cheddar
30.07.04, 23:10
Domali, chylę czoła! Padam na kolana przed Twoim rozsądkiem, gospodarnością,
solidnością!
Chciałam Cię prosić o pomoc. No, wstyd się przyznać, mój eks daje mi na
dziecko ok 450 - 550 złotych miesięcznie (oj tam, sam bidulek ma piątkę na
rękę, ale nie musi sie w końcu wyrywać, żeby płacić więcej, nie? To że więcej
zarabia nie znaczy że JEGO OSOBISTEMU DZIECKU mogłoby się lepiej powodzić.
Ale ja nie o tym. No więc on daje jak powyżej, ja dokładam z 800 stówek.
Zrozumiałam z Twego maila, że ja po prostu małogospodarna jestem.
Tyle piszesz o utrzymaniu dziecka, więc zapewne znasz się na sprawie jak
nikt. Do kogo więc jak nie do Ciebie mam się zwrócić o pomoc....?
Bardzo Cię proszę, napisz mi, jak wg ciebie zagospodarowac kwote np. 700 pln,
zeby wystarczylo na utrzymanie dzieciaka przez miesiac.
Uwzglednij prosze,dzienna porcje witamin w postaci soczkow (dla starszych
dzieci sokow) owocow. Co drugi dzien powiedzmy jakis tani smakolyk.
Uwzgledniej fakt, ze trzeba dziecku rocznie kupic iles tam par butow, spodni,
skarpetek, gaci, bluzek, podkoszulek, swetrow, kurtek, czapek, szalikow,
rekawiczek, klapek, piżamek, kapci, krotkich spodenek. Po prostu garderoba na
caly rok, dzieciak rosnie, wiadomo, nie ma szans na ciuchy sprzed roku.
Dalej: wiadomo, nie mozna smarkaczowi (albo smarkuli) folgować i kupować
wszelkich gadgetów, jakie mają rówieśnicy, ale "dejmy na to" że co jakiś czas
człowiek się złamie, np. ja nie kupię mojej małej kilku lalek barbii z
akcesoriami, shreka, puchatka, rowerka, wózeczka dla lalek, domku dla lalek -
tak jak mają jej koleżanki. No ale czasem muszę wyskrobać jakiś grosz i coś
jej dla zamknięcia twarzy kupić, jeszcze potem mnie błotem obrzuci, że ma
jakieś traumatyczne przeżycia. No to gadgety mamy załatwione. Ile dziennie na
wyżywienie powinno iść? Nie wiem, kurde, ja to taka rozrzutna jestem,
codziennie świeże bułeczki, plasterki wędlinki, obiadek, kurna olek, 5 razy
dziennie smarkata je.... NIe wiem, po prostu nie wiem, ile dziennie
przeznaczyć (nawet ci się domali nie przyznam, że raz na kilka dni pękam i
jak mnie bardzo prosi to jej kupię pizze albo frytki "na mieście".....dobrze
że ma na lody uczulenie i słodkości, bo jakby jeszcze to doszło....) Tak
więc, ciekawe ile rozsądna matka przeznacza dziennie na wyżywienie dziecka?
NO i choroby! Ja cie pierniczę! W tym roku wydałam już ponad 300 pln na same
tylko przeziębienia i grypki! by to obesrało, a rok się jeszcze nie skończył.
Ja to w ogóle durna jestem, dziecku książki kupuję.......No ale to taka
wprawka przed szkołą - w końcu kiedyś trzeba będzie podręczniki kupować.
Wakacje....... Cóż, wyjechałam z nią na weekend nad morze..... Więcej chyba
nie pojadę, nawet najtańszy dojazd i nocleg - jednak trochę to kosztuje.Musi
jej wystarczyć do przyszłego roku. Kosmetyki (zęby jej już od dawna myje!,
szczoteczki wymieniam co jakiś czas!), proszki które idą na jej częste
pranie!
Czasem kupię jej płytkę z piosenkami.... Tak sobie pomyślałam - głupio
pewnie - że dobrze by było, żeby słuchała pioseneczek.
