maz juz nie jestesmy razem placil po 700 zl bez uzgodnienia ze mna zabiera dziecko na h raz na 2 tyg domaga sie calej wyprawki nie pyta o nia jak sie rozwija o nic ponoc znalazl sobie juz jakas babke a ja w ogole nie moge sie z nim dogadac dalej mi ubliza wyzywa mnie mowi ze jestem wariatka nie liczy sie z moim zdaniem odnosnie dziecka robi mi naprzekor i grozi ze nie da juz grosza placi z 10 dniowa zwloka i do tego jego mamusia mnie wyzywa a on plotkuje i wygaduje na mnie bzdury do ludzi ja pracuje na
    • miaowi Re: zostać samodzielną mamą...? 26.07.11, 20:25
      O czym my w ogóle mówimy? Jaka jest granica, powyżej której NIE chcemy nic od ojca dziecka? A co to za brednie w ogóle? Sammodzielna, niesamodzielna - nieistotne. Dziecku się należy od ojca dostać. Chociażby kasę.
      Tym bardziej jak ktoś nie poświęca dziecku czasu. I nieważne, czy matka zarabia kokosy, czy nie.
      To są pieniądze dziecka i dziecku należne. Wymawianie sie argumentem w stylu"jak jesteś taka samodzielna, to po co ci alimenty".
      Po pierwsze - nie CI, tylko dziecku.
      Po drugie - nie twoja sprawa, tatuniu z bożej łaski. Jesteś ojcem, to pamiętaj o obowiązkach. Może na lizaka, może na lekarstwa, a może na wycieczki na basen.

      Co za idiotyzm w ogole wykłócać się, że baba jak potrzebuje alimentów to nie jest samodzielna. Za to tatuś, co nie umie na alimenty zarobić , to jest pewnie bardzo zaradny i jeszcze spryciulek.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka