06.08.04, 13:57
no wlasnie..ten temat był najwazniejszy..
opisze po krótce..zamierzam odebrac prawa rodzicielski ojcu mojego dziecka.
zamierzam od czasu kiedy dowiedzialam sie że będzie dzidzia i że będę
samodzielną mama. no i tak: raz zamierzam a raz zmieniam zdanie..a co ma na
to wpływ? czynnikiem determinującym sa zasadniczo dziadkowie mojej dzidzi ze
strony ojca. otóz duzo czasu i zachodu kosztowalo mnie by ich powiadomic o
fakcie "ownuczenia". wreszzcie z pomoca przyjaciol - udalo się. odbyla sie
rozmowa, poinformaowalam co i jak, przy czym przy okazji (bylam w 8 miesiącu)
nasłuchałam sie wielu wybitnie nieprzyjemnych zato jakze leokwentnych aluzji
co do mojego niedoswiadczenia, naciagactwa (no bo przeciez ich synalek to
złoto co sie zowie!)..itd a wszystko przepiekna polszczyzna..tyle ze trafiła
kosa na kamień. Jestem juz duza dziewczynka, wyksztalcona, pracowitą z
poparciem rodziny. mialam to gdzieś, i tak nie dociera do nich ze ich syn to
POTWÓR i pewnie nigdy nie dotrze, no może na starosc, ale im nie życze. w
każdym razie poinformowałam, a teraz w skrócie: pojawili sie w szpitalu, na
chrzcinach i odwiedzja dziecko z czestotliwości jakich ok 2 miesięcy. juz ich
nie widze i juz juz skladam pozew, a tu znowu telefon: czy mozna wpasc
zobaczyc wnuka? i znowu nici z pozwu..bo wiecie, moze jestem dziwna, ale
jakos tak..nie wiem ale mysle ze jak zloze pozew to oni sie wycofaja i maly
moze miec potem pretensje..a zdrugiej strony to po prostu nie wiem -czy to z
sympatii go widuja czy z wyrachowania, bo kryja tylek synowi (nie figuruje
nigdzie w "kartpotekach sądowych" alimenty sa na gebe)..rany sama nie wiem
jak zrobic by bylo dobrze..na poczatku dalam rok jego ojcu, ale widze ze to
bezcelowe. nie inetresuje sie wprost przeciwnie. rany sama nie wiem co
robic..a może do wrózki? moze doradzi? przechodziliscie przez to? jak
rozwiązaliscie taki problem? co rusz jak wpadna to chce ich zagadac
i..dezerteruje.tacy sa jacys zimni..sama nie wiem..
pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • serengetti Re: wahadło 06.08.04, 14:53
      Hm, nie bardzo rozumiem. Co mają dziadkowie do praw rodzicielskich tatusia?
      Oprócz oczywiście miłości rodzinnej... Myślę, że zakładając sprawę przynajmniej
      przekonasz się, czy ich miłość do wnuka jest szczera i uczciwa. Jeśli taka
      jest, to żadne rozprawy sądowe ich synka na nią nie wpłyną. A jeśli jest
      nieszczera i podszyta hipokryzją - to po co tacy dziadkowie? Nie wiem, dziecko
      masz jeszcze małe, więc lepiej zrobić to teraz, kiedy ewentualna utrata
      dziadków będzie mało przez niego zauważona, niż później, kiedy synek będzie
      miał 5-6 lat i bardzo to odczuje.
      Powodzenia!
      • niezabutka Re: wahadło 06.08.04, 15:00
        ja wiem że to dziwne, ale tak podświadomie czuję że to nieszczere, te wszystkie
        dzialania z ich strony,,,nie wiem a wierz mi chyba mam stracha że się przekonam
        o wlasnej racji..masz racje ale to trudno..ojca nie starci bo nigdy nie mail
        ale np pomyslalam co by było jakby zerwali stosunki a no mojemu dziecku
        przydarzyło by się cos zlego (broń Panie Boże!) i ja potrzebowala bym ich
        pomocy np nie wiem przeszczep czy cos innego (dodam ze ich syn jest od nich
        zalezny zatem maja wpływ na niego ograniczony ale maja) i...no i sama widzisz
        ze to trudna dezycja...moze mysle na wyrost, ale to naprawde trudne..czasem
        mozliwosc odkrycia prawdy nas przeraza..
        pozdrawiam
        • serengetti Re: wahadło 06.08.04, 15:06
          Ich syn jest od nich może zależny, ale i Ty widzę, też się zrobiłaś zależna.
          Przecież gdyby naprawdę potrzebna była pomoc najbliższej rodziny dziecka dla
          ratowania życia lub zdrowia, to przecież jest to ich psi obowiązek pomóc,
          niezależnie od tego, czy tatuś ma prawa rodzicielskie, czy nie. Hm, a tak swoją
          drogą - po co Ci to odebranie praw? Potrzebne do czegoś, czy po prostu chcesz
          mieć jasną sytuację prawną "na zaś"?