Wiem, że ja w ogóle przesadzam, bo sobie mieszkanie wynajęłam. Powinnam
przecież znaleźć sobie jakieś łóżko w przytułku, albo błagać rodzinę, aby
mnie z powrotem przyjęła pod dach. A tu co miesiąc - jak jutro np. -
przychodzi baba po haracz..... No i prąd zużywam, tak, zużywam. Cholera, mam
zaległość za ostatnie dwa miesiące 120 pln.
Na moją korzyść świadczy fakt, że żadnej niani nie wynajełam, bo jeszcze coś
za siedzenie z dzieckiem chciała.
Będę Ci domali dozgonnie wdzięczna jeśli mi to wszystko ładnie wyrychtujesz i
napiszesz.
Uprzedzam, że jeśli nie napiszesz, to dla mnie jest wystarczający powód, aby
Cię poprosić, abyś uprzejmie zamknęła buzię na temat tego, ile kosztuje
utrzymanie dziecka i ile szanowny tatuś musi dokładać. Wiem, że jest w Twoim
żywotnym interesie sianie propagandy, że nasze dzieciaki (tzn. eks) nic nie
kosztują (no bo przecież Wiktorek musi mieć to co potrzebuje, nie? czy też
jesteś zimną małpą, która olewa to, czego codzień dziecko oczekuje?), ale
wysil się i pomyśl, bo może tu zbyt grzeczne i dobrze wychowane kobiety piszą
i nie dowiesz sie, co każda z nas myśli o Tobie, kiedy czyta te bzdury o
cudzie finansowym, którego od nas oczekujesz.
Ciekawa jestem w jakim procencie Ty się dokładasz do "świadczeń na rzecz
Waszego małżeńskiego małoletniego". Oddajesz całe stypendium? A może fakt
posiadania obecnie na własność don Zorzo zwalnia Cię od tych obowiązków
finansowych, które tyczą nas, wrednych pazernych eksiar? Nie. Wiem. Ty po
prostu, jak ja, postanowiłaś, że chromolę karierę, z dzieckiem sama siedzę.
Się nim zajmuję,uczę i cieszę sie, że ja a nie żłobek uczy je mówić, jeść,
robić kupę do nocnika. Nie? O głupi ja człowiek niemądry, przecież Wiktorek
do złobka uczęszcza. Zaraz, jak w zeszłym roku jeszcze w Warszawie
mieszkałam, to ile te żłobki kosztowały? NIe pamiętam. Oj, domali, weź się do
roboty, bo ja się boję że Ty z tego stypendium to na żłobek nie nastarczysz.
Ja rozumiem, że "Twoja eks" od netu uzależniona, ale wystarczy, że kamila
pierdnie na czacie, a Ty krzywisz nos na macochach, znaczy sie na prąd Twój
też Zorzeńka zapieprza!
Ponieważ, często piszesz, że kamila nie ma skończonych studiów, znaczy dla
mnie że Ty skończyłaś i wraz z Zorzeńką jest to Twoim życiowym sukcesem, więc
zapewne zdołasz zrobić taki plik w excellu. Podlicz sobie to wszystko (jeśli
trzeba mogę nauczyć formuł) i jak już Ci wyjdzie na końcu, to wsiadaj kochana
w pociąg, albo w samochód służbowy mężusia i jedź do starych kamili, padnij
na kolana i całując ich i kamili stopy powiedz: "jezusie panie, dzięki, że
dzięki, że kamila mieszka z Wami, zamiast wynająć chocby samodzielną
kawalerkę! Wiem, że ma do tego pełne prawo, jako dorosła kobieta, ale jakże
to szlachetnie z jej strony, że tak obniża swe koszty utrzymania, bo byśmy
sobie tego mieszkania, co je planujemy (no my przecież możemy, nie?) na raty
kupić, nigdy nie kupili". Jak już to zrobisz, opisz nam krajobrazy rodzinnej
miejscowości kamili.