... swoją inwencją w pacyfikowaniu dziecięcia. A nuż ktoś skorzysta?
Mój pędrak nauczył się siadać. Ale siedzi jeszcze jak wańka-wstańka i co chwilę traci równowagę. Nie mogę więc, jak to robiłam wczesniej, puścić gagatka na podłogę i spokojnie udać się do swoich zajęć, bo obawiam się, że gagstek uszkodzi sobie makówkę. Próbowałam więc pacyfikować wańkę-wstańkę w krzesełku - wrzask. W huśtawce - wrzask. W chuście - też wrzask, chusta w gej chwili jest do spania, a on chce fikać a nie spać. Od trzech dni gryzłam pięści i w bezsilnej złości przyglądałam sie rosnącej hałdzie rzeczy-którymi-nie-mam-kiedy-się-zająć.
Aż dziś, w akcie desperacji, wsadziłam malego koczkodana do wiadra, o
takiego. Na rączkach powiesiłam dwie zabawki, parę wrzuciłam do środka. Bingo! Dziecię siedzi tam od ponad czterdziestu minut, grucha z zadowolenia, trzącha zabawkami, a ja w spokoju piję herbatę