          • niezabutka Re: do serengetti 09.08.04, 08:58
            no cóz, może masz rację, po części. Nie, nie jestem od tych ludzi uzalezniona,
            moja historia jest dość skomplikowana, to juz material na inną odpowiedz.
            myslę, że to ma związek z tym, że całe zycie stapam jak kot, żeby nikogo nie
            zranić .."zyj tak żeby nikt przez Ciebie nie płakał" taka mam dewiże..a to juz
            niestety prosta droga do..naiwności..i dlatego nie wiedząc jakie sa w
            rzrczywistości uczucia wobec mojego syna a ich wnuka, nie umiem jakoś tego
            uregulować. I wiesz przez ten blisko rok musialam podejmowac tyle decyzji że
            naprawde mam juz dość. I chyba tak wrednie czekam aż oni sami wyniosa sie z
            naszego życia..tyle razy zaczynałam temat, proponowałam zaciesnienie kontaktów,
            alre wiesz - ich syn ta swoja...potworność jednak po kims ma (?) dodam że nie
            nalezę do osob strachliwych, a tu cos mnie powstrzymuje..zupelnie tego nie
            rozumiem. Co do prawa rodzicielskich juz odpowiadam: toleruję i szanuje
            dziadków, natomiast czego jestem pewna nie życze sobie kontaktów mojego synka z
            jego biologicznym "stwórcom" (ojciec to słowo na wyrost). jestem pewna że nie a
            dmucham na zimne, bo w zyciu nigdy nie wiadomo. a po drugie nie mam z nim
            zadnego kontaku, sytuacja jest infantylna - cokolwiek chciałabym zalatwic musze
            przez pośredników - czyli jego rodziców. a ja juz dawno skończylam 18 lat, i
            nie bawię się w "rodzinę" bo to jest real ..ach szkdoa słów..
            pozdrawiam
            • serengetti Re: do serengetti 09.08.04, 09:42
              No czyli sama sobie odpowiedziałaś - składaj pozew o ograniczenie praw
              rodzicielskich i nie przejmuj się dziadkami. Czasem trzeba prosto iść do celu
              nawet raniąc kogoś po drodze - trudno się mówi. Nie przejdziesz przez życie nie
              zadawszy paru ran, nie da się tak. Ważne, żebyś wybrała to, co jest lepsze dla
              Ciebie i Twojego dziecka. Pozdrawiam i trzymam kciuki
    • tygrysica_krakow Re: wahadło 07.08.04, 11:23
      niezabudko- a czy on wogóle uznał dziecko w USC????
      • niezabutka Re: wahadło 09.08.04, 09:04
        witam..jeżeli chodzi o aspekty prawne jestem raczej na bieżąco, mam kumpla po
        adwokaturze, takze trzymam reke na pulsie. Dziecko uznał, choć mam 100% że nie
        z własnej woli (jak sie okazało to straszny kretyn - myslał, że odpuszczę!). o
        tym specjalnie głosno ni enalezy mówic bo jeszcze odwola uznanie - do roku
        czasu może..rodzice go zmusili, ja to wiem..acha i jeszcze były badania no bo
        przecież on łgał caly czas i szedł w zaparte. a to że ja go "wrobilam w
        dziecko", a to że to dziecko innego..oj multum tego było. ale ja nigdy tych
        badan nie zapomnę. Do tej pory czuje sie upokorzona i to brzydzenie do tamtej
        rodziny w związku z tym mi nie minie nigdy. A wiesz, że ci jego starzy mu
        wierzyli? potem długi czas mieli spuszczone oczy..ja na długach, auto na
        kredyt, zarabiam psie pieniądze, mieszkam z rodzicami i ja mialabym strzelic
        sobie dziecko z takim dzieciuchem? bez pracy, studia w trakcie,
        nieodpowiedzialny..ludzie czasami traca zdolnosc logicznego myslenia, bez
        wzgledu na wiek.
        pozdrówka
        • eina "nie wahadłaj się" 09.08.04, 13:55
          jeśli jesteś pewna, że biologiczny nie zmieni się, nie interesuje się
          dzieckiem, nie dojrzał emocjonalnie - moje zdanie jest takie: otwórz sobie i
          dziecku drogę do samodzielności i niezalezności prawnej od niego i wnieś o
          prawa rodzicielskie dla Ciebie na wyłączność
          dziadkowie kochają wnuka za to, że jest ich wnukiem, nie za to, że biologiczny
          ma do niego prawa - i jeśli miłość jest prawdziwa a oni dojrzali życiowo i
          emocjonalnie, zrozumieją - jeśli nie, nie jesteś za nich odpowiedzialna - jeśli
          opuszczą dziecko, oni na tym stracą - a dziecko nie sądzę, żeby miało o to
          pretensje, zwłaszcza skoro ma dziadków z Twojej strony, zajmujesz się z nim
          miłością i troską
          ważna jest Twoja motywacja: jeśli czujesz, że podejmowane decyzje wynikają z
          troski o spokojny i prawidłowy rozwój dziecka - nie wahaj się
          jeśli podejmujesz coś z chęci zemsty (choć nie wygląda mi na to)... wtedy jest
          sens zastanawiać się
          pozdrawiam Ciebie i Synka
          • niezabutka Re: "nie wahadłaj się" 09.08.04, 14:15
            Dzięki za radę..masz w 100% rację..dalam mu rok czasu i obserwuje, taki mam
            plan (moze nie "chytry" ale może być) mały w grudniu konczy rok, a ja w
            styczniu tup tup do sądu i zakladam sprawę. a tak na prawde to sama nie wiem
            jak juz wielokrotnie pisałam co o dziadkach mego Miko sądzić - tak szczerze to
            mam do nich lekki wstręt - raz za badania genetyczne, dwa ze sie targowali o
            kwote alimentów. jasne że myslę o zyciu moim i dzidzi,mam nadzieję że ten sad
            to bedzie ostatni raz kiedy zpobacze tego "dziecioroba" a jak sie wkurze to
            zaoszczędzę na pełnomocnika..chce miec normalne życie i jeszcze jedna dzidzie i
            kropka i koniec a jak ci ludzie nie potrafia docenic mojej dobrej woli - to
            racja - tylko ich strata...
            pozdrówka

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka