agamagda
13.01.06, 14:39
Generalnie stoję na stanowisku, ze kobieta niezależnie od stanu cywilnego nie
powinna być samodzielna finansowo. I raczej jestem przeciwna zasiłkom dawanym
przez państwo, ponieważ zwykle nie trafiają do najbardziej potrzebujących, a
koszty dodatkowe (np. armia urzędników, stosy papieru) są ogromne, ale...
Co i rusz w postach dziewczyn wychowujących samotnie malutkie dziecko,
pytających o rady spotyka się poradę typu "weź się do roboty", "szukaj pracy"
dość leniuchowania szukaj zajęcia" itp., itd...
Tylko zastanawiam się, co wnoszą takie teksty oprócz ewidentnego kopania
leżącego??? Co mają poprawić humor, co to znaczy w ogóle? Autor się wyżyje i
siebie widzi w lepszym świetle, czy co??
Bo przecież, chyba dla wszystkich przeciętnie inteligentnych doradzaczy jest
chyba jasne, że zasiłki w Polsce są za niskie żeby żyć, a za wysokie żeby
zdechnąć, i to, że to kobieta rodzi dziecko i siłą rzeczy i decyzją natury w
tym okresie jest słabsza, ciężar utrzymania jej i potomka siłą rzeczy i
decyzją natury przenosi się na jej partnera, ojca dziecka.
Niby, jak ma pójść w tym okresie do pracy, gdy ojciec np. nie przejmie
ciężaru opieki, zostawi ją samą z załóżmy 300 zł alimentami? Opiekunka,
dojazdy, kosztują, a jak praca to 700 -800 zł, to całodzienna opiekunka
kosztuje drożej.
A tak w ogóle czy nie jest to chory kraj w tktórym uważa się za nienormalne,
że kobieta chce przynajmniej do 3 lat wychować swoje dziecko? Ale na wszystko
jest czas, jeżeli ktoś jest ojcem, to też ma obowiązki, wobec właśnie
dziecka , jego matki i społeczeństwa żeby właśnie ono nie musiało utrzymywać
jego dziecka.
Przecież są pewne kwestie, które nie powinny podlegać dyskusji i chyba są
jasne dla wszystkich.
Niby to takie proste, a zawsze znajdzie się mundry, który każe iść do
roboty...