Dodaj do ulubionych

Pytanie za milion: Jak wyjść z domu?

30.07.12, 16:10
Banalne... Jedną z najtrudniejszych rzeczy w samotnym macierzyństwie jest dla mnie... wyjście z domu. Oczywiście z dzieckiem bo innej opcji nie ma, a jak jest to jedna na tysiąc i się nie liczy.

Mała ma niecałe trzy lata i od ponad roku lub od chwili gdy nie można dziecka po prostu wziąć, opakować i jazda jest problem z wyjściem z domu. Gdziekolwiek. Czasami jest czasami nie ma. Ale zazwyczaj jest. Nie można się umyć przed wyjściem, nie można się ubrać przed wyjściem, no nic nie można. Najgorzej jak coś jest na godzinę (np. lekarz). Każde jej ociąganie, zabawa budzi mój opór, bo czas ucieka - nawet jeśli jest ten czas, to ile można czekać? Koleżanka ostatnio umówiła się ze mną i dzieckiem i miała podobny problem. Przyszła mocno spóźniona, ale nasze spotkanie może być spóźnione. A lekarz? Spektakl? Rzy gam tym.

Ktoś powie - za dużo wychodzicie. I tak i nie. Mam zasadę jedna duża rzecz dziennie. Jedno wyście dziennie.

Co robić - czego nie robić?
Obserwuj wątek
    • teliszon Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 30.07.12, 16:43
      Prawie trzyletnia dziewuszka,to juz rozumne dziecko.
      Dzien wczesniej mow jej o Waszych planach,ze musicie byc punktualnie-bo to wazne,grzeczne,inaczej przepadnie ,czy cokolwiek innego.Opowiedz,co bedziecie robic,kogo spotkacie...itd.
      Rano krotko powtorz i dodaj,ze ( na przyklad) za dwie godziny musimy wyjsc.
      Jak mialam dziecko w tym wieku i musialam sie umyc (a corka nie spala) to w lazience nalewalam jej wody do umywalki,wkladalam np lale (o,jaka umorusana,musisz ja wykapac) i sama w tym czasie bralam prysznic.
      Kwadrans przed czasem,w ktorym nalezy sie zaczac szykowac,informowalam ,ze za 15 minut koniec zabawy.
      I konsekwentnie zaczynalam ubieranie i inne przygotowania do godziny "0".
      Zero ustepowania i denerwowania sie na dziecko.
      Po kilkunastokrotnym przecwiczeniu,powinno zaczac dzialacsmile
      Przez kazde pol roku w roku,bylam sama z dwojka dzieci i to w latach 8o-tych.
      Kolejki,zalatwianie czegokolwiek zawsze z dziecmi.
      Mozna przezyc i nie oszalecsmile
      Tylko konsekwentnie i dziecina musi wiedziec, kto w domu rzadzi.
      Ma byc wysciskane,wykochane,wycalowane,otoczone miloscia i dodatkowo wiedziec,ze jak mama powiedziala,to tak bedzie.


    • ma_niusia Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 30.07.12, 16:44
      CHetnie ci pomogę, ale czegoś nie rozumiem. Dlaczego jest ten problem z wyjściem z domu, czy dziecko się kładzie na podłodze i wyje? Czy co? Bo nie do końca rozumiem.
      Ociąga się - to jest jak najbardziej normalne u dziecka. Dlatgeo ja jeśli gdzies idę na konkretna godzinę zawsze szykuję sie do wyjścia z półgodzinnym zapasem czasu. Zawsze wcześniej informuję dziecko o jakiej porze (jak się skończy bajka/jak zjesz śniadanie/jak skończymy sprzatać autka) wychodzimy i co fajnego nas czeka (podróż metrem/lody po drodze/będziesz jechac na rowerku/poczytam ci książeczkę/ piaskownica/etc.). W 90% to działa, a półgodzinny zapas czasu jest wystarczający na marudzenie, ociaganie itp.
      Nie wiem jakie masz rzeczy do załatwiania, do lekarza chyba nie chodzisz codziennie i teatru? Mój młody choruje, no t lekarz często się zdarza (średnio raz na dwa tygodnie), ale czego nie musze to staram się nie załatwiac "na konkretną godzinę", w weekendy kompletnie nie patrze na zegarek, jak idziemy do kina to najpierw docieramy do kina a potem patrzymy co tam się będzie zaczynać. Do teatru chodzimy 2-3 razy do roku, na koncerty też więc ten półgodzinny zapas wystarcza wink Nie wiem co jeszcze może być "na godzinę"?
    • ciociacesia Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 30.07.12, 16:49
      rozmawiac, tlumaczyc, zaczac przygotowania duzo wczesniej
    • wrzesniowamama07 Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 30.07.12, 19:24
      Dlaczego ja mam wrażenie, że mocno przesadzasz i tworzysz problemy tam, gdzie ich nie ma?

      Jestem mamą pięciolatka. Z trzylatkiem wychodziłam dużo i często - czasem na jego zajęcia, czasem (rzadko) do lekarza, czasem na spotkania, do teatrzyku też się zdarzało. Nigdy się nie spóźnialiśmy, nie przypominam sobie też żadnych akcji z wyjściem. Nie wychodziłam goła i śmierdząca - może dlatego, że nie uwierzyłam że TV to samo ZUO i korzystałam z opcji - oglądnij bajkę, ja się wyłazienkuję i przygotuję. Bajki dobierałam tak, żeby się skończyła mniej więcej w czasie jak będę gotowa.

      Samotne rodzicielstwo nie jest łatwe, ale problemy trzeba rozwiązywać, a nie je multiplikować nieco sztucznie.

      PS. Dopuszczam, że Twoje dziecko jest trudniejsze "w obejściu" - ale związku z samotnym macierzyństwem to raczej nie ma
      • danaide Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 30.07.12, 21:53
        > Dlaczego ja mam wrażenie, że mocno przesadzasz i tworzysz problemy tam, gdzie i
        > ch nie ma?
        Nie wiem. Bo może tak jest. A może po dwóch latach zupełnie sama z dzieckiem nie mam już siły, męczy mnie to i nie mam cierpliwości. Mam przymus wyjścia, grafik na dany dzień, świadomość ile czasu mi na to trzeba (czasem sporo, nawet jeśli nie ma tam rzeczy na godzinę) i nie chcę przygotowań do wyjścia zamieniać w kolejną zabawę.

        Moje szykowanie raczej rozwiązane - ja się nie ociągam, mała w międzyczasie bawi się (stojąc obok wanny lub w pokoju) albo ogląda bajki. Gorzej, jak zabieram się za nią.

        Mała jest Skorpionem (uparta), wychowana raczej demokratycznie (ma prawo wyrażać swoje zdanie i zazwyczaj jest ono szanowane, niestety, ma chyba wrażenie, że jej zdanie jest jedyną opcją, cóż, niekoniecznie), super aktywna (nie, nie kładzie się i ryczy - po prostu kiedy ja mówię, że czas na umycie zębów/ubranie/cokolwiek ona mówi, że teraz musi poukładać układankę, poskakać na łóżku, obejrzeć jeszcze jedną bajkę - jak napisałam, zdarza mi się szykować, gdy ona coś ogląda, ale widzę w tym pułapkę "jeszcze jednej bajki" - no, tysiące pomysłów alternatywnych).

        Wyjście na godzinę... sobota koncert, poniedziałek teatr, jutro samochód... Niby niewiele jak na jeden tydzień. Ale to jest tak, że dla mnie jest stresem również wyjście normalne - no chyba, że przestanę się już przejmować faktem, że nie wychodzę do CH o 11stej zamiast 14stej, bo przecież supermarket jest czynny do 23ciej - więc zdążymy - jakość życia spada, ale cóż. Dziś w końcu poszłam na teatr, ale już po jogurty nie, bo się nie zmieściły, po jogurty poszłam po, gdzieś indziej, inne. Niby nic, ale jutro muszę iść po te, po które miałam iść dziś. Dla mnie to strata czasu.

        Często chodzi o to, że ona musi się trochę dobawić... kiedyś to było skakanie na łóżku po kąpieli lub porannej toalecie. Więc planowałam czas na skakanie, potem się ubierała - czasami po kawałku i skakała dalej. Zajmowałam się na przemian nią i sobą i jakoś szło naprzód. Ale tak, to jest męczące, kiedy najpierw zagonię ją do toalety, a jak tylko siądzie, a ja zacznę myć zęby krzyk, żeby już wyjąć. A czasem nie wyjmować, bo ona właśnie bańki puszcza, albo coś. Super, cały czas muszę być elastyczna.

        Powtarzam - mnie to męczy. Nie mam 20 lat, kupę lat byłam sama, chciałam wychodziłam. Mam w głowie inne skrypty. Tracę cierpliwość. Najłatwiej przenieść ją z miejsca na miejsce. W dwa lata kolana i plecy trochę mi siadły. Można obrócić rzecz w żart. Czasem działa, czasem w stresie wyjścia nie pamiętam, czasem nie działa, bo to przecież zaproszenie do dalszej zabawy. Mówię dzień wcześniej i po wstaniu, co robimy, gdzie idziemy. Ileś razy zrezygnowałam z wyjścia, zwłaszcza takiego dla niej ekstra - skoro jej się nie chce, to po co mam się denerwować? W ogóle rzadko biorę/brałam udział w czymś przed 11stą. Może tu leży pies pogrzebany? Dziecko zaspane jest łatwiej sterowalnewink
        • wrzesniowamama07 Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 30.07.12, 22:42
          bardzo Ci współczuję podejścia. Albo skutków nadmiernej demokracji, sama nie wiem.

          Ja zostałam mamą w wieku lat 36, od początku sama jestem (choć logistyczne wsparcie miałam i mam, niania, przedszkole teraz), i jakoś nie przeżywałam ani z dwulatkiem, ani z trzylatkiem tego co piszesz. A też żyłam jak chciałam, wychodziłam kiedy chciałam.

          Może dlatego, że zostawiałam i zostawiam dziecku możliwość podejmowania zamkniętych wyborów? Co najwyżej, bo zwykle - w sprawach logistyki przy wychodzeniu nawet o demokracji nie myślałam. Moje dziecko nie z kamienia, też lubi się dobawić, w różnych okolicznościach. Polecam alarm w telefonie/minutnik. Jak wydzwoni, koniec dowolności. Na trzylatka to już działa.

          Rodzina nie jest organizacją demokratyczną, moim skromnym zdaniem. Wychowuję dziecko tak, żeby miało swoje zdanie, umiało podejmować wybory - ale w przestrzeni, którą ja zakreślam. Im starsze, tym tej przestrzeni jest więcej oczywiście, ale u kilkulatka nadal są to wybory typu: zakładasz koszulkę z batmanem czy spidermanem, a nie: powiedz proszę, co chciałbyś dziś na siebie włożyć.
          • ma_niusia Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 30.07.12, 23:04
            Ja się w dużej mierze z wrześniową zgadzam.
            Mój Syn ma mnóstwo swobody, w wielu kwestiach może decydować sam (tak, nawet w co się ubierze, bez ograniczenia wyboru), ale wie, że jeśli go o czymś informuję, jest to konieczne i nie ma dyskusji. Co nie znaczy że nie próbuje czasami, ale wie, że jest bez szans, bo rzadko od niego czegoś kategorycznie wymagam i "ma być po mojemu" ale jak już mówię z odpowiednią miną to wie że nie ma zartów.
            Od 10 miesiąca życia uczęszcza do żłobka i 5 razy w tygodniu wstaje o 6:00, specjalnie budzę go wcześniej, żeby miał czas obejrzeć bajkę, wyskakać się, pomarudzić, połazić i o 7:00 możemy spokojnie wyjść - nie zawsze z entuzjazmem, ale wychodzi, najczęściej mam codziennie dla niego gotową nową historyjkę o tym co będzie robił w żłobku albo gdzie pójdziemy później, albo kto nas odwiedzi albo po prostu jakąś bajkę na poczekaniu wymyśloną i tak mu opowiadam, że słucha z rozdziawioną paszczą i wychodzimy wink Czasami działają też wyscigi, kto pierwszy założy buty i kto pierwszy wyjdzie na podwórko - oczywiście on bo jest najszybszy jak Zygzak mcQueen wink
            No cóż, to małe dziecko, musi mieć dużo swobody, sytuacje "przymusowe" są nieliczne, ale też go obowiązują pewne zasady.

            Jasne, że takie oganiczenia mogą być męczące i uciążliwe, wiesz, ja też jestem ponad 2 lata sama z dzieckiem, najczęściej bez żadnej pomocy a do tego jeszcze bardzo kiepska sytuacja finansowa, ale ja nie mam zwyczaju się użalać nad tym wszystkim tylko szukać rozwiązań po prostu smile
            A z jogurtami co za problem? Kupić inne albo nie kupić wcale albo nie iść do teatru tylko po jogurty, cóż nie można mieć wszystkiego, naprawdę, naucz się odpuszczać
            , mnie jesteśmy w programie "Idealna Matka i Wzorowa Pani Domu" wink
            • danaide Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 31.07.12, 00:28
              > a być po mojemu" ale jak już mówię z odpowiednią miną to wie że nie ma zartów.
              Ja też mówię z odpowiednią miną. Ale i tak mam wrażenie, że u nas powstała sytuacja, w której im większą mama na napinkę, tym większy jest opór. Zdecydowanie bardziej działają metody, o których notorycznie zapominam:
              - odwrócenie uwagi historyjką;
              - wejście w zabawę (tu ryzyko wołania o więcej);
              - spokojna rozmowa, argumenty (jak ten z kotkiem na placu zabaw wyżej - ale powrót nie jest tak trudny dla mnie jak wyjście)
              Też o tym piszecie.

              Moje napięcie pozostaje w związku z faktem, że jestem całkowicie sama z małą od 2 lat i nie mogę sobie wyjść sama choćby po jajko, gazetę, wodę... na głupie 5 minut. Od września mała pójdzie do przedszkola, od niedawna mam opiekunkę raz w tygodniu i czuję się jak pies spuszczony z łańcucha, jak zwierzę wypuszczone z klatki. Jak zdziczała.

              > Jasne, że takie oganiczenia mogą być męczące i uciążliwe, wiesz, ja też jestem
              > ponad 2 lata sama z dzieckiem, najczęściej bez żadnej pomocy a do tego jeszcze
              > bardzo kiepska sytuacja finansowa, ale ja nie mam zwyczaju się użalać nad tym w
              > szystkim tylko szukać rozwiązań po prostu smile

              Ja mam wrażenie, że nie znajduję lub że to nie działa. Teraz wiem, jak piszę, że znajduję i działają, tylko w stresie nie pamiętam o nich. Jeśli bierzesz to co piszę za użalanie - nie wiem jak to skomentować. To nie wolno na forum już pisać "nie daję rady"? A od czego jest forum, tylko od pokazywania jakie to dzielne jesteśmy?

              > A z jogurtami co za problem? Kupić inne albo nie kupić wcale albo nie iść do te
              > atru tylko po jogurty, cóż nie można mieć wszystkiego, naprawdę, naucz się odpu
              > szcz...
              > , mnie jesteśmy w programie "Idealna Matka i Wzorowa Pani Domu" wink
              Wiem. Dlatego poszłam na teatr, bo odpuszczałam od tak dawna, że już nie chcę i podarowałam sobie jogurty dla dziecka. Pisałaś ładnie jak to gotujesz i mrozisz - cóż, mała nie chciała dziś obiadu więc też odpuściłam. Wieczorem wypiła dwa inne jogurty - ma jeden smak ulubiony, ale skusiła się dziś na inny. Nie, od dawna nie kandyduję do tytułu Matka Roku.
          • danaide Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 31.07.12, 00:13
            Odpowiadam po kolei, bo się pogubię.

            > Ja zostałam mamą w wieku lat 36, od początku sama jestem (choć logistyczne wspa
            > rcie miałam i mam, niania, przedszkole teraz)

            Ja tego nie mam. Tata głównie wirtualny i do tego komunikacja na poziomie bobasa, żadnego dziadka, babci, rodziny. Czasem spotkam koleżankę. Żadnego systemu, który poza mną powiedziałby dziecku co jest dobre a co złe. Co jest normą a co nie. Kiedyś mała z jakimś dzieckiem się ścięła i zażądano ode mnie przeprosin. Byłam zmęczona, zaczęłam mówić, że mała też jest zmęczona (właśnie szykowałyśmy się do wyjścia). Dostałam dodatkową zje_kę od babki, że usprawiedliwiam dziecko i moje zmęczenie jej nie interesuje. Odpowiedziałam, że skoro nie interesuje jej moje zmęczenie, dlaczego mnie miałoby cokolwiek interesować. Ostatnio gdy mała wjechała w kogoś rowerem, choć mówiłam jej by uważała na ludzi, od razu do faceta, który się odwrócił powiedziałam: to nie ja, to ona wjechała, proszę do niej. Facet, chyba miły, nie wiedział jak ukryć uśmiech i próbował "surowym" tonem ją pouczyć. Kiepsko szło, mała kompletnie go nie zauważyła zajęta pieskiem na wycieraczce przed sklepem. Ja czekam na przedszkole, jako część systemu, który wdrukuje jej, że pewne zachowania nie są akceptowane. Zgodnie z powiedzeniem: "czego matka cię nie nauczy, nauczy cię świat". Widocznie sama się pewnych rzeczy nie nauczyłam. Ale też wiem, że jeśli matka jest sama i nie ma żadnego wsparcia ze strony innych osób, można nieźle stracić azymut, socjalizacja dla dziecka jest ważna.

            O zamkniętych wyborach wiem. Budzik parę razy dzwonił na placu zabaw, ale u nas budzikiem jest kotek - kotek chodzi sobie, trzeba wrócić, bo kotek zmęczony, pewnie chce do domu. Działa bardzo często. Manipulacja?
            • he_xe Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 31.07.12, 00:39
              Ale zaraz, zaraz. Organizujesz młodej różnego rozrywki: teatr, kino itepe. Gdzieś tutaj zatracasz cel którym mam wrażenie powinno być zadowolenie i szczęście dziecka. Tylko może większą frajdę sprawiłaby jej wycieczka do piaskownicy pod blokiem? Albo poskakanie przez cały dzień po łóżku! Mam wrażenie, że stajesz na głowie żeby urozmaicić/uatrakcyjnić jej każdy dzień. A może to próba rekompensaty, że nie ma taty? A może to, co wg Ciebie jest mało ciekawe (posiedzenie w domu lub na podwórku) jest super przygodą dla niej? I na odwrót. To tylko takie gdybanie. Odnoszę wrażenie, że strasznie się napinasz żeby zrealizować plan dnia od A do Z. Tylko po co? Przecież dzieciak nie będzie Cię z tego rozliczał, no może z uśmiechów wink A spięta mama to skwaszona mama.
              Ja robię tak: planuję zawsze na weekend coś ekstra (zoo, karuzele), ale jeśli nie wyjdzie bo się nie zdążymy "wykokosić", lądujemy na placu zabaw i nie ma tragedii. Czasem nawet na dół nie zejdziemy tylko kończy się impreza w prywatnej piaskownicy lub brodziku w ogródku. I też jest dobrze.

              PS do kupowania jogurtów (i nie tylko) polecam sklepy internetowe smile Można poklikać gdy młodzież śpi, robi się je raz na jakiś czas, nie trzeba dźwigać, a czasem i transport bywa gratis. No i to mit, że zawsze są droższe niż normalne
              • danaide Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 31.07.12, 01:10
                Koncerty - dla mnie, latem jest Jazz na Starówce i to wszystko na co na razie mogę sobie pozwolić. A mała opowiada, że chce na koncert (ostatnio grali gdzieś w pobliżu i tak chciała wyjść - ja też, ale jej nie proponowałam - że w końcu o 21 szukałyśmy tego koncertu, który chyba się skończył lub był w miejscu prywatnym).

                Teatry - Polonia gra w lipcu na pl. Konstytucji, mam 3 kroki, tak, odrabiałam zaległości. Dla niej też był, Kopciuszek - tu przyznaję się, byłyśmy 4 razy, premiera, następny dzień (wracałyśmy do domu i mała chciała obejrzeć drugi raz) i kolejne dwa razy, bo ja proponowałam, a mała się zgodziła. W niedzielę chciała iść piąty raz, bo chyba się przekonała do pójścia na bal do księcia, ale niedziela była domowa. Może w sierpniu pójdziemy ze znajomymi.

                Ja nie mam wrażenia, że ją przebodźcowuję dodatkowymi zajęciami - raz w tygodniu, ale nie zawsze, ma salę zabaw z animatorką (4h, więc można wyjść na luzie), 2 kafejki i 3 place zabaw do wyboru (pod "blokiem" to ja mam beton, śmietnik i psy biegające luzem, ale zdarzało się wychodzić "na kredę", bo mała tak wolała i wiem, że była to dla niej większa frajda niż to co jej proponowałam - mogła sobie wybrać). O to gdzie chciałaby pójść pytam, czasem sama się upomni więc tak układam grafik, by weszło danego dnia lub następnego. Są dni, gdy plac zabaw jest tą jedną dużą rzeczą.

                Natomiast jestem absolutnie przekonana, że wleczenie dziecka wszędzie, co robię od dwóch lat, jest ze szkodą dla niej. Nie są jej potrzebne wyprawy na pocztę, do lekarzy mamy, po sklepach (sporo kupuję przez Internet, większość jej ubrań np., ale nie wszystko potrafię i chcę). I to jest cena, którą mała płaci za rozstanie rodziców. Uprzedzając pytania: gdybym miała wziąć opiekunkę na wszystkie te razy, gdy robię coś, a mała powinna być na placu zabaw lub bawić się z kimś w domu musiałabym mieć dla kogoś przynajmniej płacę minimalną. Nie pracuję. Zajmuję się dzieckiem. Zgodnie zresztą z tym co napisał eks: jak potrzebuję pieniędzy to mam wrócić do pracy, a opiekunki nie potrzebuję, bo przecież nie pracuję.
                • ma_niusia Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 31.07.12, 09:19
                  Zacznę od tego, że nie mam "ale" do użalania się czy jak tam to delikatniej nazwać wink Ja sama też miewam momenty kiedy nie chce mi się być silną i dającą wszystko radę i wtedy też muszę sobie z siebie wyrzucić (piszę bloga prywatnego - jak pamiętnik, gdzie jak mnie sporadycznie najdzie ochota to użalam się nad sobą ile wlezie).
                  Ja wiem, że całkiem samodzielne wychowywanie dziecka jest ciężką pracą, ja też jestem sama (ojciec się sporadycznie pojawia, jest lepiej ostatnio ale i tak nigdy nie mogę na niego liczyć bo się umawia i nie przychodzi itp., moja rodzina 100km stąd, ale mam pomocnych sąsiadów przynajmniej i koleżanki; no i Młody chodził do żłobka, od września przedszkole), więc rozumiem cię!
                  Każdy wychowuje dziecko inaczej, ja np. nie odczuwam potrzeby chodzenia po sklepach, jest dwa razy w roku wyprawa po buty, zakupy spożywcze i chemię kupuję wracając z pracy. Na pocztę chodzę wracając z pracy, a Młody niestety chodzi ze mną nawet do ginekologa bo nie mam innego wyjścia. Cóż, tak się ułożyło, jak mam opcję "podrzucić" go komuś to z tego korzystam, ale bardzo rzadko mam taką opcję.
                  Ja pracuję, więc w tygodniu po pracy nasze atrakcje to rower, park, karmienie kaczek, plac zabaw, podwórko. Na weekend opracowuję listę dostępnych (bezpłatnych lub tanich) atrakcji. Ale jeśli to ma być atrakcja właśnie to zawsze bez ciśnienia - nie uda się wygrzebac z domu, wolimy sobie poleżeć dłużej - ok, nalezy nam się. Dziecko chce na koncert? Super, najbliższy dostępny koncert jest jutro/w sobotę/za tydzień i wtedy pójdziemy, opowiadam jaki to będzie koncert, śpiewamy razem piosenki, tańczymy i tak się przygotowujemy do udziału w koncercie.

                  Moja rodzina śmieje się ze mnie, bo zanim zaszłam w ciążę byłam perfekcyjnie poukładana i WSZYSTKO musiałam mieć zaplanowane, wszystko! Odkąd jest Synek planuję tylko najważniejsze rzeczy, reszta jest bez planu. A ja i tak mam wrażenie, że za dużo atrakcji mu funduję, dziecku w takim wieku potrzebne jest właśnie skakanie czy turlanie sie po podłodze i już wink Takie kino/koncert itp. raz czy dwa w tygodniu (jak u nas) to - moim zdaniem - maksymalnie.

                  PS: chętnie się z Tobą zamienię i posiedzę z dziećmi w domu!!!! ja niestety nie mam wyjścia, musze pracować bo byśmy umarli z głodu i tak mam długi i żyjemy od wypłaty do wypłaty, nie kupuję ciuchów, kosmetyków i codziennie żal mi serce ściska, że spędzam tak mało czasu z dzieckiem! ZAZDROSZCZĘ że masz możliwość spędzać tyle czasu z dzieckiem!!! Tak, popieram trochę "socjalizacji" by się przydało, na pewno, ale też nie zwalaj obowiązku wychowania dziecka i wykształcenia dobrych nawyków na przedszkole.
                  PS1: Mój Młody teraz na wakacjach ale jak wróci to może się jakoś spotkamy i posocjalizujemy dzieci i siebie wink
                  • danaide Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 31.07.12, 20:27
                    Co do PS. - Bardzo chętnie. Dajcie znać, u nas, poza przyszłym tygodniem, lato w mieściewink
            • wrzesniowamama07 Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 31.07.12, 09:28
              Babcia - 350 km od nas

              Niania - słono opłacana, ale wyjścia nie miałam, bo musiałam zarabiać

              Przedszkole - najpierw zajęcia (od 2.lat), od roku - regularne przedszkole.

              Zdumiałam się tą sytuacją, którą opisujesz. Gdzie w tym jest wychowanie dziecka? Jeśli na placu zabaw (domniemuję) dziecko wchodzi w konflikt i jest "winne", przeprosiny są oczywistością. Jeśli winne nie jest, nie tłumaczysz się - głupio - zmęczeniem, tylko jasno mówisz, dlaczego nie jest winna i nie ma za co przepraszać. Trzylatek dużo kuma, za chwilę będzie się zasłaniać zmęczeniem również przed Tobą.

              Moje dziecko facetowi w bawalni zrzuciło samochodzik (drewniany) na głowę (w zasadzie na ramię). Nie przyszło mi do głowy, żeby pan udzielał mu reprymendy. Poszłam z nim do faceta, razem przeprosiliśmy, JA powiedziałam dlaczego zachował się źle - przy poszkodowanym. Pan tylko dodał afirmatywnie, że taki duży i mądry chłopiec na pewno zapamięta. Przy mnie nikt mojego dziecka pouczać nie będzie, oczywiście - co innego w przedszkolu/szkole/wtedy, gdy mnie w pobliżu nie ma.
              • danaide Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 31.07.12, 19:25
                > Zdumiałam się tą sytuacją, którą opisujesz. Gdzie w tym jest wychowanie dziecka
                > ? Jeśli na placu zabaw (domniemuję) dziecko wchodzi w konflikt i jest "winne",
                > przeprosiny są oczywistością.
                Zgadza się. Ale ja uważam, że to dziecko powinno przeprosić - odpowiedzialność osobista - a domagano się przeprosin wyłącznie ode mnie.

                Jeśli winne nie jest, nie tłumaczysz się - głupio
                > - zmęczeniem, tylko jasno mówisz, dlaczego nie jest winna i nie ma za co przep
                > raszać.
                Jeśli jestem zmęczona, przepraszam, przemęczona i wyczerpana, to chyba jasne, że nie mogę jasno mówić. Innymi słowy - sama już nie wiem co mówię.

                Trzylatek dużo kuma, za chwilę będzie się zasłaniać zmęczeniem również
                > przed Tobą.
                Ja się nie zasłaniałam, ja wtedy już lekko odpływałam.

                > Moje dziecko facetowi w bawalni zrzuciło samochodzik (drewniany) na głowę (w za
                > sadzie na ramię). Nie przyszło mi do głowy, żeby pan udzielał mu reprymendy. Po
                > szłam z nim do faceta, razem przeprosiliśmy, JA powiedziałam dlaczego zachował
                > się źle - przy poszkodowanym. Pan tylko dodał afirmatywnie, że taki duży i mądr
                > y chłopiec na pewno zapamięta. Przy mnie nikt mojego dziecka pouczać nie będzie
                > , oczywiście - co innego w przedszkolu/szkole/wtedy, gdy mnie w pobliżu nie ma.
                No, to są ewidentnie dwie szkoły. Rozmawiałam z kuzynką. Ona i jej siostra mają małe dzieci. Jedna z nich oburza się, gdy ktoś dziecku zwraca uwagę (bierze to za kwestionowanie jej własnych kompetencji wychowawczych), druga przeciwnie. Ja nie mam nic na przeciw. Też córeczka wiele razy przepraszała inne dzieci. Jeśli bardzo by się wstydziła, poszłybyśmy razem, ale często sama już podchodzi, ukocha, pogłaszcze. Zresztą o takich sytuacjach można rozmawiać potem bez świadków.
                Warunek - muszę jasno myśleć. Fajnie pogadać sobie na forum o praktycznych sprawach, ale w zmęczeniu, stresie można zapomnieć o rzeczach nie do końca wdrukowanych.
          • danaide Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 31.07.12, 00:31
            > A też żyłam jak chciałam, wychodzi
            > łam kiedy chciałam.

            Też?
            • wrzesniowamama07 Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 31.07.12, 09:18
              Też, przed narodzeniem dziecka. Można się przestawić, że po już nie jest to oczywiste. Bo napisałaś, jakbyś tylko Ty doświadczała szoku.



        • teliszon Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 30.07.12, 23:31
          Z racji ustroju demokratycznego w domu,wychodzisz z niego o 14-ej ,zamiast zaplanowanej 11-ej ?
          Powiedz corci,ze nawet w demokracji,sa szefowie i tak sie sklada,ze Ty nim jestes ,a nie ona.
          Z tego co piszesz rzadzi Toba maly terrorysta.
          Jeszcze poskacze,bajke obejrze?I Ty ustepujesz?
          Dla dobra dziecka i wlasnego,poki nie jest za pozno zmien zasady.
          Teraz ma niecale trzy latka,a co zrobisz jak 15-letnia panna powie ,ze nie wroci na noc?
          Tez o demokracji pomyslisz.
          Nie ucz jej,ze macie te same prawa decyzyjne,bo to pulapka na przyszlosc.
          Ty rzadzisz,corka ma prawo glosu,ale to do Ciebie nalezy podejmowanie decyzji.
          Zostalam mama,majac 22 lata,bylam bardzo mloda.To dlaczego wydaje mi sie ,ze myslalam wowczas dojrzalej niz Ty?
          Nigdy nie uderzylam swoich dzieci,nie krzyczalam,kary byly,ale nie cielesne.
          Ale podzial rol byl jasny-ja jestem matka ,one dziecmi.
          Teraz sa doroslymi kobietami i mowia,ze mialy wspaniale,bezpieczne dziecinstwo,o zadnych traumach nie pamietajasmile
          • danaide Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 31.07.12, 00:48

            > Powiedz corci,ze nawet w demokracji,sa szefowie i tak sie sklada,ze Ty nim jest
            > es ,a nie ona.
            > Z tego co piszesz rzadzi Toba maly terrorysta.
            > Jeszcze poskacze,bajke obejrze?I Ty ustepujesz?
            > Dla dobra dziecka i wlasnego,poki nie jest za pozno zmien zasady.
            > Teraz ma niecale trzy latka,a co zrobisz jak 15-letnia panna powie ,ze nie wroc
            > i na noc?
            > Tez o demokracji pomyslisz.
            Dziś? Szczerze? Jeśli miałaby zakończoną przeze mnie edukację seksualną zapytałabym o prezerwatywę. Za 12 lat? Spytaj wtedy.
            Problem polega na tym, że ja mam wrażenie, że sama wychowywałam się w bardzo szeroko pojętej wolności, ale miałam wewnętrznego strażnika. Mając 15 lat miałam przeczytane Dzieci z dworca Zoo, Wisłocką, Starowicza i co tam jeszcze w domu było. Zero chłopaków, papierosów, dragów, alkoholu. Nawet nie było jakiegoś nie w domu. Sama tak wybrałam. Zero buntu.
            Ale widzę, że moja córeczka jest normalnym dzieckiem - chyba w odróżnieniu ode mnie, które było dzieckiem nienormalnym - i będzie ciągnęła w swoją stronę ile wlezie.

            > Nie ucz jej,ze macie te same prawa decyzyjne,bo to pulapka na przyszlosc.
            > Ty rzadzisz,corka ma prawo glosu,ale to do Ciebie nalezy podejmowanie decyzji.
            > Zostalam mama,majac 22 lata,bylam bardzo mloda.To dlaczego wydaje mi sie ,ze my
            > slalam wowczas dojrzalej niz Ty?
            Nie wiem czy myślałaś dojrzalej, myślałaś inaczej i uważasz, że to jest dojrzalej. Wyszłaś z innego domu i inny stworzyłaś. Tyle.

