Mój syn ma 2 miesiące dzisiaj dokładnie, ważony dzisiaj 4300. Urodził się z wagą 3050, najniższa waga była 2870. Obliczyłam średnią wskazującą na przyrosty +150g na tydzień czyli norma. Tymczasem wszystkie lekarki, które go oglądały (w przychodni trzy, jedna starsza i dwie młode; w szpitalu jedna młoda neonatolożka) każą mi dokarmiać, że za mało i za mało. Dokarmiam i tak, karmię 3 sposobami, piersią, odciąganym i mm. Osobiście uważam, że przybiera dobrze, czuje się dobrze, nic mu się nie dzieje. Ma szczupłą budowę ciała. Wagowo mniej więcej 3 centyl, wzrostowo 50. Skąd ta panika u lekarek? Macie też takie doświadczenia?
PS. W tym wątku nie proszę o rady, jak przestać karmić butelką i wrócić do kp