prosze o rade

10.09.04, 19:24
Witajcie.Jestesmy malzenstwem z rocznym starzem,5 lat razem,mamy dziecko 5 m
i zero czasu dla siebie.Maz pracuje od 8:30 do ok 21 jestem cale dnie sama z
dzieckiem,wszystko na mojej glowie,nie potrafie dogadac sie z nim-brak czasu
i checi.Ostatnio wyjechalam do rodzicow na przeszlo 3 tyg myslalam,ze gdy
wroce bedzie lepiej-nie jest.Ciagle niedomowienia,ja sie zloszcze,ze wszystko
musze robic sama,ze maz nie pomaga mi przy dziecku,ze nie mozemy sie
dogadac...sek?zapomnialam jak to jest bo nie moge po tym wszystkim spokojnie
isc z nim do lozka-brakuje mi rozmowy,wspolnie obejrzanego filmu zwyklych
codziennych zajec i spraw.coraz czesciej mysle o rozwodzie,dwa razy podniosl
na mnie reke,sprawdza mnie na kazdym kroku,ma swoje humory,zle dni.czasami
sie go boje gdy zaczyna sie klotnia,nie wiem co mam robic?mam 25 lat a czuje
sie jak stara kobieta.

mam wyksztalcenie wyzsze,ostatnio moj maz powiedzial,ze odbierze mi prawa
rodzicielskie..boje sie
    • anuteczek Re: prosze o rade 10.09.04, 20:41
      zwiewaj gdzie pieprz rośnie, bo ten facet to psychopata. przepraszam, że tak
      ostro, ale sama jestem świeżo po rozstaniu, z tym tylko, że ta psychiczna
      szarpanina z nim skończyła sie poronieniem. nie mamy dzieci. jak facet podnosi
      rękę na ciebie nie masz na co czekać, zostaw go, dla dobra dziecka. nie masz
      gwarancji, że mu nie zrobi krzywdy, kiedy następnym razem będzie miał zły humor
      ściskam mocno
      andzia
      • iziula1 Re: Anuteczek, 10.09.04, 20:50
        tak mi przykro.Nie wiem co powiedziec.Brak słów.
        Trzymałam kciuki za Ciebie.Przykro mi.
        Bądz tu z Nami.Naprawde Cie polubiłam.
        Iza
    • lideczka_27 Re: prosze o rade 10.09.04, 20:59
      Twój mąż nie może Ci odebrać praw rodzicielskich. To może sąd - i nie jest to
      taka łatwa sprawa, do tego trzeba PODSTAW. A na jakiej podstawie Tobie mają być
      odebrane prawa? Bo mężowi coś w Tobie nie pasi?
      Zastanów się nad plusami Waszego związku i jeśli znajdziesz sporo i ważne dla
      Ciebie - może pomógłby Wam specjalista. O ile Twój chłop wykaże dobrą wolę i
      zechce ratować małżeństwo. Jeśli szans żadnych nie ma - odejdź, nie
      zostawaj "ze względu na dziecko", bo dorosłe dzieci nieudanych małżeństw nie
      wspominają wcale dobrze piekła, jakie musiały przechodzić w imię "własnego
      dobra".

      pozdrawiam
      lidka
      • smutnazona Re: prosze o rade 11.09.04, 09:54
        dziekuje dziewczyny za slowa otuchy,naleze do tych osob co staraja sie ratowac
        malzenstwo lecz potrafie w pewnej chwili powiedziec DOSC i zlozyc papiery o
        rozwod.slub mamy tylko cywilny wiec pewnie szybko bym sie uwolnila...
        na razei staram sie rozmawiac,pytam czy chce zebysmy z nim byli itp mowi rozne
        rzeczy,spokojnie bez nerwow...

        nie ma mi nic do zarzucenia bo jestem dobra matka(wiele razy mi to mowi) z
        wyksztalcenia pedagogiem-dlatego tym bardziej jest mi ciezko po potrafie pewne
        nieprawidlowosci zaobserwowac-lecz nie wiem jak pomoc.sobie pomaga sie
        najtrudniej

        jeszcze go kocham,troche ale ta milosc sie wypala...
        • sabiniuk Re: prosze o rade 11.09.04, 10:10
          powiedz, decyzje o slubie podjęliście z powodu ciąży,prawda...?
          • smutnazona Re: prosze o rade 11.09.04, 10:16
            mieszkalismy ze soba dwa lata przed slubem jestesmy 5 lat razem...slub co
            prawda bralam zaraz na poczatku ciazy ale to nie byl glowny powod...
            • sabiniuk Re: prosze o rade 11.09.04, 10:31
              Ja nie chcę Ci nic radzić, nie siedzę w Waszych serduchach. Jest Wasze
              maleństwo,dla niego warto zawalczyc o szczęście, które was przecież połączyło.
              Jednak nic na siłę, wiadomo. Jeśli z mężem nie będziesz szczęśliwa, maleństwo
              odczuje to natychmiastowo.
              Szkoda że tak Ci się układa, bo akurat teraz miłość męża jest Ci
              najniezbędniejsza, milość i jego owoce jak pomoc przy kapieli malucha, jak
              wsatwanie w nocy, bys ty wypoczęła gdy dziecinka zapłacze...
              Przykro mi, bardzo mi przykro że spotkał Cię taki los...taki jak mój
              • smutnazona Re: prosze o rade 12.09.04, 09:44
                probuje cos zrobic zeby bylo dobrze,probuje rozmawiaczrozumiec itp.na razie nie
                udaje sie,wiem jedno szczesliwa mama rowna sie szczescie dziecka...nie placze
                bo cale dnie jestem z synkiem nie chce,zeby patrzyl na moje lzy(mimo iz ma 4.5m)
                duzo sie usmiecham tylko dla niego mam dobry humor,jego obecnosc pomaga latwiej
                przetrwac trudne,samotne dni.

                pozdrawiam
                • amfenix Re: prosze o rade 12.09.04, 10:23
                  Ja bym nie podejmowała pochopnych decyzji, wprawdzie przemoc fizyczna w moim
                  przypadku jest nie do zaakceptowania, ale rozumiem, ze czasem ludzie są
                  doprowadzeni do ostateczności.Sama kiedyś walnęłam exa w łeb z bezsilności.I do
                  dziś tego bardzo żałuję.
                  Myślę, że powinnaś z nim rozmawiać, zwłaszcza o swoich odczuciach i zmusić go
                  do jakiejś deklaracji.Wprawdzie, mężczyżni są z reguły tchórzami i umykają
                  przed takimi rozmowami, ale warto abyście obydwoje wiedzieli na czym
                  stoicie.Ciągnąć coś na zasadzie mijania sie, z niedopowiedzieniami jest
                  bezsensowne i wykańczające psychikę.
                  Okres po urodzeniu dziecka, zwłaszcza gdy kobieta była aktywna zawodowo, lub
                  choćby studiowała i była cały czas "wśród ludzi", jest ciężki dla obydwu
                  stron.Po pierwszej fascynacji dzieckiem i nową sytuacją przychodzi znudzenie,
                  depresja związana z monotonią powtarzających się czynności, zmęczeniem,
                  niedospaniem.....I do tego mąż pracujący naokrągło.A z drugiej strony, jego
                  punkt widzenia, on wracający po całym dniu pracy, a tu ciągle zmęczona i
                  marudząca żona, płaczące dziecko, inny świat.Dla niego coraz bardziej
                  obcy.Staraj się go jakoś łagodnie wdrożyć w sprawy związane z dzieckiem, ja