            > Nigdy nie uderzylam swoich dzieci,nie krzyczalam,kary byly,ale nie cielesne.
            > Ale podzial rol byl jasny-ja jestem matka ,one dziecmi.
            A dla mnie podział ról zawalił się gdy zostałam sama, a potem doszły kolejne kopy. Co z tego, że podoba mi się J. Juul i "rodzicielstwo bliskości" skoro w praktyce idzie w kierunku terroryzmu, a ja i tak miałam wrażenie, że jestem za surowa? Zaburzenia ról już podejrzewałam.

            PS JAK się walczy z terroryzmem?smile
            Bo ja znam tylko metody drastyczne.
            • lilka_o Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 17.08.12, 13:38
              danaide napisał(a):

              >
              > > Powiedz corci,ze nawet w demokracji,sa szefowie i tak sie sklada,ze Ty ni
              > m jest
              > > es ,a nie ona.
              > > Z tego co piszesz rzadzi Toba maly terrorysta.
              > > Jeszcze poskacze,bajke obejrze?I Ty ustepujesz?
              > > Dla dobra dziecka i wlasnego,poki nie jest za pozno zmien zasady.

              powiedz jej po prostu, ze jesli sie nie da ubrać / umyć, to wychodzi w piżamie, otwórz drzwi i stój gotowa do wyjścia - jeśli zrozumie, że mówisz serio i ta nie żarty, to będzie latać do łazienki i się ubierać tak szybko jak jeszcze nigdy. konsekwencja najawżniejsza, wiem że to b. męczące, bo jesteś z tym zawsze sama, ale trochę wytrwałości i będzie lepiej! a co zrobisz jak będzie chodziła do przedszkoła? pójdziesz na 14? u nas raz mama przyprowadziła malucha w piżamie, (ja tylko "udawałam", bo wiedziałam, że zadziała, ale wyszłabym z nim napewno, jeśli by prowokował.) głowa do góry, czasem działa szybciej niż myślimy!
              a czasem / nawet b.często pomaga mi w takich sytuacjach: "wiesz co, jak sie nie ubierzesz, to idziesz w piżamie, mi jest to obojętne, ale zastanów się" - i co? minuta i wychodzi z pokoju - "ok, mama." i po kłopocie! co nie znaczy, że czasem brakuje mi cierpliwości i krzyknę - tak jak dziś rano....
              > > Teraz ma niecale trzy latka,a co zrobisz jak 15-letnia panna powie ,ze ni
              > e wroc
              > > i na noc?
              > > Tez o demokracji pomyslisz.
              > Dziś? Szczerze? Jeśli miałaby zakończoną przeze mnie edukację seksualną zapytał
              > abym o prezerwatywę. Za 12 lat? Spytaj wtedy.

              to trochę za dużo demokracji jak na 3latkę!
              > Problem polega na tym, że ja mam wrażenie, że sama wychowywałam się w bardzo sz
              > eroko pojętej wolności, ale miałam wewnętrznego strażnika. Mając 15 lat miałam
              > przeczytane Dzieci z dworca Zoo, Wisłocką, Starowicza i co tam jeszcze w domu b
              > yło. Zero chłopaków, papierosów, dragów, alkoholu. Nawet nie było jakiegoś nie
              > w domu. Sama tak wybrałam. Zero buntu.
              > Ale widzę, że moja córeczka jest normalnym dzieckiem - chyba w odróżnieniu ode
              > mnie, które było dzieckiem nienormalnym - i będzie ciągnęła w swoją stronę ile
              > wlezie.
              będzie ciągnęła tyle, ile jej na to pozwolisz!

    • madziulec Danaide... 31.07.12, 09:29
      A czy Ty tak troche więcej nie masz postawione na łbie?
      O 21 to moje trzyletnie dziecko spało radośnie. Nawet obecnie mając lat 8 o 21 lezy włóżku i albo cos czytamy albo coś opowiadamy ale... jakos nie wyobrażam sobie, bysmy włóczyli sie gdziekolwiek po mieście (wyjątek: noc Muzeów).

      Dziecko totalnie wg mnie rozmemłane, bo każdego dnia ma co innego, zero stabilności, więc własnie dzieją sie takie rzeczy.
      Ale to moje podejście, gdzie ja uważam, że szczególnie tak małe dzieci wymagają stabilności i powtarzalności (typu śniadanko 8, spacerek, obiadek 13, leżakowanko czy jak to nazwać, wyjście do... [gdzieś], podwieczorek 16, plac zabaw, kolacyjka 18 i tak dalej).
      • lilith76 Re: Danaide... 31.07.12, 09:40
        madziulec, a zdajesz sobie sprawę, że tak jak i ludzie bywają różni, tak dzieci też.
        Moja też spała o 21.00, ale z wiekiem robi się coraz większą sową i czasami, pomimo różnych prób, wierci się i śpiewa w łóżku do 23.00. I ma ustalony rytm dnia, jest wybiegana, światło zgaszone, cisza, ja leżę obok nieruchomo. Czasami szlag mnie trafia.
        I nie sądzę, żeby danaide ciągała tak dziecko codziennie. Chodzi o generalny problem.
        • madziulec Re: Danaide... 31.07.12, 10:02
          Generalnie jeśli dzień w dzień 3-latka zaczynasz ciągać (a i młodsze) po koncertach, operach, baletach to w cholerę. Mózg tego nei wyrabia. Przestymulowany i tyle.
          I najnormalniejsze dziecko tego nei wyrabia i staje się sową, skowronkiem i sepem na raz.
          Najzwyczajniej w świecie.
          I juz.

          A ostatnio widze trend przedziwny, od kołyski do opery, co najmniej na Walkirię. Byle waliła w decybele.
      • danaide Re: Danaide... 31.07.12, 20:14
        > A czy Ty tak troche więcej nie masz postawione na łbie?

        To nie jest pytanie w języku polskim, ale o ile rozumiem poprawnie kontekst:
        1) Tak, jestem wariatką.
        2) Rozpoczynając w ten sposób swoją wypowiedź sama najlepiej się określiłaś.

        > lezy włóżku i albo cos czytamy albo coś opowiadamy ale... jakos nie wyobrażam s
        > obie, bysmy włóczyli sie gdziekolwiek po mieście (wyjątek: noc Muzeów).
        No cóż, koncert Omara Puente na zeszłorocznym festiwalu Jazz na Starówce (koniec: ok 22giej) był GENIALNY! Na Noc Muzeów nie chodzę, bo możemy iść w dzień powszedni.

        > Ale to moje podejście, gdzie ja uważam, że szczególnie tak małe dzieci wymagają
        > stabilności i powtarzalności (typu śniadanko 8, spacerek, obiadek 13, leżakowa
        > nko czy jak to nazwać, wyjście do... [gdzieś], podwieczorek 16, plac zabaw, kol
        > acyjka 18 i tak dalej).
        Cóż mam powiedzieć... Chyba w głowę bym sobie strzeliła.
        BTW - a z czego te posiłki, bo jakoś zakupów nie widzę - nie, ceny i jakość jedzenia w centrum Wawy z sufitu! W ogóle nie ma sensu, bym łapała Cię za słówka/grafik. Jakaś abstrakcja.
        U nas powtarzalność nie jest codzienna. Jest raczej... tygodniowa. Np. w czwartki była animatorka (a fe! co za słowo - vide poniżej), niedziele często są domowe i wieczorem jest tata na Skype. Soboty letnie - koncert wieczorem. Pozostałe dni same się jakoś wypełniają.

        > Generalnie jeśli dzień w dzień 3-latka zaczynasz ciągać (a i młodsze) po koncer
        > tach, operach, baletach to w cholerę. Mózg tego nei wyrabia. Przestymulowany i
        > tyle.
        O baletach nie było mowy. Ok, łapię za słówka - ale napisałam wyraźnie. Jazz na Starówce: festiwal plenerowy latem, 1 koncert tygodniowo, decybele są z przodu, a my jesteśmy z tyłu (tam gdzie kreda i pompa z wodą...), Teatr Polonia: spektakle plenerowe latem, poza Kopciuszkiem, kilka sztuk na cały sezon... Dzień w dzień?

        > A ostatnio widze trend przedziwny, od kołyski do opery, co najmniej na Walkirię
        > . Byle waliła w decybele.
        Ja widzę różne trendy. Np. jak jesteśmy o 14stej na malutkim osiedlowym placu zabaw to bywamy same, bo wszyscy jedzą obiadek z 13stej.

        > Nie mamusi, ktora ma hopla na punkcie koncertów, teatrów, oper i fobii aptekars
        > ko-lekarskiej.
        Ta lista jest zdecydowanie za krótka!

        > Za to .. piaskownicy,
        chodzi
        nawet paskudnego brudnego podwórka,
        cóż, małe dzieci tam czasu nie spędzają.
        do tego kredy do ryso
        > wania i pobrudzonych rączek i ubrania,
        ostatnio w sobotę na koncercie
        czasem sklepu, bo to normalne życie
        dziś byłyśmy - cholera, że też jak nie ma koncertu czy innego eventu to muszę iść do sklepu! Co tam światło w lodówce, niech oświetla gołe półki.
        (bez
        > spięcia, że mamuska nie może tam zabrac i MUSI , ale to MUSI zamówić wszystko
        > przez internet, bo to zaczyna zakrawać na jakąś fobie i zaburzenie).
        Tak, to jest fobia - nazywa się: poszanowanie czasu dziecka i własnych pieniędzy.

        > Czytając to, co danaide napisała:
        ale czytając tylko w tym poście czy innych postach?

        > - raz w tygodniu 4 h zabaw z animatorką (o rany, to już 3-letnie dziecko nie mo
        > ze sie pobawić z mamusią?? musi miec spacjalnie zaangazowaną animatorkę? nie mo
        > ze pojść z mamusią do parku na spacer? nie może pójśc do piaskownicy?? nie może
        > poukładac układanki? wszystko na czas tak "od - do"???)
        Wyjaśniam: Fundacja 100 pociech, parę razy w tygodni przychodzi super pani Krysia, która lubi pobawić się z maluchami, pociągnąć na kocu, poskakać z nimi, podlać kwiatki w ogrodzie, porobić baby, poszukać skarbów, pochlapać się w basenikach... Jest jedna dla wszystkich dzieci, które przyjdą. Moja córka ma jedną babcię na Skype, drugą 300 km stąd i żadnych cioć/babć 50+. No to ma tę jedną panią Kikę. Źle, tak? Za dużo? Ma być z mamą 24h?

        > - 2 kafejki, 3 place zabaw...
        Tak, wszystkie jednego dnia!!!
        Wybór to coś złego?

        > Przy okazji: w sobotę teatr był, w poniedziałek koncert... Ło jesoooo....
        Up

        > Teraz pomyśl.. dzieciak spędza czas jak .. rozwydrzona księżniczka. Sorki, że t
        > ak to napisze. Nie wychowuje się standardowo.
        Mam nadzieję, że to nie zawiść. Ale nie. Zapewne troska. STANDARD! Szczyt możliwości każdego dziecka tudzież obowiązek każdego rodzica.

        Standardowo to znaczy, nie wyobra
        > żam sobie, by dziecko danaide w upał leciało pod fontanne przed hipermarketem,
        A Metropolitan koło Ogrodu Saskiego się liczy?

        > było zwykłym szczęsliwym dzieckiem ze szczęsliwą mama cieszącą się radością dzi
        > ecka.
        Mama uznaje, że dla poczucia się szczęśliwą potrzebuje uznania też INNYCH jej potrzeb, czasami tzw. wyższego rzędu. Nie martw się Madziulec, że tego nie rozumiesz, eks też nie zrozumiał, możecie podać sobie ręce.

        I to właśnie dziecko nie ma czasu na układanke czy poskakanie na łóżku, b
        > o mamuśka wymyśliła.. kolejny koncert i przecież wkłada w głowe tejże 3-latki,
        > ze to jest super, więc.. znów o 21 będa szukać kolejnego koncertu. Nastepnie op
        > ery i kolejnej rozrywki.
        Jakby nie miała czasu na układankę to czy w wieku niecałych trzech lat robiłaby sama układanki ok. 50-elementowe? A ja, czy miałabym bóle pleców od spania na wyskakanym materacu?

        > Tylko gdzie dzieciństwo tegoż malucha????
        Na pewno gdzieś poza Twoimi wyobrażeniami o nas.

        Ja po prostu muszę wyjść z domu i to niekoniecznie na plac zabaw przed blokiem - to jakaś choroba, ciekawe jak się nazywa?
        • madziulec Re: Danaide... 01.08.12, 11:08
          Nie. Nie sugerowałam Ci, że jesteś wariatką. I szkoda, że tak to odebrałaś. Ale dowodzi to wg mnie tylko tyle, że jesteś znerwicowana i tyle.
          "Postawienie na łbie" to wg mnie i pewnie jeszcze paru innych osób to nic więcej, a tyle tylko, że masz po prostu jeszcze parę innych spraw nie poukładanych.

          Piszesz, że na Noc Muzeów nie chodzisz. Ok. Mój 3-latek poszedł. Zajęcia były o 19. Nie o 21 czy nawet później...
          Co było? Cos, czego w dzień powszedni nie uświadczył (mimo Twojego błędnego niestety z założenia przekonania), mimo chodzenia do Zamku Królewskiego na wspaniałe zajęcia plastycznewink Zajęcia były na zapisy, zaproszenie odebrane tydzień wcześniej. NIGDZIE więcej 3-latka nie pchałam. Co więcej, w tym roku 8-latka równiez zaciągnełam, w zeszłym roku 7-latka zaciągnęłam na zwiedzanie zamku z latarkami (coś tam z Bazyliszkiem). Teraz mi powiedz czy uszy dziecka 3-letniego i jego zmysły nie sa przeładowane muzyka jazzową?
          Jesli uwazasz, że nie, ok. Twoja sprawa. W razie co, podam Ci potem telefon do audiologa i foniatry. Pewnie się przyda. Potem będzie lepiej w szkole. Uwierz.

          Zakupów w Twoim planie nie ma, który napisałam, bo sama pisałaś, że większość przez internet wink Ja sama korzystam z e-sklepów, bo nie chce mi się dźwigać np. zgrzewki z 12 litrami mleka. Ponad moje siły. Ale uwielbiamy z Misiem od zawsze włóczyć sie po kolorowych straganach targowych i patrzyc na warzywa, kwiaty itp. Kolory, zapachy... To fajne bodźce dla dziecka. Rozumiem, Ty wolisz edukacyjne zabawki, pania wymyslająca przez 4h w tygodniu przemyslne zabawy i stającą na głowie wink

          Ty widzisz trendy przedziwne, bo o 16 walisz na obiad, by o 22 dac kolację (wymyslone, oczywiście). Przez to Twoje dziecko nie wie co ma kiedy nastąpić i tyle. Bo każdy dzień jest kompletnie różny, kompletnie od czapy, kompletnie postawiony na głowie, kompletnie nieprzewidywalny i kompletnie niestabilny. I przez to dziecko kompletnie jest rozregulowane. I jak to zrozumiesz i wreszcie coś wprowadzisz na stałe, stały program dnia i się ogarniesz to będzie Ci o wiele, wiele łatwiej. I to nei chodzi czy dziecko am taki czy inny charakter. WSZYSCY psychologowie mówią, że dzieci lubia wiedziec co będzie, lubia powtarzalnośc, lubia takie swoje małe bezpieczeństwo.
          Ale do tego trzeba dojrzałości, a nie guwernantki, opiekunki, pani, która wymyśla zabawy...
          Zycze, bys kiedyś zrozumiała, jak fajnie jest zrobic dziecku latawiec bez pomocy pani w klubiku wink I bez jazzu na starówce, bo moze przypomnisz sobie sama kołysanke z dziecinstwa.


          Tyle w temacie.
          Nie mam ochoty Cie więcej pouczac. Moje dziecko jakos bez problemu wychodzi wink
          Widac nie spieszy się do realizowania coraz bardziej wygórowanych i przerysowanych ambicji mamuśki ;P
          • danaide Re: Danaide... 01.08.12, 23:46
            > Nie. Nie sugerowałam Ci, że jesteś wariatką. I szkoda, że tak to odebrałaś. Ale
            > dowodzi to wg mnie tylko tyle, że jesteś znerwicowana i tyle.
            > "Postawienie na łbie" to wg mnie i pewnie jeszcze paru innych osób to nic więce
            > j, a tyle tylko, że masz po prostu jeszcze parę innych spraw nie poukładanych.
            Mam. Naprawdę uważasz, że powinnam mieć poukładane pomimo tego, że jestem od dwóch lat kompletnie sama z dzieckiem (a nie - bez faceta)?

