IDZ DO PRACY....

13.01.06, 14:39
Generalnie stoję na stanowisku, ze kobieta niezależnie od stanu cywilnego nie
powinna być samodzielna finansowo. I raczej jestem przeciwna zasiłkom dawanym
przez państwo, ponieważ zwykle nie trafiają do najbardziej potrzebujących, a
koszty dodatkowe (np. armia urzędników, stosy papieru) są ogromne, ale...

Co i rusz w postach dziewczyn wychowujących samotnie malutkie dziecko,
pytających o rady spotyka się poradę typu "weź się do roboty", "szukaj pracy"
dość leniuchowania szukaj zajęcia" itp., itd...

Tylko zastanawiam się, co wnoszą takie teksty oprócz ewidentnego kopania
leżącego??? Co mają poprawić humor, co to znaczy w ogóle? Autor się wyżyje i
siebie widzi w lepszym świetle, czy co??
Bo przecież, chyba dla wszystkich przeciętnie inteligentnych doradzaczy jest
chyba jasne, że zasiłki w Polsce są za niskie żeby żyć, a za wysokie żeby
zdechnąć, i to, że to kobieta rodzi dziecko i siłą rzeczy i decyzją natury w
tym okresie jest słabsza, ciężar utrzymania jej i potomka siłą rzeczy i
decyzją natury przenosi się na jej partnera, ojca dziecka.
Niby, jak ma pójść w tym okresie do pracy, gdy ojciec np. nie przejmie
ciężaru opieki, zostawi ją samą z załóżmy 300 zł alimentami? Opiekunka,
dojazdy, kosztują, a jak praca to 700 -800 zł, to całodzienna opiekunka
kosztuje drożej.

A tak w ogóle czy nie jest to chory kraj w tktórym uważa się za nienormalne,
że kobieta chce przynajmniej do 3 lat wychować swoje dziecko? Ale na wszystko
jest czas, jeżeli ktoś jest ojcem, to też ma obowiązki, wobec właśnie
dziecka , jego matki i społeczeństwa żeby właśnie ono nie musiało utrzymywać
jego dziecka.

Przecież są pewne kwestie, które nie powinny podlegać dyskusji i chyba są
jasne dla wszystkich.


Niby to takie proste, a zawsze znajdzie się mundry, który każe iść do
roboty...
    • sar36 Re: IDZ DO PRACY.... 13.01.06, 14:55
      agamagda napisała:

      > Generalnie stoję na stanowisku, ze kobieta niezależnie od stanu cywilnego nie
      > powinna być samodzielna finansowo.

      Na pewno to chciałaś napisać? wink
      • agamagda Re: IDZ DO PRACY.... 13.01.06, 15:04
        Sorry dzięki sar
        Miało być "Generalnie stoję na stanowisku, ze kobieta niezależnie od stanu
        cywilnego powinna być samodzielna finansowo"
        • sar36 Re: IDZ DO PRACY.... 13.01.06, 15:07
          agamagda napisała:

          > Sorry dzięki sar
          > Miało być "Generalnie stoję na stanowisku, ze kobieta niezależnie od stanu
          > cywilnego powinna być samodzielna finansowo"

          Generalnie się z Tobą zgadzam smile
    • pelagaa Re: IDZ DO PRACY.... 13.01.06, 16:09
      Pod tym, co napisalas moge sie podpisac i tez do torsji doprowadzaja mnie te
      mundrosci pt. "rusz dupe do roboty".
      Jesli pisza je macochy motywacja jest jasna, w koncu zuczka trzeba chronic.
      Jesli pisza je faceci alimenciarze tez mozna domyslac sie motywacji, w koncu z
      ich portfela wyplywa kasa, a ze odpowiedzialnosci brak, no coz, niestety czesto
      spotykana to wada u panow.
      Ale jesli pisza to samotne matki innym samotnym matkom, to ciezko domyslic sie
      motywacji, chyby tylko poprawa samopoczucia i chec poczucia sie zelazna matka
      polka wypruwajaca sobie zyly, niepotrzebujaca znikad pomocy, aby tylko pokazac
      jaka jestem dzielna-samodzielna.

      Kobiety, ktore radza sobie dobrze, ale przezyly i ciezkie okresy w swoim zyciu,
      kiedy zdane byly na pomoc rodziny raczej zrozumieja problemy innych
      samodzielnych (wyjasniam w rozumieniu tutejszym, aby zaoszczedzic pracy przy
      slownikach wybitnym jednostkom doradczym.

      Jednoczesnie nadmieniam, ze absolutnie nie popieram postawy pt. wszystko mi sie
      od innych nalezy. Ale czasami przejsciowa pomoc, panstwa i bliskich pozwala
      stanac na nogi i rozpoczac zupelnie samodzielne zycie. I takie jednostki warte
      sa pomocy.