                  popełniłam podobny błąd, odsuwając exa od małego, bo to ja byłam matką, ja
                  siedziałam w domu, a on wracał póżno.Efekt taki, że teraz potrafi miesiącami
                  nie pamiętać o jego istnieniu,a gdy byliśmy razem, uważał, że w domu nic się
                  nie robi, że to nie jest praca, a zajmowanie się dzieckiem nie jest wcale
                  męczące.I staraj sie wydostać z szuflady "matka kura domowa".Zaskocz go
                  czymś.Zadbaj o siebie, jeśli o tym zapomniałaś.Zaproponuj jakieś wspólne
                  wyjście, albo wyjazd w niedzielę.Staraj się nie gnuśnieć.
                  I rozmawiaj.Ale tak jak z dużym dzieckiem.Bez pretensji w podtekście, bez
                  roszczeń, gniewu.I pokaż swoja siłę.NIe okazuj słabości i rozpaczy.Mężczyżni
                  nie szanują rozmazanych kobiet, płacz u większości wywołuje gniew, nie
                  zrozumienie.
                  I trzymaj się jakoś.
                  I znajdź sobie jakies fajne zajęcie w przerwach między pieluchami i
                  kleikiem.Coś co będzie cię cieszyć, coś co lubisz robić.Wiesz, tak, żeby nie
                  zwariowac.........
                  • smutnazona Re: prosze o rade 12.09.04, 12:02
                    Jestem zadbana kobieta nie uwazam sie za kure domowa,proponowalam w sobote
                    wyjscie na pizze niestety maz nie mial ochoty.Staram sie usmiechac zrobic cos
                    milego itp.mamy spokojnego synka zadko placze wiec maz nie wysluchuje placzu
                    dziecka,czasami go bierze na rece ale dosc zadko,nie placze przy mezu wogole
                    nie placzu juz bo tez uwazam,ze mezczyzni boja sie kobiecych lez staja sie na
                    nie nieczuli.jestem zalamana i jest mi cholernie zle,meczy mnie ta sytuacja i
                    brak jej pozytywnego rozwiazania,ale musze byc silna dla siebie i dziecka
                    • anuteczek Re: prosze o rade 12.09.04, 15:23
                      Kochana,
                      Nie szarp się z nim, rozstanie nie jest łatwe, ale uwierz im szybciej to
                      zrobisz tym lepiej. Nic nie usprawiedliwia przemocy - raz, drugi, chcesz czekać
                      na kolejne?
                      Nie upokarzaj się i nie daj sobie wmówić, że dla dobra dziecka... Dla dobr
                      dziecka bądź pogodna, uśmiechnęta i odejdź od tego tyrana.
                      andzia
    • maminka_wiktorynki Re: prosze o rade 12.09.04, 17:04
      a ja uważam, że powinniście spróbować. Może jakaś poradnia rodzinna? w końcu z
      jakiegoś powodu byliście razem tyle czasu?! Idź do specjalisty, poradź się.
      Jesteś bardzo młodziutką mamusią, przy takim Maleństwie jest od groma roboty i
      najnormalniej w świecie jesteś wykończona skakaniem wokół wszystkiego, a z
      mężem widocznie się mijacie w tym wszystkim. Spróbuj go nakłonić na wizytę w
      jakiejś poradni rodzinnej. Rozwód zawsze zdąrzysz wziąć, a jeżeli da się
      ratować miłość i rodzinę dla Maleństwa to próbuj dopóki jest czas. Jeżeli nie
      masz odwagi na specjalistę to może chociaż jakaś fachowa literatura, aczkolwiek
      sensowny fachowiec jest zawsze lepszy. Życzę wiary w siebie i w miłość!!! Głowa
      do góry...odejść zawsze zdąrzysz!!! pozdrawiam!
    • katarzyna27 Re: prosze o rade 13.09.04, 09:17

      Wg prawda jest taka, poki pokazesz mu ze jego zachowanie uchodzi mu plazem on
      bedzie to nadal robil. Mezczyzni czesto zachowuja sie tak na ile im pozwolimy.
      Moj ex sobie pozwalal przez 5 lat, po czym powiedzialam stop i postawilam sie.
      Nie wierzyl ze moge od niego odejsc, ze dam sobie sama rade, jak do niego to
      dotarlo to nagle zaczal sie starac.. a ja juz go wtedy nie chcialam, cos sie
      skonczylo, wypalilo. Wiec pokaz mu granice, szanuj siebie i zadbaj o dziecko.
      Zreszta dla mnie wystarczajacym powodem do odejscia bylaby przemoc o ktorej
      piszesz. Zastanow sie, jestes mloda, szkoda zycia z kims kto Cie nie szanuje.

      pozdrawiam serdecznie

      Kasia
    • mkatarynka Re: prosze o rade 13.09.04, 10:35
      A moje zdanie jest takie, że powinnas przeczekać jakiś czas. Wasz maluszek jest
      naprawdę bardzo malutki a tatusiowie często nie potrafią się zachwycać takimi
      malutkimi dziećmi. Ta sytuacja go może przerastać. Nie oswoił się jeszcze z
      myślą, że ma w domu maluszka a z drugiej strony może się czuć przytłoczony
      ogromem odpowiedzialności jaka na niego spadła w momencie powiększenia się
      RODZINY. Jak synek troche podrośnie i będzie miał lepszy kontakt z tatusiem to
      na pewno tata chętniej będzie się nim zajmował. Pamiętaj, że niektórzy
      mężczyźni też przechodzą "babyblues". Z drugiej strony Ty jesteś znużona
      ciągłym przebywaniem z dzieckiem. Nawet przy najlepszych chęciach i odpowiednim
      wykształceniu nie można bez przerwy rozmawiać tylko z niemowlakiem. Spróbuj
      zająć się czymś co się cieszy. Może spotykaj sie z innymi mamami (na pewno
      takie są w okolicy). Nie wiem gdzie mieszkasz ale w większych miastach są
      multibabykina gdzie można wybrać się z maluszkiem. Troszkę wyluzuj, nie
      przejmuj sie wszystkim. Odpuść sobie prasowanie ubranek, i robienie innych
      rzeczy, które wg. Ciebie muszą być zrobione przy dziecku a tak naprawdę nie ma
      to znaczenia. Zadbaj o swoją psyche a na pewno będzie lepiej. Nie podejmuj
      pochopnych decyzji pod wpływem złego nastroju lub depresji.

      Jedyne co mnie martwi w tym wszystkim to fakt, że mąż Cię uderzył. I co to
      znaczy, że sprawdza Cię na każdym kroku? Dlaczego powiedział, że odbierze Ci
      prawa rodzicielskie? Straszyłaś go, że odejdziesz?

      Trzymaj się cieplutko.
      MKatarynka
      • smutnazona Re: prosze o rade 13.09.04, 11:49
        dziewczyny cos drgnelo tzn wczoraj bo powrocie meza z pracy bylam usmiechnieta
        i podalam obiad a maz z zdziwieniem sie mi przygladal(nie z faktu obiadu a z
        mojego humoru)dlugo sie zastanawial co mi prawilo humor!!!a ja po prostu tak
        sama z siebiesmile

        dzis rano bez wiekszego oporu poszedl na zakupy,posiedzial z synkiem w tej
        chwili jest w pracy wiec znowu jestesmy samisad


        mkatarynko mam znajome mamy z mojej okolicy z ktorymi codziennie
        spaceruje,dzwonimy do siebie,spotykamy sie na kawie itp wiec nie rozmawaim
        tylko z niemowlakiemsmilenie marnuje energi na niepotrzebne rzeczy np dzis po raz
        pierwszy od narodzin synka polozylam sie w dzien gdy maly usnal i niedawno
        wstalismysmile

        co do sprawdzania:kiedys mialam zalozony program na kompie ktory rejestrowal
        wszystko co bylo w ciagu dnia robione:strony internetowe,posty itp(mam
        nadzieje,ze teraz nie ma go zainstalowanego)sprawdzanie telefonu(chociaz
        ostatnio nawet nie zaglada do mojej komorki)archiwum gg itp

        co do tego iz maz powiedzial,ze odbierze mi prawa rodzicielskie to chodzilo mu
        o to,ze nie pracuje i ze zekomo sad nie przyzna mi dziecka...teraz wiem ze to
        bzdura

        pozdrawiam
      • tata_malolata Re: prosze o rade 13.09.04, 11:53
        To co napisała "mkatarynka" jest chyba najsensowniejszą poradą jaką można w
        takiej chwili dać.

        Jako mężczyzna powiem Ci jak wygląda to z naszej strony.
        Kobieta w ciąży marudzi, ciągle narzeka: "zamknij okno bo zimno, otwórz bo
        przecież duszno" itp. Stara się człowiek, na głowie staje, próbuje rozumieć te
        humory bo przecież ona jest teraz w stanie błogosławionymsmile Czeka niecierpliwie
        na rozwiązanie bo wtedy będzie z górki. Ale wówczas okazuje się, że trzeba 4
        razy w nocy wstać i podać dziecko do karmienia, przewinąć, zamiast wyjść
        wieczorem na miasto - dyżur przy dziecku. Pojawiają się wzajemne pretensje o
        przerzucanie obowiązków itd. ("idziesz na piłkę a ja tu zostaję sama").
        Mężczyźni gdy pojawi się dziecko - bardzo często - odczuwają też odstawkę
        na "boczny tor"... Dochodzi także problem pożycia(tu odpowiedz sobie sama: ile
        razy bywało a ile razy teraz po urodzeniu dziecka?).

        Miłość w mojej żonie - właśnie w tym trudnym i nudnym okresie - wygasła. Chyba
        podobnie jak w Tobie (skoro komuś wogóle do głowy przychodzi słowo "rozwód" to
        znaczy, że z jego uczuciami jest już bardzo źle).


        mkatarynka napisała:
        > Nie podejmuj
        > pochopnych decyzji pod wpływem złego nastroju lub depresji.
        -------------------
        Właśnie. Zwłaszcza, że to decyzja podyktowana tylko i wyłącznie (pozornym)
        dobrem własnym a nie dobrem rodziny, dobrem dziecka, dobrem męża...







    • burza4 Re: prosze o rade 13.09.04, 11:50
      Wiesz, ja myślę, że po prostu przechodzicie ostry kryzys związany z pojawieniem
      się dziecka i zmianą ról w rodzinie. To, o czym tutaj piszesz (nie czytałam
      innych postów) nie różni się niczym szczególnym od sytuacji innych młodych
      matek, które są w dołku, bo macierzyństwo wygląda inaczej niż im się wydawało.
      Jedyny poważny problem to rękoczyny, reszta - to wasze słowne przepychanki, kto
      komu bardziej dokopie... błędne koło.

      Dziewczyno - maz pracuje od 8.30 do 21, to jest 12-13 godzin dziennie - czego
      się spodziewałaś??? że będzie jeszcze pomagał przy dziecku? jakim niby cudem?
      żalisz się, że jesteś sama całymi dniami? a jak według ciebie miało to
      wygladać? nie da się mieć ciastka i go zjeść, nie da się tez pogodzić tego, że
      mąż ma was utrzymać a jednocześnie być przy tobie!!! Ja rozumiem twój żal, nie
      jest to fajne, ale coś za coś... nie ma szans, żebyście się dogadywali, skoro
      obwiniasz go za to, że wszystko musisz robić sama. Nie myślałaś o tym
      wcześniej? przescież na tzw. zdrowy chłopski rozum było to OCZYWISTE, że to
      wszystko spadnie na ciebie skoro mąż tyle pracuje?

      Oboje się rozczarowaliście sobą - miało być jak w amerykańskiej telenoweli, a
      nie jest. Ty masz pretensje bo jesteś rozczarowana; on ma pretensje, bo słyszy
      wyrzuty, dajesz mu odczuć że się nie sprawdził, ciągle chcesz więcej. Ucieczka
      do rodziców niczego nie zmieni, dziecko ma zaledwie 5 miesięcy, to za wcześnie
      żeby machnąć ręką.

      Czego ty tak właściwie chcesz? bo mam wrażenie, że po prostu jest ci za ciężko,
      nie masz koncepcji co z tym zrobić i najchętniej po prostu wróciłabyś do
      rodziców, żeby się tobą zaopiekowali i zdjęli ci problem z głowy. Żebyś na
      powrót stała się beztroską dziewczyną. Nic z tego. To se ne wrati...

      Łatwo się rozwieść, natomiast szalenie trudno jest ułożyć sobie życie na nowo,
      tym bardziej z dzieckiem. Dlatego trzeba próbować, a nie robić w tył zwrot.

      Najtrudniej jest nauczyć się ze sobą rozmawiać - bez niedomówień i wzajemnych
      oskarżeń, komu się to uda, ma wielkie szanse na wyjście z impasu.
      • smutnazona Re: prosze o rade 13.09.04, 11:57
        burza ja sie nie rozczarowalam MACIERZYNSTWEM a moim mezem...tak mowil przez
        cala ciaze ze bedzie dobrym ojcem itp sama dalabym tez sobie rade!!!!
        • burza4 Re: prosze o rade 13.09.04, 14:08
          Kotuś, ja wiem, że nie rozczarowałaś się dzieckiem, ale ogólną sytuacją
          rodzinną, czyli tym, jak to macierzystwo przekłada się na codzienne życie! A
          jest to mocno niefajne, przynajmniej na początku. A zachodząc w ciążę mamy
          wizję, jak śliczny dzidziuś leży uśmiechnięty w łóżeczku, a równie uśmiechnięty
          tatuś nosi mamusię na rękach ze szczęścia... a okazuje się że i tatuś i mamusia
          nosami się podpierają i częściej widać wory pod oczami niż szczęście wypisane
          na twarzy. Tymczasem trzeba czasu, żeby to wszystko ułożyć, nawet bardzo zgrane
          związki przechodzą ostry kryzys po pojawieniu się dziecka, bo trzeba
          przeorganizować całe życie.

          Obojgu wam jest chyba źle, ale tez chyba żadne nie bardzo wie, co z tym fantem
          zrobić, bo oboje rozpatrujecie to wyłącznie z własnego punktu widzenia: ty - że
          on ci nie pomaga, on - bo ciągle słyszy narzekania i dajesz mu odczuć że się
          nie sprawdza. I to nie jest tak, że go bronię!!!! doskonale cię rozumiem - bo
          sama przez to przechodziłam, ale też teraz - z perspektywy czasu - zdaję sobie
          sprawę z własnych błędów. I błędem według mnie są zbyt wygórowane żądania w
          sytuacji kiedy facet pracuje po 12 godzin na dobę. Słyszę czasem w pracy
          młodych ojców. Którzy czasem się żalą, że odechciewa im się wracać do domu, bo
          czekają na nich wyłącznie pretensje. I rozumiem ich żony - ale tez rozumiem ich
          racje, przecież woleliby siedzieć w domu niż zasuwać w pracy, ale się nie
          rozdwoją przecież?

          Piszesz, że sama dałabyś radę - również pracując 8 godzin, bo nie byłoby kogoś,
          kto was utrzyma? na pewno?... to po co oczekujesz pomocy teraz, skoro dajesz
          radę...? ja mam to za sobą - to jest droga pod ostrą górkę, zapewniam cię.

          Magiczne słowo - komunikacja - jak sama byś odebrała gdyby on ci
          powiedział "słuchaj, brakuje mi ciebie" albo "bo ty się tylko wszystkiego
          czepiasz..." - co by cię bardziej zmotywowało do próby dogadywania się?

          Nie rozpatruj tego w kategoriach czyja to wina - oboje popełniacie błędy. Tylko
          jak oboje się zatniecie w swoich żalach, zamiast dążyć do poprawienia sytuacji,
          to naprawdę nic z tego nie wyjdzie. I wyjazdy do rodziców na pewno nie będą
          służyły poprawie stosunków między wami - to rejterada po prostu i odkładanie
          problemu w czasie. I ty i on powiniście spróbować popatrzeć na tę sytuację
          oczami drugiego. Na spokojnie.


      • tata_malolata Re: prosze o rade 13.09.04, 11:59
        burza4 - pod Twoją diagnozą także podpisuję się obiema rękami.

        P.S. "Amerykańska telenowela" smile)))))))))
        • smutnazona Re: prosze o rade 13.09.04, 12:03
          ok wedlug was to moja wina?
          • amfenix Re: prosze o rade 13.09.04, 13:29
            Nie.To nie twoja wina.To wina twoja, jego i sytuacji.Przeczytaj jeszcze raz
            wszystkie posty i postaraj się je właściwie zastosować nie obrażając się na
            niektóre wypowiedzi nawet jak trochę bolą.To nieumiejętność rozmawiania i
            przekazania sobie nawzajem waszych uczuc, pragnień i wzajemnych
            oczekiwań.Typowe w obecnych czasach.Do tego zestawienie macierzyństwo plus
            kariera męża.Też typowe.
            Ja ci radzę.Zrób wszystko aby utrzymać tą rodzinę.Ja zrobiłabym wszystko, żeby
            móc cofnąć czas.Ale tego się zrobić nie da.To jest dopiero problem.
            • tata_malolata Re: prosze o rade 13.09.04, 15:06
              Właściwie mógbym zrobić CTRL C i CTRL V tego co napisała amfenix.

              Dodam tylko: NIE SZUKAJ WINY ani w nim, ani w sobie. NIE O WINĘ CHODZI. Bo
              żadne z Was w tej "wojnie" nie będzie wygranym. Powiedz sobie też tak: rozwód
              to ucieczka przed problemami i ucieczka od odpowiedzialności. To niełatwe
              zdecydować sie na mozolną pracę i walkę o ratowanie rodziny. Zwłaszcza, że nikt
              nie da Ci zadnej gwarancji, że się uda. Może nawet odsetek tych, którzy
              próbowali i się nie udało jest znacznie wyższy ale może lepiej coś zrobić niż
              wywiesić białą flagę..