            >
            > Piszesz, że na Noc Muzeów nie chodzisz. Ok. Mój 3-latek poszedł. Zajęcia były o
            > 19. Nie o 21 czy nawet później...
            Jazz na Starówce - 19. Teatr na pl. Konstytucji - 17. Spektakle dla dzieci o 13/15. 21 dotyczyła sytuacji, kiedy będąc w domu (centrum Wawy) mała słyszała muzykę. I będąc w domu chciała wyjść na koncert. Ona. Nie ja. Ja też bym chciała. Ale powstrzymuję się. Chyba niepotrzebnie.

            > Co było? Cos, czego w dzień powszedni nie uświadczył (mimo Twojego błędnego nie
            > stety z założenia przekonania), mimo chodzenia do Zamku Królewskiego na wspania
            > łe zajęcia plastycznewink Zajęcia były na zapisy, zaproszenie odebrane tydzień wc
            > ześniej. NIGDZIE więcej 3-latka nie pchałam. Co więcej, w tym roku 8-latka równ
            > iez zaciągnełam, w zeszłym roku 7-latka zaciągnęłam na zwiedzanie zamku z latar
            > kami (coś tam z Bazyliszkiem). Teraz mi powiedz czy uszy dziecka 3-letniego i j
            > ego zmysły nie sa przeładowane muzyka jazzową?
            > Jesli uwazasz, że nie, ok. Twoja sprawa. W razie co, podam Ci potem telefon do
            > audiologa i foniatry. Pewnie się przyda. Potem będzie lepiej w szkole. Uwierz.
            Słuch w normie, był problem związany z IIIm migdałem więc wszystko sprawdzone. Jazz to nie heavy metal ani choćby rock.

            >
            > Zakupów w Twoim planie nie ma, który napisałam, bo sama pisałaś, że większość p
            > rzez internet wink Ja sama korzystam z e-sklepów, bo nie chce mi się dźwigać np.
            > zgrzewki z 12 litrami mleka. Ponad moje siły. Ale uwielbiamy z Misiem od zawsze
            > włóczyć sie po kolorowych straganach targowych i patrzyc na warzywa, kwiaty it
            > p. Kolory, zapachy... To fajne bodźce dla dziecka. Rozumiem, Ty wolisz edukacyj
            > ne zabawki, pania wymyslająca przez 4h w tygodniu przemyslne zabawy i stającą n
            > a głowie wink
            Niestety, nie rozumiesz. Jedzenie - supermarket, sklepy, bazar. Zabawki - lumpeks (mała sama wybiera) i internet. Naklejki - księgarnia dyskontowa. A jednej pani, praktycznie jedynej osoby, z którą mała miała stały kontakt poza mną przez półtora roku czepiłaś się jak rzep psiego ogona - żal.

            >
            > Ty widzisz trendy przedziwne, bo o 16 walisz na obiad, by o 22 dac kolację (wym
            > yslone, oczywiście). Przez to Twoje dziecko nie wie co ma kiedy nastąpić i tyle
            > . Bo każdy dzień jest kompletnie różny, kompletnie od czapy, kompletnie postawi
            > ony na głowie, kompletnie nieprzewidywalny i kompletnie niestabilny. I przez to
            > dziecko kompletnie jest rozregulowane. I jak to zrozumiesz i wreszcie coś wpro
            > wadzisz na stałe, stały program dnia i się ogarniesz to będzie Ci o wiele, wiel
            > e łatwiej. I to nei chodzi czy dziecko am taki czy inny charakter. WSZYSCY psyc
            > hologowie mówią, że dzieci lubia wiedziec co będzie, lubia powtarzalnośc, lubia
            > takie swoje małe bezpieczeństwo.
            Przewidywalność związana z podawaniem michy na określoną godzinę nie jest moją mocną stroną. Wstajemy, śniadanie, wychodzimy - wcześniej lub później i w zależności od tego jest lub nie ma jeszcze drugie śniadanie/lunch w domu - jesteśmy gdzieś - wracamy, obiadokolacja. Tak to najczęściej wygląda. Bardzo nieprzewidywalne. Są dni gdy nie wychodzimy wcale - minimum 1 w tygodniu.

            > Ale do tego trzeba dojrzałości, a nie guwernantki, opiekunki, pani, która wymyś
            > la zabawy...
            Spróbuj być przez dwa lata całkowicie sama z dzieckiem - nie sama bez faceta - i potem będziemy rozmawiać. Nie byłaś. Jakieś koleżanki, jacyś rodzice, jakiś świat.

            > Zycze, bys kiedyś zrozumiała, jak fajnie jest zrobic dziecku latawiec bez pomoc
            > y pani w klubiku wink I bez jazzu na starówce, bo moze przypomnisz sobie sama koł
            > ysanke z dziecinstwa.
            Jazz - jeśli jeszcze nie zrozumiałaś - jest dla mnie. Dla niej jest kołysanka. Jest ze mną na koncercie tak jak ja jestem z nią na placu zabaw.

            > Tyle w temacie.
            > Nie mam ochoty Cie więcej pouczac. Moje dziecko jakos bez problemu wychodzi wink
            > Widac nie spieszy się do realizowania coraz bardziej wygórowanych i przerysowan
            > ych ambicji mamuśki ;P
            Lilith zrozumiała, a Madziulec woli widzieć we mnie matkę, która wozi swoje dziecko od atrakcji do atrakcji. Jest takie chińskie przysłowie: jeden obraz jest więcej wart niż tysiąc słów. Tobie tysiąc słów nie wystarcza, bo Ty masz tezę co do pewnych matek i na siłę chcesz ją przypiąć do mnie. Ambicja mamuśki? Że dziecko samo musi sobie przynieść leki jak jest chore czy jedzenie, bo nikt nam tego nie załatwi, a opiekunki nie było? Gratuluję dobrego samopoczucia.
            • madziulec Re: Danaide... 02.08.12, 09:11
              Widac jesteś z tych osób, które uważają, że bez faceta nie jesteś pełnowartościową kobitą. I że bez faceta nie możesz mieć poukładanego zycia.
              A szkoda.
              To mozliwe, że jest jedną z przyczyn całego pasma niepowodzeń i barku akceptacji WSZYSTKIEGO, w tym dziecka równiez, którego nie lubisz.

              Słuchu u 3-latka nie da się miarodajnie sprawdzić. Stąd ... ok. Pamietaj, mam namiary. Chetnie podam. Robisz co chcesz, to Twoje z taka pieczołowitoscia hodowane dziecko. Bo wychowywać to kompletnie nie wychowujesz.

              Ja rozumiem, ze szukasz w mojej wypowiedzi "błędów". Problem polega na tym, że to moje dziecko wychodzi, gdy mówie "Misiu idziemy" (matki wychodzą z podziwu zwykle..), to moje dziecko bez problemu robi wiele rzeczy mimo swojego ZA, podcza gdy TY masz terrorystkę wink)) Więc szukaj dalej problemu pt. zakupy tu czy tam i tak dalej. Temat zastepczy.

              Twoje dziecko ma postawione wszystko na głowie. Nie ma nic, co jest przewidywalne. NIC, nawet posiłki. A 3-latek POWINIEN. Szkoda, że nei dorosłaś do tego i tego nei rozumiesz.
              Tez gratuluje dobrego samopoczucia. Niestety sama wyhodowalas sobie co masz.
              I albo zelazna konsekwencja uzyskasz cokolwiek albo bedziesz dalej kleic glupa i sama zaprzeczac. ALe bedzie coraz gorzej.
              • danaide Re: Danaide... 02.08.12, 13:12
                > Widac jesteś z tych osób, które uważają, że bez faceta nie jesteś pełnowartości
                > ową kobitą. I że bez faceta nie możesz mieć poukładanego zycia.
                > A szkoda.

                Po prostu zrobiłam rozróżnienie na kobiety, które uważają się za samotne matki, bo nie mają faceta, ale mieszkają z rodziną (rodzicami) i na te, które mieszkają tylko z dzieckiem. Trudno mi poukładać życie bez WSPARCIA, a to jest kolosalna różnica.

                A kobieta bez faceta jako twór niepełnowartościowy - cóż, doświadczyłam tego w całym swoim życiu, również zawodowym. Skąd Twoim zdaniem biorą się mężatki tkwiące w beznadziejnych związkach, zdradzane i poniżane?

                O metodach wychowawczych z Tobą nie będę rozmawiać, bo nie wiem kim jesteś. A to że Twoje dziecko wychodzi nie czyni dla mnie z Ciebie autorytetu. Wychodzi, bo wszystko ma jak w zegarku. Plus żelazna konsekwencja. Jak to się mówi: przyjęłam do akceptującej wiadomości. Bo chyba jednak nie zrozumiałam, albo nie potrafię tego zastosować. Może gdybym zobaczyła w praktyce. Albo gdybym czuła, że to jest to czego chcę.

                Inne mamy też coś napisały i coś sobie powybierałam. Po to jest forum. Biorę to, do czego dusza mi się uśmiecha.
                • wrzesniowamama07 Re: Danaide... 02.08.12, 13:22
                  Mieszkam sama z dzieckiem wink

                  Są kobiety, które tkwią w beznadziejnych związkach przez całe życie ze strachu - nie chciałabym być jedną z nich. Nie zamieniłabym swojego samotnego macierzyństwa na taką życiową chałę
                  • danaide Re: Danaide... 02.08.12, 13:59
                    Eks podjął decyzję o odejściu. Ja się zgodziłam. W dwie godziny zostałyśmy same. Wysłałam sms-a, maila i koniec walki o stare. Czułam ulgę, że sobie poszedł. Lęk przed nowym, ale ulgę, że ON poszedł.
    • lilith76 Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 31.07.12, 09:49
      Masz opiekunkę do dziecka? W tym "problem" wink
      Gdybyś zawoziła małą do żłobka na 7.00, by wpaść do pracy na 8.00, to byś miała za sobą twardy poligon wink
      Ja też jestem "matką hipiską", moje dziecko (grudzień 2009) Włóczykijką, często wychodzi ze mną do sklepów, urzędów, na miasto. Wychodzimy często, choć staram się by były to głównie place zabaw i spacery dla dziecka (to do madziulca).
      Gdy zegar nie ciśnie, to pozwalam jej zbierać się w jej tempie. Jednak zdarzały się dzikie sceny z gonieniem, klinowanie pomiędzy nogami i ciągnięciem za ręce smile Tak, znam to uczucie "im bardziej prosiaczek zaglądał do środka, tym bardziej Kubusia tam nie było" smile To o poranku, gdy raz na jakiś czas chcę wpaść do pracy wreszcie nie spóźniona. Wtedy jestem daleka od rodzicielstwa bliskości. Ale czasami właśnie rady z warsztatów Porozumienia bez Przemocy pomagają.
      Gdzieś, jakoś trzeba postawić granicę i być konsekwentną.

      A myślałam, że to moje dziecko wchodzi mi na głowę smile
      • madziulec Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 31.07.12, 10:04
        Madziulec do tego ma "inno-swiatowe" dziecko (ZA). Skarpetka 20 minut albo godzine, albo.. 30 sekund. Kanapka 2 godziny albo 5 minut wink

        I jakoś od 7 lat nie spóźniam się do pracy, szkoły, przedszkola.
        TIMER pomaga wink Ale pewnie to wynalazek dla dzieci zapóźnionych i nienormalnych wink
        • guderianka Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 31.07.12, 10:51
          Mam wrażenie, że żyjesz na pustyni. Późno zostałas mamą-mozna wnioskować, że przez ten czas poza przyzwyczajeniami miałaś szansę poznać masę ludzi, nawiązać kontakty i bliższe relacje. A u Ciebie nic, ani przyjaciół, ani koleżanek (są najlepszymi ciociami dla dzieciaków), może postaw na opiekę płatną ? Pozwól by ktoś Ci pomógł i odciążył -byś mogła być sama, odpocząć od dziecka, nabrac dystansu, stęsknić się za nim, itp.
          Moje dziecię było ciągane przeze mnie wszędzie-i na koncerty, i występy i festyny i basen i rehabilitację itp. Tez nie miałam jej z kim zostawić więc razem z przyjaciółka i jej niepełnosprawnym synem (dystrofia mięsniowa) urządziłyśmy naszym trudnym dzieciom (moja tez niepełnosprawna, wtedy niechodząca) w wieku 2 lat najlepsze dzieciństwo ze wszelkimi atrakcjami (pikniki zamiast obiadów, całe dnie zabawy w przydomowym basenie itp)- ale moja psychika działała dobrze, bo nie byłam sama, mialam kogoś z kim mogłam przegadać i problemy z dzieckiem i z exem (tamta mama tez samotna). Gdy zaczynałam świrowac-czulam zmęczenie calą ta aktywnością i obecnością dziecka wychodziłam z przyjaciółmi na cale noce do pubu - ze śpiącą corką zostawała moja mama. Ale-miałam przyjaciół.
          Jeśli Ty nie masz takowych- nie widzę sposobu poprawienia jakości i samopoczucia..
          • danaide Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 31.07.12, 20:22
            > Mam wrażenie, że żyjesz na pustyni. Późno zostałas mamą-mozna wnioskować, że pr
            > zez ten czas poza przyzwyczajeniami miałaś szansę poznać masę ludzi, nawiązać k
            > ontakty i bliższe relacje.
            Idąc tym tokiem rozumowania starzy ludzie powinni mieć całe zastępy przyjaciół. Ciekawe czemu jest inaczej.
            Ale zdaję sobie sprawę, że sytuacja jest dziwna. Miałam czas na przemyślenia. Wyciągnęłam wnioski.

            A u Ciebie nic, ani przyjaciół, ani koleżanek (są na
            > jlepszymi ciociami dla dzieciaków),
            Kiedyś myślałam, że to SUPER, że moje 3 koleżanki zaszły w ciążę w podobnym czasie - mimo różnic wieku. Teraz wiem, że ile matek tyle wzorów macierzyństwa i sposobów na nową rzeczywistość. Rzeczywistość zweryfikowała przyjaźnie. Mam jedną, nową przyjaciółkę, też SM, z którą mamy kupę rzeczy wspólnych - przede wszystkim na poziomie myślenia - tym najważniejszym.

            może postaw na opiekę płatną ? Pozwól by kt
            > oś Ci pomógł i odciążył -byś mogła być sama, odpocząć od dziecka, nabrac dystan
            > su, stęsknić się za nim, itp.
            Opiekunka. Wymagane dwie rzeczy:
            - kasa
            - zaufanie do ludzi.
            Zakreślcie wg własnego wyboru.
            Mam. Od 3 tygodnismile

            > Moje dziecię było ciągane przeze mnie wszędzie-i na koncerty, i występy i fest
            > yny i basen i rehabilitację itp. Tez nie miałam jej z kim zostawić więc razem z
            > przyjaciółka i jej niepełnosprawnym synem (dystrofia mięsniowa) urządziłyśmy n
            > aszym trudnym dzieciom (moja tez niepełnosprawna, wtedy niechodząca) w wieku 2
            > lat najlepsze dzieciństwo ze wszelkimi atrakcjami (pikniki zamiast obiadów, cał
            > e dnie zabawy w przydomowym basenie itp)- ale moja psychika działała dobrze, bo
            > nie byłam sama, mialam kogoś z kim mogłam przegadać i problemy z dzieckiem i z
            > exem (tamta mama tez samotna). Gdy zaczynałam świrowac-czulam zmęczenie calą t
            > a aktywnością i obecnością dziecka wychodziłam z przyjaciółmi na cale noce do p
            > ubu - ze śpiącą corką zostawała moja mama. Ale-miałam przyjaciół.
            > Jeśli Ty nie masz takowych- nie widzę sposobu poprawienia jakości i samopoczuc
            > ia..
            I nie jest tak łatwo - super forum, piszę od jakichś 2 miesięcy i dopiero na tym wątku ma_niusia zaproponowała mi spotkanie. Czemu ja nie proponuję? Może nie potrafię - na pewno nie wprost.
            • guderianka Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 01.08.12, 15:12
              Wiesz co?
              W moim odczuciu masz bombowe dziecko i jesteś fajną mamą. Tylko zmęczoną i zbyt nastawioną na dziecko i jego dobro a za mało na siebie. Więcej egoizmu-obie na tym wyjdziecie lepiej wink
        • lilith76 Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 31.07.12, 11:14
          madziulec, piszesz z pozycji matki dziecka z ZA, gdzie powtarzalność, rytm dnia i brak zaskoczenia są ogromnie ważne. Inne dzieci mają większy margines tolerancji.
          Moja jest bardziej w kierunku ADHD (wiem, że tak wcześniej się tego nie diagnozuje i typowy trzylatek ma właśnie temperament adehadowca) i jeśli w ciągu dnia się nie "przestymuluje", to wieczorem zasypia 1,5 godziny, ze śpiewem, wierceniem, łażeniem, pomimo odcięcia od wszelkich bodźców wzrokowych, słuchowych, komunikatów zwrotnych.