      A wszystko rozbija sie o niekopanie lezacego.
      • tsunami05 Re: IDZ DO PRACY.... 13.01.06, 16:20
        Ja na razie jestem samodzielna i radzę innym, żeby znalazły robotę. Nie żeby kopać leżącego. Nie jest mi wcale z tym lepiej i nie czuję się żelazną matką polką. Na razie postarałam się o to, by zaroić na siebnie i odłożyć na czas macierzyńskiego i na czarną godzinę. Roboty szukałam w ciąży, bo przed nią miałam kilka niepewnych zleceń. Zakręciłam się, zarobiłam teraz czekam na poród.
        Rodzice mi podobno nie mogli pomóc, ja wiem, że po prostu nie chcieli. Mieszkają 200 km ode mnie i nie zamieszkam z nimi. Na związek z ojcem dziecka się nie zdecydowałam, bo nie miał przyszłości. Zostałam sama z pełną świadomości, że muszę sobie poradzić i ta szkoła przetrwania nieźle dała mi w kość, ale warto było.
        Pewno, że byłabym szczęśliwa, gdyby w naszym kraju istniał system zasiłków i jakaś pomoc takim jak ja. Ale skoro nie ma, to ja nie widzę innej możliwości, jak wziąć się do roboty. Pewno, ze byłoby fajnie, gdyby matki mogły pracować w domu i godzić samotne macierzyństwo z pracą. Ja jeszcze nie wiem co zrobię za te 16, 17 tygodni, kiedy mój macierzyński się skończy ale zamierzam podczas niego przygotowywać sobie grunt pod przyszłe życie pracującej matki z małym dzieckiem.
        Aha - na początku, jak sama byłam tym "Leżącym" też mi radzono wziąć się do roboty lub związać z ojcem dziecka ewentualnie zrobić skrobankę. Chyba to rozwiązanie które wybrałam było najlepsze. Okaże się.
        • agamagda Re: IDZ DO PRACY.... 13.01.06, 17:04
          Tsunami, cieszę się ze jesteś taka dzielna i operatywna, dobrze to o tobie
          świadczy i daje duże szanse, że dasz sobie radę w życiu mimo wszystkich
          przeciwności, które Cię spotykają.
          Ta siła jest potrzebna wręcz niezbędna do życia samodzielnej mamie - musi ją
          mieć dla dwojga. dziś jesteś w ciąży, podjęłaś pewne decyzje, jesteś ich pewna
          i tego ze dasz sobie radę bez niczyjej pomocy.

          Czytając twoją wypowiedz przypominają mi się moje własne wypowiedzi do mojej
          mamy, która martwiła się, że nie skończę studiów (byłam na przedostatnim roku)
          po urodzeniu dziecka.
          Ja jej na to, "Mamo, czym ty się martwisz, dam jeść małemu przewinę i będzie
          spał, zresztą na wykłady będę go brała, żaden problem" smile
          I naprawdę byłam o tym święcie przekonana, ze życie we troje to zupełnie to
          samo, co we dwoje, ale może i fajniej, bo z Młodym. Oczywiście wyjazd do
          Meksyku też planowałam i wyobrażałam sobie chodzącą się po piramidzie
          Kukulcana i Tzompantli - Platformie czaszek z Młodym w nosidełku.

          Ale po urodzeniu dziecka wszystko się zmienia. I będzie Ci potrzebna pomoc,
          bądź materialna, bądź w postaci osoby, która zajmie się dzieckiem chwilę,
          choćby po to żebyś mogła się przespać. Nie mówię, ze nie dasz sobie rady, ale
          zawsze jest to kosztem czegoś.
          Tylko wydaję, mi się ze prawdziwy pogląd na tą sprawę wyrobisz sobie dopiero po
          porodzie, i po kilku miesiącach bycia z dzieckiem.

          Pzd

          • tsunami05 Re: IDZ DO PRACY.... 13.01.06, 17:59
            Widzisz - na pewno się zmieni wiele i bardzo się tego boję. Jestem wręcz przerażona. Meksyku nie planuję - chcę tylko dokończyć do marca doktorat - w zasadzie muszę, bo inaczej czeka mnie oddawanie 50 tys zł stypendium lub obrona na własny koszt - koło 7 tysięcy - motywacja jest.
            Osobie, która zajmie się dzieckiem zapłacę - po to m.in. odkładałam całą ciążę, już znalazłam taką osobę, dogadałam kwestię ceny. Potem zarobię na opiekunkę - specjalnie zmieniłam miejsce zamieszkania, żeby zminimalizować koszty. Mam pracę, którą mogę wykonywac w domu - takie wykształcenie na szczęście.
            Ja po prostu jestem całkiem sama, przyzwyczajona do tego, że jak sama nie dam rady, to mi nikt nie pomoże. No bo co zrobię? Załamię się, oddam dziecko do adopcji? Nie mam wyjścia. I wcale nie zamierzam się chwalić swoją operatywnością - uważam, że mogłam wiele rzeczy zrobić lepiej, nadal nie mam etatu i ubolewam nad tym. Chciałabym miec zasiłki, bogatych rodziców, normalnego faceta/męża, rodzinę. Ale nie mam, wiec nawet o tym nie myślę.
            Strasznie mnie denerwują posty dziewczyn, które narzekają, że nie mają pieniędzy a naprawdę nie szukały rozwiązań, liczą na państwo, mają pretensje do całego świata i zdaje im się, że są pokrzywdzone przez los. Nie chce ich kopać, nawet chętnie im pomogę, jeśli dam radę.
            Taki jest też ojciec mojego dziecka, który mi mówi - "Ach, jakiż to ból, że nie mogę cię wesprzeć finansowo - no ty jesteś lepiej wykształcona, możesz zawsze dorobić. A mi jest tak przykro, że nie możesz na mnie liczyć, ech, co za życie, już nie daję rady". Tylko patrzec, aż się powiesi z tego wszystkiego. To był dosłowny cytat z smsa. Więc na alimenty też nie liczę, choć pozew oczywiście złożę.
            Planowo rodzę za 13 dni. Poczytam sobie potem te moje posty, zobaczymy co mi się uda zrealizować, a z czym się poddam. Boję się bardzo, że będzie ciężko, zwłaszcza, że juz podjęłam zobowiązania zawodowe na koniec lutego, jak dziecko będzie miało miesiąc... Ale to robota w domu.
            • virtual_moth Re: IDZ DO PRACY.... 13.01.06, 19:16
              Tsunami, co ja Ci mogę napisać...

              Przed ciażą pracowałam na etacie i dodatkowo w domu (takie wykształceniewink.
              Pod koniec ciąży, na zwolnieniu nadal dzielnie robiłam fuchy i jakaś kasa z
              tego była.
              Ogolnie było nieźle, stać mnie było nawet na utrzymywanie faceta.

              Dziś nie mam praktycznie nic, oprócz marnego etatu. I nie jest to moją winą,
              nie jest to winą mojego dziecka. Tak naprawdę nie wiem czyja jest to wina. Moze
              po prostu tak jest, że samotna matka ma 10 razy bardziej przerąbane w życiu
              niż "normalny" cżłowiek, nawet ten w ciążywink Badziej przerąbane, nawet jesli
              pracuje tak samo jak inni. Wierz mi, czasami to nie jest kwestia
              operatywności, "wzięcia życia we własne ręce" i tak dalej. Czasami napotykamy
              na obiektywne trudności.