              • smutnazona Re: prosze o rade 13.09.04, 18:21
                macie racje...nie bede sie poddawac,nie bede myslec o tym co bylo zle,postaram
                sie znalesc pozytywne cechy w tej trudnej sytuacji nawet chocby strone
                materialna ze nie musze sie martwic czy mi starczy pieniedzy na wszystkie
                potrzebne rzeczy+rachunki.moze teraz to wszystko wydaje mi sie takie straszne i
                bez wyjscia.rozmawiac potrafie,ale moj maz nie zawsze mnie chce sluchac woli
                milczec lub siedziec przy kompie,wiem ze w gruncie rzeczy to dobry czlowiek i
                ze akt przemocy juz na pewno sie nie pojawi a gdyby jednak to znakomicie wie co
                go czeka,bede walczyc o nasza rodzine,moze kiedys powiem stop-nie mam sily.ale
                teraz mam ja jeszcze i nie chce uciekac do ostatecznych rozwiazan.przeciez go
                kocham i on mnie,pogubilismy sie troche,ale po przemysleniach wiem,ze mamy
                szanse.

                wiec od dzis zaczynam walke:wiecej usmiechu miej pretensji.
                TRZYMAJCIE KCIUKI smile

                pozdrawiam
                • amfenix szóstka! 13.09.04, 22:08
                  ........za umiejętność wyciągania właściwych wniosków.Trzymam za ciebie
                  kciuki.I pamiętaj , buzia od ucha do ucha.
                  • tata_malolata Re: szóstka! 14.09.04, 09:15
                    O tak!

                    A jak już nic nie będzie pomagało i facet nie będzie nic rozumiał o co Ci
                    chodzi - przyślij go do mnie. Powim mu jak NAPRAWDĘ może być źle smile
                    • smutnazona Re: szóstka!:) 14.09.04, 09:46
                      hahaha dobrze TATO...w razie czego przysylam mojego meza amailowo do Ciebie...

                      na razie moj slubny spi chyba ma dzis wolny dzien od pracy

                      trzymajcie kciuki za mnie
                      • smutnazona Re: jest dobrze... 15.09.04, 09:33
                        widze teraz ze wiele zle robilam i zle postepowalam z moim mezem,faktycznie te
                        nieuzasadnione pretensje,ten moj zly humor nie wplywaw dobrze na cala
                        atmosfere...oczyszczam ja jak moge i roznymi sposobami: i udaje sie:
                        -wczoraj maz z mila checia poszedl z nami na szczepienie synka,niosl go cala
                        droge i nawet wszedl do gabinetu (co mnie zdziwilo oczywiscie duzy plus)
                        -wieczorem maly dosc marudzil tatus sam z siebie zaczal go nosic tulic i
                        uspokajac
                        -rano podobna sytuacja,maz wstaw i nosil synka przez 1,5godz o dziwo nie bolaly
                        go rece(taki tekst mi kiedys sprzedal po przespanej nocy)
                        -zaczal mnie zauwazac i czesciej mnie przytula itp

                        nie jest tak zle sadze ze bedzie jeszcze lepiej...dzieki za dobre rady i dalej
                        rozdaje usmiech

                        pozdrawiam WESOLA ZONA
                        • mkatarynka Re: bardzo, bardzo się cieszę... 15.09.04, 17:23
                          ...że wszystko zaczęło sie lepiej układać. Trzymajcie się razem cieplutko.
                          Kochajcie się mocno. Pozdrawiam serdecznie.
    • samodzielny Krotki kurs.... jak kobieta moze.... 17.09.04, 19:42
      Jak kobieta , jesli postara sie, moze w ciagu tygodnia uratowac malzenstwo .
      Jeszcze przed tygodniem rozwod,, pare usmiechow,, obiad przed nos,, i
      malzenstwo uratowanesmile))

      smutnazona napisała:
      > mam wyksztalcenie wyzsze
      >jestem dobra matka(wiele razy mi to mowi) z wyksztalcenia pedagogiem-

      nastepnie:
      >rocznym starzem
      >zadko placze
      >dosc zadko
      >ze zekomo sad
      >postaram sie znalesc
      >czy mi starczy pieniedzy

      Typowe dla pedagoga z wyzszym wyksztalceniem, czy dla Mareczka griffona???

      I ta stylistyka, sposob pisania jednym ciagiem nie budujac pojedynczych , czy
      nawet zlozonych zdan.
      I ten "Poradnik dobrej zony","W tydzien od rozwodu do szczesliwosci"
      I ta samokrytyka.

