ania28.1
20.11.05, 23:27
Przezywam chwilowy kryzys. Mam cudownego synka i ... na tym koniec.
Jestem zupelnie ze wszystkim sama.Ojciec dziecka finansowo jest ok i malego
tez b. kocha ale jest to tatus tzw. niedzielny. W ogole nie moge na niego
liczyc w takich sytacjach jak odpoczynek, wyjscie np. do sklepu czy gdzies na
spacer- zeby na chwile sie oderwac i zregenerowac sily. W rezultacie moj
synek jest b. emocjonalnie ze mna zwiazany poniewaz moja twarz widzi 24 na
dobe. Szukam teraz kogos do opieki ale wole nawet nie myslec co bedzie jak mu
znikne z pola widzenia. Rodziny nie mam, mojego ojca maly w ogole nie
obchodzi a moja mam wyjechala za granice- zalamka. Ja bez pracy (stracila w
zwiazku z zajsciem w ciaze) i bez zadnych perspektyw. 29 lat na karku i
cholernie samotna...Z ojcem malego chcialam dojsc do porozumienia ale kazde
nasze spotkanie konczy sie awantura, niestety. Bardzo to wszystko smutne
prawda? Wiem ze ini maja sto razy wieksze problemy ale jakos to mnie nie
pociesza. Macie jakies rady? Pozdrawiam