          I nie wydaje mi się, żeby danaida goniła dzieciaka dzień w dzień po mieście.
          Raczej też przychylam się do teorii, że to końcówka baterii w matczynej cierpliwości i zmęczenie samomamowaniem. Miewam podobnie, bo też nie mogę za bardzo liczyć na czyjąś pomoc, i gdyby nie pomoc ojca dziecka, który je zabiera do siebie, to bym oszalała ze zmęczenia. A wtedy nawet drobiazg przerasta.
          • madziulec Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 31.07.12, 12:11
            Moje dziecko zostało zdiagnozowane w wieku 5 lat. Wczesniej wymagało również jak pozostałe NORMALNE i CALKOWICIE ZDROWE dzieci przewidywalności, bezpieczenstwa i dzieciństwa wink
            Niczego więcej.

            Nie mamusi, ktora ma hopla na punkcie koncertów, teatrów, oper i fobii aptekarsko-lekarskiej.
            Za to .. piaskownicy, nawet paskudnego brudnego podwórka, do tego kredy do rysowania i pobrudzonych rączek i ubrania, czasem sklepu, bo to normalne życie (bez spięcia, że mamuska nie może tam zabrac i MUSI , ale to MUSI zamówić wszystko przez internet, bo to zaczyna zakrawać na jakąś fobie i zaburzenie).

            Czytając to, co danaide napisała:
            - raz w tygodniu 4 h zabaw z animatorką (o rany, to już 3-letnie dziecko nie moze sie pobawić z mamusią?? musi miec spacjalnie zaangazowaną animatorkę? nie moze pojść z mamusią do parku na spacer? nie może pójśc do piaskownicy?? nie może poukładac układanki? wszystko na czas tak "od - do"???)
            - 2 kafejki, 3 place zabaw...
            Przy okazji: w sobotę teatr był, w poniedziałek koncert... Ło jesoooo....

            Teraz pomyśl.. dzieciak spędza czas jak .. rozwydrzona księżniczka. Sorki, że tak to napisze. Nie wychowuje się standardowo. Standardowo to znaczy, nie wyobrażam sobie, by dziecko danaide w upał leciało pod fontanne przed hipermarketem, było zwykłym szczęsliwym dzieckiem ze szczęsliwą mama cieszącą się radością dziecka. I to właśnie dziecko nie ma czasu na układanke czy poskakanie na łóżku, bo mamuśka wymyśliła.. kolejny koncert i przecież wkłada w głowe tejże 3-latki, ze to jest super, więc.. znów o 21 będa szukać kolejnego koncertu. Nastepnie opery i kolejnej rozrywki.
            Tylko gdzie dzieciństwo tegoż malucha????


            Pozdrawiam.
          • danaide Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 31.07.12, 19:08
            Lilith, no z nieba mi spadłaś. Madziulcowi odpowię osobno, bo ten przypadek tego wymaga - ale tak, jeśli usiadłabym na kawie z Lilith i Madziulcem, to tylko z jedną z nich zdecydowanie znalazłabym wspólny język.

            Opowiem jak wyglądał dzisiejszy poranek:
            Usiadłam z małą na dywaniku (nie, madziulec, nie po drugiej stronie biurka) i mówię: dziewczyny mówią, że jesteś terrorystką. Czy wiesz co to jest terrorystka? Nie wie. Włożyłam wszystkie umiejętności aktorskie w wytłumaczenie. Zgodnie ustaliłyśmy, że terroryzm polega na "robieniu afer" - generalnie to jest nasz termin na wszystkie awantury, niesnaski, zakłócenia itpd. Spytałam kto w domu rządzi, ale mała chyba nie zna tego słowa, więc tłumaczę, że mama rządzi, mama jej wysłucha, ale to mama podejmuje decyzje. Potem ustaliłam karę. Jasne - mają być konsekwencje. Niewychodzenie? O nie - kara - bajki, bo na tym małej zależy. No i że jeśli mama mówi, że zaraz koniec to koniec kropka już.

            Włączam małej bajki i idę się kąpać. Wychodzę, a mała zbiega z krzesła, leci do mnie, mówi, że ja mam się ubierać i spakować torbę, a ona ogląda. Wyszykowałam się od A do X (zapomniałam o znalezieniu kluczy i czymś tam jeszcze) i mówię, że to ostatnia bajka. Mała grzecznie zamknęła komputer. Na wszelki wypadek wstawiłam ją do wanny, ale szybko umyła się, ubrała, uczesała, leci pod drzwi i czeka.

            Może brakowało nam bazy teoretycznej i wyjaśnienia o co chodzi tej mamie?

            Wieści z jutra jutro.

            W sumie mam wrażenie, że dopiero od dwóch tygodni zaczęłam posługiwać się terminem grzeczna-niegrzeczna, wcześniej jakoś to było poza nami. Nie uznaję tego terminu, bo on nic nie wnosi, po prostu ktoś robi coś nieakceptowalnego dla kogoś drugiego, a pytanie zasadnicze pozostaje "dlaczego?". Bo zabawa jest aż tak ważna? Cóż, mama ma też swoje potrzeby. To jedna z kluczowych rzeczy u J. Juula - uczenie się granic poprzez pokazywanie potrzeb. Szanuję Twoje potrzeby, chcę poszanowania dla moich. Moim problemem jest to, że mała nie rozumie mojej potrzeby WYJŚCIA. No to się uczymy.
      • danaide Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 31.07.12, 20:33
        Mam opiekunkę... Od 3 tygodni, na 4-5 godzinsmile Po raz pierwszy od prawie dwóch lat.
        Ale nie, nie chodzę do pracy.

        > A myślałam, że to moje dziecko wchodzi mi na głowę smile
        A ja myślałam, że mam w gruncie rzeczy spokojne dziecko - a tu werdykt: terrorystkasmile
        • teliszon Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 01.08.12, 00:32
          Zaprzeczasz sama sobie,bo jesli uwazasz ,ze w gruncie rzeczy masz grzeczne dziecko,to skad ten watek-Pytanie za milion.......
          "Kiedy ja mowie,ze czas na mycie....ona mowi,ze teraz musi poukladac ukladanke,poskakac na lozku,obejrzec jeszcze jedna bajke....i w efekcie zamiast o 11ej wychodzicie np o 14-ej.
          Powiem najjasniej jak potrafie-dziecko bedzie mialo poczucie bezpieczenstwa i stabilnosci,gdy w jego oczach mama bedzie najmadrzejsza i najwyzsza instancja.
          A nie kolezanka do przepychanek ,czyje na wierzchu-terminowe wyjscie dla mamy,czy moje skakanie na lozku.
          Skakanie jest fajne,ale nie najwazniejsze i determinujace wasze zycie smile
          Robisz malej krzywde,pozwalajac jej myslec,ze moze mama cos tam chce, ale i tak moje bedzie na wierzchu.
          Jestes za miekka,czy po prostu nie chce sie Tobie podjac wysilku?
          Gdybym mieszkala w Warszawie,to (nieodplatnie) odciazylabym Ciebie,zebys mogla wyjsc i zresetowac mysli i emocje.
          Nie pisze niczego przeciwko Tobie,tylko chce podsunac jakies rozwiazanie.
          Koncerty i teatr sa dla dzieci wspanialym przezyciem,nawet jesli, od wielkiego dzwonu, o 21-ej sie zaczynajasmile
          Dodatkowo informuje,ze do 18-ego roku zycia nie pilam alkoholu,nie chodzilam (o zgrozo) na wagary,do dzis nie pale i niczego podejrzanego nie probowalam zazywac.
          Chlopcy ,tez w tym samym okresie ,mnie srednio interesowali.
          Najczesciej odwiedzalam biblioteki, a nie dyskoteki.
          Nie wiem,jaki to ma miec zwiazek z metodami wychowawczymi,ale skoro Ty o tym napisalas,to ja tez nadmieniam,ze niewiele sie od Ciebie roznilam.
          • madziulec Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 01.08.12, 11:13
            Ha wink

            A jednak nie wpadłabym na tak durny pomysł by dziecku mówic, że jest terrorystą...
            Może matce????
            • wrzesniowamama07 Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 01.08.12, 12:04
              rzadko mam okazję zgodzić się z madziulcem, ale się zgadzam tym razem - nie przyszłoby mi do głowy omawiać z dzieckiem moich problemów wychowawczych z nim. Bo autorka problem wychowawczy niewątpliwie posiada, skoro stawia pytania aż za milion.

              Dziecko jest podmiotem wychowania, ale nie jest jego stroną.

              A nawiązując do innego aspektu - też nie wyobrażam sobie "tygodniowego" rytmu. Dziecko mam zaprogramowane na rytm dzienny, który zapewne wiąże się z tym że w przeciwieństwie do autorki jestem SM pracującą odkąd mały skończył sześć miesięcy, i muszę dzień mieć poukładany co do kwadransa, żeby ze wszystkim się wyrobić. W weekendy jest trochę więcej luzu, na wakacjach też - ale pewne ramy trzymam i tak. Bo mi porządek odpowiada, a mojemu dziecku - służy.
              • madziulec Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 01.08.12, 12:40
                Brawo tongue_out (i wcal enie dlatego, że sie ze mną zgadzasz, bo to akurat jest mi doskonale obojętne wink
    • zaradna.mama Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 31.07.12, 17:43
      Przede wszystkim nie stresować się!
      Zachęcić dziecko:
      - zabawą na placu zabaw po wizycie u lekarza
      - nagrodą (wybraniem dowolnego owocu na straganie, kolorowanki w sklepie, zabawą na chodniku*)
      - zrobić dziecku frajdę z ubierania się przed wyjściem, pozwolić wybrać kurteczkę, buciki (dać dwie opcje do wyboru, bo inaczej w upalny dzień wybierze grubą kurtkę i kalosze) wink
      *zabawa na chodniku - naśladowanie kroków (duże, małe, jak kaczuszka, jak żabka, jak konik itp.) Raz dziecko naśladuje mamę, potem na odwrót. Wypatrywanie np zielonego samochodu. Liczenie kroków, szukanie schodków, murków itp. Wypatrywanie autobusu, koparki, dźwigu itp. Nazywanie kolorów mijanych samochodów itp.
      I jeszcze raz - bez stresu smile

      zaradna-mama.blogspot.com/
      • danaide Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 02.08.12, 00:07
        Dziękismile
    • katarzynasg Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 01.08.12, 16:11
      widać w tym wątku zmęczenie sytuacją
      mama z reguły chce dla dziecka jak najlepiej, tyle że każda mama myśli inaczej i wg każdej z nas co innego jest ważne dla dziecka. Nie chodzi o to żeby oceniać takie czy inne postawy( chyba że ktoś ewidentnie krzywdzi dziecko)
      każdy potrzebuje chwili bez dziecka, nie myślałaś o tym żeby wrócić do pracy? Pomijając kwestie finansowe( sugerując się tym co napisałaś źle nie jest) masz wtedy codzienny kontakt z dorosłymi ludźmi z którymi możesz porozmawiać o jazzie, operze, teatrze czy innych rozyrwkach. Odnowienie kontaktów ze znajomymi w pracy, nawiązanie nowych wiele daje psychice dorosłej kobiety. Twoja córka jest już rezolutnym dzieckiem i w przedszkolu sobie świetnie poradzi a i jej potrzeba kontaktu z dziećmi i to będzie z wiekiem w przewadze do kontaktu z rodzicami.
      sama napisałaś,że niewychodzenie nie byłoby dla niej karą, więc może warto odpuścić? Może spytaj co by wolała robić? Panią Krysię w roli takiej "cioci po 50" doskonale rozumiem bo takie osoby są bardzo potrzebne dziecku. Wiem jak zmieniają się kontakty ze znajomymi czy tak zwanymi "przyjaciółmi" ulatniają się z czasem, bo ona sama bo mąż się wtedy nudzi itepe, albbo jest zagrożeniem dla owych koleżanek big_grin
      nie warto się tym przejmować. Ludzi jest wielu i cały czas się zmieniają w naszym życiu.
      Małe dziecko to trudny czas ale też najpiękniejszy, wtedy gdy nie ma żadnych obowiązków tylko radosny czas z maluchem. Wykorzystaj to. Skoro masz już opiekunkę raz w tyg na kilka dobrych godzin zajmij się sobą. Może zamiast kolejnego koncertu zafunduj sobie kosmetyczkę masaż, coś co Cię rozluźni bo jesteś wyjątkowo spięta.
      Dyskutować z dzieckiem możesz ale pamiętaj że teraz problemy,które macie są błhe, za kilka lat będzie gorzej i jak dalej będzie tak, że to córka decyduje o wszystkim o wiele trudniej, bo nie będzie miała autorytetu w domu. Nie sądzę też , że mimo tego że miałaś szeroko pojętą wolność w dzieciństwie i młodości rodzice nie mieli nad tym wszystkim pieczy, bo kontrolować można na różne sposoby. Dziecko nie powinno o tym wiedzieć, tylko potrzeba trochę sprytu i dyskrecji.
      Mam nadzieję, że na Twojej twarzy częściej będzie uśmiech, że wyluzujesz i będziecie obie zadowolone z tego, że czas wspólnie spędzony jest radością a nie udręką. Uśmiech rodzi uśmiech i łatwiej się żyje i nam i innym z nami wink
      • danaide Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 02.08.12, 00:07
        > widać w tym wątku zmęczenie sytuacją
        > mama z reguły chce dla dziecka jak najlepiej, tyle że każda mama myśli inaczej
        > i wg każdej z nas co innego jest ważne dla dziecka. Nie chodzi o to żeby oceni
        > ać takie czy inne postawy( chyba że ktoś ewidentnie krzywdzi dziecko)
        > każdy potrzebuje chwili bez dziecka, nie myślałaś o tym żeby wrócić do pracy? P
        > omijając kwestie finansowe( sugerując się tym co napisałaś źle nie jest) masz w
        > tedy codzienny kontakt z dorosłymi ludźmi z którymi możesz porozmawiać o jazzie
        > , operze, teatrze czy innych rozyrwkach. Odnowienie kontaktów ze znajomymi w pr
        > acy, nawiązanie nowych wiele daje psychice dorosłej kobiety.
        Nie mam pracy. Zostałam zwolniona rok po tym jak zostałam samotną matką. W pracy, w której pracowałam byłam uważana za dziwoląga. Jazz? Teatr? Miałam po pracy życie, w którym nie spotykałam znajomych z pracy. Siedzenie w pubie przy piwie mnie nie kręciło.

        Twoja córka jest j
        > uż rezolutnym dzieckiem i w przedszkolu sobie świetnie poradzi a i jej potrzeba
        > kontaktu z dziećmi i to będzie z wiekiem w przewadze do kontaktu z rodzicami.
        > sama napisałaś,że niewychodzenie nie byłoby dla niej karą, więc może warto odpu
        > ścić? Może spytaj co by wolała robić?
        Pytam. I słucham. Dwa tygodnie temu nie poszła do pani Krysi, bo miała nowe zeszyty z naklejkami - sama sobie wybrała w księgarni - i chciała zostać w domu. Ale są dni gdy mówię, że dziś załatwiamy sprawy - i nawet jeśli na czwartej lub siódmej pozycji znajdzie się coś dla dziecka - to wyjść trzeba, czy się chce (jej lub mi, obojętne), czy nie.

        Panią Krysię w roli takiej "cioci po 50"
        > doskonale rozumiem bo takie osoby są bardzo potrzebne dziecku. Wiem jak zmieni
        > ają się kontakty ze znajomymi czy tak zwanymi "przyjaciółmi" ulatniają się z cz
        > asem, bo ona sama bo mąż się wtedy nudzi itepe, albbo jest zagrożeniem dla owyc
        > h koleżanek big_grin
        > nie warto się tym przejmować. Ludzi jest wielu i cały czas się zmieniają w nasz
        > ym życiu.
        Dokładnie.