      Jednym slowem, bierzcie przyklad dziewczyny z tej kobiety!!
      Wszystko pisane raczej z pozycji mezczyzny.
      BADZCIE DOBRE, BEDZIE DOBRZE smile)))
      pOZDR




      • kamila77 Re: Krotki kurs.... jak kobieta moze.... 17.09.04, 20:09
        Pozdrowienia dla Mareczka, czy to wlasnie o tym szatanskim planie mi mailowal?
        • samodzielny Re: Krotki kurs.... jak kobieta moze.... 17.09.04, 20:13
          jej, nie wiem, ja tylko mam takie wrazenie, ale czy musi byc prawda?
          Taka cudowna metamorfoza.
          Usmiechajcie sie.
          Obiad pod nos.
          Zlozcie samokrytyke.
          Poprawcie sie.
          Bedzie dobrze!!!!

          smile))))))))))
      • lideczka_27 Re: Krotki kurs.... jak kobieta moze.... 17.09.04, 22:07
        smutnazona to jedna z e-mam. kiedyś nawet chyba podała jeszcze jakiś inny nick,
        a ten stworzyła, gdy zaczęła opisywać swój problem z mężem.

        pozdrawiam
        lidka
        • samodzielny Re: Krotki kurs.... jak kobieta moze.... 17.09.04, 22:13
          lideczko_27
          wierzysz, ze mozna w 7 dni przejsc od rozwodu do szczesliwosci???
          • amfenix Re: Krotki kurs.... jak kobieta moze.... 17.09.04, 22:49
            A ty samodzielny wierzysz, że można się odkochać w jednej chwili? Mój mąż
            twiedzi że tak go olsniło nagle, więc wstał i sobie poszedł................
            • samodzielny Re: Krotki kurs.... jak kobieta moze.... 17.09.04, 22:55
              sama w to nie wierzysz
          • amfenix Re: Krotki kurs.... jak kobieta moze.... 17.09.04, 22:52
            A na samą myśl o tym, że ktoś robi sobie zarty naszym kosztem, robi mi się
            niedobrze.I na myśl, że ktoś nie robi a to właśnie się sugeruje, też mi się
            robi słabo. Więc chyba przestanę tu zaglądać bo zrobiło się okropnie.........
            A ty samodzielny ogranicz się może do porad prawnych, bo jak czytam twoje
            niektóre wypowiedzi wychodzące poza tą tematykę to mi się po prostu cofa.
            • samodzielny Re: Krotki kurs.... jak kobieta moze.... 17.09.04, 22:54
              moze konkret jaki?
          • lideczka_27 Re: Krotki kurs.... jak kobieta moze.... 17.09.04, 23:20
            samodzielny napisał:

            > lideczko_27
            > wierzysz, ze mozna w 7 dni przejsc od rozwodu do szczesliwosci???

            Temu, co opisuje smutnazona, jest daleko do szczęśliwości, ale jest poprawa. Ja
            sądzę, że było tak. Pogubili się, dziewczyna była załamana i wysmażyła post o
            okropnym mężu, mało obiektywny, podyktowany emocjami. Kto wie, może jeszcze
            naczytała się rożności na samodzielnych, tu dużo przykrych historii i uległa
            nastrojowi. A potem dostała kilka rad, moim zdaniem sensownych, by nie
            poddawała się. Niemal łopatologicznie się tu niektórzy wypowiedzieli. Przyszedł
            czas na refleksję, dziewczyna też spojrzała na siebie krytycznym okiem i wyszły
            błędy. Sądzę, że to po prostu młoda mama, zmęczona, w fazie docierania się w
            małżeństwie - jej przeżycia wcale nie są mi obce.
            Wystarczy do wyszukiwarki wrzucić jej nicka i poczytać wypowiedzi. Może
            należało od tego zacząć a nie insynuować, że smutnązoną jest jakiś koleś. To
            nieładnie tak kogoś posądzać, naprawdę.

            pozdrawiam
            lidka
            • joasiiik25 Re: Krotki kurs.... jak kobieta moze.... 19.09.04, 14:55
              fakt smutnazona to nie kolessmile to mloda mama
            • smutnazona Re: kobieta wiele moze... 19.09.04, 14:57
              nie jestem facetem,nie robie sobie z was "jaj",pisze bez polskich znakow bo tak
              mi wygodnie.nie jestem zadna podszywaczka a wszystko co opisuje jest
              prawdziwe....
Inne wątki na temat:
Pełna wersja