              Pzdr
              ---
              Samodzielni rodzice
            • pelagaa Re: IDZ DO PRACY.... 14.01.06, 09:21
              Tsunami05 mam nadzieje, ze poczulas sie lepiej, jak innym i sobie udowonilas
              jaka jestes dzielna. Zycze Ci, abys z malutkim dzieckiem na reku zachowala
              nadal tyle optymizmu. Z moich wlasnych doswiadczen napisze Ci, ze moj optymizm
              skonczyl sie po porodzie, kiedy okazalo sie, ze ze wszystkimi problemami
              zostalam sama, a ze dziecko bylo chore i pierwsze dwa lata jego zycia spedzilam
              miedzy rehabilitacja, a szpitalem, bez pomocy rodzicow nie dalabym sobie rady,
              nawet, gdybym miala zawod pozwalajacy mi na prace w domu. I nie wstydze sie
              tego, bo w tamtym momencie to ojciec dziecka mial zasrany obowiazek sie nami
              zaopiekowac, ale skoro mial inne priorytety, skorzystalam z uprzejmosci mojej
              rodziny. Zycze Ci, aby Twoje zycie poukladalo sie zgodnie z Twoimi planami, ale
              to nie popieram tego, ze uwazasz, ze skoro Ty mozesz to moga i inni, bo czasem
              nie moga, z powodow bardzo obiektywnych. Ale to nie znaczy, ze im sie w zyciu
              nie ulozy, ze nie zaczna sobie radzic samodzielnie.
    • 18_lipcowa Re: IDZ DO PRACY.... 13.01.06, 21:50
      No a dlaczego niby nie radzić pójscia do pracy?
      To grzech jakiś czy co?
      • virtual_moth Re: IDZ DO PRACY.... 13.01.06, 22:53
        18_lipcowa napisała:

        > No a dlaczego niby nie radzić pójscia do pracy?
        > To grzech jakiś czy co?

        Lipcowa, samotna matka małego dziecka (takiego do 2-3 lat) może iść do pracy,
        jasne. Jak każdy. Problem polega na tym, że w znakomitej większości przypadków
        pracowanie jej się nie będzie "opłacac". Opieka nad dzieckiem kosztuje i to
        sporo. Nie w każdym mieście jest żłobek, nie każda praca jest od 8 do 16
        (rzadko która chyba nawet). Zarobi tyle, aby pokryć koszty opieki nad
        dzieckiem. A co z życiem? Nie mówiąc już o tym, że może dziecko wolałoby mieć
        matkę przynajmniej do roku, półtora w domu... No ale wiadomo, że to fanaberiewink

        Ja pracuję w usługach, mam kosmiczne godziny pracy, również w weekendy. Gdybym
        po macierzyńskim poszła do pracy, to nawet na opiekunkę by mi nie stykło.
        Pozostał wychowawczy, z którego miałam przynajmniej jakieś ochłapy z opieki
        społecznej, a i tak musiałam wrócić do mamusi, bo inaczej gryzłabym piach.
        Teraz do pracy wróciłam, i mimo że nie płacę za opiekę nad dzieckiem to i tak
        ten piach mi chrzęści między zębamiuncertain
        Ciekawe co by MNIE poradziły te mundre osoby.
        Pracę mam. Wypłata stykłaby mi akurat na wynajem mieszkania + opłaty + 3 dni
        życia. Prosic szefa o podwyżkę? Buahahahahhasmile Pracuję z młodymi osobami
        studiującymi zaocznie, które za taką samą pensję (którą traktują jak
        kieszonkowe, bo mieszkają u rodziców) tego szefa całują po rękach. Na moje
        miejsce jest 100 innych studentów, którzy i za mniej będą pracować, by mieć na
        kino czy opłatę czesnego.

        Taaaaa, praca lekarstwem na biedęuncertain
        • virtual_moth Re: IDZ DO PRACY.... 13.01.06, 22:58
          A, żeby tak do końca nie przymarudzić to muszę dodać, ze trzymam się tej
          roboty, bo taaak, są jednak jakieś nadzieje na awans czy podwyżkęwink

          No ale póki co marudzę, bo nie zawsze jest tak, że praca=pieniądze.

          Pzdr
      • agamagda Re: IDZ DO PRACY.... 13.01.06, 23:03
        Lipcowa, wiem ze pytasz złośliwie i udajesz, że nie rozumiesz o co chodzi.
        Postaram Ci sie wytłumaczyć.

        Na tym forum pojawiają się posty kobiet, znajdujących się często w bardzo
        trudnym położeniu, na jakimś zakręcie ich życia, często w sytuacji, z której
        nie bardzo wiedzą jak wyjść i od czego zacząć. Często z malutkimi dziećmi, czy
        jeszcze w ciąży. W życiu są momenty, że bez pomocy nie odbijesz się od dna i
        zasiłek nawet marny nie da Ci po prostu zdechnąć.

        I zadają pytania typu jak dostać jakiś zasiłek, bo nie mam co do garnka włożyć,
        ani dla siebie, ani dla dziecka, a facet, mąż czy konkubent się wypiął i
        zostawił mnie sama z dzieckiem tudzież innymi kłopotami.
        Pytają co zrobić, a tu pojawia się od razu doradzacz i zamiast odpowiedzieć na
        pytanie po prostu "masz do tego prawo, a do tego już nie" wali tekst w
        stylu "won do roboty leniu i pasożycie", "postawy roszczeniowe" itp, itd.
        Nie jestem gołosłowna, poczytaj tylko ostatnie wątki tutaj.
        Czy to jest rada? Widzisz, tu znajdują sie właśnie kobiety, które chyba lepiej
        niz inne odczuły jak niebezpieczna może być finansowa zależność od faceta.

