oliwija
23.09.07, 13:45
wróciłam z jesuiennego spaceru z Weronika ale to co przerzyłam to
szok. poszlysmy na rower i plac zabaw. tam Wera spotlkała koleżankę
z klasy Yoasię. dziewczynki pieknie sie bawiły, szalały na
zjezdzalni i naglę podbiegła do nich jakaś baba bo babiszon i
zaczyna sie drze..... ale jakkkk przerazliwie. ze one na zjeżdzalni
szaleja ...... ze sobie cs zrobia, ze maja nieodpowiedzialnych
rodziców....... obie dziewczynki stały jak skamieniałe.... c innego
mogły zrobic?........ . wreszcie poniewaz dziewczynki nie reagowały
złapała Yoasie i zaczęla ją szarpac. Mala była tylko z siostra wiec
tamata tez nie ragowała bo sie bała, ale ja nie wytrzymałam
podeszłam do babiszona i zapytałam w jakim celu szarpie moje
dziecko...... a ona mi na to gdzie ja byłam jak moje dziecko
demolowało plac zabaw? ja jej na to ze cały czas siedze i patrze i
jakos nie widze demolki ....... i czy ona uważa ze zjezdzanie w
szybkim tempie ze zjezdzalni to demolka? ona na to ze tak bo mozne
dziecko zrobic sobie krzywde....... na to jej synek chwilke pózniej
wyrwał z ziemii karuzele...... wiec dobrze się złożylo bo juz sie
nie odezwała ... zabrała dzieciaka ze sobą i zwiewała az się
kurzyło...... no i powiedzcie czy ta baba była zdrowa na umysle?