        > Małe dziecko to trudny czas ale też najpiękniejszy, wtedy gdy nie ma żadnych ob
        > owiązków tylko radosny czas z maluchem. Wykorzystaj to. Skoro masz już opiekunk
        > ę raz w tyg na kilka dobrych godzin zajmij się sobą. Może zamiast kolejnego kon
        > certu zafunduj sobie kosmetyczkę masaż, coś co Cię rozluźni bo jesteś wyjątkowo
        > spięta.
        Niestety, nie ma koncertów w godzinach pracy mojej opiekunki. Z kinami też słabo w poniedziałek rano. Kosmetyczek nie trawię. Miałam jedną boską, ale to był inny świat.

        > Dyskutować z dzieckiem możesz ale pamiętaj że teraz problemy,które macie są błh
        > e, za kilka lat będzie gorzej i jak dalej będzie tak, że to córka decyduje o ws
        > zystkim o wiele trudniej, bo nie będzie miała autorytetu w domu. Nie sądzę też
        > , że mimo tego że miałaś szeroko pojętą wolność w dzieciństwie i młodości rodzi
        > ce nie mieli nad tym wszystkim pieczy, bo kontrolować można na różne sposoby. D
        > ziecko nie powinno o tym wiedzieć, tylko potrzeba trochę sprytu i dyskrecji.
        Ten cały akapit jest dla mnie kompletnie niejasny. Co to jest autorytet? Co z samodzielnym myśleniem i odróżnianiem autorytetów od fałszywych proroków? Piszesz o kontroli, sprycie, dyskrecji, a ja nie wiem o czym piszesz. Mam doświadczenie z własnego domu, na tyle niefajne, by nie mieć wzorca. Ale to co piszesz pachnie mi manipulacją - a ja po prostu tak nie potrafię. Ja potrafię np. przeprosić moje dziecko, jak zrobię coś niefajnego i jeśli to ma utrącać mój autorytet - w co nie wierzę - let it be.

        > Mam nadzieję, że na Twojej twarzy częściej będzie uśmiech, że wyluzujesz i będz
        > iecie obie zadowolone z tego, że czas wspólnie spędzony jest radością a nie udr
        > ęką. Uśmiech rodzi uśmiech i łatwiej się żyje i nam
        Ja czekam na przedszkole jak na wyjście na wolność zza krat. Taka jest prawda. Być z dzieckiem 24h na dobę, dzień w dzień, tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu, wychodzić raz na jakiś czas od wielkiego dzwonu - to jest CHORE.
        • wrzesniowamama07 Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 02.08.12, 09:22
          Nie wiem, co potrafisz robić, czym się zawodowo zajmujesz, więc może przesadzam - ale w Warszawie bezrobocia nie ma. Zwolnienie z jednej pracy to nie koniec świata. Wiem co mówię, bo moje życie zawodowe mocno się pozmieniało jak wróciłam po macierzyńskim. Na lepsze, o dziwo, choć nie mam etatu.

          Życzę Ci jak najprędzej wyjścia "zza krat".

          I kompletnie nie rozumiem, co ma bycie 24 godziny z dzieckiem do poukładanego życia? O ile sobie przypominam, pierwsze 6 miesięcy, kiedy byłam z młodym sama, było jeszcze bardziej poukładane niż kolejne kilka miesięcy, gdy wróciłam do pracy (doszły moje wyjazdy nawet 2-3 dniowe, mały zostawał pod opieką babci-niani-taty), ale też miał stały rytm,, wszystko było zaplanowane. Luzowanie na dobre (np. rytm dnia) ma tylko teraz, jak jest na wakacjach u ojca, ale to nie mój biznes. Powtarzalność i rytuały - choćby pogardzanej "michy" - to ważne elementy, które dają dziecku poczucie bezpieczeństwa. Dziecko które "od zawsze" wie, że jest śniadanie, po śniadaniu mycie zębów, potem krótka bajka albo czas na zabawę - określony - a potem wyjście, nie wierzga.
        • katarzynasg Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 02.08.12, 09:43
          danaide napisał(a):
          > > Dyskutować z dzieckiem możesz ale pamiętaj że teraz problemy,które macie
          > są błh
          > > e, za kilka lat będzie gorzej i jak dalej będzie tak, że to córka decyduj
          > e o ws
          > > zystkim o wiele trudniej, bo nie będzie miała autorytetu w domu. Nie sądz
          > ę też
          > > , że mimo tego że miałaś szeroko pojętą wolność w dzieciństwie i młodości
          > rodzi
          > > ce nie mieli nad tym wszystkim pieczy, bo kontrolować można na różne spos
          > oby. D
          > > ziecko nie powinno o tym wiedzieć, tylko potrzeba trochę sprytu i dyskrec
          > ji.

          > Ten cały akapit jest dla mnie kompletnie niejasny. Co to jest autorytet? Co z s
          > amodzielnym myśleniem i odróżnianiem autorytetów od fałszywych proroków? Piszes
          > z o kontroli, sprycie, dyskrecji, a ja nie wiem o czym piszesz. Mam doświadczen
          > ie z własnego domu, na tyle niefajne, by nie mieć wzorca. Ale to co piszesz pac
          > hnie mi manipulacją - a ja po prostu tak nie potrafię. Ja potrafię np. przepros
          > ić moje dziecko, jak zrobię coś niefajnego i jeśli to ma utrącać mój autorytet
          > - w co nie wierzę - let it be.

          Wcześniej pisałaś, że miałaś luz w domu wolność wyboru i mimo to spędzałaś czas rozsądnie w książkach w domu, nie interesowało cię to co złe(narkotyki, alkohol, seks itepe)
          teraz piszesz o niefajnych doświadczeniach na tyle że nie masz wzorca więc czuje tu zgrzyt.

          Tak dziecku trzeba dawac odpowiednią dawkę wolności ale to rodzic decyduje o tym bo jest za tą małą istotę odpowiedzialny, bo rodzic daje bezpieczeństwo i rodzic daje wzorce, bez względu na to jakie miał dzieciństwo. Wszysto łatwo wytłumaczyć złym doświadczeniem i brakiem wzorców z dzieciństwa, zamiast się ogarnąć samemu lub jeśli potrzeba to iść na terapię.
          Czy jeśli twoje np. 13-letnie dziecko przyjdzie do domu po alkoholu bądz narkotykach nic jej nie powisz bo to jej wybor? pozwolisz na to?

          Coś jest, dobre coś jest złe. I to trzeba dziecku pokazać po to są rodzice. Dziecku do poprawnego rozwoju są potrzebne ramy. A przeproszenie dziecka jak się zrobi coś nie fajnego to rzecz normalna i tu na pewno autorytet nie ucierpi ale jeśli na tym autorytet się kończy u was to współczuję twojemu dziecku i tobie bo jak pójdzie do szkoły to będziesz miała spore problemy. Nakazy zakazy, normy to wsyzstko jest potrzebne dziecku żeby funkcjonować w świecie.

          Strata pracy bo byłaś samotną matką?? Owszem ciężko jest mamie po macierzyńskim/wychowawczym ale to nie dlatego, że akurat jest się samotnym rodzicem. Strasznie to wszystko wybijasz bo "ja samotna matka mam tak źle" .
          Straciłaś pracę znajdź następną, swoje lata już masz więc nie małe doświadczenie w swoim zawodzie też już powinnaś mieć, więc uważam że w stolicy to jakieś wyjątkowo trudne być nie powinno.


          Moje spostrzeżenie jest takie - nie lubisz ludzi, jesteś zainteresowana tylko sobą i tym co ciebie interesuje inni nie mają dla ciebie znaczenia mam wrażenie że obwiniasz wszystkich w koło za to że zostałaś sama z dzieckiem, jesteś bardzo zamkniętą osobą i w ten sposób sama generujesz kłopoty. To sa moje wnioski po twoich postach.
          • danaide Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 02.08.12, 12:45
            Zastanawiam się. Czy bronić się dokładając kolejne puzzle do tej układanki, elementy które ewidentnie wyjdą już poza temat, ale przynajmniej wątek będzie coraz bardziej interesujący czy odpuścić, przyjąć do wiadomości to co piszecie, wziąć z niego to co przydatne, a z resztą zgodzić się lub nie w zaciszu własnej głowy i wątek zakończyć.

            To nie jest tak, że gardzę "michą". Gdy córeczka miała ok. roku miała bardziej regularny dzień, butelkę ok 13 dostawała z dokładnością do 15 minut, potem spała. Przyszło lato. Miała półtora roku i... odechciało jej się spać za dnia. Wolała wyjść i pobawić się na placu zabaw. A może to ja wolałam wyjść, a ona bawiła się godzinami (plac zabaw + kafejka obok i można 5-6 godzin z dnia przeputać). W drodze powrotnej padała. I ten rytm został nam do dzisiejszego dnia. Powiedzmy, że mniej więcej stałe pory posiłków są 2, reszta to przekąski dostosowane do grafiku dnia. Ja rozumiem, że większość ma rytm śniadanie wyjść wrócić na obiad wyjść na plac zabaw wrócić. Ale ja tak nie potrafię.

            Czemu nie potrafię? Tysiące powodów. Bezsenność w nocy = senność w ciągu dnia. Brak luzu, wypoczynku i oderwania się od dziecka choć na godzinę, dwie dziennie = wszystko staje się męczące, powolne, rozdygotane. Bycie z dzieckiem non stop = myślisz tylko o ucieczce. Choćby we własnej głowie, we własnej wannie. Jeśli jesteś non stop z dzieckiem to nie znaczy automatycznie, że masz bardzo dużo czasu i możesz poukładać dzień i życie - bo jest jeszcze jakość czasu, jakość życia. Lęk, samotność, stres. Zdarzało mi się leżeć w wannie półtorej godziny i nie móc z niej wyjść.

            Tak jak pisałam - większość z Was ma kogoś do pomocy i nie jest w stanie wyobrazić sobie co dzieje się z człowiekiem w stanie permanentnego stresu, napięcia, trzymania gardy non stop, bo dziecko jest, nie śpi, czegoś chce, bo trzeba na nie uważać. Ktoś pisał coś o TV - moja córeczka zaczęła oglądać TV i bajki dopiero po 2. roku życia. Sama sobie mówiłam, że opiekunkami mojego dziecka jest Bolek i Lolek i Reksio, a języka, z którym komunikować się będzie z ojcem uczy ją króliczek Didou.

            Brak wsparcia to również inne wady. Obiad na trzynastą - super - albo bawię się z dzieckiem albo robię ten obiad, albo bawię się z dzieckiem albo robię zakupy na obiad, albo bawię się z dzieckiem albo sprzątam po obiedzie.

            Zabawa z dzieckiem. Nie, nigdy nie ma dość czasu. Albo nie chcę mieć dość czasu. Albo uczucie permanentnego zmęczenia powoduje, że nie chcę się bawić. Po prostu. I mała nie wierzga jak ma gdzieś iść. Mała... chce się bawić. Od zawsze. Ostatnio wierzgnęła mi w sklepie, gdy zabierałam ją od stolika z pisakami. Ale to wyjątek od zasady. Zasady: jak ma mi wierzgać, to ja chwilę poczekam, powiem, że już czas, ona się przez te parę minut na pewno dobawi i sama pójdzie. To działa zawsze, ale czasem - jak wtedy w sklepie i często w domu przed wyjściem - nie chcę jej dać tych 5 minut. Czasem ich nie mam. Czasem chcę wyjść. Muszę bo się uduszę. Jak ma to zrozumieć ktoś, kto może wyskoczyć, bo babcia, dziadek, sąsiadka, koleżanki.

            Terapie? Dość proste równianie, brak opieki nad dzieckiem = brak terapii. Próbowałam, ale nie dałam rady. Do tego zły psycholog to czas stracony. Mój coś mi dał, ale zabrakło tego co potrzebowałam najbardziej. Przede wszystkim ogarnięcia problemu. Gdzie mam szukać, w której psychologicznej szufladce. To są ostatnie miesiące gdy dociera do mnie gdzie jestem. Jakiś coach, jakaś SM, jakiś blog, po nitce do kłębka i nagle znajduję ścieżkę. Nigdy też nie uznał za stosowne skierowanie mnie do lekarza po leki.

            Tak wyszło. Tak wyszło, że całe życie budowałam jakieś zamki na piasku, mała się urodziła, a zamki runęły. Nie przez nią. Po prostu, jak domino, różne sprawy się pozazębiały. Trudno Wam będzie uwierzyć, ale wybór ojca dziecka miał wpływ na moją sytuację zawodową - i więcej nic nie powiem. Od początku urodzenia dziecka wiedziałam, że chcę 3 lat spokoju. O nic innego nie prosiłam. Po urlopach wszelkich wzięłam wychowawczy na 3 lata. Oczywiście nigdy go nie dokończyłam. Napisałam w wątku "może się przedstawię", tyle że bardzo ogólnie: najpierw zostałam sama, a potem dochodziły kolejne kopy. Nie chciałam tu o tym pisać. Nie w szczegółach. Ale widać nie ma to sensu.

            Że nie lubię ludzi, myślę o sobie, jestem zamknięta, takie tam. Że miałam wolność w domu, a rodzina nie tego i to się nie klei. To nie sprawa na ten wątek, nawet nie na to forum. Mnóstwo spraw niepoukładanych latami wróciły teraz. I próbuję je poukładać jednocześnie zajmując się dzieckiem. Część z nich mogę poukładać dopiero gdy mała pójdzie do przedszkola, gdy będę miała więcej czasu = spokoju = siły. Szkoda jej dzieciństwa. No szkoda. Ale jak powiedział ładnie poeta " wszyscy byli odwróceni".

            To chyba najbardziej mnie boli w tym wszystkim. Że 3 lata, które miały być dla mnie i dziecka, początkowo również dla partnera, zamieniły się w koszmar. Bo dla mnie ten okres to KOSZMAR. Nie dlatego, że nie mogłam wyjść do pubu, że nie mogę pójść na koncert. Ale dlatego, że tak mnie skopano, że nie dałam rady dać więcej dziecku. A i ono nie dość niektórych obchodziło. Jak czytam te wszystkie wypowiedzi typu dasz radę bo masz dziecko - dziecko nie jest antidotum na zło świata, nie jest rolą dziecka podnosić matkę. Ale takie dzieci są wszędzie. I boję się, że doszło u nas do zachwiania ról właśnie dlatego, że mnie kopnięto i nie miałam siły podnieść się.

            Mała śpi teraz obok, wczoraj wyjście = wizyta u koleżanki z synkiem (plac zabaw, zabawy w domu - może być?), ale skończyło się biegunką. A wszelkie choroby, nawet małe to dla mnie dodatkowy stres. A dla niej mój stres to też stres.
            • wrzesniowamama07 Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 02.08.12, 13:06
              współczuję, serio.

              Ale nie tylko Ty masz pod górę. Przypuszczam, że każda z nas została skopana, i mogła się nie podnieść. Ja - na pewno miałam kilka okazji, żeby się poddać. Pewnie mam inną konstrukcję psychiczną, ale doświadczeń kiepskich, które mogły mnie położyć na łopatki w ciąży i pierwszych dwóch latach macierzyństwa też mogłabym parę wymienić.

              Zaczęłaś od drobnego kłopotu wychowawczego, organizacyjnego wręcz. Okazuje się, że to tak naprawdę całkiem inny problem. Ale uwierz, nie jesteś wyjątkowa jeśli chodzi o złe doświadczenia.

              Nie wiem, po co 3 lata spokoju, które nie są spokojem tylko jakąś męką. Wróciłabym do pracy jak najszybciej - to rozwiązuje choćby problem podstawowy problem, że jesteś 24 h na dobę z dzieckiem, czego nie lubisz. Masz prawo - ja też bym nie lubiła przez tak długi czas.
              • danaide Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 02.08.12, 13:22
                > Nie wiem, po co 3 lata spokoju, które nie są spokojem tylko jakąś męką. Wróciła
                > bym do pracy jak najszybciej - to rozwiązuje choćby problem podstawowy problem,
                > że jesteś 24 h na dobę z dzieckiem, czego nie lubisz. Masz prawo - ja też bym
                > nie lubiła przez tak długi czas.

                Nie mam do czego wrócić. A wrócić po to, by ktoś znowu mi jechał po emocjach, dodatkowy stres, życie w biegu - nie chcę. Nie teraz. Jakkolwiek dziwnie to wygląda - nie muszę.

                Ok, są trzy filary: rządowe, pozarządowe, biznes. Sztuka niestety poza moim zasięgiem. Ja zawsze byłam w tym pierwszym. Z językami, studiami, swoimi odrębnymi zainteresowaniami i odrębnym zdaniem - nie zawsze, ale często, w dodatku jeszcze niezachowanym dla siebie. Może stąd wynikają moje złe doświadczenia. I jeszcze z paru innych rzeczy, które wyszły (Wam, ja o nich wiem) przy okazji tego wątku.