        I dużą różnicą jest rada typu postaraj się zrobić to, to i to, ale szukaj jak
        najszybciej pracy, a nie "iść do roboty w końcu".
        • virtual_moth Re: IDZ DO PRACY.... 13.01.06, 23:12
          agamagda napisała:

          > Lipcowa, wiem ze pytasz złośliwie i udajesz, że nie rozumiesz o co chodzi.

          Agamagda, ja uważam, ze lipcowa naprawdę nie wie o co chodziwink No ale ponoć
          nie ma głupich pytańwink

          Pzdr
          • agamagda Re: IDZ DO PRACY.... 13.01.06, 23:14
            No to jej wytłumaczyłamwink
            W sumie prawdą jest, że kto pyta nie błądziwink
            • pom Re: IDZ DO PRACY.... 14.01.06, 00:23
              Czytam Wasze posty i cokolwiek nie mówić, bardzo Was dziewczyny podziwiam.
              Mam nadzieję, że fakt, iż jestem macochą, nie wpłynie na odbiór moich słów.

              Sama jestem w ciąży, za niecałe dwa miesiace powinnam urodzić, mam troche
              zaskórniaków i nie jestem sama. Ale i tak pójdę do pracy najszybciej jak tylko
              można - w mojej branży jest tak, że nie pracujesz - cofasz się, więc muszę cały
              czas być w kursie. Co z tego wyjdzie - czas zweryfikuje.
              Nigdy jednak nie odwazyłabym sie powiedzieć kobiecie, która ma malutkie dziecko
              i jest sama - weź się do roboty. Mało tego, uważam, że własnie samotna matka ma
              święte prawo do bycia ze swoim dzieckiem jak najdłużej i to bez wzgledu na to,
              czy ma możliwości zarobkowe, czy nie. No bo dlaczego miałaby się na własne
              życzenie zarzynać się i iść do pracy, kiedy sam fakt samotnego macierzyństwa
              niesie za sobą wiele tak trudu (mnie i moja siostrę wychowywała mama z
              nauczycielskiej pencji i nie dostawała żadnych alimentów). Oczywiście są
              przypadki, kiedy kobiecie jest tak wygodnie - nie pracować, podczas gdy ma
              czynną pomoc całej rodziny, która ułatwia jej życie jak może a jej samej się nie
              opłaca iść do pracy, bo jak tak jest wygodniej dla niej samej. W takim przypadku
              jak np. Tsunami jednak nie miałabym oporu przyznać prawa samotnej mamie
              alimentów zarówno na dziecko jak i na nia samą, przynajmniej na rok po
              macierzyńskim. Sama musi liczyć na siebie, bać się o swoje dziecko, martwić się
              jak zachoruje, organizowac opiekę. Czy to mało? Dlaczego jeszcze powinna "brać
              się do roboty"? Nie wystarczy, że ma pod górę w zyciu i tak? Kurczę, dlaczego
              choć w ułamku nie zadośćuczynić jej trudom.
              • pelagaa Re: IDZ DO PRACY.... 15.01.06, 10:39
                > Mało tego, uważam, że własnie samotna matka ma
                > święte prawo do bycia ze swoim dzieckiem jak najdłużej

                Dzieki Pom za zrozumienie, ale ja uwazam, ze kazda matka, niezaleznie od
                statusu powinna miec mozliwosc pozostania ze swoim dzieckiem tyle, ile wymaga
                tego dziecko. A dzieci sa rozne. Jedne swietnie zaadoptuja sie w zlobku, a inne
                i do przedszkola nadawac sie nie beda. Jedne dzieci sa zdrowe, inne chore i
                trzeba poswiecic im wiecej siebie i swojego czasu. Jedne dzieci maja silny
                charakter i sa przebojowe, inne sa lekliwe i placzace i dobrze byloby im
                oszczedzic dodatkowe stresy. Rodzice tez sa rozni. Jedni maja prace w godzinach
                7-15, a inni 9-17, a jeszcze inni pracuja po 12 godzin dziennie, bo takie mamy
                czasy. Dla matki pracujacej od 7 do 15, majacej zdrowe, przebojowe dziecko
                powrot do pracy moze nie byc zadnym problemem. Chodzi tylko to, zeby zrozumiec
                te matki, ktore nie maja sytuacji latwej, nie moga pracowac w domu, opiekunka
                pochlonelaby lwia czesc pensji. Chodzi o zrozumienie, ze to, ze jedni sobie
                radza, nie moze byc wyznacznikiem i mantra dla innych. Kazdy ma inna stuacje po
                prostu.
                Mam nadzieje, ze Twoja Dzidzia bedzie zdrowa i Twoj powrot do pracy bedzie
                mozliwy w takim terminie, jak zaplanowalas i ze nie wypadniesz z obiegu smile
                Na pewno wszystko dobrze sie pouklada smile
                Pozdrawiam
    • escribir Re: IDZ DO PRACY.... 14.01.06, 01:12
      No ja niestety ( a raczej stety) wzięłam sie do roboty gdy moja starsza miała
      2,5 roku. Poszłam sprzątac cudze brudy- bo na szybko tylko takie zajęcie mogłam
      dostać.
      Z moją młodszą musiała sie "rozstać" po tygodniu- ważne wykłady, egzaminy.
      Długo było tak że pracowałam, żeby zarobic na opiekunkę, a zatrudniałam
      opiekunkę żeby pracowac.
      Ale mam (a właściwie zdobyłam!) taki zawód, że nie mogłam wypaść "z obiegu".
      Jednak dzięki temu teraz nie proszę nikogo o nic - ani państwa ani innych ludzi.
    • leeya Re: IDZ DO PRACY.... 14.01.06, 09:31
      Czytalam wszystkie posty i tak sie zastanawiam.. Chodzi o sama forme czy o
      tresc? Bo jak wywnioskowalam powiedzenie: "...wszystko bedzie w porzadku, jakos
      Ci sie ulozy, mozesz sie starac o to i o to, jednak w dluzszej perspektywie
      moze lepiej pomyslec o pracy.." Jest OK, a stwierdzenie "poszukaj sobie pracy"
      jest juz nie OK (nie mowie o tekstach "rusz dupe do roboty, bo za takie cos to
      bym sama oczy wydrapala). Czy tez ogolnie chodzi o to, ze matka, szczegolnie
      samotna, powinna miec prawo do pozostawania w domu do czasu az dziecko ukonczy
      iles tam? Czy tez moze o to, ze kobiety zarabiaja w Polsce zbyt malo, nie tylko
      samotne matki, mezatki i bezdzietne panny tez?

      Jezeli chodzi o forme wypowiedzi - zgadzam sie calkowicie. Chociaz, z pewnym
      zastrzezeniem. Mi akurat najbardziej pomogl sie pozbierac "kopniak w dupe". Co
      prawda nie netowy, ale od osoby w realu, ktora cenie i szanuje. Od mojego
      szefa. Zapytal mnie czy zamierzam sie mazgaic i zyc na zasilkach lub liczyc na
      alimenty czy moze wezme sprawy w swoje rece i pomysle TAKZE o swojej dalszej
      karierze zawodowej, bo w MOJEJ sytuacji zarabianie pieniedzy jest bardzo wazne.
      Z tym ze mowie, to byla osoba, ktora szanowalam i cenilam i PRZEDE WSZYSTKIM
      wiedzialam, ze dobrze mi zyczy.

      Co do wychowywania dziecka ipozostawania z nim w domu az ukonczy rok czy
      poltora to juz jest chyba indywidualna sprawa kazdej matki. Czy samotnej czy
      pozostajacej w zwiazku. Nie uwazam, ze samotne matki maja do tego wieksze prawo
      niz niesamotne. Bo niby trzeba dziecku wynagrodzic "cos"?? Ja wiem, ze moze mam
      pogiete podejscie, ale nie uwazam, zeby dziecku wychowywanemu przez jednego z
      rodzicow nalezaloby "cos" wynagradzac.. A przynajmniej takiemu, ktore NIE WIE
      lub NIE PAMIETA, jak to jest miec pelna rodzine. W takiej sytuacji wlasnie ja
      jestem i mowie tylko z wlasnego doswiadczenia. Obawiam sie, ze gdybym zaczela
      Kulce "wynagradzac" cos czego nie znala i nie miala mozliwosci poznac, byloby
      to wstepem do zwyklego rozpieszczania jej. Potem mialabym jej wynagradzac moj
      powrot do pracy, potem cos innego.. Nie tedy droga, wydaje mi sie. Nie mam
      zadnych problemow natury psychologicznej z powodu mojego wczesnego powrotu do
      pracy. Czy to znaczy, ze jestem zla matka? A nawet wiecej.. Uwazam, ze
      planowana przez nasz nowy uklad polityczny ustawa o wydluzeniu macierzynskiego
      do pol roku jest wielka szkoda dla kobiet. I zmniejsza ich atrakcyjnosc na
      rynku pracy. Kobieta, tak jak kazdy czlowiek, powinna miec prawo wyboru czy
      chce pozostac z dzieckiem pol roku czy moze tylko 3 miesiace. Niestety w
      planowanej ustawie takiego wyboru kobietom nie pozostawiono.

      Co do malych zarobkow to juz w ogole jestem zlosliwa bestia. Wiadomo, ze jak
      sie malo doswiadczenia zawodowego, chocby i skonczylo sie studia a potem
      pracowalo w wyuczonym zawodzie, to placa jest mala. Z przepracowanymi latami
      doswiadczenie wzrasta, a co za tym idzie i pensja tez. Jednak problem i tak
      jest, faceci zatrudnieni na takim samym stanowisku zarabiaja o kilkanascie a
      nawet kilkadziesiat procent wiecej niz kobietasad Ale jest spoleczne ciche
      przyzwoleniena to. Wlasnie dlatego, ze kobiete traktuje sie jak pracownika "do
      czasu" az zajdzie w ciaze i urodzi dziecko..

      A co do dostepnosci etatow.. Od sierpnia w jednym ze sklepow w galerii
      handlowej "manhattan" we Wrzeszczu na Grunwaldzkiej wisialo
      ogloszenie : "zatrudnie ekspedientke". W listopadzie moja sister przy okazji
      spaceru z Kulka wlazla do tego sklepu. Zapytala o prace, powiedziala ze ma 16
      lat i sie jeszcze uczy i dostala te prace. Pracuje w sobote i niedziele,
      zarabia 500PLN netto/miesiecznie na umowe o prace. Po skonczonej rozmowie
      dotyczacej pracy wlascicielka sklepu pyta Mloda: "a jak sobie dajesz rade z
      takim malym dzieckiem i szkola, a teraz jeszcze z praca?" Na co Mloda zdziwiona
      odpowiada: "To jest dziecko mojej siostry, nie moje."

      Leeya
      • tsunami05 Re: IDZ DO PRACY.... 14.01.06, 09:56
        W pełni popieram post leeyi.
        Tak się składa, że w moim środowisku mam kilka bliskich osób - samotnych matek - dają radę. Mamy tak, jak sami sobie poukładamy. Zła praca? Mało płatna i nie starcza na opiekunkę? Trzeba poszukać lepszej, proste. Albo tańszej opiekunki. Albo samemu zostać opiekunką pilnując dwoje dzieci, swoje i cudze za kasę. Albo troje. Takie osoby tez znam i rozważam taką opcję. Jeśli nie ma pracy blisko, może jest dalej? W innym mieście, kraju?
        Jak czytam "nie wiem jak bym sobie poradziła, gdyby nie rodzice" i widzę że kogoś kłuje w oczy mój optymizm to się zastanawiam co wobec tego powinnam zrobić w mojej sytuacji. Rodzice mi nie pomogą, więc jak juz się ocknę z malutkim dzieckiem na ręku, to co? Mam iść pod kościół? Fajnie dziewczyny, ze macie rodziców, którzy was nie zostawili w potrzebie, ja wole być optymistką i oddalac od siebie wizję żebrania w MOPSie albo pod kościołem.
        Po prostu czasami ludzie sobie radzą bo nie mają wyjścia. Dobrze jeśli wtedy szukają pracy a nie zapomogi.
        Mieszkam teraz w regionie gdzie jest największe bezrobocie w Polsce. Wielokrotnie szukaliśmy pracowników, znajomi szukali pracowników i wiecie co? Znaleźli, ale takich co do tej pracy przyjechali 300 km. Tutaj ludzie wolą narzekac, że nie ma pracy i nawet jak im pod nos robotę podsuniesz, nie wezmą jej. Dlatego tak mnie drażnią posty, na które inni odpisują "Idź do roboty".
        • virtual_moth Re: IDZ DO PRACY.... 14.01.06, 10:28
          Tsunami, mnie nie kłuje w oczy Twój optymizm, ja wiem z czego on wynika. Nie
          życze Ci źle, ale tak się składa, że WIĘKSZOŚĆ samotnych matek jakie znam miało
          duże problemy na początku, gdy dziecko było jeszcze małe. Wcale nie uważam, że
          to z winy tego, iż nie chcialy wziac się do roboty...
          Może Tobie dobrze się ułoży, ale nie odmawiaj innym racji do słusznej czasami
          rozpaczy, kiedy dochodzi się do punktu, w którym człowiek czuje, że niewiele od
          niego zalezy.

          Pzdr
          • tsunami05 Re: IDZ DO PRACY.... 14.01.06, 11:17
            Wiesz, ja teraz jestem w rozpaczy, bo 15 lat nie mam i wiem, że mogą być problemy. I wydaje mi się, że z rozpaczy tak własnie postępuję - to pewno instynkt. Rodzice mi odmówili pomocy (chciałam wspólne z nimi wziąć kredyt mieszkaniowy i sama go spłacać, teraz płace za wynajem mieszkania kupe kasy, więcej niż rata kredytu). Dla dziecka nie kupili nic. Kredytu nie wzięli, mama mnie pocieszyła - "po macierzyńskim znajdziesz pacę na czas nieokreślony na etacie i sama weźmiesz kredyt, my nie mamy pieniędzy..." Ma kierownicze stanowisko w dużej firmie. KAsy nie chciałam, tylko ten podpis w banku. Na wieść o ciąży dała mi w twarz (mam 29 lat) i wyrzuciła z domu - jechałam do nich z kłopotem kawał drogi. Wróciłam do wynajmowanego wtedy pokoju na stancji i zaczęłam kombinować. Ojciec dziecka załamywał ręce i mówił, że w razie czego wyjedzie za granicę, tam zarobi. Nigdzie nie pojechał. Tak że naprawdę wiem co to rozpacz i nikomu jej nie odmawiam. I cholernie się boję, ale przekonałam się, że mam tylko to, co sama zdobędę i choćby mi dziecko miało kiedyś wykrzyczeć, że się nim mało zajmowałam, bedę musiała jakoś zadbac o nie i o siebie. Myślę, że skoro jest nas tu więcej, można by sie pozastanawiać, jak sobie polepszyć życie. Był pomysł z wspólnym wynajmem mieszkania - może jakiś wspólny biznes wymyślimy? Albo chociaz jakieś pomysły konstruktywne padną?
        • pelagaa Re: IDZ DO PRACY.... 14.01.06, 16:25
          Niepotrzebnie sie wyzlosliwiasz Tsunami na mnie za to, ze pomogli mi rodzice.
          Nie martw sie dostatecznie dostalam w dupe z innych powodow. I wcale nie kluje
          mnie w oczy Twoj optymizm. Ja Ci zycze abys NIGDY nie zaznala OBIEKTYWNYCH
          przeszkod w tym o czym piszemy, czyli ruszeniu dupy do roboty i zarobieniu na
          siebie. Bo ja takie przeszkody napotkalam i mialam wybor, albo zdrowie dziecka
          (szpitale i codzienna rehabilitacja raczej nie sprzyjaly podjeciu pracy), albo
          samodzielnosc finansowa. Ciebie kluje w oczy, ze wybralam zdrowie dziecka???
          Mialam te dobra sytuacje, ze mam kochajaca rodzine. Ciebie to kluje w oczy, bo
          Twoja taka nie jest. Przykro mi z tego powodu. Ale to nie znaczy, ze nie
          moglabys wykazac odrobiny empatii, w stosunku do tych, ktorzy nie radza sobie
          swietnie. Ale widze po Twoim poscie, ze nie przyjmujesz do wiadomosci, ze takim
          ludziom nalezy sie odrobina empatii. I to jest przykre. Ze kobiety nawet w
          podobnych sytuacjach zyciowych najbardziej w swiecie kochaja mowic innym co
          powinny zrobic, jak powinny sie zachowywac, ile na dziecko wydawac, jak zyc.
          Troszke pokory zyciowej by sie przydalo.
          Ja tez sobie teraz dobrze radze, ale pamietam czasy rozpaczy. I moze dzieki
          temu moge choc probowac wczuc sie w sytuacje tych, ktorym teraz jest ciezko.
          I nie uzalam sie nad malolatami, ktore zastanawiaja sie jak znajda czas na
          aerobic i spotkania z przyjaciolmi, bo zycie w domu z rodzicami i dzieckiem je
          nudzi. Ale przykro mi, jak czytam o kobietach, ktore maja naprawde ciezka
          sytuacje, bo np. pan maz poszedl w sobie sina dal zostawiajac ja w dwojka
          dzieci, a na nie miala CZASU na zgromadzenie pieniedzy, bo nie wiedziala, ze
          zostanie sama.
          Tak malo zrozumienia na forum, ktore mialo byc wsparciem... To jest naprawde
          przykre...
          • tsunami05 Re: IDZ DO PRACY.... 14.01.06, 16:44
            Nie pelAgo, ja mam w sobie empatię i szkoda mi takich osób, tylko że w naszym kraju niestety nie mogę im nic innego poradzić. Pieniądze z zasiłków to jakieś grosze. Może troszkę radykalnie wygłaszam poglądy, bo po prostu znam sporo osób, które ewidentnie naciągają innych a same sa zbyt leniwe, żeby coś zrobić ze sobą. Znam też samotne matki, ktore wykorzystują różnych facetów, żeby sobie jakoś poukładać życie i to uważam za upokarzające. Jestem też radykalna, bo sama usłyszałam - niestety - "od 6 lat pracujesz na umowę zlecenie - nic ci się nie należy, ani macierzyński, ani zwolnienie ani wychowawczy tym bardziej".
            Oczywiście, że nie mam ci za złe ani kochającej rodziny (dobrze, że jest) ani tego, że zdrowie dziecka jest dla ciebie najważniejsze. Ja po prostu przedstawiam taki punkt widzenia, w jakim sama jestem - czyli - zero wsparcia od rodziny a jedynie same pretensje i kłody pod nogi. Swojemu ojcu, jak narzeka, że go nie stać na to i tamto też mówię, rusz dupę i dorób zamiast narzekać. Ojciec mojego dziecka jest tak samo niezaradny, nie mam co liczyć na alimenty pozwalające mi na przeżycie z dzieckiem po macierzyńskim. Nie jestem wierząca, a chętnie pomodliłabym się za to, żeby moje dziecko było zdrowe i żebym miała siłę i możliwość pracować i je utrzymać.
            Nie wiem - moze po prostu te 9 miesięcy ciąży pokaząły mi, że świat tak naprawdę ma mnie w dupie, muszę przetrwać sama i dlatego trochę zgorzkniałam. Ale na pewno nie jest tak, że nie współczuję dizewczynie porzuconej z dwójką dzieci - wiem już teraz że takie osoby znajdę, kiedy będę się pozbywać ciuszków po moim dziecku itp. Mnie też pomogli obcy.
            I generalnie zgadzam się z tymi, które mówią, że zakichanym obowiązkiem ojca dziecka jest łożenie na jego utrzymanie, tylko jak to zrobić?
            • konkubinka Re: IDZ DO PRACY.... 14.01.06, 22:21
              hihi, jak miło po długim dostawaniu kopa (pare miesiecy temu wstecz) , cos
              takiego przeczytac.I choc moje zycie sie zmienilo a ja ruszylam dupe do roboty -
              bez przekonania ale ruszylam , podpisuje sie pod autorka.

              I niestety na kazdym kroku okazuje sie , ze bycie matka nie jest proste w tej
              kwestii.
              Jesli chodzi o mnie wlasnie dowiedzialam sie , ze definitywnie musze wypisac
              dziecko ze zlobka z uwagi na jej problemy zdrowotne .Nie -nie najme opiekunki
              na caly dzien -moze dorywczo, bo w stolicy to sie mija z celem na poczatku
              dzialnosci firmy.Poza tym nigdy nie chcialam i nie mialam przekonania do niań.
              Moje ostatnie miesiace opieraly sie na tym , ze szukalam rozwiazan jak pogodzic
              jedno i drugie i przestalam sie radzic osob z zewnatrz , ktore zielonego
              pojecia nie maja ze sa inne sytuacje niz ich wlasna.
              Podjelam pare duzych decyzji , ktorych nie zaluje.Mam pare wyjsc na oku ,
              gdybym znalazla sie pod sciana ale naprawde nie kazdy ma te mozliwosci co ja
              czy Pelaga i kochajacych rodzicow , ktorzy chca i moga pomagac .
              Uwazam , ze kazdy moze przechodzic kryzys a tymbardziej matka, a gdy zostanie
              sama i ma w sobie choc troche odpowiedzialnosci za dziecko to naprawde ciezka
              droga przed nia.
              I pomyslec , ze tyle czasu dojrzewalam do decyzji o zlobku, potem tyle czasu
              staralam sie o miejsce w nim i wreszcie moja corka polubila tam chodzic i
              okazalo sie , ze niewiele zalezalo ode mnie.
              Najlatwiej jest pouczac ale ja juz to kiedys tu komus pisalam -nie masz dzieci
              nie osadzaj, nie jestes sama , nie pisz co bys zrobila gdybys byla.Nie ma dwoch
              takich samych zyć, a za poczecie dziecka nie odpowiada tylko matka.I gdyby nie
              istnienie mojego Ojca juz dawno przestalabym wierzyc w prawdziwych facetów.
              • virtual_moth Re: IDZ DO PRACY.... 14.01.06, 23:02
                Heh, ja do dziś pamiętam ten wątek, w którym Cię nieźle obsztorcowano i kazano
                ruszyć dupę do robotywink

                Prosze Cię - jak już będziesz bardzo niezależna finansowo (a moze już jestes?smile
                to nie pisz innym w stylu: "ja mogłam, to i inne mogą"wink))

                Fajnie że Ci się układasmile
                Pzdr
              • pelagaa Re: IDZ DO PRACY.... 15.01.06, 10:25
                Fajnie, ze czasem zagladasz Konkubinko smile Ciesze sie, ze Ci sie lepiej powodzi!
                Pozdrawiam
            • agamagda Re: IDZ DO PRACY.... 15.01.06, 01:10
              Tsunami, przeczytałam Twoje posty i nadal mam wrażenie, że nie wiesz, o czym
              piszesz, bo po prostu jeszcze jest za wcześnie.
              Widzisz, nawet pisanie osobom takim jak Pelaga, Virtual, czy ja, że Twój
              optymizm kłuje nas w oczy jest trochę nie na miejscu. Dlaczego? dlatego, że my
              już zdałyśmy egzamin z samodzielnego macierzyństwa, Ty jeszcze nie.
              My naprawdę życzymy Tobie i dziewczynom w podobnej do Twojej sytuacji energii,
              podpowiadamy w granicach naszych możliwości, co zrobić, i choć same pracujemy,
              płacimy składki, na ZUSy, srusy i inne duperele i to z tych składek idą
              pieniądze na zasiłki - nie mówimy ile to nas kosztuje.

              Mój pierwszy mąż zostawił mnie w finansowej sytuacji tragicznej. Nie mieliśmy
              intercyzy, on wpadł w depresję i zniknął. Długi, kredyty, problemy z bankami,
              zadłużone mieszkanie, za które nie płacił od miesięcy. Zero alimentów, czy
              jakiejkolwiek pomocy, a do tego groźby od osób, którym był winny pieniądze,
              komornicy i skarbówka, chcący zająć moja pensję. Ekstrunia sytuacja, co? Jakby
              tego było mało dziecko zaczęło chorować, antybiotyk za antybiotykiem i odkryto
              alergie. Po prostu total.
              Dałam sobie radę, wyszłam całkowicie, nie tylko na prostą, ale nawet wspięłam
              się pod górkęsmile Syn dziś właściwie wcale nie pamięta tamtego okresu.
              A i jeszcze jedno… z nowszych dziejów… Mam dobry zawód, świetną pracę na umowę
              o pracę i własną działalność. Wydaje mi się ze jestem cenionym pracownikiem,
              wnioskuję to z pensji, jaką mi płacą i ilości zadań, jakie są mi powierzone.
              Ale po 7 miesięcznej nieobecność (od 7 miesiąca miałam zwolnienie + urlop
              macierzyński) moja pozycja uległa bardzo dużemu osłabieniu. Straciłaby pewnie
              pracę gdybym nie mogła polegać na moim mężu, który przejął lwią część opieki
              nad małą w tym okresie. A był to okres bardzo trudny, mała zaczęła bardzo
              poważnie chorować, niezbędne były wielokrotne wizyty u specjalistów itp., itd.
              Gdybym była samotną, kto by wtedy się tym zajął? Straciłabym pracę i własną
              działalność właśnie, dlatego, ze nie byłabym dyspozycyjna….
              Więc wydaje mi się, i mówię z doświadczenia… może i kop w tyłek czasami się
              przydaje, ale trzeba bardzo uważać gdzie się kopie, bo najczęściej kopie się
              jednak leżącegosmile
              • tsunami05 Re: IDZ DO PRACY.... 15.01.06, 09:35
                Dziewczyny - po pierwsze - nie odpowiedziałabym żadnej z Was w takiej sytuacji, ze ma iść do pracy, bo po prostu na tę prace można nie mieć czasu i doskonale to rozumiem. Po drugie - nikomu nie wypominałam moich skłądek na ZUS - w końcu sama może pójdę kiedyś na rentę na przykład i co? Mnie wypomniano - podobnie jak konkubince, kazano szukać pracy itp. Tak zrobiłam. Też byłam leżącym a najdotkliwiej skopali mnie rodzice.
                Przez ostatnie miesiace skutecznie zawaliłam coś waznego, bo musiałam ruszyć dupę i przez 14-16 godzin dziennie pracować. Od tygodnia nie pracuję (mam działalność, po prostu odpuściłam na chwilę) i staram się ponadrabiać i widzę z przerażeniem, że do urodzenia dziecka 10 dni i mogę nie zdążyć..
                W tym czasie czytałam posty typu - "Nie pracowałam nigdy, mam małe dziecko, mąż mnie rzucił, gdzie mam pójść po pieniądze?" albo - "Nie mamy na wózek, bo ja jestem w ciąży i nie będę przecież pracować, a mąż mało zarabia" - na pytanie czy ciąża zagrożona, odpowiedź przecząca. Posty "Chcę iść na zwolnienie - to 9 tydzień a ja mam stresującą pracę bo szefowa krzyczy" doprowadzały mnie do białej gorączki, bo ja w swojej pracy jeździłam po Polsce maluchem, dojeżdżałam 100 km na 8 rano przez góry, w śniegu a i zleceniodawcy aniołami nie byli.
                Moja postawa nie jest postawą typu - "ja mogłam, inni też mogą" - ja po prostu nie widzę innej możliwości, jak wzięcie życia w swoje ręce. Nie ma w tym kraju socjalu i to smutne, ale trzebna się z tym pogodzić. Wydaje mi się, zwłaszcza kiedy czytam posty takie jak wasze (agamagdy, czy konkubinki), że przykłady osób, które dały radę działają mobilizująco na osoby, które sobie nie radzą. Bardzo się ucieszyłam, kiedy przeczytałam, ze jednak można "wspiąć się na górkę", bo to tylko dla mnie nadzieja, że też dam radę.
                Agamagdo - piszesz, że pomógł ci mąż - ja wychodzę z założenia, że jeśli będę mieć problem z pracą, pomoże mi w opiece nad dzieckiem jego ojciec - to jego obowiązek. Nie cierpię go, ale wybiorę mniejsze zło, jeśli stawką będzie moje przetrwanie - on i tak prawie nie zarabia, więc jego "pozycja zawodowa" pracownika fizycznego nie ucierpi na urlopach. A moja niestety tak. Na szczęście przekonałam się, że robi to co ja chcę (poza alimentami, bo na nie nie ma), więc myślę, że dam radę. Do pracy muszę wrócić w marcu - dziecko będzie miało miesiąc - ale to praca w domu z ewentualnymi spotkaniami dwugodzinnymi, to się załatwi.
                Wracając do tematu - nigdy nie kopałam leżącego (tak mi się zdaje, ale moze ktoś mnie kiedyś źle zrozumiał..) i nie miałam zamiaru się przechwalać, dowartościowywać się. Wczoraj byłam załamana tym co piszecie, że jeszcze mi sie wszystko zawali, że nie wiem jak to jest. Dziś już mi lepiej, bo widzę że i wy dajecie sobie znakomicie radę, więc pozwolę sobie dalej trzymac się kurczowo mojego niepoprawnego optymizmu, bo to on daje mi siłę.
                • headonshoulders Re: IDZ DO PRACY.... 15.01.06, 18:05
                  ja sie zgadzam z tsunami. Jak jest zdrowie to nalezy wziac sprawy w swoje rece.
                  JEDYNA wymowka bylyby dla mnie klopoty zdrowotne. Jak ich nie ma, droga wolna.
Pełna wersja