malagosia76
03.11.06, 22:08
mam od wczoraj poważną myślówkę, pisałam o tym ale dalej mnie gniecie, więc
znów piszę...
byłam wczoraj u immunologa/alergologa z moim 4 miesięcznym skarbem. na tą
wizytę zostałyśmy skierowane dwa miesiące temu po tym jak mała miała
zapalenie oskrzelików (byłyśmy w szpitalu). kobieta była straszna. osłuchała
córeczkę, która ma katarek po raz drugi w ciągu tych dwóch miesięcy, nic nie
stwierdziła, w oskrzelach czysto. mała zachowuje się normalnie poza tym
katarkiem (od 10 dni) i wysypką na buzi od kilku dni (coś zjadłam tylko nie
wiem za bardzo co). a ta kobieta od razu kazała nam się pozbyć kotów, kwiatów,
nie używać detergentów do czyszczenia mieszkania, no wogóle nic nie wolno.
przeraziłam się, zadzwoniłam do naszego pediatry, który powiedział, żeby dać
dziecku spokój, że nic jej nie jest ale wiecie jak to jest... lekarz ze
stopniem dr, szefowa kliniki immunologi w IMiD, jednak coś mi to dało do
myślenia. co prawda intuicja podpowiada mi, że ta kobieta przesadziła, że
alergolog u każdego alergie znajdzie. mimo wszystko zasiała we mnie ziarno
niepokoju mówiąc (bez żadnych badań i testów): "ona jest napewno alergikiem".
miałyście może doświadczenia z takimi lekarzami a okazało się, że to poprostu
zwykły katar? czy drugi katar od sierpnia (po tym incydencie z oskrzelami) to
dużo? co prawda te karki wiązały się z pokasływaniem ( to podobno od spływania
do gardła) i trwały dłużej niż tydzień. mojej małej ostatnio zaczęło sie
trochę ulewać, czasem się zakrztusi i chlupie jej w nosku podczas jedzenia,
może to od tego?