                Chcę dziecka w przedszkolu, by każda z nas miała czas bez nas, po którym wracamy do siebie minimalnie stęsknione. Chcę wyjścia na basen, jogę/pilates (nie wiem, nigdy się tym nie zajmowałam), terapię, uporządkowanie mieszkania, czytanie książek, zrobienie do jedzenia czegoś, czego przygotowanie zabiera więcej niż kwadrans (stąd wątek o jedzeniu, szukałam inspiracji). Jeśli "praca" to tylko niesformalizowana, nieodpłatna, typu NGO. Jeśli ktoś taki jak ja w ogóle się gdzieś przyda. To jest mój plan na najbliższy rok.
                • wrzesniowamama07 Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 02.08.12, 13:30
                  od zawsze powtarzam, że nie ma lepszego lekarstwa na depresje/psychiczne kryzysy/zwykłe rozmemłanie, niż zaciągnięcie wielkiego kredytu we frankach szwajcarskich i konieczność jego spłacania wink) - to żart, ale mnie właśnie taka sytuacja baaardzo dyscyplinowała wewnętrznie w trudnych emocjonalnie momentach...

                  życie, proszę pani, życie - konieczność zarabiania, utrzymania rodziny na poziomie, do którego byłam przyzwyczajona dobrze wpływa na psyche.

                  Ja też nie wróciłam wprost w miejsce, z którego odchodziłam mając dziecko. Podjęłam próbę, ale nie z winy pracodawcy (ani też z mojej) nie wyszło - musiałam zaakceptować nową sytuację (np. to że nie mogę się spalać w robocie nerwowo tak jak do tej pory) i wszystkim wyszło to na dobre...
                  • danaide Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 02.08.12, 13:44
                    Tak, to był jeden z moich problemów od zawsze - miałam gdzie mieszkać w Polscesmile. Przez lata zarabiałam raczej mało, więc nauczyłam się ustalać priorytety i być gospodarna. W życiu niczego nie pożyczałam, nie mam nawet karty kredytowej tylko zwykłą. Do tego doszła filozofia kupowania, a raczej niekupowania, recyklingu itpd.

                    Miałam mieć na podróż dookoła świata. Mam na dziecko i podróż po zakamarkach własnej głowy. Niesamowitą podróż, choć męczącą.
                • wrzesniowamama07 Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 02.08.12, 18:36
                  Zwykle matki - samotne i niesamotne, ale pracujące - chcą i potrzebują przedszkola po to, by móc pracować i zarabiać. Joga? Pilates? Basen? Książki? - luksus. Nie mówię, że nienależny, zbędny - ale luksus. Tęsknota za dzieckiem? - dopada mnie gdy mam pod koniec dnia pracy wolniejszą godzinę i nie mogę się doczekać, aż go odbiorę z przedszkola...

                  Sama sobie zafundowałaś taki model pierwszych 3 lat z dzieckiem, nie kumam po co i z jakich powodów. Mając zaplecze finansowe wolałabym podjąć pracę i móc dziecku fundnąć prywatny klub malucha albo opiekunkę (mój syn takową miał do lat 4) i realizować swoją potrzebę zatęsknienia za dzieckiem już wcześniej, oraz wszystkie inne też. Sądząc po enigmatycznych sygnałach, masz niezły zawód, więc nawet byś się specjalnie wysilać nie musiała. Kwestia wyboru, na który teraz - pośrednio - narzekasz.
                  • danaide Kawałek historii 02.08.12, 21:39
                    Fajny wątek - zmieniłabym nazwę na "Filozofia życiowa Danaide".

                    Odpowiedź - połączę z szacunem Guderianki, że nie wylądowałam w wariatkowie.
                    Cóż, to że mnie jeszcze nie zamknęli nie znaczy, że nie jestem na najlepszej drodze.

                    Boję się, że teraz otworzyłam puszkę Pandory, ale...

                    Tuż przed ciążą pracowałam trzy lata za granicą i wszelkie niedogodności życia tam nie były tak uciążliwe jak ludzie - Polacy - z jakimi się zetknęłam. Wracając tu dowiedziałam się, że mam się zwolnić - ustawowo byłam czysta, ale stałam się persona non grata - byłam w 7-m miesiącu ciąży więc jak pisałam, po wykorzystaniu urlopów poszłam na wychowawczy. Nie dokończyłam go.

                    Te 3 lata. Ja nie miałam planu, zamiarów, działałam w samoobronie - nie dać się zwolnić od razu, mieć rmuę, aby pójść z dzieckiem do lekarza, to był maks moich oczekiwań. Mój partner był obcokrajowcem, przyjechał ze mną, zrezygnował z pracy tam. Za dużo rzeczy naraz. Dla mnie wszystko było ok, taki okres przejściowy, on zaczął płynąć, pić, lenić się, zamykać w sobie, ja w odpowiedzi stresować. I poszły konie po betonie.

                    Gdy zostałam sama... po kilku miesiącach wszczęto procedurę o zwolnienie - trwała wiele miesięcy, ostatecznie zwolniono mnie w połowie ub. roku. Przez cały ten czas żyłam w zawieszeniu, zaczęłam nie sypiać nocami, dla mojego ojca stałam się zerem, które przez własną chcicę zniszczyła swoją karierę, zaczął nękać mnie sms-ami z obelgami, w końcu zagroził wyrzuceniem z domu (mieszkam w mieszkaniu rodziców). Po zwolnieniu do bezsenności doszły duszności - budziłam się na bezdechu i nie mogłam złapać tchu. I inne problemy.

                    Jesienią zdołałam napisać pozew o alimenty, w kwietniu była rozprawa. Eks od początku przysyłał regularnie 150EUR na małą. Idea jaka mu przyświecała - nie dam rady i oddam mu dziecko. W końcu on będzie miał pomoc państwa (Belgia), pomoc matki... I nadal są chwile, gdy myślę, że jeśli rzeczywiście sytuacja będzie podbramkowa to pojadę i zostawię mu małą. Chyba stałam się szympansem w zamknięciu, który widząc przepaść uspakaja się. Ta myśl jest moją przepaścią i ratuje mnie przed zwariowaniem - mała ma ojca, który chętnie ją weźmie.

                    Jeśli żyjesz tak jak ja żyłam to szukanie pracy jest ostatnią rzeczą o jakiej pomyślisz. Nie miałam kontaktu z innymi samotnymi matkami, w ogóle nie miałam za bardzo kontaktu z matkami z doświadczeniem, z ludźmi też nie, nie wiedziałam co jest ważne, jak ustalić priorytety. Miałam na początku opiekunkę, sprawdzoną u sąsiadów, na 1 dzień w tygodniu. Ale o ile tam pracowała, u mnie się relaksowała. Prosiłam o coś i tego nie dostawałam. Nie byłam jakaś super wymagająca. Ale jeśli proszę by dziś dziecko wyszło na spacer i słyszę "Nie chciało mi się", albo by mała zjadła przed moim przyjściem (bo chcę dziecko najedzone czyli spokojniejsze) i słyszę "no nic się nie stanie jak raz nie zje"... podziękowałam. Innych namiarów nie miałam. Wiara w ludzi, w siebie, w swoją umiejętność dokonania wyboru - zero. Nawet nie szukałam nowej. Nie wiedziałam w jaki kanał się pakuję.

                    Na początku miałam jednak więcej sił, jeśli nie psychicznych to na pewno fizycznych. Reagowałam inaczej. Byłam bardziej nakręcona. Dziś jestem spokojniejsza. Ale dziś mam też problemy z koncentracją, nie pamiętam co chcę zrobić - mała leci za mną z łazienki i mówi "mama, kubek" - gdzie co leży - pytam małej, a ona mi mówi, mała mówi, a ja jej nie słyszę, bo odpływam gdzieś myślami. To chyba walka organizmu o przetrwanie.

                    To co Ty uważasz za luksus, ja uważam za niezbędne elementy terapii - obok terapii, o której pisałam - i przywrócenia mnie do normalności, do życia, do pracy (jakiejkolwiek bądź). Dlaczego nie praca - bo jej szukanie zawsze było piętą achillesową, po studiach nie mogłam znaleźć nic, trafiłam do administracji i tak zostało. A dziś nie mam tam powrotu - chyba mogę, na pewno nie chcę.

                    W przeciwnym razie po prostu któregoś dnia spakuję małą i postawię ja ojcu, tak jak on mi postawił walizki po powrocie z wakacji u jego rodziców i zakomunikował, że odchodzi. Bo sama już nie wiem co dla niej mogłoby być gorsze, matka wariatka czy zamieszkanie z ojcem, którego na razie nie zna, ale który tak, chce jej - jak małego, fajnego zwierzaczka.

                    PS. W mojej dzielnicy jest full przedszkoli i mało dzieci, więc nie, staram się nie mieć wyrzutów sumienia, że zabieram miejsce w przedszkolu innej, BARDZIEJ potrzebującej matce. Nie myślałam nawet o wysłaniu dziecka do przedszkola, bo nie muszę na gwałt wracać do pracy, ale to co komu - i któremu z dzieci - jest potrzebne to rzecz jak widać względna.

                    Sorry, jeśli coś napisane nie tak, nie mogę sczytać, kontakt na drugiej linii.
                    • madziulec Re: Kawałek historii 02.08.12, 22:04
                      Podaj jakiegos maila albo napisz do mnie.
                      O ile oczywiście chcesz. Nie mam ochoty Cie moralizować, ale .. moze w jakis sposób coś Ci pokaże
                      • guderianka Re: Kawałek historii 03.08.12, 08:58
                        historia jedyna-Twoja-ale takich jest wiele..tak jak wiele jest samo-mam. U jednej Zdzichu, u drugiej Rychu u trzeciej Dżordż...Dobrze, ze piszesz, ze sie dzielisz, ze myslisz nad krytyka, podejmujesz kontakt..Uwierz-jeszcze troche Twoich staran i to co niedobre minie, Mala bedzie coraz starsza, bardziej samodzielna, "przedszkolna"- a Ty odzyskasz siebie.
            • ma_niusia Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 02.08.12, 13:08
              danaide - a kiedy Młoda idzie do przedszkola?
              • danaide Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 02.08.12, 13:23
                We wrześniu.
                • ma_niusia Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 02.08.12, 13:54
                  Czytam ten watek i mam mnóstwo do powiedzenia, ale cholercia nie mam czasu (w pracy jestem). To króciutko.
                  Jak od września idzie do przedszkola to został ci niecały miesiąc. Jak jest aż tak kiepsko, zaciśnij zęby i spróbuj wytrzymać ten niecały miesiąc. 4 tygodnie (no niestety, na razie nie uda nam się spotkać bo mój Młody na wakacjach a ja mam prace na pełen etat i remont) jakoś przetrwasz jak już przetrwałaś 3 lata a potem poukładasz sobie wszystko jak chcesz smile

                  I tak, ja rozumiem, że mieszkasz SAMA z dzieckiem. Ja tez mieszkam SAMA Z DZIECKIEM. Ok, nie porównuję sytuacji, bo ojciec spotyka się sporadycznie z Młodym, ale nie mieszka z nami, nie pomaga, nie interesuje go nic, czy ja mam zapalenie płuc i nie mam siły przewinąć dziecka i dac mu jeść, nic! Moi rodzice mieszkają 100km stąd, a siostry niedaleko ale pracują zawodowo. Ale jeszcze raz podkreślę, dla mnie nie jest to duży problem, a jak w sporadycznych przypadkach jest to z jakichś powodów uciążliwe to mam pomoc w sąsiadach, koleżankach i nawet o dziwo w znajomych z internetu! Tylko jak mi coś nie pasuje to ja nie jęczę a biorę się do roboty i to zmieniam po prostu, bo wychodzę z założenia, że nie mam prawa oczekiwać że mi wszyscy pomogą skoro sama nic nie robię. Więc robię. I mam pomoc od sąsiadów, mam wyrozumiałość (rzadko ale w najważniejszych sytuacjach przynajmniej) w pracy, mam psychiczną swobodę i radość życia (bo nauczyłam się odpuszczać i czerpać z życia co najlepsze). Miało być krótko a jak zwykle się rozgadałam.
                  • lilith76 Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 02.08.12, 14:53
                    Ja tylko trochę nawiążę do kilku rzeczy.

                    Gotowanie, sprzątanie razem z dzieckiem też są dla niego zabawą. Moja ma już za sobą rozbijanie kotletów, doprawianie przyprawami, obtaczanie w jajku i bułce smile Oczywiście wszystko robi się o wiele dłużej i więcej po tym sprzątania, ale dzieciak na serio ma z tym ubaw.
                    Albo to co u mnie - w weekend, gdy jest wolne nasmażę, napiekę, narobię, w pojemnikach do zamrażarki i w tygodniu tylko podgrzewać i dogotować makaronu, ryżu, itp. Albo o zgrozo - jestem "matką garmażerką" - pierogi ze sklepu, czy krokiety raz na jakiś czas nie zabiją.

                    Doskonale cię rozumiem, bo ja bym bez pomocy ojca dziecka haka na suficie bym szukała smile Z ulga przekazuję małą do taty na 2-4 dni ciągiem. Już nawet ta straszna opieka naprzemienna mnie nie zraża i niech mi ograniczają prawa rodzicielskie wink
                    Rodzina ma swoje ważne sprawy, innych o pomoc prosić nie potrafię / nie lubię.

                    Pójście do pracy, gdy mała miała 15 ms było - mimo wielkiego zmęczenia fizycznego - ogromny restartem psychicznym. Kocham moje dziecko, ale przebywając z nią w domu czułam jak moja głowa coraz bardziej zanurza się w jakimś budyniu, który wciska mi się do nosa, buzi smile
                    I galop na trasie dom-żłobek-praca-żłobek-dom doskonale nauczył nas obie dyscypliny w wychodzeniu z budynków smile
                    • guderianka Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 02.08.12, 16:04
                      danaide-ja w kwestii rytmu i rytuałów

                      Normalnie rozwijającemu się dziecku nie jest potrzebny cały dzien wedlug planu-zafundowanie stałego codziennego rytmu zdrowemu dziecko zaowocować może wychowaniem człowieka z natręctwami, nie umiejącego sie odnaleźć w nowych sytuacjach, zestresowanego. Kilka kluczowych sytuacji powtarzających się co dnia i ustalających jego rytm ok-ale nie wszystko. Zycie nie ma być więzieniem z zegarkiem jako kapo-jesli dziecko jest nieprzedszkolne wystarczy mu (zalezy jeszcze od charakteru)stała pora drzemki i ewentualnie kąpiel wieczorna i godzina snu-posiłki, zabawa, wyjścia-pełen luz. Mam w domu dwa kompletnie inne egzemplarze-STarsza -pełen spontan, im więcej sie dzieje tym lepiej, świetnie funkcjonuje w nowych sytuacjach, Młodsza-"rytualna' codziennie od 3 lat je na śniadanie to samo wink, w podobny sposób zasypia-wieczorne rytuały-i świetnie w tym funkcjonuje co nie zmienia faktu, że bez problemu godzi sie na zmianę rytuału gdy mamy gości, którzy u nas nocują, gdy ona nocuje poza domem.

                      I jeszcze jedno-pełen szacun ,ze jeszcze nie wylądowałaś w wariatkowie. Ja sobie nie wyobrażam siebie zdrowo funkcjonującej w sytuacji gdy jestem sam na sam z dzieckiem 24/24 przez siedem dni tygodnia, 12 miesięcy w roku, bez pomocy i wsparcia kogoś z rodziny, przyjaciół, znajomych, Chyba zagryzlabym dziecko a potem siebie wink Spróbuj cieszyć sie tym ostatnim miesiącem a od wrzesnia zacznie sie nowej jakości życie-odetchniesz, mam nadzieję że znajdziesz pracę, pozbędziesz sie frustracji i.....zaczniesz wychodzić SAMA z domu wink
    • vero_nique Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 02.08.12, 22:42
      Napisałam do Ciebie, lecz wróciło echo smile...
      Jeśli uznasz, iż chcesz, odezwij się na mój email, proszę.
    • danaide Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 02.08.12, 23:13
      W związku z prośbami o kontakt na maila - proszę, piszcie tu. Mój gazetowy jest nieaktywny. Jak wchodzę tu, to wiem, że będzie ciężko, a jak wchodzę na maila to chcę mieć codzienność, bez grzebania się w sobie i ryzyka niewygrzebania.

      Wątek poszedł trochę daleko, cóż, takie jest życie.

      Dziś wyszłyśmy tylko po wodę i pomidory na dole. Ja nawet się nie umyłam - co do zasady nie wychodzę nie umyta rano. Mała jak mówiłam co trzeba leciała i zakładała buty. Mój problem z wychodzeniem? 1 stres, bo tyle spraw na głowie 2 mała chyba lubi być w domu. Może jak wychodzi na 5 minut to chętniej? Może mama się pobawiła, poczytała nowe książki, to można i wyjść? Sama nie wiem. Wiem, że jej zachowanie jest sygnałem tego, że coś niedobrego dzieje. Ze mną. To J. Juul.
      • vero_nique Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 03.08.12, 02:18
        Wygrzebiesz się. Pomimo!
        Proszę, zgódź się przyjąć zaproszenie na wspólną kawę/wodę/ciszę/cokolwiek. Jutro tzn. dziś.
        • danaide Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 03.08.12, 02:48
          Nie śpię. Nie mogę przez ten cholerny wątek, przez grzebanie się. Od dawna nie chodzę do psy, ale byłam dwa razy ostatnio, szukałam kogoś nowego, za każdym razem byłam po kilka dni rozjechana. Teraz też jestem.

          W przyszłym tygodniu będzie u mnie kuzynka, święto, z córeczką rok młodszą od mojej więc już czekamy, też od niedawna SM wyrwana psychofagowi - dzięki ona3010 za namiar na Walkirię.

          Vero_nique, dziękuję za zaproszenie. Dwa dni niewielerobienia i dziś: wyjazd na bazar po owoce i warzywa (raz a dobrze), sprawy w okolicy: apteka, poczta, papierniczy. Mała ze mną. Wieczorem chciałabym iść na spektakl plenerowy w ArtParku, skoro odpuściłam już spektakle w ramach Sztuki Ulicy, za późno dla nas. Pewnie nie dam rady, ale za to nie dostanę opieprzu za przebodźcowanie dziecka. Więc raczej nie dziś. Ale bardzo chętnie.
          • vero_nique Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 03.08.12, 03:40
            Dzień dobry Tobie zatem. Zostaw grzebanie. To nie ten etap Twojej kondycji, by sobie dodatkowe kuku robić. NIE TERAZ. Dowalisz sobie tylko. Najpierw: zmartwychwstajesz - po to by dac radę oddychać bez wysiłku większego niż konieczny. Będzie jeszcze czas na demony przeszłości. Teraz niezbędne minimum - czyli TU I TERAZ staram się robić wszystko/ bądź zaniechać robienia czegoś - by zmniejszyć wycieńczenie fizyczne i wyjałowienie psychiczne. Wiem, że wiesz o czym myślę. Obiecuję Ci, że się wygrzebiesz. I zapamiętaj proszę. NIE JESTEŚ SAMA. Jesteś niezwykłą Osobą.
            • wrzesniowamama07 Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 03.08.12, 08:13
              Danaide nie trzeba powtarzać, że jest niezwykłą osobą, bo że o tym wie i pamięta widać w Jej każdym poście smile

              A moim zdaniem to zwykła osoba, tak samo jak każda z nas jest zwykła - albo tak samo niezwykła, jak każda z nas. Takie podejście do samej siebie jest dużo zdrowsze, bo daje świadomość że problemy z jakimi się borykam w danym momencie, dopadają X innych osób. Oczywiście, swoimi człowiek przejmuje się bardziej, to zdrowe, ale niezdrowo jest być przekonanym, że inni sobie radzą bo mają lżej.. Czasami mają gorzej, i sobie radzą.


              Danaide
              radziłabym Ci szybki powrót z wyprawy do własnej głowy - jak napisałaś w jednym z postów. Wczoraj poświęciłam trochę czasu i przeczytałam Twoje wątki, zdecydowanie mniej pesymistyczne niż wpisy tutaj, Dyskusja poszła za daleko? Nie wiem, czytam ją trzeci raz i rzeczywiście od połowy co najmniej nie dotyczy wątkowego wyjścia z domu, tylko Ciebie.

              Ale wracasz do tematu, skoro piszesz o "nieumytym" wyjściu do sklepu. A ja nie kumam. Czy świat się zawalił? Matki, nie tylko samotne, czasem wychodzą "na świat" nieuczesane i nieumalowane, a nawet nieumyte, bo trzeba. Co więcej, powiem Ci w sekrecie, że nie byłam jeszcze mamą, i parę razy zdarzyło mi się najpierw lecieć coś załatwić ważnego, a potem wskakiwałam pod prysznic.

              Jeśli Ty albo Twój psychoterapeuta podejrzewają depresję - to trzeba się leczyć. Ale jeśli nie, to przestań rzeczywiście grzebać się w sobie. Skup się na zadaniach, jakie masz - dziecko, może jakiś wolontariat skoro nie spieszy Ci się do powrotu do pracy? Rozglądnij się wokół siebie nie po to, żeby Ci ktoś pomagał, tylko zobacz, czy Ty nie możesz czegoś zrobić dla innych. Zwykle takie przesunięcie akcentów z siebie na świat pomaga.
              • danaide Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 05.08.12, 23:29
                Ten wątek trochę wisi nade mną jak niezakończona terapiawink

                Zwykła, niezwykła, dzięki wrześniowa, że pilnujesz, by komplement nie przewrócił mi w głowie. Jeszcze, nie daj Boże, zyskałbym trochę na poczuciu własnej wartościwink Moje podejście jest takie, to co dla jednego jest zwykłe dla innego jest niezwykłe i na odwrót.

                Tak, inne wątki były bardziej optymistyczne. Takie ćwiczenie z optymizmu. Niezbędne pesymistkom. Danie sobie i innym odrobiny wytchnienia i nadziei. Rodzaj pomocy.

                Co do wyjścia nieumytym... Cóż, notorycznie wychodzę nieumalowana, nieuczesana (przejechanie głowy grzebieniem to już uczesanie), niedoubrana (lustro przez dwa lata siedziało za szafą, bo mała lubiła na nie wbiegać), więc skoro się nie pali nie wali to może choć ta odrobina luksusu, niezbędnego by nie czuć się do końca jak zwierzę. I na psyche pomaga. W dodatku to cholerne centrum Wawy, noblesse obligesmile

                Wszystko jest psyche. Wycieczka we własnej głowie - jak wrócę to będę. Przeczekałam i jak napisałam - po dwóch latach już potrafię się uśmiechać - w tym do małej, żartować, wyluzować. Wcześniej czekałam. Nie wiedziałam ile będę czekać, czekałam. Zaczęłam powoli wychodzić dzięki nowej przyjaciółce, też SM (buziak!). A co do pomocy innym - próbuję, widzę powoli jak karma wraca, to dodaje mi wiary w cuda. Ale nie zawsze się udaje - w przypadku dwóch organizacji typu ngo moja oferta pozostała bez odpowiedzi lub dostałam odpowiedź negatywną. Tak wiem, napiszesz, że jest ich multum itp. Ale chciałam robić coś do czego mam jakieś predyspozycje.
                Weszłam na forum. Może tu też?

                A propos lilith, no tak, robimy kluski, włączmy zmywarkę, segregujemy pranie, wieszamy pranie, myjemy podłogę, dziś przestawiałyśmy meble i na nowo układałyśmy zabawki i książki... A jednak czekam na czas, kiedy będę to mogła zrobić sama, a z małą po prostu się pobawię.
                • vero_nique Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 05.08.12, 23:45
                  Dlaczego odnosze jakze bliskie mi wrazenie, ze Twoje poglady sa "zbyt wymagajace" na swojskie polskie realia ... Moze cos z ktorejs agendy ONZ? Ostatnio szukali ludzi do pomocy/pracy w Wawie.
                  • danaide Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 05.08.12, 23:55
                    Roześmiałam się. Wymagające? Czy rewolucyjne? Czy od czapki?

                    Moja kuzynka ma obsuwę czasową. Jeśli masz ochotę na spotkanie we wtorek lub środę (choć być może tylko przed południem), daj znać. Dzieci mile widziane, jedno okołotrzyletnie będzie na pewnowink
                    • vero_nique Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 06.08.12, 00:04
                      I o ten usmiech chodzilo wlasnie. Poglady rewolucyjno/ambitne - dlategoz postrzegane "iz od czapki".
                      Nie daj sobie urwac skrzydel.
                      Jak myslisz, czy istnieje szansa na domowienie sie mniej publicznie, co by poruszenia zbednego nie wywolywac wink? Wtorek.
                      • danaide Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 06.08.12, 00:34
                        Napisałam na Twojego gazetowego.
                • wrzesniowamama07 Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 06.08.12, 09:44
                  nie ma za co smile)

                  dużo łatwiej jest żyć i radzić sobie, jak człowiek nie myśli o samym sobie, że jest nadzwyczajny, niezwykły, że tylko jemu, tylko on, i ach i och i cierpi za miliony. Na każdym polu, osobistym, zawodowym też. I zupełnie się ma to nijak do poczucia własnej wartości.
                  • danaide Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 06.08.12, 14:22
                    A już najłatwiej gdy się uzna, że przecież jest się w bardzo dobrej sytuacji i w ogóle nie ma powodów do zmartwień, a te co są, są nieistotne.

                    I tylko umysł sobie, a duch sobie. Duch jest niesterowalny. Na szczęście. Wiele lat temu weszłam do sklepiku w Moim Mieście Marzeń i brodacz typu sikh zaczął mi wykładać, że mój "małpi umysł" tłumi moją duszę, ale moja dusza walczy, wtedy nie rozumiałam co on do mnie mówi, czemu siedzi w tym swoim sklepie dwie godziny po czasie i coś tam mi klaruje i czemu tak boli mnie głowa i jest mi słabo.
    • ciociacesia Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 20.08.12, 21:02
      'Brak wsparcia to również inne wady. Obiad na trzynastą - super - albo bawię się z dzieckiem albo robię ten obiad, albo bawię się z dzieckiem albo robię zakupy na obiad, albo bawię się z dzieckiem albo sprzątam po obiedzie. '
      wiem ze jestes zafascynowana Julem, ale czy czytałas w głebi kontinuum? z dziecmi do 3 lat niekoniecznie trzeba sie 'bawic' a mozna z nich uczynic 'pomocnikow' i towarzyszy naszych domowych czynnosci. mojej mamie swietnie to wychodzi z moja córką. mi mniej bo panicznie unikam krytykowania i pozwalam na szeroki zakres pomocy, co sprawia ze mam 3 razy wiecej roboty i stresu w trakcie nadzoru - zeby nie znieche4cac zbytnia inwazyjnoscia, ale zeby tez panowac nad sytuacja. na dluzsza mete meczace jak diabli, ale opłacalne. moja 3,5 latka umiala juz robic uszka - serio, choc ciagle rozwałkowuje ciasto za płasko, to zawija profesjonalnie
      wspolczuje ci samotnosci i braku wsparcia, ale musisz sobie pomoc sama, stworzyc chocby 2 osobowa grupe wsparcia
      • danaide Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 20.08.12, 23:53
        Juul myśli i pisze jak chłop - trochę jak jawink - a "w głębi kontinuum" utknęłam ze względu na cokolwiek rozwlekły styl

        Mała jest moim pomocnikiem, tak wyszło bo 1) nie miała wyjścia 2) rzeczywiście traktowała to jako formę zabawy. Zrobiła mi kiedyś horrendalną awanturę o to, że chciałam sama powiesić pranie - bo szybciej - i odtąd ilekroć coś wieszam lub sortuję karnie ją informuję. Problemem było/jest moje podejście. Fajnie jest celebrować codzienność. Ale wraz ze zmęczeniem pojawia się chęć zrobienia czegoś szybko. A samemu łatwiej. Jeśli chodzi o kuchnię, to w kuchni mam pisaki, stempelki, farbki i niejednokrotnie ogarniam kuchnię/obiad, gdy mała wyżywa się artystycznie. Wąska specjalizacja - smaczne posiłki ekspresowe. Już i tak mam więcej luzu w tym zakresie, bo mała po 2. roku życia może mieć codziennie opiekę zapewnioną przez Bolka, Lolka, Tolę, Reksia...

        Co do wychodzenia - trochę pozmieniałam. Od początku widziałam problem w tym, że mała musi wszędzie ze mną chodzić i chociaż starałam się, by w mojej agendzie znalazły się dla niej atrakcje, to mam świadomość, że te wszystkie urzędy, sklepy (nie CH z ciuchami, ale zwykła bieżączka), poczty, apteki, przychodnie - to nie dla dziecka. Widzę, że ona lubi zostać w domu, bo może się w spokoju pobawić. Widzę też, że skoro mnie stresowały przygotowania i wyjście to może i ją więc zmieniłyśmy trochę procedurę. Ostatnio prosi o bajkę na YT - szkoli językwink - ja się kąpię, wychodzę, a mała woła że mam się ubrać i spakować torbę. I dopiero jak jestem rzeczywiście gotowa mówię: ta bajka jest ostatnia. Mała zamyka komputer i idzie ze mną. Czasem jeszcze próbuje zwiewać, ale to jak w słynnej historii o kocich miskach w zlewie, a propos oswajania złości: musisz wiedzieć, kiedy to się zbliża. Ja już wiem, że takie bawienie się/uciekanie mnie wkurza więc jej o tym przypominam. I jakoś idzie.

        Za dwa tygodnie początek przedszkola więc i tak będziemy wypracowywać nowy system - ja już muszę być gotowa (koniec zarywania nocy na rozmyślania!) plus prosta procedura dla niej.
        • ciociacesia polecam tez krecika 21.08.12, 00:19
          i pingu
          oraz swinke peppe
          potem swietni sa charlie i lola
          chociaz najwieksza frajda to jednak ogladac razem z mamą
          a potem z babcia
          wujkiem
          ciocia
          druga ciocia
          kurcze, mieszkam w jakiejs komunie smile tylko mojego faceta nie morduje zeby cos z nia ogladał

          ja bardzo dobrze znam uczucie zmeczenia celebrowaniem i potrzebe zrobienia czgos szybciej. tylko pamietaj ze nie warto odsuwac dziecka zbyt czesto bo takie właczanie w 'pomoc' procentuje na przyszlosc a dzieci dosc szybko robia sie wygodne i traca to samoistne zainteresowanie, jesli sie je odpycha, choc jasne jest ze nie sposób katowac sie ta 'pomoca' dzien w dzien, zwlaszcza kiedy jest sie samemu dzien w dzien

          ale ma tez to swoje plusy. niky nie podwaza twoich metod, poza samym dzieckiem. nikt nie narzuca ci swojej wizji wychowania, nikt ci sie nie wcina, nie krytykuje cie przy dziecku

          ja od zawsze mowie wprost ' dzis naprawde sie spieszymy' nie zawsze to dziala, nawet moj facet (super tolerancyjny) uwaza ze bywam zbyt elastyczna, ale chyba znow jest lepiej bo 4 latka stala sie diablo rozumna i wspołpracujaca bywa nawet i elastyczna
          • danaide Re: polecam tez krecika 21.08.12, 00:50
            Peppa jakoś ostatnio nie, uwielbia Króliczka Didou (zaczęła już wołać "Olala!"), a dla mnie nieoceniona jest TVS (Śląsk) i bajki przerywane reklamami, z których najbardziej dzieciowa to ta o zupce.
            • ciociacesia youtube jest lepszy 21.08.12, 01:14
              a najlepsze to sa jednak zapisane na dysku bo i na yt jakies badziewiaste przeróbki mozna trafic. ale wole yt bo mam kontrole nad tym co leci
    • mirianaa Re: Pytanie za milion: Jak wyjść z domu? 25.09.12, 14:48
      Poszukaj może osób w podobnej sytuacji co Ty. Najlepiej kilku, bo nie można stale prosić o pomoc jednej osoby. Kilka koleżanek swobodnie powymienia się opieką nad maluchami. Pomyśl: takich jak Ty są setki i tak jak Ty boją się podjąć działanie. Oczywiście cudów nie ma - nie będziesz wychodzić co tydzień przy trzylatce, ale jesli uda Ci się wyjść raz na miesiąc to już sukces. Wiem co mówię, bo przez 2 lata nie wychodziłam wcale (ojciec dziecka tylko komplikował a moi rodzice nie chcieli - długa historia). Potem udało mi się znaleźć dwie koleżanki i od tej pory radzimy sobie jakoś na zamianę. A co ciekawsze, jak rodzina i ojcec dziecka zobaczyli, że sobie radzę i nie proszę ich o pomoc - zaczeli zachowywać się zgoła inaczej i teraz mam co drugi tydzień wolny jeden wieczów, oraz jedno popołudnie w tygodniu. Niewiele? Ja się cieszę niesamowicie i chodzę na całkiem innych obrotach. Powodzenia
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka